Strona 6 z 7

Now they're going to bed And my stomach is sick

: wt sie 11, 2026 11:33 am
autor: April Finch
Jej przyjaciółka rozlewała się po kanapie coraz swobodniej. Podobna rzecz działa się z jej myślami. Nie była pewna, czy powinna dalej próbować za nimi nadążać i co tak naprawdę z nich wynika. Sprawiała wrażenie pogubionej w samej sobie i może Finch nie powinna wpychać ją w ten labirynt myśli jeszcze głębiej, zadając dodatkowe pytania? To pewnie byłoby uprzejme. Ale trudno było jej się powstrzymać. Chciała dobrze ją zrozumieć i chciała, by przyjaciółka czuła, że może jej powiedzieć wszystko i zawsze. Nawet jeżeli miała do powiedzenia same jakieś dureństwa. Finch przecież zawsze jej wysłucha. Przekrzywiła nieznacznie głowę, próbując wyobrazić sobie perfekcyjną kandydatkę. Nie miała pojęcia, że Teddy mówi o sobie samej, bo niby skąd miała to wiedzieć? Przyjaciółka nigdy nie powiedziała, że chciałaby przenieść ich relację na inny poziom, a przecież nie będzie takich rzeczy zgadywać na ślepo. Same jakieś ujarane sugestie to za mało, by we właściwy sposób do niej dotrzeć.
— Zdecydowanie jesteś super. Jesteś też ładna, zaradna, zabawna i niegłupia — zapewniła, uśmiechając się łagodnie. Nie próbowała jej wmawiać jakichś bzdur, żeby ją uspokoić. Naprawdę tak uważała. Nie miała też wątpliwości, że Teddy była doskonałą kandydatką na partnerkę, tylko po prostu... nie dla niej. Z jakiegoś powodu przecież nadal były przyjaciółkami. Tak pewnie miało być. Powinny być swoimi świadkowymi na ślubach, a nie brać go ze sobą. Los splótł ich życia w takiej, a nie innej formie i tyle. Czy miał rację? April bardzo nie chciała teraz się nad tym zastanawiać.
Zaśmiała się krótko, gdy przyszła strażaczka zrzuciła na nią całą winę. Mogła się tego spodziewać! Bardzo często przecież z własnej woli brała winy całego świata na własne barki, ale po tym często dochodziła też do wniosku, że nieco dramatyzowała i to była kwestia jej zestresowanego mózgu. Wyglądało na to, że od początku jednak wiedziała, co jest pięć. Wszystkie te nieudane związki to była jej wina i właściwie to miała jakiś marny i dziwaczny gust. Takie informacje wypływały z treści, które wypluwała z siebie teraz Teddy. Finch zrobiłoby się pewnie trochę przykro, gdyby przyjaciółka tak skutecznie nie próbowała jej rozpraszać kolejnymi pocałunkami.
Serce przyspieszyło do niezdrowego tempa, gdy Teddy zsunęła z niej koszulkę i zaczęła walczyć ze stanikiem. Sytuacja eskalowała coraz szybciej i żadna z nich już nad tym nie panowała. Przylgnęła jeszcze bliżej przyszłej strażaczki, chcąc, by ich ciała wreszcie zlały się w jedno. Nie, to było durne. W ten sposób jej przecież nie rozbierze. Oderwała się tylko po to, by móc zsunąć z Teddy koszulkę. Wgryzła się w skórę przy odsłoniętym obojczyku, a jej dłoń przemknęła po udzie dziewczyny, zmierzając prosto w stronę pasa spodenek. Wsunęła palce za materiał, jakby chciała zsunąć go z Darling, zapominając, że najpierw wypadałoby je rozpiąć, bo tak byłoby łatwiej. To wszystko wina narkotyków! April zapominała o całej masie rzeczy. Nie pamiętała, jak skutecznie rozbiera się kobietę, nie pamiętała, czemu powinny już dawno przestać i nie pamiętała, kto konkretnie czekał na nią na zewnątrz i teraz pewnie uporczywie jej szukał.

