Strona 5 z 5
this is not toronto comicon
: ndz lip 12, 2026 12:38 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Tego wszystkiego robiło się dla niej zwyczajnie za dużo. Powinny najlepiej dać sobie w pysk. Raz a porządnie. Powinny skupić się na czymś zupełnie innym. Kto by pomyślał, że skończą właśnie w taki sposób? Zresztą... na co ona liczyła w momencie, gdy wyciągnęła komiks? Że się pogodzą po czymś takim? Dobre sobie. Powinna je obie zignorować i zwyczajnie pójść do domu, a nie wdawać się w niepotrzebne dyskusje.
- Hija de puta... Uwierz, że chciałabym na ciebie mieć wyjebane, ale nie potrafię - zaklęła, nie potrafiąc już zupełnie dobierać słów w taki sposób, aby jednak dotrzeć do dziewczyny tak czy inaczej.
Chciała mieć wyjebane. Naprawdę. Powinna nawet mieć, ale potrafiła zachować obojętność jedynie, gdy nic jej nie przypominało o istnieniu takiej osoby jak River Cross. Wtedy już stawała się dużo bardziej zafiksowana na jej postaci. Na pewno nie pragnęła jej w sensie romantycznym. Nie. To było coś innego, czego nie potrafiła nazwać. Wyjątkowy rodzaj fascynacji.
Nawet nie zareagowała, gdy została popchnięta. Zachwiała się i cofnęła w tył, ale to by było na tyle. Nie ruszyła do kontrataku, a może powinna. To byłoby zdecydowanie lepsze niż pozostawanie bierną i czekanie na kolejny cios.
- Że co jest złego? - odwarknęła. - To ty uważasz, że jestem bezduszna, okrutna i bawię się twoimi uczuciami... Wiedziałam tylko, że chcesz mnie mieć, że jestem twoją artystyczną obsesją, a teraz... Nie mam pojęcia kim, kurwa, mam dla ciebie być.
Słuchały, ale nie słyszały. Słowa wypaczały się w momencie, gdy tylko je do siebie wypowiadały. To wszystko było zdecydowanie dużo bardziej męczące niż powinno być. Niech ją cholera. Ruelle nie potrafiła nawet stwierdzić dlaczego to wszystko tak bardzo ją męczy. Miała wrażenie, że za chwilę z tych wszystkich emocji zwyczajnie zwymiotuje pod koszem do gry w koszykówkę.
- Więc postanowiłaś odtworzyć naszą noc z kimś innym i zobaczyć czy wyjdzie ci z tego obraz? Za dużo tam działań na jebany eksperyment myślowy - burknęła, niezbyt zadowolona tym tłumaczeniem.
Te trzy słowa wydawały się być czymś czego po części potrzebowała. Chyba emocje powoli zaczynały opadać. Przez moment jedynie wpatrywała się w River, czując jak spływa na nią przemożna chęć, aby zwyczajnie dziewczynę pocałować. Chciała zamknąć tę dyskusję. Wrócić do tego, co było dla nich wygodne. Sam seks. Eksperymentalne rysunki. Nic poza tym.
Pozwoliła, aby zapadła między nimi cisza. Dopiero ona pozwoliła jej uświadomić sobie, że mimo wszystko Cross dokonała jednej cholernej rzeczy.
Złamała ją.
Należała do niej bardziej niż myślała.
River Cross
this is not toronto comicon
: ndz lip 12, 2026 1:24 pm
autor: River Cross
Niespecjalnie miała ochotę jej uwierzyć. Za bardzo stresowała ją myśl, że mogłaby dać jej się zrobić po raz trzeci, a to naprawdę byłaby przesada. Dwa jeszcze jakoś przełknie, ale kolejne wpakowanie się w dokładnie tak samo rozstawioną pułapkę? Wolała wierzyć, że nie jest aż tak głupia. Tylko po jaką cholerę Prescott ujmowałaby to w ten sposób, jeśli nie miała tego na myśli? Ale jeśli miała to na myśli, to czemu zachowywała się w taki, a nie inny sposób? Każde jej działanie wywoływało w głowie Cross nowe wątpliwości. Powinna zacząć spisywać te wszystkie pytania, bo zaraz się pogubi w tym, czego nie chce. Na pewno byłoby prościej to narysować, ale jak zrobiła tak kilka lat temu, to odbiło jej się to czkawką dopiero teraz, więc może nie warto ryzykować?
— Potrafisz być okrutna i to całkowicie świadomie — wytknęła jej od razu, nie dając się wziąć pod włos. Wcale nie oceniała jej najgorzej na świecie i wcale nie stawiała wyłącznie takich wniosków, pod którymi Ruelle nie mogłaby się podpisać. Trzeba było stawiać sprawę uczciwie, a unikanie odpowiedzialności na pewno nie takie nie było.
