one senator, last chance
: pt wrz 25, 2026 2:29 pm
trigger warning
przekleństwaNasłuchiwali... Szkoda tylko, że zamiast dowiedzieć się czegoś konkretnego, to Aurelia nawijała o tym, że Noriega był hot. Chociaż z drugiej strony... mogli to wykorzystać i Madox zaraz o to pytał, bardziej, żeby zaczepić Pilar, a kiedy go zdzieliła w ramię, to szarpnął się do niej, żeby ją ugryźć.
Nie spodziewał się takiej odpowiedzi, tylko bez pieprzenia, aż znowu jedna jego brew powędrowała do góry. To co, podrywać ją mógł? Posyłać jej te przeciągłe spojrzenia, które ponoć wystarczyły, żeby mu ulec?
Wywrócił oczami, a zaraz wbił spojrzenie w swoją żonę.
- Ta... prędzej byś ją wyszarpała za włosy niż pozwoliła mi ją podrywać - znał Pilar... może czasami nawet lepiej niż ona sama?
On by jej nie pozwolił podrywać jakiś typów nawet dla dobra misji. Gdyby miał coś do gadania... A że często nie miał to już inna sprawa.
- Ale jak zajdzie potrzeba to przypomnę ci te słowa - znowu to robił, tak ją specjalnie prowokował, drażnił się z nią. Chociaż prawda jest taka, że on by jej nigdy nie zdradził, dla dobra misji, czy tak o. Bo Madox taki nie był, a poza tym wbrew powszechnej opinii on był zafiksowany na swojej żonie, zakochany w niej, do tego stopnia, że inne laski się nie liczyły. Chociaż czasem po prostu musiał sobie popierdolić, poudawać, żeby nie spalić swojej przykrywki. Właściciela klubu, kobieciarza...
A kiedy dziewczyna wspomniała, że wybiera się do takiego, to Noriega zawiesił spojrzenie na swojej żonie. Bo może oni też powinni? Jeszcze trochę z niej wyciągnąć? Nie tracić tej szansy, którą dał im los?
Szkoda tylko, że Madox zaraz depnął na gałąź zwracając na nich uwagę dziewczyny.
Kurwa.
Noriega aż wstrzymał powietrze dociskając do siebie Pilar, nawet nie ugryzł jej w rękę, kiedy oparła mu ją na ustach, jego oddech zagrał na jej palcach, kiedy wypuścił powoli powietrze nosem. Ciemne oczy utkwił w tych jej pięknych i błyszczących. A serce waliło mu w piersi tak mocno, że mogła je czuć na sobie, jak obija się o to jej. Już po nich...
Tylko, że zaraz okazało się, że wcale nie. Znowu mieli tego swojego farta, który przychodził w najmniej oczekiwanych momentach. Kurwa, chyba Madox powinien jednak zapalić jakąś świeczkę na grobie babki Carmen Sandiego w Medellin. Następnym razem muszą to zrobić, gdy będą w Kolumbii.
Teraz jednak oboje popatrzyli za Aurelią, która odsunęła się od krzaka i poszła dyskutować ze swoją matką. Można było odetchnąć z ulgą i Madox zaraz to zrobił, chociaż już po chwili zagadywał Pilar, że myślał, że będzie musiał wyjść do dziewczyny.
- Nie no... zaraz byśmy stąd uciekli w siną dal, przecież gołym okiem widać, że to buntowniczka - może i Aurelia była butna, ale gdyby Luna usłyszał chociaż tą jej rozmowę przez telefon, to może rzeczywiście zamiast robić interesy z Noriegą, to rozwaliłby mu łeb? Przecież to chodziło o jego córeczkę, Madox też pewnie tak by zrobił, chociaż on wcale jeszcze nie myślał o tym, jakim byłby ojcem... Pewnie takim jak Luna. Dużo mieli wspólnego, mimo wszystko.
- Co? - oczywiście, że już pytał co by z nią zrobił Benito, ale wtedy ciszę przeszył kolejny trzask, a tym razem Noriega już szarpnął odruchowo swoją żonę za siebie, zasłonił ją. Tylko, że wtedy przed nimi stanął ten wyczesany, wielki kocur, wpatrywał się w nich zielonymi ślepiami, a zaraz ruszył w ich kierunku. Oczywiście, że Madox się schylił, żeby pogłaskać Dolly, a zaraz spojrzał na swoją żonę.
