we judge harshly
: śr sie 05, 2026 12:34 pm
Nie miał pojęcia, czy od środka grzeje go burbon, czy może jednak spojrzenie, jakie w półmroku rzucił mu mężczyzna. Laurent wstrzymał na ułamek sekundy oddech, a następnie odpowiedział leniwym uśmiechem na drapieżny grymas. Ta krótka wymiana pozbawionych znaczenia drobnostek sprawiła, że jego ciało spięło się w rozkosznym oczekiwaniu. Nawet jeśli wszystko w tej sytuacji było jedynie ubarwioną przez późną porę i mocny alkohol fantazją.
Ashcroft chciał zanurzyć się w niej po sam czubek głowy.
Wysłuchał jego rady, nie mogąc oprzeć się urokowi Logana, podczas gdy kowboj zdawał się go kompletnie nieświadomy. Było w tym coś frustrującego. Jego poważny ton brzmiał doskonale. Laurent nie spodziewał się, że będzie go podniecało, jak ktoś daje mu dobre rady. W słowach mężczyzny kryła się jednak prosta mądrości, wynikająca z doświadczenia. Jego spokój był zaraźliwy.
Powoli skinął głową, zgadzając się z tym, że zablokowanie Marcusa było najlepszą decyzją.
— Możliwe. Mogę powtórzyć po raz trzeci. Zasługujesz na coś miłego, a pewnie rzadko to słyszysz — stwierdził tak po prostu i lekko wzruszył ramionami. Był przekonany, że podczas gdy przez telefon ojciec nie mógł skończyć chwalić Logana, bardzo rzadko robił to bezpośrednio wobec samego zainteresowanego, najprawdopodobniej ograniczając się do tego, by raz na jakiś czas poklepać go po plecach. — Nie mam pojęcia, jakim cudem sprawiasz, że ci kolesie cię słuchają i wszystko tu chodzi jak w zegarku — uniósł lekko szklankę z bourbonem do góry, jakby wznosił toast i upił trzeci, niewielki łyk, łapiąc kontakt wzrokowy z Loganem.
Spojrzenie mężczyzny miało ten szczególny ciężar. Było niemal namacalne. Laurent czuł mrowienie w karku, jakby za chwilę mieli nie wytrzymać napięcia i rzucić się na siebie, łącząc wargi w pospiesznym i chciwym pocałunku.
Dzieliły ich od tego ledwie ułamki sekund.
Odchrząknął i pokręcił lekko głową.
— Kto by pomyślał, że jesteś zwolennikiem afirmacji — zażartował, choć wątpił, by Logan znał już memiczne pojęcie. Właściwie w tym też było coś czarującego. Zauroczenie sprawiało, że nawet pozorne wady mężczyzny zmieniały się w zalety, choć przecież Laurent przyjechał na ranczo z mocnym postanowieniem, by znienawidzić tego faceta.
Cóż, widać się nie dało.
Nie walczył o kapelusz, a jedynie podniósł na Logana zamyślone spojrzenie.
— Musiałbym być masochistą, żeby zalać się tym w trupa. Możesz być spokojny — zapewnił, spoglądając na swoją wciąż pełną szklankę z rozbawieniem, a potem jeszcze obrócił się za nim przez ramię. — Dobranoc, Logan — rzucił, a następnie dopił swój bourbon.
Rzeczywiście nie zamierzał pić więcej, problem w tym, że miał naprawdę słabą głowę.
Na śniadanie przyszedł w doskonałym humorze. Nucąc cicho, wszedł do kuchni, gdy na stole czekała już patelnia z jajecznicą na boczku i grubo pokrojony, świeży chleb. Przypomniał sobie o owsiankach, które jadał na śniadania od ostatnich kilku lat, by zachować formę i niemal się roześmiał.
Usiadł naprzeciw Logana, a Mergy przystanęła, przyglądając mu się uważnie z założonymi na biodrach rękoma.
