Strona 6 z 9

off the grid

: czw lip 09, 2026 1:02 am
autor: Jason Choi
- Gangrena-srangrena - odpowiedział w sposób dojrzały i elokwentny, a jakże. Chociaż małe ziarno niepewności faktycznie zostało zasiane, bo Jason nawet nie był pewien o co dokładnie się tak załatwił. Gdyby teraz wrócił do piwnicy, pewnie szybko znalazłby winowajcę, musiało tam zostać trochę jego krwi z zadrapania. Ale jeśli faktycznie był to jakiś gwóźdź to mógł mu grozić tężec...
Choi odpędzał od siebie te myśli, decydując że jeśli z raną faktycznie będzie cos nie tak, to z samego rana przejedzie się na ten zakichany SOR. Dzięki Gabs. Sam by nigdy nie pomyślał, że cokolwiek może mu się z tą ręką zadziać... No i niepokój, a także ból (chociaż ten drugi mógł sobie równie dobrze podświadomie wyobrazić) utrzymywały się i męczyły go do tego stopnia, że mężczyzna nie miał łatwo jeśli chodzi o zasypianie. Może doszły do tego przy okazji frustracje związane z każdym wadliwym elementem wynajmowanego domku, szczególnie tymi popsutymi drzwiami, ale kręcił się dobre pół nocy. No i jeszcze ten zasrany materac skrzypiał... chyba się na następną noc przeniesie na łóżko Blais, taka zemsta będzie, a co.
Rano ani nie wyglądał, ani się nie czuł - ręka na szczęście nie bolała, zadrapanie zaczęło się już goić. W przeciwieństwie do Shereen, on potrzebował konkretnej dawki kofeiny, dlatego mleka wlał sobie niewiele. Tylko fryzurą nie przejmował się specjalnie, bo wiedział, że jeśli w planach jest udanie się nad jezioro, nie ma sensu się czesać. Tym samym aż do czasu wyprawy nad wodę miał na głowie istne ptasie gniazdo.
Fakt że grupa im się trochę skurczyła był nieco dołujący, ale nic nie mogli na to poradzić. Całe szczęście, że jego nikt nie próbował ściągać z urlopu, jego szef doskonale wiedział, że Jason nie dawał sobie w tych sprawach w kaszę dmuchać. Na szczęście jedno ze zwolnionych miejsc zaraz zostało zastąpione przez kogoś innego - Jason na dzień dobry zamknął Cass w giga niedźwiedzim uścisku. Choi został jednak bez transportu powrotnego, ale po cichu liczył na to, że Eric jednak go poratuje i znajdzie dla niego kawałek miejsca w swoim autku. Chociaż zawsze mógł się przytulić na motocykl Gaby. Tak w ogóle to z coraz większym zainteresowaniem zerkał na te maszyny. Może sam powinien się zainteresować i sobie taką sprawić...
Podczas kiedy dziewczyny wybierały sobie najlepsze i najbardziej cute stroje kąpielowe, Jason postawił na najzwyklejsze kąpielówki pod słońcem - przynajmniej nic mu nie krępowało ruchów, kiedy już znaleźli się nad wodą i Jason zwinnie niczym foczka skakał za piłką, którą wystawił mu Eric.
- A dzięki, Sher, to było tylko zadrapanie. - nic mu nie trzeba było ani szyć, ani tym bardziej amputować - Ty przynajmniej spałeś, Lexiu. Ja pół nocy rzucałem sie na materacu - poskarżył się śledząc piłkę wzrokiem. Może i natura tutaj była bardzo urokliwa, ale serio, następnym razem wybierają jakiś nowocześniejszy, wygodniejszy i przede wszystkim nierozwalajacy się od samego patrzenia domek. - Cass, lepiej uważaj jeśli będziesz przechodzić przez jakiekolwiek drzwi. Poza tymi od piwnicy, zatrzasnęły się też jedne od kibla. Nie, Eric? - wyszczerzył się lekko do Stonesa.

Eric Stones Alexander Hall Cassandra Wildbird Shereen Winfield Gabriela R. Blais Erika Lindberg

