Strona 5 z 9

off the grid

: sob cze 20, 2026 10:30 pm
autor: Alexander Hall
Stał sobie razem z Sheeren obok otwartych drzwi do piwnicy i czekał, aż dołączy do nich Eryczek, ale... on bardzo długo szedł, tak jakby? Alex przestąpił z nogi na nogę, zerknął w niebo, potem na ognisko, potem na zegarek, potem na Duffy tulącą kota na krześle... Jeju... Co on robił? Ach, no, w końcu się pojawił, no nareszcie! Co prawda, w samym T-shircie i lekko poturbowany, ale raczej cały i zdrowy. Alex zmrużył oczy i taktownie zignorował fakt, że kumpel wyglądał, jakby właśnie wpadł w krzaczek agrestu. - Coś czuję, że nie tylko drzwi będą do naprawy po naszym wyjeździe - rzucił do Eryczka, gdy tylko pojawił się na horyzoncie. Nagle, jak na zawołanie, w oknach domku błysnęło światło. No proszę, dziewczyny ogarnęły bezpieczniki! Wyglądało na to, że misja ratunkowa zaraz zamieni się w zwykły spacer, więc Alex, niewiele myśląc, odpalił latarkę w telefonie i zaczął schodzić po betonowych schodkach. - No dobra, Duffy, to weź tu zostań z kotem i pilnuj ognia - zawołał jeszcze przez ramię do Summers. - Jakby co to krzyy... Słyszeliście? - nie dokończył, bo z głębi piwnicy dobiegł nagle jakiś dźwięk - łomot, pisk, wrzask? Trudno powiedzieć, echo było przepotężne, jednak Alexowi wydawało się, że w całym tym jazgocie usłyszał krzyk Maddie. - O kurde, brzmi jak Maddie - rzucił, a jego ciało zareagowało szybciej niż mózg. Napiął się cały i - nie oglądając się na Erica i Shereen - popędził z latarką w dłoni przed siebie.

Nie chciał, żeby Lennox coś się stało. On ją tutaj zaprosił - i nawet przywiózł. Nie wyobrażał sobie, że coś mogłoby się jej stać z jego winy i nie wybaczyłby sobie, gdyby coś się jednak stało, a on czekałby na górze jak jakiś książę. - Maddie! - zawołał między jednym zakrętem a drugim, biegnąc na oślep w stronę źródła dźwięku. No i nagle, za kolejnym zakrętem, z naprzeciwka coś wyrosło - jakieś CIAŁA - komuś zgasło światło i... JEB! Alex wpadł na kogoś z impetem, telefon wypadł mu z ręki, a piwnicę zalała fala soczystych przekleństw. No i chuj, zaraz na pewno umrze. Macając ręką po zakurzonej podłodze, w końcu dorwał komórkę. Uniósł ją, włączył ekran i oświetlił to pobojowisko. - Kurwajajebiecotusięodpierdalapojebiemnie - wyrzucił z siebie na jednym wydechu, po czym uniósł snop światła wyżej. - O, to ty - zaświecił Erice prosto w twarz. Jednak nie umrze. - I wy... - przeniósł wzrok na Gabs, Maddie i... zamrugał gwałtownie. - I Jason, jak się tu znalazłeś? - zdziwił się autentycznie. No przecież Choi miał walczyć z drzwiami w kuchni, a tu nagle stał między Eryczką a Gabsem? Alex przytulił mocno Maddie i spojrzał z dezaprobatą na dziewczyny. - Więcej nigdzie jej nie zabieracie - rzucił do nich, kręcąc głową. Nie ma mowy. Po jego trupie. Nope. - Nic ci nie jest? - dodał ciszej prosto do ucha Lennox. Chyba była w jednym kawałku, uff. Chwilę później Gabs ich poinformowała, że wejście od strony kuchni jest kinda dangerous, więc Alex wziął Maddie na ręce i zaczął iść w stronę schodków prowadzących na zewnątrz. - Dobra, ja zabieram tę pannę, a wy róbta co chceta - rzucił przez ramię, wynosząc Maddie z piwnicy na rękach, zupełnie jakby była jakimś bohaterem wojennym czy coś - a ona po prostu była jego passenger princess, ot co.

Parę minut później wszyscy siedzieli z powrotem przy ognisku. Cali i zdrowi, ale dresy na bank nadawały się do prania. Alex zajął swoje miejsce, przyciągnął Maddie bliżej siebie i spojrzał na Duffy, która nawet nie ruszyła ze swojego miejsca podczas ich nieobecności. - Fajny wyjazd, co nie, Duffs? - zagaił do niej z głupim uśmiechem, a zaraz sięgnął po kijek z kiełbaską przeznaczoną dla Gaby. - Już ostygła, podgrzać ci ją? - rzucił do Rudej, po czym zerknął na zegarek i aż gwizdnął z wrażenia. - Ej, dacie wiarę, że już północ? Idziemy do wyra? A jutro jezioro, co? Marzy mi się to jezioro, odkąd tu przyjechaliśmy... - westchnął, po czym przeciągnął się i ziewnął. Nooo, zmęczenie po całym dniu podróży i przygód powoli zaczynało dawać o sobie znać.

