one senator, last chance
: ndz wrz 13, 2026 1:25 pm
trigger warning
przekleństwaMiał je Galen Wyatt, który wpatrywał się w Pilar tymi niebieskimi ślepiami. Bo przecież Galen z tą swoją aparycją jak u jakiegoś księcia, miał swoje za uszami, a na pewno sporym problemem zawsze była dla niego wierność. On będąc zaręczonym z Cherry, pozwalała sobie na zdecydowanie za wiele w stosunku do Pilar. Podrywał ją, wymieniał z nią dwuznaczne wiadomości i w pewnym momencie był w niej chyba szczerze zakochany...
Szczery nie był na pewno Luna. A może znowu sprawdzał Pilar? To czy znała Alvareza, czy wychwytywała takie rzeczy? Była skupiona na misji? Na tym bankiecie? Na nim?
Zerknął w jej kierunku, kiedy się przedstawił. Uśmiechnął się delikatnie, jakby chciał jej dać do zrozumienia, że przecież jeszcze nie mieli okazji się nawet sobie przedstawić. Jakoś im to umknęło. A przecież w tych kręgach nazwisko to było słowo klucz, otwierało wiele drzwi, albo je zamykało, już na starcie.
Obserwował ją dokładnie, czy wychwycił tą zmianę w jej spojrzeniu? Ciężko było to stwierdzić, bo Luna też był świetnym aktorem. Madox na pewno by to docenił.
- Chciałbym w tym miejscu podziękować Margaret, która zawsze była przy mnie, była moim wsparciem, ale też moim ogniem, napędzała mnie do działania, nawet jeśli czasem ta misja wiele nas kosztowała... - Kane wyciągnął rękę do swojej żony zaciskając palce na jej dłoni, postawił ją obok siebie na podeście, splatając z nią palce, składając na jej jasnej skórze ciepły pocałunek. Senator Kane opierał swoją karierę na tym, że jego żona była jego partnerką, sama też wspierała różne charytatywne akcje. Nie była tylko jego ładnym dopełnieniem. Była kobietą, która też miała swoje zdanie.
Zupełnie jak Pilar, kiedy postanowiła ulotnić się z patio, zostawiając wcale nie Diego i Galena samych sobie. Wyatt jeszcze ruszył za nią, ułożył na ustach jej imię, ale zniknęła mu w tłumie.
Luna dopalił papierosa patrząc za nimi, a później ruszył przez ogród chowając ręce do kieszeni marynarki.
- Madox kurwa, rozmawialiśmy o tym ostatnio, jeśli nie będziesz myślał trzeźwo, to Luna cię załatwi... Musisz ją odesłać - Pati odezwała się w momencie, w którym Madox spojrzał w kierunku podestu, ale zaraz wbijał to ciemne spojrzenie w nią. I znowu chciał jej powiedzieć, że ma spierdalać, ale przecież gdzieś tam pod skórą wiedział, że ona ma rację. Bo on nigdy nie umiał przy Pilar myśleć trzeźwo. Brać wszystkiego na zimno. Może powinien w tym momencie pilnować Kane'a. A on co robił, szarpał się w przejściu ze swoją menadżerką, a jego myśli krążyły tylko wokół tego gdzie jest jego żona. Wbił ciemne spojrzenie w Pati.
- Wiem, już z nią o tym gadałem, zgodziła się. Ty to załatwisz - powiedział, a jednak znowu chciał się jej wyrwać, a ona chciała go zatrzymać. Zachwiała się, palce zaciskając na jego białej koszuli, a Madox nie złapał równowagi, podparł się ręką nad jej biodrem i teraz to wyglądało, jakby on przyciskał ją do ściany, patrząc w jej ciemne, duże oczy.
Pati jęknęła, a Madox wypuścił powietrze z płuc nosem, zagrało na jej policzkach, ruszyło delikatnie jej lokami. Noriega ufał Pati, miał ją blisko siebie, ale na pewno nie w taki sposób, jak to teraz wyglądało. A kiedy za plecami usłyszał to chrząknięcie, a Fernandez zareagowała tak, jakby się naprawdę do niej dobierał, to Madox odwrócił się od razu. Zanim jeszcze Pati odepchnęła się od ściany odpierdalając to swoje przedstawienie, w którym ledwo złapała w płuca powietrze, zacisnęła palce na rąbku sukienki podwijając ją i przygryzła te swoje pełne wargi, patrząc w kark Noriegi, tak jakby rzeczywiście coś tu było na rzeczy.
Ale kurwa nie było. Bo Madox już stał przy Pilar, a zaraz sięgnął wytatuowanymi palcami do jej przedramienia, żeby musnąć jej gorącą skórę opuszkami.
