Strona 7 z 7

La Palma

: ndz mar 08, 2026 8:25 pm
autor: Charlotte Kovalski
William N. Patel-Noriega

Zagrałbyś coś dla mnie? — zagadnęła, słysząc jego propozycję. Wydała się jej romantyczna. Nie dla każdego grało się utwory, to sprawiło, że jej serce zaczynało powoli topnieć. Może powinna pójść za głosem serca? Wczoraj wiele sobie wyjaśnili. Skoro już przez tyle przeszli, teraz powinno pójść łatwiej, prawda? — lubię, ale na moje ucho nadepnął słoń. O widzisz, nie znam się na muzyce — mógł to sobie zapisać. Ze wszystkich lekcji, które mu przekazała, nie znała się na muzyce. Bardzo doceniała za to ludzi, którzy grali, śpiewali, tworzyli. Odnajdywała w nich coś w rodzaju boskich istot.
Albo się we mnie zakochaałeś — wymruczała pewnym siebie tonem. Nie wierzyła w wymówkę. Zresztą... lubił ją bardziej niż sam się spodziewał. Pamiętała jego słowa. Pamiętała tez ciepło jego ust na własnych wargach. Mogli... zostać wakacyjną miłością. Co się dzieje na La Palma, zostaje na La Palma, prawda? Pamiętała to prężenie się, jak dziki taniec małpy na tiktoku, który Ci wysyłam. Nie mógł tak robić przed każdą, prawda?
To do zobaczenia — mruknęła, robiąc ostry zwrot w stronę biżuterii. Na pewno później go zaskoczy. Oby.
Pamiątki. — odpowiedziała praktycznie od razu, mierząc chłodnym wzrokiem kobietę. Nie spodobała się jej. — hola — mruknęła podirytowana, widząc jak się na niego patrzy. Czy właśnie w niej się pojawiła zazdrość? Owszem, a bardziej irytował ją fakt, że William tak bezwstydnie jej przy niej na to pozwalał — dobrze. — taki chłód prezentowała mu tylko podirytowana. Spojrzała jeszcze krótko na kobietę, wzdychając ciężko. Jednak nie zdecydowała się na znaczenie terenu.
Zajarajmy — odpowiedziała, odwracając tabliczkę. Zamknęła drzwi. Po paru sekundach znalazła się przy Patelu, chwytając go za rękę i dając mu buziaka w polik. A masz szmato, pomyślała w myślach Lotte.
Tyle że zaraz zadziało się wielkie przygotowanie małego bongo. Woda, towar i faktycznie cała trójka zajarała. Kovalski zrobiła się nawet odrobinę zrelaksowana. Jeszcze jeden buch, a świat stanie się zdecydowanie piękniejszym miejscem.
Boca — powiedziała hiszpanka, a zaraz przyciągnęła Williama blisko siebie, paląc z nim po studencku. Jednak Charlotte nie mogła się zrelaksować. Cała się wyprostowała, czekając na reakcję Willa. Tylko że on wydał się zadowolony. Cudownie.
Serio? — spytała Charlotte, strzelając oczyma i robiąc taktyczny odwrót. Nie miała zamiaru tego oglądać. Spojrzała tylko na siatkę. Sięgnęła z niej po mały kartonik, rzucając nim mu prosto w głowę. Aż ktoś z kamienicy krzyknął: headshot!!! Wkurwił ją. Najchętniej strzeliłaby mu prosto w twarz. Drugi raz. Tylko tym razem powstrzymała się. Wczoraj całował ją, a teraz nagle zgodził się z losową hiszpanką? I to w bardziej romantyczny sposób? Czas stąd zniknąć, może jednak nie każdy tubylec chciał z niej zrobić dziwkę w afrykańskim burdelu. Łatwiej było zrobić pierdolonego focha z przytupem i melodyjką. Bo tak, tupnęła, kiedy tak palili po studencku, a ona kosztowała jego warg.
Niech się Patel nie zesra, wracając do hotelu.
O ile pamiętał w ogóle jego nazwę.

