Strona 6 z 6

we judge harshly

: śr sie 19, 2026 8:28 am
autor: Laurent Ashcroft
erotyka
Groźny ton w przypadku Laurenta odnosił zupełnie odmienny efekt. Każdy pomruk spływał gorącym dreszczem po jego karku i kumulował się w podbrzuszu. Sprawiał, że stawał się jeszcze bardziej bezmyślnie chętny i zachłanny. Poza tym słowa nie miały żadnego znaczenia, skoro tak wyraźnie czuł podniecenie Logana. Ocierał się o nie, dając jasno do zrozumienia, że wie swoje.
Sekundę później wszystkie myśli się rozpierzchły. Zawtórował mu jękiem, a następnie pełnym ulgi westchnieniem. Zaborczo objął go za szyję, przytulając do siebie, jakby Logan był jedynym, co jeszcze trzyma go na powierzchni podczas szalejące wokół i w nim samym sztormu. Nie spodziewał się tak gwałtownej reakcji, ale odpowiedział na nią z pasją i głodem. Cały wieczór był kompletnie pogubiony, ale teraz już doskonale wiedział, czego chce.
Pozwalał mu się pożerać, ścierając ze sobą ich gorącą żądzę. Wbił paznokcie w jego nagie plecy, nie pozwalając mu się zbyt łatwo odsunąć. Źrenice Laurenta były rozszerzone, gdy w półmroku wpatrywał się z zachwytem w przystojną twarz. Mógłby spłonąć w tym pożądaniu. Zapomniał o konwenansach i jakichkolwiek zasadach, kiedy całowali się tak żarliwie. Zsunął dłoń w dół, za gumkę dresowych spodni, by poczuć, że Logan pragnie go równie bardzo, jak on jego.
Tyle na ten moment mu wystarczyło.
Ukrył twarz w gorącym zagłębieniu szyi, przesuwając palcami po jego fiucie. Dociskał wargi do opalonej skóry, lizał ją i gryzł. Jedną ręką wciąż go obejmował za szyję, a drugą rytmicznie pieścił, zamykając kutasa w ciasnym splocie palców. Zaprotestował mrukliwie, gdy Logan spróbował położyć tej sytuacji kres. Nie chciał zostać sam. Pokręcił głową i jedynie znów spróbował sięgnąć jego ust.
Nie wymyślił sobie tego. Widział w jego oczach to samo pragnienie.
Nie — wyszeptał bezradnie, gdy ciepłe dłonie łagodnie ujęły jego policzki. Westchnął ciężko, a jego zamglonym spojrzeniu odbiło się niezadowolenie. — Nie podejrzewałem cię o wciskanie takich frazesów — syknął rozzłoszczony, ponieważ Logan użył prawdopodobnie najgorszej i najbardziej banalnej wymówki, jakiej mógł.
Nie zasługuję na ciebie. Jakby to w ogóle miało jakieś znaczenie.
Zdeterminowany nie pozwolił mu się odsunąć. Postąpił krok do przodu, znów zmniejszając między nimi dystans. Jeśli Logan postanowił go znowu zwiększyć, to w końcu on znalazł się pod ścianą i tym razem to on był uwięziony między nią a sylwetką Laurenta.
