Strona 6 z 6

002. confessions among boxes

: sob kwie 25, 2026 5:44 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Wywrócił oczami, kiedy powiedziała to, że nie może zostać jego żoną, bo jest zajęty, chociaż była to prawda, bo w tym momencie, gdyby chcieli wziąć ślub, to tylko w tych Emiratach Arabskich, w innym wypadku Noriegę by zamknęli za bigamię. Zjebał. Za każdym razem, kiedy o tym myślał, to pojawiała się też ta myśl, że zjebał. Nie dlatego, że odwalił taką akcję ze swoim przyjacielem, bo to było nawet śmieszne, porobić się do tego stopnia, żeby wziąć ślub w Vegas i to taki, którego udzielił im Shrek.
Zjebał dlatego, że on przecież na przeciwko siebie miał kobietę, którą szczerze kochał. Chciał, żeby została jego żoną, nawet w tej chwili. Dlatego zaraz sięgał do jej ręki. Zaraz łasił do niej zarośnięty już policzek, a później sunął nią niżej, gdzieś na koszulkę, pod, którą biło jego serce, na ten tatuaż z dzikim lwem.
- Wiem, że spierdoliłem... - chyba pierwszy raz się do tego przyznał na głos? - przepraszam cię Pilar, ale... przecież wiesz, że moje serce bije tylko dla ciebie - no i biło, mogła to czuć pod opuszkami palców, rytmiczne uderzenia jego serca - a to co się stało w Vegas to tylko znaczy, że... musimy chyba z tym poczekać - i to też powiedział jej po raz pierwszy. Bo przecież to Madox wiecznie wyrywał się do przodu, on wiecznie chciał wszystko tu, teraz, w tej chwili. Brać z nią ślub na meksykańskiej, dzikiej plaży, przed obliczem jakiegoś ćpuna. A jednak... po tym co wyznał jej dzisiaj, musieli to jednak odpowiednio zaplanować.
Bo to już nie mógł być impuls, rzucam wszystko, misję, klub i policję, dla ciebie...
Chociaż by chciał. Wszystko by dla niej poświęcił. Musnął wargami skórę na jej dłoni - ale jak to się stanie, ten rozwód i... ta sprawa, to wtedy kolejne twoje mogłabym nawet dzisiaj, będzie wiążące, żebyś to wiedziała - szczypnął skórę na jej knykciu zębami, zaczepnie. A kiedy mówiła mu o tym, że jest pomysłowy i żeby się wykazał, to Madox miał już milion myśli i pomysłów, łącznie z tym, żeby faktycznie wywieźć ją do Emiratów, albo jakiejś afrykańskiej wioski, gdzie mogłaby zostać jego żoną, w tej chwili - masaż? - uniósł jedną brew - kiedy tylko chcesz - znowu sunął sobie jej ręką po szyi, żeby oprzeć ją na karku - i dwa kartony Wunderbarów - uśmiechnął się do niej ładnie. I pewne jest to, że jutro je kupi, nawet jakby miał po nie jechać do fabryki batonów, czy gdzieś...
Wiedział jej minę, kiedy jego wargi naprzemiennie z zębami muskały jej gładką skórę, kiedy opierał sobie jej dłoń na karku, na gorącej szyi i sunął nią niżej zaczepiając o złote łańcuszki, które niknęły pod jego koszulką. Ale niestety nie wyczytał z jej twarzy, że tymi batonikami to powinien się pookładać.
Nie wyczytał też, że wystarczyłoby mu słowo, żeby jednak zostali tu dłużej... w tym Jaguarze. Jeszcze nawet zerknął jakoś tęskno na to wnętrze w czerwonej skórze. Ciemne tęczówki zawiesił na Pilar, kiedy się przeciągała, chociaż zaraz odnalazły już jej piękne, czekoladowe oczy, kiedy przyciągał ją do siebie.
-Stefan? - powtórzył po niej i zaraz parsknął śmiechem - w sumie nieźle się prowadził ten Stefan - też miał przecież okazje nim jechać, ale bardziej zainteresowało go... - no i gdzie masz to bongo? - musiał zapytać, bo nigdy go nie widział u Stewart, ale on w zasadzie to kiedy u niej był, to bardziej skupiał się na tym kuchennym blacie, albo na kanapie, nie rozglądał się po półkach. Chociaż Pilar też nie wyglądała na kogoś, kto trzyma na półce bongo. Madox też tego nie robił.
