La Palma
: ndz mar 08, 2026 8:25 pm
William N. Patel-Noriega
— Zagrałbyś coś dla mnie? — zagadnęła, słysząc jego propozycję. Wydała się jej romantyczna. Nie dla każdego grało się utwory, to sprawiło, że jej serce zaczynało powoli topnieć. Może powinna pójść za głosem serca? Wczoraj wiele sobie wyjaśnili. Skoro już przez tyle przeszli, teraz powinno pójść łatwiej, prawda? — lubię, ale na moje ucho nadepnął słoń. O widzisz, nie znam się na muzyce — mógł to sobie zapisać. Ze wszystkich lekcji, które mu przekazała, nie znała się na muzyce. Bardzo doceniała za to ludzi, którzy grali, śpiewali, tworzyli. Odnajdywała w nich coś w rodzaju boskich istot.
— Albo się we mnie zakochaałeś — wymruczała pewnym siebie tonem. Nie wierzyła w wymówkę. Zresztą... lubił ją bardziej niż sam się spodziewał. Pamiętała jego słowa. Pamiętała tez ciepło jego ust na własnych wargach. Mogli... zostać wakacyjną miłością. Co się dzieje na La Palma, zostaje na La Palma, prawda? Pamiętała to prężenie się, jak dziki taniec małpy na tiktoku, który Ci wysyłam. Nie mógł tak robić przed każdą, prawda?
— To do zobaczenia — mruknęła, robiąc ostry zwrot w stronę biżuterii. Na pewno później go zaskoczy. Oby.
— Pamiątki. — odpowiedziała praktycznie od razu, mierząc chłodnym wzrokiem kobietę. Nie spodobała się jej. — hola — mruknęła podirytowana, widząc jak się na niego patrzy. Czy właśnie w niej się pojawiła zazdrość? Owszem, a bardziej irytował ją fakt, że William tak bezwstydnie jej przy niej na to pozwalał — dobrze. — taki chłód prezentowała mu tylko podirytowana. Spojrzała jeszcze krótko na kobietę, wzdychając ciężko. Jednak nie zdecydowała się na znaczenie terenu.
— Zajarajmy — odpowiedziała, odwracając tabliczkę. Zamknęła drzwi. Po paru sekundach znalazła się przy Patelu, chwytając go za rękę i dając mu buziaka w polik. A masz szmato, pomyślała w myślach Lotte.
Tyle że zaraz zadziało się wielkie przygotowanie małego bongo. Woda, towar i faktycznie cała trójka zajarała. Kovalski zrobiła się nawet odrobinę zrelaksowana. Jeszcze jeden buch, a świat stanie się zdecydowanie piękniejszym miejscem.
— Boca — powiedziała hiszpanka, a zaraz przyciągnęła Williama blisko siebie, paląc z nim po studencku. Jednak Charlotte nie mogła się zrelaksować. Cała się wyprostowała, czekając na reakcję Willa. Tylko że on wydał się zadowolony. Cudownie.
— Serio? — spytała Charlotte, strzelając oczyma i robiąc taktyczny odwrót. Nie miała zamiaru tego oglądać. Spojrzała tylko na siatkę. Sięgnęła z niej po mały kartonik, rzucając nim mu prosto w głowę. Aż ktoś z kamienicy krzyknął: headshot!!! Wkurwił ją. Najchętniej strzeliłaby mu prosto w twarz. Drugi raz. Tylko tym razem powstrzymała się. Wczoraj całował ją, a teraz nagle zgodził się z losową hiszpanką? I to w bardziej romantyczny sposób? Czas stąd zniknąć, może jednak nie każdy tubylec chciał z niej zrobić dziwkę w afrykańskim burdelu. Łatwiej było zrobić pierdolonego focha z przytupem i melodyjką. Bo tak, tupnęła, kiedy tak palili po studencku, a ona kosztowała jego warg.
Niech się Patel nie zesra, wracając do hotelu.
