emotional motion sickness
: sob gru 20, 2025 12:52 am
Odetchnęła głęboko, próbując dojść, ale tym razem do siebie. Jej ciało wciąż reagowało zbyt intensywnie i nawet delikatny dotyk powodował dreszcz. Przez chwilę stała w bezruchu dając sobie czas, aż emocje i fizyczne wrażenia zaczną opadać. Dopiero wtedy zdołała zebrać myśli.
Spojrzała na Evinę spod przymrużonych powiek, choć wzrok miała jeszcze nieco nieobecny. Sunęła dłońmi po nagich ramionach, czując pod palcami znajome wypukłości żeber, a potem objęła ją mocno w pasie i przechyliła głowę, przyglądając się uważnie twarzy narzeczonej.
— Czyżby? — zapytała cicho, gdy padło wyznanie. Ona też tęskniła, może nawet bardziej, niż była gotowa przyznać. I choć mogło się wydawać, że wcześniejsze milczenie zostało przykryte bliskością, że wszystko rozmyło się w dotyku i oddechu, prawda była inna. Seks nie był rozwiązaniem na wszystkie problemy świata. Mógł być, ale w rzeczywistości dawał tylko złudzenie, że wszystko znowu było na swoim miejscu. — Wiesz, że wystarczyło ze mną porozmawiać? — uniosła brwi i odgarnęła jej kosmyk włosów za ucho, po czy przysunęła się jeszcze bliżej i musnęła ustami linię żuchwy. — Jesteś taka uparta, że czasem mam ochotę cię udusić — mruknęła, przygryzając skórę na szyi, na której pozostawiła ukrwiony ślad.
Zaylee wcale nie była lepsza. Przez większość czasu unikała Swanson, chociaż robiła to głównie dlatego, że ta nie inicjowała konwersacji. Miała prawo czuć się urażona i oczekiwać wyjaśnień. Może też przeprosin? Sama już nie wiedziała. Na pewno potrzebowała normalności, ale bez udawania, że nic się nie wydarzyło, bo to nie dawało jej spokoju.
— To i tak cię nie ominie — poinformowała lojalnie. — Koniec z zamiataniem wszystkiego pod dywan — dodała stanowczo, ponownie spoglądając w niebieskie tęczówki, które tak dobrze znała i których tak jej brakowało.
W trakcie tych cichych dni Miller miała dużo czasu, żeby przemyśleć niektóre rzeczy. Uświadomiła sobie, że czegokolwiek nie próbowałaby zrobić, nie odwiedzie Eviny od pomysłu wywabienia Blythe'a. Mogła jedynie użyć swoich analitycznych umiejętności i dopilnować, żeby wszystko poszło zgodnie z planem . A przede wszystkim zadbać o jej bezpieczeństwo. Zrozumiała, że im mocniej naciskała, tym bardziej narzeczona szła w zaparte. Trudno było wyperswadować jej z głowy cokolwiek, co i tak już dawno zdołała sobie ubzdurać.
Ale czy Zaylee nie była w gruncie rzeczy dokładnie taka sama? Czy ona również nie brnęła ślepo w swoje racje, uparcie ignorując to, że każdy kolejny krok może prowadzić prosto do katastrofy? Miała tę samą skłonność do zaciskania zębów i pchania spraw dalej, nie zważając na skutki. Właśnie dlatego były do siebie tak cholernie podobne. Dwie osoby o identycznie (i czasami idiotycznie) twardych kręgosłupach, tej samej nieustępliwości i obsesyjnej potrzebie postawienia na swoim.
I chyba właśnie dlatego potrafiły stworzyć związek. Nie dlatego, że było im łatwo, ale dlatego, że rozumiały się aż za dobrze. Widziały w sobie nawzajem to samo ryzyko i ten sam potencjał do autodestrukcji. W innym układzie, z kimś mniej odpornym albo bardziej ugodowym, prędzej czy później któraś z nich po prostu pierdolnęłaby tym wszystkim w pizdu. Z różnych powodów. Z czystej frustracji, z poczucia niezrozumienia albo po prostu z braku przestrzeni na własne demony.
