desperate times call for desperate measures
: pt sie 21, 2026 3:07 pm
trigger warning
przekleństwaCzy naprawdę wiedziała?
Na ten temat z pewnością można było polemizować.
Wydawało jej się, że wiedziała, że robiła dobrze, chcąc wyprowadzić Paris z tego piekła, zdystansować ją od Milano. Tylko to przecież i tak pomimo trudności była najłatwiejsza cześć całej układanki. Odejść na moment to jedno, ale odejść na zawsze? To już był całkiem inny kaliber, którego oni ani trochę nie przemyśleli. Przecież Paris i Milano pewnie razem mieszkali, miała u niego swoje rzeczy, wiedział, gdzie pracowała, mógł ją kurewsko łatwo namierzyć, a oni nawet gdyby bardzo chcieli, nie byliby w stanie pomóc jej z tym wszystkim. Nie mieli do tego warunków.
Postanowili jednak zrobić tyle, ile mogli. Na ten moment priorytetem było ich od siebie odizolować. Szkoda tylko, że Paris na początku wcale nie współpracowała. Zakręcona na punkcie swojego oprawcy ciągle powtarzała, że musiała na niego zaczekać, że nie mogła nigdzie bez niego iść, jednak całe szczęście krok po kroku udało im się ją namówić, żeby zaufała. Pierwsze jej, a potem i Noriedze, bo przecież to w jego rękach tak naprawdę powierzyła swoje bezpieczeństwo. W tym, że nie pozwoli Milano ją skrzywdzić. Pilar czuła jak dziewczyna zaciska mocniej palce na jej dłoni, jakby szukała jakiegoś ostatecznego potwierdzenia.
— Możesz mu zaufać — powiedziała w końcu, przysuwając się jeszcze bardziej do kobiety. Ich nogi plątały się już między sobą, a oddechy tańczyły przy twarzach. — Ma dobre serce — dodała już ciszej, chociaż on też mógł to usłyszeć. Nigdy nie lubił, jak rozpowiadała to na głos, ale przecież przy Paris chyba mogła. Przy niej nie musiał i chyba nawet nie powinien zgrywać twardziela, bo jednego już miała na głowie. Dziewczyna znowu się od niej szarpnęła, a potem wstała z krzesła.
Garret odprowadził je do wyjścia na korytarz. Ciemnoskóra kelnerka, która siedziała przy recepcji wyglądała na mocno zaskoczoną duetem, jaki widziała. Oczywiście nie omieszkało się bez pytań, co one robiły, kiedy kolacja jeszcze się nie skończyła i dlaczego wychodzą bez swoich partnerów. W odpowiedzi dostałą od Pani Noriegi bardzo zdawkowe damskie sprawy, chociaż na język cisnęło jej się soczyste nie interesuj się.
Paris cała drogą do wyjścia cała drżała. Z każdym krokiem wpadała w coraz większą panikę, próbowała się odwracać, zmieniać zdanie, jednak finalnie udało im się wyjść na zewnątrz. Rześkie powietrze momentalnie waliło po twarzy, a przyjemny wiatr podwiewał włosy. To był pierwszy raz, kiedy Pilar odwróciła się do kobiety i w końcu mogła spojrzeć jej w oczy. Były turkusowe i całe zapłakane. Makijaż miała już rozmazany prawie cały pod oczami i na polikach. Na dłoniach dało się zauważyć siniaki — nowsze i starsze — oraz ślady przy szyi, chociaż je równie dobrze można było wyjaśnić tym, że ktoś lubił się zabawić ostrzej w łóżku. Ona na przykład często miałą podobne, a jakoś nikt się nad nią nie znęcał.
— I c-co teraz? — spytała przestraszona Paris. Cóż Pilar sama chciałaby wiedzieć.
— Po pierwsze posadzimy cię u nas w aucie — uśmiechnęła się ciepło, wskazując drugą stronę ulicy, gdzie Noriega zaparkował czerwone BMW. — Który samochód jest wasz? — spytała jeszcze po drodze, rozglądając się energicznie.
— Tamto — Paris wskazała na jakieś czarne audio, stojące kilkanaście metrów dalej.
— Okej — tyle jej powiedziała, nawet kiedy dziewczyna kilka razy spróbowała spytać do czego potrzebowała tej informacji, Pilar wcale jej nie odpowiedziała. Sięgnęła do torebki i w pierwszej kolejności wyciągnęła kluczyki, odblokowała drzwi i otworzyła tylne dla Paris. Dziewczyna wsiadła, patrząc na Panią Noriegę wielkimi oczami.
— Co ty chcesz zrobić? — spytała, gdy ta grzebała po coś w schowku.
— Troche go… uziemić — mruknęła pod nosem, szarpiąc się z niewielkim śrubokrętem, który utknął między jakimiś papierami. Finalnie udało jej się go wyciągnąć, ale rozsypała większość rzeczy na ziemi.
— Jak to?
— Nie przejmuj się tym. Zapnij pasy — wtrąciła, kompletnie ją zbywając. Chociaż zaraz odwróciła do niej głowę i uśmiechnęła się. — Jakby Madox przyszedł przede mną, to powiedz mu, że zaraz wrócę.
— Pila… — tyle zdążyła powiedzieć, nim Pilar zamknęła drzwi i ruszyła w stronę czarnego audi.
Jak ostatni bandyta rozejrzała się dookoła, czy nikogo nie było. Pora była już późna, więc nie spodziewała się ludzi na spacerze, ale zawsze mógł się trafić ktoś wracający z imprezy czy wyprowadzający psa, a bardzo nie chciała mieć świadków. Kiedy upewniła się, że jest czysto, schyliła się do tylnego koła, po czym wzięła ogromny zamach i wbiła się w oponę, dziurawiąc ją. Powietrze momentalnie zaczęło uciekać, a ona podniosła się i jeszcze… przesunęła kluczem po karoserii. Nie musiała tego robić, ale akurat w tym przypadku gniew brał nad nią górę, a dokładnie to ujście dla tych wszystkich emocji, które trzymała w sobie. I pewnie na tym mogła skończyć, biegiem wrócić do BMW. No tylko że chciała skasować jeszcze jedną oponę, tak na wszelki wypadek, jakby miał zapasową, dlatego znowu się schyliła niknąć z pola widzenia, nie widząc, że zza zakrętu wychodzi kilku podejrzanych typów.
W tym czasie Madox już pewnie wrócił do samochodu. Mógł się zdziwić, że drzwi były otwarte, a w środku siedziała jedynie Paris. Szlochała wciąż pod nosem, caistajać mocno ręce na pasie bezpieczeństwa, jakby to miało jej w czymkolwiek pomóc, a gdy spytał jej gdzie jest Pilar, ona tylko wyciągnęła rękę do przodu.
— Poszła mu przebić opony — jęknęła, a potem znowu się rozbeczała. — Nie no, przecież jak on się o tym dowie to… będzie źle. Bardzo, bardzo źle.