-
Nic, moja kobieta robi zajebiste chilli con carne, i zdecydowanie wolę je od kawioru - Luna znowu uśmiechnął się do Pilar. Był w rozmowie z nią wyjątkowo luźny, wydawał się szczery. Jakby tu nie pasował, tak jak przecież i Pani Noriega. Nie ich świat, a jednak dzisiaj byli na to skazani...
Tylko czy na pewno?
Czy Luna tak świetnie grał?
Jego ciemne spojrzenie znowu przesunęło się po czerwonej sukience, kiedy temat zszedł na
brak majtek Pilar. Niby dała mu do zrozumienia, że przecież jest mężatką, ale Luna był chyba typem faceta, któremu zupełnie to nie przeszkadzało, dwuznaczne teksty i dzikie, ciemne spojrzenie, przemawiały same za siebie.
-
Zauważyłem, że opina się idealnie, tam gdzie powinna - na pewno zauważył skoro tak się na nią gapił, ale zaraz podniósł wzrok na jej oczy, utkwił w nich swoje ciemne tęczówki, skinął głową zgadzając się z nią -
źle, na pewno ujmowałoby ci to sporo... zadziorności - no tak, bo pewnie większość kobiet na tym nadętym bankiecie miała na sobie jakieś majtki po pachy, które miały im wypłaszczyć brzuchy, albo niewidzialną bieliznę od jakiegoś sławnego projektanta, gdzie pewnie za jedne gacie można by wyżywić afrykańską wioskę przez tydzień. Luna nie odrywał spojrzenia od Pilar, nawet kiedy rozglądała się dookoła, a gdy podnosiła do ust szklankę, to jego wzrok też sięgał jej pełnych, gorących warg.
Kokietował ją i robił to tak bezczelnie, że musiała to widzieć.
-
Twój mąż jest jakiś... agresywny? - zapytał jakby nigdy nic, a jego wytatuowane palce przesunęły się po jego szyi, po tatuażu z koroną, który na niej nosił -
ale nie dziwię się w zasadzie, sam bym się bił o taką kobietę - za ten tekst to na bank już by zebrał w mordę od Noriegi.
Może robił to specjalnie? A może ją sprawdzał? To czy Pilar też była tak zafiksowana na swoim mężu jak on na niej. On na niej był. To Luna wiedział.
Wiedział też, że nie mógł jej pozwolić się tak łatwo wykręcić, a jednak wzruszył ramionami, kiedy Pilar powiedziała, że
zostanie, wyciągnął z papierośnicy jednego pęta, żeby umieścić go sobie między wargami -
no tak, na pewno z Margaret sobie porozmawiacie o szampanie, majtkach, których nie widać spod obcisłej sukienki i kawiorze - rzucił zaciskając palce na ustniku papierosa, zaczepiał ją. Jakby już wiedział jak rozgrywać z nią karty. Jakby czuł, że Pilar lubiła być prowokowana. Ale zaraz na jego korzyść zadziałał też ten nudny, nadęty koncert smyczkowy. Luna parsknął śmiechem, kiedy Pilar zaczęła to
dobra, wiesz co....
Roześmiał się szczerze, tylko czy na pewno? To był
pierdolony duch, jeden z najgroźniejszych latynoskich mafiozów, którzy pojawiali się w Toronto. Szkoda, że Pilar o tym nie wiedziała.
Ruszyli do tylnego wyjście na ogród.
Nie umknęło to uwadze Pati, która bawiła się z Galenem wybornie, śmiała się z jego żartów, kokietowała go trzepocząc długimi rzęsami, a jednak, kiedy zobaczyła jak Pilar z Luną wychodzą na zewnątrz to oparła dłoń zakończoną krwisto czerwonymi paznokciami na koszuli Wyatta.
-
Galen skarbie... - odezwała się do niego tym sztucznym, przesłodzonym tonem -
widziałam jak Pilar wyszła z jakimś mężczyzną, może byś to sprawdził? - i znowu wpatrywała się w jego niebieskie oczy.
Galen patrzył w te jej dzikie, ciemne, piękne.
-
Ale po co? Jest tutaj z mężem, a ja... z tobą - Galen uśmiechnął się do Pati i zrobił krok w jej kierunku, tak, że zaparła mu się na klacie. I chociaż Patricia spuściła spojrzenie niżej, przesunęła nim leniwie po jego torsie i zatrzymała je na jego hipnotyzujących oczach, to zaraz się odezwała.
-
Ale jej mąż jest moim szefem, nie chcę, żeby robili tu jakieś sceny tylko dlatego, że Pilar nie potrafi trzymać nóg razem - zrobiła smutną minkę opierając czerwony paznokieć na pełnych ustach. Galen spoważniał.