Świat nie jest sprawiedliwy — wyszeptał w jego usta, głaszcząc policzek. To nie Logan go wykorzystywał. Było zupełnie odwrotnie. — A ja chcę właśnie ciebie — szorstki zarost drapał zewnętrzną część dłoni Laurenta, sprawiając mu tym przyjemność. — Jesteś niemożliwie przystojny. Nie mogłem się skupić na pracy, bo ciągle paradowałeś po podwórku tak piekielnie seksowny. Przychodziłem co wieczór do kuchni, licząc na to, że cię spotkam. Najlepiej bez koszulki. Pisałem do ciebie wiadomości i zwaliłem sobie, myśląc o tym, jak bierzesz mnie na jednym z tych blatów — obejrzał się na sekundę do tyłu i jednocześnie przesunął dłoń na jego tors. Opuszkami palców naparł na jego mięśnie, zawędrował w bok i zatoczył kciukiem koło wokół sutka, nim lekko go ścisnął. Nie odrywał przy tym spojrzenia od twarzy Logana. — I za każdym razem byłem wtedy trzeźwy. Więc nie. To nie alkohol sprawia, że mogę jedynie myśleć o tym, jak bardzo chcę cię poczuć głęboko w sobie — przyznał, wciąż pocierając sutek. Logan mógł odczuwać ten dotyk coraz intensywniej. — Więc nie pierdol, kowboju — dłoń zsunęła się jeszcze w dół, zahaczając palce o kaloryfer na jego brzuchu, tym razem jednak zatrzymała się na linii spodni, jakby naprawdę dawał Loganowi wybór. Jednocześnie jednak przechylił się w przód i ucałował kącik jego ust. — I zrób to, na co oboje najwyraźniej mamy ochotę — uśmiechnął się leniwie, składając kolejnego całusa w dokładnie tym samym miejscu.
Pragnął poczuć żar, który płonął w jego oczach. Siłę, drzemiącą w gorącym ciele. Oddać się w te szorstkie, ale czułe dłonie.
Odpuść sobie. Chcę tego. Chcę ciebie.
Logan Callahan

we judge harshly

: śr sie 19, 2026 12:48 pm
autor: Logan Callahan
erotyka
Laurent wyraźnie zamierzał odbić sobie ból ostatnich tygodni pieprząc się z kimś, kogo nawet nie lubił. Był zagubiony, wstawiony i nieszczęśliwy. Dlatego Logan chciał być wyrozumiały. Odpowiedzialny. Delikatny. Chciał zachować się jak pieprzony dorosły, nawet jeśli od wczorajszej nocy popełniał błąd za błędem. Najpierw dając się wciągnąć w wymianę zboczonych wiadomości, a teraz pozwalając włożyć sobie rękę w spodnie. Nie był idealny, nie był z kamienia, ale cholernie chciał być w porządku. Tylko, że Laurent miał to gdzieś. Miał gdzieś przyzwoitość i logiczność swoich działań, a już w ogóle lał na konsekwencje.
I jego wyrozumiałość.
Szczęka Logana stężała. Opuścił dłonie, widząc jak oczy Laurenta przecina nowy błysk. Krok w tył, który zrobił, był bez znaczenia, bo ciało adwokata natychmiast pokonało dystans, przylegając do niego na nowo. Logan chwycił go za bark, zamierzając przytrzymać na rozsądnej odległości, ale Laurent nie był wiotką Harper. Miał w sobie więcej siły i jakiejś niezrozumiałej, gorącej determinacji. Więc zanim Logan zdążył rozegrać to inaczej, poczuł na plecach chłód twardej ściany.
Kurwa. Nikt nigdy nie przyparł go do cholernej ściany.
Wstrzymał oddech, bo usta, wciąż jeszcze zaczerwienione po pocałunku, znów znalazły się niebezpiecznie blisko. Znów go prowokowały. Spojrzał na nie, ciężko przełykając ślinę i zaciskając szczęki.
Chwycił za nadgarstek uniesionej do policzka dłoni. Ścisnął, ale nie odepchnął. Palce musnęły ciemny zarost, podczas gdy on tracił zdolność logicznego myślenia. Irytacja i żądza nadawały jego twarzy surowy, groźny wyraz.
Do kurwy nędzy, Laurent! - syknął. Głos przypominał warkot, ale była w nim nuta bezsilności.
Chciał tego. Oczywiście, że tak. Mógł się wypierać, mógł się zarzekać, ale fiut w jego spodniach przypominał skałę i był najdoskonalszym dowodem na to, że rozsądek nie ma nic do gadania gdy do głosu dochodziła żądza.