Evina J. Swanson
Spojrzała na Evinę spod przymrużonych powiek, choć wzrok miała jeszcze nieco nieobecny. Sunęła dłońmi po nagich ramionach, czując pod palcami znajome wypukłości żeber, a potem objęła ją mocno w pasie i przechyliła głowę, przyglądając się uważnie twarzy narzeczonej.
— Czyżby? — zapytała cicho, gdy padło wyznanie. Ona też tęskniła, może nawet bardziej, niż była gotowa przyznać. I choć mogło się wydawać, że wcześniejsze milczenie zostało przykryte bliskością, że wszystko rozmyło się w dotyku i oddechu, prawda była inna. Seks nie był rozwiązaniem na wszystkie problemy świata. Mógł być, ale w rzeczywistości dawał tylko złudzenie, że wszystko znowu było na swoim miejscu. — Wiesz, że wystarczyło ze mną porozmawiać? — uniosła brwi i odgarnęła jej kosmyk włosów za ucho, po czy przysunęła się jeszcze bliżej i musnęła ustami linię żuchwy. — Jesteś taka uparta, że czasem mam ochotę cię udusić — mruknęła, przygryzając skórę na szyi, na której pozostawiła ukrwiony ślad.
Zaylee wcale nie była lepsza. Przez większość czasu unikała Swanson, chociaż robiła to głównie dlatego, że ta nie inicjowała konwersacji. Miała prawo czuć się urażona i oczekiwać wyjaśnień. Może też przeprosin? Sama już nie wiedziała. Na pewno potrzebowała normalności, ale bez udawania, że nic się nie wydarzyło, bo to nie dawało jej spokoju.
— To i tak cię nie ominie — poinformowała lojalnie. — Koniec z zamiataniem wszystkiego pod dywan — dodała stanowczo, ponownie spoglądając w niebieskie tęczówki, które tak dobrze znała i których tak jej brakowało.
W trakcie tych cichych dni Miller miała dużo czasu, żeby przemyśleć niektóre rzeczy. Uświadomiła sobie, że czegokolwiek nie próbowałaby zrobić, nie odwiedzie Eviny od pomysłu wywabienia Blythe'a. Mogła jedynie użyć swoich analitycznych umiejętności i dopilnować, żeby wszystko poszło zgodnie z planem . A przede wszystkim zadbać o jej bezpieczeństwo. Zrozumiała, że im mocniej naciskała, tym bardziej narzeczona szła w zaparte. Trudno było wyperswadować jej z głowy cokolwiek, co i tak już dawno zdołała sobie ubzdurać.
Ale czy Zaylee nie była w gruncie rzeczy dokładnie taka sama? Czy ona również nie brnęła ślepo w swoje racje, uparcie ignorując to, że każdy kolejny krok może prowadzić prosto do katastrofy? Miała tę samą skłonność do zaciskania zębów i pchania spraw dalej, nie zważając na skutki. Właśnie dlatego były do siebie tak cholernie podobne. Dwie osoby o identycznie (i czasami idiotycznie) twardych kręgosłupach, tej samej nieustępliwości i obsesyjnej potrzebie postawienia na swoim.
I chyba właśnie dlatego potrafiły stworzyć związek. Nie dlatego, że było im łatwo, ale dlatego, że rozumiały się aż za dobrze. Widziały w sobie nawzajem to samo ryzyko i ten sam potencjał do autodestrukcji. W innym układzie, z kimś mniej odpornym albo bardziej ugodowym, prędzej czy później któraś z nich po prostu pierdolnęłaby tym wszystkim w pizdu. Z różnych powodów. Z czystej frustracji, z poczucia niezrozumienia albo po prostu z braku przestrzeni na własne demony.
Evina J. Swanson