off the grid

: czw lip 09, 2026 12:24 pm
autor: Gabriela R. Blais
Cud, że mieli jeszcze gdzie spać. Tajemniczy korytarz w piwnicy i cała ta historia o mordercy powinna zrazić ludzi do nocowania w takim miejscu, ale całe szczęście byli pozytywnie pojebani i każdy grzecznie poszedł do swojego łóżka. Spała jak zabita. Nawet nie ruszały ją dziwne akrobacje Jasona, który nie umiał sobie znaleźć miejsca na skrzypiącym materacu. Biedna Erika, układając kostkę Rubika, pewnie myślała, że wyprawiali tam cuda, ale jej towarzysz w pokoju, jak typowy samiec alfa, umierał od zadrapania. Dopiero koło piątej nad ranem - co to za barbarzyńska godzina - obudziła się słysząc szelest na korytarzu. Mógł to być ktoś od nich, walczący o życie urlopowicz, który czołgał się na kacu do najbliższego wodopoju. Albo Eric znowu robiący tripa do łazienki, bo miał pęcherz wielkości chomiczka. Zdecydowała się to sprawdzić. Bo może ten cały morderca chciał im podjebać piwko z lodówki, a do tego nie można było dopuścić. Tyle, że po otwarciu drzwi okazało się, że puszysta kuleczka futra z pazurkami uciekła z pokoju Eriki. Mała franca nie chciała wrócić, ale po maratonie miziania udało jej się namówić mruczka do powrotu i to bez żadnej szkody na ciele.
Wróciła spać i w sumie to kurwa zaspała. Bo gdy reszta już chillowała nad jeziorem, to ona dopiero zwlokła swoje zwłoki z łóżeczka i udała się jedynym słusznym szlakiem na dół po kofeinę. Oczywiście, że kawy w dzbanku już nie było. A na talerzach zostały same okruszki. Musiała się poratować energetykiem z plecaka, którego otworzyła na tarasie. Fajeczka, monsterek i ładne widoczki... Czego chcieć więcej? Lista była długa, ale zaczęła od szybkiego prysznica i doprowadzenia się do w miarę przyzwoitego wyglądu. Nawet wygrzebała z plecaka pierwszy lepszy kostium, który założyła i tadam, była gotowa na kolejny dzień wrażeń. Wzięła dwie torby, do których zapakowała popitę, alkohol oraz plastikowe kubeczki na drinki i ruszyła w stronę jeziora. Butelki przy każdym kroku zdradziecko pobrzękiwały - dokładnie tak, jak wtedy, gdy za małolata wmawiało się starym, że idzie się tylko na noc do koleżanki.
- Jak woda? Zimna? - zapytała od razu, bo chciała wrzucić do jeziora butelki z wódką, żeby były zajebiście zimne, ale stanęła w pół kroku, patrząc na Cass. - Kurwa, Maddie się pofarbowała? - zmrużyła oczy i przyjrzała się uważniej rudowłosej, na dłużej zatrzymując swoje spojrzenie na jej cyckach. - Cass! Nie poznałam cię! - ile jej nie widziała? Sześć lat? Więcej? - A gdzie ta blondyna? Aż tak ją sponiewierałeś? - zapytała Alexa, ale już odstawiała na ziemię torby, żeby porwać w swoje objęcia koleżankę, która zdecydowała się do nich dołączyć. Dopiero po wymianie ckliwych buziaczków na powitanie wrzuciła butelki do jeziora, a resztę fantów porzuciła tuż obok kocyka Erica i jego Wisienki.
- Ktoś chce zapalić zielone? - zaproponowała, również wyciągając ze swojej magicznej torby zestaw do waporyzowania i pudełeczko z marihuaną leczniczą, którą przepisała jej Roska. Każdy miał swoje priorytety. Jedni uprawiali sport i się opalali, a inni dbali o poziom alkoholu we krwi. I nie tylko.


Eric Erika Shereen Alexander Cassandra Jason

off the grid

: sob lip 11, 2026 12:05 am
autor: Erika Lindberg
Nie miała nic przeciwko temu, aby Shereen wpadła do niej po to, aby zaznajomić się z wycinkami z gazet, które udało jej się pozyskać w piwnicy, korytarzu czy czymkolwiek było to pomieszczenie, w którym się znaleźli. Było jednak zdecydowanie coś dziwnego w fakcie, że właśnie przeglądała informacje związane z działalnością psychopaty, który w teorii mógł dalej kręcić się w pobliżu, a wydawał się być aż nadto realny.
Mimo wszystko zasnęła dosyć łatwo, bo w jej organizmie krążyły żywo wypite procenty. Mogła też liczyć na całkiem spokojny sen, z którego wyrwał ją dopiero odczuwany w pokoju ziąb. Wyczuwalny na tyle, że był w stanie ją obudzić. Przyszło jej to z trudem, ale w końcu zwlokła się z łóżka i ruszyła do okna, które okazało się rozszczelnione. Czy ta chatka była serio aż tak stara czy może ktoś przy niej stale majstrował, aby napędzić im stracha?
Śniadanie, które zjedli rano było zdecydowanie dziwnym posiłkiem. Może dlatego, że Lindberg starała się je skomponować ze wszystkiego, co tylko miała pod ręką. Wszystko byle napełnić żołądek. Kotek kręcił się gdzieś w pobliżu, a Duffy i Maddie obwieściły, że muszą wracać pilnie do Toronto. Niby jakieś ważne sprawy, ale Erika przypuszczała, że zwyczajnie wystraszyły się całej tej historii z domkiem... Co wysuwało Erica i Shereen na pozycję najbardziej zagrożonych, bo byli tą parą, którą zabójca mógł zamordować w horrorze, bo za bardzo się ze sobą miziali. Całe szczęście, że dołączyła do nich jeszcze jedna osoba.
- Cześć Cassie! - przywitała się z dziewczyną, gdy tylko zjawiła się w kuchni. - Duffy się zawinęła, więc możemy mieć pokój we dwie. Pierwszy na prawo... Lex, też możesz do nas dołączyć jeśli będzie ci zbyt smutno samemu.
Nie była to żadna niemoralna propozycja. W końcu znali się całkiem długo i Lindberg nie miałaby nic przeciwko spaniu w jednym pomieszczeniu. Chociaż z drugiej strony niektórzy cenili sobie spokój na tyle, że zabiliby za posiadanie sypialni tylko dla siebie.
Najważniejsze jednak było to, że czekało ich wyjątkowe wyjście na plażę. Mieli się dobrze bawić i zdecydowanie nic im w tym nie mogło przeszkodzić. Dlatego też Erika wskoczyła w swoje wyjątkowo nudne czarne bikini oraz zabrała część rzeczy, które mieli przenieść nad jezioro. Każdy miał tutaj swój wkład.
- Jak chcesz to mogę ci pokazać te wycinki prasowe. Poczytasz trochę o tym mordercy - zaproponowała, gdy tylko Cass wyraziła zainteresowanie wspomnianym psycholem.
Lindberg była już w zasadzie po pas w wodzie, gdy usłyszała pytanie o zielone z ust Gabrieli. Jej ręka wyleciała w górę jakby właśnie próbowała zdobyć poprawną odpowiedzią dziesięć punktów dla Gryffindoru, czym chyba zwróciła na siebie uwagę pobliskiej mewy. To był ogromny błąd...