Eric Stones Jason Choi Erika Lindberg Duffy Summers Gabriela R. Blais Maddie Lennox Shereen Winfield

off the grid

: śr cze 24, 2026 11:20 am
autor: Jason Choi
Jeden krok, drugi, trzeci... i nagle pod stopą zrobiło mu się jakby pusto. Zanim Jason zdołał chociażby spróbować się czegoś złapać, już leżał jak długi na zakurzonej podłodze piwnicy, klnąc na czym świat swoi.
- Ja jebieee! - zawołał zirytowany. Cały ten wyjazd zaczął się tak dobrze, ale teraz wszystko po kolei zwyczajnie nawalało. Choi był już tak nabuzowany, że aż zaczął układać w myślach swoje konwersacje z właścicielem tego przybytku - już nie nastawiał się na zwrot części kasy. Powinni dostać co najmniej połowę, może nawet trzy czwarte. A budę należało albo zrównać z ziemią, albo poddać gruntownemu remontowi. Tak gruntownemu, że nie opłacało się go przeprowadzać.
Kiedy już ból nogi i ramienia w które się walnął minął na tyle, aby bezpiecznie się podnieść, Jason podniósł upuszczony wcześniej telefon i rozejrzał się dokładniej po swoim otoczeniu. Dziura w ścianie. Dobiegające od tej strony głosy upewniły go, że dziewczyny poszły właśnie w tę stronę. Czy tylko mu się wydawało, czy słyszał także głos Alexa? Czyli wszyscy ruszyli się od ogniska? W sumie się nie dziwił, byli jednak dość zgraną ekipą, jak jedno znikało na dłużej to reszta nie siedziała bezczynnie na dupach. Choi westchnął i świecąc sobie latarką z telefonu, ruszył w głąb dziury.
Czuł się nieco klaustrofobicznie w tej niemalże pułapce, może nie był najwyższy z ich ekipy ale był zdecydowanie najszerszy i niektóre miejsca korytarza napierały na jego osobę w dość nieprzyjemny sposób. Zanim się jednak obejrzał, dostrzegł za zakrętem jakieś światło, jakiś ruch i ku swojej uldze - finalnie także znajome twarze.
- Zajebiście, znalazłem was. Kto jest za tym, żeby wynieść się stąd jak najszybciej? Tylko że od strony kuchni może być problem. Teraz już nie ma dwóch stopni, a nie jednego. - a może nawet więcej, w sumie nie przyglądał się schodom, ale upadając, mógł połamać jeszcze kilka. Swoje w końcu jednak ważył i jak przywalił w spróchniałe drewno, to wióry leciały.
- To raczej ty powiedz jak się tu znalazłeś. Jest inne wyjście? - Choi był szczerze zdziwiony na widok Alexa, ale jednocześnie odczuł mega ulgę. Czyli nie musieli jeszcze rozpocząć kolejnego side questa aby odnaleźć drabinę, żeby wspiąć się po tych zrujnowanych stopniach? Wybornie, Jason nie marzył w tym momencie o niczym innym jak tylko by wyjść na powierzchnię, wykaszleć cały ten kurz z płuc i wrócić do ogniska. Nadal nie zeżarł swojej kiełbasy, zaczynał być już poważnie głodny. - No już, na zewnątrz, zanim ktoś sobie naprawdę skręci kark - chuj wie na jakie jeszcze pułapki mogli się natknąć w piwnicy. Takie ustawione z premedytacją lub nie.
Księżyc jeszcze nigdy nie wyglądał tak ładnie, jak w momencie kiedy Jason w końcu opuścił piwnicę. Trochę niczym mama kaczka zagonił resztę do ogniska, upewniając się, że nikomu nic się nie stało. Dopiero kiedy sam w końcu usiadł z powrotem na swoim miejscu, dostrzegł że ma krew na ręce. Obejrzał się dokładniej i okazało się, że ma tam niewielkie rozcięcie. Musiał się skaleczyć lecąc z tych przeklętych schodów.
- Kurwa - mruknął cicho, łapiąc za butelkę z wodą. - Gabs pomożesz mi? - zapytał, podając jej butlę. Nie chciało mu się iść szukać apteczki, szczególnie że rana wyglądała na bardzo płytką, ale nie zaszkodzi przepłukać ją nieco. - Alex, słowo daję, jak następnym razem zarezerwujesz nam taką ruderę na wyjazd, to ty będziesz opiekany na ognisku - obiecał mu, szczerząc się tak że trochę ciężko było określić czy mówi serio czy żartuje. Dość już mieli wrażeń a to nawet nie był przecież cały jeden dzień. Co dalej? Może zaraz się okaże, że łóżka też są przeżarte przez korniki i będą spać na gołych materacach?

Alexander Hall Gabriela R. Blais Shereen Winfield Duffy Summers Eric Stones Erika Lindberg Maddie Lennox