teddy darling

Now they're going to bed And my stomach is sick

: wt sie 11, 2026 12:07 pm
autor: teddy darling
Przemawiało przez nią THC i April w ogóle nie powinna jej słuchać. Trzeźwa Teddy, nawet jeśli czasami zastanawiała się nad ich relacją, nie odważyłaby się na żadne tego typu wyznania. Całe szczęście, że Finch nie podłapała, że Darling mówiła o sobie, bo przynajmniej nie zrobiło się niezręcznie. Chociaż trudno stwierdzić, czy w takim stanie przejęłaby się czymkolwiek. Potrafiła wydusić z siebie - na okrętkę, ale jednak - pragnienia, które zalegały gdzieś z tyłu jej głowy, więc chyba jakiekolwiek uwagi przyjaciółki spłynęłyby po niej jak po kaczce. No i miały o wiele przyjemniejsze rzeczy do robienia niż pierdolenie. To znaczy, dokładnie miały do zrobienia pierdolenie, to po co to gadanie?
Uśmiechnęła, przyjmując do wiadomości komplement. Nie zastanawiała się nad tym, czy April tak ją tylko czaruje i przytakuje z grzeczności, czy naprawdę tak uważa. Mózg Teddy wyszedł z przyczepy i poszedł sobie gdzie indziej, a jej ciało dalej pozostawało w środku, spragnione pocałunków i pieszczot. W ten sposób przynajmniej nie sprawią sobie przykrości, a przecież wystarczyło powiedzieć coś, co druga strona zrozumiałaby inaczej i nieszczęście gotowe.
Westchnęła cicho, czując jej zęby na swoim obojczyku, a potem drugi raz, kiedy ręka April przemknęła po jej brzuchu i wsunęła się za pas spodenek. Teddy złapała ją za nadgarstek, ale wcale jej nie odepchnęła. Objęła ją w pasie i przekręciła tak, że teraz to ona znalazła się na górze. Zsunęła niżej ramiączko stanika, choć jeszcze nie wyswobodziła jej piersi spod materiału. Zamiast tego, podpierając się rękami po obu stronach materaca, zaczęła schodzić pocałunkami coraz niżej - od szyi, przez mostek, aż po brzuch, na którym zostawiła kilka wilgotnych śladów.
Tym razem to ona postanowiła wsunąć rękę w jej spodenki. Najpierw pamiętała o guziku, a potem przesunęła palcami po bieliźnie i uniosła głowę, spoglądając na przyjaciółkę. Chciała upewnić się, że April nie ma nic przeciwko, ale w jej oczach nie dostrzegła ani zawahania, ani sprzeciwu. Najwyraźniej obie przyszły tutaj w konkretnym celu. A że trochę poniosło je z tymi pocałunkami, to już zupełnie inna kwestia. Trudno było na razie żałować czegoś, czego jeszcze nie zrobiły.
— Ty też jesteś całkiem fajna i ładna — rzuciła z uśmiechem, dopiero teraz odpowiadając na wcześniejszą pochwałę. No co? Trochę zaginała jej się czasoprzestrzeń. Ale tylko odrobinę!
Śmielej przesunęła palcami po materiale jej bielizny, a wyczuwalna pod nim wilgoć sprawiła, że Teddy nie zdołała powstrzymać uśmiechu. Zaraz jednak drgnęła i wyprostowała się gwałtownie, bo ktoś nacisnął na klamkę i z hukiem otworzył drzwi przyczepy. Darling spojrzała przez ramię, ale w ciemności trudno było jej rozpoznać stojącą w progu sylwetkę. Jakoś nie pomyślały, kiedy wchodziły do środka, żeby przekręcić zamek. Ale czy one w ogóle myślały logicznie, podejmując decyzję o ucieczce spod altanki i ukryciu się w przyczepie? No chyba nie.

April Finch

Now they're going to bed And my stomach is sick

: śr sie 12, 2026 11:18 am
autor: April Finch
Wszystko gnało przed siebie w zawrotnym tempie. Jeszcze sekundę temu siedziały wspólnie na działce i rozmawiały o ślubach, a teraz nagle obściskiwały się w ciemnej przyczepie. Co wydarzyło się pomiędzy? Trudno stwierdzić. Pewnie coś, do czego nigdy nie powinno dojść, a jednak wszystko wskazywało na to, że to one będą dzisiaj dochodzić. Przy ich ostatnim spotkaniu to April usilnie dążyła do takiego obrotu spraw. Wszystko skończyło się zdecydowanie zbyt szybko, bo do głosu został dopuszczony zdrowy rozsądek. Cholera wie po co. Mogły mieć to z głowy już od pewnego czasu, a teraz tylko cieszyć się swoją obecnością bez zbędnego zastanawiania się, czy to aby na pewno jest dobra decyzja i czy właśnie nie demolują z hukiem od lat budowanej przyjaźni. Ale czy to w ogóle nie brzmiało bez sensu? Niby dlaczego coś tak przyjemnego miałoby cokolwiek między nimi zepsuć? To powinno tylko umocnić ich relację. Wznieść ją na całkowicie nowy poziom. Pokazać, ile są dla siebie warte i otworzyć im drzwi, o których wcześniej nawet się nie śniło. I w ogóle! Czemu więc Finch z tyłu głowy cały czas miała jakiś cichy głosik, który starał się sugerować, że tym razem również należy zwolnić? Ignorowała go bardzo uparcie, mając nadzieję, że w końcu po prostu mu sie znudzi.
Mogła się spodziewać, że przyjaciółka szybko będzie chciała przejąć inicjatywę. April nie było dziś dane zbyt długo być tą decyzyjną. Powinna się o to pokłócić? Niekoniecznie. Siedząca na niej przyszła strażaczka wyglądała niesamowicie dobrze. Żałowała, że nie włączyły po drodze światła, by móc oglądać ją teraz w pełnej krasie. Musiała zadowolić się tym, co oferował półmrok. Na całe szczęście wyobraźnia nadrabiała wszelkie braki. Teddy bardzo się starała, żeby April nie była w stanie myśleć o niczym innym niż sytuacja, w której się znalazły. Każdy z pocałunków był jak nowy zastrzyk przyjemności. Chciała czuć je absolutnie na całym ciele i to najlepiej wszędzie na raz. Darling powinna się dla niej rozdwoić albo roztroić, by jakkolwiek zaspokoić palące pragnienie.
Nie protestowała, gdy dziewczyna uporała się z zapięciem jej spodenek. Musiałaby do reszty zwariować, żeby teraz się wycofać. Serce waliło jej ze zniecierpliwienia jak oszalałe. Było jej tak cholernie przyjemnie. Wreszcie czuła, że jest dokładnie w tym miejscu, w którym powinna być. Jęknęła, gdy tylko palce przyjaciółki zahaczyły o materiał bielizny, co było pewnie wystarczającym potwierdzeniem, że chce brnąć w to dalej. Od podniecenia aż huczało jej w głowie. THC skutecznie sprawiło, że każdy dotyk odbierała dużo intensywniej. A może to nie marihuana, tylko po prostu Teddy? Lubiła seks po blantach, ale czy zazwyczaj jest nim aż tak zaaferowana? Nie no, nie było szans, by teraz była w stanie myśleć o kimkolwiek poza przyjaciółką. Zaśmiała się krótko na dźwięk subtelnego komplementu. Ta to wiedziała, jak wpłynąć na serce kobiety! Mogła jej takie głupoty mówić w nieskończoność, byle nie przerywała.
Problem w tym, że przerwała. April w ogóle nie zarejestrowała dźwięku otwieranych drzwi i nie miała pojęcia, czemu przyjaciółka skupiła się na czymś, co nie było jej ciałem. Wszystko szybko się rozjaśniło. Dosłownie. Ktoś zaświecił światło w przyczepie, a ten atak jasności na moment otumanił już otumanioną Finch. Zamrugała niepewnie, próbując ogarnąć umysłem, co tu się wyprawia.
— Kurwa, wiedziałam. I tobie to się niby wydaje sprawiedliwe? — krzyknęła, wpatrując się w nie z wściekłością. April podparła się na łokciach i spojrzała z totalnym niezrozumieniem na awanturniczkę. Dopiero, gdy dostrzegła rudą, dotarło do niej, co się wydarzyło.
— Marigold... — odpowiedziała elokwentnie. Nie wiedziała, co więcej mogłaby dodać. Rozejrzała się wokół i sięgnęła po swoją koszulkę, którą szybko przeciągnęła przez głowę. Prowadzenie takich rozmów bez ubrań nie bylo zbyt wygodne.
— Tyle masz mi do powiedzenia, serio? Może jednak spróbujesz jeszcze raz? — Zrobiła kilka kroków w ich stronę. Sprawiała wrażenie naprawdę wściekłej, a co gorsza, naprawdę zranionej. April nie chciała jej skrzywdzić. To, że nie widziała dla nich przyszłości nie oznaczało przecież, że zależało jej na cierpieniu rudej. Nie zasłużyła sobie na takie traktowanie.
— A ty z kolei może po prostu stąd, kurwa, wyjdziesz? — warknęła w stronę Teddy, rzucając jej tylko krótkie spojrzenie. To nie z nią chciała się przecież teraz kłócić.