Za to zaraz musiał pociągnąć ją za język, kiedy powiedziała to, że czasami jest czerwony.
- Albo co? - oczywiście, że wiedział o co jej chodzi, ale nie byłby sobą, gdyby nie zapytał, z tak samo zaczepnym uśmiechem. Lubił ją nakręcać i kiedy ona robiła to samo... Nęciła go, aż... robił się czerwony.
Chociaż zaraz sam starał się podziałać na jej wyobraźnię, kiedy mówił jej te wszystkie określenia na Jaguara... Albo na nią, ciężko było stwierdzić, bo ciemne oczy zawieszone były na jej twarzy. Pochylił się nad nią bardziej, kiedy wplotła palce w jego ciemne włosy, przyciągając go do siebie, kiedy zaczęła to słuchał jej uważnie. Gdy się do niego odwróciła, jego spojrzenie momentalnie odnalazło to jej.
A kiedy ułożyła na jego wargach te dwa słowa furia roja, tą kąciki jego ust od razu drgnęły do góry.
- Podoba mi się - mruknął w jej pełen, gorące usta, które były coraz bliżej tych jego, które czuł na swoich wargach, prawie... - Pilar Noriega y su Furia Roja - zdążył jeszcze te powiedzieć, zanim ona tym razem... Zamknęła jego usta pocałunkiem. Zachłannym, głębokim, ognistym, tak, że kiedy się od niego odsuwała, to on szarpnął się do niej. I może znowu by ją całował? Tylko wtedy mu podziękowała, a Madox znowu się uśmiechnął. I znowu chciał do niej sięgnąć. I może na tej czerwonej masce...? Na parkingu...
Ale Pilar się odsunęła, a on odchylił do tyłu głowę nabierając mocno powietrze w płuca. Jeszcze po chwili popatrzył na nią na tle czerwonego Jaguara.
- Trzy... razy - mruknął bardziej do siebie, niż do niej. A chodziło mu oczywiście o to, że ona już po raz trzeci go nakręcała, i mu uciekała.
Trzy razy.
Ruszył za nią, trochę z tyłu, bo ciemne tęczówki oczywiście zawiesił na jej tyłku. Ale co z tego, skoro zaraz pokazywała mu pudła, które trzeba zabrać. Wrzucił sobie jedno na drugie i jeszcze na wierzch te sukienki, bo nie były jakieś bardzo ciężkie. A kiedy powiedział o mundurkach, to wyjrzał na nią zza kartonów - zaraz po nie wrócę, po te mundurki, naszykuj je tu z przodu - pokazał jej gdzie, poprawiając sobie kartony kolanem, a już po chwili schodził z pierwszymi pudłami. Układał je ładnie w SUVie, tak, żeby jak najwięcej się zmieściło. Żeby znieść to wszystko, co mu naszykowała, musiał zrobić kilka rundek. Znowu się rozgrzał, znowu rozładował napięcie.
W końcu stanął koło Pilar na środku tego już trochę pustego mieszkania z jakimś ostatnim niewielkim kartonem.
- No i co? Jak się z tym czujesz? Że od dzisiaj już oficjalnie mieszkasz na Distillery District? Z całym swoim majdanem? Chociaż jeszcze musisz powiedzieć, które wywozimy do sierocińca, bo chyba je pomieszałem... - no bo najpierw układał je ładnie, a potem to już jak leci, byle szybciej. I tak zajęło im to trochę czasu.
Madox spojrzał jeszcze na Pilar, na jej piękne, czekoladowe oczy, którymi wodziła po mieszkaniu - wszystko? Idziemy? - nie za bardzo wiedział, czy ma ją tutaj zostawić, żeby się pożegnała, zamknęła pewien rozdział swojego życia? Ale z drugiej strony, to ten kolejny... stał sobie koło niej z ostatnim kartonem. Nie chciał jej tu zostawiać, więc finalnie pewnie ruszyli po schodach razem, a Madox znowu jej nawijał po drodze.
