Strona 45 z 45

roots and wings

: śr kwie 29, 2026 6:27 pm
autor: Lowen Graves
We were once the kings and queens of this town
now we’re just strangers with the same crown
STATUS: AKTUALNE | 7/05
ObrazekObrazek
Rodzina Graves jest dobrze znana w Toronto. Matka jest prawniczką z mocną pozycją, ojciec działa w branży muzycznej jako producent. Pieniądze i znajomości zawsze były obecne w życiu ich dzieci, a razem z nimi także oczekiwania w postaci dobrych uczelni, odpowiednich zawodów i hobby, które pasowało do wizerunku rodziny.

Szukam dla Lowen rodzeństwa - zarówno starszego, jak i młodszego. Na ten moment liczba nie jest ograniczona, co z czasem może się zmienić. Relacja między rodzeństwem nie musi być prosta ani pozytywna. Po wydarzeniach z jej przeszłości (romans, który wymknął się spod kontroli i konsekwencje, które trudno było zignorować) część z nich, podobnie jak rodzice mogła się od niej odwrócić, uznając jej poczynania za skazę na nazwisku. Ktoś mógł zerwać kontakt, ktoś inny ograniczyć go do minimum.
Zależy mi również na tym, by wśród rodzeństwa był ktoś, kto mimo wszystko został. Kto zna jej wersję wydarzeń i jej ufa albo po prostu zdecydował się ją zaakceptować, nawet jeśli nie do końca ją rozumie. Ktoś, kto jest dla niej wsparciem i kimś, na kogo może liczyć.
kobiety i mężczyźni
wiek nie ma znaczenia, na pewno się dogadamy
tempo pisania luźne, bez presji
nie mam zamiaru znikać i fajnie by było, gdyby postaci zostały na forum na dłużej
chętnych zapraszam na pw lub dc (mashedpotato1539) <3

kiss and tell

: czw kwie 30, 2026 5:40 pm
autor: Eve Fitzgerald
you have a son
and a story that never should have ended the way it did
STATUS: AKTUALNE | 30/04
ObrazekObrazek
#stara_miłość #mamy_syna #nigdy_nie_przestałam_cię_kochać
Najdroższy! Najukochańszy! Najważniejszy! Skarbie!

Hej, próbuje napisać te słowa już kilka razy i za każdym razem wszystko skreślam i nic mi nie pasuje. Jak wiesz, nie umiem w emocje, a w słowa o emocjach już wcale.
Nie wiem jak to napisać w sposób, który będzie miał sens.
Pamiętam dzień naszego ślubu. Stałeś tam i czekałeś, taki przystojny jak zawsze. Wyglądałeś wtedy na pewnego to co robisz i chcesz. Ja nie byłam tego pewna, co już pewnie wiesz.
W końcu nie przyszłam do ołtarza. Bałam się, że jeśli tam podejdę, już nigdy nie będę mogła od ciebie odejść.
Nie dlatego, że cię nie kochałam. Kochałam cię bardziej, niż byłam w stanie to unieść. Problem polegał na tym, że nie potrafiłam sobie wyobrazić siebie w tej sytuacji. Miałam poczucie, że jeśli to zrobię, stracę kontrolę nad swoim życiem. To nie było racjonalne, ale wtedy wydawało się wystarczającym powodem.
Nie powiedziałam ci tego.
Wyjechałam z miasta bez wyjaśnienia. To była moja decyzja. Nie brałam pod uwagę, jak to na ciebie wpłynie. Do dzisiaj tego żałuje.
Kilka tygodni później dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Pierwszą osobą, do której chciałam zadzwonić, byłeś ty. To jest najważniejsza informacja w tym liście. Dziecko jest twoje. Nie powiedziałam ci o tym. Bałam się, że mnie znienawidzisz. Uznałam, że po tym, co zrobiłam, nie mam prawa wracać i oczekiwać czegokolwiek. W praktyce oznaczało to, że podjęłam decyzję za ciebie.
Urodziłam naszego syna. Ma na imię Max. Powinieneś był go poznać od początku. Ma sześć lat. Jest zdrowy. Rozwija się prawidłowo. Jest spokojny, ale zadaje dużo pytań. Ma twoje oczy.
Wychowuję go sama.
Przez ostatnie sześć lat pracowałam w różnych restauracjach poza Toronto. Zajmowałam się głównie kuchnią fine dining. Praca zajmowała większość mojego czasu. Max był pod opieką innych osób, kiedy byłam w pracy. To nie jest idealne rozwiązanie, ale było jedynym możliwym.
Wróciłam do Toronto pół roku temu. Kupiłam restaurację. Prowadzę ją teraz samodzielnie. Nie napisałam do ciebie wcześniej, bo uważałam, że to nie ma sensu. Teraz uważam inaczej. Masz prawo wiedzieć, że masz syna. Nie wiem, co zrobisz z tą informacją. Nie wiem, czy będziesz chciał się z nami spotkać. Nie wiem, czy w ogóle odpowiesz.
Nie oczekuję konkretnej reakcji. Jeśli będziesz chciał się odezwać, możesz to zrobić. Chciałabym cię jeszcze zobaczyć. Jeśli nie, uszanuję to.

