Strona 8 z 9

off the grid

: wt lip 28, 2026 9:45 am
autor: Łoś Superktoś
PODSUMOWANIE - TURA IX
gratulacja!
Kronika Biwakowa: Tura IX, czyli usta-usta, K-POP i H20, wystarczy kropla

Umm… może od razu przejdę do podsumowania, bo na tej plaży spokój trwał średnio jakieś trzy sekundy i nie mamy już czasu na żaden ładny wstęp.

Shereen udało się w końcu rozplątać połączonych biżuterią Alexa i Gabrielę, dzięki czemu przestali przypominać dziwnego wielbłąda. W tym czasie Cassie rzuciła się, żeby przejąć skuter, ale najpierw złapał ją skurcz, a potem trafił ją w głowę dryfujący konar, więc do skutera nie dotarła. Na szczęście, Eric porzucił poszukiwania zegarka (który i tak odnalazł później wśród fal, ale niestety, nie działał), wcielił się w Herkulesa i wyłowił Megarę Cassie z wody. Zaraz potem sam postanowił poszaleć na dymiącym skuterze, ale szybko zniknął pod wodą… Niestety, chyba nikt tego nie zauważył (właśnie dlatego trzeba uważać, z kim jeździ się nad wodę, bo przyjaciele mogą zostawić cię w biedzie).

Prawdziwy spektakl odegrał się jednak na ręczniczku Shereen (który prawdopodobnie pójdzie do wyrzucenia). Gdy oszołomiony Banan wyczołgał się z wody, wyzwał ich od roboli i padł jak długi na piach, Jason przeszedł do działania i rozpoczął RKO, które przypadkiem wyglądało jak niezwykle namiętny, romantyczny pocałunek w pełnym słońcu (można powiedzieć, że Banan-sranan jednak okazał się szczęściarzem). Po kilku wdechach Bananek ocknął się, po czym wrzasnął z przerażenia na widok Azjaty tak blisko swojej twarzy i… zemdlał ponownie z szoku.

Jednocześnie mewa zostawiła Erikę w spokoju, dzięki czemu miała czas na superowe rozmyślania dotyczące zakopania typa w lesie i posadzenia na nim jagódek, ale - niestety - na plaży pojawiła się odsiecz i myśli musiały pozostać myślami. Odsieczą okazała się zgraja patusów w żonobijkach i złotych łańcuchach z Temu. Gabriela i Erika próbowały rozładować napięcie blantami i głupią gadką, ale…

Nagle na plażę wbiegła grupka kilku młodych dziewczyn, które nagrywały całą akcję z ukrycia. Laski przyjrzały się Jasonowi z bliska i na plaży rozległy się piski i zachwyty, po czym pomiędzy dziewczętami wywiązał się taki dialog:

- O BOŻE, CZY TO JUNGKOOK CZY KTÓRY? NIE ZNAM SIĘ NA TYM!
- GŁUPIA JESTEŚ JAKAŚ?! TO CHYBA JIMIIIIIIIIIIN!
- WY TO OBIE JESTEŚCIE GŁUPIE, TO WONHO URATOWAŁ MOJEGO MAKSIUSIA I ZROBIŁ MU USTA-USTA, MAM TO NAGRANE, JEJU, WSTAWIAM TO NA TIK-TOKA!


Po chwili wszystkie zaczęły piszczeć z podekscytowania, że mają na filmie gejowski pocałunek gwiazdy K-Popu z chłopakiem jednej z nich, a karki patrzyły na to wszystko z zażenowaniem.

- To serio jest jakiś gwiazdorek, Jessica? - wypalił jeden z nich, próbując odciągnąć niską blondynkę od Jasona, bo akurat wystawiła dekolt, aby podpisał jej się tam długopisem.
- No mówię ci, że tak! Weź, Sebastian, ty taki w ogóle nieświatowy jesteś! Tylko byś ludzi po mordzie lał! - zdenerwowała się dziewczyna, po czym popukała Gabrielę w ramię. - Skąd go znacie? Jest taki przystojnyyyyyyy - wyszeptała do niej, posyłając tęskne spojrzenie w stronę Jasona.
- Trochę to gejoskie, nie powiem - mruknął kolejny patus.
W tym czasie jego kumpel przerzucił bezwładnego Banana przez plecy.
- Ej, Mati? Te azjatyckie typy miliony zarabiają. Widziałeś, jakie ten Chińczyk ma barki? On by Maksiusia jednym palcem rozłożył, a dał mu buziaka życia i uratował skurwysyna!

Sebastian podrapał się po karku, mierząc Jasona wzrokiem od stóp do głów, po czym powoli odsunął Jessicę, samemu robiąc krok do przodu i wyciągając do Jasona wielką, niedźwiedzią łapę.

- No... jak tak, to szacun, panie Wonhow. Maksiu to w sumie debil, dobrze, żeś go pan nie dobił tą flaszką, tylko odratował. Szanuję twórczość, chociaż wolę hip-hop - oświadczył śmiertelnie poważnie, po czym odwrócił się do kumpla dźwigającego Banana. - Dobra, zbieramy Maksa, zanim całkiem wytrzeźwieje i znowu coś spierdoli. A wy, dziewczyny, zamknijcie gęby i nie nagrywajcie Wonhowa bez jego zgody, bo nas podadzą do sądu w tych Chinach.

No i po tym wszystkim lokalni rycerze ewakuowali się z plaży. Przypominam, że Eric dalej walczy o życie w wodzie. Proszę uratować Eryczka i zbierać manatki - jest to ostatnia tura na plaży i przedostatnia w tej rozgrywce.

W kolejnej - ostatniej - turze ekipa będzie szykowała się do powrotu do Toronto po całym wyjeździe.

