Strona 6 z 6

one senator, last chance

: ndz wrz 13, 2026 1:25 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
- To dla mnie ogromna przyjemność, gościć was tu dzisiaj... Moich przyjaciół, ludzi, którzy przez wiele lat byli dla mnie wparciem, popierali moją misję... - Kane zaczął wygłaszać swój przemowę, po tłumie przeszły stłumione pomruki, uśmiechy, strzępki rozmów, lub braw. Naprawdę Kane cieszył się sporym poparciem. Był twardym facetem z zasadami... Może ze swoimi drobnymi mankamentami, ale kto ich nie miał?

Miał je Galen Wyatt, który wpatrywał się w Pilar tymi niebieskimi ślepiami. Bo przecież Galen z tą swoją aparycją jak u jakiegoś księcia, miał swoje za uszami, a na pewno sporym problemem zawsze była dla niego wierność. On będąc zaręczonym z Cherry, pozwalała sobie na zdecydowanie za wiele w stosunku do Pilar. Podrywał ją, wymieniał z nią dwuznaczne wiadomości i w pewnym momencie był w niej chyba szczerze zakochany...

Szczery nie był na pewno Luna. A może znowu sprawdzał Pilar? To czy znała Alvareza, czy wychwytywała takie rzeczy? Była skupiona na misji? Na tym bankiecie? Na nim?
Zerknął w jej kierunku, kiedy się przedstawił. Uśmiechnął się delikatnie, jakby chciał jej dać do zrozumienia, że przecież jeszcze nie mieli okazji się nawet sobie przedstawić. Jakoś im to umknęło. A przecież w tych kręgach nazwisko to było słowo klucz, otwierało wiele drzwi, albo je zamykało, już na starcie.
Obserwował ją dokładnie, czy wychwycił tą zmianę w jej spojrzeniu? Ciężko było to stwierdzić, bo Luna też był świetnym aktorem. Madox na pewno by to docenił.

- Chciałbym w tym miejscu podziękować Margaret, która zawsze była przy mnie, była moim wsparciem, ale też moim ogniem, napędzała mnie do działania, nawet jeśli czasem ta misja wiele nas kosztowała... - Kane wyciągnął rękę do swojej żony zaciskając palce na jej dłoni, postawił ją obok siebie na podeście, splatając z nią palce, składając na jej jasnej skórze ciepły pocałunek. Senator Kane opierał swoją karierę na tym, że jego żona była jego partnerką, sama też wspierała różne charytatywne akcje. Nie była tylko jego ładnym dopełnieniem. Była kobietą, która też miała swoje zdanie.

Zupełnie jak Pilar, kiedy postanowiła ulotnić się z patio, zostawiając wcale nie Diego i Galena samych sobie. Wyatt jeszcze ruszył za nią, ułożył na ustach jej imię, ale zniknęła mu w tłumie.
Luna dopalił papierosa patrząc za nimi, a później ruszył przez ogród chowając ręce do kieszeni marynarki.

- Madox kurwa, rozmawialiśmy o tym ostatnio, jeśli nie będziesz myślał trzeźwo, to Luna cię załatwi... Musisz ją odesłać - Pati odezwała się w momencie, w którym Madox spojrzał w kierunku podestu, ale zaraz wbijał to ciemne spojrzenie w nią. I znowu chciał jej powiedzieć, że ma spierdalać, ale przecież gdzieś tam pod skórą wiedział, że ona ma rację. Bo on nigdy nie umiał przy Pilar myśleć trzeźwo. Brać wszystkiego na zimno. Może powinien w tym momencie pilnować Kane'a. A on co robił, szarpał się w przejściu ze swoją menadżerką, a jego myśli krążyły tylko wokół tego gdzie jest jego żona. Wbił ciemne spojrzenie w Pati.
- Wiem, już z nią o tym gadałem, zgodziła się. Ty to załatwisz - powiedział, a jednak znowu chciał się jej wyrwać, a ona chciała go zatrzymać. Zachwiała się, palce zaciskając na jego białej koszuli, a Madox nie złapał równowagi, podparł się ręką nad jej biodrem i teraz to wyglądało, jakby on przyciskał ją do ściany, patrząc w jej ciemne, duże oczy.
Pati jęknęła, a Madox wypuścił powietrze z płuc nosem, zagrało na jej policzkach, ruszyło delikatnie jej lokami. Noriega ufał Pati, miał ją blisko siebie, ale na pewno nie w taki sposób, jak to teraz wyglądało. A kiedy za plecami usłyszał to chrząknięcie, a Fernandez zareagowała tak, jakby się naprawdę do niej dobierał, to Madox odwrócił się od razu. Zanim jeszcze Pati odepchnęła się od ściany odpierdalając to swoje przedstawienie, w którym ledwo złapała w płuca powietrze, zacisnęła palce na rąbku sukienki podwijając ją i przygryzła te swoje pełne wargi, patrząc w kark Noriegi, tak jakby rzeczywiście coś tu było na rzeczy.
Ale kurwa nie było. Bo Madox już stał przy Pilar, a zaraz sięgnął wytatuowanymi palcami do jej przedramienia, żeby musnąć jej gorącą skórę opuszkami.
- Ja pierdolę, nic ci nie jest? - przyjrzał jej się ,w ogóle nie zwracając uwagi na Pati, która w końcu zebrała się ze ściany i sobie poszła. Jeszcze obejrzała się za nimi z końca korytarza. Madox znowu sięgnął ręką do przedramienia swojej żony, ale palce zjechały po nim, kiedy go wyminęła, od razu za nią poszedł - Pilar kurwa to był... - zaczął i już chciał jej powiedzieć, że to był Luna, ten facet, który z nią stał, ale wtedy ona zapytała go czy się czegoś dowiedział, i to jeszcze takim tonem. Uniósł jedną brew przystając w miejscu, krok od niej, kiedy rzuciła tym tekstem o perfumach Pati. Ona może sobie patrzeć z Galenem Wyattem głęboko w oczy, znikać kurwa z samym Luną, ale kiedy on przystanął na moment z Pati, to już znaczy, że zaciągał się zapachem jej perfum?
Aż wywrócił oczami, może nawet powiedziałby coś jeszcze, ale wtedy Pilar zadała kolejne pytanie, a Madox... doskoczył do niej, tak, że tym razem ją dociskał do parapetu, z własnej nie wymuszonej woli.
- Pati? - zapytał trochę głupio, a jego ciemne spojrzenie odnalazło jej piękne, czekoladowe oczy - tak, sama mi to zaproponowała, że dzisiaj się tu wkręci, żeby w razie czego mi pomóc - na razie jej to nie wyszło, na razie tylko sprawiła, że jego żona patrzyła na niego, jakby nagle przestali działać w jednej drużynie - ale chuj z nią - oparł rękę koło jej biodra o parapet, a drugą sięgnął do jej ramienia, przesunął po nim palcami - ten facet, który z tobą stał, to był Luna, chciałem do ciebie iść, ale senator powiedział, że ma ochroniarzy sfokusowanych na nim, a ja musiałem coś z niego wyciągnąć - przesunął spojrzeniem po jej sylwetce, a zaraz utkwił je w jej twarzy. W jej pięknych, dużych oczach, te jego błyszczały w tym momencie w ten charakterystyczny sposób, bo przecież Madox coś miał. Obejrzał się jeszcze przez ramię, żeby sprawdzić czy byli tu sami, a zaraz pochylił się do niej bliżej. Jego oddech muskał jej ramię, szyję, a zaraz ucho, do którego odezwał się przyciszonym tonem.
- Mamy go, kurwa Pilar. On. chce ze mną współpracować - zaczął od najważniejszej kwestii, ale zaraz przesunął się jeszcze bliżej, tak, że już praktycznie się o nią opierał - widziałem się z Williamem i on mi powiedział, że Kane lubi... Lizanie po dupie - jego oddech zawisł na jej uchu, które zaczepił zaraz wargami - też musimy kiedyś spróbować - zaczepił ją, ale może tylko po to, żeby rozładować sytuację? - No ale chuj, popytałem na mieście i to prawda, nie tylko głupie gadanie Patela, okazało się, że Margaret kiedyś to lubiła, ale już nie... - Madox to jak zwykle naokoło. Musiał sobie pogadać, zanim przejdzie do konkretów - i on z tymi perwersjami jeździł do burdelu w Quebec, gdzie dziewczyny za kasę, dyskretnie spełniały takie zachcianki. Słyszałem o nim, kiedyś Will chciał tam jechać. Nieważne - obrócił się tak, żeby spojrzeć jej w oczy - ale odkąd Luna przejął tamto miejsce, to dużo się zmieniło i ktoś szantażuje Kane'a jakimiś zdjęciami, a on boi się o swoje małżeństwo - najwidoczniej nie tylko oni mieli problemy w związku, ale Madox w przeciwieństwie do senatora, to zawsze był wierny jak pies, i pewnie nawet najlepsze na świecie lizanie rowa, by tego nie zmieniło. Ciemne tęczówki nawet na moment nie zjechały ze zjawiskowych oczu Pilar - chcą od niego kupę forsy, a przecież i tak nie wiadomo czy tego nie wykorzystają, więc Kane chce się pozbyć Luny, raz a dobrze, ma na niego coś... - patrzył jej w oczy, a zaraz sięgnął ręką do jej dłoni, zacisnął na niej palce - i ty musisz ze mną... - chciał powiedzieć to, że musi wyciągnąć z senatora co. Słabe punkty Luny.
Tylko wtedy na sali głównej rozległ się. Krzyk, pisk, a potem poruszenie, głosy, szmery kroków i rozmów, krzyki. Wszystko mieszało się ze sobą tworząc istny chaos.
Co tam się odpierdalało?