teddy darling

Now they're going to bed And my stomach is sick

: śr sie 12, 2026 11:52 am
autor: teddy darling
O ile zazwyczaj zastanawiała się w nieskończoność, co powinna zrobić, kiedy dochodziło między nimi do tego kulminacyjnego momentu, w którym ostatecznie któraś robiła w tył zwrot, teraz w ogóle o tym nie myślała, a już na pewno nie zamierzała się wycofywać. Zaszły w tym szaleństwie zdecydowanie za daleko. Teddy czuła ucisk w podbrzuszu, który domagał się jak najszybszego uwolnienia. Najpierw chciała jednak sprawić przyjemność przyjaciółce. Nie wiedziały, ile mają czasu, zanim ktoś zacznie ich szukać, a warunki były takie, jakie były. Może powinny po prostu wrócić do miasta i przenocować u Darling? Tylko jak wrócić i czym? Nie, to głupie. Jeszcze po drodze emocje i podniecenie opadną, a one znowu zmienią zdanie. Tutaj trzeba było kuć żelazo, póki gorące. Nad konsekwencjami zastanowi się jutrzejsza Teddy. Dzisiejsza Teddy była upalona, napalona i... i wszystko to zniknęło jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Jasne światło jarzeniówki rozświetliło przyczepę, a do środka weszła - oczywiście - Marigold. Darling zmrużyła oczy i zrobiła sobie daszek z dłoni, którą przystawiła do czoła, żeby lepiej ją widzieć. Od razu tego pożałowała, bo dziewczyna wyglądała na wściekłą. Teddy pospiesznie zlazła z Finch, w popłochu szukając swojej koszulki. Dostrzegła ją gdzieś przy łóżku, ale nie zdążyła wcisnąć jej przez głowę, bo rudowłosa zrobiła kilka kroków w ich stronę. To sprawiło, że przyszła strażaczka momentalnie wytrzeźwiała.
— Do niczego nie doszło — zapewniła od razu i odsunęła się w bok, jakby to miało pomóc jej uniknąć spojrzenia Marigold. — Naprawdę. My tylko...
— Dobrze widzę, co wy tylko — fuknęła dziewczyna. — Nie róbcie ze mnie idiotki — wymierzyła palcem najpierw w Darling, a potem w Finch. — Jak mogłaś? Po tym wszystkim, co mi mówiłaś i obiecywałaś — w jej głosie dało się wyczuć żal i pretensje.
Teddy spojrzała niepewnie na przyjaciółkę. Nie miała pojęcia, co takiego jej naobiecywało, ale no... trochę głupio wyszło. Zamiast jednak po prostu się stąd ewakuować, stała w tym samym miejscu, jak jakaś skończona kretynka, dalej zaciskając palce na materiale swojej koszulki.
— Może po prostu usiądźmy i porozmawiajmy na spokojnie? — zaproponowała nieśmiało, ale to podziałało na Marigold jak płachta na byka. Zaczęła rozglądać się po przyczepie w poszukiwaniu czegoś, na czym mogłaby się wyżyć. I w końcu się udało, bo w jej ręce znalazł się kubek, którym cisnęła o podłogę. Ceramika rozleciała się na kilka mniejszych kawałków.
Darling wzdrygnęła się i znów zerknęła na April. Trochę je poniosło, ale na pewno nie było to nic, czego nie dałoby się naprawić. To chyba nie był jednak dobry moment i powinny odłożyć te wyjaśnienia do chwili, aż wszystkie naprawdę wytrzeźwieją. Bo nie dało się nie zauważyć, że rudowłosa też była trochę porobiona. Pewnie nieźle dała w palnik, kiedy one we dwie zamknęły się w przyczepie. A raczej nie zamknęły, bo gdyby przekręciły zamek w drzwiach, nie doszłoby do takiej sytuacji i zdążyłyby się ubrać, zanim Marigold zaczęłaby się do nich dobijać. Cholera, Teddy nie powinna myśleć w taki sposób. Postąpiły chujowo i nie było na to dobrego wytłumaczenia. Finch spotykała się z Marigold i Darling o tym wiedziała. Nawet jeśli przyjaciółka do niej lgnęła, to ona powinna wiedzieć, kiedy ją przystopować. A ona kompletnie nic z tym nie zrobiła i jeszcze jedyna myśl, jaka jej towarzyszyła, to dobranie jej się do majtek.