Rozpoczynamy X, przedostatnią turę! Czas na posty macie do środy, 05.08.2026.



xoxo, Isiek
:rizz:

Prowadzący:
Alexander Hall

off the grid

: czw lip 30, 2026 12:27 am
autor: Alexander Hall
Gabriela była ciężka w chuj z tym swoim alienem w brzuchu, nic więc dziwnego, że kręgosłup Alexa powoli rezygnował z dalszej współpracy, sorry not sorry. Jeśli istniałaby jakaś dyscyplina olimpijska polegająca na próbie utrzymania równowagi z uwieszoną na plecach i wbijającą biżuterię w gardło dziewczyną, bez wątpienia wygrałby złoto. For real. - Żyją, ale co to za życie - rzucił pod nosem Alex w odpowiedzi na pytanie Jasona, gdy już stali z Gabrielą na brzegu, a Alex dalej podtrzymywał jej uda, żeby mu się nie ześlizgnęła i nie polecieli na piasek. Posłał Jasonowi spojrzenie pełne politowania, gdy Choi lekko się zirytował na jego rozkazywanie. - Byłeś najbliżej, Jason, weź się nie wkurzaj - wzruszył ramionami, po czym westchnął, bo naprawdę lubił oddychać (zwłaszcza, gdy nikt nie wbijał mu łańcuszka w skórę na szyi).

Anyway… potem zaczęło dziać się dużo rzeczy naraz. Tak w sumie to przegapił moment, w którym Cassie zaczęła pędzić w stronę dymiącego skutera, ale za to z perspektywy pierwszego rzędu widział, jak dopadł ją skurcz, a chwilę później dryfujący konar trafił ją prosto w łeb. Znaczy, w głowę. Alex wywrócił oczami, a chwilę później rozejrzał się w lewo i prawo, bo każdy zajął się swoimi sprawami i… czy naprawdę nikt oprócz niego nie widział, że Ruda się, kurwa, topiła?! Przez chwilę chciał zrzucić Gabrielę na piasek i popędzić Wildbird na pomoc, ALE palce Sher tuż przy jego karku boleśnie mu przypomniały, że chwilowo był związany z Gabrielą na niewieki niewieków, amen. - Haloo… Cassie się topi… Niech ktoś jej po… - zaczął, ale przerwał, bo zobaczył pędzącego jej na ratunek Stonesa. No i to był prawdziwy przyjaciel! - O, masz ją, Eric! Wszystko dobrze?! - zawołał do nich z brzegu, podczas gdy Eric jak prawdziwy bohater wyłowił Cass z wody i bezpiecznie przeniósł ją na brzeg. Zaraz potem Eryczek pomknął w kierunku skuterka - na pewno po to, żeby go w końcu zgasić, nie? W końcu Jason bawił się w ratownika, a ktoś musiał być tym odpowiedzialnym...

Alex przeniósł wzrok z Eryczka na Jasona, biernie przyglądając się reanimacji Banana. Metoda usta-usta wyglądała dwuznacznie, ale… co tu dużo mówić, Alex nie mógł go ani za to skrytykować ani pochwalić, bo sam miał na koncie masę różnych dziwnych przygód, z których absolutnie nie był dumny, ale zasada była prosta - SŁUCHAMY, NIE OCENIAMY. No i a propos słuchania, Sher właśnie im obwieściła, że rozplątała ich łańcuszki. - Sher, jesteś boska - palnął Alex z ulgą w głosie, po czym rozmasował sobie krótko szyję i kark i obrócił się w stronę wody. - Słyszałeś, Eric? Yyy… Eric? - rzucił Alex w eter, szukając wzrokiem Stonesa, który powinien być gdzieś w okolicy skutera, ale tak jakby… no… nie było go? Kurde, może wykończył go ten sam pechowy konar, co próbował zabić Cassie? Zauważył go dopiero po dłuższej chwili. TYP NAPRAWDĘ SIĘ TOPIŁ! - Sher, twój chłop się topi, a ty nic! - krzyknął Alex, po czym popędził do wody, zanurzył się w jeziorze i podpłynął do topiącego się Eryczka. Złapał go pod pachami i bez pierdolenia przeholował go z powrotem na brzeg. - Żyjesz, stary? - spytał od razu, kiedy wyciągnął go na piasek, po czym mocno poklepał go po plecach, żeby wypluł z siebie wodę.

No i w czasie gdy Alex bawił się w Słoneczny Patrol, na plaży pojawiła się ekipa lokalnych rycerzy w żonobijkach, a tuż obok nich podekscytowane małolaty z telefonami, które otoczyły Jasona ze wszystkich stron. Like… what the fuck? - Co jest, kurwa? A co to za zbiegowisko? - rzucił z konsternacją, podchodząc do Gabrieli i Eriki, które w spokoju delektowały się buszkami. Przetarł dłonią mokrą twarz, po czym przejął z ręki Gaby zapalonego blanta i zaciągnął się nim porządnie, wypuszczając dym dokładnie w momencie, gdy ekipka wpierdolka opuściła plażę z leżącym Bananem na czele.

Alex podszedł do Jasona, poklepał go po plecach i podał mu skręta, którego chwilę wcześniej ukradł Gabrieli. - Co to jest Wonhow? On cię obraził, Jason? - spytał niby całkowicie od niechcenia, podnosząc przy tym jedną brew i wykonując niewielkie skinięcie głową w kierunku znikającego towarzystwa.

Ktoś zadzierał z jego ziomkiem czy jak?