Tienes que confiar en mí ✿˚ ༘ ⋆。♡˚

one senator, last chance

: ndz wrz 13, 2026 7:31 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Ja pierdole, nic ci nie jest?

Nic — mruknęła na odpierdol, wymijając go w korytarzu. Teraz się interesował, czy nic jej nie było? Szkoda, że nie myślał o tym, kiedy przyciskał Pati do ściany i to nią się zajmował. Może nie powinna być teraz zazdrosna, dopowiadać sobie w głowie, bo przecież mieli ważniejsze rzeczy do roboty, ale przecież to było silniejsze niż chęci. Gdyby on zobaczył ją z Wyattem w takiej pozycji, chyba wybiłby mu wszystkie zęby, więc akurat tutaj mógłby się postawić w jej sytuacji. Szczególnie, że zaraz jeszcze się okazało, że Madox w i e d z i a ł, że Pati tu będzie.
Żartujesz sobie ze mnie? — prychnęła głośno i aż pokręciła głową z niedowierzaniem. — Powiedziałeś jej o wszystkim? — czy miała do niego pretensje? Oczywiście, że kurwa miała. Przecież mieli nikomu nie mówić, mieli o tym nie rozmawiać z n i k i m. Nie dość, że nie wiadomo było, czy klub nie był na podsłuchu, to jeszcze sam fakt, że on znowu to robił… — Niczego się nie nauczyłeś po Maddie? — spojrzała mu prosto w oczy. W te ciemne, ogniste oczy, pod których spojrzeniem uginały jej się kolana. Całe szczęście teraz już prawie siedziała na parapecie, to była w stanie jakoś utrzymać odpowiedni pion, ale nie mogła uwierzyć, jaki on był głupi, jak łatwo ufał ludziom. Aż chciałoby się zacząć zastanawiać, jakim cudem on przeżył te kilka lat w półświatku, kiedy rozgadywał ludziom na lewo i prawo o wszystkich swoich planach. Jeszcze brakowało, żeby powiedział o tym Williamowi i babce z warzywniaka kurwa, a wiedziałoby całe Toronto, że Madox Noriega chce zdjąć Lunę i współpracowac z senatorem.
Wiem, że to był Luna — znowu na niego warknęła, umieszczając ręce na jego ramionach i lekko go od siebie odpychając. — Domyśliłam się po tym, jak przedstawił się jako Diego Alvarez — co prawda nie miała pewności, ale już wtedy wiedziała, że to na pewno ktoś ze środkowiska Luny. Teraz kiedy miała pewność, że siedziała z nim ramie w ramię, że patrzyła mu głęboko w oczy, jak gdyby nigdy nic, przez jej plecy przeszedł kurewsko nieprzyjemny dreszcz. Aż ramiona zaszły jej gęsią skórką. I na moment nawet pożałowała, że nie miała przy sobie broni. Może wtedy byłaby na tyle odważna i zdesperowana, żeby po prostu go odstrzelić? Prosto na oczach Wyatta, przynajmniej mając pewność, że już więcej nie skrzywdzi jej ani jej męża. A takto jedyne, co mogła to… — Wrzuciłam mu nadajnik do marynarki — mruknęła w końcu, łapiąc więcej powietrza w płuca. — Do małej kieszonki na piersi. Wtedy kiedy przedstawił się już jako Diego — doprecyzowała. — Będziemy mogli chociaż dzisiaj go śledzić, może dowiedzieć się, gdzie mają norę albo nawet gdzie mieszka — i to kurwa było więcej niż mieli przez ostatnie tygodnie, więcej niż psiarnia kiedykolwiek zrobiła. Znać lokalizacje człowieka, który normalnie był nieuchwytny? No kurwa b e z c e n n e. A oni nawet nie mieli chwili, żeby to pocelebrować, żeby chociaż ją za to pochwalić, bo temat już zszedł na sanatora.
Podniosła spojrzenie na Noriegę, gdy docisnął ją jeszcze bardziej do parapetu i nachylił się bliżej w jej kierunku. Gdy powiedział, że go mają, kąciki jej ust drgnęły delikatnie w górę. Dobrze. Chociaż tyle. Wysłuchała tego całego gadania o lizaniu dupy, chociaż szczerze mówiąc mało ją to interesowało, co i jak senator lubił spędzać swój wolny czas i gdzie być lizany, a już na pewno nie miała humoru na dyskutowanie o tym, czy oni powinni spróbować. Aż na język cisnęło się, że spróbował sobie z Pati, jednak finalnie tylko się w niego ugryzła.
Ja tam byłam — przerwała mu, gdy wspomniał o burdelu w Quebec. — Z Galenem, ale w sumie już ci o tym kiedyś mówiłam. Rozmawialiśmy z jedną z dziewczyn, którą przywieźli kontenerem z Europy. Podobno wymieniają je teraz co kilka dni — aż złapała w płuca więcej powietrza, bo samo wrócenie wspomnieniami do tamtej wizyty było wyjątkowo… bolesne. Ciężkie dla Pilar, tak samo jak to, kiedy potem godzinami wsłuchiwała się w to, jak Arthur leje swoją żonę. Aż mimowolnie skrzywiła się na twarzy. — Co na niego ma Kane? — spytała, znowu wchodząc mu w pół słowa. Błądziła spojrzeniem po jego twarzy, wyczekując jakiejś konkretnej odpowiedzi, bo na razie to były jedynie bardzo ogólnikowe postanowienia. — Jaki ma plan? — nie dawała za wygraną. W końcu Pilar lubiła mieć wszystko poukładane, lubiła fakty i pewniaki. Lubiła z wyprzedzeniem przewidywać to, co mogło się stać, chociaż prawda była taka, że Kane na razie zaprezentował jedynie chęci. A teraz stał na scenie i wygłaszał swoje wielkie przemówienie, które po chwili przerwał… krzyk.
Głośny, wwiercający się w głowę paniczny krzyk i pisk ludzi. Pilar momentalnie otworzyła szerzej oczy i pierwsze spojrzała w te ciemne swojego męża, a zaraz potem oboje równo wyrwali się przez korytarz. Pomimo złości i zazdrości, jaka w niej siedziała, mimowolnie ujęła jego dłoń. Nie chciała się już z nim rozdzielać, a tym bardziej ryzykować, że rozdzieli ich tłum. Ten kręcił się po sali w panice. Kobiety wybiegały krzycząc, inni zakrywali usta dłonią, jakby widok, który jawił się na scenie był na tyle drastyczny, że nie dało się tego oglądać bez emocji.
A oni przedzierali się w przez to wszystko, ktoś krzyczał, że dzwoni na pogotowie, ktoś jeszcze, żeby odciągnąć Margaret, aż Pilar przyśpieszyła kroku. Walnęła kogoś z bara i nawet nie uraczyła żadnym przepraszma. Nie było na to czasu, bo gdy w końcu dotarli do sceny, mogli zobaczyć Senatora… w kałuży krwi.
Kurwa mać — rzuciła pod nosem, podbiegając jeszcze bliżej. Sam Kane wył z bólu i chociaż był to okropny widok, wwiercający się pod czaszkę, tak fakt, że krzyczał o własnych siłach był akurat dobrym znakiem. Trzymał się za biodro, w które wbity był… nóż. Kilku ochroniarzy schylało się nad nim, inny trzymał płaczącą żonę, a reszta rozgadała za sprawcą. — Jak to się kurwa stało? — spytała przelotnie, chcąc spojrzeć na swojego męża, ale wtedy zobaczyła, jak dłoń Kane’a ląduje na swoim boku i zaciska się na rączce od noża.
NIE WYCIĄGAJ!!! — krzyknęła tak głośno, że chyba zagłuszyła wszelki płacz i panikę. Wyrwała się do przodu, puszczając Madoxa, ale była za wolna. Kane już szarpnął za narzędzie zbrodni, a krew trysnęła jeszcze bardziej, oblewając jednego z jego gachów.
Kurwa.