- Mogliśmy to jeszcze zrobić na blacie, albo na kanapie, na podłodze nawet, tak na pożegnanie - tak jej nadawał, że na koniec się potknął, co prawda nie spierdolił się ze schodów wejściowych, ale prawie wypadło mu to pudełko, które niósł i poszło dno, a wszystko z niego rozsypało się na chodnik...
Kurwa.

Pilar Noriega y su Furia Roja 🏎️💨⋆˙⟡

002. confessions among boxes

: sob kwie 25, 2026 7:29 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa
Madox dużo gadał.
Każdego potrafił zagadać.
Był to jego sposób wyrażania siebie ale również sposób na problemy. Często potrafił przegadać to co jest nie tak, owinąć to w papierek i zakręcić odbiorcą w taki sposób, że albo w finalnie nie powiedział nic, albo ktoś nawet nie zorientował się, kiedy padła ważna informacja. I chociaż Pilar po kilku miesiącach potrafiła to filtrować, tak kurewsko doceniała momenty, w których nazywał rzeczy po imieniu.
Dlatego tak ważne było dla niej, że przyznał się w końcu do błędu. Że powiedział na głos to wiem, że spierdoliłem. Nie żadne to wszystko wina Williama i Shreka, czy chuj wie jeszcze jakiej inne syrenki. Nie narkotyków i tego, że się zaćpali. Jego. A zaraz po tym przyszły jeszcze przeprosiny. Te drobne rzeczy naprawdę były dla niej ważniejsze niż cokolwiek innego. Doskonale zdawała sobie sprawę, że Noriega nie należał do ludzi, którzy często przyznali własne potknięcia i przepraszali wszystkich dookoła, wiedziała ile to dla niego znaczyło i przede wszystkim wiedziała, że to było szczere.
I szczerze?
Nic więcej w tej kwestii od niego nie potrzebowała. Chociaż jak już powiedziała o tym masażu, to może jednak zostawi go w nieświadomości, żeby się jednak nie rozmyślił, szczególnie, że sam przecież powiedział, że załatwi całe dwa kartony Wunderbarów. Wspaniale to brzmiało, chociaż z drugiej strony, musiała sobie je jakoś dozować, bo istaniało wielkie prawdopodobieństwo, że jak się do nich w końcu dobierze, to albo zejdzie na miejscu, dostanie cukrzycy lub pikawa jej nie wytrzyma. Akurat jeśli chodzi o jedzenie Pilar nie miała umiaru. Całe szczęście kochała też ćwiczyć, biegać i okładać się na macie, to przynajmniej wszystko się zerowało.
Uśmiechęła się szczerze, kiedy oznajmił, że podobała mu się nazwa Furia Roja. Jej również się podobała. Była ognista i nieprzewidywalna. Zupełnie jak pocałunek, który po chwili dzielili. Kurewsko caliente. Z rodzaju tych, od których kręciło się w głowie, które zapierały dech w piersi i sprawiały, że w płucach brakowało powietrza. Serce waliło jej mocno w piersi i sama do końca nie była pewna, jakim cudem udało jej się od niego odsunąć.
Chyba szło im coraz lepiej w samokontrolę?
A może po prostu ona bardzo chciała, żeby już zabrali się za noszenie pudeł, bo na dobrą sprawę mieli zrobić to… cztery godziny temu, a tu proszę: zdążyli dać się złapać policji, prawie okraść jakiegoś dziada z kukurydzy, wydoić krowę i zjeść zajebiste ciasto, a przy tym wszystkim jeszcze odbyć wiele ważnych rozmów. Nic z tego, co planowali. Nic związanego z przeprowadzką. Chociaż jak z każdej przygody, wracali z nowymi doświadczeniami. Ona z pewnością. Szczególnie z bliskim spotkaniem ze strefami intymnymi Apolonii.
