Strona 8 z 8

off the grid

: wt lip 28, 2026 9:45 am
autor: Łoś Superktoś
PODSUMOWANIE - TURA IX
gratulacja!
Kronika Biwakowa: Tura IX, czyli usta-usta, K-POP i H20, wystarczy kropla

Umm… może od razu przejdę do podsumowania, bo na tej plaży spokój trwał średnio jakieś trzy sekundy i nie mamy już czasu na żaden ładny wstęp.

Shereen udało się w końcu rozplątać połączonych biżuterią Alexa i Gabrielę, dzięki czemu przestali przypominać dziwnego wielbłąda. W tym czasie Cassie rzuciła się, żeby przejąć skuter, ale najpierw złapał ją skurcz, a potem trafił ją w głowę dryfujący konar, więc do skutera nie dotarła. Na szczęście, Eric porzucił poszukiwania zegarka (który i tak odnalazł później wśród fal, ale niestety, nie działał), wcielił się w Herkulesa i wyłowił Megarę Cassie z wody. Zaraz potem sam postanowił poszaleć na dymiącym skuterze, ale szybko zniknął pod wodą… Niestety, chyba nikt tego nie zauważył (właśnie dlatego trzeba uważać, z kim jeździ się nad wodę, bo przyjaciele mogą zostawić cię w biedzie).

Prawdziwy spektakl odegrał się jednak na ręczniczku Shereen (który prawdopodobnie pójdzie do wyrzucenia). Gdy oszołomiony Banan wyczołgał się z wody, wyzwał ich od roboli i padł jak długi na piach, Jason przeszedł do działania i rozpoczął RKO, które przypadkiem wyglądało jak niezwykle namiętny, romantyczny pocałunek w pełnym słońcu (można powiedzieć, że Banan-sranan jednak okazał się szczęściarzem). Po kilku wdechach Bananek ocknął się, po czym wrzasnął z przerażenia na widok Azjaty tak blisko swojej twarzy i… zemdlał ponownie z szoku.

Jednocześnie mewa zostawiła Erikę w spokoju, dzięki czemu miała czas na superowe rozmyślania dotyczące zakopania typa w lesie i posadzenia na nim jagódek, ale - niestety - na plaży pojawiła się odsiecz i myśli musiały pozostać myślami. Odsieczą okazała się zgraja patusów w żonobijkach i złotych łańcuchach z Temu. Gabriela i Erika próbowały rozładować napięcie blantami i głupią gadką, ale…

Nagle na plażę wbiegła grupka kilku młodych dziewczyn, które nagrywały całą akcję z ukrycia. Laski przyjrzały się Jasonowi z bliska i na plaży rozległy się piski i zachwyty, po czym pomiędzy dziewczętami wywiązał się taki dialog:

- O BOŻE, CZY TO JUNGKOOK CZY KTÓRY? NIE ZNAM SIĘ NA TYM!
- GŁUPIA JESTEŚ JAKAŚ?! TO CHYBA JIMIIIIIIIIIIN!
- WY TO OBIE JESTEŚCIE GŁUPIE, TO WONHO URATOWAŁ MOJEGO MAKSIUSIA I ZROBIŁ MU USTA-USTA, MAM TO NAGRANE, JEJU, WSTAWIAM TO NA TIK-TOKA!


Po chwili wszystkie zaczęły piszczeć z podekscytowania, że mają na filmie gejowski pocałunek gwiazdy K-Popu z chłopakiem jednej z nich, a karki patrzyły na to wszystko z zażenowaniem.

- To serio jest jakiś gwiazdorek, Jessica? - wypalił jeden z nich, próbując odciągnąć niską blondynkę od Jasona, bo akurat wystawiła dekolt, aby podpisał jej się tam długopisem.
- No mówię ci, że tak! Weź, Sebastian, ty taki w ogóle nieświatowy jesteś! Tylko byś ludzi po mordzie lał! - zdenerwowała się dziewczyna, po czym popukała Gabrielę w ramię. - Skąd go znacie? Jest taki przystojnyyyyyyy - wyszeptała do niej, posyłając tęskne spojrzenie w stronę Jasona.
- Trochę to gejoskie, nie powiem - mruknął kolejny patus.
W tym czasie jego kumpel przerzucił bezwładnego Banana przez plecy.
- Ej, Mati? Te azjatyckie typy miliony zarabiają. Widziałeś, jakie ten Chińczyk ma barki? On by Maksiusia jednym palcem rozłożył, a dał mu buziaka życia i uratował skurwysyna!