Shereen Winfield Eric Stones Jason Choi Cassandra Wildbird Alexander Hall

off the grid

: sob lip 11, 2026 1:10 am
autor: Eric Stones
Ogólnie Eric nocną przejażdżkę uważał za udaną i pewnie zwiedzaliby okolicę dłużej, lecz on w pewnym momencie zaczynał odczuwać zmęczenie, a powieki robiły się coraz to cięższe.
Gdy tylko położył się do łóżka, zasnął praktycznie od razu. Przez tę całą historię o morderstwie to i jemu się śniło, że w lesie odkrył ciała kilku osób, a kiedy był bliski odkrycia, kto za tym stał, bo trafił na ślad zabójcy, obudził go irytujący dźwięk. Machnął ręką, lecz komar powrócił po kilku sekundach. Przymknął oczy, mając nadzieję, że zaśnie - nie sprawdził godziny (bo nie chciał), aczkolwiek poczuł pewnego rodzaju ulgę, gdyż promienie słońca nie przebijały się przezz okno, co oznaczało, iż ranek jeszcze nie nastąpił - lecz ciężko mu było zasnąć, kiedy urządzono mu prywatny koncert nad uchem, a oprócz tego czuł wbijającą się w niego sprężynę. Nosz kurwa mać, ja pierdole, może powinienem był spać w aucie… pomyślał, zaczynając przewroty z boku na bok oraz z pleców na brzuch, lecz nic nie pomagało. Ostatecznie wybrał pozycję boczną i, gdy miał wrażenie, że odpływa, został nagle uderzony w ramię, co automatycznie spowodowało otwarcie oczu. Westchnął cicho, ale wysłuchał, co tam dręczyło Sher, samemu również dzieląc się z nią własnymi problemami, które nie pozwalały mu spokojnie przespać nocy.
Rano pomógł przyrządzać śniadanie - pewnie głównie rozkładał naczynia wraz ze sztućcami - i wypił ze dwie kawy z mlekiem. Zastanawiał się, czy kawa mu pomoże i czy nie będzie potrzebował czegoś jeszcze, np. energetyka. Nagle okazało się, że Duffy i Maddie muszą pilnie wracać do Toronto, więc Eric pożegnał się z nimi, a po śniadaniu poszedł założyć kąpielowe szorty, w których ruszył na plażę, trzymając dłoń Sher z jednej, a parasol w drugiej ręce. Na plecach niósł plecak, w którym miał ręczniki, krem z filtrem, powerbanka i butelkę z wodą.
Na placy wbił parasol w piasek, zrzucił plecak obok Sher z nadzieją, że będzie pilnować jego dobytku, a następnie wbiegł do wody. Poczuł nagłe orzeźwienie, choć całkiem szybko przyzwyczaił się do temperatury wody. Oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie zanurzył się całkowicie i po wynurzeniu, poprawił sobie fryzurę - przejeżdżając dłonią do góry - by nie mieć tak zwanego grzybka.
Wybił piłkę do góry zgodnie z poleceniem Alexa, starając się wykonać przyzwoite wystawienie.
- Fajny sen Alex. Mi się śniły ciała w lesie. - odparł zgodnie z prawdą. Słysząc słowa Jasona, podszedł do niego, by zbić z nim piąteczkę.
- O, ty też Jason? Piąteczka w takim razie. Ja miałem darmowy, a jednocześnie strasznie chujowy koncert don komarenki, a oprócz tego, sprężyna mi się w żebra wbijała… masakra. - do tej pory czuł tę sprężynę, dlatego dotknął swojego boku. Zaraz potem dołączyła do nich Sher, a Eric posłał jej ciepły uśmiech.
- Tak czułem, że chcesz mocniej, kochanie. - odpowiedział, zaczynając ją ochlapywać za karę, jednocześnie zauważył, że dołączyła do nich Cassie, więc poszedł się z nią przywitać przybiciem piąteczki.
- Siema Cass. Przy okazji poznaj moją dziewczynę, Shereen. To tamta, o. - powiedział, gestem głowy wskazując na Sher, a słysząc słowa Jasona, parsknął śmiechem, bo przyjaciel przypomniał mu o sytuacji z poprzedniego dnia. Cóż… teraz przynajmniej wiedział, by chodzić do toalety ze śrubokrętem.
- Tak… lepiej nie zamykaj się w łazience, bo klamka może Ci zostać w dłoni.- ostrzegłi wrócił do wody, bo było mu za gorąco na lądzie. Nim jednak faktycznie wrócił, podszedł do Gaby.
- Daj bucha… albo dwa. No ostatecznie trzy. - powiedział, kucając obok niej i wyciągając rękę, by otrzymać skręta. W sumie, doszedł do wniosku, że dawno nie jarał.