La Palma

: pn mar 09, 2026 5:26 pm
autor: William N. Patel-Noriega
Potwierdzam, że bym zagrał, kiedyś przyznała, że lubi muzyków, więc to chyba plus dla mnie? Za to jak mi zarzuca, że pewnie się zakochałem, to właściwie ani nie zaprzeczam, ani nie przyznaję jej racji. Niech ma rozkmine, ja bym pewnie miał. W każdym razie na moment się rozdzielamy, a kiedy znowu jest obok mnie to uśmiecham się szeroko. Chcę dopytać co to za pamiątki, ale już widzę to chłodne spojrzenie, którym mierzy dziewczynę od bong i wyczuwam w powietrzu nadchodzącą burzę, szczególnie kiedy w kolejnych kilku sekundach Kovalski jest już przy mnie i się lepi. Oho, coś jest na rzeczy. Wychodzimy na dziedziniec. Leci pierwsza kolejka, woda bulgocze w szkle aż miło, a towar jest faktycznie pierwsza klasa, już po pierwszym buchu czuję, że mój mózg zwalnia, wszystkie neurony kompletnie zbakane, powieki ciężkie jakbym nie spał co najmniej tydzień. Nie wiem jak dziewczyny, ale ja jak walę bongo to takie buchy, że większych już bym nie dał rady, całe płuca wypełnione marry jane. Bardziej upierdalało mnie chyba tylko wiadro, dlatego, szczerze mówiąc, nie za bardzo lubię fajki wodne, ale przecież każdy szanujący się marichuanista musi mieć jakąś w swojej kolejki. Wolę blanty, one są eleganckie. Palisz skręta i jesteś kulturalnie upalony, walisz bongo i jesteś spizgany jak Pacek z Kici Koci. Nie ogarniasz. Wypuszczam dym z ust i podaję fajkę dalej, a zanim zdążę w ogóle wrócić na ziemię to tamta hiszpanka już podaje mi kolejnego bucha. I to doustnie. Wpierw - szok, potem - niedowierzanie, na koniec - zjarany uśmiech. Mam wrażenie, że wszystko dzieje się bardzo szybko, chociaż to pewnie ja działam w zwolnionym tempie. Rozchylam wargi żeby coś powiedzieć, ale zanim język zdąży ułożyć się w słowa, to już dostaję pudełkiem prosto w łeb. Ała, unoszę dłoń do głowy, żeby rozmasować obolałe miejsce, po czym puszczam się biegiem za Charlotte, ale ona już znika za frontowymi drzwiami. Wychodzę przed, tylko wokół są takie tłumy turystów, że nie sposób jej wypatrzeć. Szukam wzrokiem czerwonej sukienki i przez chwilę mam wrażenie, że miga mi gdzieś z prawej, tylko jak wreszcie do niej docieram i łapię tą kobietę za ramię to się okazuje, że to jakaś obca baba. Ups, pardon. Zerka na mnie z zaciekawieniem, ale oddałam się szybkim krokiem, wracając do sklepu z bongami. Dolores czeka za ladą, podaje mi torbę z fajkami i z tym pudełkiem, którym oberwałem w łeb, przeprasza, że będę mieć przez nią problemy, a ja mówię, że spoko, ale jestem turbo upalony. Opadam ciężko na taką wielką, mega wygodną kanapę, którą mają w sklepie chyba właśnie po to, żeby tacy jaracze jak ja mogli się w niej zatopić. Jak matkę kocham mógłbym tam siedzieć do jutra albo przez kolejny tydzień, tak mi teraz dobrze. Ale zaglądam do pudełka, które dostałem od Kovalski i robi mi się jakoś smutno. To znaczy bransoletka jest piękna, a ten mały lew to dosłownie dzieło sztuki, ale w tym momencie czuję, że ja muszę znaleźć Lottę, co nie będzie wcale takie proste bo - nie znam w ogóle tego miasta, nie mam telefonu i jestem zjarany jak bąk.Wiesz, że lawa to kamień lwa? mówi mi Dolores, a ja wzdycham przeciągle i odpowiadam, że muszę znaleźć Charlotte. Od razu zakładam bransoletkę na nadgarstek. Życzy mi powodzenia i daje jeszcze trochę tego mocnego tematu na farta. Tylko to jest po prostu niewykonalne. Nawet jeśli pani w informacji turystycznej daje mi mapę, nawet jeśli pytam różowego Madoxa czy nie widział mi amor, to i tak głównie kręcę się w kółko. Zamierzałem kupić jeszcze tonę pamiątek, ale ostatecznie kupuję tylko jedną rzecz, która w tamtym momencie wydaje mi się po prostu zajebista. Potem z braku lepszych pomysłów wracam na parking. Właściwie nie wiem czemu nie zrobiłem tego od razu, może miałem nadzieję, że gdzieś wpadnie mi w oko czerwona sukienka pasująca do mojej czerwonej koszuli. Nie wpadła, za to auto wciąż stało na swoim miejscu, musiała więc jeszcze nie odjechać, co w zasadzie nie powinno dziwić patrząc na to jaką ja mam wciąż fazę, ona pewnie miała podobnie. Przysiadam na zejściu na plażę, na takich krótkich schodkach i czekam. Szybko dołącza do mnie jakiś stary dziadek w samych majtkach, który zaś usadza się na murku i od razu zagaduje czy jest muy bien? ale mówię, że nie, zdecydowanie nie jest bien. Częstuje mnie zimnym piwem i zaczynamy rozmawiać trochę po angielsku, trochę po hiszpańsku, trochę w języku migowym, o wszystkim - o życiu i śmierci, o miłości i nienawiści, o wyspach Kanaryjskich i Kanadzie. Siedzi tam praktycznie goły, więc ja też zdejmuję koszulę i razem opalamy się w popołudniowym, mocnym słońcu. Czekam na Charlotte, bo chyba nie miała w planach porzucać wypożyczonego auta, a byliśmy z moim nowym ziomkiem tak blisko, że nie ma szans żebyśmy się nie zauważyli jak już będzie chciała wracać do hotelu.

