Strona 8 z 9

one senator, last chance

: pt wrz 25, 2026 2:29 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
- Przecież maść mojej ciotki jest najlepsza - no tak, Madox zawsze smarował się nią, kiedy oberwał i proszę, jak się na nim wszystko goiło, jak na psie. Chociaż ostatnio jej nie używał, bo kiedy to zrobił, to Pilar kazała mu spać na kanapie i pewnie nawijała tak jak żona Benito, że wali gównem. Więc Noriega wolał jednak jej nie używać, niż kanapę. Ale swoją żonę na pewno nią posmaruje, każde jedno zadrapanie. Poklepał ją jeszcze po tyłku, trochę pogłaskał, kiedy niósł ją przez ogród na ramieniu, a zaraz już stawiał na trawie, ale najpierw się rozejrzał, czy już nie wejdzie w nic kłującego.
Nasłuchiwali... Szkoda tylko, że zamiast dowiedzieć się czegoś konkretnego, to Aurelia nawijała o tym, że Noriega był hot. Chociaż z drugiej strony... mogli to wykorzystać i Madox zaraz o to pytał, bardziej, żeby zaczepić Pilar, a kiedy go zdzieliła w ramię, to szarpnął się do niej, żeby ją ugryźć.
Nie spodziewał się takiej odpowiedzi, tylko bez pieprzenia, aż znowu jedna jego brew powędrowała do góry. To co, podrywać ją mógł? Posyłać jej te przeciągłe spojrzenia, które ponoć wystarczyły, żeby mu ulec?
Wywrócił oczami, a zaraz wbił spojrzenie w swoją żonę.
- Ta... prędzej byś ją wyszarpała za włosy niż pozwoliła mi ją podrywać - znał Pilar... może czasami nawet lepiej niż ona sama?
On by jej nie pozwolił podrywać jakiś typów nawet dla dobra misji. Gdyby miał coś do gadania... A że często nie miał to już inna sprawa.
- Ale jak zajdzie potrzeba to przypomnę ci te słowa - znowu to robił, tak ją specjalnie prowokował, drażnił się z nią. Chociaż prawda jest taka, że on by jej nigdy nie zdradził, dla dobra misji, czy tak o. Bo Madox taki nie był, a poza tym wbrew powszechnej opinii on był zafiksowany na swojej żonie, zakochany w niej, do tego stopnia, że inne laski się nie liczyły. Chociaż czasem po prostu musiał sobie popierdolić, poudawać, żeby nie spalić swojej przykrywki. Właściciela klubu, kobieciarza...
A kiedy dziewczyna wspomniała, że wybiera się do takiego, to Noriega zawiesił spojrzenie na swojej żonie. Bo może oni też powinni? Jeszcze trochę z niej wyciągnąć? Nie tracić tej szansy, którą dał im los?
Szkoda tylko, że Madox zaraz depnął na gałąź zwracając na nich uwagę dziewczyny.
Kurwa.
Noriega aż wstrzymał powietrze dociskając do siebie Pilar, nawet nie ugryzł jej w rękę, kiedy oparła mu ją na ustach, jego oddech zagrał na jej palcach, kiedy wypuścił powoli powietrze nosem. Ciemne oczy utkwił w tych jej pięknych i błyszczących. A serce waliło mu w piersi tak mocno, że mogła je czuć na sobie, jak obija się o to jej. Już po nich...
Tylko, że zaraz okazało się, że wcale nie. Znowu mieli tego swojego farta, który przychodził w najmniej oczekiwanych momentach. Kurwa, chyba Madox powinien jednak zapalić jakąś świeczkę na grobie babki Carmen Sandiego w Medellin. Następnym razem muszą to zrobić, gdy będą w Kolumbii.
Teraz jednak oboje popatrzyli za Aurelią, która odsunęła się od krzaka i poszła dyskutować ze swoją matką. Można było odetchnąć z ulgą i Madox zaraz to zrobił, chociaż już po chwili zagadywał Pilar, że myślał, że będzie musiał wyjść do dziewczyny.
- Nie no... zaraz byśmy stąd uciekli w siną dal, przecież gołym okiem widać, że to buntowniczka - może i Aurelia była butna, ale gdyby Luna usłyszał chociaż tą jej rozmowę przez telefon, to może rzeczywiście zamiast robić interesy z Noriegą, to rozwaliłby mu łeb? Przecież to chodziło o jego córeczkę, Madox też pewnie tak by zrobił, chociaż on wcale jeszcze nie myślał o tym, jakim byłby ojcem... Pewnie takim jak Luna. Dużo mieli wspólnego, mimo wszystko.