Sebastian podrapał się po karku, mierząc Jasona wzrokiem od stóp do głów, po czym powoli odsunął Jessicę, samemu robiąc krok do przodu i wyciągając do Jasona wielką, niedźwiedzią łapę.

- No... jak tak, to szacun, panie Wonhow. Maksiu to w sumie debil, dobrze, żeś go pan nie dobił tą flaszką, tylko odratował. Szanuję twórczość, chociaż wolę hip-hop - oświadczył śmiertelnie poważnie, po czym odwrócił się do kumpla dźwigającego Banana. - Dobra, zbieramy Maksa, zanim całkiem wytrzeźwieje i znowu coś spierdoli. A wy, dziewczyny, zamknijcie gęby i nie nagrywajcie Wonhowa bez jego zgody, bo nas podadzą do sądu w tych Chinach.

No i po tym wszystkim lokalni rycerze ewakuowali się z plaży. Przypominam, że Eric dalej walczy o życie w wodzie. Proszę uratować Eryczka i zbierać manatki - jest to ostatnia tura na plaży i przedostatnia w tej rozgrywce.

W kolejnej - ostatniej - turze ekipa będzie szykowała się do powrotu do Toronto po całym wyjeździe.

Rozpoczynamy X, przedostatnią turę! Czas na posty macie do środy, 05.08.2026.



xoxo, Isiek
:rizz:

Prowadzący:
Alexander Hall

off the grid

: czw lip 30, 2026 12:27 am
autor: Alexander Hall
Gabriela była ciężka w chuj z tym swoim alienem w brzuchu, nic więc dziwnego, że kręgosłup Alexa powoli rezygnował z dalszej współpracy, sorry not sorry. Jeśli istniałaby jakaś dyscyplina olimpijska polegająca na próbie utrzymania równowagi z uwieszoną na plecach i wbijającą biżuterię w gardło dziewczyną, bez wątpienia wygrałby złoto. For real. - Żyją, ale co to za życie - rzucił pod nosem Alex w odpowiedzi na pytanie Jasona, gdy już stali z Gabrielą na brzegu, a Alex dalej podtrzymywał jej uda, żeby mu się nie ześlizgnęła i nie polecieli na piasek. Posłał Jasonowi spojrzenie pełne politowania, gdy Choi lekko się zirytował na jego rozkazywanie. - Byłeś najbliżej, Jason, weź się nie wkurzaj - wzruszył ramionami, po czym westchnął, bo naprawdę lubił oddychać (zwłaszcza, gdy nikt nie wbijał mu łańcuszka w skórę na szyi).

Anyway… potem zaczęło dziać się dużo rzeczy naraz. Tak w sumie to przegapił moment, w którym Cassie zaczęła pędzić w stronę dymiącego skutera, ale za to z perspektywy pierwszego rzędu widział, jak dopadł ją skurcz, a chwilę później dryfujący konar trafił ją prosto w łeb. Znaczy, w głowę. Alex wywrócił oczami, a chwilę później rozejrzał się w lewo i prawo, bo każdy zajął się swoimi sprawami i… czy naprawdę nikt oprócz niego nie widział, że Ruda się, kurwa, topiła?! Przez chwilę chciał zrzucić Gabrielę na piasek i popędzić Wildbird na pomoc, ALE palce Sher tuż przy jego karku boleśnie mu przypomniały, że chwilowo był związany z Gabrielą na niewieki niewieków, amen. - Haloo… Cassie się topi… Niech ktoś jej po… - zaczął, ale przerwał, bo zobaczył pędzącego jej na ratunek Stonesa. No i to był prawdziwy przyjaciel! - O, masz ją, Eric! Wszystko dobrze?! - zawołał do nich z brzegu, podczas gdy Eric jak prawdziwy bohater wyłowił Cass z wody i bezpiecznie przeniósł ją na brzeg. Zaraz potem Eryczek pomknął w kierunku skuterka - na pewno po to, żeby go w końcu zgasić, nie? W końcu Jason bawił się w ratownika, a ktoś musiał być tym odpowiedzialnym...

