Now they're going to bed And my stomach is sick
: ndz sie 16, 2026 5:14 pm
Zacisnęła wargi w wąską linię, nie bardzo wiedząc, co ma jeszcze jej odpowiedzieć. Starała sie podnieść ją na duchu i pokazać, że wcale nie miała jej niczego za złe i że właściwie Darling nie powinna czuć się winna za nic, co zrobiła, bo to po prostu nie było potrzebne. Niespecjalnie to jednak działało. Do jej przyjaciółki nic teraz nie docierało, a emocje przesłaniały rozsądek. Nie chciała, by czuła się przez to wszystko winna, bo sobie po prostu na to nie zasłużyła. Gdyby April wiedziała, że doprowadzi to Teddy do takiego stanu, to by się z nią tutaj nie wpakowała. Było jej bardziej przykro przez to, że skrzywdziła w jakiś sposób Teddy niż Marigold. Z rudą znały się przecież krótko i ta znajomość od początku nie zapowiadała się na coś perfekcyjnego, a przyjaźń z Darling była wieczna i odwieczna. Nie znosiła, gdy zdarzały jej się takie wpadki i obrywało się przez nie przyszłej strażaczce.
— Ja... sama nie wiem. Liczyłam, że problemy między nami rozwiążą się same i będziemy zadowolone. Dałam sobie wkręcić w jej zapewnienia, żę do siebie pasujemy, chociaż w ogóle tak nie myślałam — wyjaśniła ostrożnie. Powinna być dużo mądrzejsza i już dawno powiedzieć Marigold nie. Dziewczyna wykreowała sobie jakiś nieprawdziwy obraz April w głowie i za nim podążyła. Zderzenie z rzeczywistością okazało się niestety bardzo bolesne. Finch nie miała wątpliwości, że ta wersja z jej myśli była dużo przyjemniejsza i pewnie lepiej byłoby nią być, ale niestety miała do dyspozycji tylko samą siebie. A to Marigold nie wystarczało. Rozstanie było nieuniknione. Szkoda po prostu, że wydarzyło się w takich, a nie innych warunakch.
— Nie przez to. W ogóle nie brałam jej pod uwagę, jak tu weszłyśmy. Kompletnie o niej zapomniałam, skupiając się na tobie. Nie próbowałam cię wykorzystać, naprawdę. — Starała się brzmieć przekonująco, bo mówiła szczerze. To wcale nie był jakiś okrutny plan i próba upieczenia dwóch pieczeni na jednym ogniu. Nie uznawała, że Teddy jest jakimś dodatkowym wyborem, po który można sięgnąć, gdy los nie podsyła innych i nie próbowała zrobić z niej pretekstu do rozstania się z Marigold. O niczym takim nie myślała. W ogóle nie myślała o czymkolwiek, pakując się w tę sytuację.
— Nie wiem, co ona sądzi. Niech uważa, co chce. Ja jestem pewna, że to nie jest twoja wina. Nie będę się godzić na taką narrację — zapewniła. Wątpiła, żeby Marigold próbowała teraz podkopać wizerunek Darling wśród ich wspólnych znajomych, ale nawet jeśli miałaby zamiar coś takiego zrobić, to Finch była gotowa stanąć w jej obronie. To była sprawa pomiędzy April a Marigold i jeżeli chciała się na kogoś wściekać, to powinna właśnie na April.
Rozmowa nie była przyjemna, ale ciągnięcie jej w nieskończoność też nie miało większego sensu. Wszyscy musieli nieco ochłonąć, trochę wytrzeźwieć. Każda z nich potrzebowała chwili dla siebie, by pozwolić emocjom opaść, a potem chociaż spróbować wrócić duchem do imprezy, która przecież jeszcze miała toczyć się przez wiele godzin.
teddy darling
— Ja... sama nie wiem. Liczyłam, że problemy między nami rozwiążą się same i będziemy zadowolone. Dałam sobie wkręcić w jej zapewnienia, żę do siebie pasujemy, chociaż w ogóle tak nie myślałam — wyjaśniła ostrożnie. Powinna być dużo mądrzejsza i już dawno powiedzieć Marigold nie. Dziewczyna wykreowała sobie jakiś nieprawdziwy obraz April w głowie i za nim podążyła. Zderzenie z rzeczywistością okazało się niestety bardzo bolesne. Finch nie miała wątpliwości, że ta wersja z jej myśli była dużo przyjemniejsza i pewnie lepiej byłoby nią być, ale niestety miała do dyspozycji tylko samą siebie. A to Marigold nie wystarczało. Rozstanie było nieuniknione. Szkoda po prostu, że wydarzyło się w takich, a nie innych warunakch.
— Nie przez to. W ogóle nie brałam jej pod uwagę, jak tu weszłyśmy. Kompletnie o niej zapomniałam, skupiając się na tobie. Nie próbowałam cię wykorzystać, naprawdę. — Starała się brzmieć przekonująco, bo mówiła szczerze. To wcale nie był jakiś okrutny plan i próba upieczenia dwóch pieczeni na jednym ogniu. Nie uznawała, że Teddy jest jakimś dodatkowym wyborem, po który można sięgnąć, gdy los nie podsyła innych i nie próbowała zrobić z niej pretekstu do rozstania się z Marigold. O niczym takim nie myślała. W ogóle nie myślała o czymkolwiek, pakując się w tę sytuację.
— Nie wiem, co ona sądzi. Niech uważa, co chce. Ja jestem pewna, że to nie jest twoja wina. Nie będę się godzić na taką narrację — zapewniła. Wątpiła, żeby Marigold próbowała teraz podkopać wizerunek Darling wśród ich wspólnych znajomych, ale nawet jeśli miałaby zamiar coś takiego zrobić, to Finch była gotowa stanąć w jej obronie. To była sprawa pomiędzy April a Marigold i jeżeli chciała się na kogoś wściekać, to powinna właśnie na April.
Rozmowa nie była przyjemna, ale ciągnięcie jej w nieskończoność też nie miało większego sensu. Wszyscy musieli nieco ochłonąć, trochę wytrzeźwieć. Każda z nich potrzebowała chwili dla siebie, by pozwolić emocjom opaść, a potem chociaż spróbować wrócić duchem do imprezy, która przecież jeszcze miała toczyć się przez wiele godzin.
teddy darling
koniec