La Palma
: wt mar 10, 2026 11:30 pm
William N. Patel-Noriega
Kiedy usłyszała głos Patela, w głowie pojawił się jej plan. Jaki? No, kurwa sprytny. Skoro jej nie odpowiedział, a ona niezbyt chciała z nim rozmawiać, miała zamiar potraktować go taką samą bronią. Może nawet jeszcze gorszą. Zmierzyła go krótko, chłodnym wzrokiem. Na jej twarzy wymalował się grymas.
— Przepraszam, a my się znamy? — dopytała, przechylając głowę i już przechylając ciało w stronę blondyna. Widocznie nie miał nic przeciwko, zaraz złapał ją ramieniem, a ona przeuroczo się uśmiechała. Wolałaby być właśnie w ramionach Williama. Na niego spoglądać maślanymi oczkami, jemu przejechać po koszuli i niechcący odpiąć jeden z górnych guzików, by dowiedzieć się, co skrywał pod koszulą. Jednak chciała mieć pewność, że jej widok i chłód może coś mu poprzestawia w głowie, bo potrafiła być naprawdę mściwa, gdy chciała. Teraz niczego nie chciała bardziej.
Kurwa, wiedziała, że wyglądała zajebiście. Starała się dla niego cały dzień. Zastanawiała się, w czym spodoba mu się najbardziej, jaki miał gust. Znała własne ciało i możliwości. Może powinna mu podziękować, a zamiast tego chłodno zmierzyła go wzrokiem. Wyglądał... przeciętnie? Co ona w nim widziała? Może te charyzmę? Ciemne, brązowe oczy? Tatuaże, które aż korciło zbadać je ręką? Na pewno nie obecny odcień skóry.
— Znasz go? — spytała Charlotte, spoglądając na nowego kanaryjskiego Alvaro — dwa drinki wziął, jakby liczył, że ma już towarzystwo? — prychnęła cicho przed nosem, robiąc mu kółka na torsie — przystojny jesteś, wiesz? — zagadnęła, patrząc mu prosto w oczy. Tylko kiedy je zamykała, dalej miała przed sobą Williama. Jego na szczycie. Ich pocałunek. Moment kiedy się przebudziła i wtulała się w niego, a nawet Patela jako mędrca gołębi.
— Masz towarzystwo, piękna? — dopytał nagle, a Lotte praktycznie pchała się w jego ramiona. Nie istniało dla niej coś takiego jak granica cielesności. Na imprezie dla singli wszyscy byli napaleni, prawda? Tyle że ona na kogoś zupełnie innego.
— Nie, chyba nie... — na jej twarzy pojawiła się podkówka — zgubiłam je gdzieś pomiędzy Santa Cruz a hotelem — wtedy gdy nie raczył jej odpowiedzieć. Właściwie to nie dobrze, cały dzień dzwoniło w jej głowie, podobnie jak cisza, gdy powiedziała, że nie chce go widzieć z innymi. Kurwa, bolało mocno — zatańczymy razem, albo... — spojrzała maślanymi oczami, czując się jak największa oszustka na wyspie — zrobimy coś innego? — najlepiej poza imprezą, albo w kabinie toaletowej, albo gdzieś przy pokoju Williama, by wszystko słyszał.
— Pani się nie odmawia — mruknął, obejmując ją mocno w pasie. Przez ułamek sekundy nie wyglądała na zadowoloną, ale tu musiała grać — a ty może sobie odpuść, typie — rzucił blondyn— panienka nie wygląda na zainteresowaną, ale moja koleżanka — pokazał ją palcem — Helga, chętnie zajmie się taką papugą — a Helga w ogóle nie była urodziwa. Prędzej przypominała jakiegoś ogra i to niestety wcale nie Fionę. Chociaż kto wie może pocałunek prawdziwej miłości zamieni ją w prawdziwą piękność? Blondyna niezbyt obchodziło to, co zrobi Patel. Pociągnął Lotte w stronę parkietu, a drinki odłożyli gdzieś na stoliku. Zaraz odprawiali taniec-ocieraniec.