— Eve

PS. Jeżeli napisałam jakieś głupoty to przepraszam, wiesz, że jestem w tym kiepska.

all the ties that bind

: sob maja 02, 2026 3:11 pm
autor: Misty Sloane
głos, który został w pamięci
powiedziałaś, że mogę — więc dlaczego ty nie?
STATUS: ROZMOWY | 02/05
ObrazekObrazek
#rozmowynocą #liniakryzysowa #konfrontacja #emocjonalnemambono.5
To nie było spotkanie, które zapowiadało cokolwiek.
Misty weszła do środka trochę z rozpędu, trochę z przyzwyczajenia — jak wiele rzeczy w ostatnich miesiącach. Toronto nadal wydawało jej się obce w sposób trudny do uchwycenia: znajome ulice, te same witryny, a jednak wszystko jakby przesunięte o kilka centymetrów względem tego, co pamiętała sprzed wyjazdu do Brazylii.
Zamówiła coś ciepłego. Nie dlatego, że miała ochotę — raczej dlatego, że potrzebowała czymś zająć ręce. Stanęła przy stoliku, oparła biodro o blat, pozwoliła, żeby gwar kawiarni wypełnił ciszę w jej głowie. I wtedy poczuła, że ktoś na nią patrzy. Nie od razu. To nie było gwałtowne. Raczej powolne uświadomienie — jakby to spojrzenie było tam już od dłuższej chwili, tylko Misty dopiero teraz je zauważyła. Podniosła wzrok. Nie rozpoznała tej osoby. Nic w twarzy, sylwetce, sposobie stania nie wywołało natychmiastowego skojarzenia. A jednak było w tym coś… uporczywego. Spokojnego w sposób, który nie pasował do przypadkowego spotkania.
— Rozmawialiśmy kiedyś. — Głos był równy. Bez napięcia.
Misty zmarszczyła lekko brwi, jakby próbowała znaleźć punkt zaczepienia, ale nic się nie pojawiło. Jej pamięć była pełna fragmentów — twarzy klientów, krótkich rozmów, urywków życia innych ludzi — ale żadna z nich nie pasowała do tej chwili.
— Przez telefon — padło dopowiedzenie. — Twoja rada... zadziałała. Odejście uratowało mi życie.
I wtedy coś w niej drgnęło. Nie wspomnienie. Raczej mechanizm. Te rozmowy nie miały twarzy. Nie miały ciągu dalszego. Były zamknięte w czasie i przestrzeni, odcięte od reszty świata. Tak miało być. To jednak zdanie nie pasowało do zasad, których się trzymała i do tego, co powtarzano jej na szkoleniach.
Misty poczuła, jak jej palce automatycznie zaciskają się na kubku. Napój był wciąż gorący, zbyt gorący, ale nie cofnęła dłoni. Ciepło wgryzało się w skórę, ostre i uporczywe, jakby przypominało jej, że to się dzieje naprawdę.
W jej głowie pojawiły się gotowe odpowiedzi. Wyuczone. Bezpieczne.
"To była twoja decyzja."
"To ty twój krok ku lepszemu przodu."
"Ja tylko byłam obok."
Żadna z nich nie wyszła.
— A potem twój podcast mi mignął w sieci. Chociaż wtedy nie przyszło mi do głowy, że usłyszę twój głos...
Cisza.
Misty poczuła, jak coś w niej się napina. Jakby to zdanie odbijało się gdzieś głębiej, niż powinno.
— Poznanie cię... to dla mnie ważne. Przypisanie twarzy do głosu, który mnie uratował...
Nie było w tym agresji. Nie było oskarżenia. Tylko fakt. Prosty, spokojny, nie do obejścia. Misty nie odpowiedziała. Po raz pierwszy od dawna nie miała pytania, którym mogłaby to przykryć. Nie miała tonu, który by to rozbroił. Nie miała dystansu, który by ją ochronił. Stała naprzeciwko kogoś, kto wziął jej słowa i zrobił z nich coś realnego. I nagle to nie brzmiało jak pomoc. Brzmiało jak coś, za czym nigdy nie poszła.
Jej palce jeszcze mocniej zacisnęły się na kubku. Nie przywróciło jej to równowagi.
Szukam postaci (dowolnej płci), która w przeszłości rozmawiała z Misty na infolinii kryzysowej i teraz spotyka ją przypadkiem w Toronto. To postać, która zapamiętała Sloane nie jako osobę, ale jako głos, wzięła jej słowa na poważnie i podjęła na ich podstawie realną decyzję (np. odejście z toksycznej relacji, drastyczna zmiana stylu życia typu rzucenia nałogu, wybranie siebie zamiast innych, porzucenie autoagresywnych zachowań, etc — do wyboru, do koloru.) I teraz wraca — nie po pomoc, nie po wdzięczność, tylko po konfrontację.

