off the grid
: czw lip 09, 2026 1:02 am
- Gangrena-srangrena - odpowiedział w sposób dojrzały i elokwentny, a jakże. Chociaż małe ziarno niepewności faktycznie zostało zasiane, bo Jason nawet nie był pewien o co dokładnie się tak załatwił. Gdyby teraz wrócił do piwnicy, pewnie szybko znalazłby winowajcę, musiało tam zostać trochę jego krwi z zadrapania. Ale jeśli faktycznie był to jakiś gwóźdź to mógł mu grozić tężec...
Choi odpędzał od siebie te myśli, decydując że jeśli z raną faktycznie będzie cos nie tak, to z samego rana przejedzie się na ten zakichany SOR. Dzięki Gabs. Sam by nigdy nie pomyślał, że cokolwiek może mu się z tą ręką zadziać... No i niepokój, a także ból (chociaż ten drugi mógł sobie równie dobrze podświadomie wyobrazić) utrzymywały się i męczyły go do tego stopnia, że mężczyzna nie miał łatwo jeśli chodzi o zasypianie. Może doszły do tego przy okazji frustracje związane z każdym wadliwym elementem wynajmowanego domku, szczególnie tymi popsutymi drzwiami, ale kręcił się dobre pół nocy. No i jeszcze ten zasrany materac skrzypiał... chyba się na następną noc przeniesie na łóżko Blais, taka zemsta będzie, a co.
Rano ani nie wyglądał, ani się nie czuł - ręka na szczęście nie bolała, zadrapanie zaczęło się już goić. W przeciwieństwie do Shereen, on potrzebował konkretnej dawki kofeiny, dlatego mleka wlał sobie niewiele. Tylko fryzurą nie przejmował się specjalnie, bo wiedział, że jeśli w planach jest udanie się nad jezioro, nie ma sensu się czesać. Tym samym aż do czasu wyprawy nad wodę miał na głowie istne ptasie gniazdo.
Fakt że grupa im się trochę skurczyła był nieco dołujący, ale nic nie mogli na to poradzić. Całe szczęście, że jego nikt nie próbował ściągać z urlopu, jego szef doskonale wiedział, że Jason nie dawał sobie w tych sprawach w kaszę dmuchać. Na szczęście jedno ze zwolnionych miejsc zaraz zostało zastąpione przez kogoś innego - Jason na dzień dobry zamknął Cass w giga niedźwiedzim uścisku. Choi został jednak bez transportu powrotnego, ale po cichu liczył na to, że Eric jednak go poratuje i znajdzie dla niego kawałek miejsca w swoim autku. Chociaż zawsze mógł się przytulić na motocykl Gaby. Tak w ogóle to z coraz większym zainteresowaniem zerkał na te maszyny. Może sam powinien się zainteresować i sobie taką sprawić...
Podczas kiedy dziewczyny wybierały sobie najlepsze i najbardziej cute stroje kąpielowe, Jason postawił na najzwyklejsze kąpielówki pod słońcem - przynajmniej nic mu nie krępowało ruchów, kiedy już znaleźli się nad wodą i Jason zwinnie niczym foczka skakał za piłką, którą wystawił mu Eric.
- A dzięki, Sher, to było tylko zadrapanie. - nic mu nie trzeba było ani szyć, ani tym bardziej amputować - Ty przynajmniej spałeś, Lexiu. Ja pół nocy rzucałem sie na materacu - poskarżył się śledząc piłkę wzrokiem. Może i natura tutaj była bardzo urokliwa, ale serio, następnym razem wybierają jakiś nowocześniejszy, wygodniejszy i przede wszystkim nierozwalajacy się od samego patrzenia domek. - Cass, lepiej uważaj jeśli będziesz przechodzić przez jakiekolwiek drzwi. Poza tymi od piwnicy, zatrzasnęły się też jedne od kibla. Nie, Eric? - wyszczerzył się lekko do Stonesa.
Eric Stones Alexander Hall Cassandra Wildbird Shereen Winfield Gabriela R. Blais Erika Lindberg
Choi odpędzał od siebie te myśli, decydując że jeśli z raną faktycznie będzie cos nie tak, to z samego rana przejedzie się na ten zakichany SOR. Dzięki Gabs. Sam by nigdy nie pomyślał, że cokolwiek może mu się z tą ręką zadziać... No i niepokój, a także ból (chociaż ten drugi mógł sobie równie dobrze podświadomie wyobrazić) utrzymywały się i męczyły go do tego stopnia, że mężczyzna nie miał łatwo jeśli chodzi o zasypianie. Może doszły do tego przy okazji frustracje związane z każdym wadliwym elementem wynajmowanego domku, szczególnie tymi popsutymi drzwiami, ale kręcił się dobre pół nocy. No i jeszcze ten zasrany materac skrzypiał... chyba się na następną noc przeniesie na łóżko Blais, taka zemsta będzie, a co.
Rano ani nie wyglądał, ani się nie czuł - ręka na szczęście nie bolała, zadrapanie zaczęło się już goić. W przeciwieństwie do Shereen, on potrzebował konkretnej dawki kofeiny, dlatego mleka wlał sobie niewiele. Tylko fryzurą nie przejmował się specjalnie, bo wiedział, że jeśli w planach jest udanie się nad jezioro, nie ma sensu się czesać. Tym samym aż do czasu wyprawy nad wodę miał na głowie istne ptasie gniazdo.
Fakt że grupa im się trochę skurczyła był nieco dołujący, ale nic nie mogli na to poradzić. Całe szczęście, że jego nikt nie próbował ściągać z urlopu, jego szef doskonale wiedział, że Jason nie dawał sobie w tych sprawach w kaszę dmuchać. Na szczęście jedno ze zwolnionych miejsc zaraz zostało zastąpione przez kogoś innego - Jason na dzień dobry zamknął Cass w giga niedźwiedzim uścisku. Choi został jednak bez transportu powrotnego, ale po cichu liczył na to, że Eric jednak go poratuje i znajdzie dla niego kawałek miejsca w swoim autku. Chociaż zawsze mógł się przytulić na motocykl Gaby. Tak w ogóle to z coraz większym zainteresowaniem zerkał na te maszyny. Może sam powinien się zainteresować i sobie taką sprawić...
Podczas kiedy dziewczyny wybierały sobie najlepsze i najbardziej cute stroje kąpielowe, Jason postawił na najzwyklejsze kąpielówki pod słońcem - przynajmniej nic mu nie krępowało ruchów, kiedy już znaleźli się nad wodą i Jason zwinnie niczym foczka skakał za piłką, którą wystawił mu Eric.
- A dzięki, Sher, to było tylko zadrapanie. - nic mu nie trzeba było ani szyć, ani tym bardziej amputować - Ty przynajmniej spałeś, Lexiu. Ja pół nocy rzucałem sie na materacu - poskarżył się śledząc piłkę wzrokiem. Może i natura tutaj była bardzo urokliwa, ale serio, następnym razem wybierają jakiś nowocześniejszy, wygodniejszy i przede wszystkim nierozwalajacy się od samego patrzenia domek. - Cass, lepiej uważaj jeśli będziesz przechodzić przez jakiekolwiek drzwi. Poza tymi od piwnicy, zatrzasnęły się też jedne od kibla. Nie, Eric? - wyszczerzył się lekko do Stonesa.
Eric Stones Alexander Hall Cassandra Wildbird Shereen Winfield Gabriela R. Blais Erika Lindberg