April Finch

Now they're going to bed And my stomach is sick

: czw sie 13, 2026 11:55 am
autor: April Finch
Klimat został zdezelowany równie szybko, jak powstał. Nie ogarnęła, kiedy dotarły do przyczepy i w którym momencie znalazły się razem na łóżku, a nagle wszystko poszło w zapomnienie. Nie zachowała się uczciwie, zdawała sobie z tego sprawę. Kompletnie nie myślała i miała teraz za swoje. Nie dostała ani Teddy, nie dostanie też Marigold, bo przecież cierpliwość tej dziewczyny nie mogła być nieskończona. Chciała upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, a wyszło na to, że oba dania spaliła. Było jej z tym tak strasznie wstyd. Przecież to nie było w jej stylu. Nie robiła ludziom takich rzeczy. A przynajmniej nie zrobiła tak nikomu do tej pory. Zakładała, że jest trochę lepszym człowiekiem, ale wszystko wskazywało na to, że bardzo się pomyliła. Właściwie to obie miały prawo być na nią wściekłe. Zignorowała uczucia oraz granice postawione przez Marigold i prawie wykorzystała Teddy, która też przecież zasłużyła na o wiele więcej.
Zsunęła się z łóżka, próbując doprowadzić się do porządku. Na oślep próbowała zapiąć stanik na plecach, ale szło jej to wyjątkowo opornie, wiec po prostu zsunęła go pod koszulką i cisnęła nim gdzieś na bok. Ten wybór wydał jej się natychmiast jeszcze bardziej niezręczny niż próba poradzenia sobie z pozostawieniem go na ciele. Zapięła też spodenki i przeczesała włosy, próbując w tym wszystkim odnaleźć też resztki własnego rozumu, ale to akurat było wyjątkowo skomplikowane. Zrobiła krok w stronę rudej, choć nie była pewna, po co to robi. Nie będą się przecież teraz nagle przytulać. To byłoby już kompletnie nie na miejscu. Przyglądała jej się ze smutkiem, wiedząc, że dziewczyna ma rację.
— Wiem, przepraszam. Nie chciałam, żeby to tak wyszło i... — zawiesiła głos, nie wiedząc, co ma więcej dodać. Zdecydowanie nie chciała, by Mrigold weszła do przyczepy w takim momencie i zepsuła moment. Ale czy nie chciała znaleźć się w sytuacji sam na sam z Teddy? Nie, to nie byłoby prawdą. Okłamywanie jej w tym momencie byłoby po prostu szczytem kretynizmu. Drgnęła nerwowo, gdy dziewczyna roztrzaskała kubek o podłogę. Cóż, lepiej naczynie niż ich mordy.
— Marigold... pogadajmy — zaproponowała, znowu podchodząc bliżej. Nie rozumiała kompletnie, po co Teddy próbowała pakować się w tę sytuację razem z nią. To zdecydowanie nie była jej odpowiedzialność, a ruda wyraźnie nie miała ochoty prowadzić jakiegokolwiek dialogu w jej towarzystwie. Finch też nie miała żadnych wątpliwości, że to durny pomysł. Co niby przyszła strażaczka miała tu dodać? Wobec której z nich się tłumaczyć? Próbowała w jakiś dziwaczny sposób ocalić tę sytuację, a chyba tylko czyniła ją jeszcze bardziej zagmatwaną. April zrobiła ostatni krok w stronę swojej partnerki, zanim ta ją od siebie gwałtownie odepchnęła. Westchnęła krótko, niezrażona tą nagłą agresją. Pokonała tę odległość raz jeszcze i złapała ją za nadgarstki, zanim ruda zdążyła pchnąć ją ponownie.
— Przestań. Możemy pogadać, jak ochłoniemy, jeżeli tak wolisz — zasugerowała siląc się na spokój. Marigold wpatrywała się w nią bez słowa. Była nie tylko wściekła, ale też naprawdę smutna. Uwierzyła, że czeka ją z April całkowicie inna przyszłość, bo Finch dała jej fałszywą nadzieję.
— A co masz mi niby do powiedzenia? Wycofasz się z tej sytuacji? — Skinęła głową w stronę Teddy. — No to słucham. Powiedz, że to w żaden sposób na nas nie wpływa albo że tylko ci się pojebało od tego jarania i myślałaś, że to ja. — Warknęła i szarpnęła się nerwowo. April puściła jej ręce, ale się nie odezwała. Przyglądała się w ciszy, nie chcąc jej po raz kolejny okłamywać. Marigold pokiwała głową ze zrozumieniem, a oczy zaszły jej łzami. Sytuacja była bardziej niż jasna. Nie miały sobie niczego wartościowego do powiedzenia, a ruda po prostu chciała się od tego uwolnić, przez co odwróciła się na pięcie i skierowała z powrotem do wyjścia.