Erika Cassandra Jason Eric Shereen Gabriela

off the grid

: czw lip 30, 2026 11:00 pm
autor: Jason Choi
Jego plan pierwotnie był idealny. Skoro Bananek sprawiał im problemy i obiecywał jakieś zemsty, Jason zamierzał po pierwsze - uratować mu życie, a po drugie - nagrać to, sprawiając jednocześnie by wyglądało to niezwykle dwuznacznie. Mając w posiadaniu taki film, doskonale wiedział, że mógł ich niedoszłego Króla Wakacji zwyczajnie usadzić na dupie. Tacy jak on nienawidzili czegokolwiek co było gejowskie, więc wizja tego, że filmik z akcji ratunkowej mógłby trafić do sieci, miałaby powstrzymać Bananka przed faktycznymi próbami zemszczenia się na Jasonie za ten nieszczęsny, choć imponujący rzut butelką wódki.
Oczywiście nie mogło być tak, że wszystko poszło po jego myśli - bo po pierwsze nikt! NIkt! Nie zdecydował się faktycznie nagrać całej tej dwuznacznej akcji, a po drugie... ludzie postanowili nagle pójść się popodtapiać! Gdyby Jason widział, co się tam działo przy tym skuterze, strzeliłby takiego facepalma, że byłoby to słychać pewnie aż w Toronto.
W momencie kiedy na horyzoncie zamajaczyła mu grupka typowych patusiarzy, Jasonowi przez moment zrobiło się gorąco. Kurwa, no niby zdarzyło mu się kiedyś obić mordę czy dwie, ale przeciwko całej takiej zgrai nie miał szans. I nagle cała ta szopka z dwuznacznie wyglądającym RKO miała mu się nagle odbić czkawką...
Tak przynajmniej się spodziewał.
Nigdy w życiu nie przewidziałby, że oto jego skórę miała uratować zgraja napalonych dziewuch, ewidentnie mających pierdolca na punkcie kpopu... chociaż słabe z nich były kpopiary, skoro w byle Azjacie dopatrywały się swoich idoli... ale on nie narzekał! Jason naturalnie miał zamiar wejść w tę nietypową rolę, szczególnie że najwyraźniej miało to rozwiązać wszystkie ich problemy związane z banankiem-sranankiem. Wyćwiczonym odruchem dodatkowo ponapinał mięśnie, chętnie też złapał wciśnięty mu w rękę marker i zaczął podpisywać każdą część ciała, jaką podsuwały mu piszczące laski - pamiętając przy tym by podpisać się jednym z imion, które wymieniły.
- Moje panie, spokojnie, proszę nie róbcie zamieszania. Każda dostanie autograf, nawet fotkę sobie możemy strzelić - obiecał z szerokim, serdecznym uśmiechem. Niech mu serio ktoś da Oscara. - Dziękuję, dziękuję. Jestem prawdziwym szczęściarzem mając tak oddane fanki! - posłodził im jeszcze trochę, na sam koniec pokazując im jeszcze palcami koreański symbol serca - dobrze że miał jakiekolwiek pojęcie o kpopie, inaczej mogłoby być cienko!
Prawdziwą ulgę Jason odczuł w momencie, gdy patusy zgarnęły z plaży nieprzytomnego Bananka i wyglądało na to, że zamierzają się zbierać. Zdecydowanie widok konsternacji na twarzach byczków w żonobijkach był wart odstawienia tego całego cyrku. Jason z niezachwianą pewnością siebie ujął wielką łapę naczelnego patusa, ściskając ją mocno.
- Nie ma sprawy. Pilnujcie kumpla, biedny się trochę wody nałykał - uśmiechnął się kolejny raz. Biedni byli ci prawdziwi idole, musieli się użerać z takimi sytuacjami pewnie na co dzień - Dziękuję za miłe słowa. Przy produkcji kolejnego albumu będę próbować swoich sił w rapie, może akurat panu podpasuje - zakończył konspiracyjnym szeptem, jakby właśnie zdradzał facetowi wielką tajemnicę. Oczywiście laski też to usłyszały i łyknęły kłamstwo jak pelikany, aż im się oczy zaświeciły. Całe szczęście już nikt więcej go nie naciskał, naczelny żonobijek zarządził wymarsz.
A Jason musiał się bardzo, bardzo, bardzo postarać, aby nie wybuchnąć z miejsca śmiechem.
Zachował kamienną twarz do czasu, aż grupka zniknęła im z oczu. Akurat wtedy do Choi'a podszedł Alex. Zanim niestety dostał odpowiedź na swoje pytanie, Jason w końcu ryknął takim śmiechem, aż się zgiął w pół i łzy mu poleciały. Ledwo zdołał wziąć od Halla zaoferowanego skręta, ocierając policzki.
- Kurwa, stary - przez moment miał nawet problem żeby złapać oddech, tak się głupio chichrał - Wzięli mnie... - odetchnął jeszcze raz, trochę się uspokajając i zaczął jeszcze raz - Wzięli mnie za jakiegoś koreańskiego idola. Zabrali swojego nieprzytomnego kumpla i poleźli w chuj, bo przestraszyli się, że ich mój prawnik załatwi - zaciągnął się skrętem, oddając go Lexowi. Tak im się spieszyło, że zapomnieli nawet o wbitym w krzaki skuterze.
- Czaisz że laski chciały żebym się im na cyckach podpisał - dodał jeszcze, ciągle chichocząc. Chyba rozsądnie byłoby się jednak ewakuować z plaży. Jason wolał nie ryzykować, że patusom się nagle coś odwidzi i wrócą, żeby zrobić tutaj burdę. - Zbieramy się, co? Dość mam wrażeń jak na jeden dzień.
A przecież to nie on się przed chwilą topił!