- Co? - oczywiście, że już pytał co by z nią zrobił Benito, ale wtedy ciszę przeszył kolejny trzask, a tym razem Noriega już szarpnął odruchowo swoją żonę za siebie, zasłonił ją. Tylko, że wtedy przed nimi stanął ten wyczesany, wielki kocur, wpatrywał się w nich zielonymi ślepiami, a zaraz ruszył w ich kierunku. Oczywiście, że Madox się schylił, żeby pogłaskać Dolly, a zaraz spojrzał na swoją żonę.
- Dupę nam uratowała - jeszcze podrapał kota za uchem, ale ten zaraz ich wyminął ocierając im się o nogi i ruszył do ogródka Luny. No i dobrze. Madox wyprostował się i zaraz stał koło swojej żony. Skinął głową, kiedy rzuciła to spierdalamy stąd, nawet już wyciągnął do niej rękę, a kiedy wskoczyła mu na plecy, to zaraz ją złapał, poprawił na sobie zaciskając palce na jej udach - wolę jednak cię nosić na ramieniu, bo wtedy też mogę cię pozaczepiać - odchylił do tyłu głowę, żeby na nią spojrzeć, a palcami przesunął do jej pośladków i zaraz w jeden ją uszczypnął. Jednak trochę mógł ją zaczepiać. Ruszył przed siebie przez ten cudzy ogródek. A kiedy Pilar wspomniała o sukience, to poprawił jej ją na pupie.
- Chuj z nią - rzucił odnośnie kiecki, ale rzeczywiście mogła im się jeszcze przydać, zwłaszcza, że Pilar nie chciała odpuszczać, a Madox już odwracał głowę, żeby na nią spojrzeć. Z jednej strony też o tym pomyślał, że powinni śledzić córkę Luny, że mogli coś jeszcze z niej wyciągnąć, ale z drugiej może najpierw powinien odstawić Pilar do domu, z tymi poranionymi stópkami? Znaleźli się już przy samochodzie, i Noriega dopiero na ognistej masce Astona Martina posadził swoją żonę, stanął między jej udami.
- Myślisz? A co z twoimi nogami? A może ja pojadę? Albo... - już widział to jej spojrzenie, więc się przymknął. I znowu jej uległ, znowu odpuszczał - nie pojedziemy tak. A nie wiemy do jakiego klubu się wybiera, więc ktoś musi tu zostać i ją śledzić, a ktoś jechać nam po jakieś ciuchy - no tak, to chyba była jedyna opcja. Sukienka Pilar była rozjebana, jego koszula cała upierdolona we krwi, tak to mogli iść chyba jedynie do jakiegoś klubu dla zwyroli, a jak wiemy Emptiness było zamknięte - ja zostaje, a ty dasz radę prowadzić? - znowu zaczepiał wytatuowanymi palcami o jej nogę, a zaraz się schylał, żeby obejrzeć jej stopy. Zanim Aurelia skończy pogadankę ze starymi, zanim się odstawi, to mieli chwilę. Madox myślał, nie chciał się znowu z nią rozdzielać, ale... co mieli zrobić?
I wtedy zaparkował koło nich różowiutki Mercedes i wysiadła z niego jakaś odstawiona blondynka. Poprawiła swoją różową mini i zerknęła na nich, a zaraz wyjęła z torebusi swój różowiutki vaporyzator i zaciągnęła się dymem, wypuściła w eter smugę białego dymu.
- Jezu Aurelia to ile jeszcze ci zejdzie? - nagrała głosówkę na telefonie grzebiąc za czymś w samochodzie i przy okazji wypinając się do nich. Madox się odwrócił chowając twarz w tych pięknych i jak się okazało praktycznych, kudłach swojej żony. Blondynka trzasnęła drzwiami.
- Dooobra! Zaparkowałam ulicę dalej, żeby twój ojciec nie widział mercia, to idę do ciebie, wpuść mnie tyłem, pomogę ci wybrać kieckę, bo obczaj to, że Jake też idzie do Shadow - nie no kurwa.