-
Nie mów tak o niej Pati - rzucił chłodno, ale brunetka przesunęła dłonią po jego kołnierzyku wygładzając go.
-
A potrafi? Sam mi mówiłeś co ci ostatnio pisała, a poza tym... Ona już spotykała się z Madoxem, kiedy się z tobą całowała baby, kto tak robi? - nadęła te swoje pełne usta i przesunęła dłonią po jego klacie. Galen od razu zawiesił spojrzenie na jej twarzy, ale nic już nie powiedział.
Wyszedł na ogród akurat w momencie, kiedy Luna pochylał się nad Pilar i odpalał jej papierosa, dłoń opierając na podłokietniku jej fotela.
Wyatt odchrząknął, żeby zwrócić na siebie ich uwagę, a zaraz podszedł bliżej.
-
Pilar... od kiedy palisz? - rzucił marszcząc ten swój prezesowski nos i krzywiąc się przy tym.
-
Pilar? Ciekawe imię - wtrącił się zaraz Luna przystając obok jej fotela, opierając się o niego nonszalancko.
-
A Pan? - Galen zapytał od razu, bo nie kojarzył tego faceta, ale co się dziwić, to jednak nie były
klimaty Galena Wyatta, latynoski półświatek.
-
Alvarez, Diego Alvarez - odpowiedział bez zastanowienia Luna, ale Galen spojrzał na niego podejrzliwie, nie kojarzył w ogóle tego nazwiska, a przecież większość tych, które cokolwiek znaczyły i przewijały się tu dzisiaj, znał. On też podszedł bliżej Pilar, spuścił na nią niebieskie spojrzenie.
-
Możemy pogadać? Pilar... - spróbował jeszcze raz.
Madox słuchał Kane'a, zgadzał się z nim, Luna był groźny i miał pod sobą wielu ludzi, ale większość nich służyła mu ze strachu, a nie z sympatii, z jakiegokolwiek szacunku, ludzie się go po prostu bali. Sam Noriega się go bał, nie chciał z nim zadzierać, robić z nim interesów, ale teraz... Musiał.
On, albo Luna, wybór był prosty.
-
Zdaje sobie sprawę... Myślę, że Diego mógłby zastąpić Lunę - Madox naprawdę tak myślał, chciałby tego, bo przecież Diego to był jego kumpel. Przyjaciel.
Senator zamyślił się na moment przyglądając Noriedze.
-
Alvarez? - zapytał, a Madox skinął głową -
Alvarez jest słaby, nie ma posłuchu, to musi być ktoś, kogo ludzie szanują - Kane nie spuszczał spojrzenia z Madoxa, ale on nie miał pojęcia, kogo sugerował mu senator. Dla niego i dla Pilar najlepszą opcją byłby Diego. Mógłby znowu dać mu ochronę, tyle by im wystarczyło. Tylko senatorowi chyba nie, wyjął z kieszeni marynarki cygaro, a Madox zawiesił na nim ciemne spojrzenie. To kto kurwa? Kto miał szacunek wśród latynoskich wściekłych psów? Wsród makaroniarzy? I ruskich? Kto by się kurwa na to pisał?
-
Jakie informacje? - zapytał od razu Noriega, a kiedy senator zaczął mówić o tych słabych punktach, to utkwił w nim spojrzenie.
Słabe punkty Luny. Na pewno by mu się to przydało, bo na razie Luna miał nad nimi przewagę, śledził ich, wiedział jakie słabości miał Madox...
A ta jego największa siedziała obok Luny w fotelu.
-
Myślę, że Pilar woli zostać tu ze mną... - odezwał się Luna, robiąc krok w kierunku Galena.
-
Nie wydaje mi się Panie Alvarez - odezwał się Wyatt, nie ruszył się z miejsca, nie cofnął, ale też nie wyrwał do przodu, po prostu stał niewzruszony, i tylko to jego niebieskie spojrzenie uciekło do Pilar, a zaraz wyciągnął smukłą dłoń w jej kierunku. Bo chyba naprawdę zamierzał ją stąd ściągnąć, z tego tarasu, spowitego w półmroku. Oświetlały go jedynie wątłe światła, które wypadały na zewnątrz przez wielkie, wysokie okna.
-
To ty musisz... - zaczął Kane, a Madox spiął się na fotelu, pochylił do przodu, bo liczył na to, że zaraz pozna słabości swojego wroga, że to on musi je wykorzystać, żeby utorować tę drogę dla kogoś innego. Dla Diego na przykład. Nie przeszkadzało mu to... Jebane osiem lat pracował dla psiarni, dla półświatka, załatwiał dla nich wszystko. Miał krew na rękach. Miał ich szacunek, a czasem był dla nich najgorszym utrapieniem. Przywykł do tego. Do działania. Brudnej roboty. Nie miał z tym problemu.