Fajnie byłoby oprzeć grę na subtelnej, ale niewygodnej konfrontacji bez dramatyzmu — emanującej bardziej ciszą i trafnymi zdaniami niż emocjonalnymi wybuchami.
Jej rola: być lustrem i zmusić Misty do zmierzenia się z własną niespójnością, którą zauważy u niej już podczas pierwszego spotkania.
Chcę, żeby ta relacja opierała się na napięciu wynikającym z faktu, że Misty mówi innym, żeby wybierali siebie, ale sama tego konsekwentnie nie robi. Wyobrażam sobie, że ta postać jest spokojna, świadoma swoich decyzji i emocjonalnie "domknięta na sicher". Nie potrzebuje Misty i właśnie dlatego ma nad nią przewagę w tej rozmowie.
Możemy wszystko zmodyfikować, jeżeli pierwotny pomysł nie pasuje w stu procentach i podciągnąć to pod historię Twojej postaci — wszelkie kombinacje mile widziane.
Nie gryzę, chętnych zapraszam na PW do wspólnego brainstormingu. Misty da się lubić. <3

roots and wings

: śr maja 06, 2026 9:37 pm
autor: Samantha Harrington
dni naszego życia - wydanie kanadyjskie
czyli jak pozbawić żonkę papcia rodzinnej fortuny
STATUS: AKTUALNE | 06/05
ObrazekObrazek
#harringtontrust #bogacze #intrygi #rodzinnedramy #funduszpowierniczy #spadek
Tu nie ma podziału na dobrych i złych. Bo w zależności od perspektywy, wszyscy chcą dobrze… dla siebie.
Harringtonowie.
Jedna z tych rodzin, o których nie trzeba pisać w brukowcach, by nie wiedzieć, kim są. Ich nazwisko stanowi fundament kanadyjskiej społeczności. Początki rodziny sięgają jeszcze czasów, gdy interesy szły nieodłącznie z brudem, fizyczną pracą i uzależnieniem od pogody. Pierwsze pokolenia budowały łodzie robocze, zajmowały się transportem i obsługą portów, ale prawdziwy przełom przyszedł, gdy ktoś w rodzinie zrozumiał, że przyszłość nie leży w pracy tylko w klientach.
Bo zamiast tworzyć łodzie dla wszystkich, Harringtonowie zaczęli tworzyć łodzie dla wybranych.
Z czasem przeszli z budowy samych łodzi na mariny, prywatne przystanie, członkostwa w elitarnych klubach, zarządzanie flotami jachtów dla ludzi, którzy nie chcieli mieć tylko pieniędzy, a niedostępny dla innych styl życia. A styl życia nad wodą, szczególnie w Kanadzie i na północy Stanów, to nie jest tylko luksus. To zamknięty krąg, w którym robi się interesy, zawiera sojusze i decyduje o rzeczach, które są z reguły off the record.
Pierce Harrington był kolejnym, który działał prężnie w tej (i z czasem w wielu innych) biznesach. Nie budował już niczego własnymi rękami, a nimi zarządzał. Rozszerzył rodzinne wpływy na Toronto, gdzie klub jachtowy stał się czymś więcej. Stał się rodzajem filtra społecznego. Jeśli ktoś chciał naprawdę „wejść wyżej”, prędzej czy później trafiał do świata Harringtonów.
Historia, jak z bajki, nie? Nic, tylko rodzić się i na ślepo brać nazwisko Harrington.
Było tylko jedno małe “ALE”.
Pierce Harrington miał jedną, bardzo drobną przywarę. Bywał niewyobrażalnie kapryśny. Potrafił wydziedziczyć własne dziecko przy śniadaniu, a przy kolacji zmienić decyzję tylko po to, by z rozkoszą przyglądać się reakcjom.