Wydawała mu odpowiednio pudła, żeby mógł je kolejno zanosić do samochodu. Z początku myślała, że pierwsze wezmą po prostu te, które chciała zabrać do mieszkania Madoxa, a te dla sierocińca zostawią na jutro albo jakiś inny dzień, tylko kiedy Pilar poszła jeszcze popakować rzeczy z sypialni, Noriega za ten czas zrobił dwie dodatkowe rundki i finalnie zawędził jej praktycznie wszystko. Kiedy wrócił, Pilar stała oparta o framugę, spoglądając na praktycznie pusty już salon. Na jego pytanie tylko wzruszyła ramionami.
Szczerze? — uniosła na niego wzrok. — Ciesze się, że nie będę musiała tutaj wracać — wyznała. Bo chociaż miała tutaj kilka dobrych wspomnień, kilka nawet świetnych, kiedy nawet oni jedli sobie nago pierogi na kanapie i rozprawiali o życiu, tak finalnie to wszystko co złe przysłaniała jedna, bardzo istotna rzecz. — Odkąd wiem, że on tu kurwa przychodził w środku nocy i siedział… — aż się wzdrygnęła na samo wspomnienie Daltona. — Rzygać mi się chce jak tu stoję — taka była prawda. Nie było co się oszukiwać, Pilar była cholernie wdzięczna Madoxowi, że wziął ją do siebie od razu po tej całej akcji i nie pozwolił jej tutaj przebywać, szczególnie samej. Mimowolnie skrzywiła się na twarzy, czując, jak wzdłuż pleców przelatuje chłodny, nieprzyjemny dreszcz wspomnień. Chciałaby móc to po prostu wymazać z pamięci. Ale tego przecież nie dało się zrobić. Wracało to do niej jak pierdolony bumerang. Może faktycznie będzie musiała pogadać z Rosą? Ale to już był problem jutra, albo najlepiej następnego tygodnia. Westchnęła głośno i bez zbędnych pożegnań — bo przecież i tak będzie musiała tu jeszcze nie raz przyjechać, pokazując mieszkanie — wyszli oboje, a Stewart zakluczyła drzwi z numerkiem dwadzieścia sześć. Madox miał jeszcze pudło z pierdołami z sypialni, a ona jakieś śmieci i worek z bielizną. Prychnęła, gdy oznajmił, że mogli jeszcze po raz ostatni ochrzcić mieszkanie.
Mogliśmy też zrobić to w Jaguarze — odbiła piłeczkę, poprawiając sobie worek. — Na tej pięknej, czerwonej… — nie dokończyła, bo Noriega nie wiedzieć kiedy i jakim cudem potknął się na schodkach. Nawet nie miała jak go złapać, tylko wstrzymała powietrze (bardzo pomocne). Całe szczęście on sam w ostatniej chwili złapał pion. Szkoda tylko, że pudełko nie złapało go razem z nim, bo wszystko pierdolonęło dołem, rozsypując się po schodach.
A że był to pierdolnik z szafki przy łóżku, to były tam rzeczy wszelkiej maści: jakieś zeszyciki, ich zdjęcie z Medellin, kremy, ładowarki, jakieś papiery i… album z naklejkami, który upadł prosto pod nogi Madoxa. Jebaniutki, przetarty już album z żabciami, które Stewart zbierała wraz z batonami, które przecież pochłaniała od zawsze w kolosalnych ilościach, to akurat nie było zaskoczenie, ale to, że miała album, z żabciami? Może już bardziej.
Zanim jednak zdążyła do niego doskoczyć, to zajęła się rzeczami, które poleciały aż na sam dół schodów, żeby przypadkiem nie spadły jeszcze niżej. Zaczęła zbierać je do koszulki, bo Noriega zamiast jej pomóc, to już sięgał po gazetkę.
Daj pudło, potem sobie pooglądasz — rzuciła poirytowana? Zawstydzona? Czy ona w ogóle czegokolwiek mogła się przed nim wstydzić? Nie. Raczej nie. Nawet tego, że poważna policjantka z wydziału głównego policji w Toronto zbierała naklejki z żabkami. — No co tak patrzysz? Wiesz, że kocham batony — wzruszyła ramionami i nawet podeszła do niego bliżej, żeby sprzedać lekką mu lepe prosto w ramię. — A akurat jest taka specjalna edycja z żabkami… — tak tak… wymówki, wymóweczki. Prawda była taka, że Stewart kochała zbierać te śmieszne, słodkie żabki. Nawet Eliotowi często podpierdalała batony tylko po to, żeby sprawdzić, czy miał jakieś unikalne żabki.

