the new year don't feel so new
: wt sty 13, 2026 2:09 pm
Mogłyby się pokłócić, tylko po co? I tak wyglądałoby tak, że April wymachiwałaby we frustracji rękami, a Teddy w ciszy przytakiwała jej głową. Pewnie nie odezwałaby się ani słowem, pozwalając jej wyrzucić z siebie wszystkie złe emocje. Może nawet przyznała rację, pomimo że przyjaciółka wcale by jej nie miała, tak dla świętego spokoju. Darling nie pamiętała, kiedy ostatnio podniosła głos, nie licząc akcji strażackich, podczas których czasami musiała w taki sposób porozumiewać się z kolegami, żeby przebić się przez wszechobecny chaos. Chyba, że do podniesionych głosów zaliczało się łóżko, a konkretnie trudne do opanowania jęki. Dlatego, jeśli Finch chciała się z kimś pokłócić, ale tak naprawdę, to musiała szukać tego u kogoś innego.
Trochę smutno, że ominą je oświadczyny i to niejedne, bo przecież Teddy obstawiała, że co najmniej trzy osoby jebną dzisiaj na kolanko w przypływie chwili, ale trudno, jakoś się z tym pogodzi.
— Wiem, kim jest Kapitan Planeta — spojrzała pobłażliwie na przyjaciółkę. O ile większość dzieciństwa spędzała na zawodach sportowych, to nie była aż tak ograniczona. Kapitan Planeta to był niebieski gość w zielonych włosach, który łączył ze sobą słabe zdrowie, opłaty-podatki-mandaty, nie weźmiesz witamin - pod wieczór nie żyjesz, wszystko jakieś takie nijaki i gdzie są wszyscy w moi przyjaciele, a z jego połączonych mocny powstała trzydziestka. — Ale cieszy mnie, że się w tym zgadzamy — dodała i wyciągnęła rękę, aby zbić z Finch żółwia. Przynajmniej miały jasność, że próba żałosnego podrywu została zaliczona.
Bardziej niepokoił ją fakt, że znała wszystkie wymienione przez przyjaciółkę kompozycje i operetki. I to właśnie przez April. Jeszcze Teddy za bardzo się ukulturalni i co wtedy? Zaczęła poważnie się zastanawiać, czy była kiedyś aż tak pijana, że pozwalała jej włączać muzykę klasyczną, czy Finch przystawiała jej lufę do skroni, zmuszając do słuchania.
— Jak wrócimy do pokoju, będziesz mogła puścić Straussa, Vivaldiego, Wagnera czy kogo tam jeszcze lubisz — zapewniła z uśmiechem. Cholera, może faktycznie miała za dobre serce? Może powinna się postawić i powiedzieć, że ni chuja, nie będą słuchać tego gówna i że z głośników poleci Noah Kahan, ewentualnie The Fray. Koniec, kropka. Ale nie mogła już patrzeć, jak przyjaciółka męczy się niemożebnie, kiedy DJ grał zremiksowane piosenki. — Przynajmniej on jeden dobrze się bawi — utkwiła wzrok w facecie, który teraz chyba utożsamiał się z Rachael Gunn na Olimpiadzie, bo właśnie próbował zakręcić się na głowie, a to miało fatalny skutek.
Podparł się na rękach i wyrzucił nogi w powietrze, trafiając przebiegającego chłopca prosto w twarz. Młody stracił równowagę, zatoczył się niezgrabnie i wpadł na stół z przekąskami, ściągając za sobą obrus z zastawą. Teddy skrzywiła się ostentacyjnie.
— Powiedzmy sobie szczerze — zaczęła, sącząc z niewzruszeniem swojego drinka. — To jest wspaniałe, niepowtarzalne widowisko. Dzięki temu nie musisz mnie zabierać do kina na naszą niby-randkę — zaznaczyła, co wydawało się fair. I tak na dużych ekranach nie grali teraz niczego lepszego poza nową częścią Avatara, ale Teddy słyszała, że wcale nie była taka dobra, jak poprzednie.
April Finch
Trochę smutno, że ominą je oświadczyny i to niejedne, bo przecież Teddy obstawiała, że co najmniej trzy osoby jebną dzisiaj na kolanko w przypływie chwili, ale trudno, jakoś się z tym pogodzi.
— Wiem, kim jest Kapitan Planeta — spojrzała pobłażliwie na przyjaciółkę. O ile większość dzieciństwa spędzała na zawodach sportowych, to nie była aż tak ograniczona. Kapitan Planeta to był niebieski gość w zielonych włosach, który łączył ze sobą słabe zdrowie, opłaty-podatki-mandaty, nie weźmiesz witamin - pod wieczór nie żyjesz, wszystko jakieś takie nijaki i gdzie są wszyscy w moi przyjaciele, a z jego połączonych mocny powstała trzydziestka. — Ale cieszy mnie, że się w tym zgadzamy — dodała i wyciągnęła rękę, aby zbić z Finch żółwia. Przynajmniej miały jasność, że próba żałosnego podrywu została zaliczona.
Bardziej niepokoił ją fakt, że znała wszystkie wymienione przez przyjaciółkę kompozycje i operetki. I to właśnie przez April. Jeszcze Teddy za bardzo się ukulturalni i co wtedy? Zaczęła poważnie się zastanawiać, czy była kiedyś aż tak pijana, że pozwalała jej włączać muzykę klasyczną, czy Finch przystawiała jej lufę do skroni, zmuszając do słuchania.
— Jak wrócimy do pokoju, będziesz mogła puścić Straussa, Vivaldiego, Wagnera czy kogo tam jeszcze lubisz — zapewniła z uśmiechem. Cholera, może faktycznie miała za dobre serce? Może powinna się postawić i powiedzieć, że ni chuja, nie będą słuchać tego gówna i że z głośników poleci Noah Kahan, ewentualnie The Fray. Koniec, kropka. Ale nie mogła już patrzeć, jak przyjaciółka męczy się niemożebnie, kiedy DJ grał zremiksowane piosenki. — Przynajmniej on jeden dobrze się bawi — utkwiła wzrok w facecie, który teraz chyba utożsamiał się z Rachael Gunn na Olimpiadzie, bo właśnie próbował zakręcić się na głowie, a to miało fatalny skutek.
Podparł się na rękach i wyrzucił nogi w powietrze, trafiając przebiegającego chłopca prosto w twarz. Młody stracił równowagę, zatoczył się niezgrabnie i wpadł na stół z przekąskami, ściągając za sobą obrus z zastawą. Teddy skrzywiła się ostentacyjnie.
— Powiedzmy sobie szczerze — zaczęła, sącząc z niewzruszeniem swojego drinka. — To jest wspaniałe, niepowtarzalne widowisko. Dzięki temu nie musisz mnie zabierać do kina na naszą niby-randkę — zaznaczyła, co wydawało się fair. I tak na dużych ekranach nie grali teraz niczego lepszego poza nową częścią Avatara, ale Teddy słyszała, że wcale nie była taka dobra, jak poprzednie.
April Finch