Przestań - spróbował jeszcze raz, ale słowa spływały z języka Laurenta, wprost do jego twardego jak stal kutasa. I nie brzmiały jak coś, co mógłby powiedzieć zagubiony, skrzywdzony dzieciak, który nie wie co czuje ani czego potrzebuje.
Logan mocniej ścisnął jego nadgarstek, mocniej zacisnął zęby. Pociemniałe od żądzy spojrzenie wreszcie odkleiło się od jego warg i złapało spojrzenie na moment przed tym, jak miękkie usta prowokacyjnie i zachęcająco musnęły kącik jego warg.
Jesteś, kurwa, niemożliwy - warknął z przygarną. Palce na sutku drażniły go, wyprowadzając z równowagi. Sam nigdy nie dotykał się w ten sposób. Harper, chociaż nigdy mu nie odmawiała, kochała się z nim zawsze tak samo. Bez eksperymentów, bez ekscesów. To zawsze on przejmował inicjatywę. A sutki były zdecydowanie jej strefą erogenną. On nawet nie wiedział, że też taką posiada.
Zdumiony i zażenowany odkryciem, oderwał od siebie także drugą rękę, ale językiem wdzierał się już między rozgadane, bezwstydne usta, zamykając je na dobre. A przynajmniej na kilka kolejnych sekund, wypełniając cichą kuchnię niskimi jękami i wilgotnym dźwiękiem zderzających się ust. To było takie dobre, takie właściwe… czy naprawdę mogło być złe? Przestał to analizować. Przestał myśleć.
Oderwał go od siebie i szarpnięciem obrócił tyłem. Przycisnął do rozgrzanej, szerokiej piersi szaleńczo unoszącej się po gwałtownym pocałunku. Laurent poczuł na pośladku to, czego tak bardzo “potrzebował głęboko w sobie."
Nie ruszaj się - warknął mu do ucha niskim, ostrzegawczym tonem. - Jeśli się ruszysz choćby o milimetr, wrócisz na górę z bolącymi jajami - ostrzegł, zanim przylgnął ustami do jego szyi. Posmakował jej, tak jak sobie wyobrażał. Najpierw językiem, potem zębami. Obie dłonie trzymał na jego ciele, jedną na piersi, drugą na biodrze. Obie gniotły jego ubranie, podczas gdy wargi zostawiały na skórze wilgotne ślady niecierpliwych pocałunków.
Logan mruczał za każdym razem, gdy stykał język z jego skórą, jakby nigdy w życiu nie smakował niczego lepszego. Jakby wreszcie mógł zaspokoić trawiący go od wieków głód.
W pewnym momencie przeniósł usta wyżej, dociskając je do jego ucha. Laurent słyszał wtedy każdy urwany oddech, gdy ręce pospiesznie zaczęły rozprawiać się z zapięciem jego spodni. Zaklekotała sprzączka paska, zgrzytnął zamek. W gestach Logana nie było wahania, jedynie dyktowana podnieceniem szorstka gwałtowność.
Szarpnięciem opuścił lekko jego spodnie, by móc łatwiej wysunąć z bokserek uwięzionego w nich fiuta. Zacisnął na nim palce, wydając z siebie niskie sapnięcie. Sparzył nim ucho Ashcrofta, które sekundę później polizał, jednocześnie przesuwając dłonią po całej długości jego podniecenia. Był twardy. Tak boleśnie twardy. To oczywiste, a jednak robiło na nim ogromne wrażenie. Był też aksamitny, gorący i miał inny kształt niż jego własny, ale niemal tę samą długość. Było prawie tak, jakby dotykał samego siebie. Surrealistyczne, cholernie gorące uczucie.
Poruszył dłonią, zdecydowanie, tak, by przy każdym ruchu zamykać w niej gorącą, wrażliwą główkę, teraz już przyjemnie śliską.