Shereen Winfield
Erika Lindberg
Jason Choi
Alexander Hall
Gabriela R. Blais
Cassandra Wildbird

off the grid

: ndz lip 12, 2026 7:00 pm
autor: Łoś Superktoś
PODSUMOWANIE - TURA VII
gratulacja!
Kronika Biwakowa: Tura VII, czyli słońce, siatkówka
i medycyna alternatywna

Poranek przyniósł sporo zmian! Zgodnie z zapowiedzią, Maddie i Duffy spakowały manatki i ruszyły w drogę powrotną do Toronto, ale smutki szybko minęły, bo na biwak - prosto ze słonecznych Włoch - wpadła spóźniona Cassie (która od razu otrzymała od Eriki zaproszenie na wspólne spanko) i razem z ekipą zasiadła do śniadania.

Po nocy pełnej gladiatorów, techno-komarów, skurczów łydek, skrzypiących materaców i wspólnym jedzonku, wszyscy - oprócz Gabrieli, która w sumie kurwa zaspała - ruszyli na plażę.

Gdy znaleźli się nad jeziorem, Alex, Eric i Jason od razu rzucili się w wir gry, odbijając piłkę i licytując się, kto miał gorzej. Cassie i Shereen szybko dołączyły do wodnej zabawy (Sher przy okazji zagroziła Alexowi podtopieniem za ochlapanie i straciła równowagę na rzecz klaty Erica). Tymczasem na brzegu zameldowała się Gabriela z zestawem ratunkowym w postaci pudełeczka z marihuaną leczniczą i butelek z alkoholem, które wylądowały w wodzie.

Uwaga, idzie fala! 🌊🚤

Nagle spokojne przedpołudnie zostaje przerwane przez… ryk silnika. Tuż obok Was przepływa lokalny KRÓL WAKACJI na wypożyczonym skuterze wodnym. Facet robi ostry zwrot, robiąc gigantyczną falę, która podtapia chłopaków, niemal zmywa Cassie i Shereen z nóg, a co najgorsze - fala uderza w brzeg i grozi porwaniem butelek z wódką, które zaczęła chłodzić Gabriela!

Rzut kostką: Gabriela
  • 1-50 - sukces, butelki zostały na brzegu, fala tylko nimi zatrzęsła, przez co zaczęły zdradziecko brzdąkać o kamienie,
  • 51-100 - porażka i tragedia narodowa, głęboka fala wciągnęła butelki z wódką w głąb jeziora, trzeba zorganizować akcję ratunkową albo odprawić im pogrzeb.

Rozpoczynamy VIII turę! Czas na posty macie do niedzieli, 19.07.2026.


xoxo, Isiek
:rizz:

Prowadzący:
Alexander Hall

off the grid

: wt lip 14, 2026 7:35 pm
autor: Alexander Hall
Słoneczko grzało przyjemnie, a chłodna woda jeszcze przyjemniej chłodziła rozgrzaną skórę. Alex stał po pas w wodzie i naprawdę dobrze się bawił, odbijając piłkę z resztą i chlapiąc wodą na prawo i lewo. Co prawda, dwa razy nadepnął na jakiś wyjątkowo duży kamień, ale nic nie było w stanie zepsuć mu tego przedpołudnia, dobra? Uniósł głowę i rzucił szybkie spojrzenie w stronę Sher, która zdecydowała się dołączyć do gry. Swoją drogą, dopiero teraz przypomniało mu się, że Eryczek ustrzelił niezłą latinę. No, przynajmniej tak mu się wydawało, bo w sumie nie miał pojęcia, czy Sher faktycznie pochodziła z jakiegoś Meksyku albo innej Argentyny. Musiał ją o to kiedyś zapytać. Ale nie teraz. - Sher, z całym szacunkiem do twojej osoby, ale żeby mnie podtopić, musiałabyś najpierw urosnąć z piętnaście centymetrów albo wejść Ericowi na barana - odparował na jej zaczepkę, śmiejąc się pod nosem, a po chwili przeniósł wzrok na Stonesa stojącego tuż obok. - No offence, Eric - uniósł do góry obie dłonie w obronnym geście, dalej szeroko się uśmiechając. Ot, kumpelskie podśmiechujki. Z naciskiem na kumpelskie.

TEMAT NOCNYCH PRZEŻYĆ JEDNAK NIE ODPUSZCZAŁ. Znowu spojrzał na Sher i posłał piłkę w jej stronę. - Dźwięki na strychu? Może jednak mieszkamy z mordercą? - skwitował, po czym rzucił się na wodę, żeby wypiąstkować piłkę w stronę Erica, bo ktoś odbił ją odrobinę za mocno. Albo krzywo. Wynurzył się, przetarł twarz dłonią, odgarnął mokre włosy z oczu i spojrzał na Jasona. Ktoś tu się nie wyspał? - Współczuję, stary, mi było kurewsko zimno, bo księżniczka całą kołdrę zajumała - pożalił się i machnął ręką z głośnym westchnięciem. Nawet nie sprecyzował, o którą księżniczkę chodziło, bo Eryczka właśnie wyszła do niego z kuszącą propozycją... Dzielenie pokoju z Ericą i Cassandrą brzmiało… Well, well, well… - Kusząca propozycja, mogę spać w środku? - zapytał i uśmiechnął się do nich jak łobuz. Skoro jego księżniczka wyjechała, to ktoś musiał ogrzać go w nocy, nie? Wraz z pojawieniem się Gabrieli szybko okazało się jednak, że nie wszyscy byli tak dobrze poinformowani. A gdzie ta blondyna? Aż tak ją sponiewierałeś? Miał ochotę zgarnąć Gabrielę z piasku i wrzucić ją do wody. Tak dla sportu. - Maddie wróciła do Toronto razem z Duffy, wszystko przespałaś, Gaba. Poza tym woda jest idealna, rusz do nas dupę - machnął do Gabrieli, nie mogąc się zdecydować, czy chciał bucha, czy nie. Teraz w sumie przyszło mu do głowy, że teoretycznie mogli zapalić blanty w wodzie, ale znając towarzystwo, panna marysia szybko wylądowałaby na dnie.