Alex przeniósł wzrok z Eryczka na Jasona, biernie przyglądając się reanimacji Banana. Metoda usta-usta wyglądała dwuznacznie, ale… co tu dużo mówić, Alex nie mógł go ani za to skrytykować ani pochwalić, bo sam miał na koncie masę różnych dziwnych przygód, z których absolutnie nie był dumny, ale zasada była prosta - SŁUCHAMY, NIE OCENIAMY. No i a propos słuchania, Sher właśnie im obwieściła, że rozplątała ich łańcuszki. - Sher, jesteś boska - palnął Alex z ulgą w głosie, po czym rozmasował sobie krótko szyję i kark i obrócił się w stronę wody. - Słyszałeś, Eric? Yyy… Eric? - rzucił Alex w eter, szukając wzrokiem Stonesa, który powinien być gdzieś w okolicy skutera, ale tak jakby… no… nie było go? Kurde, może wykończył go ten sam pechowy konar, co próbował zabić Cassie? Zauważył go dopiero po dłuższej chwili. TYP NAPRAWDĘ SIĘ TOPIŁ! - Sher, twój chłop się topi, a ty nic! - krzyknął Alex, po czym popędził do wody, zanurzył się w jeziorze i podpłynął do topiącego się Eryczka. Złapał go pod pachami i bez pierdolenia przeholował go z powrotem na brzeg. - Żyjesz, stary? - spytał od razu, kiedy wyciągnął go na piasek, po czym mocno poklepał go po plecach, żeby wypluł z siebie wodę.

No i w czasie gdy Alex bawił się w Słoneczny Patrol, na plaży pojawiła się ekipa lokalnych rycerzy w żonobijkach, a tuż obok nich podekscytowane małolaty z telefonami, które otoczyły Jasona ze wszystkich stron. Like… what the fuck? - Co jest, kurwa? A co to za zbiegowisko? - rzucił z konsternacją, podchodząc do Gabrieli i Eriki, które w spokoju delektowały się buszkami. Przetarł dłonią mokrą twarz, po czym przejął z ręki Gaby zapalonego blanta i zaciągnął się nim porządnie, wypuszczając dym dokładnie w momencie, gdy ekipka wpierdolka opuściła plażę z leżącym Bananem na czele.

Alex podszedł do Jasona, poklepał go po plecach i podał mu skręta, którego chwilę wcześniej ukradł Gabrieli. - Co to jest Wonhow? On cię obraził, Jason? - spytał niby całkowicie od niechcenia, podnosząc przy tym jedną brew i wykonując niewielkie skinięcie głową w kierunku znikającego towarzystwa.

Ktoś zadzierał z jego ziomkiem czy jak?