Charlotte Kovalski

La Palma

: pn mar 09, 2026 8:20 pm
autor: Charlotte Kovalski
William N. Patel-Noriega

Wkurwiła się. Niesamowicie się wkurwiła, rzadko kiedy emocje tak bardzo niosły naprzód. Nie zastanawiała się, kiedy ruszyła przed siebie. Widziała, jakimi maślanymi oczami dredziara w niego pozwoliła, a on ot tak jej na to pozwalał, pochylał się w jej stronę. Uśmiechał się. Przecież gdyby nie odwzajemnił jej zalotów, nic takiego by się nie stało. Miała tyle oleju w głowie, by to przyjąć do siebie. Lubił ją bardziej niż myślał? Prychnęła, stojąc na środku nieznanej dla siebie ulicy.
Miała ochotę zjeść. Żołądek, jakby nagle się jej powiększył. Weszła do pierwszej lepszej lodziarni, siadając gdzieś w boku. Tak się zajadała melonowym lodem, ale nic nie dał. Dalej ją nosiło. Zaraz weszła do jakiegoś kebsa, by poprosić o mieszany-mieszany z ostrym sosem. Dupę jej w nocy roztrzaska, dla tej gastro fazy zrobiłaby wszystko. Tyle że nawet ten nieszczęsny kebab w niczym nie pomógł.
Coś ściskało ją i uwierała od środka. Wystarczyło, by przymknęła oczy, a przed nimi miała tego przegrywa całującego się z LOSOWĄ kobietą na jej oczach. Czy to się właśnie nazywała zazdrość? Kuła ją niesamowicie w oczy, wbijając coraz to nowe szpilki. Usiadła na losowej ławeczce, wywalając dolną wargę do przodu.
Naprawdę jej na nim zaczynało zależeć. Nawet zjarana, działająca wolniej zdała sobie z tego sprawę. Zależało jej na Williamie pierdolonym Patelu. Co gorsze przeszkadzał jej jego widok z inną kobietą. Nie znała dredziary, on na pewno też. To czym one się różniły od siebie? By z nią porozmawiać potrzebowali innego świata, otworzyli się przed sobą. Dlatego to tak bardzo bolało? Westchnęła cicho, zakrywając twarz.
Czas wracać do domu. Na całe szczęście pinezką zaznaczyła, gdzie stało auto. Próbowała wyrzucić Williama ze swojej głowi, a kiedy wchodziła w uliczkę, zobaczyła go. Szybko schowała się za budynkiem. Jezu, jaki on był czerwony. Czemu w tej chwili jedyne, co przyszło jej do głowy to smarowanie pantenolem go po całym ciele? Był przegrywem. Pokręciła na samą siebie głową. Ba, brzydziła się tą myślą. Musiała wymyślić jak go minąć. Chwilę się rozglądała i już wiedziała!
Weszła w uliczkę, wychodząc odrobinę dalej, po czym była jak shinobi z wioski ukrytej w liściu. Rachu, ciachu za jedno auto, potem kolejne. Aż nie dotarła do wynajmowanego. Od razu do niego wlazła, blokując drzwi. Wraca bez niego, nie chciała słuchać jego tłumaczeń. Jedyne czego nie rozumiała, to dlaczego z głośnika w samochodzie na całą pizdę poleciało Jefferson Airplane - White Rabbit. Cała się wyprostowała, ledwo przekręciła stacyjkę, a on... musiał ją usłyszeć.