I może nie byłoby w tym takiego dramatu, w końcu nazwisko powinno być dziedziczone liniowo…
Gdy nieoczekiwanie, dosłownie znikąd, pojawiła się Samantha – bez historii, bez rodowodu, bez odpowiedniego nazwiska, za to z idealnym wyczuciem czasu (i planem).
I nagle okazało się, że Harrington Trust – fundusz, który przez pokolenia miał chronić rodzinny majątek i utrzymywać dzieci „na poziomie” – przestał być oczywistą przyszłością dla jego prawowitych spadkobierców.
A stał się nagrodą, którą ONA właśnie zgarnęła.
Poszukiwane dorosłe (czytaj: wystarczająco stare dojrzałe, by wiedzieć lepiej od świeżaków, ale nadal robić te same błędy) dzieci Pierce’a Harringtona — w wieku podejrzanie zbliżonym do ich macochy. Tak, dobrze czytasz. Samantha naprawdę jest ich ukochaną przyszywaną mamuśką, z którą mają MALUTKI problem.
Płeć, dokładny wiek i zawód z grubsza jest mi obojętny, ale chcąc zachować sens i prawdziwość historii, myślę, że fajnie, jakby wśród zawodów znalazł się jakiś finansista, polityk, prawnik, sędzia, może jakiś chirurg medycyny estetycznej? Zasadniczo obrzydliwie wpływowe, bogate i zakonserwowane w swoim zepsuciu osoby.
Chciałabym, aby głównym punktem programu (aka fabuły) było oczywiście Samantha vs reszta rodziny, także w grę wchodzą rodzinne potyczki, spory, dramaty. Wątki, gdzie sojusze są tymczasowe, lojalność warunkowa a zaufanie nie ma racji bytu. I wszystko zmienia się o 180 stopni, nim zdążysz krzyknąć: "spadek!".
Po więcej szczegółów zapraszam na priv. Obiecuję dramaty, napięcia i rodzinne kolacje, przy których nóż do masła wcale nie bywa najostrzejszą rzeczą na stole.

kiss and tell

: czw maja 07, 2026 11:37 pm
autor: Victoria Heffernan
You abused me!
How am I supposed to forgive you?!
STATUS: AKTUALNE | 07.05
ObrazekObrazek
#BYŁY_MĄŻ #PRZEMOCOWY_ZWIĄZEK #TRUDNA_RELACJA
Zaznaczam z góry, że to nie będzie dla każdego i wiem, że może być ciężko ze znalezieniem, ale może ktoś będzie miał ochotę wejść w taką postać...

Minęło pół roku, a ona dalej łapała się na tym, że liczy.
Nie dni, nie dokładnie — raczej momenty, które odkładały się gdzieś z tyłu głowy i wracały wtedy, kiedy najmniej ich potrzebowała. Pół roku od rozwodu. Pół roku od ucieczki. Pół roku od momentu, w którym powinna była w końcu zacząć żyć dla siebie, a nie w odniesieniu do niego.

Toronto było inne niż zapamiętała, chociaż tak naprawdę nic się nie zmieniło. To ona patrzyła na nie inaczej. Ludzie byli tacy sami — zajęci sobą, rozmowami, telefonami, kawą kupioną w biegu. Nikt nie zwracał na nią uwagi i to było dokładnie to, czego potrzebowała. Anonimowość była bezpieczna. Cisza była bezpieczna. Brak jego obecności… też miał być.

A jednak dalej zamykała drzwi na dwa zamki. Dalej sprawdzała okna, nawet jeśli wiedziała, że są zamknięte. Dalej wybierała miejsca przy ścianie, tak żeby widzieć całe pomieszczenie, każdy ruch, każde wejście. To były odruchy, których nie potrafiła się oduczyć, nawet jeśli próbowała wmówić sobie, że już nie musi.