Czy oni naprawdę mieli dzisiaj takiego farta? Pecho-farta. Bo jednak Pilar miała na stopach te zadrapania, ale blondynka rozmawiała z Aurelią i jeszcze zdradziła do jakiego klubu się wybierają. Shadow, skupisko małolatów i ćpalnia, ale... co kto lubi.
- No wiem, ale jakie jest prawdopodobieństwo, że trafisz w klubie na tego gościa idiotko?! Będziesz musiała zadowolić się kanadyjskim kutasem, latynoska zdziro! - krzyknęła do telefonu, a zaraz ruszyła po chodniku w kierunku chaty Luny. Madox obejrzał się za nią, a zaraz wbijał ciemne spojrzenie w oczy swojej żony.
- Ja pierdole, to chyba idą do Shadow? - uniósł jedną brew, ale jeszcze obejrzał się w kierunku różowiutkiego samochodu - ale na wszelki wypadek... Masz jeszcze jakiś lokalizator? Albo podrzucę im mój telefon, masz go na apce - sięgnął nawet do kieszeni swoich spodni, żeby wyjąć z nich ich telefony. Na tym jego były jakieś nieodebrane połączenia od Pati, ale Madox je zrzucił. Mieli teraz inne rzeczy na głowie. Skoro chcieli wbić się na imprezkę z małolatkami.

Vamos a una fiesta, chica latina 💃🏻🕺🏽

one senator, last chance

: pt wrz 25, 2026 9:20 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Noriega d r a m a t y z o w a ł.
Z jednej strony kiedy była na jego plecach, nie mógł jej zaczepiać, a jednak świetnie dawał sobie radę. Czuła jego dłonie na nagich udach i to jak bezczelnie przesuwają się w górę. Skóra mrowiła przyjemnie, a ona zaś z ustami przy jego uchu mruczała cichutko, jasno komunikując mu, że jej ten układ wcale nie przeszkadzał. Szczególnie, że po chwili jedną z dłoni wcisnęła pod materiał zakrwawionej koszuli, odnajdując rozgrzaną, wytatuowaną skórę swojego męża. Zaczepiła ją paznokciami, ryjąc tylko sobie znane ślaczki, podczas gdy on sam prowadził ich do wyjścia z posiadłości.
Chwała Bogu, że po tej stronie również rosło drzewo, a dokładniej jabłoń, po której mogli wspiąć się i przejść na ulicę. Płot od głównej bramy był nie do przeskoczenia. Nie wspominając o ostrych, wyglądającyhc jak strzały zakończeniach, które przy ich szczęściu pewnie skończyłyby w tyłku jednego z nich. Zamiast jednak zamartwiać się o jędrne pośladki, Noriega pierwsze podsadził Pilar, nie omieszkająć przytrzymać ją nieco dłużej za tyłek, gdy zasiadała na gałęzi, a potem sam do niej wskoczył. Jak Tarzan przetoczył się na drugą stronę, zwinnie zeskoczył, a potem już łapał Jane we własne ramiona. Tym razem z przodu, by posadzić ją na ognistej masce Astona Martina, a samemu wcisnąć się między uda, przy okazji nawijając o tym, że może ona nie powinna jechać z nim do klubu.
— Pojebało cię? — standardowe, klasyczne pytanie, na które odpowiedź oboje znali wyleciało spomiędzy jej pełnych warg, podczas gdy oczy wbiły spojrzenie w te jego, równie ciemne i intensywne. — Mieliśmy się już nie rozdzielać. Nie będę kurwa siedzieć w domu, kiedy ty szpiegujesz w klubie. Jak chcesz, to sam sobie zostań w do… — nawet nie dokończyła swojego umoralniającego wywodu, a on już doskonale wiedział, że nie miał z nią szans. Akurat pod tym względem i szczególnie po tym, co się stało z Sombrą w lesie, Pilar za punkt honoru postawiła sobie, że już więcej nie będzie się z nim rozdzielać. Nie było kurwa takiej opcji. Nie kiedy jeden z groźniejszych ludzi w całym Toronto deptał im po piętach i wystarczył jeden… jeden kurwa niewłaściwy ruch, a któreś z nich mógło skończyć w piachu. Mógł czuć, jak się spięła. — I jak ty chcesz ją śledzić, jak ja wezmę samochód i pojadę po ciuchy? — spojrzała na niego wymownie. Typowy Madox — zrobie coś durnego, a dopiero potem będę się martwić, co dalej. Znała go już aż za dobrze i może w tym, że się dobrali było jakieś zrządzenie losu, bo przecież zginąłby bez niej. Ona bez niego zresztą też. — Trzeba to odpowiednio rozegrać — powiedziała już spokojniej, wyciągając ręce przed siebie i zaciskając długie palce na materiale koszuli.