Nagle do ich uszu dobiegł ryk silnika skutera wodnego, więc Alex odwrócił się w stronę źródła dźwięku. Nieźle sobie lokalny Banan śmigał po wodzie. Hall bardzo szybko poczuł ukłucie zazdrości w serduszku, bo też by chciał takiego - no chociaż wypożyczyć, dobra? No i przez chwilę podziwiał to ryczące cudo i myślał, że typek przepłynie obok nich bokiem, ale okazało się, że był w wielkim błędzie. Nie spodziewał się, że debil postanowi zrobić ostrą zawrotkę zaledwie kilka metrów od nich, tworząc sporą falę. - Uwaga! - zawołał do ekipy, zanim zniknął na moment pod wodą. Woda niemal zmyła dziewczyny z nóg, a chłopaków - którzy stali głębiej - solidnie podtopiła. Alex, plując wodą i przecierając oczy, natychmiast odwrócił się w stronę brzegu, słysząc zdradziecki, głośny brzdęk szkła uderzającego o kamienie.


Brzdęk. Brzdęk. Brzdęęęk.


Co to, kurwa, były za dźwięki? Alex w sumie nic nie wiedział o żadnej wódce wrzuconej do jeziora - był zbyt skupiony na grze w piłkę i dogryzaniu znajomym. Dlatego zamiast ratować alkohol, wyciągnął rękę przed siebie, żeby złapać Cassie za przedramię i pomóc jej wydostać się spod wody. O Shereen się nie martwił - nią na pewno zaopiekował się już Eryczek, #couplegoals, te sprawy, trzeba dbać o swoje. Gdy tylko upewnił się, że ruda stoi stabilnie, odprowadził wzrokiem oddalający się skuter i uniósł wysoko środkowy palec. - Co za bałwan, ja jebe… Chuj ci w dupę! - zawołał w stronę Banana, który w tym momencie był już małą kropką na środku jeziora. - Żyjecie? - spytał i rozejrzał się po ekipie, jeszcze nie wiedząc, że za chwilę rozpocznie się NARODOWA AKCJA RATOWANIA ALKOHOLU.

Erika Cassandra Jason Eric Shereen Gabriela

off the grid

: śr lip 15, 2026 12:27 pm
autor: Cassandra Wildbird
Patrząc na wodę oraz czując chłodny wiatr na skórze, który idealnie komponował z ciepłem promieni słonecznych, ekscytacja Cassie rosła. Potrzebowała dobrej zabawy i odpoczynku, i liczyła, że dzisiaj był właśnie ten dzień, kiedy szaleństwa miały opanować ekipę. Miejsce idealne, ludzie wspaniali. Prawdziwy potencjał, który trzeba było wykorzystać. Trochę żałowała, że nie mogła pojawić się wcześniej, bo zwyczajnie nie lubiła, kiedy omijało ją coś fajnego, ale koniec końcem płacz nad rozlanym mlekiem nie na wiele się zda.
Słuchała słów Alexa o byciu gladiatorem, a w jej głowie pojawił się obraz chłopaka ubranego w ten sam sposób, co starożytny wojownik. Idealny pomysł na rysunek; zakodowała w pamięci, żeby po wszystkim sprezentować mu taką pamiątkę.
-Escape room? Brzmi wspaniale! Powinniśmy zrobić kolejny w lesie. Albo leśnego berka - stwierdziła i uśmiechnęła się do Shereen, która została jej przedstawiona przez Erica. Wyglądała na uroczą dziewczynę, ale prawdą było, że każdy z ekipy był super. -Psychopata? Jaki psychopata? Uwielbiam tego typu historie! Koniecznie musisz mi pokazać te wycinki, Eri! - powiedziała z podekscytowaniem. Czuła, że kryło się za tym coś więcej. Aż głowa zaczynała ją boleć od wszelkiej maści scenariuszy pojawiającej się w głowie rudowłosej. Trzeba jednak było przyznać, że ludzie bawili się wspaniale, przeżywając zapadające w pamięć przygody, o których chciało się słuchać.
- A widzieliście już jakieś duchy? Podobno w takich miejscach zawsze jakieś są - rzuciła i aż jej się oczy zaświeciły na myśl o zjawiskach paranormalnych. Jednym z jej życiowych celów było zobaczenie w końcu zjawy, by ostatecznie mogła potwierdzić, że istniało życie po śmierci. Przypomniał jej się film o demonach w lesie, więc kto wie, może to miejsce, w którym byli, było podobne.
-Aż taki zmarzluch z ciebie, że potrzebujesz podwójnego ogrzania? - skomentowała, zerkając na Alexa, kiedy padła propozycja dzielenia wspólnie pokoju. Wildbird nie miała niczego przeciwko, ostatecznie przytulanie się do kogoś podczas spania było nad wyraz przyjemne. Naukowo udowodniono, że sen był wtedy znacznie lepszej jakości. - Możesz się podzielić, Gabs - zerknęła na dziewczynę, kiedy padła propozycja zapalenia. Nie była nałogowcem i ogólnie śmiesznie reagowała na zioło, ale zdarzało jej się w przeszłości wziąć bucha czy dwa. ewentualnie dziesięć w zależności od matematyki.
Donośny warkot przerwał ciszę, przejmując władzę nad uwagą Cassie. Zanim w ogóle zdążyła zrobić cokolwiek zrobić, jakoś się przygotować, czy nastawić, poczuła jak dość silna fala uderzyła w miejsce, w którym grali w piłką. Zachwiała się niebezpiecznie czując, jak grunt zaczyna uciekać jej spod nóg. Jasne, że zaliczyła glebę, bo czemu nie. Poziom jej koordynacji ruchowej był na tyle rozwinięty, że innego scenariusza nie przewidywano. Dodatkowo kiedy tylko próbowała się wygrzebać z podmokłego gruntu noga zaplątała jej się w jakieś gloństwo, przez co znalazła się chwilę pod wodą. Poczuła czyjś silny uścisk, który następnie pomógł jej stanąć prosto.
-Dziękuję, Alex. Osobiście nadaję ci tytuł mojego bohatera. Mam u ciebie dług wdzięczności! - rzuciła, wypluwając z ust mało przyjemną w smaku wodę. Nie chciała nawet sobie wyobrażać, co się w niej znajdowało. - Kurczę, to nie było przyjemne - skomentowała całą sytuację. - Mam nadzieję, że silniku mu się zepsuje jak będzie najdalej od brzegu - westchnęła, przeczesując włosy, zgarniając je przy okazji z twarzy. - Co się w ogóle tak tłukło? Słyszałeś, nie? - zerknęła ponownie na Alexandra. dałaby sobie rękę uciąć, że do jej uszu, poza głośnym niezadowoleniem pozostałych, czy dźwiękiem silnika, doleciała bardziej subtelna kakofonia przywodząca na myśl poruszane na wietrze dzwoneczki.

