off the grid
: sob cze 20, 2026 10:30 pm
Stał sobie razem z Sheeren obok otwartych drzwi do piwnicy i czekał, aż dołączy do nich Eryczek, ale... on bardzo długo szedł, tak jakby? Alex przestąpił z nogi na nogę, zerknął w niebo, potem na ognisko, potem na zegarek, potem na Duffy tulącą kota na krześle... Jeju... Co on robił? Ach, no, w końcu się pojawił, no nareszcie! Co prawda, w samym T-shircie i lekko poturbowany, ale raczej cały i zdrowy. Alex zmrużył oczy i taktownie zignorował fakt, że kumpel wyglądał, jakby właśnie wpadł w krzaczek agrestu. - Coś czuję, że nie tylko drzwi będą do naprawy po naszym wyjeździe - rzucił do Eryczka, gdy tylko pojawił się na horyzoncie. Nagle, jak na zawołanie, w oknach domku błysnęło światło. No proszę, dziewczyny ogarnęły bezpieczniki! Wyglądało na to, że misja ratunkowa zaraz zamieni się w zwykły spacer, więc Alex, niewiele myśląc, odpalił latarkę w telefonie i zaczął schodzić po betonowych schodkach. - No dobra, Duffy, to weź tu zostań z kotem i pilnuj ognia - zawołał jeszcze przez ramię do Summers. - Jakby co to krzyy... Słyszeliście? - nie dokończył, bo z głębi piwnicy dobiegł nagle jakiś dźwięk - łomot, pisk, wrzask? Trudno powiedzieć, echo było przepotężne, jednak Alexowi wydawało się, że w całym tym jazgocie usłyszał krzyk Maddie. - O kurde, brzmi jak Maddie - rzucił, a jego ciało zareagowało szybciej niż mózg. Napiął się cały i - nie oglądając się na Erica i Shereen - popędził z latarką w dłoni przed siebie.
Nie chciał, żeby Lennox coś się stało. On ją tutaj zaprosił - i nawet przywiózł. Nie wyobrażał sobie, że coś mogłoby się jej stać z jego winy i nie wybaczyłby sobie, gdyby coś się jednak stało, a on czekałby na górze jak jakiś książę. - Maddie! - zawołał między jednym zakrętem a drugim, biegnąc na oślep w stronę źródła dźwięku. No i nagle, za kolejnym zakrętem, z naprzeciwka coś wyrosło - jakieś CIAŁA - komuś zgasło światło i... JEB! Alex wpadł na kogoś z impetem, telefon wypadł mu z ręki, a piwnicę zalała fala soczystych przekleństw. No i chuj, zaraz na pewno umrze. Macając ręką po zakurzonej podłodze, w końcu dorwał komórkę. Uniósł ją, włączył ekran i oświetlił to pobojowisko. - Kurwajajebiecotusięodpierdalapojebiemnie - wyrzucił z siebie na jednym wydechu, po czym uniósł snop światła wyżej. - O, to ty - zaświecił Erice prosto w twarz. Jednak nie umrze. - I wy... - przeniósł wzrok na Gabs, Maddie i... zamrugał gwałtownie. - I Jason, jak się tu znalazłeś? - zdziwił się autentycznie. No przecież Choi miał walczyć z drzwiami w kuchni, a tu nagle stał między Eryczką a Gabsem? Alex przytulił mocno Maddie i spojrzał z dezaprobatą na dziewczyny. - Więcej nigdzie jej nie zabieracie - rzucił do nich, kręcąc głową. Nie ma mowy. Po jego trupie. Nope. - Nic ci nie jest? - dodał ciszej prosto do ucha Lennox. Chyba była w jednym kawałku, uff. Chwilę później Gabs ich poinformowała, że wejście od strony kuchni jest kinda dangerous, więc Alex wziął Maddie na ręce i zaczął iść w stronę schodków prowadzących na zewnątrz. - Dobra, ja zabieram tę pannę, a wy róbta co chceta - rzucił przez ramię, wynosząc Maddie z piwnicy na rękach, zupełnie jakby była jakimś bohaterem wojennym czy coś - a ona po prostu była jego passenger princess, ot co.