off the grid

: ndz cze 28, 2026 5:25 pm
autor: Gabriela R. Blais
Nigdy nie słyszała, żeby ktoś w taki sposób się darł. Coś pomiędzy obdzieranym dzieckiem ze skóry a byczą żabą. Musiała aż zatkać uszy, gdy ich nowa koleżanka darła się wniebogłosy na widok szczura, który był bardziej przerażony od dziewczęcia. Nawet była gotowa obronić blondynę przed stąpaniem jej małymi stópkami okutymi w buciki po nierównym terenie wąskiego korytarza i wziąć ją na barana, ale wydarzyło się wtedy kilka rzeczy...
Alex pojawił się znikąd i staranował biedną Erikę, której telefon wypadł z dłoni. I zanim ona jakkolwiek zareagowała, to ich samiec alfa number one, złapał Maddie w swoje ramiona, dysząc przy tym jak jakiś pedofil łypiący na bezbronne sierotki. - To nie autostrada cwelu! Widzieliście to? Wielki kurwa obrońca i trener. Moglibyśmy tu zdychać, a on tylko po swoją pannę. Tak to się właśnie kończy jak facetowi oczy pizdą zarosną. - machnęła dłonią w kierunku Halla i pomogła biednej Eri wstać z ziemi. - O kolejny. Nagle się kurwa rozmnożyliście? - zapytała, wyżywając się na biednym Jasonie, który pojawił się również tuż obok nich. Niby mówiono, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, a tu proszę... Piwnica na jakimś zadupiu była najbardziej obleganym miejscem w promieniu kilku kilometrów. A zazwyczaj imprezy przenosiły się do łazienki lub kuchni.
- Ey, spójrzcie na to! - wzięła jeden telefon do ręki i skierowała światło na pobliską ścianę, która była oblepiona wycinkami z gazet. - To o tym psycholu. Czyli dziadziunio nie kłamał. - wzięła jeden artykuł pomiędzy palce starając się rozszyfrować druk, który był delikatnie rozmazany przez upływ czasu oraz wilgoć. Spojrzała na chłopaków, którzy stali jak te dwa ciołki, w ogóle niezaciekawieni ich małym odkryciem.
- Inne wyjście? Bosko. Bo schody, którymi się tutaj dostałyśmy grożą śmiercią i drzazgami w miejscach... - nikt już nawet jej nie słuchał. Alex heroicznie skierował swoje kroki w stronę wyjścia, niosąc blondynę, a ona spojrzała z wyrzutem na Jasona. - Widzisz, jak on się stara? Z takimi mięśniami, to powinieneś nas dwie uratować. - fuknęła, nie zwracając kompletnie uwagi na to, czy Erika w końcu zabrała te wycinki gazet czy też nie. ( A tak serio to pogubiłam się w tym losowaniu już)
Wychodząc na powierzchnię była nawet już lekko wkurwiona. Nie dość, że była głodna, bolała ją dupa, to jeszcze cały dresik miała w pajęczynach i kurzu. Marzyła już tylko o prysznicu i tej pieprzonej kiełbasce, którą miał pilnować Alex. I była nawet gotowa mu przywalić, ale na całe szczęście chłopak rzucił w odpowiednim czasie kartę uno reverse i dobrodusznie zaproponował podgrzanie mięska.
- Tak, poproszę. - już w lepszym humorze usiadła koło ogniska i przekręciła oczami, gdy jej spokój został zaburzony przez prośbę męża. - Ta... Pokaż to. - wzięła trochę papieru z rolki, która leżała koło Duffy i polała ranę wodą z butelki. Ujęła delikatnie w swoje palce dłoń mężczyzny i spojrzała na zacięcie z udawanym współczuciem. - Założymy kilka szwów, a jak ktoś z nas wytrzeźwieje, to zawieziemy cię do szpitala. Może dożyjesz. - odparła całkiem poważnie, przyciskając papier do rany. - To wygląda na gangrenę. Co nie Eric? - zaczepiła biednego Eryczka, żeby pomógł jej trochę nastraszyć Jasona. Bo czemu nie? Chłop miał żyć, a ranka była malutka, więc nikomu nic nie groziło. No chyba, że przy upadku nadział się na jakiś stary gwóźdź. Wtedy już gorzej, ale jak coś to i tak to wyjdzie za kilka godzin lub dni.
Kiełbaska była pyszna.
- Zatem przetrwaliśmy pierwszy dzień? Super. Ja też spadam spać. - obwieściła wszystkim i ruszyła w kierunku domu.

Alexander Hall Jason Choi Erika Lindberg Shereen Winfield Eric Stones Duffy Summers