Lex Eri Jas Eric Gabi Sher

off the grid

: pt lip 17, 2026 3:38 pm
autor: Shereen Winfield
Biwakowania z psychopatą się nie spodziewała. To była ta część scenariusza, o której prawdopodobnie nikt nie pomyślał. Na szczęście udało im się przeżyć pierwszą noc, więc kolejne też już powinny być łatwiejsze. Chyba, że ich psychopata działał trochę jak Sadako i z kultowego the ring i zabijał w ciągu tygodnia od… Znalezienia wycinków z gazet? Pewnie zależało mu na całkowitej anonimowości, a dzieciaki jak zawsze były ciekawskie, więc każdy przyjezdny mógł zostać wzięty za wroga. No nic. Wolała posłuchać o tym, jak to chłopcy nie mogli spać, niż wracać myślami do kroków na strychu. Wszystko już wiedziała. Rana Jasona nie przemieniła się w gangrene, Alex był gladiatorem, Ericowi wżynała się sprężyna w żebra, Gaba zaspała a Erice uciekł kot. Tak czy inaczej, w przeciągu dwóch dni poznała sporo osób i próbowała zapamiętać wszystkie imiona, czasem musiała podpytywać Erica, kto jest kim, bo myliła osoby. Za dużo informacji do przyswojenia jak na jeden dzień. A teraz dotarła jeszcz Cassie.
Zmarszczyła nieco nos, słysząc odpowiedź Alexa na jej zaczepkę. Brakowało jej tych kilku centymetrów, a brak stabilności w wodzie zdecydowanie nie podziałałby na jej korzyść, ale mogła mieć marzenia, co nie? — Zapamiętam to sobie! — zdążyła pogrozić mu palcem wskazującym przed ponownym przejęciem piłki, którą odbiła w stronę Cassie. Zaintrygowała ją tą swoją fascynacją, bo Winfield do głowy by nie przyszła zabawa w berka w lesie, ani na escape room w lesie. Miała ogromny uraz do pająków, łamanych gałęzi i ogólnie zagęszczonych lasów, więc prawdopodobnie by s p a n i k o w a ł a.
— Ja bym się na przykład bała lasu po ciemku. Pewnie tam jest dużo robaków i najgorsze jest to, że w nocy ich nie widać — zrobiło jej się nieprzyjemnie, jak o tym pomyślała. Odniosła wrażenie, że coś po niej chodzi, chociaż to było tylko uczucie wywołane negatywnymi skojarzeniami. — Omg, ale ducha to mogłabym chcieć spotkać! To bezpieczniejsza opcja, w końcu on już jest... nieżywy. A psychopata jest żywy, więc groźniejszy... — tak wnioskowała.
Ogólnie w tej wodzie to naprawdę świetnie się wszyscy bawili. Zabawę przerwała Gabriela ze swoim zapytaniem, czy ktoś ma ochotę na jointa. W sumie… czemu nie? Zerknęła wpierw porozumiewawczo na Erica, jakby chciała zapytać, czy miałby coś przeciw, gdyby zapaliła — to on musiałby się z nią później głównie użerać, w końcu dzielił z nią pokój i poza tym uczepiła się go lata temu, jak młodsza kuzynka — chociaż obecnie była mniej wkurzająca (podobno). Zaprzeczenia nie zauważyła, więc odbiła ostatni raz piłkę, która niefortunnie trafiła w głowę Alexa. Oczywiście przeprosiła go głośno i wyraźnie z cichą nadzieją, że nie bolało aż tak.
Ups.