Tú coleccionabas animales, yo colecciono ranas
Spoiler
Obrazek

002. confessions among boxes

: sob kwie 25, 2026 8:44 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Coś w tym było, że Madox dużo gadał...
Czasem kompletnie od czapy, żeby tylko gadać, nawijać bez sensu i odwracać kota ogonem, zagadywać tylko po to, żeby nie pokazać co czuł naprawdę. Bo przecież on zawsze to robił, dusił dużo rzeczy w sobie, ukrywał emocje. Tego wymagała od niego praca. Dużo rzeczy przykrywał żartami. Pudrował ładnymi słowami, a czasem narwanymi gestami.
A przyznać się do błędu nie potrafił wcale. Nigdy.
Więc to kiedy on się przed Pilar przyznawał, przepraszał ją i nazywał rzeczy po imieniu, było... Prawdziwe, ale nie w jego stylu, a przynajmniej nie w tego Madoxa, który wychodził codziennie rano do klubu. Tego, który w kolorowej koszuli siedział w loży VIP i nawijał...
Dzisiaj nawet nie miał kolorowej koszuli, zwykły tshirt. Bo przy Pilar on nie grał, i czasem był po prostu zwykłym Madoxem.
Ale zawsze też jednak niecierpliwym, więc kiedy ona zniknęła w sypialni, to on się porządził z tymi kartonami. I pomieszał te, które mieli zabrać do niego, z tymi do sierocińca, ale SUV był pojemny, a on to tak poukładał, że weszło wszystko, a przecież równie dobrze, a może nawet lepiej, będzie im jechać do domu dziecka od niego... Od nich.
Przyszedł po ostatnie pudło i kiedy zobaczył Pilar opierającą się o framugę to zaraz stał obok z tym pytaniem, jak się z tym czuła. Skinął głową, kiedy zapytała czy szczerze.
- Zawsze - bo nawet jeśli miałaby mu powiedzieć, że czuła się z tym chujowo, to przecież on był w tym z nią. Chociaż jej słowa sprawiły że się uśmiechnął, przysunął bliżej i nawet chciał się do niej szarpnąć, tylko trochę przeszkadzało mu pudło, które trzymał - ja też... - zaczął i chciał powiedzieć, że on tez się cieszy, że nie będzie musiała tu wracać, a przede wszystkim, że zamieszka u niego, już nieodwracalnie, na stałe. Tylko ona wtedy powiedziała o tym Daltonie, a Madox automatycznie się spiął i to pudło które trzymał w dwóch rękach, to złapał jakoś tak pod pachę, żeby tą drugą do niej sięgnąć. Objąć ją ramieniem i przyciągnąć do siebie, mogła poczuć na karku jego ciepły oddech, kiedy mocno wypuścił powietrze z płuc.
- Już nie musisz tu przychodzić, jak chcesz to ja załatwię ten wynajem, czy sprzedaż - jeszcze w zasadzie nie mówiła mu co postanowiła. Chciał jej jeszcze coś powiedzieć, może to, że żałował, że nie zatłukł Daltona?
Tylko... co by to dało?
Przesunął palcami po jej ramieniu, żeby zaczepić za jej dłoń, spleść jej palce ze swoimi i pociągnąć ją do wyjścia. Poprawiając sobie pudło pod pachą.
Kiedy powiedziała to, że mogli to zrobić w jaguarze, na tej pięknej czerwonej skórze, to aż nabrał powietrze w płuca. Mogli. I nie to, że Madox liczył na to dając jej ten prezent, ale... Liczył na to, kiedy jechali na tą szaloną przejażdżkę. Tylko oczywiście wszystko musiało być nie tak...
I kiedy on poprawił to pudełko w rękach, chwytając je przed sobą w obie, kiedy zrobił kolejny krok omijając schodek, bo zagapił się na nią. Na jej pełne wargi, które mówiły o Jaguarze, a on chciał jej przecież odpowiedzieć, że wciąż mogli. To pudełko puściło, a po podłodze rozsypały się jej rzeczy.