off the grid

: pn cze 29, 2026 9:53 am
autor: Erika Lindberg
W całej tej sytuacji najważniejsze było rzecz jasna to, że przynajmniej Duffy pilnowała ich kota. Znaczy, kota Eriki, który o ile nie posiadał żadnego właściciela to na pewno wracał z nią do Toronto. Co prawda zapewne Abby ją zabije, ale chyba będzie warto. Na pewno musi spróbować z tym kotem, bo inaczej się niczego nie dowie i będzie żałować, że ominęła ją szansa na przyjęcie małego zwierzęcego kompana.
Było wiele rzeczy, których mogła żałować w życiu jeśli tylko ich nie spróbuje. Na pewno trudno byłoby jej żałować, że nie wplątała się w sprawę związaną z jakimś morderczym psycholem, który chodził w ścianach... Chociaż czy na pewno? To byłby po prostu idealny content. Taki, który mógłby zostać niesamowitym scenariuszem do kolejnej rozrywki w Call of Cthulhu. No, ale może lepiej było zadbać o przetrwanie, a nie o to czy przeżyje coś ciekawego. Akurat w tej chwili powinien włączyć się jej instynkt przetrwania, ale z jakiegoś powodu nic się nie zadziało.
- Mogę cię ojojać do woli. Za chipsy czy coś - rzuciła jeszcze w kierunku Gabi. - Szczerze to stary domek. Wcześniej wszystko zdawało się działać. Pewnie po prostu wyskoczyły same z siebie.
Na pewno... Pewnie była to wina tego psychola, co mieszkał w ścianach. Tylko, że przecież nie wierzyły w tą bajeczkę, prawda? Niby wyglądało legitnie, ale to było aż zbyt filmowe. Może chłopaki chcieli im zafundować horror escape room lub coś podobnego i wziąć je tym z zaskoczenia? To naprawdę wyjaśniłoby sporo rzeczy i zdawało się bardziej prawdopodobne niż całe to gadanie na temat dawnych zbrodni rozgrywających się na terenie tego nieszczęsnego domku.
- Nie mam pojęcia, ale wygląda ciekawie, więc pewnie poszłabym dalej - odpowiedziała, zamierzając kroczyć dalej korytarzem.
Ciekawość była ciekawsza, a poza tym to jednak drzwi się za nimi zatrzasnęły, więc mogłyby poszukać innego wyjścia zamiast liczyć na to, że to jedno nagle magicznie się za nimi otworzy. Tak z pewnością było rozważnie. Tak nakazywał swoisty instynkt.
Z tyłu za nimi rozległ się jakiś hałas, a Lindberg odwróciła się w jego stronę. Mogli to być faktycznie ich chłopcy, ale co do tego nie można było nigdy mieć pewności. W pierwszej chwili chciała zaproponować, aby zignorowały to wszystko, ale jednak w oddali rozległy się znajome głosy, świadczące o tym, że faktycznie miały do czynienia z zaginionym elementem ich grupy. Chociaż dla nich to pewnie one kręciły kolejny sezon LOST w tajemniczych tunelach.
Gorzej, że dla niej skończyło się to ogromną kolizją rodem z Szybkich i Wściekłych, bo przerażony Hall wpadł na nią z impetem byka na corridzie.
- Was też miło widzieć, chłopaki - mruknęła, korzystając z pomocy Blais, żeby się podnieść z ziemi po bolesnym upadku.
Przytaknęła jeszcze pokrótce na wspomnienie o wyjściu stąd jak najszybciej, bo jednak nie chciała spędzać całego wyjazdu w zatęchłych starych korytarzach. Zanim jednak mogli faktycznie wyjść na światło dzienne musieli natknąć się na jeszcze jedną nieco nietypową niespodziankę. Coraz bardziej to wszystko przypominało jej fabułę jakiegoś filmu albo gry komputerowej.
- Wychodzi na to, że nie kłamał... - przytaknęła i musiała zwalczyć przy tym zaciskający się w nerwach żołądek. - Ej, chłopaki. Nie słyszeliście nic na temat tego, aby to były święte ziemie Indian, które sobie zagarnięto, aby kawałek dalej postawić kopalnię, a kilka dni po tym jak było tam tąpnięcie to przetransportowano ocalałych górników-kanibali do pewnego ośrodka psychiatrycznego, gdzie dokonywano na nich eksperymentów? Tak tylko pytam.
Wolała się upewnić tak dla bezpieczeństwa. Nie wydawało jej się także, aby któryś z ich grupowych śmieszków posiadał siostrę, która zaginęła w tych okolicach. Może zatem byli wolni od ryzyka podzielenia losu postaci z Until Dawn...Ledwie jednak zdołali się im dobrze przyjrzeć to zerwał się niespodziewany wiatr, który oderwał wycinki od ściany i sprawił, że zawirowały wokół ich głów. Lindberg starała się zebrać jak najwięcej z nich, aby przestudiować je później przy ognisku w towarzystwie paprykowych chipsów i piwerka, a potem może nawet we własnym pokoju. Chętnie dowiedziałaby się czegoś więcej o całej tej sprawie niż mogli pobieżnie przeczytać.
W końcu jednak wyleźli na światło dzienne, aby dołączyć do Duffy, która pilnowała zarówno ogniska jak i kota. Mogli na nowo rozsiąść się przy tym lekkim żarze, a Erika postawiła na swoją milczącą obecność, aby przekonać się o czym mówiły wycinki prasowe.
- Mhmm... Ja pewnie też zaraz się zbieram - podchwyciła słowa Gabrieli po czym spojrzała na ich lokalną aktorkę. - Śpimy razem, nie, Duffs?
Chyba jedynie taki układ im pozostał. Nie mogła narzekać, bo przecież każdego lubiła w grupie, więc nie było złych opcji na spanie. A może i były skoro Gabi była tak zainteresowana kwestią szmacenia się podcasterki za chipsy?

Gabriela R. Blais Alexander Hall Duffy Summers Jason Choi Eric Stones Maddie Lennox Shereen Winfield