Rozpuszczając włosy, bo zaczęły jej ciążyć od nadmiaru wody w kucyku, uznała, że ruszy tyłek z wody i podejdzie do Gabrieli.
— A ile w sumie masz? Bo ja myślę, że jeszcze trzeba skręcić… Ze dwa minimum. Chociaż w sumie to nie wiem, ile jarania powinno przypadać na jedną głowę… — w tej matematyce się nie orientowała za bardzo.

Miała właśnie wychodzić z wody, gdyby nie to, że poza nimi, pojawił się ktoś trzeci — jakiś król wakacji razem ze swoją motorówką. Kretyn idiota, tak by go nazwała. Przepływając obok nich, najwidoczniej chciał pochwalić się swoją maszyną. Zerknął na nich z tym swoim czarującym uśmiechem i przeczesał palcami włosy, jakby był jakimś australijskim królem surfingu (Shereen uznała, że wygląda nie jak przystojniak, tylko idiota, poza tym totalnie nie był w jej typie). Fala była na tyle silna, że straciła równowagę i zaliczyła piękną glebę do wody. Zdążyła złapać oddech, co nie zmieniało faktu, że to doświadczenie było okropnie nieprzyjemne. Z początku nie wiedziała, z czyją pomocą wydostała się spod wody. Zamierzała podziękować później. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiła po wstaniu, było postukanie się w czoło i zwyzywanie typa od pieprzonych idiotów, zjebów i głupich palantów — nie wiedziała, czy słyszał, prawdopodobnie nie, ale musiała ulżyć swojej frustracji. Zafundował jej nieprzyjemną kąpiel, bo nie zamierzała się AŻ TAK MOCZYĆ, to w dodatku… Zobaczyła przepływające obok butelki z alkoholem. No i w pierwszym odruchu to, co zdołała, to wyjęła z wody. Uratowała chyba ze dwie butelki.
— Ej, weźcie, co możecie! Bo zaraz cały ten alkohol to nam spłynie! — zawołała do chłopaków stojących nieco w głębszej wodzie, bo Shereen się ewakuowała chwilę po zwyzywaniu króla latino.

A więc to butelki brzęczały...



Eric Stones Alexander Hall Jason Choi Erika Lindberg Gabriela R. Blais Cassandra Wildbird

off the grid

: sob lip 18, 2026 7:31 pm
autor: Gabriela R. Blais
Biednemu to zawsze chuj w dupę bez wazeliny i piachem w oczy.
Gdyby nie trzymała w dłoni Maryśki, rzuciłaby się na ratunek butelkom niczym Pamela Anderson. Tyle że nie miała na tyle dużych cycków, żeby wyglądać przy tym aż tak efektownie. Za to przynajmniej nie musiałaby się martwić, że podbije sobie oko podczas biegu. Zarówno błogosławieństwo, jak i przekleństwo.
Wcisnęła w dłonie Eryczka cały sprzęt i popędziła plażą w kierunku tego frajera, wyzywając go po hiszpańsku na wszystkie możliwe sposoby. Nawet cisnęła w jego stronę klapkiem, ale mimo dobrego celu niewiele to dało. Typ był zbyt daleko, więc musiała przerwać pościg. Obiecała jednak sobie, że tej nocy Los Frajeros nie zazna spokoju. Już ona o to zadba.
Hehehehe...
Wróciła więc do przyjaciół, od razu włażąc do wody i odpierdalając ten piękny taniec pod tytułem: „Aj, aj, aj... kurwa, jak zimno!”. Klepnęła Jasona w tyłek, żeby ruszył swoją zacną dupę na ratunek butelkom. Sama zaś wskoczyła Alexowi na plecy, przy okazji trochę go podtapiając. W sumie sama nie wiedziała, czego oczekiwała po tym ruchu. Może tego, że Alex popłynie niczym delfin i zabierze ją na swoim grzbiecie prosto ku przygodzie. Na pewno jednak nie spodziewała się, że jej zawieszka zaplącze się w jego złoty łańcuszek i oboje pójdą na samo dno.
Parskając, próbowała wypluć wodę z ust i ledwo wykrztusiła.
- Po... bul... bul... bul... pomocy! - zamachała dłonią w kierunku wódki, która nadal odpływała w siną dal. Dla ścisłości uznajmy, że było tam 5,75 litra. Towar był zdecydowanie wart ratowania. Za to inny cenny towar wciąż bezpiecznie spoczywał w łapkach Eryczka. Z całego tego zacnego grona jedynie Wisienka okazała się człowiekiem do rany przyłóż, bo wyłowiła aż dwie butelki.
- Nie mnie! Butelki! - krzyknęła, gdy Cass odwróciła się w ich stronę, zapewne myśląc, że chodzi o ratowanie jej życia. A kiedy reszta - miejmy nadzieję - heroicznie ruszyła za alkoholem, ona mocniej oplotła nogami pas chłopaka i nachyliła się do jego ucha.
- Alex, mam dobrą i złą wiadomość. - z obrzydzeniem wyciągnęła z włosów jakiegoś glona i odrzuciła go w siną dal. - Zakleszczyliśmy się. Dobra wiadomość jest taka, że nie jest niezręcznie. Reszta nie musi wzywać pogotowia, a ty nie będziesz musiał tłumaczyć swojej blondynie, jakim cudem do tego między nami doszło. Zła wiadomość jest taka, że ni chuja nie umiem tego odplątać. - pociągnęła mocniej za biżuterię, zapewne lekko przy tym podduszając bruneta.
- Jak im idzie? - zapytała, wciąż majstrując przy zapięciu. Chciała przynajmniej zdjąć mu tę obrożę z szyi i w bardziej cywilizowanych warunkach rozprawić się z tym problemem. Tyle że ich król wakacji, naczelny rozpustnik i największy wróg wszystkich alkoholików znowu wracał na swoim sprzęcie.
- Jak będzie obok nas. To się rzucaj. Ja go zamorduję! - wykrzyczała do ucha chłopaka, żeby zrozumiał jej zamiary pomimo wszelkich hałasów, które wydawał silnik.