- O kurwa... - wydusił z siebie najpierw - prze... - i znowu chciał ją przepraszać, tylko wtedy zobaczył ten album, który wylądował mu pod nogami. Najpierw złożył pudełko tak, żeby już się trzymało, ale zaraz przecież stawiał je na schodkach i sięgał po album, żeby go obejrzeć. Bo Madox przecież za dzieciaka też miał album z naklejkami z batonów. Te jego zwierzątka i ciekawostki o nich. Przerzucił kilka stron zanim podniósł na Pilar spojrzenie, a na jego twarzy malował się szeroki uśmiech.
- Żabki? - zapytał unosząc jedną brew - i naklejki... - znowu zerknął na gazetkę, a zaraz na Stewart. Przesunął w jej kierunku pudełko, a kiedy zbierała rzeczy on przerzucił kolejne kilka stron, tych naklejek było od groma. Ale tak, Madox wiedział, że kochała batony, sam ją czasami nimi przekupywał, ale... nie wiedział, że te z żabkami. Teraz już zdawał sobie z tego sprawę.
Otworzył album na jednej ze stron i pokazał jej palcem żabę, która była cała umazana w czekoladzie. Postukał w nią.
- To ty, żabcia Pilar - wyszczerzył się do niej w uśmiechu, a kiedy chciała go uderzyć, to już zasłaniał się pudełkiem, a zaraz znowu się szarpnął, żeby ugryźć ją w palec, którym w niego celowała. Ale prawie ponownie upuścił to pudełko, więc poprawił je w ramionach - no chodź żabko... Zanim znowu coś rozwalę - mrugnął do niej jednym okiem. Album z żabkami położył na samej górze i jeszcze na niego zerknął, kiedy pakował karton do samochodu. Nie spodziewał się tego po Pilar, ale... on się nawet ich wspólnego zdjęcia nie spodziewał, to też przełożył w palcach, zanim zamknął bagażnik.
- Dobra, to co? Kto pierwszy w domu robi kolację? - pewnie Richie i tak im coś naszykował, w końcu Madox go poprosił. No i po drugie to szykowanie kolacji chyba nie było nagrodą za wygrany wyścig?
A po trzecie... SUV nie miał szans. A Noriega doskonale o tym wiedział. Oparł się jeszcze o samochód wbijając spojrzenie w Pilar.
- Jedź pierwsza, a ja jeszcze zatankuję i zaraz przyjadę... Jak ja nie zatankuje to nikt o tym nie pomyśli, a przecież zostawiam im na to hajs - aż pokręcił głową, a zaraz odepchnął się od samochodu, podszedł jeszcze do Pilar, żeby klepnąć ją w pośladek, pośpieszyć, a zaraz sam wsiadał do czarnego, wysokiego samochodu. Zapiął pas, włączył radio i poczekał aż Stewart wyjedzie Jaguarem, żeby ruszyć za nią. I kiedy ona pilnowała się, żeby nie przekroczyć prędkości... Bo już raz dzisiaj złapał ich policja.
To Madox docisnął trochę SUVa i ją wyminął na jakiejś prostej. Nawet jeszcze na nią zatrąbił.

vamos, rana ♡₊˚ 🐸・₊✧
Spoiler
Obrazek

002. confessions among boxes

: sob kwie 25, 2026 9:19 pm
autor: Pilar Stewart
Skinęła głową, kiedy powiedział, że jeśli tylko chciała, to on mógł załatwić formalności związane z wynajmem mieszkania. Doceniała to, chociaż miała takie przeczycie, że jeśli sama tego nie zrobi, to we własnej głowie będzie jawić się jako słabeusz. Jako ktoś, kto od problemów u c i e k a ł, zamiast stawić im czoła. A przecież ona nie uciekała. Nie była słaba. Poradziła sobie w życiu z nie jednym już gównem i z tym z pewnością tez sobie da radę. Zostawiła temat jednak otwarty, gdyby na dniach jej się odwidziało, tym samym wraz za zamkniętymi drzwiami zostawiając wszystko co było. Bo teraz czekała ją nowa przygoda.
Z nim u boku.