off the grid

: wt cze 30, 2026 6:11 pm
autor: Shereen Winfield
Winfield nie brała pod uwagę tego, że w przeciągu jednego dnia może wydarzyć się tak dużo. Historia o facecie, który mieszkał na strychu i wymordował mieszkańców domu, krążyła w myślach szatynki niczym upierdliwa osa dookoła głowy. Nie dawało jej to spokoju. Z początku zwątpiła w całą tę historię, uznała, że to legenda, lecz seria kolejnych niefortunnych wydarzeń uświadomiła ją w przekonaniu, że być może w tej opowieści było ziarnko prawdy. Dziewczyny, które zniknęły w głębi domu pogrążonego w ciemności, Eric nieodbierający telefonu… Nie posłuchała Jasona. Podniosła się z miejsca szybciej, niż powinna; dużo bardziej z wbudowanego już mechanizmu buntu, niż faktycznej troski. Gdyby powiedział, żeby poszła, po prostu by została. Nie lubiła, gdy ktoś mówił, co powinna robić. Zadziałała więc automatycznie i po telefonie do Erica, wraz z Alexem poszła sprawdzić tylne wejście prowadzące do piwnicy. W domach wybudowanych w tym stylu często dostawiano zewnętrzne drzwi; służyły jako zabezpieczenie, gdy główne nie działały. Po znalezieniu ich przez Alexa Winfield zatrzymała się przed nimi, przyglądając się podejrzanie wyglądającym, drewnianym skrzydłom otwieranym do zewnątrz. — Czyli te drugie wejścia, o których piszą w książkach to żaden mit… Tak mi się właśnie wydawało — podsumowała krótko, przypominając sobie te wszystkie opisy z kryminałów. Z zamyślenia wyrwał ją dotyk doskonale znanych dłoni na talii. Niezależnie od tego, gdzie by nie była, rozpoznałaby wszędzie bliskość Erica.
— Małą awarię w łazience? Drzwi? Myślałam, że rozniosłeś kibel… — nie musiała kontynuować; raczej wiedzieli, co miała na myśli. Urywając, zaoszczędziła wszystkim niekulturalnego komentarza. Otworzenie drzwi od piwnicy przebiegło raczej sprawnie. Drewno zatrzeszczało nieprzyjaźnie, a zawiasy wydały z siebie ostrzegawcze skrzypnięcie wywołujące nieprzyjemne skojarzenia — podobnie jak kobiecy krzyk dobiegający z wewnątrz. Nim się obejrzała, Alex wpadł do środka piwnicy z latarką w dłoni; jego zryw wprawił w ruch powietrze, wywołując lekki wiaterek porywający pasma włosów Winfield do przodu.
Przed zejściem do piwnicy, zacisnęła palce na materiale ubrań Erica, jakby miało jej to dodać otuchy. Posłała jeszcze pytające i przepełnione niezrozumieniem spojrzenie w stronę azjaty. — Nie pobiegłabym tak za tobą. No way — mówiąc, pokręciła głową, jakby chciała podkreślić tym gestem powagę swoich słów. Nie postąpiłaby na tyle lekkomyślnie, by wpadać jak taran do nieznanego korytarza tylko po to, by uratować swoją księżniczkę. Zachowanie Alexa zasługiwało na pochwałę i na wręczenie orderu za lekkomyślność. Nie spieszyła się, gdy wchodziła do piwnicy; zapaliła latarkę i prawą dłonią pociągnęła za sobą Erica. Korytarz, którym szli, śmierdział stęchlizną i drewnem. Zbyt zajęta rozglądaniem się po ścianach, jakby szukała na nich jakiś starożytnych malunków czy pamiątek po starej cywilizacji. Zatrzymała się jednak w porę; nie zdążyła na nikogo wpaść, bo światło latarki odbiło się od rudych włosów Blais i jej pochylonej sylwetki, gdy pomagała wstać Erice.
— Tak, jest tylne wyjście. I, kurwa, serio to są wycinki z artykułów? Będę musiała to przeczytać. Chyba do ciebie wpadnę, Erika — nie była pewna, czy w tym momencie poczuła ekscytację, czy może coś na wzór strachu. Wiedziała, że będzie chciała zapoznać się z tymi wycinkami i nie było nawet innej opcji. Alex wpadł jak huragan i jak huragan wypadł, więc Winfield tylko pokręciła głową, zgadzając się ze słowami Gabrieli; tak to się właśnie kończy jak facetowi oczy pizdą zarosną.
Po zebraniu w dusznej piwnicy udało im się w końcu wyjść na zewnątrz — już bez dodatkowych niespodzianek. Odetchnęła świeżym, chłodnym powietrzem, doceniając — chyba jak nigdy wcześniej — otwartą przestrzeń i leśne tereny.
— Już macie dość? — zażartowała, przesuwając spojrzeniem po twarzach osób, które zamierzały się zaraz zbierać. Dość późna i zmęczenie nie sprzyjały delektowaniu się nadwodnym powietrzem i przyjemnym wiatrem; ale pójście spać byłoby ogromną stratą. Nie była pewna, czy chce wracać już do domku, czy wręcz przeciwnie. Lasów nie lubiła, bo czuła się w nich niepewnie, ale wodę? Uwielbiała zbiorniki wodne, zwłaszcza wieczorem. — Ja zrobię sobie chyba jeszcze wycieczkę krajoznawcząalbo autopoznawczą.

Jason Choi Gabriela R. Blais Eric Stones Erika Lindberg Alexander Hall Duffy Summers

off the grid

: śr lip 01, 2026 10:24 pm
autor: Eric Stones
Parsknął śmiechem na słowa Alexa o tym, że pod koniec wyjazdu, nie tylko drzwi będą do naprawy.
- Pewnie masz rację, Alex. - odparł, doskonale zdając sobie sprawę, że swoim wyglądem idealnie wpasowywał się w warunki polowe. Pewnie powinien przed snem skorzystać z prysznica, aczkolwiek pytanie, czy i tam zaraz coś nie spadnie lub odpadnie - bo np. słuchawka prysznicowa mogła się wykręcić, albo drzwiczki mogły się nie domykać…
- Spokojnie, kibel jest w nienaruszonym stanie. Można śmiało korzystać. - poinformował zgodnie z prawdą. Z rur nie ciekło, a przynajmniej Eric nic niepokojącego nie zauważył i nawet spłuczka działała.
Skinął głową, potwierdzając tymże gestem, iż faktycznie kogoś słyszał, a skoro Alex uważał, że krzyk należał do Maddie, to nie pozostało nic innego, jak tylko zacząć wierzyć, iż faktycznie do niej należał.
- Oby nic im się tam nie stało. - powiedział, podążając wzrokiem za biegnącym na odsiecz swej lubej Alexem. Szanował za takie posunięcie i zaczął wchodzić do piwnicy, czując, jak Sher ściska go za koszulkę. Próbował odgonić od siebie wszelkie czarne scenariusze oraz myśli, że gdzieś w tej piwnicy, mógł czaić się jakiś psychol… Odwrócił głowę, by spojrzeć na Sher, oraz złapał ją za rękę.
- Nie? To smutne. Bo ja za Tobą tak. - odrzekł, specjalnie wzdychając głośno. Było mu trochę smutno, ale zaraz przestał o tym myśleć, ponieważ musiał się skupić na wnętrzu piwnicy - aczkolwiek niczego interesującego nie spostrzegł. Piwnica wyglądała jak piwnica. Nie wyróżniała się niczym szczególnym. Mimo wszystko Eric miał wrażenie, jakby ktoś ich obserwował, ale podejrzewał, że on sam po prostu się nakręcał niepotrzebnie - aczkolwiek korciło go przeszukanie KAŻDEGO korytarza. Kto wie, może jednak coś gdzieś się kryło.
Odetchnął z ulgą, gdy ekipa była już w komplecie, a po paru chwilach znów wszyscy siedzieli przy ognisku. Eric był zaskoczony, jak szybko dzień dobiegł końca, albo raczej jak szybko zrobiło się tak późno.
Spojrzał na ranę Jasona, potem na Gabi, a następnie ponownie na Jasona i pokiwał głową.
- No, masz rację, Gabi. To wygląda poważnie. Gangrena jak nic. - odparł, próbując brzmieć bardzo poważnie, jednocześnie nie parsknąć śmiechem.
Nagle Stones uderzył dłońmi o swoje uda, choć tak naprawdę nie miał żadnej mądrości życiowej do obwieszczenia. Chciał tylko… życzyć dobranoc. Jemu osobiście nie chciało się spać, a przynajmniej JESZCZE nie.
- To dobranoc dla tych, co idą spać. Przejdę się z Tobą, Sher. - albo przejedzie, bo fakt faktem, mogli też pojeździć po okolicy autkiem i może… była to bardziej bezpieczna opcja? Pewnie będą musieli to przegadać.

