we judge harshly
: śr sie 19, 2026 8:28 am
erotyka
Groźny ton w przypadku Laurenta odnosił zupełnie odmienny efekt. Każdy pomruk spływał gorącym dreszczem po jego karku i kumulował się w podbrzuszu. Sprawiał, że stawał się jeszcze bardziej bezmyślnie chętny i zachłanny. Poza tym słowa nie miały żadnego znaczenia, skoro tak wyraźnie czuł podniecenie Logana. Ocierał się o nie, dając jasno do zrozumienia, że wie swoje.
Sekundę później wszystkie myśli się rozpierzchły. Zawtórował mu jękiem, a następnie pełnym ulgi westchnieniem. Zaborczo objął go za szyję, przytulając do siebie, jakby Logan był jedynym, co jeszcze trzyma go na powierzchni podczas szalejące wokół i w nim samym sztormu. Nie spodziewał się tak gwałtownej reakcji, ale odpowiedział na nią z pasją i głodem. Cały wieczór był kompletnie pogubiony, ale teraz już doskonale wiedział, czego chce.
Pozwalał mu się pożerać, ścierając ze sobą ich gorącą żądzę. Wbił paznokcie w jego nagie plecy, nie pozwalając mu się zbyt łatwo odsunąć. Źrenice Laurenta były rozszerzone, gdy w półmroku wpatrywał się z zachwytem w przystojną twarz. Mógłby spłonąć w tym pożądaniu. Zapomniał o konwenansach i jakichkolwiek zasadach, kiedy całowali się tak żarliwie. Zsunął dłoń w dół, za gumkę dresowych spodni, by poczuć, że Logan pragnie go równie bardzo, jak on jego.
Tyle na ten moment mu wystarczyło.
Ukrył twarz w gorącym zagłębieniu szyi, przesuwając palcami po jego fiucie. Dociskał wargi do opalonej skóry, lizał ją i gryzł. Jedną ręką wciąż go obejmował za szyję, a drugą rytmicznie pieścił, zamykając kutasa w ciasnym splocie palców. Zaprotestował mrukliwie, gdy Logan spróbował położyć tej sytuacji kres. Nie chciał zostać sam. Pokręcił głową i jedynie znów spróbował sięgnąć jego ust.
Nie wymyślił sobie tego. Widział w jego oczach to samo pragnienie.
— Nie — wyszeptał bezradnie, gdy ciepłe dłonie łagodnie ujęły jego policzki. Westchnął ciężko, a jego zamglonym spojrzeniu odbiło się niezadowolenie. — Nie podejrzewałem cię o wciskanie takich frazesów — syknął rozzłoszczony, ponieważ Logan użył prawdopodobnie najgorszej i najbardziej banalnej wymówki, jakiej mógł.
Nie zasługuję na ciebie. Jakby to w ogóle miało jakieś znaczenie.
Zdeterminowany nie pozwolił mu się odsunąć. Postąpił krok do przodu, znów zmniejszając między nimi dystans. Jeśli Logan postanowił go znowu zwiększyć, to w końcu on znalazł się pod ścianą i tym razem to on był uwięziony między nią a sylwetką Laurenta.
— Świat nie jest sprawiedliwy — wyszeptał w jego usta, głaszcząc policzek. To nie Logan go wykorzystywał. Było zupełnie odwrotnie. — A ja chcę właśnie ciebie — szorstki zarost drapał zewnętrzną część dłoni Laurenta, sprawiając mu tym przyjemność. — Jesteś niemożliwie przystojny. Nie mogłem się skupić na pracy, bo ciągle paradowałeś po podwórku tak piekielnie seksowny. Przychodziłem co wieczór do kuchni, licząc na to, że cię spotkam. Najlepiej bez koszulki. Pisałem do ciebie wiadomości i zwaliłem sobie, myśląc o tym, jak bierzesz mnie na jednym z tych blatów — obejrzał się na sekundę do tyłu i jednocześnie przesunął dłoń na jego tors. Opuszkami palców naparł na jego mięśnie, zawędrował w bok i zatoczył kciukiem koło wokół sutka, nim lekko go ścisnął. Nie odrywał przy tym spojrzenia od twarzy Logana. — I za każdym razem byłem wtedy trzeźwy. Więc nie. To nie alkohol sprawia, że mogę jedynie myśleć o tym, jak bardzo chcę cię poczuć głęboko w sobie — przyznał, wciąż pocierając sutek. Logan mógł odczuwać ten dotyk coraz intensywniej. — Więc nie pierdol, kowboju — dłoń zsunęła się jeszcze w dół, zahaczając palce o kaloryfer na jego brzuchu, tym razem jednak zatrzymała się na linii spodni, jakby naprawdę dawał Loganowi wybór. Jednocześnie jednak przechylił się w przód i ucałował kącik jego ust. — I zrób to, na co oboje najwyraźniej mamy ochotę — uśmiechnął się leniwie, składając kolejnego całusa w dokładnie tym samym miejscu.