Tak jest dobrze? - zapytał bez tchu, sunąc wolną dłonią w górę jego brzucha, przez krótkie włoski, aż na napięte mięśnie. Inne. Obce. Twarde i nie tak delikatne, jak ciało z do jakiego przywykł. Ale podobało mu się. Każdy centymetr jego skóry, każde niskie westchnienie, jakie wywoływał swoim dotykiem, podobało mu się bardziej, niż kiedykolwiek przypuszczał, że będzie.
Pokaż mi - poprosił, ale nie przestawał go pieścić. Koszula zebrała mu się na przedramieniu, gdy dotarł dłonią aż na szyję. Objął ją palcami, dociskając usta do policzka, odrobinę szorstkiego po całym dniu. – Pokaż mi, jak lubisz.
Potem chwycił go za szczękę i zmusił, by odwrócił głowę. Wtedy go pocałował, już bez wcześniejszej gniewnej desperacji. Teraz całował głęboko i namiętnie, połykając wszystkie jęki i westchnienia.
Laurent dostał wszystko, czego chciał, albo prawie wszystko.
Logan wreszcie sobie odpuścił.
Laurent Ashcroft

we judge harshly

: sob sie 22, 2026 9:05 am
autor: Laurent Ashcroft
erotyka
Kącik ust Laurenta uniósł się jeszcze odrobinę wyżej, kiedy Logan warczał z frustracji i patrzył na niego tak, jakby gotów był pieprzyć go niestrudzenie przez całą cholerną noc. Nic dziwnego, że bez cienia żalu spławił w klubie trzech kolesi, skoro ktoś taki czekał na niego na ranczu. Nic nie mogło się równać z surowym pięknem stojącego przed nim mężczyzny. Od Callahana biła czysta, pierwotna siła. Brutalna szczerość jego pożądania była odurzająca.
Laurent chciał poczuć jego moc.
Uścisk na nadgarstku przypominał mu, że Logan jest od niego dużo silniejszy. I cholernie podniecająca była świadomość, że nigdy nie użyłby tej przewagi, by go skrzywdzić. Mimo gniewu i frustracji, które czyniły słowa ostrymi. Mógłby zrobić wszystko, a on jak skończony głupiec próbował go chronić.
Urocze.
Przemknęło mu przez myśl, gdy język znów wdarł się między jego wargi. Nie mógł się nim nacieszyć, bo sekundę później Logan zmienił jego pozycję jak w pierwotnym tańcu. Laurent natychmiast wypchnął do tyłu pośladki i po prostu otarł się o jego wzwód. Samo to wyrwało z jego gardła zachrypnięty, niekontrolowany jęk, jakby bliskość kowboja sprawiała, że odgrywał w sobie coś, czego próbował się wyrzec.
Chciał go za bardzo, by panować nad reakcjami. Szorstkie dłonie, twardy kutas i wargi na szyi wymuszały kompletną szczerość.
I to było wyzwalające. Przypominało moment, w którym po długim dniu zdejmował krawat i niewygodne buty tylko zwielokrotniony po tysiąckroć.
Logan — wydyszał bezradnie, sięgając do tyłu i wplątując palce w grzywę ciemnych włosów. Próbował powiedzieć coś więcej, ale spomiędzy jego warg wyrywało się jedynie bezradne westchnienie. Nie wiedział, czy ktoś jeszcze jest w domu. Próbował się zamknąć, ale to nie było takie proste. Logan czynił to niemal niemożliwym, kiedy parzył gorącym oddechem jego ucho i zaciskał na nim dłonie.
Palce miał wczepione w jego włosy, a drugą ręką sięgnął do tej jego i bez wahania zepchnął ją w dół na krawędź spodni.