Problem w tym, że nawet nie było jej dane kontynuować z planem, bo tuż obok nich zatrzymało się jakieś różowe auto. I gdyby nie kolor, sugerujący, że jechała w środku kobieta, Pilar pewnie bardziej by się przejęła. Za kółkiem siedziała jakaś gówniara, pewnie w podobnym wieku co Aurelia, chociaż ta musiała być juz pełnoletnia, skoro miała prawko. Spojrzała na nich przelotnie, a Pilar momentalnie szarpnęła rękami do siebie, sprawiając że Noriega nie tylko naparł na nią mocniej całym ciałem, ale też bez problemu mógł schować twarz w jej gęstych, bujnych włosach. Co prawda nie były już tak pięknie uczesane jak na początku imprezy, ale o tej porze i tak nie miało to najmniejszego znaczenia.
Dziewczyna nawijała o tym, jak to nie wkradnie się do tylnym wejściem i pomoże Aurelii wybrać odpowiednią sukienkę na imprezę, a potem… podała nazwę klubu, do którego jechały. Tak po prostu. Pilar aż zamrugała bo kurwa, serio szło im coś za gładko. Albo mieli dzisiaj kurewsko dobry dzień, albo najgorsze było jeszcze przed nimi. Chociaż z drugiej strony, gdyby tak wziąć pod uwagę to co stało się z Senatorem i jej nogami, to może jednak wychodzili na zero. Dziewczyna nawinęła jeszcze kilka zdań o kanadyjskich kutasach, a potem, że jakaś parka koło jej domu brała się na masce samochodu, aż jej głos nie ucichł w końcu na tyle, że Pilar mogła się odchylić i spojrzeć w oczy swojego męża.
— A to nie przypadkiem ta speluna dla małolatów? — uniosła brew ku górze. Była dziwiona? No trochę tak, biorąc pod uwagę to, jak prowadzały się obie dziewczyny, szczególnie ta różowa Barbie. Z drugiej strony, to tam można było się porządnie naćpać i zabawić. — Kiedyś co trzy dni jeździłam tam na zgłoszenia — aż przewróciła oczami, bo za czasów służby w psiarni, a nie kryminalnce bywała tam aż za często. Mieli przynajmniej jakiś punkt zaczepny i z dobrych wieści było to, że żadne z nich nie musiało się rozdzielać. Mogli razem jechać do domu i…
— Co kurwa? — spojrzała na niego zaskoczona. — Po chuj chcesz jej podrzucać swój telefon? Zwariowałeś? — zeskoczyła z maski i od razu doskoczyła do Madoxa. — A co jak go kurwa znajdą? Jak Aurelia pokarze go staremu? Pojebało cię, Noriega? Nie ma takiej opcji — pokręciła głową, szarpiąc go w stronę drzwi do samochodu. — Nie kuś losu. Skoro tam jadą, to tam będą. A my za ten czas jedziemy się przebrać — zarządziła, jak na głowę tej rodziny przystało i bezczelnie wsadziła mu rękę do przedniej kieszeni, zaczepiając nie tylko kluczyki, które wyjęła i podała mu do reki. Nim załadowała się do Astona, podbiegła jeszcze pod drzewo po buty i resztkę sukienki, a kiedy wracała krzywiła się stawiając kroki. Bolało ją. Ale nie był to też taki ból, którego nie dało się znieść. Żeby jednak sobie nie dopierdalać, zajęła miejsce obok kierowcy i zapięła pasy.
— Trzeba się będzie odpowiednio ubrać — zwróciła mu uwagę, gdy mknęli już przez oświetlone Toronto, kierując się do mieszkania w centrum. Niby mieli trochę czasu, ale z nimi to przecież nigdy nic nie wiadomo. — Nie możesz przecież założyć koszuli — klub nie był jak Emptiness. Tam gówniaki raczej ubrali się bardziej stylowo niż biała koszula i marynarka. Z drugiej strony Madox mial tyle kolorowych ciuchów, że z pewnością będzie w stanie uszyć z tego coś młodzieżowego. Pilar mogła mieć problem, ale… — Ja sukienki też nie założę. Nie przy tych nogach — westchnęła, rozsiadając się wygodniej i wtapiając w fotel. — Może wezmę coś od Gaby? — spojrzała przelotnie na swojego męża. Kuzynka Madoxa miała przecież szafę pełną ciuchów, nie wszystko było eleganckie a i tak seksowne. Na pewno było tam coś do klubu. — Ona zapierdala mi sukienki, to będziemy akurat kwita — prosta matematyka, nie? Ta zapierdoliła jej kieckę, Pilar też coś sobie weźmie, a dwa minusy podobno dają plus, więc wszyscy szczęśliwi.