Alexander Hall Eric Stones Shereen Winfield Cassandra Wildbird Erika Lindberg Gabriela R. Blais

off the grid

: pt lip 31, 2026 8:45 am
autor: Cassandra Wildbird
Umówmy się - nie tak Cassandra wyobrażała sobie ten wypad. Gdyby wiedziała, że dwa razy omal nie utonęła, pewnie nadal siedziałaby za granicą na jakimś koncercie, relaksując się i odpoczywając. A tak? Dała się namówić na spotkanie z grupą przyjaciół, w której każdy był chaotyczny do granic możliwości. Można było zakładać, można było planować, ale niemal zawsze wychodził prawdziwy rozgardiasz - jak nie zatrzaskując się samoistnie drzwi, tak pojawiał się jakiś patologiczny osobnik z żądzą mordu, który pewnie odczuwał dziwną satysfakcję z podtapiania innych. Ale hej, ostatecznie karma była nieprzyjemna i pan macho dostał za swoje dzięki Jasonowi, który zachował się niczym prawdziwy jaskiniowiec najpierw ofiarę ogłuszając, a później się do niej dobierając. ostatecznie każdy sposób jest dobry, prawda?
Skupiając się na próbie dotarcia do skutera, Wildbird naprawdę wiele straciła, nie rejestrując co się działo na plaży podczas jej krótkiej nieobecności. Zaaferowana była dymiącym się przedmiotem na tyle, że oberwała w ten łeb konarem. Ten atak musiał być ustawiony, nie ma możliwości, żeby po raz kolejny się topiła, na dodatek będąc dobrą pływaczką. tak, zdecydowanie to nie był jej dzień na prezentowanie umiejętności.
Wymachując rękami, starała się uparcie utrzymać na powierzchni, w czym nie pomagało jej widmo skurczu, który złapał ją dosłownie chwilę wcześniej. Combo lepsze niż w Tekkenie, a jakie skuteczne!
Całe szczęście w tym chaosie została dostrzeżona przez Erica, który niczym najwspanialszy rycerz na wodnym rumaku podpłynał do niej, ratująć z objęć nieprzychylnej wody. Zamiast tego znalazła się w jego, co było zdecydowanie przyjemniejsze.
-Wiszę ci dobre jedzenie, jakiegoś burgera czy deser lodowy - wyrzuciła z siebie, kiedy bezpiecznie znaleźli się na brzegu. Zakaszlała, wypluwając z płuc resztki wody, której się nałykała. w ogóle kto by podejrzewał, że ten niepozorny chłopiec był taki silny! - Uwierz mi, nie mam najmniejszego zamiaru. Niby do trzech razy sztuka, ale wtedy z pewnością zginę - westchnęła, przeczesując mokre włosy dłonią, by pozbyć się ich z twarzy. Długie fajne, ale jakie upierdliwe!
-Trzymam za słowo, zawsze chciałam zostać syrenką - rzuciła do Eriki, która poklepała ją po ramieniu. Fantastyczny pomysł, może dzięki temu będzie mogła swobodnie pod wodą oddychać i już nigdy nie będzie groziło jej utonięcie.
Rozejrzała się po reszcie ekipy - Alex, Gabi i Sher wydawali się wyglądać normalnie, jakby wszystkie zdarzenia na około zupełnie ich nie dotyczyły. Takim to pozazdrościć! Jason napawał się swoim boski pocałunkiem i ponownym znokautowaniem Bananowego Pana (może oddech był nieświeży?), a Stones? Stones się topił! Zupełnie jakby obrał sobie za cel powtórzenie błędu Wildbird.
-Ej… bo teraz kamień nam na dno idzie - rzuciła. Jak dobrze, że Alex był na tyle trzeźwy na umyśle i sprawny fizycznie, że wyciągnął kumpla z tego zabójczego jeziora, które zdecydowanie nie chciało, żeby ktoś w nim dzisiaj pływał.
Pojawienie się pato ekipy były czymś zdecydowanie niespodziewanym. To zawsze zwiastowało kłopoty i wiedziała o tym nawet Cassie, która w normalnych okolicznościach miała spory kredyt zaufania do ludzi i wierzyła w ich dobro. Tu co najwyżej mógł być dobry wpierdol.
-Ja chyba też potrzebuję tego bucha - wyrzuciła z siebie, kiedy piszczące nastolatki zaczęły skakać koło Jasone. To to zdecydowanie najwięcej zyskał na tym wyjeździe. Sława, jaka by nie była, zawsze sławą pozostawała, nawet jeśli chodziło o gejowskie porno.
-Nie takich przygód się spodziewałam. Niezapomniane to z pewnością będzie. Aż cud, że wszyscy przeżyli - stwierdziła. - A ty Jason to teraz musisz się nauczyć tańczyć skomplikowane układy, żeby TikToki nagrywać. Jak zbijesz miliony, zabierzesz nas na rejs drogim jachtem - zwróciła się do kumpla.

Lex Eri Jas Eric Gabi Sher

off the grid

: wt sie 04, 2026 7:32 pm
autor: Shereen Winfield
Skupiła się na rozplątywaniu łańcuszków, tracąc w ogóle poczucie czasu. Uratowanie Cassie przez Erica rozwiązało jeden problem, bo chociaż rudowłosa w wyścigu do skutera nie zginęła śmiercią tragiczną. I nie została znokautowana ani przez wodę ani płynący konar. Zapewne Winfield czuła w tamtym momencie dumę z Erica, bo zachował się bardzo rozsądnie i nie musieli przejmować się Wildbird, której niestety nie wyrastał syreni ogon po wejściu do wody, nawet jeśli bardzo by tego chciała. Tak, to było przez chwilę. Bo później Eric jak zwykle musiał być sobą i jego nieodpowiedzialność prawie doprowadziła do katastrofy. Spuściła go tylko na chwilę z oczu, a on jak małe dziecko, niemalże się utopił, bo oczywiście musiał podbić do cholernego skutera i jeszcze strzelić popisówę, jak nastolatek, co doprowadziło do tego, że wpieprzył się do wody. Winfield nie zanotowała od razu tego faktu.
Zareagowała dopiero na słowa Alexa, którzy krzyknął coś typu Sher, chłop ci się topi — i momentalnie ją zmroziło. Więc w tym czasie, co Alex wbiegł do wody, ratując tonącego księcia, ona zatrzymała się zaniepokojona na brzegu, obserwując całą akcję ratowniczą z przysłoniętymi ustami. Gdyby miała nieco więcej czasu na myślenie, a mniej na niepokój, normalnie rozważyłaby ten cały związek ze Stonesem, bo musiała zwracać szczególną uwagę na to, czy niczego akurat nie odpierdalał, albo czy nie mdlał, ale zdążyła sobie przypomnieć, że nadrabiał innymi rzeczami, właściwie to był dobrym chłopakiem. Po wytaszczeniu go na brzeg w pierwszej chwili sprawdziła, czy wszystko było z nim dobrze. Dopiero gdy odkaszlnął i pozbył się nadmiaru wody, wypuściła z ulgą powietrze.
— Dzięki, Alex. Będzie ci musiał chyba oddać w hajsie albo w naturze. Tak ostatecznie — westchnęła, opierając dłonie na kolanach, gdy przysiadła na piasku, obok Erica.