Proszę — wyszeptał nieskładnie, łapiąc bezradnie powietrze. Wyglądało na to, że Logan nie potrzebował dalszej zachęty i dość szybko poradził sobie z zapięciem spodni. Laurent przytulił policzek do jego szyi, a gdy palce zacisnęły się na męskości, gwałtownie wciągnął powietrze. Odchylił się, próbując oprzeć o twardy tors. — Kurwa, tak — wyjęczał, gdy w sekundę wszystkie problemy straciły na znaczeniu i została tylko błoga przyjemność. Musiał walczyć o każdy oddech, gdy zalewały go kolejne fale przyjemności. Dotyk dłoni Logana był inny. Tak niemożliwie przyjemny. Szorstki i twardy, ale zdumiewająco pewny. Lata praktyki jechania na ręcznym. Laurent uśmiechnął się nieprzytomnie do tej myśli pewien, że za chwilę nogi się pod nim ugną.
Ale to nic, bo Logan go przytrzyma.
Dobrze. Dokładnie tak — wymamrotał nieprzytomnie, ale i tak sięgnął dłonią w dół do tej na swoim fiucie. — Myhmm. Jeszcze. Nie przestawaj — szeptał, zaciskając palce odrobinę mocniej i próbując przyspieszyć ten ruch. Bezwiednie szarpnął biodrami, jednocześnie chcąc wbić się w ciasny splot i otrzeć o jego twardą męskość. — Logan — wydyszał w jego usta, nim znów się nie pocałowali, choć Laurent w ogóle nie był w stanie w sensowny sposób odpowiedzieć na tę pieszczotę.
Wszystkiego było po prostu za dużo, a on chyba rzeczywiście był pijany. Spuścił się, tłumiąc jęk w jego ustach. Gorące nasienie spłynęło po ich palcach. Zawisł na sekundę bezradnie w jego ramionach, łapczywie łapał oddech i czuł się kompletnie bezradny.
A jednocześnie usatysfakcjonowany i bezpieczny.
Uśmiechnął się nieprzytomnie. Wargi miał wilgotne i zaróżowione, bo całowali się długo i niezbyt delikatnie. Obrócił się lekko w jego ramionach, nie bojąc stanąć się z nim twarzą w twarz. Pochylił się, by podciągnąć spodnie. Przygryzł kącik ust, spoglądając na swoje wilgotne palce i lekkim gestem sięgnął do jego policzka, zostawiając na nim kciukiem perlistą smugę, jak sam miał od brokatu. Zsunął go na jego wargi, ale jedynie ich bezczelnie dotknął, wciąż jeszcze nie mogąc wyrównać oddechu. Wpatrywał się w Logana przymglonym, ale zadowolonym spojrzeniem.
Wyglądał trochę jakby go namaszczał, w jakimś pierwotnym i popieprzonym rytuale.
Będziesz dżentelmenem i odprowadzisz mnie do łóżka? — zapytał niewinnie. — Proszę — szepnął tak, że było jasne, iż to jedynie kolejna pułapka, ale Logan mógł wejść w nią świadomie.
Laurent oparł się na nim w drodze do pokoju, a kiedy znaleźli się pod drzwiami i je uchylili, znów płynnym ruchem zarzucił mu ręce na ramiona i lekko się zachwiał.
Do łóżka — podkreślił, zamierzając po przekroczeniu progu go prosto do niego zaciągnąć, a następnie zająć się kłopotem, który ten miał w spodniach.

Logan Callahan

we judge harshly

: pn sie 24, 2026 10:20 pm
autor: Logan Callahan
erotyka
Był zdecydowanie za mało odporny na to jego “proszę”. Nie powinien ulegać. Powinien uciąć to dawno temu, zanim przeistoczyło się w… to. Czymkolwiek było. Ale właśnie trzymał w dłoni twardego kutasa, który bynajmniej do niego nie należał i było mu z tym kurewsko dobrze. Zbyt dobrze, tak jak z ciałem w ramionach, drżącym od każdego pociągnięcia palców.
Nie przyznałby się, że dostał dreszczy, gdy Laurent błagalnie wymówił jego imię. Do niczego, co się teraz działo, nie chciał się przyznawać. Bo to nie był on. Nie był taki. Nie tracił głowy dla nikogo, a już na pewno nie dla ulizanego adwokacika ze smutną rodzinną historią. Był ponad to. Nie potrzebował wciskającego się w biodra, jędrnego tyłka, całego tego żaru i cholernych wyrzutów sumienia, które przyjdą potem. Był, do wszystkich diabłów, odpowiedzialny!