— A ty co się tak wystroiłeś, Larry? Znowu będziemy mieć jakiegoś niezapowiedzianego gościa? — zapytała go surowym tonem, na co Laurent odpowiedział jej szerokim uśmiechem.
— Dla ciebie się tak wystroiłem — oznajmił bezwstydnie i rzucił krótkie spojrzenie na siedzącego przy stole Logana. Rano rzeczywiście wziął dłuższy prysznic, starannie ułożył włosy, wciągnął na tyłek jasne dżinsy i luźną koszulę, której pierwszych kilka guzików rozpiął. Otaczała go też dość subtelna woń perfum o świeżym zapachu, przypominającym powietrze w zimowy poranek. — Poważnie, żadnych gości dzisiaj — powtórzył, czując na sobie jej nieprzekonane spojrzenie. Ujął spracowaną dłoń kobiety i uniósł ją do ust. Dał jej całusa, tryskając tym podejrzanie dobrym humorem, ale w końcu i Mergy uległa jego urokowi.
Zaśmiała się cicho, jakby znowu miała piętnaście lat i wyrwała dłoń z jego uścisku, mamrocząc, żeby się uspokoił.
— Jak spaliście? — zapytał, nakładając sobie porcję jajecznicy i spoglądając na Logana. Byli tylko w trójkę, bo Travis pojechał na noc do znajomych.
— Bardzo dobrze. W końcu było chłodniej — rzuciła wesoło gospodyni, gdy Logan nie odpowiedział od razu.
— Tak? Mi wydawała się bardzo gorąco — stwierdził z bezczelnym uśmiechem, nie odrywając spojrzenia od siedzącego naprzeciw mężczyzny. — Logan, podasz mi, proszę, masło? — nie zamierzał pozwolić się ignorować.
Pobyt na ranczu okazał się znacznie bardziej interesujący, niż Laurent był w stanie kiedykolwiek przypuszczać.
Logan Callahan
Ashcroft chciał zanurzyć się w niej po sam czubek głowy.
Wysłuchał jego rady, nie mogąc oprzeć się urokowi Logana, podczas gdy kowboj zdawał się go kompletnie nieświadomy. Było w tym coś frustrującego. Jego poważny ton brzmiał doskonale. Laurent nie spodziewał się, że będzie go podniecało, jak ktoś daje mu dobre rady. W słowach mężczyzny kryła się jednak prosta mądrości, wynikająca z doświadczenia. Jego spokój był zaraźliwy.
Powoli skinął głową, zgadzając się z tym, że zablokowanie Marcusa było najlepszą decyzją.
— Możliwe. Mogę powtórzyć po raz trzeci. Zasługujesz na coś miłego, a pewnie rzadko to słyszysz — stwierdził tak po prostu i lekko wzruszył ramionami. Był przekonany, że podczas gdy przez telefon ojciec nie mógł skończyć chwalić Logana, bardzo rzadko robił to bezpośrednio wobec samego zainteresowanego, najprawdopodobniej ograniczając się do tego, by raz na jakiś czas poklepać go po plecach. — Nie mam pojęcia, jakim cudem sprawiasz, że ci kolesie cię słuchają i wszystko tu chodzi jak w zegarku — uniósł lekko szklankę z bourbonem do góry, jakby wznosił toast i upił trzeci, niewielki łyk, łapiąc kontakt wzrokowy z Loganem.
Spojrzenie mężczyzny miało ten szczególny ciężar. Było niemal namacalne. Laurent czuł mrowienie w karku, jakby za chwilę mieli nie wytrzymać napięcia i rzucić się na siebie, łącząc wargi w pospiesznym i chciwym pocałunku.
Dzieliły ich od tego ledwie ułamki sekund.
Odchrząknął i pokręcił lekko głową.
— Kto by pomyślał, że jesteś zwolennikiem afirmacji — zażartował, choć wątpił, by Logan znał już memiczne pojęcie. Właściwie w tym też było coś czarującego. Zauroczenie sprawiało, że nawet pozorne wady mężczyzny zmieniały się w zalety, choć przecież Laurent przyjechał na ranczo z mocnym postanowieniem, by znienawidzić tego faceta.