Rozmowa wychowawcza – tutaj ważne dla Eryczka


Gdy Alex odszedł, przeniosła swoje spojrzenie w stronę Stonesa i spiorunowała go wzrokiem. Nie słyszała całej tej historii o azjatyckim idolu, bo potrzebowała chwili na rozmowę wychowawczą, którą miała odbyć ze swoim chłopakiem. Martwiła się o niego i naturalnie była zła.
— Co ty odpierdalasz? Zostawiłam cię dosłownie na dwie minuty, a ty już odstawiasz jakieś akcje samobójcze? — rzuciła sfrustrowana, unosząc dwa palce, żeby podkreślić te cholerne dwie minuty. —Co tam się w ogóle stało? Źle się poczułeś? — była na tyle kulturalna, że nie podnosiła głosu, bo nie chciała robić mu wstydu przy przyjaciołach. Nie widziała, co dokładnie się stało. Nie miała pewności, czy wpadł do tej wody ze swojej winy, skutera, przez głupotę, czy po prostu kiepskie samopoczucie — wolała takie rzeczy wiedzieć. — Pozbieraj się i chodź tam do nich — odwróciła głowę w stronę grupy siedzącej na plaży. Zanim wstała z piasku, nachyliła się w stronę Stonesa, składając krótki pocałunek na jego ustach.

A tu już możecie czytać.


Dopiero gdy upewniła się, że Eric był w stanie samodzielnie funkcjonować i raczej nie zamierzał ponownie rzucać się w objęcia jeziora, ruszyła z nim w stronę reszty. Z całej opowieści Jasona zdążyła wyłapać jedynie coś o autografach, cyckach i koreańskim idolu, co w zestawieniu z grupą oddalających się właśnie osób oraz podekscytowanymi nastolatkami z telefonami nie wyjaśniało absolutnie niczego.
— Czekaj, co? — zmarszczyła brwi, przenosząc spojrzenie z Jasona na Cassie.
— Zostawiam was samych na chwilę, bo ten tutaj postanowił się utopić, a ty w tym czasie zostałeś gwiazdą k-popu? — spytała, wskazując najpierw kciukiem na Erica, a potem ruchem podbródka na Choia. Przyjrzała mu się uważniej, jakby próbowała odnaleźć w nim podobieństwo do któregokolwiek koreańskiego idola, ale ostatecznie pokiwała głową z udawaną powagą. — W sumie rozumiem. Połowa sukcesu to pewność siebie, a tej zdecydowanie ci nie brakuje — przyznała, przysiadając obok Cassie.
Rudowłosa wspomniała coś o skomplikowanych układach, na co Shereen parsknęła śmiechem.
— Najpierw niech nam pokaże ten koreański symbol serduszka. Musimy sprawdzić, czy faktycznie zasłużył na debiut — rzuciła, po czym spojrzała na Jasona z rozbawieniem. — I mam nadzieję, że zapamiętałeś, komu się podpisałeś na cyckach. Prawdziwy idol powinien dbać o swoje fanki. Bo chyba to zrobiłeś, co? — przechyliła lekko głowę.


Lex Erika Jas Eric Gabi Cassie

off the grid

: wt sie 04, 2026 8:53 pm
autor: Gabriela R. Blais
Alex jeszcze chuja wiedział o Alienie, więc jego zmęczenie było jedynie wynikiem jego lenistwa i zaprzestania dbania o siebie, bo już wyłowił swoją blond foczkę i spoczął na laurach. No, ale cóż, nie od dziś wiadomo, że ludzie w związkach tyją. I na tym można było zakończyć te rozważania, bo oboje zostali uratowani przed życiem syjamskich bliźniąt.
Przynajmniej w spokoju mogła oddać się swojej pasji - czyli jaraniu i piciu. I tak sobie stała z Eriką, oglądając całe te show i podburzając towarzystwo, że mają do czynienia ze sławną gwiazdą azjatyckiego świata. Niech Jason też ma coś z tego życia, a raczej za ten piękny rzut, który ściął banana dosłownie z nóg.
- Skąd go znacie? Jest taki przystojnyyyyyyy…
- A no widzisz akurat jestem jego koordynatorem od podróży. A ona jest jego stylistką. - i się zaczęło. Lawina pytań i próśb, o to żeby na następnym koncercie ich idol był bez koszulki. Chryste, te laski totalnie były napalone, a jedna to prawie się ocierała o Jasona. Miał chłop swoje pięć minut, a co ważniejsze nikt przecież nie pozwie światowej sławy gwiazdy, więc win win. Z bólem serca oddała blanta Alexowi i podała Eri pudełeczko, żeby skręciła następnego, a ona poszła zrobić im po drinku, skoro butelki zostały uratowane. Przynajmniej większość.
- A będziesz twerkować, Jason? Bo te twoje teledyski, to takie nudne ostatnio. - zdecydowanie za dużo wódki polała do kubeczka. Podała więc tę zabójczą miksturę ich gwiazdce.
- Tak. Został Wchujhanem. HauHauem? Kurwa, nie powtórzę ci tego. - odpowiedziała Sher, która była przed chwilą zajęta swoim chłopakiem i opierdalaniem go. W słusznej sprawie. Solidarność jajników i te sprawy. Więc ewidentnie ona miała rację, a Eric powinien przeprosić i kupić jej coś fancy.
- Erika, i jak tam? Mamy nowego blanta?! - podała Cassie jeden kubeczek, żeby go potrzymała i zaczęła ważyć kolejną miksturę. Tutaj więcej było soku niż wódy, więc podała ten specjał Sher. Kolejny taki rudowłosej i oczywiście najważniejszej osobie, która miała dobry towar i skręcała go w blanta, czyli Erika. Driny dla Panów, to były siekiery. Chciała zobaczyć, który pierwszy się wyłamie i okaże złamasem, który miał kubki smakowe. Sama zaś po prostu wzięła w dłoń flaszkę i przechyliła ją, żeby zaszczycić swoje podniebienie kilkoma łykami.
- Musimy znaleźć ten filmik. Eric raz dwa pewnie go odszuka. Ciekawe, czy dobrze wypadłeś przy swoim debiucie. - ale umówmy się, sekcja komentarzy zawsze była najlepszą lekturą. I tego była najbardziej ciekawa. Czy ludzie sprują się, że źle wykonał RKO, czy jednak będą pisać tam same laski, które miały kisiel w gaciach na widok Azjaty?