Pragnął poczuć żar, który płonął w jego oczach. Siłę, drzemiącą w gorącym ciele. Oddać się w te szorstkie, ale czułe dłonie.
— Odpuść sobie. Chcę tego. Chcę ciebie.
Sekundę później wszystkie myśli się rozpierzchły. Zawtórował mu jękiem, a następnie pełnym ulgi westchnieniem. Zaborczo objął go za szyję, przytulając do siebie, jakby Logan był jedynym, co jeszcze trzyma go na powierzchni podczas szalejące wokół i w nim samym sztormu. Nie spodziewał się tak gwałtownej reakcji, ale odpowiedział na nią z pasją i głodem. Cały wieczór był kompletnie pogubiony, ale teraz już doskonale wiedział, czego chce.
Pozwalał mu się pożerać, ścierając ze sobą ich gorącą żądzę. Wbił paznokcie w jego nagie plecy, nie pozwalając mu się zbyt łatwo odsunąć. Źrenice Laurenta były rozszerzone, gdy w półmroku wpatrywał się z zachwytem w przystojną twarz. Mógłby spłonąć w tym pożądaniu. Zapomniał o konwenansach i jakichkolwiek zasadach, kiedy całowali się tak żarliwie. Zsunął dłoń w dół, za gumkę dresowych spodni, by poczuć, że Logan pragnie go równie bardzo, jak on jego.
Tyle na ten moment mu wystarczyło.
Ukrył twarz w gorącym zagłębieniu szyi, przesuwając palcami po jego fiucie. Dociskał wargi do opalonej skóry, lizał ją i gryzł. Jedną ręką wciąż go obejmował za szyję, a drugą rytmicznie pieścił, zamykając kutasa w ciasnym splocie palców. Zaprotestował mrukliwie, gdy Logan spróbował położyć tej sytuacji kres. Nie chciał zostać sam. Pokręcił głową i jedynie znów spróbował sięgnąć jego ust.
Nie wymyślił sobie tego. Widział w jego oczach to samo pragnienie.
— Nie — wyszeptał bezradnie, gdy ciepłe dłonie łagodnie ujęły jego policzki. Westchnął ciężko, a jego zamglonym spojrzeniu odbiło się niezadowolenie. — Nie podejrzewałem cię o wciskanie takich frazesów — syknął rozzłoszczony, ponieważ Logan użył prawdopodobnie najgorszej i najbardziej banalnej wymówki, jakiej mógł.
Nie zasługuję na ciebie. Jakby to w ogóle miało jakieś znaczenie.
Zdeterminowany nie pozwolił mu się odsunąć. Postąpił krok do przodu, znów zmniejszając między nimi dystans. Jeśli Logan postanowił go znowu zwiększyć, to w końcu on znalazł się pod ścianą i tym razem to on był uwięziony między nią a sylwetką Laurenta.
— Świat nie jest sprawiedliwy — wyszeptał w jego usta, głaszcząc policzek. To nie Logan go wykorzystywał. Było zupełnie odwrotnie. — A ja chcę właśnie ciebie — szorstki zarost drapał zewnętrzną część dłoni Laurenta, sprawiając mu tym przyjemność. — Jesteś niemożliwie przystojny. Nie mogłem się skupić na pracy, bo ciągle paradowałeś po podwórku tak piekielnie seksowny. Przychodziłem co wieczór do kuchni, licząc na to, że cię spotkam. Najlepiej bez koszulki. Pisałem do ciebie wiadomości i zwaliłem sobie, myśląc o tym, jak bierzesz mnie na jednym z tych blatów — obejrzał się na sekundę do tyłu i jednocześnie przesunął dłoń na jego tors. Opuszkami palców naparł na jego mięśnie, zawędrował w bok i zatoczył kciukiem koło wokół sutka, nim lekko go ścisnął. Nie odrywał przy tym spojrzenia od twarzy Logana. — I za każdym razem byłem wtedy trzeźwy. Więc nie. To nie alkohol sprawia, że mogę jedynie myśleć o tym, jak bardzo chcę cię poczuć głęboko w sobie — przyznał, wciąż pocierając sutek. Logan mógł odczuwać ten dotyk coraz intensywniej. — Więc nie pierdol, kowboju — dłoń zsunęła się jeszcze w dół, zahaczając palce o kaloryfer na jego brzuchu, tym razem jednak zatrzymała się na linii spodni, jakby naprawdę dawał Loganowi wybór. Jednocześnie jednak przechylił się w przód i ucałował kącik jego ust. — I zrób to, na co oboje najwyraźniej mamy ochotę — uśmiechnął się leniwie, składając kolejnego całusa w dokładnie tym samym miejscu.
Pragnął poczuć żar, który płonął w jego oczach. Siłę, drzemiącą w gorącym ciele. Oddać się w te szorstkie, ale czułe dłonie.
— Odpuść sobie. Chcę tego. Chcę ciebie.