Cóż, widać się nie dało.
Nie walczył o kapelusz, a jedynie podniósł na Logana zamyślone spojrzenie.
— Musiałbym być masochistą, żeby zalać się tym w trupa. Możesz być spokojny — zapewnił, spoglądając na swoją wciąż pełną szklankę z rozbawieniem, a potem jeszcze obrócił się za nim przez ramię. — Dobranoc, Logan — rzucił, a następnie dopił swój bourbon.
Rzeczywiście nie zamierzał pić więcej, problem w tym, że miał naprawdę słabą głowę.
erotyka
Wrócił do swojego pokoju i pierwsze, co zrobił, to złapał za telefon, by zgodnie z radą Logana zablokować numer swojego byłego faceta i definitywnie skończyć tę farsę. Dalej to już rzeczywiście nie była jego sprawa.
Nie odłożył jednak smartfona. Zamiast tego napisał pierwszą wiadomość do Logana. Musiał się w końcu przekonać, czy jego podejrzenia na temat mężczyzny są słuszne. Sposób nie był szczególnie rozsądny, ale Laurent był smutny, napalony i pijany. Pierwsze odpowiedzi nie napawały go optymizmem, ale nie poddał się łatwo i szybko został za to przez los wynagrodzony.
Wymiana wiadomości nabrała tempa, podobnie jak oddech Laurenta. Policzki go piekły, a całe ciało pragnęło dotyku. Dzielił się z Loganem swoimi fantazjami i był gotów powtórzyć je, patrząc mu głęboko w oczy i obserwując, jak zasnuwa je powoli mrok. Wsunął dłoń pod kołdrę, wciskając potylicę w ścianę. Książka spadła z kołdry z hukiem, a spłoszony Laurent rozejrzał się wokół przestraszony. Cicho odłożył ją na bok i przez moment nasłuchiwał, ale dom pogrążony był w ciszy.
Tak bardzo pragnął po prostu pójść do pokoju obok, ale Logan nie miał pojęcia, że to z nim pisze.
Zagryzł dolną wargę, ujmując się u nasady. Wyobrażał sobie, że to szorstka, duża dłoń Callahana. Wbijał się w nią, wracając wspomnieniem do jego drapieżnego uśmiechu. Myślał o nagim torsie, zaciskając usta i wstrzymując oddech. O cichych, niskich pomrukach. Sunął dłonią po całej długości, zaciskając mocniej palce na wrażliwej główce i za wszelką cenę próbując nie wydać z siebie żadnego dźwięku.
Pocierał się szybko. Nie było w tym żadnej finezji. Nakręcała go myśl, że Logan za ścianą najprawdopodobniej robi to samo, choć nie miał pojęcia, o kim myśli w tej sytuacji. Doszedł zbyt szybko, ale jednocześnie satysfakcja sprawiła, że całe napięcie opuściło jego ciało. Musiał wcisnąć twarz w poduszkę, gdy zobaczył przesłane zdjęcie i ostatnią wiadomość. Zrobiło mu się gorąco i to nie był wstyd.
Logan myślał o nim. Wiedział. I mimo to pisał te smsy. Uśmiechnął się z satysfakcją, wycierając dłoń w chusteczkę i jeszcze raz spoglądając na perwersyjne zdjęcie. Na drugi raz nie pozwoli, żeby Logan musiał sobie radzić sam.
Nie odłożył jednak smartfona. Zamiast tego napisał pierwszą wiadomość do Logana. Musiał się w końcu przekonać, czy jego podejrzenia na temat mężczyzny są słuszne. Sposób nie był szczególnie rozsądny, ale Laurent był smutny, napalony i pijany. Pierwsze odpowiedzi nie napawały go optymizmem, ale nie poddał się łatwo i szybko został za to przez los wynagrodzony.