Eric Shereen Alexander Erika Cassandra Jason

off the grid

: śr sie 05, 2026 7:04 pm
autor: Eric Stones
- Wszystko git! - krzyknął do Alexa, pokazując uniesionego do góry kciuka, bo miał wszystko pod kontrolą, a Cass żyła, więc nie było powodu do obaw.
- Nie pogardzę ani burgerem, ani dobrym deserem. - odpowiedział zgodnie z prawdą, posyłając przyjaciółce lekki uśmiech. On ogólnie jedzeniem nie gardził, dlatego bardzo mu odpowiadały dziękczynne propozycje.
- Nie ma żadnego “zginę” na mojej warcie. - powiedział do Cass chwilę przed wymuszeniem na przygodę do skutera. Miał nadzieję, że Cass nie postanowi zostać rebelką i faktycznie już pozostanie na lądzie.
Nie przypuszczał natomiast, że ostatecznie i on będzie potrzebował ratunku… No ale najważniejsze, że wyłączył maszynę, prawda? I skoro już sobie na skuterze siedział, to chciał skorzystać z okazji - pierwotnie planował popłynąć do najbliższej plaży lecz jakoś nagle wpadł na pomysł aby porobić kółka, które… skończyły się wylądowaniem w wodzie. Czy był z tego dumny? Cóż, niekoniecznie… szczególnie, że w pewnym momencie miał wrażenie, że życie przelatywało mu przed oczami.
Czy to miał być jego koniec? Game over?
Czy rozdział jego książki zostanie zakończony w taki sposób?
W pewnym momencie poczuł dość mocne uderzenie w plecy, co pomogło mu pozbyć się wody z wnętrza organizmu. Kaszlał i kaszlał, a po chwili rozejrzał się dookoła.
Siedząc, przechylił głowę w bok, licząc, że z ucha wyleci mu woda. Przestał tj. wrócił głową do pionu, gdy dostrzegł mordercze spojrzenie Sher i usłyszał kierowane do niego słowa.
- Co? - wydobył z siebie, ponownie kaszląc.
- To nie było specjalnie. Inaczej to miało wyglądać. - dodał, przeczesując dłonią mokre włosy.
- Ja… zakręciło mi się w głowie. Pewnie zrobiłem o jedno kółko za dużo… - wyjaśnił, patrząc Sher prosto w oczy zgodnie z tym, jak było i co spowodowało, że wylądował pod wodą. Skinął głową i kiedy miał wstawać, otrzymał buziaka, którego absolutnie się nie spodziewał. Uśmiechnął się lekko i wziął Sher za rękę.
Pewnie przez chwilę dla żartów udawał, że chce wrócić do jeziora ale ostatecznie niczego takiego nie zrobił, tylko stanął przy ekipie.
- Ej! Niczego takiego nie postanawiałem. To się samo stało. - powiedział do Sher poważnym tonem, przewracając oczami.
- Wchujhan? Hauhau? Ciekawe pseudonimy. - stwierdził, parskając śmiechem, nie spodziewając się takich oryginalnych nazw.
- Ale no gratki Jason. Kiedy zaczynasz trasę? - spytał, a słysząc o filmiku, puścił rękę swojej dziewczyny i podszedł do plecaka, aby wyjąć z niego telefon. Odblokował go i zaczął akcję poszukiwawczą.
- Chyba coś znalazłem… - powiedział, pokazując ekran przyjaciołom, na którym albo faktycznie był Jason, albo ktoś BARDZO podobny do niego. Jeżeli ktoś chciał przyjrzeć się bliżej, to Eric podał swoją komórkę niczym fajkę pokoju.
Kolejną rzeczą, jaka go także ciekawiło było to, jak Erice szło przygotowywanie blantów - datego po chwili zerknął w jej kierunku.