Shereen Winfield Jason Choi Alexander Hall Erika Lindberg Gabriela R. Blais

off the grid

: czw lip 02, 2026 11:23 pm
autor: Łoś Superktoś
PODSUMOWANIE - TURA VI
gratulacja!
Kronika Biwakowa: Tura VI, czyli wszystko dobre, co się dobrze kończy

NO, NARESZCIE. Gdy z piwnicy dobiegł potężny łomot, Alexowi włączył się instynkt obronny i rzucił się dziewczynom na pomoc, przy okazji zaliczając czołowe zderzenie z Eriką i jej telefonem, ale na szczęście nikomu nic się nie stało. Porwał Maddie na ręce i postanowił ewakuować ją na zewnątrz od dupy strony.

W tym samym czasie Jason, po widowiskowym zniszczeniu resztek schodków swoim ciężarem, doczołgał się do reszty grupy z rozciętą ręką. Na powierzchni Gabriela wraz z Erikiem przeprowadzili szybką konsultację medyczną, zgodnie diagnozując u Jasona gangrenę. W międzyczasie Erika i Shereen zabezpieczyły zżółknięte wycinki z gazet o psycholu sprzed 30 lat.

Ostatecznie wszyscy wydostali się z piwnicy cali i zdrowi - no, prawie, wink, wink, Jason - dzięki czemu mogli w spokoju dokończyć jedzenie i spędzić resztę wieczoru przy ognisku.

Dobranoc, pchły na noc

Po pełnym emocji dniu, prędzej czy później wszyscy rozeszli się do swoich łóżek (choć niektórzy nieco później niż reszta, tak, o Was mowa, Eric & Shereen).

Prezenty od Mistrza Gry:

  • Alex. Całą noc śniło Ci się, że jesteś rzymskim gladiatorem walczącym o życie, a nad ranem obudziłeś się zziębnięty, bo Maddie zabrała Ci całą kołdrę i zwinęła się w kokon.
  • Jason. Ból ręki (i wizja gangreny) nie dawały Ci spać, a Twój materac skrzypiał głośno przy każdym ruchu.
  • Gabriela. O 5:00 nad ranem obudził Cię podejrzany szelest na korytarzu. Gdy otworzyłaś drzwi, okazało się, że to tylko kocur, który uciekł z pokoju Eriki.
  • Erika. Śpisz w pokoju z Duffy i kotem, ale w środku nocy obudził Cię dziwny chłód. Okazało się, że stare okno samo się rozszczelniło, a zza ściany dobiegały dziwne chrobotania. Czy to myszy, czy... morderca z wycinków gazet?
  • Shereen. Po powrocie z nocnych eskapad z Erikiem, gdy w końcu zasnęłaś, obudził Cię nagły skurcz w łydce i dziwne wrażenie, że ktoś na strychu nad Twoją głową właśnie zrobił trzy kroki.
  • Eric. Twoje łóżko okazało się mieć ukrytą sprężynę, która całą noc wbijała Ci się w żebra, a jeden, wyjątkowo zdeterminowany komar postanowił urządzić sobie imprezę techno tuż przy Twoim uchu.

Kierunek: jezioro!

Po (nie)przespanej nocy i zjedzeniu śniadania, cała grupa zapakowała koce, ręczniki i zimne napoje, po czym udała się nad jezioro. Woda jest czysta, słońce grzeje, a po wczorajszych koszmarach nie ma śladu.

Ogłoszenia parafialne

Mamy małe zmiany w składzie naszej wycieczki - Maddie oraz Duffy musiały pilnie wrócić do Toronto z powodu pracy (dziewczyny opuściły naszą rozgrywkę). Uwzględnijcie fakt, że dziewczyny zebrały swoje rzeczy, pożegnały się z ekipą i ruszyły w drogę powrotną do Toronto.

Rozpoczynamy VII turę! Czas na posty macie do piątku, 10.07.2026.


xoxo, Isiek
:cute:

Prowadzący:
Alexander Hall

off the grid

: sob lip 04, 2026 5:36 pm
autor: Alexander Hall
Gdy tylko ekipa ugasiła ognisko, Alex i Maddie szybko ewakuowali się do swojego pokoju, gotowi na zasłużone spanko. Hall potrzebował odpoczynku, zwłaszcza po długiej przejażdżce motorem, dlatego od razu wziął szybki prysznic, a jakieś piętnaście minut później wtulił się w Maddie i od razu zasnął.

No i, JEZU, co to była za noc! Cholera, całą noc śniło mu się, że był rzymskim gladiatorem. Stał na środku Koloseum, wokół ryczały tysiące widzów, a on walczył o życie, mając tylko miecz i tarczę! Like, WTF! Unik, cios, tarcza w górę… ryki lwów i wrzaski publiczności szumiały mu w uszach… Dalej walczył, najpierw z innymi gladiatorami, którzy rzucali się na niego z żądzą mordu wymalowaną na twarzy, a potem z LWAMI. No i kiedy stracił miecz, tarcza wypadła mu z rąk, a lwy już szykowały się do ostatecznego skoku, aby rozszarpać jego tętnicę, obudził się. Serce waliło mu jak szalone, a on zaczął gorączkowo szukać wokół siebie miecza i tarczy, ale okazało się, że nie był w starożytnym Rzymie, tylko w kanadyjskim domku wakacyjnym i cały ten czas obejmował Maddie. Odetchnął z ulgą, serio, mimo że Lennox zabrała mu całą kołdrę i zwinęła się w kokon, z którego wystawał tylko czubek jej głowy. Tak w sumie walka z lwem na arenie wydawała się prostsza niż próba wyszarpnięcia choćby skrawka materiału, więc znalazł jakiś koc i to nim się przykrył na resztę nocy, bo było mu trochę zimno.