teddy darling

Now they're going to bed And my stomach is sick

: czw sie 13, 2026 12:40 pm
autor: teddy darling
Pod żadnym względem nie czuła się wykorzystana. Mogłoby się wydawać, że nie miała również nic do stracenia, ale to nieprawda. Jej przyjaźń z April znalazła się na szali naprzeciwko relacji z Marigold. Nie miała pojęcia, czy zdoła ją przeważyć, chociaż powinna być pewna swojej pozycji. Teraz jednak nie była już niczego pewna. Trochę je poniosło. Jak zwykle w takich momentach, kiedy obie za dużo wypiły. Albo - jak w tym przypadku - wypaliły. Teddy nie mogła wiecznie zganiać wszystkiego na używki, bo to było zwyczajnie nie fair. Gdyby nie chciała, nigdy nie dopuściłaby do podobnego zdarzenia. A mimo to brnęła w to za każdym razem, chociaż do niczego to nie prowadziło. Najwyraźniej wszystko dookoła próbowało dać im do zrozumienia, że postępują źle. W końcu się doigrały i miały nauczkę.
Ze zdezorientowaniem spojrzała na stanik Finch, który wylądował na podłodze. Co ona, do reszty zdurniała? Chciała się tu rozbierać? A nie, jednak nie, bo reszta ubrań pozostała na swoim miejscu. Niestety. To znaczy - bardzo dobrze. To byłoby niezręczne próbować łagodzić sytuację na golasa. Chyba że miały się godzić, to wtedy Teddy faktycznie powinna po prostu wyjść.
Ale próba załagodzenia czegokolwiek wcale nie przyniosła zamierzonych skutków. Marigold wciąż ociekała złością, a jej twarz była już prawie takiego samego koloru co włosy. Roztrzaskany kubek to mały pikuś, ale sposób, w jaki dziewczyna odepchnęła April, bardzo się Darling nie spodobał. Wypuściła powietrze przez nos, obserwując tę scenę z rosnącym niepokojem. Najrozsądniej byłoby opuścić przyczepę i dać im po prostu pogadać, ale po tym, co zobaczyła, jakoś niespecjalnie chciało jej się stąd wychodzić. Skąd miała wiedzieć, że ruda czegoś nie odpierdoli i czy nie miała jakichś skłonności do agresji? A co, jeśli po zamknięciu drzwi nagle rzuci się na Finch z łapami? Człowiek pod wpływem emocji robi strasznie dziwne rzeczy.
Chciała coś powiedzieć. Coś, co miałoby jakiś większy sens. Ale po tym, co Marigold miała do powiedzenia, wszystko wyklarowało się samo. Kiedy rudowłosa wskazała na nią ruchem głowy, otworzyła usta, chcąc jakoś z tego wybrnąć, ale zastygła z miną skretyniałego karpia.
— To może ja jednak... — nie dane było jej do kończyć, bo dziewczyna odwróciła się na pięcie i wyszła z przyczepy, trzaskając drzwiami tak mocno, że Teddy aż zabrzęczało w uszach.
Stała w bezruchu, tempo wpatrując się w miejsce, w którym jeszcze chwilę temu stała Marigold aż w końcu niepewnie przeniosła wzrok na przyjaciółkę. Jej też nie wiedziała, co powiedzieć, ale przecież coś powinna. Przestąpiła nerwowo z nogi na nogę, ukrywając dłonie w kieszeniach spodenek.
— April, posuchaj... — zaczęła, ale gardło miała tak ściśnięte, że wyszedł jej z tego tylko jakiś żałosny skrzek. — Przepraszam. To nie powinno się wydarzyć. Strasznie się ujarałam i nie myślałam logicznie. Niepotrzebnie cię tutaj zaciągnęłam. Marigold się wściekła, a ty masz przeze mnie same nieprzyjemności. Boże, jaka ja jestem głupia — przycisnęła sobie ręce do twarzy, którą przetarła kilkakrotnie z nadzieją, że to pomoże jej wziąć się w garść. Nie pomogło. — Musisz za nią iść. Musisz jej powiedzieć, że to był błąd i w ogóle najlepiej zrzuć wszystko na mnie — spojrzała na przyjaciółkę. Była zdeterminowana, żeby wziąć całą winę na siebie, byle tylko nie być powodem, dla którego rozleciał się ich związek. Chociaż była dokładnie tym powodem. — To na pewno da się jakoś wyjaśnić i naprawić. Musisz jej wytłumaczyć, że my tylko się przyjaźnimy i nic więcej nas nie łączy — te słowa wyleciały z niej z zadziwiającym trudem, ale Darling tłumaczyła to sobie napiętą atmosferą i bezradnością.