Spotkanie miało być zwyczajne.
Kawiarnia, jedna z tych, w których ludzie przychodzą, żeby zniknąć na chwilę — w laptopach, rozmowach albo własnych myślach. Umówiła się z agentem, nic wielkiego. Kolejna rzecz do odhaczenia, kolejny krok w stronę życia, które próbowała sobie poukładać od nowa.

Usiadła przy stoliku pod ścianą, zanim jeszcze zdążyła pomyśleć, że znowu robi to samo. Zamówiła coś do picia, chociaż nie miała ochoty. Szklanka stała przed nią już dłuższą chwilę, a ona tylko przesuwała ją palcami, skupiając się na czymś tak banalnym, żeby nie myśleć za dużo.

Agent się spóźniał, ale to nie było nic nowego.
Raz spojrzała na telefon. Potem drugi. W końcu przestała sprawdzać godzinę i pozwoliła sobie na chwilę rozluźnienia, na tę krótką iluzję, że to naprawdę będzie zwykły dzień. Jeden z tych, które zaczynają się i kończą bez żadnych niespodzianek.

Drzwi się otworzyły i nawet nie podniosła od razu wzroku.
Najpierw przyszło to uczucie — to samo, którego nie potrafiła się pozbyć. Napięcie gdzieś pod skórą, jakby ciało reagowało szybciej niż myśli, jakby coś w niej rozpoznało zagrożenie, zanim jeszcze zdążyła je nazwać.

Dopiero wtedy spojrzała.

I przez chwilę miała wrażenie, że coś się w niej zatrzymało.

Nie powinien tu być. Nie w tej kawiarni, nie w tej części miasta, nie w jej życiu, które z takim wysiłkiem próbowała poskładać. A jednak stał w drzwiach, dokładnie taki, jakiego pamiętała — albo może tylko jej się tak wydawało, bo pamięć lubiła kłamać, wygładzać rzeczy albo przeciwnie, wyostrzać je w najgorszy możliwy sposób.

Było w nim coś znajomego i coś obcego jednocześnie. Ten sam sposób, w jaki się poruszał, ta sama pewność siebie, która kiedyś wydawała się jej czymś, do czego chce należeć, a później stała się czymś, czego nie potrafiła unieść. Patrzyła na niego trochę za długo, zanim zdała sobie z tego sprawę, a kiedy już to do niej dotarło, było za późno, żeby udawać, że go nie widzi.

Serce zaczęło bić szybciej, zbyt nierówno, jakby próbowało nadrobić wszystkie te miesiące spokoju, które wcale spokojne nie były. Zacisnęła dłonie na szklance, trochę mocniej niż powinna, tylko po to, żeby je czymś zająć. Nie chciała, żeby było widać. Nie tutaj, nie przy obcych ludziach, którzy nie mieli pojęcia, kim jest ten mężczyzna i kim ona była przy nim.

Nie podszedł od razu.

I to było chyba gorsze.

Bo przez te kilka sekund, które ciągnęły się zdecydowanie za długo, w jej głowie zdążyło pojawić się wszystko — że może jej nie zauważył, że może udaje, że jej nie widzi, że może to naprawdę przypadek. A może nie było w tym nic przypadkowego i był tu dokładnie dlatego, że wiedział, gdzie ją znaleźć.

I wtedy dotarło do niej coś jeszcze.

To nie było to, że się pojawił.

To było to, że nie wiedziała, kim on teraz jest.

Pół roku to wystarczająco dużo, żeby ktoś spróbował się zmienić. Albo nauczył się lepiej udawać. I nie miała pojęcia, która z tych wersji stoi teraz kilka metrów od niej, patrząc w jej stronę.

Pierwszy raz od pół roku naprawdę poczuła, że to wszystko wcale się nie skończyło.

SZUKAM
Pana Heffernana — byłego męża Victorii, senatora w Toronto, około 40 lat.
To jest moment pół roku po rozwodzie. Ich pierwsze spotkanie po wszystkim.
Nie narzucam jednej wersji — czy to przypadek, czy on ją znalazł, czy chce coś naprawić, odzyskać kontrolę albo po prostu zobaczyć, czy dalej ma na nią wpływ. To budujemy razem.
Mocny dramat psychologiczny i napięcie. Dużo strachu. W tle polityka, wizerunek, wpływy, ale centrum to oni. On się zmienił, a może to coś innego? Może ma problemy finansowe? Cokolwiek ci chodzi po głowie. Lubi emocjonalne, mocne gry.