Dzięki temu, że był środek nocy, droga na distillery district minęła im żałośnie szybko i był to chyba pierwszy raz, kiedy faktycznie skorzystali z winy zamiast schodów. Wciąż dziwnie wracało się do mieszkania, gdzie żaden czworonóg nie witał ich tuż przy wejściu i nie pomachał się szybkiego wypadu na suki od swojego pana. Niby dało się do tego przyzwyczaić, ale w klace za każdym razem cos kuło.
— Za trzy minuty tutaj — rzuciła w końcu, patrząc wymownie na Noriegę i zamiast razem z nim do sypialni, Pilar odwróciła się do pokoju Gaby, przy okazji zaciskając palce na materiale czerwonej sukienki, która teraz i tak ledwo co zasłaniała jej uda. Szarpnęła ją do góry, zostając kompletnie naga, posyłając mu przy tym bezczelny uśmiech. — Vamos — a potem jeszcze bezczelniej go pośpieszyła. Nie było czasu, musieli się uwijać, a Pilar potrzebowała coś, co zakryje jej nogi. Nie mogła założyć pierwszej, lepszej kiecki, kiedy na łydkach miała wszędzie zadrapania, jakby stoczyła walkę jeden na jeden z jakimś dzikim kotem. Całe szczęście Gabierla miała też masę dużych, luźnych spodni. Szarpnęła jedne, do tego jakiś topik, a kiedy Madox wyszedł z pokoju, mógł ją zobaczyć w pełnej okazałości, jak już wciskała ostatniego kozaczka na wysokim obcasie na nogę.

:impra:

one senator, last chance

: sob wrz 26, 2026 12:58 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Dobrze, że Pilar i Madox byli takimi dzikusami i dla nich łażenie po drzewach, czy skakanie przez ogrodzenie nie było problemem, rzeczywiście mieli coś z Tarzana i Jane, ale co się dziwić, skoro ona za dzieciaka wspinała się na drzewo uciekając przed agresorami w bidulu, a mały Noriega udawał kota i właził na najwyższe gałęzie. Przez ogrodzenia też skakał, nawet raz się na jedno nabił robiąc sobie dziurę w boku. Ale dzisiaj im się udało. Pośladki Pilar dotknęły zimnej maski Astona Martina, a Madox od razu pchał się między jej nogi. Typowo.
Wywrócił oczami na to jej pojebało cię, no oczywiście. Czego on się spodziewał? Że jego żona powie mu, tak Madox idź sam, bo bolą mnie stópki? Albo... brzuszek?
- A może ja tam nie chcę szpiegować, tylko trochę się pobujać z małolatami? - zaczepił ją, a potem się do niej szarpnął, kiedy znowu dostał w ramię. Wiedział, że Pilar go nie puści samego. Ani żeby szpiegował, ani tym bardziej pobujać się z małolatami. Dlatego Madox zaraz nawijał już o tym, że nie mogą iść tak, w tych zniszczonych ciuchach za kilkanaście kafli. Następnym razem chyba jednak powinni się odpierdolić w lumpeksie. Z ich darem do niszczenia sobie ubrań. Przesunął palcami po udzie swojej żony, czuł jak się spięła, zaczepił o jej kolano.
- Nie wiem, może będę łapał stopa, albo zamówię taksówkę - no tak, bo Madox chyba nie przemyślał sprawy, Aurelia załatwi sobie podwózkę, a on co? Będzie tu stał jak kołek? Pójdzie z buta?
- Czyli jak? - dopytał Panią Noriega, jak ona to widziała. I pewnie wymyśliłaby coś o niebo lepszego niż on, ale jednak...