Gdy już wszyscy zwlekli się z łóżek, spotkali się w kuchni i wspólnie przygotowali jajecznicę, bekon, tosty i kawusię, bo jak to rozpoczynać dzień bez kawusi? Zwłaszcza takiej czarnej siekiery, jaką zrobił sobie Alex, bo był w chuj niewyspany. Akurat kończył ostatniego tosta, kiedy do Maddie zadzwonił telefon, że musi pilnie wracać do pracy. Duffy, która i tak miała zamiar wracać wcześniej, wspaniałomyślnie zaoferowała się, że wróci do Toronto razem z nią. Alexowi zrobiło się trochę przykro, że Maddie musiała go opuścić, nawet się zaoferował, że zrezygnuje z wyjazdu i ją odwiezie, ale Lennox kazała mu się dobrze bawić z przyjaciółmi i nie przyjmowała odmowy. Zaniósł jej walizkę do auta Duffs i pożegnał ją krótkim buziakiem.

Kiedy dziewczyny pożegnały się ze wszystkimi, Alex zaproponował jezioro. Skoro został, to chciał korzystać z życia, nie? Przebrał się w kąpielówki, zgarnął piłkę do siatki, ręcznik, okulary przeciwsłoneczne i klapki. Ktoś inny zgarnął zimne napoje i przekąski, ktoś wziął koc, a ktoś inny parasol… No i po jakimś czasie wszyscy byli gotowi. Tego dnia słońce grzało całkiem przyjemnie - nic dziwnego, że gdy tylko jako-tako przygotowali sobie prowizoryczny obóz plażowy, Alex wskoczył do wody razem z piłką i przyszedł czas na spontaniczną rozgrywkę SIATKÓWKI WODNEJ! - Dawaj, dawaj, wystaw mi to porządnie! - zawołał do Erica, który akurat był w posiadaniu piłki. Wyskoczył, zamachnął się i zaserwował. 10/10. - Twoja, Jason! - tym razem Hall zwrócił się do drugiego kumpla i opadł z powrotem do wody z głośnym pluskiem. - Ej, wiecie co mi się dzisiaj śniło? Byłem gladiatorem i prawie lwy mnie zeżarły - parsknął między kolejnymi odbiciami, przy okazji chlapiąc wodą w stronę dziewczyn.

Erika Cassandra Jason Eric Shereen Gabriela

off the grid

: wt lip 07, 2026 1:09 pm
autor: Cassandra Wildbird
-Dziękuję, że mnie tu przywiozłeś! Obiecuję się nie kompromitować, żebyś się później wstydzić nie musiał! - rzuciła do Alberta, który z dobroci serca postanowił zawieźć ją do miejsca spotkania grupowego. Była mu za to niezmiernie wdzięczna i obiecała sobie, że przy najbliższej okazji kupi mu najlepszego burgera w ich ulubionej knajpie. I może jeszcze shake’a! - Nie zapomnij mnie odebrać~! - dodała jeszcze i składając szybkiego całusa na policzku przyjaciela, wyskoczyła z samochodu. Wyjęła walizkę i pomachała chłopakowi na pożegnanie, kiedy odjeżdżał.
Przerzuciła plecak przez ramię i udała się do wynajętego domku. Była spóźniona! Nie planowała tego, ale niestety koncert w Mediolanie nie zakończył się bez ekscesów. Problemy techniczne następstwem których było opóźnienie występu. A na dodatek nie zdążyli na samolot i ostatecznie musieli kombinować z połączeniem, spędzając kilka dodatkowych dni we Włoszech, przez co Cassie nie miała wystarczająco czasu, żeby się w ogóle spakować na biwak z przyjaciółmi! Szybkie zgarnięcie paru potrzebnych rzeczy, rozgardiasz w walizce i była gotowa licząc w duchu, że nie zapomniała o niczym istotnym. Słabo, jakby się okazało, że ma tylko jedną parę majtek na zmianę.
-Cześć! Już jestem, wybaczcie spóźnienie! Istny pogrom - rzuciła na wstępie, kiedy z rana zaatakowała siedzące w kuchni osoby. Nie dało się nie zauważyć, że wyglądali jakby zaliczyli bliskie spotkanie z rozwścieczonym bizonem, a co było świadectwem porządnej zabawy, na którą Wildbird liczyła. W tym towarzystwie, w którym kilka osób nadal było dla niej nowością, bawiła się przednio i cieszyła się, że Lex postanowił ją wprowadzić. Wiele zyskała!
Przeciągnęła się, odstawiając gdzieś swoje rzeczy zadowolona, że udało jej się przyjść akurat na śniadanie. Nie miała okazji zjeść go u siebie, więc była potwornie głodna, a niestety w momencie, kiedy miała pusty żołądek, potrafiła być marudna.
Po zjedzonym posiłku, przebrała się w strój kąpielowy, dołączając do ekipy nad jeziorem. Ah, jak ona uwielbiała przebywać na łonie natury! Trzeba było przyznać, że miejsce, które zostało wybrane, było idealne. Rozejrzała się, wdychając świeże powietrze. Jak dobrze, że zabrała swój szkicownik i akwarele. Kto wie, może w leniwych przerwach uda jej się uwiecznić kilka widoków.
Rozłożyła ręcznik, gotowa skorzystać z tej odrobiny słońca. Może tym razem zostanie pobłogosławiona i trochę się opali? Klątwa rudych bywała doprawdy upierdliwa, pozostawiając jej skórę nad wyraz jasną. Szybko okazało się, że plan był zgoła inny i zanim się spostrzegła już siedziała w chłodnej wodzie, rozkoszując się jej obecnością. Siatkówka wodna była iść genialnym pomysłem.
-Co mnie ominęło? Bo wyglądacie wszyscy jakby was ostro docisnęło - zagadnęła rozglądając się po towarzystwie. - Gdzie w ogóle reszta? - zainteresowała się, lekko głowę przechylając. Miała wrażenie, że została garstka wytrwałych niedobitków.