off the grid

: czw sie 06, 2026 1:05 am
autor: Erika Lindberg
To był jeden z tych wyjazdów, o których kiedyś ktoś nakręci jakiś kiepski film, który mógłby być kultową komedią z lat dwutysięcznych, ale obecnie na pewno się nie przebije w żaden sposób, bo znajdowali się obecnie nie w tej dekadzie, co trzeba. Biednemu to zawsze piach w oczy i chuj w dupę...
Sama była w zasadzie bogata o tyle, że wygrała starcie z mewą. Choć, tak po prawdzie, to w sumie ptaszysko samo odpuściła i jej zwycięstwo było, co najwyżej wynikiem swoistego walkoweru, co na pewno nie było powodem do dumy.
- Dziewczyno... Jesteś ruda. Jak Arielka - powiedziała niezwykle poważnie, nachylając się ku Cass, aby odgarnąć jej za ucho pasmo mokrych włosów. - To połowa sukcesu, ale jestem pewna, że byłabyś od niej dużo zajebiaszczą syrenką.
Tego była pewna, ale w zasadzie to mogła być stronnicza. Głównie ze względu na to, że żywiła o wiele większy szacunek oraz sympatię do Wildbird niż do jakiejś rysunkowej córeczki Posejdona, która zaprzedała się po to, aby zdobyć dopiero, co poznanego faceta. No i po co jej to było?
W zasadzie to była przekonana, że starcie z patusami skończy się dla nich tragicznie, ale całe szczęście nie było tak źle. Być może dlatego, że dosyć szybko sytuacja została rozładowana przez kilka zdecydowanie zbyt entuzjastycznych fanek kpopu... Lindberg może i wyglądała jak gotka z krwi i kości, ale w tej materii również, co nieco się znała, ale nie miała serca wyprowadzać tych pań z błędu. Zwłaszcza, że prawdopodobnie dzięki temu właśnie ominął ich wpierdol. Niech zatem laski żyją w swoim cudownym Delululandzie.
- Mhmmm... - mruknęła twierdząco, gdy tylko Gabs przedstawiła ją jako stylistkę. - Airwrecka Lindergh. Z niemym H na końcu.
Musiała się przedstawić w jak najbardziej nonszalancki sposób, trzymając w palcach blanta i posyłając dziewczynom spojrzenie spod długich rzęs jakby była femme fatale z filmów noir.
Na spokój na pewno nie mieli, co liczyć. Całe szczęście zgraja fanek oblepiała teraz swojego koreańskiego bożyszcza, a w ich pobliżu znalazł się Alex oraz Cass. Ta dwójka na pewno znajdowała się w potrzebie wyjaśnień oraz zapodania blanta, który obecnie wrócił z powrotem do Blais.
- Nasz banan-sranan miał towarzystwo. Paru rycerzy herbu żonobijka oraz damy ich serc, które wzięły naszego pana ratownika za popularnego idola kpopowego - wyjaśniła mu pokrótce i odwróciła się do Gabrieli, która postanowiła powierzyć jej jakże zaszczytny obowiązek skręcenia kolejnego blanta.
Tylko, że o Lindberg trzeba było wiedzieć tyle, że była ekspertką raczej w dziedzinie wypalania jointów niż ich konstruowania, ale planowała dać z siebie wszystko. Musiała się tylko odpowiednio skupić, aby utworzyć z zielska naprawdę zgrabniutkiego skręta. Na pewno zajęło jej to nieco więcej czasu niż farbowanej na rudo specjalistce obok siebie, ale w końcu, gdy usłyszała pytanie Gabrieli to wydała z siebie jeszcze jeden twierdzący pomruk. Musiała go jeszcze solidnie skleić na ślinę, aby się nie rozpadł, a potem umieściła swoje dzieło pomiędzy własnymi wargami, aby odpalić tego blanta.
Zaciągnęła się porządnie, nabierając zieloną moc w płuca, którą zaraz wypuściła w spokojnym wydechu po czym obróciła jointa w palcach i podsunęła go pod same wargi Cassandry, która w końcu potrzebowała tego bucha. Teraz trzeba go było tylko wypalić i mogli spadać z tej przeklętej plaży.

Eric Stones Gabriela R. Blais Shereen Winfield Alexander Hall Jason Choi Cassandra Wildbird

off the grid

: sob sie 08, 2026 12:30 am
autor: Łoś Superktoś
PODSUMOWANIE - TURA X
gratulacja!
Kronika Biwakowa: Tura X, czyli Wonho z Temu, Słoneczny Patrol i ucieczka z plaży

Podczas gdy ekipa rycerzy ortalionu wraz ze swoją piskliwą eskortą otoczyła Jasona, Alex wziął sprawy w swoje ręce i uratował Erica przed pewną śmiercią z powodu utonięcia - wskoczył do wody, wyciągnął Stonesa na brzeg i sprezentował mu solidne klepanie po plecach. Na szczęście, Eryczek przeżył, chociaż na lądzie czekała go jeszcze szybka rozmowa wychowawcza i spiorunowanie wzrokiem przez zmartwioną Shereen (na pocieszenie dostał buziaka, jakby co).

Gdyby kogoś to interesowało, to Eryczce w końcu udało się pokonać mewę i przy okazji nazwała Cassandrę Arielką i przyznała jej prestiżowy tytuł zajebistej syrenki.

W tym samym czasie na plaży kwitł azjatycki biznes rozrywkowy i Jason niechcący stał się nową gwiazdą koreańskiej sceny muzycznej. Choi jako Wonho/Jimin rozdawał autografy na dekoltach swoim fankom, wysyłał koreańskie serduszka z palców i udawał, że na nowej płycie spróbuje swoich sił w rapie. Całą akcję podkręcały Gabriela (jako koordynatorka tej podróży) oraz Erika (jako wybitna stylistka Airwrecka z niemym H na końcu :podrywacz: ).

Gdy rycerze ortalionu w końcu ewakuowali się z plaży, Jason prawie umarł ze śmiechu, Gabriela polała wszystkim drinki, a Eric odzyskał siły na tyle, żeby odpalić telefon i znaleźć nagranie z Jasonem (albo kimś bardzo podobnym) ratującym Banana-Sranana.

Ostatecznie wszyscy wyszli z tego cało, mimo że skuter utknął w krzakach, lol.


CO DALEJ?


Nad jeziorem przyjaciele spędzili pełne siedem dni. Po plażowych rewolucjach przyszedł czas na spokojniejsze (lub tylko z nazwy spokojniejsze) atrakcje:

  • wspólne urodziny Eryczka i Gabrieli zorganizowane dzień przed odjazdem (było STO LAT, tort, tańce i mnóstwo prezentów, wysilcie się i dajcie znać, co dostali xD).

UWAGA!

Każdy rzuca kostką 1d6 i zaznacza, z której podlinkowanej powyżej planszy będzie korzystał. Opiszcie w poście podsumowującym wyjazd, co Wam się przytrafiło.

Jeśli chcecie, możecie użyć wszystkich 3 plansz.

Dacie radę, Ekipa!