April Finch

Now they're going to bed And my stomach is sick

: pt sie 14, 2026 1:16 pm
autor: April Finch
Nie widziała większych szans, by uspokoić tę sytuację albo po prostu wrócić do normy. Zjebała na każdej możliwej linii i musiała się po prostu z tym pogodzić. Należało wziąć swoje winy na klatę i jakoś żyć dalej, starając się nie dopuścić więcej do tego typu sytuacji. To było jedyne uczciwe rozwiązanie. Wiedziała, że brnięcie dalej w relację z Marigold i próba ponownego posklejania jej, byłaby wyjątkowo okropna. Ewidentnie nie potrzebowała jej w swoim życiu. Nie chciała jej zwodzić i oszukiwać, bo ruda sobie przecież na to nie zasługiwała. Chciała dobrze. Po prostu trafiła pechowo. Zakochała się w dziewczynie, która na ten moment była do tego kompletnie nieprzystosowana i nie mogła dać jej tego, na co Marigold liczyła. April chciała wymyślić coś, dzięki czemu będą w stanie się pogodzić. Marigold to cudowna osoba i naprawdę nie chciałaby tracić jej ze swojego życia z własnej głupoty. Namawianie jej do przyjaźni, gdy ewidentnie pragnęła czegoś innego, też nie było sprawiedliwe. Tym razem decyzja powinna należeć wyłącznie do rudej. Jeżeli będzie chciała utrzymywać jakikolwiek kontakt z Finch, gdy już ochłonie, to świetnie. A jeżeli nie, to April nie powinna w tę decyzję w żaden sposób ingerować. Żałowała strasznie, że nie jest w stanie uspokoić sytuacji w żaden sposób natychmiast. Przydałaby się jakaś magiczna różdżka, która łagodzi obyczaje i skleja złamane serc, ale nie miała takiej pod ręką. Logicznie zdawała sobie sprawę, że takie rzeczy wymagały czasu, ale po prostu było jej trudno to zaakceptować. Nerwy brały górę nad zdrowym rozsądkiem.
Westchnęła, gdy ruda wyszła z przyczepy. Pójście za nią też byłoby durne. Co mogła zrobić więcej poza przeproszeniem jej? Zdecydowanie nic. A po jaką cholerę jej teraz jeszcze jedne przeprosiny? Chciała dać jej przestrzeń na poradzenie sobie z tymi emocjami, a nie szukać metody na to, by ukoić własny stres. Nie było łatwo to zaakceptować, ale Finch musiała pogodzić się z myślą, że nie była najważniejsza w tej sytuacji.
— Przestań mnie przepraszać, przecież nie masz za co. Jestem dorosłą i w pełni świadomą swoich czynów osobą, do niczego mnie przecież nie zmusiłaś. Nie będę niczego na ciebie zrzucać, przecież to jakiś absurd. I nie będę też za nią teraz iść, to bez sensu — odpowiedziała spokojnie. Nie będzie się przecież na Teddy wydzierać, bo naprawdę nie uważała, żeby zrobiła cokolwiek złego. Sama nawarzyła sobie tego piwa i musi je wypić. Było jej przykro, że zafundowała dodatkowy stres również najlepszej przyjaciółce, ale zdawała sobie sprawę, że nie da rady go tak po prostu z niej wyjąć. Najzwyczajniej w świecie wolałaby, żeby nikt przez nią nie musiał się denerwować. Usiadła na brzegu łóżka, próbując pozbierać te wszystkie myśli, ale nie było jej łatwo. Wciąż miała całą masę wątpliwości, wciąż jej mózg działał wolniej przez wypalone blanty, wciąż nie rozumiała, w jakiej jest teraz sytuacji.
— Teddy, przestań. To wszystko między mną a nią i tak nie miało szansy wypalić. Przykro mi, że czujesz się winna. Naprawdę nie powinnaś, ja tak na to nie patrzę — dodała łagodnie, podnosząc wzrok na przyjaciółkę. Nie próbowała jej teraz oszukiwać albo tuszować jakichś emocji. Nie umiałaby jej przecież tak po prostu okłamać.