:pili-madi:

one senator, last chance

: pn wrz 14, 2026 1:21 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Madox chyba rzeczywiście niczego nie nauczył się po Maddie.
Ale prawda jest taka, że on nie mógł iść na Lunę sam, nawet jeśli miałby przy sobie swoją żonę, która przecież była jego... siłą. Jego ogniem.
Musiał wtajemniczyć Diego i Pati, zwłaszcza jeśli miał przyjąć Lunę w klubie. Niby miał swoich ludzi, ale i tak potrzebował wsparcia od Alvareza, od swojej menadżerki. Liczył na to, że go nie zawiodą. Jak zwykle stawiał wszystko na jedną kartę. Na to swoje przeczucie względem ludzi. Tego co może się wydarzyć.
- Nie wszystko, ale tyle co powinna wiedzieć, ona będzie ze mną w klubie, kiedy będę przyjmował Lunę, też musi być na to przygotowana - wyjaśnił, chociaż poczuł pod skórą, że to wcale nie spodoba się Pilar. Ją chciał odesłać, a Pati mieć przy boku, ale kurwa... Na dobrą sprawę Patricia potrafiła czasem go uspokoić, przemówić mu do rozsądku, a Pilar... ona tylko podsycała wiecznie ten jego ogień.
I teraz też patrzył intensywnie w jej duże, piękne oczy, a rękę opierał już obok jej biodra o parapet. Może nawet powiedziałby coś jeszcze, jakoś się tłumaczył, ale już nawijał Pilar o Lunie, a kiedy na niego znowu warknęła, kiedy odepchnęła go od siebie, to wypuścił ciężko powietrze z płuc nosem, tak, że zagrało na jej dekolcie i policzkach. Zaparł się i nie pozwolił jej się ruszyć, nawet nie miał zamiaru. Już dzisiaj widział jak Margaret się dystansowała od swojego męża i jak to się kończyło? W jakiś burdelach w Quebec.
- Jak to kurwa przedstawił się jako Diego Alvarez? Po co? - zamyślił się i teraz to on lekko się odsunął. Luna nie działał przypadkowo, wszystko co robił było po coś. Kurwa. Co on tym sugerował? Że ma Diego w garści? Że wie o tym, że chcą go wcisnąć na jego pozycję?
Może Madox miał długi jęzor i czasami za bardzo ufał ludziom, ale potrafił też wychwytywać takie drobne niuanse, jakieś kurwa pierdolone przestrogi i sugestie - myślisz, że wie o Diego? - zapytał, ale Pilar zaraz powiedziała mu o nadajniku - co zrobiłaś? - wypalił i już znowu się do niej przysuwał - a jakby to zauważył? Jakby ci coś zrobił? Miałaś się nie wychylać - mruknął z wyrzutem, marszcząc brwi, bo przecież najważniejsze dla niego było jej bezpieczeństwo, tylko, że Madox przecież znał swoją żonę. Ona też nie umiała stać z boku i patrzeć. Dwoje narwańców, którzy musieli działać. Sięgnął palcami, żeby pogłaskać ją po policzku, przesunąć szorstkimi opuszkami po jej gładkiej skórze - dobra, trzeba to sprawdzić - zabrał rękę i spojrzał w dół na jej torebkę, jakby liczył, że zaraz wyjmie telefon i będą sprawdzać Lunę, ale wtedy nawinął się temat senatora, a przecież to też Madox musiał jej wyjaśnić. Że Kane chciał z nimi współpracować, przeciwko Lunie. Bo po to tutaj kurwa przyszli, żeby przekabacić senatora na swoją stronę. A tu okazało się, że on sam chciał ich mieć po swojej.
Jego ciemne spojrzenie na moment zjechało na jej dekolt, zaczepiło o kolię z czerwonymi kamieniami, w dół na tatuaż z wężem, ale podniósł je na jej twarz, gdy wspomniała, że była w burdelu w Quebec. No tak, Pilar mu o tym mówiła, z Galenem Wyattem.
- Wymieniają je, bo są zużyte - powtórzył słowa senatora i się skrzywił, ciemne spojrzenie wbił w oczy swojej żony. Madox na różne rzeczy przymykał oko, ale jednak w handel ludźmi, czy prostytucję nigdy się nie mieszał, co prawda tancerki w Emptiness też za kasę robiły różne rzeczy, odpierdalały jakieś gówno, ale on się w to nie wtrącał. Ich sprawa. On nawet nie chciał o tym słyszeć.
Na kolejne pytania Pilar wzruszył ramionami, bo prawda jest taka, że Kane nie powiedział mu nic, bo Margaret ściągnęła go na tą całą przemowę.
- Nie wiem, bo powiedział, że dokończymy rozmowę po jego wystąpieniu, pójdziesz teraz do niego ze mną - zadecydował i sięgnął do jej ręki, a kiedy ją cofnęła, to znowu wypuścił ciężko powietrze nosem. Zacisnął wytatuowane palce w pięść i przyciszył jeszcze głos, praktycznie do szeptu - Kane chce, żeby ktoś silniejszy zajął miejsce Luny, ktoś młodszy, bardziej szanowany, myślę, że Diego się... - nada, to chciał powiedzieć. Ale nie zdążył, bo za jego plecami wybrzmiały te krzyki, a Madox w pierwszym odruchu jeszcze przycisnął się do Pilar zasłaniając ją i dopiero obejrzał przez ramię - gdzie jest Luna? - zapytał ją jeszcze zanim mu się szarpnęła, zanim wyrwała się korytarzem w kierunku głównej sali - Pilar... - jeszcze chciał ją zatrzymać, kiedy dała mu się złapać za rękę, ale przecież to była Pani Noriega, nieokiełznana, nie do zatrzymania, więc tylko szarpnął ją za siebie, trzymał blisko, kiedy przedzierali się przez tłum w kierunku sceny.
Kurwa mać, dokładnie to samo pomyślał sobie Madox, kiedy zobaczył to, co odpierdalało się na scenie, od razu powiódł spojrzeniem dookoła w poszukiwaniu Luny. Wiedział? Był znowu pierdolony krok przed nimi i chciał się pozbyć senatora?
Ale nie było go nigdzie widać, a przecież on tak jak Noriega wyróżniał się w tłumie. Nie wyróżniała się za to kobieta, w szampańskiej, koktajlowej sukience, która przeciskała się w tłumie z dala od tego całego zajścia. Madox już gdzieś ją widział. Chciał się za nią wyrwać, ruszył się z miejsca, ale wtedy...
Nie wyciągaj!
Wyciągnął. Kurwa. Krew trysnęła po podłodze, senator znowu zawył z bólu, a Margaret pisnęła. Madox też od razu skoczył do senatora, a zaraz ściągał z siebie marynarkę, rana była na biodrze, więc tu nawet nie można było zrobić opaski uciskowej, trzeba było tylko... - Dociskaj! - i już dokładał do rany swoją drogą marynarę. On rzeczywiście chyba nie powinien chodzić w smokingach, kiedy ostatnio miał taki na sobie, to musiał nim gasić włosy Charity Marshall, a teraz tamować krwawienie senatora. Spojrzał na Pilar opierając jej palce na ranie. Jeden z ochroniarzy dzwonił już po karetkę, oczywiście mówiąc, że chodzi o senatora, więc mogli się spodziewać szybkiej interwencji, a zresztą z tłumu już wyrwał się jakiś lekarz, krzyknął, że potrzebuje apteczki, trzeba zatamować krwawienie, bo Kane tracił szybko krew.
Oczywiście wyrwał się po nią Madox, na białej koszuli odbitą miał krwistą dłoń swojej żony. Zeskoczył ze sceny i popędził do korytarza, gdzie widział zestaw pierwszej pomocy, ale wtedy w oczy rzuciła mu się ta kobieta. Kazał zanieść apteczkę lekarzowi pierwszej lepszej osobie, a sam ruszył za dziewczyną, wyszła przez te wysokie drzwi na patio. Może nie miała z tym nic wspólnego, ale Madox miał jakieś dziwne przeczucia. Ruszyła w kierunku ogrodu, tych krętych, brukowanych uliczek pomiędzy żywopłotem z roślin, a Noriega za nią.
- Stój! - krzyknął w końcu, ale kobieta obejrzała się tylko przez ramię i puściła biegiem przed siebie, stukot jej szpilek odbił się od kamiennych płyt, i kroki Madoxa, kiedy za nią ruszył. Dogonił ją szybko, złapał za rękę i szarpnął do siebie, a wtedy usłyszał za plecami znajomy głos.
- Puść ją Noriega... - zanim się odwrócił, to zacisnął przedramię na jej szyi, opierając jej plecy o swój tors. Może i nie miał noża, ani broni, ale mógł jej zrobić krzywdę i Luna to wiedział. Stał na przeciwko niego z ręką wciśnięta do kieszeni marynarki. Miał tam broń? - Puść ją - powtórzył spokojnie, ale Madox nie poluzował uścisku.
- Bo co? - syknął przez zęby.
Może nie powinien o to pytać, bo wtedy za plecami usłyszał szmer, stanął za nim Pająk z wyciągniętą bronią. Jak on tu kurwa wszedł? I gdzie ci ochroniarze Kane'a zafokusowani na Lunie? Wszyscy byli w środku. Madox cofnął się odruchowo pod żywopłot, poczuł go na plecach.
- Puść ją, bo cię rozpierdolę - tym razem odezwał się Pająk. Dziewczyna się szarpnęła, ale Madox ścisnął ją mocniej. Nie zamierzał ustąpić. Luna zatrzymał się w miejscu, nie sięgnął po pistolet, Madox wierzył, że nie miał broni. Że miał ją tylko Pająk. Pierdolony Pająk.
- Wypierdalaj, bo skręcę jej kark - wycedził Noriega. Mógł to zrobić? Może... ale Pająk szybciej rozwaliłby mu łeb. Zareagował jednak Luna, jego spojrzenie utkwione było w dziewczynie, machnął ręką do Pająka, żeby ten opuścił broń.
Kurwa... Jebany słaby punkt Luny. I Madox miał go właśnie w ramionach. Kim była? Nawet nie mógł się jej przyjrzeć, widział czubek jej głowy, ciemne włosy spływające jej po plecach, czuł na sobie jej szybki oddech, zapach jej perfum. Ale przede wszystkim widział to czarne spojrzenie Luny. Wszystko by dla niej zrobił.