Alexander Hall Jason Choi Shereen Winfield Cassandra Wildbird Erika Lindberg Eric Stones

off the grid

: sob lip 18, 2026 11:50 pm
autor: Jason Choi
- A ile masz tego zielonego, Gaba? - zawołał w odpowiedzi, po raz kolejny odbijając piłkę. Sam właściwie też miał ze sobą zapas - takiego wcale nie medycznego zielonego - chociaż dobrze byłoby nie wypalić wszystkiego jednego dnia. Ale tak po jednym buszku to raczej nie mieli się co raczyć, przynajmniej on nie odczuwał absolutnie żadnych efektów przy tak małej dawce.
Skoro wszyscy mieli taką tragiczną noc, może powinni zrobić jeden, wielki barłóg i spać w nim całą kupą? Wszyscy wszystkich by grzali, każdy każdego chroniłby przed złymi snami. Gdyby jedna osoba obudziła się, słysząc jakieś głosy, mogłaby zaraz obudzić wszystkich pozostałych. Ej nie bez powodu w horrorach bohaterowie ginęli, kiedy się rozdzielali, nie? Powinni sie zdecydowanie trzymać razem kiedy są w tym nawiedzonym domu.
Odzyskanie równowagi po tym nagłym podtopieniu zabrało mu tylko chwilę - akurat, aby dać radę dojrzeć mniej więcej jak wyglądał chuj, który właśnie postanowił mocno zajść im za skórę. Całe szczęście że koleś miał dość charakterystyczne spodenki, da się go potem zidentyfikować, nawet wśród innych wypoczywających na plaży. A Jason odpuścić nie zamierzał. Ale choć nie należał może do geniuszy, nawet on wiedział że rzucenie się wpław za bezmózgiem na skuterze wodnym to trochę poroniony pomysł. Już miał nawet zamiar otworzyć usta aby zaproponować chłopakom zaplanowanie jakiejś innej zemsty na owym zjebie, ale gdy zobaczył że Gaba gorączkowo wbija do wody, co akurat było dość zastanawiające. Klepnięcie w tyłek początkowo było dla niego tylko zaczepką, dopóki nie zobaczył błysku w wodzie. Różniło się od promieni słońca odbijających się w tafli. Kiedy jednak zrozumiał co się właśnie działo, od razu dał nura w wodę.
Dostrzeżenie i pochwycenie śliskiego szkła w mętnej wodzie było sztuką niełatwą, ale Choi dał radę łącznie uratować dwie. Pierwszą złapał w miarę łatwo, natomiast druga wyślizgiwała mu się spomiędzy palców tyle razy, że płuca zaczęły go już palić niemal żywym ogniem. Wynurzył się w końcu, plując i kaszląc, łapiąc desperacko oddech. Nie czuł już w ogóle dna pod nogami, ale uniósł butelki nad głowę w tryumfalnym geście. Powolnym ruchem zaczął płynąć w stronę brzegu, ale jego uwagę zwróciło coś innego.
- Wraca tutaj. No wraca jak chuj - warknął do siebie pod nosem. Jeden raz mu nie wystarczył, tak? Tyle że tym razem Jason nie da się wziąć z zaskoczenia. - Uwaga! - zawołał, żeby zaalarmować wszystkich pozostałych. Tylko że co właściwie mógł zrobić więcej? Idiota zapierdalał na skuterze, i pędził dość szybko. Jason był w wodzie i nawet jego ekstremalne mięśnie nie byłyby wyzwaniem dla rozpędzonej maszyny. Nie miał nawet czym w niego rzucić.
Zaraz...
- A chuj ci w oko, kurwiu jebany! - ryknął Jason, unosząc jedną z butelek. Rzut może nie był najbardziej imponujący, szkło wyślizgnęło się z jego mokrych palców i niesione chyba głównie karmą, która jak wszyscy wiedzą, jest wredną suką... trafiło króla wakacji prosto w czoło.
- Było sobie darować po jednym razie, sieroto! - Choi wydał z siebie uradowany krzyk, kiedy napastnik stracił równowagę, zleciał ze skutera i wpadł do wody. Żył, po chwili sam wynurzył się na powierzchni, plując, kaszląc i obrzucając ich grupę - ale głównie Jasona - wściekłym spojrzeniem. Skuter pognał dalej po tafli wody, finalnie wyhamowując na gęstej trzcinie.
Tylko butelki szkoda. Choi już jej nawet nie widział. Ale jej poświęcenie nie zostanie zapomniane.

Alexander Hall Eric Stones Shereen Winfield Cassandra Wildbird Gabriela R. Blais Erika Lindberg