Był.
Zawarczał, gdy Laurent wepchnął mu tyłek w biodra, drażniąc nieznośnie odwykłe od dotyku ciało.
- Nie ruszaj się - upomniał warkliwie, kąsając go w ucho, ale przyspieszył zgodnie z naciskiem jego dłoni. Był taki doskonale gorący. I tak pięknie rozpieprzony w jego uścisku. Logan poprawił chwyt, obejmując go w pół, gdy poczuł jak miękną mu kolana i stłumił ustami wszystkie jęki, pomruki i westchnienia. Nie dlatego, że ktoś mógł ich usłyszeć, bo w domu byli sami, ale dlatego że wszystkie te dźwięki doprowadzały go do szaleństwa.
Pod koniec po prostu łykał jego smakujący alkoholem oddech i czuł się równie pijany jak on.
Powinien palnąć sobie za to w łeb.
Bo Laurent właśnie spuszczał się w jego dłoń, rozdygotany i półprzytomny. Upojony. Głównie alkoholem, tego był pewien. I właśnie za to Logan pójdzie na samo dno piekła. Pieprzyć homoseksualizm, ale to właśnie tego nie potrafił sobie teraz wybaczyć. Że nie mógł się powstrzymać i zrobił to, o co prosił nawalony Laurent, który pewnie jutro wszystkiego pożałuje i jeszcze oskarży go o wykorzystanie.
- No już, Lance. Nie jesteś taki lekki - mruknął szorstko, gdy zawisł mu w ramionach, gwałtownie łapiąc oddech. Logan czuł mieszankę zażenowania, podniecenia i lęku. I z żadnym z tych uczuć nie chciał teraz musieć sobie radzić. - Słyszysz? - Zabrzmiał łagodniej, nachylając się lekko. Wsunął nos we włosy za jego uchem i gdy Laurent wciąż jeszcze rozpieprzony po orgazmie wracał do rzeczywistości, on pozwolił sobie na kilka głębokich, uspokajających oddechów. Wypełnionych jego zapachem.
- No. Do pionu.
Pomógł mu stanąć prosto, a gdy Laurent obrócił się w jego ramionach, on nieporadnie je rozłożył. Na dłoni czuł lepkość spełnienia, przez które czuł się winny i zażenowany. I nie chciał go nim ubrudzić. Chociaż na pewno zapaskudzili podłogę. Laurent. Laurent zapaskudził.
A teraz próbował wytrzeć w niego ręce.
- Lance, co ty… - Próbował odsunąć głowę, ale wilgotny kciuk musnął jego policzek, a potem zahaczył o wargi. Logan patrzył na niego szeroko otwartymi oczami, w których niedowierzanie mieszało się z irytacją i wciąż żywym podnieceniem. Nie mógł w to uwierzyć. Kto, na Boga, robi takie rzeczy.
Pijany człowiek.
Laurent właśnie tak wyglądał. Jakby był nawalony. I idiotycznie szczęśliwy. Logan zacisnął zęby i pokręcił głową, poddając się. Opuścił ramiona, a potem z premedytacją chwycił go za pośladek, wciąż w spodniach, zostawiając na nim odcisk wilgotnej dłoni. Wierzchem drugiej wytarł swój policzek. Potem oblizał wargi i uniósł jedną brew. Prawie, jakby pytał go “zadowolony?”
Kolejne proszę sprawiło, że przymknął oczy, próbując zebrać cierpliwość, rozsądek i opanowanie. Wszystko, żeby nie pozwolić cholernemu fiutowi dyktować warunków. Bo dobrze wiedział, co znaczyło to “proszę”. Kilka minut wcześniej słyszał je i bardzo dobrze zapamiętał. Był pewien, że przez resztę życia będzie nawiedzało go we wszystkich erotycznych snach.