Parę minut później wszyscy siedzieli z powrotem przy ognisku. Cali i zdrowi, ale dresy na bank nadawały się do prania. Alex zajął swoje miejsce, przyciągnął Maddie bliżej siebie i spojrzał na Duffy, która nawet nie ruszyła ze swojego miejsca podczas ich nieobecności. - Fajny wyjazd, co nie, Duffs? - zagaił do niej z głupim uśmiechem, a zaraz sięgnął po kijek z kiełbaską przeznaczoną dla Gaby. - Już ostygła, podgrzać ci ją? - rzucił do Rudej, po czym zerknął na zegarek i aż gwizdnął z wrażenia. - Ej, dacie wiarę, że już północ? Idziemy do wyra? A jutro jezioro, co? Marzy mi się to jezioro, odkąd tu przyjechaliśmy... - westchnął, po czym przeciągnął się i ziewnął. Nooo, zmęczenie po całym dniu podróży i przygód powoli zaczynało dawać o sobie znać.
Eric Stones Jason Choi Erika Lindberg Duffy Summers Gabriela R. Blais Maddie Lennox Shereen Winfield
Nie chciał, żeby Lennox coś się stało. On ją tutaj zaprosił - i nawet przywiózł. Nie wyobrażał sobie, że coś mogłoby się jej stać z jego winy i nie wybaczyłby sobie, gdyby coś się jednak stało, a on czekałby na górze jak jakiś książę. - Maddie! - zawołał między jednym zakrętem a drugim, biegnąc na oślep w stronę źródła dźwięku. No i nagle, za kolejnym zakrętem, z naprzeciwka coś wyrosło - jakieś CIAŁA - komuś zgasło światło i... JEB! Alex wpadł na kogoś z impetem, telefon wypadł mu z ręki, a piwnicę zalała fala soczystych przekleństw. No i chuj, zaraz na pewno umrze. Macając ręką po zakurzonej podłodze, w końcu dorwał komórkę. Uniósł ją, włączył ekran i oświetlił to pobojowisko. - Kurwajajebiecotusięodpierdalapojebiemnie - wyrzucił z siebie na jednym wydechu, po czym uniósł snop światła wyżej. - O, to ty - zaświecił Erice prosto w twarz. Jednak nie umrze. - I wy... - przeniósł wzrok na Gabs, Maddie i... zamrugał gwałtownie. - I Jason, jak się tu znalazłeś? - zdziwił się autentycznie. No przecież Choi miał walczyć z drzwiami w kuchni, a tu nagle stał między Eryczką a Gabsem? Alex przytulił mocno Maddie i spojrzał z dezaprobatą na dziewczyny. - Więcej nigdzie jej nie zabieracie - rzucił do nich, kręcąc głową. Nie ma mowy. Po jego trupie. Nope. - Nic ci nie jest? - dodał ciszej prosto do ucha Lennox. Chyba była w jednym kawałku, uff. Chwilę później Gabs ich poinformowała, że wejście od strony kuchni jest kinda dangerous, więc Alex wziął Maddie na ręce i zaczął iść w stronę schodków prowadzących na zewnątrz. - Dobra, ja zabieram tę pannę, a wy róbta co chceta - rzucił przez ramię, wynosząc Maddie z piwnicy na rękach, zupełnie jakby była jakimś bohaterem wojennym czy coś - a ona po prostu była jego passenger princess, ot co.
Parę minut później wszyscy siedzieli z powrotem przy ognisku. Cali i zdrowi, ale dresy na bank nadawały się do prania. Alex zajął swoje miejsce, przyciągnął Maddie bliżej siebie i spojrzał na Duffy, która nawet nie ruszyła ze swojego miejsca podczas ich nieobecności. - Fajny wyjazd, co nie, Duffs? - zagaił do niej z głupim uśmiechem, a zaraz sięgnął po kijek z kiełbaską przeznaczoną dla Gaby. - Już ostygła, podgrzać ci ją? - rzucił do Rudej, po czym zerknął na zegarek i aż gwizdnął z wrażenia. - Ej, dacie wiarę, że już północ? Idziemy do wyra? A jutro jezioro, co? Marzy mi się to jezioro, odkąd tu przyjechaliśmy... - westchnął, po czym przeciągnął się i ziewnął. Nooo, zmęczenie po całym dniu podróży i przygód powoli zaczynało dawać o sobie znać.