O ile pamiętał w ogóle jego nazwę.
— Zagrałbyś coś dla mnie? — zagadnęła, słysząc jego propozycję. Wydała się jej romantyczna. Nie dla każdego grało się utwory, to sprawiło, że jej serce zaczynało powoli topnieć. Może powinna pójść za głosem serca? Wczoraj wiele sobie wyjaśnili. Skoro już przez tyle przeszli, teraz powinno pójść łatwiej, prawda? — lubię, ale na moje ucho nadepnął słoń. O widzisz, nie znam się na muzyce — mógł to sobie zapisać. Ze wszystkich lekcji, które mu przekazała, nie znała się na muzyce. Bardzo doceniała za to ludzi, którzy grali, śpiewali, tworzyli. Odnajdywała w nich coś w rodzaju boskich istot.
— Albo się we mnie zakochaałeś — wymruczała pewnym siebie tonem. Nie wierzyła w wymówkę. Zresztą... lubił ją bardziej niż sam się spodziewał. Pamiętała jego słowa. Pamiętała tez ciepło jego ust na własnych wargach. Mogli... zostać wakacyjną miłością. Co się dzieje na La Palma, zostaje na La Palma, prawda? Pamiętała to prężenie się, jak dziki taniec małpy na tiktoku, który Ci wysyłam. Nie mógł tak robić przed każdą, prawda?
— To do zobaczenia — mruknęła, robiąc ostry zwrot w stronę biżuterii. Na pewno później go zaskoczy. Oby.
— Pamiątki. — odpowiedziała praktycznie od razu, mierząc chłodnym wzrokiem kobietę. Nie spodobała się jej. — hola — mruknęła podirytowana, widząc jak się na niego patrzy. Czy właśnie w niej się pojawiła zazdrość? Owszem, a bardziej irytował ją fakt, że William tak bezwstydnie jej przy niej na to pozwalał — dobrze. — taki chłód prezentowała mu tylko podirytowana. Spojrzała jeszcze krótko na kobietę, wzdychając ciężko. Jednak nie zdecydowała się na znaczenie terenu.
— Zajarajmy — odpowiedziała, odwracając tabliczkę. Zamknęła drzwi. Po paru sekundach znalazła się przy Patelu, chwytając go za rękę i dając mu buziaka w polik. A masz szmato, pomyślała w myślach Lotte.
Tyle że zaraz zadziało się wielkie przygotowanie małego bongo. Woda, towar i faktycznie cała trójka zajarała. Kovalski zrobiła się nawet odrobinę zrelaksowana. Jeszcze jeden buch, a świat stanie się zdecydowanie piękniejszym miejscem.
— Boca — powiedziała hiszpanka, a zaraz przyciągnęła Williama blisko siebie, paląc z nim po studencku. Jednak Charlotte nie mogła się zrelaksować. Cała się wyprostowała, czekając na reakcję Willa. Tylko że on wydał się zadowolony. Cudownie.
— Serio? — spytała Charlotte, strzelając oczyma i robiąc taktyczny odwrót. Nie miała zamiaru tego oglądać. Spojrzała tylko na siatkę. Sięgnęła z niej po mały kartonik, rzucając nim mu prosto w głowę. Aż ktoś z kamienicy krzyknął: headshot!!! Wkurwił ją. Najchętniej strzeliłaby mu prosto w twarz. Drugi raz. Tylko tym razem powstrzymała się. Wczoraj całował ją, a teraz nagle zgodził się z losową hiszpanką? I to w bardziej romantyczny sposób? Czas stąd zniknąć, może jednak nie każdy tubylec chciał z niej zrobić dziwkę w afrykańskim burdelu. Łatwiej było zrobić pierdolonego focha z przytupem i melodyjką. Bo tak, tupnęła, kiedy tak palili po studencku, a ona kosztowała jego warg.
Niech się Patel nie zesra, wracając do hotelu.
O ile pamiętał w ogóle jego nazwę.