- Ja pierdolę, nic ci nie jest? - przyjrzał jej się ,w ogóle nie zwracając uwagi na Pati, która w końcu zebrała się ze ściany i sobie poszła. Jeszcze obejrzała się za nimi z końca korytarza. Madox znowu sięgnął ręką do przedramienia swojej żony, ale palce zjechały po nim, kiedy go wyminęła, od razu za nią poszedł - Pilar kurwa to był... - zaczął i już chciał jej powiedzieć, że to był Luna, ten facet, który z nią stał, ale wtedy ona zapytała go czy się czegoś dowiedział, i to jeszcze takim tonem. Uniósł jedną brew przystając w miejscu, krok od niej, kiedy rzuciła tym tekstem o perfumach Pati. Ona może sobie patrzeć z Galenem Wyattem głęboko w oczy, znikać kurwa z samym Luną, ale kiedy on przystanął na moment z Pati, to już znaczy, że zaciągał się zapachem jej perfum?
Aż wywrócił oczami, może nawet powiedziałby coś jeszcze, ale wtedy Pilar zadała kolejne pytanie, a Madox... doskoczył do niej, tak, że tym razem ją dociskał do parapetu, z własnej nie wymuszonej woli.
- Pati? - zapytał trochę głupio, a jego ciemne spojrzenie odnalazło jej piękne, czekoladowe oczy - tak, sama mi to zaproponowała, że dzisiaj się tu wkręci, żeby w razie czego mi pomóc - na razie jej to nie wyszło, na razie tylko sprawiła, że jego żona patrzyła na niego, jakby nagle przestali działać w jednej drużynie - ale chuj z nią - oparł rękę koło jej biodra o parapet, a drugą sięgnął do jej ramienia, przesunął po nim palcami - ten facet, który z tobą stał, to był Luna, chciałem do ciebie iść, ale senator powiedział, że ma ochroniarzy sfokusowanych na nim, a ja musiałem coś z niego wyciągnąć - przesunął spojrzeniem po jej sylwetce, a zaraz utkwił je w jej twarzy. W jej pięknych, dużych oczach, te jego błyszczały w tym momencie w ten charakterystyczny sposób, bo przecież Madox coś miał. Obejrzał się jeszcze przez ramię, żeby sprawdzić czy byli tu sami, a zaraz pochylił się do niej bliżej. Jego oddech muskał jej ramię, szyję, a zaraz ucho, do którego odezwał się przyciszonym tonem.
- Mamy go, kurwa Pilar. On. chce ze mną współpracować - zaczął od najważniejszej kwestii, ale zaraz przesunął się jeszcze bliżej, tak, że już praktycznie się o nią opierał - widziałem się z Williamem i on mi powiedział, że Kane lubi... Lizanie po dupie - jego oddech zawisł na jej uchu, które zaczepił zaraz wargami - też musimy kiedyś spróbować - zaczepił ją, ale może tylko po to, żeby rozładować sytuację? - No ale chuj, popytałem na mieście i to prawda, nie tylko głupie gadanie Patela, okazało się, że Margaret kiedyś to lubiła, ale już nie... - Madox to jak zwykle naokoło. Musiał sobie pogadać, zanim przejdzie do konkretów - i on z tymi perwersjami jeździł do burdelu w Quebec, gdzie dziewczyny za kasę, dyskretnie spełniały takie zachcianki. Słyszałem o nim, kiedyś Will chciał tam jechać. Nieważne - obrócił się tak, żeby spojrzeć jej w oczy - ale odkąd Luna przejął tamto miejsce, to dużo się zmieniło i ktoś szantażuje Kane'a jakimiś zdjęciami, a on boi się o swoje małżeństwo - najwidoczniej nie tylko oni mieli problemy w związku, ale Madox w przeciwieństwie do senatora, to zawsze był wierny jak pies, i pewnie nawet najlepsze na świecie lizanie rowa, by tego nie zmieniło. Ciemne tęczówki nawet na moment nie zjechały ze zjawiskowych oczu Pilar - chcą od niego kupę forsy, a przecież i tak nie wiadomo czy tego nie wykorzystają, więc Kane chce się pozbyć Luny, raz a dobrze, ma na niego coś... - patrzył jej w oczy, a zaraz sięgnął ręką do jej dłoni, zacisnął na niej palce - i ty musisz ze mną... - chciał powiedzieć to, że musi wyciągnąć z senatora co. Słabe punkty Luny.
Tylko wtedy na sali głównej rozległ się. Krzyk, pisk, a potem poruszenie, głosy, szmery kroków i rozmów, krzyki. Wszystko mieszało się ze sobą tworząc istny chaos.
Co tam się odpierdalało?
Tienes que confiar en mí ✿˚ ༘ ⋆。♡˚