teddy darling

Now they're going to bed And my stomach is sick

: pt sie 14, 2026 1:45 pm
autor: teddy darling
Wyrzuty sumienia przyszły nagle. Teddy poczuła się tak, jakby dostała obuchem w twarz. Co ona narobiła? Wiedziała przecież, że April spotyka się z Marigold, a jednak niespecjalnie się tym przejmowała. Słyszała tłumaczenia przyjaciółki, ale wszystko docierało do niej jak spod tafli wody. Faktycznie to głupota, żeby biegła teraz za Marigold i próbowała jej wyjaśnić zaistniałą sytuację. Bo co właściwie miała jej powiedzieć? Zrzucić winę na trawkę i alkohol? Ile razy można się tym zasłaniać. Teddy sama tworzyła sobie pancerz z tych wymówek. To nie ona chciała przelecieć Finch, tylko wypalone blanty. To nie ona chciała ją całować, tylko wódka i krążące w żyłach procenty. Jak długo jeszcze będzie tak sobie wmawiać? Bardzo długo.
Spojrzała na nią z ukosa, kiedy opadła na łóżko. Nic, co mogła jej teraz powiedzieć, nie poprawi jej nastroju. Mogła po porostu być obok. Albo może lepiej sobie pójść? Nie potrafiła określić, czy April potrzebowała teraz towarzystwa, zwłaszcza tego jej. Nerwowo przestąpiła z nogi na nogę i zaczęła stawiać szybkie kroki po wnętrzu przyczepy. Zataczała małe kółka, kręcąc się w tę i z powrotem, aż w końcu przystanęła w miejscu i znów zerknęła na przyjaciółkę.
— Ale to jest moja wina — wypaliła w końcu. Przeczesała palcami włosy i westchnęła ciężko. — To ja cię tutaj zaciągnęłam, więc jak mam się czuć? — zapytała, skubiąc rękaw swojej koszulki. Było jej z tym fatalnie. Miała wrażenie, że wszystko zepsuła. Nigdy nie planowała wpychać się między wódkę a zakąskę. — Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, April. Powinnam cieszyć się twoim szczęściem i kibicować relacjom, które próbujesz stworzyć, a nie robić... takie rzeczy — w tym miejscu wykonała zamaszysty gest ręką, jakby chciała pokazać, czy te rzeczy były. Przyjaciółki nie obściskują się po kątkach, a już na pewno nie wtedy, kiedy jedna z nich z kimś się spotykała.
Znów przeszła kilka kroków, żeby ostatecznie usiąść na łóżko obok Finch. Zacisnęła usta w wąską linię, wpatrując się we własne dłonie. Po dłuższej chwili milczenia obróciła głową i wlepiła w nią spojrzenie niebieskich tęczówek.
— To może ja spróbuję z nią pogadać? Wyjaśnię, że między nami nic nie ma, że łączy nas tylko przyjaźń i że to więcej się nie powtórzy? Powiem jej, że to był mój pomysł i że ja namówiłam cię do tego, żeby zamknąć się w przyczepie — powiedziała, nie odbiegając nawet za bardzo od prawdy. Kiedy April poprosiła, żeby zabrać ją w ustronne miejsce, mogła po prostu odmówić, stwierdzając, że jest niepoważna i że ma tutaj obok swoją dziewczynę. Czy kogoś tam, kimkolwiek była dla niej Marigold. A jednak tego nie zrobiła i to było nie w porządku wobec rudowłosej, jak i wobec samej Finch. Zawsze starała się być jej głosem rozsądku i co z tego wynikło? Nic dobrego. Nawaliła po całej linii. To było strasznie głupie i w dodatku na pewno odbije się na ich przyjaźni. Wszystko nie tak. Darling poczuła, jak w jednym momencie robi jej się potwornie smutno. Powinna być lepszą przyjaciółką, która nie wpycha April języka do gardła i trzyma ręce przy sobie. A i tak najgorsze był fakt, że nie miała pojęcia, dlaczego tak się zachowuje. Okropnie się w tym wszystkim pogubiła.

April Finch

Now they're going to bed And my stomach is sick

: sob sie 15, 2026 10:59 am
autor: April Finch
Nie spodziewała się, że Teddy aż tak zestresuje się tą sytuacją. Powinna być rozsądniejsza i w ogóle ją w to nie wciągać. Nie dość, że zraniła swoją partnerkę, to jeszcze namieszała w głowie przyjaciółce. Nie chciała zrobić żadnej z tych rzeczy, a odwaliła obie po prostu perfekcyjnie. No brawo, April. Popisałaś się. Jak zwykle zresztą. Nie rozumiała, czemu przyszła strażaczka tak usilnie stara się wziąć winę na samą siebie. To przecież naprawdę nie było konieczne. Wbrew pozorom Finch była dorosła i nie trzeba było jej chronić przed całym światem. Musiała wreszcie nauczyć się radzenia sobie z konsekwencjami własnych decyzji. Świat nie był aż tak różowy, jakby sobie tego życzyła i nie dało się żyć bez oglądania się na innych. Znaczy jasne, dało się, ale ona nie chciała być kimś takim. Za bardzo jej zależało na swoich bliskich i nigdy nie aspirowała do bycia skończoną pizdą. Wolała widzieć się jako dobrą i ciepłą osobę, a żeby to nastąpiło, musiała wreszcie zacząć się tak zachowywać. Bycie wierną było pierwszym krokiem. Nie mogła ignorować zasad nałożonych na konkretną relację, przecież to okropne. Od początku przecież czuła, że nie do końca jej pasują. Wtedy powinna się z tego wycofać. Grzecznie przeprosić i dać znać, że nic z tego nie będzie. Nie byłoby to miłe, ale nie byłoby też tak smutne jak obecna sytuacja. Ona jednak załozyła, że jakoś to będzie i na pewno problem rozwiąże się sam. No i w sumie się rozwiązał.
— Teddy, może ja jestem głupia, ale nie na tyle, by mnie ubezwłasnowolnić. Nie zrobiłaś niczego wbrew mnie. Nie czułam też na żadnym etapie, żebyś życzyła moim relacjom źle... bo chyba nie życzyłaś, prawda? — Spojrzała na nią trochę niepewnie. Wcześniej nie zakładała na poważnie, że Darling mogłaby chcieć sabotować jakikolwiek jej związek. Zawsze mówiła wprost, gdy widziała w potencjalnej randce jakieś minusy, ale też nie narzucała Finch swojego zdania, wierząc, że umie podejmować decyzje samodzielnie. Czyżby to wszystko było fikcją i April była totalnie ślepa? Nie no, przecież to niemożliwe. Nie mogła aż tak nie dostrzegać tego, co miała na wyciągnięcie ręki... prawda? Teddy po prostu teraz zafiksowała się na tym problemie, bo miała tendencję do brania na siebie za dużo, a przy okazji była nietrzeźwa, co tylko napędzało tę psychozę.
— Teddy, przestań — powiedziała łagodnie, ale stanowczo, starając się przebić do muru, który przyjaciółka bardzo szybko zaczęła wokół siebie stawiać. Nakręcała się na rzeczy, które po prostu nie były prawdą, więc nie mogła jej na to pozwolić. Położyła dłoń na jej dłoni i uśmiechnęła się delikatnie.
— Nie musisz z nią rozmawiać. To nie była twoja wina. Właściwie to... dobrze się stało. Nie miałyśmy żadnej przyszłości. Przykro mi, że ją zraniłam, bo na to nie zasługiwała, ale nam obu dobrze zrobi fakt, że to koniec. Nie zamartwiaj się aż tak — wyjaśniła. Ujęła jej dłoń i uniosła ją, by móc złożyć na ciepłej skórze delikatny pocałunek. Chciała, by rytm myśli przyjaciółki wrócił do tego standardowego. Rzadko się przecież zdarzało, że to Teddy była tą w panice, a Finch odnajdywała spokój dość sprawnie.