Él haría cualquier cosa por ella .⋆❀°

one senator, last chance

: pn wrz 14, 2026 4:37 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Nie podobało jej się to.
Kurwa, jak jej się nie podobało, że ona miała wyjechać, udać się jak najdalej od Toronto, kiedy u jego boku będzie Pati. Że to jej potrzebował, podczas gdy Pilar musiał się pozbyć. Bolało ją to. Zdecydowanie bardziej niż pokazywała, chociaż mógł niewielki odłamek tego ukłucia zobaczyć w tym, jak odwróciła od niego spojrzenie, jak przełknęła głośno ślinę i zagryzła policzek od środka. Zawsze chciała być jego siłą, motorem napędowym… kiedy stała się kulą u nogi?
Westchnęła ciężko, próbując odgonić czarne myśli i skupić się na tym co tu i teraz. Nie było to proste, bo Pilar chociaż miała silny charakter, tak w środku głowy potrafiła się naprawdę nakręcać nad najmniejszymi rzeczami. Dopiero kiedy Noriega wspomniał o Diego i temu, że Luna mógł to zrobić specjalnie.
Nie wiem — wzruszyła ramionami. — To nie ja go spytałam o imię, więc nie wiem na ile z tego planował, a ile dostał przyparty do muru, żeby powiedzieć cokolwiek — mógł to być większy plan, a z drugiej strony mógł być też pierwszym, co mu przyszło do głowy. Chociaż im dłużej o tym myślała, tym teoria Madoxa nabierała sensu. W końcu po co miałby przytaczać akurat Diego? Człowieka, którego Madox planował wcisnąć na stołek? Mógł rzucić pierwszym, lepszym nieistniejącym imieniem, a jednak wybrał to. Kurwa, aż nieprzyjemny dreszcz przeszedł wzdłuż jej pleców. Jak to możliwe, że ten człowiek był zawsze trzy kroki przed nimi? Z drugiej strony, co się kurwa dziwić, jak Noriega chodził i wszystkim rozgadywał swój plan? Gówno nauczył się po sytuacji z Maddie. Ludzie wiecznie wbijali mu nóż w plecy, a on na okrągło ufał na nowo. Był nieostrożny, a to zaś kurewsko ją denerwowało. Do tego stopnia, że kiedy naskoczył na nią, że miałą się nie wychylać, od razu zgromiła go wzrokiem.
A może by tak kurwa dla odmiany jakieś dzięki Pilar, że to załatwiłaś? — warknęła na niego. Jaja sobie robił. Miała wrażenie, że czego by nie zrobiła, to on miałby do niej problem. To doszukałby się powodu, żeby na nią naskoczyć i wytknąć jej, że była nieuważna. — Sam mnie tutaj zabrałeś, widziałeś, że rozmawiam z Luną, a i tak zostawiłeś mnie z nim samą, a teraz masz kurwa problem, że to jakkolwiek wykorzystałam? — nie rozumiała go. Nie rozumiała, jak jednocześnie chciał, żeby była częścią planu, mówił, że ją potrzebował, a potem o wszystko miał tylko pretensje. I znowu pieprzona Pati zawitała w jej głowie. Że pewnie gdyby to Patricia powiedziała mu, że załatwiła na Lunie lokalizator, to pewnie byłby wniebowzięty. Aż ją wzdrygnęło na samą myśl.
Może pokłóciliby się o to jeszcze chwile, jak i o burdel w Quebec, ale w głównej sali p r a w i e doszło do morderstwa i to oni jak zwykle musieli się wszystkim zająć. Pilar momentalnie doskoczyła na scenę do senatora, gdy ten pomimo jasnego polecania, że ma nie wyciągać, wyszarpał nóż z własnego biodra, a krew trysnęła jeszcze mocniej. Przejęła od Madoxa marynarkę i docisnęła do rany tak mocno, ile tylko miała siły w dłoniach. Krew wciąż sączyła się po jego ciele, a biała koszula, jaką miał na sobie w połowie zajęła się szkarłatem.
Ktoś z tyłu krzyknął, że karetka już jedzie i będzie za kilka minut, natomiast inny gość oznajmił, że jest lekarzem. Przejął od Pilar ucisk, żeby zajrzeć pod ranę, a ona momentalnie wyprostowała się, rozglądając dookoła, próbując namierzyć swojego męża. Wiedziała, że ruszył po apteczkę, ale ona właśnie przyszła do nich w rękach jakiegoś innego kolesia. Kurwa. Naprawdę znowu ją zostawił? Już miała się wyrwać od przodu, kiedy głośny szloch Margaret doszedł do jej uszu. Kobieta ledwo łapała powietrze, kompletnie się zapowietrzając. A Pilar…
Ej, spokojnie — oczywiście, że do niej doskoczyła. Przykucnęła tuż przed nią i nachyliła się bliżej, by sięgnąć do jej dłoni. — Wyjdzie z tego. Karetka już jedzie — próbowała ją jakoś uspokoić, chociaż jej własne serce zaczynało bić coraz szybciej. Mieli się już nie rozdzielać z Noriegą, a on znowu sobie gdzieś poszedł. Aż chciałoby się wysunąć wnioski, że również dobrze mógłby sobie tu przyjść sam i wyszłoby na jedno. Nie była mu do niczego potrzebna.
Tak bardzo się o niego b-boje — jęknęła kobieta, zaciskając palce na dłoni Pilar, przelotnie spoglądając w stronę sceny, gdzie senator wciąż leżał, wyjąc z bólu.
Margaret — Pilar zasłoniła jej ten widok własnym ciałem i złapała jej spojrzenie. — Co tu się stało? — starała się brzmieć najbardziej spokojnie, jak tylko się dało, ale adrenalina w ciele już pracowała na najwyższych obrotach. Panikowała. Chociaż na zewnątrz nic po niej nie było widać.
Ktoś rzucił w niego nożem — wydyszała na raty, ledwo będąc w stanie mówić.
Rzucił? — zdziwiła się, bo jak to kurwa rzucił? Po pierwsze kto normalny r z u c a ł w ludzi nożem, a po drugie jakim cudem nikt tego nie widział? Aż rozejrzała się dookoła. Przecież teraz przy nim i dookoła było jakiś dwudziestu ochroniarzy, gdzie kurwa byli, kiedy ktoś zamachnął się na życie senatora? Jakim cudem nikt go nie pilnował ani nie złapał sprawcy? I gdzie kurwa w tym wszystkim był Luna? Aż poderwała się na równe nogi z myślą, że musi jak najszybciej znaleźć Madoxa.
Tylko gdzie szukać?
Skierowała się w stronę miejsca przy ścianie, gdzie oryginalnie leżała apteczka tuż obok gaśnicy i tam rozejrzała. Nic. Jedyne na co nadziało się jej ciemne spojrzenie to… znajomy błękit. Oddech miała nierówny, a serce w piersi waliło jej jak oszalałe, kiedy podbiegła do Galena, cała umazana krwią senatora.
Pilar, nic ci nie jest? — spytał, nim ona zdążyła cokolwiek powiedzieć. Oczywiście, że się przejął. Nic kurwa nie ułatwiał. Widziała nawet troskę w jego oczach ,ale przecież nie miała czasu z nim dyskutować.
Co? Nic — mruknęła na szybko, machając na to ręką. — Galen, widziałeś Madoxa? Wszędzie go szukam i…
Biegł wcześniej w tamtą stronę — wskazał patio. — Za jakaś kobietą — dodała wymownie, patrząc na nią uważnie. I chociaż Pilar od razu chciała wyrwać się w tamtym kierunku, to jeszcze spojrzała na Wyatta i dookoła niego.