- Dupę nam uratowała - jeszcze podrapał kota za uchem, ale ten zaraz ich wyminął ocierając im się o nogi i ruszył do ogródka Luny. No i dobrze. Madox wyprostował się i zaraz stał koło swojej żony. Skinął głową, kiedy rzuciła to spierdalamy stąd, nawet już wyciągnął do niej rękę, a kiedy wskoczyła mu na plecy, to zaraz ją złapał, poprawił na sobie zaciskając palce na jej udach - wolę jednak cię nosić na ramieniu, bo wtedy też mogę cię pozaczepiać - odchylił do tyłu głowę, żeby na nią spojrzeć, a palcami przesunął do jej pośladków i zaraz w jeden ją uszczypnął. Jednak trochę mógł ją zaczepiać. Ruszył przed siebie przez ten cudzy ogródek. A kiedy Pilar wspomniała o sukience, to poprawił jej ją na pupie.
- Chuj z nią - rzucił odnośnie kiecki, ale rzeczywiście mogła im się jeszcze przydać, zwłaszcza, że Pilar nie chciała odpuszczać, a Madox już odwracał głowę, żeby na nią spojrzeć. Z jednej strony też o tym pomyślał, że powinni śledzić córkę Luny, że mogli coś jeszcze z niej wyciągnąć, ale z drugiej może najpierw powinien odstawić Pilar do domu, z tymi poranionymi stópkami? Znaleźli się już przy samochodzie, i Noriega dopiero na ognistej masce Astona Martina posadził swoją żonę, stanął między jej udami.
- Myślisz? A co z twoimi nogami? A może ja pojadę? Albo... - już widział to jej spojrzenie, więc się przymknął. I znowu jej uległ, znowu odpuszczał - nie pojedziemy tak. A nie wiemy do jakiego klubu się wybiera, więc ktoś musi tu zostać i ją śledzić, a ktoś jechać nam po jakieś ciuchy - no tak, to chyba była jedyna opcja. Sukienka Pilar była rozjebana, jego koszula cała upierdolona we krwi, tak to mogli iść chyba jedynie do jakiegoś klubu dla zwyroli, a jak wiemy Emptiness było zamknięte - ja zostaje, a ty dasz radę prowadzić? - znowu zaczepiał wytatuowanymi palcami o jej nogę, a zaraz się schylał, żeby obejrzeć jej stopy. Zanim Aurelia skończy pogadankę ze starymi, zanim się odstawi, to mieli chwilę. Madox myślał, nie chciał się znowu z nią rozdzielać, ale... co mieli zrobić?
I wtedy zaparkował koło nich różowiutki Mercedes i wysiadła z niego jakaś odstawiona blondynka. Poprawiła swoją różową mini i zerknęła na nich, a zaraz wyjęła z torebusi swój różowiutki vaporyzator i zaciągnęła się dymem, wypuściła w eter smugę białego dymu.
- Jezu Aurelia to ile jeszcze ci zejdzie? - nagrała głosówkę na telefonie grzebiąc za czymś w samochodzie i przy okazji wypinając się do nich. Madox się odwrócił chowając twarz w tych pięknych i jak się okazało praktycznych, kudłach swojej żony. Blondynka trzasnęła drzwiami.
- Dooobra! Zaparkowałam ulicę dalej, żeby twój ojciec nie widział mercia, to idę do ciebie, wpuść mnie tyłem, pomogę ci wybrać kieckę, bo obczaj to, że Jake też idzie do Shadow - nie no kurwa.
Czy oni naprawdę mieli dzisiaj takiego farta? Pecho-farta. Bo jednak Pilar miała na stopach te zadrapania, ale blondynka rozmawiała z Aurelią i jeszcze zdradziła do jakiego klubu się wybierają. Shadow, skupisko małolatów i ćpalnia, ale... co kto lubi.
- No wiem, ale jakie jest prawdopodobieństwo, że trafisz w klubie na tego gościa idiotko?! Będziesz musiała zadowolić się kanadyjskim kutasem, latynoska zdziro! - krzyknęła do telefonu, a zaraz ruszyła po chodniku w kierunku chaty Luny. Madox obejrzał się za nią, a zaraz wbijał ciemne spojrzenie w oczy swojej żony.
- Ja pierdole, to chyba idą do Shadow? - uniósł jedną brew, ale jeszcze obejrzał się w kierunku różowiutkiego samochodu - ale na wszelki wypadek... Masz jeszcze jakiś lokalizator? Albo podrzucę im mój telefon, masz go na apce - sięgnął nawet do kieszeni swoich spodni, żeby wyjąć z nich ich telefony. Na tym jego były jakieś nieodebrane połączenia od Pati, ale Madox je zrzucił. Mieli teraz inne rzeczy na głowie. Skoro chcieli wbić się na imprezkę z małolatkami.
Vamos a una fiesta, chica latina