Los dzisiaj postanowił być po ich stronie. Dostali po dupie z tym senatorem, potem Pilar w krzakach, to teraz im się to zwracało. Chociaż nie można chwalić dnia przed zachodem słońca, zwłaszcza w ich przypadku, gdzie wszystko potrafiło wypierdolić się w kilka minut. Teraz jednak musieli korzystać z tego, co dostali. Madox wtulił się bardziej w Pilar, żeby ją zasłonić i siebie też. W końcu jeśli chcieli podejść do Aurelii, to mogli jeszcze trafić na tę gówniarę w różowym merolu. Merciu.
Słuchali, oboje wyłapali informację na temat klubu, ale to też nie było dziwne, w końcu to była ich praca. Kiedy dźwięk szpilek odbijających się o bruk ucichł i paplanina blondyny również, Noriega spojrzał na swoją żonę.
- Ta... Podobno jak chcesz się naćpać i zaliczyć małolatę to idziesz do Shadow... - złapał jej ciemne, przenikliwe spojrzenie, a zaraz dodał - tak słyszałem - Madox rzadko bawił się w innych klubach, w zasadzie u siebie miał wszystko, czego potrzebował, zajebista muzyka, najlepszy rum w Toronto, gorące, latynoskie laski? Czego chcieć więcej?
Ale czasem odwiedzał inne lokale, kiedy załatwiał sprawy, kiedy potrzebował. W Shadow też był kilka razy, prowadził go Daniel, za którym osobiście nie przepadał, któremu raz dla zabawy rozwalił bar. Mieli na pieńku.
- Wcale się nie dziwię, pewnie piorą się tam cześciej niż u mnie, słyszałem też o jakiś próbach gwałtu, GHB w co drugim drinku, ktoś rozpierdolił bar kijami bejsbolowymi, ogólnie dzicz - podsumował pięknie ten lokal, co prawda w tej akcji z kijami sam brał udział, ale... może nie powinien się tym chwalić?
Zaraz za to dzielił się z Pilar swoim genialnym pomysłem, że podrzuci im swój telefon jako lokalizator.
- Żebyśmy wiedzieli gdzie są? - zapytał unosząc brew, a kiedy Pilar zsunęła się z maski i zaczęła szarpać go za koszulę, to Madox jeszcze obejrzał się w stronę różowego Mercedesa - no przecież zrobię to tak, żeby nie znalazły, wejdę pod auto i tam... - jeszcze się jej szarpnął, ale już pchała dłoń do kieszeni jego eleganckich spodenek, a kiedy zaczepiła go przez cienki materiał, to wypuścił ciężko powietrze z płuc. Madox to jednak był prosty w obsłudze, wystarczyło go pozaczepiać, a on też już nie umiałby jej odmówić. Kiedy wróciła się pod drzewo po buty, to tym razem on oparł się o ognistą maskę samochodu i powiódł za nią spojrzeniem.
- Dobra chuj, ale jak ich tam nie będzie... - zaczął, ale kiedy Pilar zaczęła się krzywić idąc po bruku, to do niej doskoczył i złapał ją za tyłek, żeby ją podnieść i przenieść kawałek, do samochodu. Sam wsiadł za kierownicę i spojrzał na swoją żonę.
- Odpowiednio to znaczy jak? Ciebie trzeba posmarować maścią w pierwszej kolejności - znowu ją zaczepił sięgając do jej kolana, a potem musnął palcami jej udo - a co jest nie tak w moich koszulach? - dopytał jeszcze, ale jak do Emptiness pasowały, to w Shadow rzeczywiście mógł się wyróżniać - najlepsze nogi jakie wiedziałem - nawet się schylił, żeby ugryźć ją w kolano, bo akurat stali na światłach, a zaraz pytał z troską - boli cię? - no bo mogli właśnie być w trakcie szpiegowskiej tajnej misji, walki z gangusami, no ale kurwa, dla Madoxa przecież zawsze jego żona była najważniejsza, jej komfort. Inna sprawa, że ona i tak nigdy się nie skrzyła, nigdy nie chciała jechać do szpitala. I tym razem czuł, że będzie tak samo. Pogłaskał ją jeszcze po nodze, a później... parsknął śmiechem.
- Od Gaby? A widziałaś jej ciuchy? Nie wiem czy ona ma coś normalnego - Madox nigdy nie myślał o tym, że Gabi wyglądała seksownie, bo jednak kurwa myślenie o kuzynce w takich kategoriach byłoby zwyrolskie, ale chyba tak było, inni faceci oglądali się za Gabą, a ona zawsze potrafiła to wykorzystać. To też chyba mieli we krwi, może po tej ich babce, która zawarła pakt z samym Diabłem? Podobno.