A gdzie Patricia?
W łazience — tyle zdążył jej powiedzieć, nim rzuciła się w stronę wielkich, szklanych drzwi. Długie szpilki odbijały się od posadzki, w tle już było słychać nadjeżdżającą karetkę, a ona tylko fiksowała się na tym, gdzie był jej mąż. Chociaż fakt, że Pati znowu się gdzieś ulotniła wcale nie spłynął po niej obojętnie. Wybiegła na drewniane deski i rozejrzała się. Kilka osób siedziało na fotelach, na których wcześniej oni z Luną, ale Noriegi nigdzie nie było… i dopiero spoglądając w stronę krzaków, przypomniała sobie, jak chciał się tam z nią przejść. Ruszyła po schodkach na kamienną ścieżkę. Obcisła sukienka ograniczała jej ruchy do granic możliwości i ona naprawdę sama nie wiedziała, jakim cudem była w stanie w ogóle podbiec do przodu.
A potem stanęła jak wryta, widząc pałująca się między krzewami scenę.
Serce podeszło je udo samego gardła. Zacisnęło i prawie pękło. Widziała, jak Madox trzymał pod zakład jakąś kobietę, tuż obok niego pierdolony pająk kieruje mu prosto w głowę, a przed nimi Luna. Tyłem do niej. Teraz już miałą pewność, że to był on. Zimny dreszcz przeszedł po jej ciele. Momentalnie chciała się wyrwać do przodu z głośnym zostawcie go kurwa na ustach. Rzucić na Lunę, wziąć i jego pod włos, z a r y z y k o w a ć. Ale przecież obiecała mu, że tego nie zrobi. Nie do tego stopnia. Wtedy naprawdę postawiliby wszystko na jedną kartę, a w ich duecie to Pilar miałą być ta rozważna.
Zrobiła krok do przodu, łapiąc spojrzenie z kobietą. Jej ciemno-zielone przesunęły się po twarzy Pilar i chociaż stała daleko musiała przyznać, że były one… dziwnie podobne od tych Luny. Co najmniej jakby byli rodziną. A zaraz potem na Madoxa i pierodlonego pająka, który nagle na sygnał szefa opuścił broń. Aż odetchnęła, chociaż to nie znaczyło, że serce nie waliło jej jak oszalałe. Dziewczyna znowu na nią spojrzała, na czerwoną sukienkę odznaczającą się na tle krzaków i Pani Noriega wiedziała już, że lada moment Luna też ja zauważy, ze straci element zaskoczenia, dlatego wyszła w przód.
Czy wy nie umiecie normalnie rozmawiać? — rzuciła spokojnie, z lekką pogardą dla sytuacji, przybierając na twarz maskę niewzruszonej. Za nic nie odzwierciedlało tego jej roztrzęsione wnętrze, ale teraz już nie było wyjścia. Luna odwrócił się w jej kierunku, zresztą jak wszyscy, ale Pilar to na nim zawiesiła ciemne spojrzenie. Zajrzała mu głęboko w oczy, po raz pierwszy ze świadomością kim był i nie miała zamiaru za nic pokazać, że się bała. Zrobiła krok jeszcze w jego kierunku. — Pierwsze podpalenie klubu, potem las, teraz to… — zaczęła wymieniać, machając ręką w powietrzu, by podkreślić scenkę, w której się znaleźli. Bo skoro wszystkie karty zostały już odkryte, to chyba nie było co się bawić w podchody. — Nie możecie kurwa kulturalnie usiąść i porozmawiać o interesach? — pokręciła głową, patrząc na niego z politowaniem. Nie miała pojęcia, czy ta taktyka zadziała. Równie dobrze zaraz mogła zarobić ona kulkę prosto w łeb, ale z drugiej strony, pokazanie paniki czy złości tym bardziej nic by tu nie dało. Luna patrzył na nią z a c i e k a w i o n y, a po chwili… się uśmiechnął. Szeroko.
Oczywiście, że możemy, Pilar — mruknął zadowolony, kładąc specjalny nacisk na jej imię, aż chłodny dreszcz zawędrował po jej plecach. — Ale jak widzisz, twój mąż… jest mało skory do rozmowy i zamiast tego szarpie moją znajomą — oboje przenieśli spojrzenie na kobietę, która znowu się wierzgnęła. Wzrok miała wściekły i pewnie gdyby trzymał ją ktoś mniej obeznany, już dawno kopnęłaby mu w jaja albo go ugryzła. Noriega jednak wiedział jak odpowiednio unieruchomić. — Nie uważasz, że to niekulturalne? — spytał Luna, przekręcając głowę na bok i tym razem dając swoją uwagę Pilar. Grupa wariatów. Każdy tu w coś grał. Miała pełną świadomość, że tylko teraz Luna zgrywał takiego przymilnego, ale skoro już wszedł z nią w tą gierkę, to nie mogła odpuścić.
Twój sługus, celujący do mojego męża też jak widzisz nie ułatwia sytuacji… — wtrąciła, wskazując ręką na pająka, który aż się obruszył, pewnie na to słowo sługus, którego Pilar użyła w pełni intencjonalnie.
Ty pierdolona suk… — zaczął, ale wtedy Luna spojrzał na niego gniewnie.
Calma — wypowiedział spokojnie, na co pająk niby zareagował, ale Pilar widziała w jego oczach, jak wkurwiony był. Cóż, ona też musiała w sobie ukrywać wiele emocji, bo najchętniej wyrwałaby mu tą broń i rozkurwiła w drobny mak po tym, co ostatnio jej powiedział.
Niech odłoży broń na ziemie — zaproponowała, nie ściągając spojrzenia z Luny. — I tak jej nie użyje — zaryzykowała stwierdzenie, brzmiąc wyjątkowo pewnie, co Luna oczywiście podłapał.
Ah tak? A skąd ta pewność?
Chcesz mi powiedzieć, że jak tu byliśmy wcześniej, to nie widziałeś kamer na filarach? — machnęła ręką w stronę patio. Faktycznie były tam wysokie filary z jakimiś elementami na górze, jednak Pilar nie miała pojęcia, czy to były kamery, ale przecież nikt w ich duecie nie mówił tutaj prawdy. Widziała jednak, że Luna się zastanowił. Że zamyślił się na moment, jakby faktycznie rozważał, czy mógł to przegapić. Skoro był człowiekiem widmo nie mógł sobie pozwolić, by było go widać przy miejscu zborni. Nie działał tak. — Niech odłoży broń — powtórzyła stanowczo.
A co z moją towarzyszką? — spytał, jakby naprawdę sobie tutaj negocjowali, nie zwracając uwagi na tych wszystkich ludzi przed nimi. Dopiero na te słowa Pilar spojrzała na Madoxa. W jego piękne, ciemne oczy, do których tak bardzo tęskniła. Serce w piersi aż się jej szarpnęło i naprawdę musiała się powstrzymać całą kurwa sobą, żeby zachować zimną krew i nie wyjść z roli zimnej suki, jaką przyjęła.
Cariño… — powiedziała powoli, wymownie, tym samym prosząc go, żeby puścił kobietę. Miała świadomość, że jemu mogło się to nie podobać, ale przecież i tak by tutaj sam nic nie ugrał. Przecież kurwa mieli udawać współprace z Luną, a nie skakać sobie do gardeł. Jeszcze nie. No tylko pytanie co na to wszystko Madox.