Erika Cassandra Jason Eric Shereen Gabriela

off the grid

: czw lip 30, 2026 11:00 pm
autor: Jason Choi
Jego plan pierwotnie był idealny. Skoro Bananek sprawiał im problemy i obiecywał jakieś zemsty, Jason zamierzał po pierwsze - uratować mu życie, a po drugie - nagrać to, sprawiając jednocześnie by wyglądało to niezwykle dwuznacznie. Mając w posiadaniu taki film, doskonale wiedział, że mógł ich niedoszłego Króla Wakacji zwyczajnie usadzić na dupie. Tacy jak on nienawidzili czegokolwiek co było gejowskie, więc wizja tego, że filmik z akcji ratunkowej mógłby trafić do sieci, miałaby powstrzymać Bananka przed faktycznymi próbami zemszczenia się na Jasonie za ten nieszczęsny, choć imponujący rzut butelką wódki.
Oczywiście nie mogło być tak, że wszystko poszło po jego myśli - bo po pierwsze nikt! NIkt! Nie zdecydował się faktycznie nagrać całej tej dwuznacznej akcji, a po drugie... ludzie postanowili nagle pójść się popodtapiać! Gdyby Jason widział, co się tam działo przy tym skuterze, strzeliłby takiego facepalma, że byłoby to słychać pewnie aż w Toronto.
W momencie kiedy na horyzoncie zamajaczyła mu grupka typowych patusiarzy, Jasonowi przez moment zrobiło się gorąco. Kurwa, no niby zdarzyło mu się kiedyś obić mordę czy dwie, ale przeciwko całej takiej zgrai nie miał szans. I nagle cała ta szopka z dwuznacznie wyglądającym RKO miała mu się nagle odbić czkawką...
Tak przynajmniej się spodziewał.
Nigdy w życiu nie przewidziałby, że oto jego skórę miała uratować zgraja napalonych dziewuch, ewidentnie mających pierdolca na punkcie kpopu... chociaż słabe z nich były kpopiary, skoro w byle Azjacie dopatrywały się swoich idoli... ale on nie narzekał! Jason naturalnie miał zamiar wejść w tę nietypową rolę, szczególnie że najwyraźniej miało to rozwiązać wszystkie ich problemy związane z banankiem-sranankiem. Wyćwiczonym odruchem dodatkowo ponapinał mięśnie, chętnie też złapał wciśnięty mu w rękę marker i zaczął podpisywać każdą część ciała, jaką podsuwały mu piszczące laski - pamiętając przy tym by podpisać się jednym z imion, które wymieniły.
- Moje panie, spokojnie, proszę nie róbcie zamieszania. Każda dostanie autograf, nawet fotkę sobie możemy strzelić - obiecał z szerokim, serdecznym uśmiechem. Niech mu serio ktoś da Oscara. - Dziękuję, dziękuję. Jestem prawdziwym szczęściarzem mając tak oddane fanki! - posłodził im jeszcze trochę, na sam koniec pokazując im jeszcze palcami koreański symbol serca - dobrze że miał jakiekolwiek pojęcie o kpopie, inaczej mogłoby być cienko!
Prawdziwą ulgę Jason odczuł w momencie, gdy patusy zgarnęły z plaży nieprzytomnego Bananka i wyglądało na to, że zamierzają się zbierać. Zdecydowanie widok konsternacji na twarzach byczków w żonobijkach był wart odstawienia tego całego cyrku. Jason z niezachwianą pewnością siebie ujął wielką łapę naczelnego patusa, ściskając ją mocno.
- Nie ma sprawy. Pilnujcie kumpla, biedny się trochę wody nałykał - uśmiechnął się kolejny raz. Biedni byli ci prawdziwi idole, musieli się użerać z takimi sytuacjami pewnie na co dzień - Dziękuję za miłe słowa. Przy produkcji kolejnego albumu będę próbować swoich sił w rapie, może akurat panu podpasuje - zakończył konspiracyjnym szeptem, jakby właśnie zdradzał facetowi wielką tajemnicę. Oczywiście laski też to usłyszały i łyknęły kłamstwo jak pelikany, aż im się oczy zaświeciły. Całe szczęście już nikt więcej go nie naciskał, naczelny żonobijek zarządził wymarsz.
A Jason musiał się bardzo, bardzo, bardzo postarać, aby nie wybuchnąć z miejsca śmiechem.
Zachował kamienną twarz do czasu, aż grupka zniknęła im z oczu. Akurat wtedy do Choi'a podszedł Alex. Zanim niestety dostał odpowiedź na swoje pytanie, Jason w końcu ryknął takim śmiechem, aż się zgiął w pół i łzy mu poleciały. Ledwo zdołał wziąć od Halla zaoferowanego skręta, ocierając policzki.
- Kurwa, stary - przez moment miał nawet problem żeby złapać oddech, tak się głupio chichrał - Wzięli mnie... - odetchnął jeszcze raz, trochę się uspokajając i zaczął jeszcze raz - Wzięli mnie za jakiegoś koreańskiego idola. Zabrali swojego nieprzytomnego kumpla i poleźli w chuj, bo przestraszyli się, że ich mój prawnik załatwi - zaciągnął się skrętem, oddając go Lexowi. Tak im się spieszyło, że zapomnieli nawet o wbitym w krzaki skuterze.
- Czaisz że laski chciały żebym się im na cyckach podpisał - dodał jeszcze, ciągle chichocząc. Chyba rozsądnie byłoby się jednak ewakuować z plaży. Jason wolał nie ryzykować, że patusom się nagle coś odwidzi i wrócą, żeby zrobić tutaj burdę. - Zbieramy się, co? Dość mam wrażeń jak na jeden dzień.
A przecież to nie on się przed chwilą topił!