Kiedy usłyszała głos Patela, w głowie pojawił się jej plan. Jaki? No, kurwa sprytny. Skoro jej nie odpowiedział, a ona niezbyt chciała z nim rozmawiać, miała zamiar potraktować go taką samą bronią. Może nawet jeszcze gorszą. Zmierzyła go krótko, chłodnym wzrokiem. Na jej twarzy wymalował się grymas.
— Przepraszam, a my się znamy? — dopytała, przechylając głowę i już przechylając ciało w stronę blondyna. Widocznie nie miał nic przeciwko, zaraz złapał ją ramieniem, a ona przeuroczo się uśmiechała. Wolałaby być właśnie w ramionach Williama. Na niego spoglądać maślanymi oczkami, jemu przejechać po koszuli i niechcący odpiąć jeden z górnych guzików, by dowiedzieć się, co skrywał pod koszulą. Jednak chciała mieć pewność, że jej widok i chłód może coś mu poprzestawia w głowie, bo potrafiła być naprawdę mściwa, gdy chciała. Teraz niczego nie chciała bardziej.
Kurwa, wiedziała, że wyglądała zajebiście. Starała się dla niego cały dzień. Zastanawiała się, w czym spodoba mu się najbardziej, jaki miał gust. Znała własne ciało i możliwości. Może powinna mu podziękować, a zamiast tego chłodno zmierzyła go wzrokiem. Wyglądał... przeciętnie? Co ona w nim widziała? Może te charyzmę? Ciemne, brązowe oczy? Tatuaże, które aż korciło zbadać je ręką? Na pewno nie obecny odcień skóry.
— Znasz go? — spytała Charlotte, spoglądając na nowego kanaryjskiego Alvaro — dwa drinki wziął, jakby liczył, że ma już towarzystwo? — prychnęła cicho przed nosem, robiąc mu kółka na torsie — przystojny jesteś, wiesz? — zagadnęła, patrząc mu prosto w oczy. Tylko kiedy je zamykała, dalej miała przed sobą Williama. Jego na szczycie. Ich pocałunek. Moment kiedy się przebudziła i wtulała się w niego, a nawet Patela jako mędrca gołębi.
— Masz towarzystwo, piękna? — dopytał nagle, a Lotte praktycznie pchała się w jego ramiona. Nie istniało dla niej coś takiego jak granica cielesności. Na imprezie dla singli wszyscy byli napaleni, prawda? Tyle że ona na kogoś zupełnie innego.
— Nie, chyba nie... — na jej twarzy pojawiła się podkówka — zgubiłam je gdzieś pomiędzy Santa Cruz a hotelem — wtedy gdy nie raczył jej odpowiedzieć. Właściwie to nie dobrze, cały dzień dzwoniło w jej głowie, podobnie jak cisza, gdy powiedziała, że nie chce go widzieć z innymi. Kurwa, bolało mocno — zatańczymy razem, albo... — spojrzała maślanymi oczami, czując się jak największa oszustka na wyspie — zrobimy coś innego? — najlepiej poza imprezą, albo w kabinie toaletowej, albo gdzieś przy pokoju Williama, by wszystko słyszał.
— Pani się nie odmawia — mruknął, obejmując ją mocno w pasie. Przez ułamek sekundy nie wyglądała na zadowoloną, ale tu musiała grać — a ty może sobie odpuść, typie — rzucił blondyn— panienka nie wygląda na zainteresowaną, ale moja koleżanka — pokazał ją palcem — Helga, chętnie zajmie się taką papugą — a Helga w ogóle nie była urodziwa. Prędzej przypominała jakiegoś ogra i to niestety wcale nie Fionę. Chociaż kto wie może pocałunek prawdziwej miłości zamieni ją w prawdziwą piękność? Blondyna niezbyt obchodziło to, co zrobi Patel. Pociągnął Lotte w stronę parkietu, a drinki odłożyli gdzieś na stoliku. Zaraz odprawiali taniec-ocieraniec.