:zaylee:

one senator, last chance

: pn wrz 14, 2026 9:56 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Przecież to nie tak, że Madox potrzebował Pati. To nie tak, że Pilar mu wadziła. Bo chodziło tylko i wyłącznie o to, że on przy niej nie umiał myśleć trzeźwo. Tak bardzo mu na niej zależało, na jej bezpieczeństwie, że głupiał. Kurwa. Dałby się Lunie za nią pokroić. Nawet by się nie zastanowił.
Oboje o tym wiedzieli, zdawali sobie z tego sprawę. Patricia też. Dlatego nalegała na to, żeby Noriega podczas spotkania umieścił swoją żonę w bezpiecznym miejscu, z dala od tego wszystkiego...
- Mógł się przedstawić każdym pierwszym lepszym imieniem i nazwiskiem, a on wybrał Diego - Madox się skrzywił, jeśli chodzi o Lunę, on nie wierzył w przypadki. I to, że dzisiaj zagadał do Pilar też nie było pierdolonym zbiegiem okoliczności.
Znowu chciał do niej sięgnąć, a ona znowu zrzuciła jego dłoń z ramienia, a na dokładkę jeszcze robiła mu wyrzuty. Wywrócił oczami na jej słowa.
- Dzięki Pilar, że byłaś nieostrożna - wypalił, ale na jej kolejne słowa już się szarpnął i sięgnął do jej ręki, żeby złapać ją za nadgarstek, zacisnąć na nim palce - przestań, nie zostawiłbym cię z nim, gdyby Kane nie zapewnił mnie, że go obserwują - pochylił się do niej, ale kiedy szarpnęła dłonią, to zaraz poluzował uścisk, zabrał rękę i cofnął się nawet o pół kroku do tyłu. Bo zaraz przypomniało mu się to, jak ostatnio ją szarpał, jak się uniósł - Pilar... - zaczął nawet i może dodałby coś jeszcze, zrobił jej kolejny wykład na temat jej bezpieczeństwa, ale musieli już znowu ratować sytuację. Znowu w samym centrum wydarzeń, oni po prostu nie potrafili stać z boku i patrzeć. Reagowali, mieli to we krwi, takie charaktery. Zawsze przed szeregiem, i teraz też nie było inaczej. Rzucili się do pomocy.
Chociaż Madox zamiast tego, zamiast wrócić z apteczką do Pilar, to rzucił się w pościg za podejrzaną dziewczyną. I to też chyba miał zaprogramowane gdzieś tam głęboko w genach, że nawet przez chwilę się nie zastanowił, tylko wypadł za nią na ogród. Chciał ją złapać, bo może mogła wyjaśnić to co się tutaj wydarzyło. Może dowiedzieliby się kim była...
Szybko okazało się, że kimś ważnym dla Luny, kiedy tylko Madox ją dopadł i jak na zawołanie za nim pojawił się nikt inny jak on. A do tego jeszcze Pająk. Noriega mocniej zacisnął palce na ramieniu dziewczyny, zablokował ją, unieruchomił, chociaż próbowała mu się jeszcze szarpać, ale była od niego słabsza. Młoda, niedoświadczona, a Madox to wykorzystał i szarpnął ją do siebie opierając plecy o różany żywopłot, jego biała poplamiona krwią koszula odznaczała się na tle ciemnej zieleni naznaczonej szkarłatnymi kwiatami. A przed nim ta jej jasna sukienka, która kontrastowała z opaloną cerą dziewczyny. Nie zasłaniała go całego i Madox pozwolił jej się ruszyć, żeby Pająk nie wykorzystał sytuacji i go nie trafił. Nie próbował nawet. Podniósł spluwę na wysokość jego głowy, a Noriega pochylił się nad ramieniem dziewczyny. Musiał to odpowiednio rozegrać, wziąć ją za zakładnika, jeśli chciał z tego wyjść.
Pająk opuścił broń, kiedy Łuną skinął na niego ręką. Musiał to zrobić, z szefem się nie dyskutowało, tylko wykonywało się jego polecenia. Madox wpatrywał się w Lunę, mierzyli się ciemnymi spojrzeniami i dopiero, kiedy odezwała się Pilar, to to jego odnalazło ją natychmiast.
Serce szarpnęło mu się w piersi do niej, ale palce mocniej zacisnął na smagłej skórze dziewczyny.
Czy wy nie umiecie normalnie rozmawiać?
Nie umieli. Bo ani Madox, ani Luna nie byli typem dżentelmenów, facetów, którzy rozmawiają o biznesach. Oni byli stworzeni do działania, obaj.
Ale Madox tym razem słuchał Pilar, szybko doszedł do tego, w co grała. Co zamierzała zrobić. Rozegrać to na chłodno, tylko czy Luna to kupi?
Dziewczyna się szarpnęła, a on warknął.
- Przestań - szarpnął dziewczyną znowu i tym razem okręcił sobie na palcach jej ciemne kosmyki. Luna zerknął na to krzywo, a zaraz odwrócił się do Pilar zagadując ją na temat jak to jej mąż niekulturalnie szarpie jego znajomą. Ona znowu to zrobiła, a Madox pociągnął ją za włosy.
- Ty zacząłeś niekulturalnie zaczepiając moją żonę Benito - odezwał się Noriega. Luna zerknął na niego spod przymrużonych powiek, wiedział, że Madox zna jego imię? Wiedział kogo trzyma w ramionach?
Nie wiedział, ale jak zwykle udawał bardziej zorientowanego niż był, i znowu mocniej zacisnął palce na ciemnych kosmykach dziewczyny, jakby tym gestem chciał coś oznajmić Lunie. Pokazać, że w tym momencie obaj mieli obok swoje największe słabości, tylko ta Madoxa szła w zaparte. Nie była słaba, była jego siłą. Jebanym kurwa ogniem.
- Morda Pająk - Madox też poruszył się niespokojnie, kiedy Pająk odezwał się do Pilar, kiedy chciał ją nazwać suką, ale pierwszy uspokoił go Luna. A potem Pani Noriega zaczęła dyktować warunki, Madox patrzył na nią, a klatka piersiowa obijała mu się o plecy dziewczyny, w szybkich, płytkich oddechach. Luna chyba nie był do końca przekonany, ale rozejrzał się za kamerami, nie ryzykowałby. Schował ręce do kieszeni marynarki, skinął głową na Pająka, ale jeszcze czekał na decyzję Madoxa co do jego towarzyszki. Noriega zastanowił się, a zaraz złapał ciemne spojrzenie swojej żony.
Wystarczyło to jej cariño i zabrał rączki. Ufał jej, nikomu kurwa tak nie ufał, jak jej. Chociaż przez chwilę się bał, że Luna to wykorzysta, że zrobi im krzywdę. Ale zamiast tego, on już stał przy dziewczynie i przesuwał palcami po jej ramionach sprawdzając czy wszystko z nią w porządku. Madox spojrzał na tą scenę, ale sam też wykorzystał okazję, żeby znaleźć się przy Pilar, żeby złapać ją za rękę i ustawić za sobą, zasłonić ją w razie czego.
Pająk drgnął, ale Luna wystąpił do przodu.
- No widzisz Madox... Jakbyś od razu przyszedł z żoną to może dogadalibyśmy się już wcześniej - odezwał się, a jego spojrzenie padło na Pilar - lubię ją - puścił nawet do niej oczko. Pająk przysunął się do Luny, ale on znowu skinął na niego głową, w kierunku dziewczyny, która stała za nim - zabierz ją stąd - rzucił mu krótkie polecenie, ale teraz to Madox wyrwał się do przodu.
- Nie, zaatakowała senatora... - co prawda Noriega nie był tego pewny, ale tak mu się wydawało. Takie miał przeczucia, a kiedy Luna uśmiechnął się krzywo i pokręcił głową, to już był tego pewny.
- A kto to widział Madox? Ty i twoja żona na pewno nie, byliście zajęci sobą. Senator też... akurat opowiadał o tym jak bardzo szanuje swoją żonę, ciekawe... Szanuje ją tak bardzo, że pierdoli się w jakimiś dupami w Quebec - pokręcił głową i znowu spojrzał na Pilar - a ty co o tym myślisz piękna? Politycy i te ich pierdolone kłamstwa - wywrócił oczami, a zaraz pospieszył Pająka. Madox znowu się ruszył, ale Luna zrobił krok w jego kierunku, stali już tak blisko siebie. Na wyciągnięcie pierdolonej ręki...
Powinien go teraz...
- Madox - jak na zawołanie pojawił się Rodrigo, a Noriega mocniej ścisnął Pilar przyciągając ją do siebie bliżej. Nie mieli szans. Jeszcze nie teraz. Chociaż może... Pająk oddali się z dziewczyną, a oni zostaną w czwórkę, tylko Rodri trzymał dłoń pod marynarką, miał broń i Madox był pewny, że nie zawahałby się jej użyć. Najpierw Pilar... żeby mu dojebać, jak z Sombrą.
- Dobra - zgodził się w końcu zerkając w kierunku Pająka i dziewczyny. Luna też skinął głową pozwalając im odejść.
- No widzisz... Da się współpracować. Razem moglibyśmy... - Luna zbliżył się do Madoxa zaglądając w jego ciemne oczy.
Razem rzeczywiście byliby groźni, tylko, że Noriega już przecież wybrał swoją stronę. Przeciwną do tej Luny. A jednak teraz mógł... Powinien może nawet trochę przyaktorzyć.
- Moglibyśmy, jeśli łaskawie odpierdolisz się od mojej żony - bo skoro stawiali sobie jakieś warunki, to dla Madoxa zawsze pierwszym w kolejce, najważniejszym była Pilar.