To nie end-game, ale na pewno coś intensywnego i wpływającego na obie strony. Jak widać gram i podobno piszę przyzwoite posty ;)

kiss and tell

: pt maja 08, 2026 8:45 pm
autor: piper fox
Time flies, messy as the mud
on your truck tires
STATUS: NIEAKTUALNE | 11/05
ObrazekObrazek
#slow burn #second chance #age gap
Wszystko zaczęło się w Maine.
W brudnym barze z brudnymi klientami i brudnymi interesami.

Sądziłam, że poufni informatorzy istnieją tylko w filmach. Że agenci DEA działają w metropoliach, a małe amerykańskie miasteczka rządzą się swoimi prawami.
A właściwie ich brakiem.


Nie byłam pewna czy to dobry pomysł. Czy moje uszy są wystarczająco wrażliwe, żeby wyłapać to, co będzie dla Ciebie przydatne.

Na początku trochę się Ciebie bałam. Cholernie. Wieczorne spotkania sam na sam w miejscach, do których nigdy nie chciałabym zaglądać.

Mówiłeś mało, prawie wcale. Wylewałam z siebie wszystko, czując presję twojego spojrzenia.

Bez podziękowań, pochwał.
Tylko krótkie komunikaty.
Kolejne adresy.

Tamtej nocy było inaczej.
Wyglądałeś na bardziej zmęczonego niż zwykle. Musiałeś coś zażyć. Do tego jeszcze ta woń alkoholu.

Byłam trzeźwa, dopóki mnie sobą nie upiłeś.
Nie było w tym krzty delikatności czy ciepła.
Pośpiech i desperacja.

Później wszystko się zmieniło. Nie było już spotkań, kolejnych instrukcji. Czekałam.
Tęskniłam.


Po wszystkim powiedzieli mi, że coś poszło nie tak. Że szanse są marne. Dostałam zapłatę za pomoc i wyjechałam dokładnie tam, gdzie marzyłam. Do Toronto.

Wkrótce miną dwa lata odkąd Cię pochowałam tu mieszkam.


Co Ty tu robisz?
Poszukuję dla mojej dziewczyny… No właśnie – kogo? Mężczyzny, który kiedyś był agentem DEA, a to, czym zajmuje się obecnie, jest do ustalenia. Jest starszy i bogatszy o życiowe doświadczenia – jego bagaż jest ogromny, dlatego cała ich relacja jest skomplikowana.
Wyobrażam sobie ich jako parę mruków. Mówią mało, jednak myślą i czują wiele. Rozumieją się bez słów, ale funkcjonowanie bez dialogu do niczego dobrego nie prowadzi.
Spodziewam się mnóstwa emocji, trudnych decyzji i wyznań. Celuję w slow-burn, ciągłe przyciąganie i odpychanie. Moje posty są zazwyczaj dłuższe, pełne opisów wewnętrznych rozterek i miło byłoby właśnie w taki sposób prowadzić tę historię.
Nie wiem, czy ta historia znajdzie szczęśliwe zakończenie. Mam kilka pomysłów na pierwsze wątki, ale wolałabym działać jako zespół i wspólnie oraz na bieżąco wymyślać dalsze losy dla naszych postaci. Niemniej chciałabym przedstawić tę relację w sposób kompleksowy – od trudnych chwil po momenty pełne uczucia i nadziei.
Cenię sobie kontakt prywatny. Nie potrafię porozumiewać się wyłącznie poprzez wiadomości prywatne na forum, dlatego szybko proponuję przeniesienie się na dc. Lubię rozmawiać o wątku i czuć, że on żyje. Jeśli Ty też preferujesz rozmowy, dzielenie się pomysłami (nawet tymi najbardziej szalonymi) i wysyłanie sobie piosenek z dopiskiem: to totalnie o nich – to oferta idealna dla Ciebie.
Nie mam problemu z pchnięciem akcji do przodu, ale jedna osoba nie jest w stanie nieść na barkach odpowiedzialności za historię. To powinna być przyjemność, nie droga na Golgotę.
Odezwij się, a chętnie opowiem więcej o swojej postaci, wizji na pierwsze wątki oraz o tej relacji.