OSTATNIA TURA


Ostatni post w naszej rozgrywce to czas na wspominki z całego wyjazdu, zbieranie ostatnich klamotów i sprawdzanie, czy nic nie zostało pod łóżkami. Potem ostatnie, szybkie spojrzenie na jezioro, pożegnanie z domkiem i powrót do rzeczywistości w Toronto.

Rozpoczynamy XI, OSTATNIĄ TURĘ! Czas na posty macie do niedzieli, 16.08.2026.

PS. Korzystając z okazji, chciałabym podziękować całej ekipie za udział w rozgrywce. Czytanie Waszych pościków i przygotowywanie podsumowań było dla mnie świetną zabawą, dziękuję za Waszą kreatywność, zaangażowanie, super super super rozrywkę i pilnowanie terminów! Każdemu życzę takiego DREAM TEAM!


xoxo, Isiek
:rizz:

Prowadzący:
Alexander Hall

off the grid

: ndz sie 09, 2026 1:02 am
autor: Alexander Hall
Wszystko co dobre, szybko się kończy, a ten tydzień zleciał tak szybko, że nim Alex zdążył się obejrzeć i porządnie rozgościć, już musieli wracać.

Trzeba było przyznać, że wyjazd im się udał! Na przykład takie kajaki, na które wybrali się w środku tygodnia - Alex, z zimnym piwkiem w dłoni, wpakował się do wody z zamiarem opłynięcia jeziora wzdłuż i wszerz, a skończyło się głównie na tym, że dwa razy utknął w najbardziej gęstych szuwarach i musiał pokornie czekać, aż Eric go stamtąd wyciągnie i popchnie. Jednak, halo, halo, to ponownie udowadniało tezę Alexa, że prawdziwych przyjaciół poznawało się w biedzie. Najważniejsze, że nic nie było w stanie zepsuć im nastrojów - razem z Eryczkiem i Jasonem śmieli się podczas przepływania całego jeziora, a tak w ogóle to chyba nikt nie utonął, co jest godne pochwały!

A latarnia morska? No heloł, widoki ze szczytu były po prostu zajebiste. Warto było wejść na górę po tych zakurzonych, pełnych pajęczyn schodach tylko po to, żeby rzucić okiem na całą okolicę. Problem pojawił się dopiero przy schodzeniu - Shereen dosłownie pięć sekund wcześniej rzuciła krótkie "Alex, uważaj na ten krzywy stopień", no i oczywiście, że Alex zignorował ostrzeżenie, bo co to nie on, przez co potknął się na ów feralnym stopniu i z wdziękiem uciekającego worka ziemniaków zjebał się na sam dół po ciasnej, kręconej klatce schodowej. Na jego szczęście - i wszystkich wokół - schodził pierwszy, więc przynajmniej nie zadziałał jak kula do kręgli i nie zagarnął za sobą reszty ekipy (jakby co to dalej ma wielkiego siniaka na dupie).

No a dzień przed wyjazdem nadszedł czas na urodziny, a dokładnie - podwójne urodziny Eryczka i Gabrieli. Był tort, było ostrzeganie się nawzajem przed kacem (kac morderca nie ma serca, YOLO) i polewanie sobie kolejnych kolejek. Alex długo zastanawiał się nad prezentami, ale ostatecznie dla Eryczka wybrał zajebisty koc, porządnego multitoola i butelkę jeszcze bardziej porządnej whisky, a Gabrieli podarował polaroida, żeby mogła udokumentować wszystkie te chwile, kiedy całą paczką pakowali się w kłopoty, a ona przypatrywała się tym kłopotom z bezpiecznej odległości. Ogólnie to impreza rozkręciła się do tego stopnia, że w pewnym momencie Hall - niezbyt przejmując się protestami - zgarnął Cassandrę i Ericę, żeby razem odwalili pełen improwizacji, najebany taniec, który omal nie skończył się połamaniem mebli, a potem… no, niezbyt pamiętał, kto zaprowadził go do łóżka, ALE NIEWAŻNE, BYŁO ZAJEBIŚCIE.

No a potem nadszedł poranek.

Alex leżał jeszcze na łóżku i gapił się w sufit, z bólem serca przyjmując do wiadomości fakt, że musieli już wracać. Lubił spędzać czas ze swoją ekipą, bo czuł się z nimi tak… no wiecie, mógł być sobą, a przy okazji nigdy się z nimi nie nudził. Nic dziwnego, że nie chciało mu się wracać. Wygrzebał się z pościeli i zwlókł się z łóżka z ciężkim sercem, potem z jeszcze większą trudnością spakował swoje klamoty do torby i przebrał się w motocyklowy kombinezon jeszcze przed śniadaniem. W sumie to nie był głodny - upił jedynie łyka kawy od Cassie, bo go naszła ochota.

Po śniadaniu i prowizorycznym sprzątaniu wyszedł przed domek, gdzie reszta już powoli przygotowywała się do wyjazdu. Umieścił swoją torbę w bagażniku auta Eryczka, po czym podszedł do stojącej obok Gabrieli i poklepał ją mocno po ramieniu. - Gotowa? - spytał, po czym odwrócił się do reszty zbierającej się ekipy. - Dobra, zawijamy się! Widzimy się w Toronto, ludziska! I nie zapomnijcie wrzucić wszystkich zdjęć na grupę! - rzucił jeszcze, po czym zabrał swój kask z ganku i założył go na głowę dopiero, gdy usiadł na motocyklu.

Już chwilę później silnik zaryczał i Alex zerknął ostatni raz na jezioro… Ech, znając ich paczkę, jutro i tak wszyscy wylądują razem na popołudniowym kebabie, żeby pośmiać się z filmików z Jasonem i powspominać cały wyjazd. Uśmiechnął się pod nosem, po czym dał znak Gabrieli, żeby ruszała pierwsza, a sam wyjechał na drogę tuż za nią.

Sweet home, TORONTOOOOO!


Erika Cassandra Jason Eric Shereen Gabriela