tu eres mi fuego ִֶָ. ..𓂃 ࣪ ִֶָ🔥་༘࿐

one senator, last chance

: wt wrz 15, 2026 8:37 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Dyskutowanie z Luną było… ryzykowane.
Jednak kto nie ryzykuje, nie pije szampana.
Pilar co prawda nienawidziała szampana, o wiele bardziej wolała napić się dobrego rumu, jednak w tej sytuacji nie mial zamiaru wybrzydzać. Nie kiedy miała przed soba jedną z groźniejszych osób w całym Toronto, a on miał… w garści jej męża. Człowieka, za którego Pilar oddałaby wszystko — godność, dobra materialne a nawet własne życie. Nie było takiej siły, która trzymałaby ją z daleka, kiedy miała szanse za interwencje i to też zrobiła. W głowie słyszała już zjebe, jaką dostanie zaraz po — o ile po w ogóle nastąpi — o tym, że miała przecież się nie wychylać i trwać w wykreowanej przez niego bezpiecznej bańce. Szkoda że ta bańska pękła z chwilą, w której zostawił ją samą z Luną.
Teraz Pilar miała zamiar to wykorzystać.
To że już zdążyli się poznać.
To jak żadne z nich nie było zdziwiona wzajemną tożsamością, a także jak po chwili zaczęli ze sobą rozmawiać. Negocjowali ze sobą jak równy z równym, chociaż Pilar miała pełną świadomość, że to tylko dlatego, bo Madox trzymał zakładnika. Pewnie gdyby po prostu ich złapali, Pająk już użyłby broni albo własnych pięści, a takto? Takto mieli po części przewagę. Szczególnie, że Noriega zdawał się wiedzieć więcej o Lunie niż ten zakładał. Znał jego imię, mógł przecież wiedzieć też o wiele więcej, a ona stała niewzruszona, jakby ją to wcale nie zdziwiło, chociaż prawda była zupełnie odwrotna. Nie była za grosz spokojna. Serce waliło jej jak oszlałe, jakby zaraz miała wyrwać się z piersi i rozpierodlić mostek. Ledwo umiała nad tym panować, chociaż kiedy Luna stwierdził, że od razu mógł przyjść z żoną i pewnie by się dogadali, Pilar uśmiechnęła się bezczelnie.
Nie było jej do śmiechu, ale tutaj grali, prawda?
Wiec spojrzała na Madoxa wzrokiem pod tytułem a nie mówiłam, a potem już tylko obserwowała, jak Benito podchodzi do kobiety i gładzi ją dłońmi po ramionach. Czule. Jakby naprawdę się o nią troszczył. Dziwny widok, biorąc pod uwagę, że był to człowiek bez serca. W dodatku niby widmo, a jednak wziął tu dzisiaj kogoś dla niego ważnego, do tego kogoś, kto rzucił nożem w Senatora? Pilar aż spojrzała na swojego męża, gdy to powiedział. Czy to naprawdę mogła być ona? Skąd on to wiedział? Chociaż z drugiej strony patrząc po reakcji Luny, chyba faktycznie miał rację. Zajrzała w chłodne oczy gangstera, gdy spytał ją o polityków i ich pierdolone kłamstwa.
Nie interesuję się tym, kto komu liże dupę — powiedziała w końcu, nie spuszczając z niego spojrzenia. Widziała, jak oczy Luny otworzyły się szerzej. Znowu był zdziwiony, że wiedzieli. Ile jeszcze mogli? Prawda była taka, że mieli naprawdę niewiele, ale może faktycznie powinni grać tak, jakby mieli na niego o wiele więcej, niż mu się wydawało. — Aż dziwne, że tobie chce się tym bawić — wtrąciła już bardziej personalnie, nawiązując do ich rozmowy wcześniej przy barze, kiedy gardzili tymi wszystkimi mogołami i ich pojebanymi życiami. Wiedziała, że Luna robił to dla pieniędzy, jak pewnie wszystko w swoim życiu, ale to nie znaczyło, że nie mogła go w ten sposób zaczepić. Spojrzeć na niego o c e n i a j ą c o. Nikt nie lubił tego spojrzenia.
W międzyczasie uniosła dłoń do góry i umieściła twardo palce na ramieniu swojego męża. Przykrywał ja w większości, ale to też znaczyło, że mogła go również przy sobie przytrzymać. Znała go przecież. Wiedziała, że gdyby mógł już tu i teraz skręciłby mu kark. Ale przecież nie mogli. Nie przy jego ludziach, którzy w dodatku byli wyposażeni w broń, nie przy tych wszystkich ludziach w domu kawałek dalej.
Pająk szarpnął kobietę w stronę patio na znak szefa, a Luna tylko odprowadził ich spojrzeniem. Dziewczyna ewidentnie też nie chciała go zostawiać, jakby i o niego się bała. Ciekawe zjawisko. Znajome. Oni coś o tym wiedzieli.
Madox, Madox… — Luna zacmokał na słowa Noriegi i poprawił sobie marynarkę. — Jak mogę się od niej odpierdolić, jak jesz… nawet się do niej nie dobrałem — zielone spojrzenie mężczyzny nawet na moment nie schodziło z twarzy Madoxa. Chciał mu tym coś powiedzieć? Tym niewypowiedzianym jeszcze, czy może po prostu się przejęzyczył? — Tylko napiliśmy się rumu, zapaliliśmy papierosa i porozmawialiśmy, prawda, Pilar? — dopiero teraz uniósł wzrok na lewo, spoglądając na jego żonę. Pilar momentalnie spięła się za Madoxem, ale z daleka nie było tego widać. — Koniecznie musimy to kiedyś powtórzyć — prychnął bezczelnie, a Rodrigo aż zacisnął mocniej palce na lufie za paskiem, gdy Madox się obruszył. Dałaby sobie rękę uciąć, że Luna robił to specjalnie. Sprawdzał, na jak dużo mógł sobie pozwolić, prowokował Noriegę, chcąc zobaczyć, czy będzie się słuchał, czy może rzuci się na niego jak dzikie zwierze. W końcu skoro mieli robić wspólnie interesy, musieli sobie zaufać, czyż nie? Zrobił dwa kroki w stronę Rodrigo i sam sięgnął do jego paska.
To jak będzie, Noriega — cmoknął, zaciskając palce na gnacie, przy okazji go przeładowując. Lufa jednak wciąż skierowana była w ziemie. Pilar znowu się spięła. Kurwa. Nie potrafiła nic zczytać z tego faceta. Jego twarz była pozbawiona emocji. Pierodolone widmo. Mógłby strzelić? W nią czy w niego? — Porozmawiamy tak, jak poprosiła nas o to dam… — nie dokończył, bo nagle zza jednego z krzaków błysnęła w nich latarka. Światło z niej było tak intensywne, że w kilka sekund ich oślepiła. Dopiero potem odblask policyjny błysnął w ciemności. Luna wcisnął lufę na szybko do kieszeni marynarki, wciąż odbezpieczoną, a psy podeszły bliżej do ich czwórki. Mieli tutaj kilka opcji. Między innymi mogli podjebać Lunę za posiadanie broni, w dodatku odbezpieczonej na zamkniętym przyjęciu, sprawić, żeby zamknęli go na kilkanaście godziń, kiedy będą szukać sprawcy całego zdarzenia z Senatorem. Ten scenariusz może nie był taki zły, ale przecież i tak nie mieli na niego nic na tyle dużego, by zamknąć go na stałe. W długoterminowym rozrachunku nic by to nie dało, dlatego w głowie Pilar pojawił się zupełnie inny pomysł.
Niewiele więcej myśląc wystąpiła do przodu, przysłaniając Lunę i tym samym po części mu się wystawiając, błagając kurwa w myślach, żeby aktualnie na służbie był ktoś z kim nie miała kosy. I chociaż raz los (aka kostki) był dla niej łaskawy, kiedy latarka zeszła w dół, a jej oczom ukazał się Finnick Cooper. Jedyny człowiek z całej psiarni, który trzymał jej stronę.
Pilar? — w jego głosie było słychać zdziwienie. Zrobił kilka kroków w przód, przyjrzał się jej ale też mężczyznom, z którymi była. — Co ty tu robisz? Widziałaś co się dzieje w środku? — spytał robiąc krok w jej kierunku, a ona jeszcze bardziej przysłoniła Lunę, widząc, jak Finnick patrzy na niego podejrzliwie i jego dłoń w kieszeni.
Wpadliśmy do sali głównej dopiero jak było już po — westchnęła ciężko. — Ale całe szczęście, że byliśmy, bo ktoś musiał mu ucisnąć ranę, po tym, jak jego debilni ochroniarze pozwolili mu wyciągnąć nóż — pokręciła głową, a Cooper aż otworzył szerzej oczy. Chyba też nie mógł uwierzyć w to, że ludzie nie mieli podstawowej wiedzy medycznej do tego stopnia, żeby wiedzieć, że takich przedmiotów z ciała się nie rusza, bo człowiek może się wykrwawić. Pokręcił chwilę głową, spojrzał na Madoxa, a dopiero potem na Lunę i Rodrigo.
A to kto? — spytał już poważniej, znowu wpatrując się w kieszeń Benito. Nawet wykonał krok do przodu, ale ona znowu nie pozwoliła mu przejść.
Są ze mną — powiedziała spokojnie, łapiąc spojrzenie kolegi. — Czyści. Ręczę za nich — dodała, nie odpuszczając. Czy ona naprawdę właśnie wstawiła się za Luną? Za pierdolonym gangsterem, którego najchętniej sama osobiście wsadziłaby do więzienia? Na to wyglądało. Jedni mogli pomysleć, że stracił rozum już do reszty, mieć do niej żal, ale przecież musieli jakoś zdobyć jego zaufanie. Pokazać mu, że byli przydatni. Że nawet kurwa ta suka gangstera z policji mogła się na coś przydać. Uratowała mu dupę i musiał mieć tego świadomość.
Finnick jeszcze trochę pokręcił nosem, coś pogadał o tym, jak obrzydliwie źle wyglądała ta cała scena i że będą sprawdzać kamery, bo podobno faktycznie jakieś były, a potem faktycznie sobie poszedł, jeszcze dwa razy odwracając się w ich kierunku, mierząc Lunę wzrokiem, jakby chciał go sobie zapamiętać. Świetnie kurwa. Aż westchnęła głośno, kiedy w końcu zostali sami.