Lex Eri Jas Eric Gabi Sher

off the grid

: śr lip 08, 2026 9:56 pm
autor: Shereen Winfield
Najprzyjemniejszą częścią poprzedniej nocy był spacer. Skoro już udało jej się wyciągnąć Erica na nocną eskapadę, zamierzała spędzić ten czas dość aktywnie. Z początku rozważała spacer. Rozważała, bo została odwiedziona od tego pomysłu — samochód był bezpieczniejszą opcją, w kontekście spotkania z psychopatą. Po powrocie próbowała przespać noc i nawet udało jej się zasnąć, lecz została wybudzona przez nieprzyjemny skurcz w łydce, który musiała rozprostować i rozmasować. Podczas masowania łydki nie spodziewała się czyichś kroków nad głową. Wiedziała, że wyżej był tylko strych, więc dźwięk butów i nieprzyjemnie skrzypiących desek, zmroził jej krew w żyłach. W pierwszym odruchu obudziła Erica, stukając go w ramię — a jeśli stukanie nie pomogło, to nawet mocniej szarpnęła. Wyjaśniła mu, że się boi i nie może spać. On również nie mógł cieszyć się przespaną nocą, a przecież rano mieli wstać, by po zjedzeniu śniadania pójść nad jezioro i skorzystać z pogody. Zwleczenie się z łóżka i zejście do kuchni było najtrudniejszą częścią poranka. Jedzenie skubała niezbyt chętnie, bardziej z przymusu niż faktycznej chęci zjedzenia — przyłapywała się na bezwiednym wracaniu myślami do zasłyszanych nocą kroków. Wspólne przyrządzanie śniadania było świetną zabawą, co musiała przyznać. Szkoda tylko, że Duffy i Maddie musiały wrócić do Toronto. Shereen nie była fanką mocnej, czarnej kawy. Wolała lżejszą wersję, tę, w której ilość mleka przeważała ilość kawy, bo jak sama powtarzała — piła dla tego mlecznego smaku, nie dla uderzenia kofeiny.
Kostium kąpielowy okazał największym problemem, bo wzięła ze sobą trzy (bo lubiła mieć wybór) i ostatecznie nie mogła się na żaden zdecydować. Po długowiecznych rozkminach — już sama na siebie zaczęła przewracać oczami, gdy przebierała się w każdy następny — ostatecznie postawiła na jednoczęściowy, który uznała za najbardziej odpowiedni po określeniu warunków pogodowych i swojego nastroju. Zgarnęła też narzutkę i związała włosy. Wychodząc z domku, wzięła ze sobą koc i kilka napojów. Przywitało ją przyjemne słońce i podmuchy ciepłego, nadwodnego wiatru. Uwielbiała letnie miesiące i słoneczne promienie przenikające przez skórę.
Po przyjściu nad jezioro rozłożyła oczywiście koc, na którym usadziła swój zacny tyłek, bo zamierzała się przede wszystkim o p a l a ć, jeść chipsy i dopingować chłopaków grających w siatkówkę wodną. Przysłoniła się dłonią, czując na ciele chłodne krople, bo Alex wpadł na doskonały pomysł, żeby je ochlapać. — Bardzo zabawne, Alex. Uważaj, żeby ktoś cię później nie podtopił tak przypadkowo! — zawołała, zanosząc się śmiechem. Ostatecznie podniosła się z kocyka i odłożyła chipsy na bok — doszła do wniosku, że iście wyśmienitym pomysłem będzie dołączenie do gry. Po przywitaniu się z Cassie, weszła do wody.
— Serio gladiatorem? To ciekawe masz fantazje. Wyobraźcie sobie, że ja w nocy się obudziłam, bo słyszałam jakieś dźwięki na strychu. Okropne to było. No i obudziłam Erica, bo później nie mogłam spać — podzieliła się swoimi nocnymi przeżyciami, odbijając piłkę, gdy ta poleciała w jej stronę. Woda nie była zbyt stabilnym gruntem, więc podparła się o Erica, łapiąc równowagę, gdy ruch wody był na tyle mocny, że rozbił się nieprzyjemnie o jej uda. — Sorry skarbie, chciałam mocniej — rzuciła w stronę ciemnowłosego, klepiąc go niezbyt mocno po ramieniu. — A jak Twoja ręka, Jason?
— Oj, wczoraj cię ominął escape room. Dołączył do nas jakichś starszy facet, jak siedzieliśmy przy ognisku i zaczął opowiadać o jakimś psychopacie. Później Gabriela, Erika i Maddie, która musiała wrócić do Toronto, poszły do piwnicy, bo wywaliło korki. Czaisz, że się tam zatrzasnęły?! — objęła dłońmi ramiona, czując gęsią skórkę na rękach — ciężko powiedzieć, czy było to spowodowane wspomnieniem poprzedniej nocy, czy zimną wodą. Miała nadzieję, że choć po części zaspokoiła ciekawość Cassie.

Eric Stones Alexander Hall Jason Choi Erika Lindberg Gabriela R. Blais Cassandra Wildbird