Alexander Hall Eric Stones Shereen Winfield Cassandra Wildbird Erika Lindberg Gabriela R. Blais

off the grid

: pt lip 31, 2026 8:45 am
autor: Cassandra Wildbird
Umówmy się - nie tak Cassandra wyobrażała sobie ten wypad. Gdyby wiedziała, że dwa razy omal nie utonęła, pewnie nadal siedziałaby za granicą na jakimś koncercie, relaksując się i odpoczywając. A tak? Dała się namówić na spotkanie z grupą przyjaciół, w której każdy był chaotyczny do granic możliwości. Można było zakładać, można było planować, ale niemal zawsze wychodził prawdziwy rozgardiasz - jak nie zatrzaskując się samoistnie drzwi, tak pojawiał się jakiś patologiczny osobnik z żądzą mordu, który pewnie odczuwał dziwną satysfakcję z podtapiania innych. Ale hej, ostatecznie karma była nieprzyjemna i pan macho dostał za swoje dzięki Jasonowi, który zachował się niczym prawdziwy jaskiniowiec najpierw ofiarę ogłuszając, a później się do niej dobierając. ostatecznie każdy sposób jest dobry, prawda?
Skupiając się na próbie dotarcia do skutera, Wildbird naprawdę wiele straciła, nie rejestrując co się działo na plaży podczas jej krótkiej nieobecności. Zaaferowana była dymiącym się przedmiotem na tyle, że oberwała w ten łeb konarem. Ten atak musiał być ustawiony, nie ma możliwości, żeby po raz kolejny się topiła, na dodatek będąc dobrą pływaczką. tak, zdecydowanie to nie był jej dzień na prezentowanie umiejętności.
Wymachując rękami, starała się uparcie utrzymać na powierzchni, w czym nie pomagało jej widmo skurczu, który złapał ją dosłownie chwilę wcześniej. Combo lepsze niż w Tekkenie, a jakie skuteczne!
Całe szczęście w tym chaosie została dostrzeżona przez Erica, który niczym najwspanialszy rycerz na wodnym rumaku podpłynał do niej, ratująć z objęć nieprzychylnej wody. Zamiast tego znalazła się w jego, co było zdecydowanie przyjemniejsze.
-Wiszę ci dobre jedzenie, jakiegoś burgera czy deser lodowy - wyrzuciła z siebie, kiedy bezpiecznie znaleźli się na brzegu. Zakaszlała, wypluwając z płuc resztki wody, której się nałykała. w ogóle kto by podejrzewał, że ten niepozorny chłopiec był taki silny! - Uwierz mi, nie mam najmniejszego zamiaru. Niby do trzech razy sztuka, ale wtedy z pewnością zginę - westchnęła, przeczesując mokre włosy dłonią, by pozbyć się ich z twarzy. Długie fajne, ale jakie upierdliwe!
-Trzymam za słowo, zawsze chciałam zostać syrenką - rzuciła do Eriki, która poklepała ją po ramieniu. Fantastyczny pomysł, może dzięki temu będzie mogła swobodnie pod wodą oddychać i już nigdy nie będzie groziło jej utonięcie.
Rozejrzała się po reszcie ekipy - Alex, Gabi i Sher wydawali się wyglądać normalnie, jakby wszystkie zdarzenia na około zupełnie ich nie dotyczyły. Takim to pozazdrościć! Jason napawał się swoim boski pocałunkiem i ponownym znokautowaniem Bananowego Pana (może oddech był nieświeży?), a Stones? Stones się topił! Zupełnie jakby obrał sobie za cel powtórzenie błędu Wildbird.
-Ej… bo teraz kamień nam na dno idzie - rzuciła. Jak dobrze, że Alex był na tyle trzeźwy na umyśle i sprawny fizycznie, że wyciągnął kumpla z tego zabójczego jeziora, które zdecydowanie nie chciało, żeby ktoś w nim dzisiaj pływał.
Pojawienie się pato ekipy były czymś zdecydowanie niespodziewanym. To zawsze zwiastowało kłopoty i wiedziała o tym nawet Cassie, która w normalnych okolicznościach miała spory kredyt zaufania do ludzi i wierzyła w ich dobro. Tu co najwyżej mógł być dobry wpierdol.
-Ja chyba też potrzebuję tego bucha - wyrzuciła z siebie, kiedy piszczące nastolatki zaczęły skakać koło Jasone. To to zdecydowanie najwięcej zyskał na tym wyjeździe. Sława, jaka by nie była, zawsze sławą pozostawała, nawet jeśli chodziło o gejowskie porno.
-Nie takich przygód się spodziewałam. Niezapomniane to z pewnością będzie. Aż cud, że wszyscy przeżyli - stwierdziła. - A ty Jason to teraz musisz się nauczyć tańczyć skomplikowane układy, żeby TikToki nagrywać. Jak zbijesz miliony, zabierzesz nas na rejs drogim jachtem - zwróciła się do kumpla.

Lex Eri Jas Eric Gabi Sher