Madox A. Noriega

one senator, last chance

: wt wrz 15, 2026 11:11 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Madox był narwany, impulsywny, czasami wręcz głupi. Robił rzeczy nad którymi nie zastanowił się nawet chwili, ale w tym wszystkim był też cholernie dobry w zdobywaniu różnych informacji. I w momencie, w którym miał punkt zaczepienia w postaci burdelu w Quebec, to popytał też o Lunę, miał coś nie tylko na senatora, ale też na Benito. Może nie było to niewiadomo co, żadne jego słabości, ale od czegoś trzeba było zacząć. Zarzucić haczyk i potem sprawdzić, czy Luna to łyknął. Madox zaczął od jego imienia. Potem szarpał jego towarzyszkę, tylko... kim ona była?
Nie miał pojęcia, ale gdy ją puścił, kiedy stanęła obok Luny, to przecież w spojrzeń mieli coś podobnego, a to jak Benito sprawdzał, czy nic jej nie jest.
Mogła być jego córką? Madox słyszał kiedyś, że Luna miał córkę. Krnąbrną, narwaną, wiecznie sprawiała mu problemy. Ale podobno wysłał ją do Stanów.
Podobno nie utrzymywał z nią kontaktów, a potem nawet gadali, że może nie istniała, że to tylko takie plotki.
A może jednak stała teraz przed nimi i przyszła tutaj, żeby...
Z zamyślenia Madoxa wyrwały słowa jego żony. Przyjęła jego taktykę, grali jakby wiedzieli dużo więcej. Ale przecież Madox często to robił, a czasami strzelał...
I może teraz też powinien?
- Będziemy gadać o lizaniu dupy przy dzieciakach? - Noriega zrobił krok do przodu, w kierunku dziewczyny, ale Luna ją zasłonił - ile ona ma lat? Szesnaście? - zapytał spoglądając w ciemne oczy Benito - nie wygląda jakby była legalna - ciemne oczy Noriegi zatrzymały się na twarzy dziewczyny. Dopiero teraz mógł się jej lepiej przyjrzeć, była młodziutka. Bardzo. Dzieciak jeszcze, do tego oczy miała identyczne jak mężczyzna przed nią. Jeśli miała tatuaż, to musiała być...
Madox szarpnął się do niej i chciał ją złapać za nadgarstek, sprawdzić to, ale Luna go zatrzymał, a Pilar już układała dłoń na jego ramieniu, z tą drwiną z Benito na ustach... Że też mu się chciało w to bawić.
Madox spojrzał jeszcze na niego, a zaraz oparł wytatuowane palce na dłoni swojej żony, cofnął się do niej. Jego szorstki policzek dotknął jej gładkiej skóry. I to nie było żadne przedstawienie, on robił to odruchowo, lgnął do niej. Nawet jeśli czasem mogła myśleć, że ją wystawiał, albo, że wolałby Pati zamiast niej. Nigdy kurwa nie wolał.
Luna mógł to zauważyć, bo spojrzenie mu błysnęło, a zaraz pierdolił to, że jak on może się od niej odpierdolić, jak jeszcze nawet się do niej nie dobrał. Madox się spiął, szarpnął do przodu, ale Pilar zacisnęła mocniej palce na jego ramieniu, poczuł na nim jej paznokcie, jak wbijały się w białą, poplamioną szkarłatem koszulę. Poczuł też jak ona drgnęła na kolejne słowa Benito.
Pewnie powinien odpuścić. Pokazać Lunie, że on tutaj rządził. Położyć uszy po sobie, jak na posłusznego wspólnika przystało, ale... to był Madox.
Wściekły kurwa latynoski pies. I teraz to on uśmiechnął się bezczelnie.
- Ja też koniecznie muszę się jeszcze ustawić z twoją córką - blefował, nie wiedział czy nią była. Nie mógł być tego pewny, ale kurwa... Znowu stawiał wszystko na jedną kartę. Jebać to, albo trafi, albo Luna go wyśmieje -lubię takie młode dupy, są ci... - nie dokończył, bo Luna już stał przy Rodrim, już sięgał pod jego marynarkę po broń. A Madox spojrzał na niego tryumfalnie. Bingo. Znowu kurwa trafili. Po tym całym paśmie porażek, dzisiaj z tych nikłych informacji, które udało im się zdobyć, wyciągali maksa.
Pilar znowu pociągnęła do siebie swojego męża. Rodrigo aż pokręcił głową, a Luna dobył jego broń. Pewnie chętnie rozwaliłby teraz Noriedze łeb...
Ale kurwa... Może pierwszy raz docierało do niego, że ma na przeciwko siebie silnego przeciwnika, nie gnoja, który gówno wiedział, który działał impulsywnie i głupio, tylko kogoś, kto naprawdę mógł mu zaszkodzić. A do tego jeszcze policjantkę. Psiarnię, która też ostrzyła na niego przecież zęby od dawna.
To jak będzie Noriega.
Madox zerknął na broń w dłoni Luny, ale nawet nie ruszył się z miejsca. Nie drgnął, nie bał się go. Już kurwa nie.
- Porozmawiamy, tak, jak chciała moje kobieta - rzucił Madox, bo przecież z Pilar nie była, żadna damą, i on doskonale to wiedział.
Cofnął się do niej, ramię w ramię, kiedy światło latarki błysnęło im po oczach, a gdy jego żona wyrwała się do przodu, żeby zasłonić Lunę, to w pierwszym odruchu chciał ją szarpnąć do siebie, odciągnąć od Benito, ale załapał o co jej chodziło. Wytatuowane palce wsunął do kieszeni eleganckich spodni.
Nie za bardzo kojarzył policjanta, który się przed nimi pojawił, ale kiedy zwrócił się do Pilar po imieniu, to wiedział, że oni się znają. Podniósł tylko rękę w geście przywitania, a może żeby pokazać, że był czysty?
Policjant zerknął tylko na niego, a potem spojrzenie przeniósł na Lunę, a Madox też wystąpił do przodu, żeby sięgnąć do talii Pilar, oprzeć na niej palce, a tym samym też stanąć przed Benito.
- Dobrze, że moja żona zna swoją robotę, bo wam się chyba nie śpieszyło, co... Cooper? - zaczepił policjanta. Nagle przypomniało mu się też jego nazwisko, bo Madox miał do tego dobrą pamięć do twarzy, do imion, ale czasami one wpadały mu do głowy dopiero w ostatnim momencie, tak jak dzisiaj. Gliniarz jeszcze coś tam mruknął, że zamknij się Noriega, bo jednak Madoxa to na komisariacie mało kto lubił. Traktowali go jak gorszy sort, ale... Finnick chyba lubił Pilar, chociaż zanim odszedł to jeszcze trochę pomarudził, ale w końcu sobie poszedł. Madox od razu szarpnął do siebie Pilar, złapał na moment jej piękne, ciemne spojrzenie. I może gdyby nie Luna z gnatem, którego miał za plecami, to tym razem by jej powiedział, że dobra robota?
Ale Benito odchrząknął.
- Dobrze czasem... Pierdolić się z psami, co Madox? - nie patrzył na Noriegę, tylko ponad jego ramieniem na jego żonę. Madox się odwrócił tak, że znowu patrzył na Lunę.
- Gdyby nie ona, to wsadzili by cię na dołek, więc jeszcze raz odezwij się tak o mojej żonie, a osobiście zadbam, żebyś tam wylądował - warknął Madox i wyrwał się do przodu. Rodrigo spojrzał na niego zdziwiony, ale nie ruszył się z miejsca, bo chyba nie spodziewał się tego, że Madox będzie podskakiwał do Luny. A ten co?
Doskoczył do niego i zacisnął palce na klapie jego marynarki. Gnata mieli między sobą i Madox poczuł go nawet na brzuchu. Lufą wbijała się w ten jego tatuaż z napisem Medellin, ale Luna cofnął rękę. Spuścił ją wzdłuż swojego biodra. Zawahał się? Uznał w końcu to, że Madox nie był kurwa nikim? A jeszcze miał plecy w postaci swojej żony. Pięknej... Zabawnej...
I bardzo kurwa niebezpiecznej.
Oboje byli dla niego zagrożeniem.
Luna popatrzył po nich i się cofnął.
- Po co te nerwy Madox? U twojej żony mam dług wdzięczności - znowu spojrzał na Pilar nad ramieniem Noriegi, ale Madox nie ruszył się z miejsca. Nie spuścił nawet na moment ciemnego spojrzenia z twarzy Luny - muszę przyznać, że sporo dzięki niej zyskujesz... I może rzeczywiście uda nam się dogadać? Przecież szkoda by było tego wszystkiego, co poświęciłeś, nieprawdaż? Klub... Pi - nie dokończył, bo Madox już się wyrwał do niego jak dziki zwierz, i tym razem złapał Benito za marynarkę i zamachnął się, żeby uderzyć go w twarz. Luna nie zdążył zareagować, dostał prawy sierpowy prosto w policzek i aż się zatoczył, a potem chciał wycelować w Madoxa. Chciał, bo Noriega był szybszy, młodszy, sprawniejszy i przejął broń. Szybka piłka. Ryzykował, ale... kto nie ryzykuje ten nie pije szampana, a on chociaż go nienawidził, to zamierzał wypić dzisiaj jeszcze kilka lampek. Luna mógł mu rozwalić łeb, ale tego nie zrobił. I tym razem Madox celował w głowę Benito.
- Jeden kurwa niewłaściwy ruch Benito... - wycedził przez zęby i tym razem on przeładował spluwę - albo grasz ze mną, jak równy z równym, albo możemy to załatwić już dzisiaj - czarne spojrzenie utkwione miał w twarzy Luny. Twarzy, która chyba po raz pierwszy zdradzała jakieś emocje, chociaż ciężko było wywnioskować jakie.
Rodrigo się spiął, a Luna uśmiechnął się szeroko.
- Zdecydowanie... silna kobieta u boku mężczyzny, to prawdziwy skarb. Pilnuje jej Madox - Noriega znowu ruszył się z miejsca, tak, że chłodna lufa musnęła skroń Benito.
Nie miał zamiaru pozwalać mu już na to, żeby znowu groził Pilar. Nie dzisiaj.
A może już nigdy więcej?

haremos lo que mi mujer quiera ⊹₊🔥⋆。°✩