teddy darling

Now they're going to bed And my stomach is sick

: sob sie 15, 2026 11:36 am
autor: teddy darling
Jakby nie patrzeć, ta sytuacja dotyczyła również jej. Była w niej obecna, brała udział i po części sama stała się prowodyrką całego zamieszania. Marigold miała prawo wściekać się na nie obie. Teddy sama byłaby wściekła, gdyby zobaczyła, jak dziewczyna, z którą się umawia, pozwala obściskiwać się swojej przyjaciółce. Wściekła na swój Darlingowy sposób, oczywiście. Wyszłaby stąd i pobiegła prosto do Toronto, pokonując pieszo czterdzieści kilometrów. I nawet by się za siebie nie obejrzała. Ale kto wie, może Marigold właśnie robiła swój własny maraton, chociaż na sportsmenkę nie wyglądała?
Teddy nie czuła jednak, żeby miała jakkolwiek namieszane w głowie. Przejmowała się, ale nie dlatego, że przejmowała się wszystkim i wszystkimi dookoła, tylko dlatego, że zdawała sobie sprawę, że postąpiła źle. Już po Calgary powinna była wyciągnąć wnioski, nie robić takich rzeczy i trzymać się z dala od April. I co? Pojechała do Gravenhurst i po powrocie ze szkoleń zrobiła dokładnie to samo. Powinny już z tego wyrosnąć, przecież nie miały po szesnaście lat. Jak długo jeszcze będą rzucać się na siebie przy pierwszej lepszej okazji? To nie było normalne i kiedyś naprawdę mogło negatywnie wpłynąć na ich przyjaźń.
— Nie — zaprzeczyła natychmiast, przenosząc na Finch smutne spojrzenie. — Ale dobrze chyba też nie za bardzo, skoro cię tutaj zaciągnęłam — dodała ciszej i spuściła wzrok na swoje dłonie. Miała świadomość, że April była w związku. Czy w czymkolwiek, co łączyło ją z Marigold. A jednak nie miała oporów, żeby wciskać jej rękę w spodenki. To nie było w porządku.
Powinna być tą mądrzejszą, jak to zwykle bywało. Ale bliskość przyjaciółki odbierała jej rozum. Pod wpływem jej pocałunków i dotyku Teddy głupiała do reszty. I tym razem nie mogła zwalić tego na THC ani wypity alkohol. W końcu musiała przejrzeć na oczy i powiedzieć to sobie wprost. Koniec zrzucaniem odpowiedzialności na używki. One tylko dodawały jej animuszu, ale bez nich też chciała ją całować.
Zapewnienie przyjaciółki wcale nie zadziałały uspokajająco. Właściwie to poczuła się jeszcze gorzej, mając świadomość, że stała się kropką nad "i" do zakończenia jej relacji z rudowłosą. Dowiedziała się w o tym w najgorszy możliwy sposób i naprawdę trudno będzie przemówić Darling, że nie było w tym jej winy.
— To dlaczego z nią byłaś? — zapytała, kompletnie nie pojmując, po co April tkwiła w relacji bez przyszłości. — Tylko dlatego przyszłaś tutaj ze mną? Bo i tak wiedziałaś, że nic z tego nie będzie, więc uznałaś, że nie masz nic do stracenia? — znów podniosła na nią oczy, ściągając nieznacznie brwi. Zaraz jeszcze się okaże, że Finch to w sumie po cichu liczyła na to, że Marigold zajrzy do przyczepy i przyłapie je na gorącym uczynku. Teddy po prostu ułatwiła wszystkim zadanie. — I naprawdę sądzisz, że ona nie uważa, że to moja wina? — parsknęła pod nosem. Już widziała, jak Marigold rozpowiada wszystkim, z jakich powodów rozpadła się jej relacja z Finch. Wszystko bez tę siksę Darling, która dążyła do tego, żeby rozpierdolić ich związek.

April Finch