— Nie uważam, że samo pierdolenie w głowie jest złe. Nie rozmawiałybyśmy od dawna, gdybym tego nie oczekiwała. Złe jest, jak próbujesz wykorzystywać to na swoją korzyść. Nie musisz mnie przecież testować, zazwyczaj dobrze wiesz, jak będę reagować. — Miała wrażenie, że porusza się po głowie swojej modelki po omacku, podczas, gdy ona ma przed sobą cały panel z wielką instrukcją do jej myśli. W ogóle nie powinno tak być, biorąc pod uwagę ich poziomy emocjonalności, ale nie potrafiła tego inaczej wytłumaczyć.
— Chodziło mi o eksperyment na moich myślach, a nie taki odbywający się tylko w głowie. Daruj sobie sprzeczki o semantykę, dobrze? I nie starałam się niczego odtwarzać. Podchodziłyśmy do tego po swojemu. Kopiowanie skończyłoby się porażką, zanim by się w ogóle zaczęło. — Samo popchnięcie jej to było za mało. Za takie drobiazgi była gotowa zrzucić ją z jakiegoś klifu, ale niestety żadnego nie miała pod ręką. Nie oczekiwała, że Prescott zacznie z nią empatyzować, ale chciała, żeby chociaż wyczuła różnicę między własnym obrazem, a tym nowym, bo River zdecydowanie nie pakowała ich do jednego worka.
W ogóle nie podobała jej się ta cisza. Wszystko za głośno w niej krzyczało, żeby czuła się teraz bezpiecznie bez żadnych słów. Rozumiała z tego właściwie tyle samo, co z długich i głośnych wypowiedzi Prescott, ale i tak wolałaby słyszeć cokolwiek. Usiadła na ławeczce do ćwiczeń, wokół której cały czas krążyły i sięgnęła po papierosa. Zapalniczka nie chciała odpalić raz, drugi, trzeci. Cross wydała z siebie zniecierpliwiony pomruk i przesunęła palcem po metalowym kółku powoli i ostrożnie. Zadziałało. Zaciągnęła się porządnie ze smutkiem od razu zauważając, że tym razem nikotyna w żaden sposób ją nie uspokoi. Najprostszym wyładowaniem emocji byłoby dorwanie się do ciała Ruelle, ale właśnie z tego powodu wolała się do niej przesadnie nie zbliżać. Nie miała bladego pojęcia, co powinna jej teraz powiedzieć, żeby sytuacja nie eskalowała do czegoś skrajnie okropnego. Niektórzy pewnie uznaliby, że powinna przeprosić, ale co oni tam wiedzą? Nie zrobiła niczego, na co Prescott sobie wcześniej nie zapracowała. To River należały się przeprosiny, a domyślała się, że nie było szans, by je uzyskała. Nie chciała też stawiać jej żadnych żądań, nawiązywać żadnych umów. Pewnie najmądrzejszym było odejście bez słowa i pojechanie do domu. Obiecała jednak nie uciekać, więc to również nie wchodziło w grę. Podniosła się gwałtownie, upuszczając niedopalonego papierosa na ziemie pod stopami. Znowu dopadła do Ruelle błyskawicznie, wykorzystując przewagę długich nóg, ale nie po to, by ją odepchnąć. Objęła dłońmi jej szyję i nacisnęła kciukami pod linią żuchwy, zmuszając, by podniosła wzrok. Wpiła się w jej usta, chcąc powstrzymać ją od wypowiadania czegokolwiek, co popsułoby sytuację jeszcze bardziej. Może tym razem sobie nie zaszkodzi, przecież Prescott w ogóle nie smakowała teraz słodką Fantą.
Ruelle I. Prescott
this is not toronto comicon
: ndz lip 12, 2026 10:17 pm
autor: Ruelle I. Prescott
To wszystko było już zbyt pogmatwane dla samej Ruelle. Była przekonana, że jej nie zależało, ale jednak było inaczej. W jakimś stopniu zaczynało jej zależeć... Uwielbiała to, co Cross wyczyniała z nią w łóżku, ale jednocześnie chyba zaczynała ją lubić jako osobę... Doprowadzała ją, rzecz jasna, do ciężkiej kurwicy, ale jednocześnie lubiła te ich wszystkie utarczki słowne i sposób w jaki się wzajemnie drażniły. Było w River coś, że jednak doceniała ją coraz bardziej jako osobę. Nawet jeśli jeszcze niedawno jej prawdziwie nie cierpiała.