Nie miała pojęcia, co przyniesie (pewnie w chuj dużo), ale była podekscytowana. Chyba pierwszy raz w życiu tak bardzo się na coś cieszyła i nie mogła doczekać. Mieć go oficjalnie, na codzień razem, bez rozkmininania czy to ma sens, czy jemu naprawdę zależało, bo teraz wiedziała, że tak. Udowodnił to już tyle razy, że Stewart nie miała żadnych wątpliwości.
Miała za to kilka pytań do tego, jakim cudem pudło, które trzymał jebło zamiast od góry do to dołu, powodując, że wszystko się rozsypało. A w tym ten nieszczęsny album z żabkami, który uzupełniała po nocach, zajadając się batonami, a z którego Noriega postanowił urządzić sobie bezczelne podśmiechujki.
No żabki, żabki, żebyś wiedział — zrobiła wielkie oczy, przy okazji wypinając dumnie pierś do przodu. W końcu co ona się będzie wstydzić tego, że zbierała zajebiste, słodkie, mimiczne żaby. Bo co? Bo była taka poważna, że nie mogła? Bo laska, która perfekcyjnie posługiwała się bronią i łapała bandziorów nie powinna? A gówno prawda. Każdy miał jakiś odklejony sposób na rozładowywanie stresu po całym dniu — Pilar wklejała żaby do albumu i od razu przechodziła jej agresja. Chociaż kiedy Noriega wskazał jej umazaną na brązowo żabę i nazwał ją żabcią Pilar, to naprawdę chciała mu przywalić. Szkoda tylko, że obronił się pudłem. — A wiesz, że ja myślałam, że ona jest ubabrana w gównie? — przekręciła głowę, by przyjrzeć się naklejce. — Ale w sumie czekolada ma większy sens — że też ona wcześniej o tym nie pomyślała. Za to korzystając z momentu nieuwagi i tego, jak Madox na nowo przyglądał się żabie, Stewart trzepnęła go w tył głowy. — To za tą żabcie Pilar — mruknęła i skierowała się pierwsza do wyjścia z klatki. Jeszcze tego brakowało, żeby zaczęli do siebie mówić kotku, myszko i wszystkie inne zwierzęta, które dało się zdrobnić.
Kto pierwszy robi kolacje — zgodziła się z nim, gdy stali juz przy furkach, a Noriega pakował ostatnie pudło na tylne siedzenie, bo w bagażniku nie było miejsca. — A kto ostatni, to wnosi wszystkie pudła — wystawiła język i nim on zdążył cokolwiek jeszcze odpowiedzieć, załadowała się do samochodu, wyjeżdżając na ulice Toronto.
Starała się jechać przepisowo, chociaż kiedy czarny SUV w pewnym momencie ją wyprzedził, a caliente kierowca machnął na nią zaczepnie ręką, Stewart również przygazowała, oczywiście doganiając go bez problemu i prześcigając.
W domu była pierwsza, w dodatku okazało się, że Riczi faktycznie zrobił kolację, więc jedyne, co ona musiała zrobić, to nałożyć po porcji na talerz i dorzucić do tego sztućce. A Madox? Madox zrobił sobie kardio na cztery razy z pudłami po schodach zanim dostał jeść. Pilar trochę się z niego ponabijała, ale po chwili kilka sztuk batonów z żabciami wylądowało na stole tuż obok talerza z jedzeniem, na co Stewart zrobiła wielkie oczy, a na jej twarzy wymalował się szeroki uśmiech. Chociaż z początku chciała mu znowu przywalić za te podśmiechujki, szybko doszła do wniosku, że z drugiej strony, fakt, że pomyślał o niej na stacji i specjalnie jej je kupił, było kurerwsko rozczulające. Od razu wyrwała się do przodu, żeby rozpakować i zobaczyć, co było w środku. Drugiego batona kazała rozbroić Noriedze. Jej trafiła się żabo-świnka, takich akurat miała już dwie, ale za to Madox znalazł śmieciową, której Stewart nie miała w swojej kolekcji. Nawet p o z w o l i ł a mu ją osobiście wkleić.

mi amor ⸜(。˃ ᵕ ˂ )⸝♡
koniec