- Do pokoju - mruknął jakby miał do czynienia z krnąbrnym gówniarzem. Objął go w pasie i naprawdę zaprowadził pod drzwi, czując jak serce podchodzi mu do gardła, gdy Laurent nie mógł utrzymać pionu. Było mu tak cholernie wstyd.
Przytrzymał go, kiedy znów uwiesił mu się na szyi.
W korytarzu było ciemno i cicho. Ledwie widzieli w półmroku swoje twarze.
- Nie, Lance. Jesteś pijany. To nie powinno się wydarzyć. - Brzmiał kategorycznie, poważnie, odpowiedzialnie. Ale nie podnosił głosu. Prawie szeptał.
Poprawił chwyt i cmoknął, odgarniając mu z czoła zmierzwione kosmyki. Wyglądał idiotycznie bezbronnie, zalany i ewidentnie próbujący zaciągnąć go do łóżka. Logan naprawdę nie chciał go skrzywdzić. Na moment skupił wzrok na jego ustach rozciągniętych pijackim śmiechem, potem wrócił do oczu. W jego własnych przez moment odbiła się czułość.
- Idziesz spać - oznajmił miękko, ale niezmiennie stanowczo i pchnął drzwi do jego pokoju. Nie był tu od dawna, ale pamiętał gdzie stało łóżko. Pod oknem, teraz w plamie księżycowego światła. Podprowadził go do mebla i pochylił się, jednocześnie próbując oderwać od siebie jego ręce. Kompletnie nie spodziewał się gwałtownego szarpnięcia, ale sprawiło, że Laurent padł na pościel, a on dla zachowania równowagi podparł się dłońmi nad jego ramionami i kolanem o materac gdzieś przy jego biodrze.
- Kurwa, Laurent - syknął, ale dalszy protest adwokat zdusił pocałunkiem, ciasno obejmując go ramionami za kark. Logan zesztywniał, wydając z siebie jęk protestu i bezsilności. Był zmęczony, na granicy wybuchu albo autentycznego zerżnięcia go w tym pieprzonym łóżku i żadna z opcji nie wchodziła w grę. Zacisnął wargi i szarpnął za jego przedramię, ale Laurent był jak cholerny rzep. Namiętny, gorący i uparty.
Logan bronił się jeszcze przez chwilę, ale wreszcie rozchylił usta, pozwalając językowi wślizgnąć się pomiędzy nie. Im bardziej się opierał, tym bardziej Laurent naciskał. To musiało się skończyć.
Mruknął cicho, oddając pocałunek. Nie tak żarliwie jak wtedy w kuchni, ale to nawet gorzej. Teraz całował go z rozmysłem, długo, głęboko, aż głowa Laurenta opadła na materac. A nawet wtedy nie przestał. Opadł niżej, opierając się na łokciach. Zsunął kolano z materaca i przygniótł go sobą. Był ciężki, rozpalony, wciąż podniecony i nie przestawał go całować. Dopiero gdy zabrakło im tchu, uniósł się tylko odrobinę. Tylko na tyle, by spojrzeć mu w twarz.
- Nie, kiedy jesteś pijany - szepnął zdławionym głosem. Po raz pierwszy brzmiał na naprawdę zgnębionego i bezsilnego. Popatrzył mu w oczy, które w ciemności wydawały się prawie czarne. - Nie wybaczę sobie, rozumiesz? - Ich wargi ocierały się o siebie gdy mówił. Wciąż wrażliwe, wilgotne i spragnione. Logan uparcie starał się odsuwać od siebie myśli, że ciało pod nim było aż nadto chętne i że wspaniale byłoby móc znów go dotknąć. Sprawić, by drżało.
- Więc przestań. Dobrze? - Kciukiem dotknął jego skroni i jednym, krótkim spojrzeniem objął jego twarz, dopóki nie wrócił do oczu. - Dobrze?
Laurent Ashcroft