Wymiana wiadomości nabrała tempa, podobnie jak oddech Laurenta. Policzki go piekły, a całe ciało pragnęło dotyku. Dzielił się z Loganem swoimi fantazjami i był gotów powtórzyć je, patrząc mu głęboko w oczy i obserwując, jak zasnuwa je powoli mrok. Wsunął dłoń pod kołdrę, wciskając potylicę w ścianę. Książka spadła z kołdry z hukiem, a spłoszony Laurent rozejrzał się wokół przestraszony. Cicho odłożył ją na bok i przez moment nasłuchiwał, ale dom pogrążony był w ciszy.
Tak bardzo pragnął po prostu pójść do pokoju obok, ale Logan nie miał pojęcia, że to z nim pisze.
Zagryzł dolną wargę, ujmując się u nasady. Wyobrażał sobie, że to szorstka, duża dłoń Callahana. Wbijał się w nią, wracając wspomnieniem do jego drapieżnego uśmiechu. Myślał o nagim torsie, zaciskając usta i wstrzymując oddech. O cichych, niskich pomrukach. Sunął dłonią po całej długości, zaciskając mocniej palce na wrażliwej główce i za wszelką cenę próbując nie wydać z siebie żadnego dźwięku.
Pocierał się szybko. Nie było w tym żadnej finezji. Nakręcała go myśl, że Logan za ścianą najprawdopodobniej robi to samo, choć nie miał pojęcia, o kim myśli w tej sytuacji. Doszedł zbyt szybko, ale jednocześnie satysfakcja sprawiła, że całe napięcie opuściło jego ciało. Musiał wcisnąć twarz w poduszkę, gdy zobaczył przesłane zdjęcie i ostatnią wiadomość. Zrobiło mu się gorąco i to nie był wstyd.
Logan myślał o nim. Wiedział. I mimo to pisał te smsy. Uśmiechnął się z satysfakcją, wycierając dłoń w chusteczkę i jeszcze raz spoglądając na perwersyjne zdjęcie. Na drugi raz nie pozwoli, żeby Logan musiał sobie radzić sam.
Usiadł naprzeciw Logana, a Mergy przystanęła, przyglądając mu się uważnie z założonymi na biodrach rękoma.
— A ty co się tak wystroiłeś, Larry? Znowu będziemy mieć jakiegoś niezapowiedzianego gościa? — zapytała go surowym tonem, na co Laurent odpowiedział jej szerokim uśmiechem.
— Dla ciebie się tak wystroiłem — oznajmił bezwstydnie i rzucił krótkie spojrzenie na siedzącego przy stole Logana. Rano rzeczywiście wziął dłuższy prysznic, starannie ułożył włosy, wciągnął na tyłek jasne dżinsy i luźną koszulę, której pierwszych kilka guzików rozpiął. Otaczała go też dość subtelna woń perfum o świeżym zapachu, przypominającym powietrze w zimowy poranek. — Poważnie, żadnych gości dzisiaj — powtórzył, czując na sobie jej nieprzekonane spojrzenie. Ujął spracowaną dłoń kobiety i uniósł ją do ust. Dał jej całusa, tryskając tym podejrzanie dobrym humorem, ale w końcu i Mergy uległa jego urokowi.
Zaśmiała się cicho, jakby znowu miała piętnaście lat i wyrwała dłoń z jego uścisku, mamrocząc, żeby się uspokoił.
— Jak spaliście? — zapytał, nakładając sobie porcję jajecznicy i spoglądając na Logana. Byli tylko w trójkę, bo Travis pojechał na noc do znajomych.
— Bardzo dobrze. W końcu było chłodniej — rzuciła wesoło gospodyni, gdy Logan nie odpowiedział od razu.
— Tak? Mi wydawała się bardzo gorąco — stwierdził z bezczelnym uśmiechem, nie odrywając spojrzenia od siedzącego naprzeciw mężczyzny. — Logan, podasz mi, proszę, masło? — nie zamierzał pozwolić się ignorować.
Pobyt na ranczu okazał się znacznie bardziej interesujący, niż Laurent był w stanie kiedykolwiek przypuszczać.
Logan Callahan