Ale wtedy do gabinet zapukała Margaret, a kiedy powiedziała, że jej mąż
ma przemowę za dwie minuty, to najpierw wyprostował się Kane.
-
Wrócimy do tej rozmowy po moim wystąpieniu - oznajmił podnosząc się z fotela, obejmując ramieniem swoją żonę, przytulił ją do siebie, a Margaret go odepchnęła. Madox spojrzał na nich. Kurwa. Liczył na to, że Pilar nawet po czterdziestu latach tego nie zrobi. Nie będzie dla niego oziębła, tylko zawsze będzie jego
ogniem.
-
Jak to nie mogłaś jej znaleźć? - wypalił i nawet nie zaczekał na senatora i jego żonę, tylko wyrwał się z gabinetu.
-
Narwany... - rzuciła Margaret i dopiero sięgnęła do kołnierzyka swojego męża, żeby go poprawić. Kane spojrzał jeszcze za Madoxem.
-
I to go albo zgubi, albo zaprowadzi na szczyt... - stwierdził. Kane też kiedyś taki był, żywiołowy, impulsywny,
narwany. Nie był jednym z tych polityków, którzy nic nie robili, tylko pierdzieli w stołki. On zawsze działał.
I Madox był taki sam, wrócił do głównej sali rozglądając się za Pilar, ale nigdzie jej nie widział. Wyciągnął nawet telefon, żeby do niej zadzwonić.
Kurwa. Była z Luną. Nie powinien jej z nim zostawiać.
P a n i k o w a ł. Bo przecież jeśli chodziło o nią, to on nigdy nie potrafił myśleć trzeźwo. Bał się o nią. A teraz jeszcze po tym wszystkim, co mu powiedziała... Zauważył Galena Wyatta, który wychodził na ogród i nawet miał za nim ruszyć. Zapytać go o Pilar, ale wtedy wyrosła przed nim zupełnie inna czerwona sukienka. Pati zacisnęła palce na jego białej koszuli.
-
Madox - wypowiedziała jego imię ostro, z tym typowym dla siebie żarem.
-
Kurwa Pati, widziałaś Pilar? Gdzieś ją zgubiłem... a była z Luną. Mam kurwa złe przeczucia - szarpnął się jej rozglądając dookoła, a ona mocniej zacisnęła palce na materiale jego koszuli.
-
Madox! Kurwa. Patrz na mnie - warknęła na niego i dopiero teraz, jego ciemne tęczówki odszukały jej duże, błyszczące oczy. Pociągnęła go za sobą do korytarza, który prowadził do toalet, wąski, ciemny... Pusty.
A Noriega ruszył za nią, jakby liczył, że zaprowadzi go do Pilar, ale wcale tego nie zrobiła. Pchnęła go na ścianę, plecy Madoxa zderzyły się z twardym podłożem, aż wypuścił mocno powietrze płuc.
-
Co ci powiedział Kane? - zapytała ostro Pati, przysunęła się do niego, a Madox znowu się szarpnął.
-
Gówno - wypalił od razu, a Pati spojrzała na niego spod na wpół przymkniętych powiek. Docisnęła go sobą do ściany i chyba wcale nie miała zamiaru mu ustąpić. Ale on nie miał zamiaru się jej poddawać, bo znowu się jej szarpnął, aż Patricia musiała się zaprzeć na nim całym swoim ciężarem, zacisnął palce na jej przegubie i chciał ją od siebie odsunąć -
nic mi nie powiedział, zaraz ma przemowę, mamy wrócić do tej rozmowy, zresztą daj mi kurwa żyć, muszę znaleźć Pilar - wyjaśnił jej i pociągnął ją za rękę, ale tym razem to ona się szarpnęła, tak, że się zachwiała na tych swoich wysokich szpilkach i musiała zaprzeć się na jego klacie.
-
Musisz to się kurwa skupić na misji, po co tu przyszedłeś? Odpierdalać i pilnować Pilar? Czy dowiedzieć się jak zniszczyć Lunę? - warknęła i może miała rację, ale przecież dla Madoxa i tak... jego żona była najważniejsza.
-
Spier... - nie dokończył, bo na głównej sali gwar ucichł i rozległy się brawa. Kane miał wygłosić swoją przemowę.
¿Dónde está Pilar? °❀⋆.ೃ࿔*:・°❀⋆.ೃ࿔*:・