- Umiem, ale chyba trafił swój na swego - stwierdziła, bo przecież River również umiała ostro człowiekowi dopierdolić.
W tym przypadku z pewnością były do siebie podobne. Może i korzystały niekiedy z różnych metod, ale nie traktowały siebie uczciwie. Jak zresztą mogły takie być jeśli nie znały w ogóle zasad gry, w którą obie grały? W końcu nigdy ich sobie nie wyjaśniały.
- A ty nie wykorzystujesz tego na swoją korzyść? Pani, która mówiła wielokrotnie o tym, że mnie wykorzysta i weźmie jak tylko będzie chciała? Jesteśmy siebie warte, River. Też mną rozgrywasz tak, żeby wyszło na twoje - wytknęła jej, ale nie zamierzała wchodzić w polemikę na temat tego, która z nich była w ostatecznym rozrachunku gorsza, bo nie miało to kompletnie żadnego znaczenia.
Obie robiły, co tylko mogły, aby wejść sobie do głów i zasiać tam spustoszenie. Czasem reakcje River były dosyć proste do przewidzenia, ale innym razem potrafiły stanowić dla niej prawdziwą zagadkę. Bywało, że wiedziała jakie emocje mogłaby wywołać w dziewczynie, ale sposób ich wyrażenia nie pasował do jej wyobrażeń. Potrafiła ją czasem skutecznie zaskoczyć.
- No, ale i tak stwierdziłaś, że był to niewypał... - rzuciła swobodnie, ale musiała przed samą sobą przyznać, że sam zarys obrazu wyglądał intrygująco nawet jeśli był on w sporej mierze niedokończony.
Zdecydowanie sobie grabiła. Wiedziała o tym doskonale. Sztuka zawsze była dla Cross wyjątkowo drażliwym tematem, na który lepiej było nie schodzić, a jednak to robiła. Głównie dlatego, że stanowiła spory element jej życia oraz ich wspólnej relacji. Zawsze jednak musiała uważać na to, co mówi, bo nawet pragnąc sprawić jej komplement mogła doprowadzić do tego, że rysowniczka poczuje się dotknięta takim, a nie innym doborem słów.
Wyczuwała różnicę pomiędzy obrazem, na którym się znajdowała, a tym drugim. Pierwszy był bardziej naszpikowany emocjami, które wylewały się z niego. Czuła ten suspens i potrafiła o wiele lepiej dostroić się do uczuć przezierających z płótna. No, ale drugi z nich dalej był niedokończony. Może jednak Cross byłaby w stanie odmienić jego los? Lub też nie...
Milczała, a cisza rozciągała się w nieskończoność. Niczym lepka melasa, która zaczynała je oblepiać i spowalniać ruchy. Przez moment Ruelle nie była pewna tego, co się wokół niej dzieje. Musiała ułożyć sobie wszystko, co związane z tą kłótnią w głowie. Padło zdecydowanie zbyt wiele słów, które były mniej lub bardziej zrozumiałe, ale nie miała dalej pojęcia, co z tym wszystkim powinna zrobić.
River usiała i zaczęła bawić się zapalniczką. Wyglądało na to, że ona również nie ma jej nic więcej do powiedzenia. Przez chwilę Prescott jedynie tępo wpatrywała się w próby wykrzesania ognia i to jak rysowniczka zaciąga się papierosem. Rozmowa skończona. Powinna teraz odejść.
Nie zdążyła jednak ruszyć się z miejsca, a dziewczyna poderwała się ze swojego siedziska i niemal momentalnie do niej doskoczyła. Znała ten ruch. Nawet bez niego uniosłaby twarz w jej stronę, aby móc na nią swobodnie spojrzeć, ale niemal od razu przymknęła powieki, gdy usta artystki zderzyły się z jej własnymi.
Przygryzła mocno jej dolną wargę, napierając na nią wystarczająco, aby poczuć jeszcze silniejszy nacisk kciuków na swoją szyję. Nie obchodziło jej to wcale. Musiała jej posmakować. Czuła ledwie obecny smak nikotyny na jej języku, który wydawał się szybko rozpuścić pod jej obecnością. To chyba był jedyny sposób komunikacji, który rozumiały i z pewnością nie powinny z niego rezygnować.
Chwyciła ją jedną z dłoni mocno za kark, a drugą wplotła w jej ciemne włosy, chcąc ją przytrzymać blisko siebie. Nie chciała dać jej się oswobodzić. Nie w momencie, gdy jej serce było jak oszalałe napędzane adrenaliną z kłótni, a pocałunek wydawał się zachłanny i bardziej żarliwy niż zwykle.
River Cross