Do domu dotarli szybko, a Madox znowu złapał Pilar na plecy, nawet jeśli korzystali tym razem z windy. W mieszkaniu było pusto, cicho. Dziwnie... A jeszcze jakiś czas temu było tu pełno ludzi, trzy psy, a teraz... Nawet Gaby nie było. Ale dzisiaj to może nawet lepiej. Musieli się skupić i szybko ogarnąć.
- Ja będę za dwie - oczywiście jeszcze zaczepił Pilar i nawet już zaczął rozpinać pasek, ale kiedy ściągnęła z siebie sukienkę, to go zamurowało, stał w miejscu i patrzył za nią, i znowu musiał walczyć ze sobą, żeby się do niej nie wyrwać - to może najpierw posmaruje... - już chciał zaproponować, że posmaruje ją maścią, ale po pierwsze to pewnie Pilar by mu nie pozwoliła, bo musiałaby później iść do klubu jebiąc gównem, a po drugie, to pewnie na smarowaniu by się nie skończyło, a nie mieli czasu... Kiedy go pospieszyła, to Noriega jeszcze pomruczał pod nosem coś po hiszpańsku, ale zniknął w sypialni.
Madox najpierw sięgnął po jedną ze swoich drogich koszul, ale kiedy pomyślał sobie o Shadow, to jednak postawił na zwykłą, białą koszulkę, spod której wystawały jego tatuaże, do tego luźne jeansy i fikuśna, skórzana kurtka, którą kupił ostatnio, bo chyba pozazdrościł Ericowi i Sher. Noriega był gotowy, wyszedł z sypialni i od razu wbił spojrzenie w swoją żonę.
- O kurwa - rzucił przystając w miejscu, poprawił kurtkę, którą miał przerzuconą przez ramię, a wytatuowanymi palcami przejechał po swoich wargach - wyglądasz kurewsko gorąco... Czy hot? Tak mówią małolaty? - zapytał podchodząc do niej bliżej i oczywiście musiał ją zaczepić, musnąć palcami odkryty, wyrzeźbiony brzuch jego żony. Jego ciemne oczy przesunęły się po jej sylwetce, kiedy stanęła już obok niego, zatrzymały się na jej piersiach - dobra, jak będzie trzeba, to ja zdejmuję koszulkę i też będzie hot - wzruszył ramionami, a zaraz objął ją ramieniem i poprowadził do drzwi, najpierw zamierzył się, żeby wziąć kluczyki od Astona Martina, ale ten chyba za bardzo rzucałby się w oczy, więc finalnie sięgnął po te od beemki. Znowu ruszyli do windy, a kiedy Noriega opierał się plecami o lustrzaną szybę, to podniósł spojrzenie na oczy swojej żony - chyba musisz częściej się tak odpierdalać, a może też pożyczysz od Gaby jakąś bieliznę, William twierdzi, że dużo jej zamawia, w ogóle zaproponował mi ostatnio, że mógłby dla ciebie coś wybrać - rzucił jakby nigdy nic, a zaraz obejmował ją ramieniem, kiedy znaleźli się ne parkingu i ruszyli do samochodu.

Pilar Noriega

one senator, last chance

: sob wrz 26, 2026 3:09 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
W Shadow wiecznie coś się działo.
Bójki, kradzieże i przede wszystkim przedawkowania, w które mieszana była nie tylko policja ale też kryminalni. Szczególnie po sprawie, którą Noriega ostatnimi czasy prowadziła z Harrisonem na temat nieznanej substancji, która wysyłała dzieciaki do szpitala, a nawet w piach. Do teraz nie udało się ustalić, jaki dokładnie składnik siał aż takie spustoszenie w organizmie ani kto dokładnie im to sprzedawał. Jak każda sprawa w ostatnim czasie — zostało to zamiecione pod dywan, bo pojawiały się zupełnie inne priorytety.
Dokładnie tak, jak w ich przypadku tego wieczoru. Wiecznie zmieniali plany, dostosowywali się do panujących warunków i jechali tam, gdzie nakierował ich los. Pierwsze pod dom Luny, potem przez płot do ogrodu sąsiadów, aż do domu tylko po to, żeby się przebrać i zaraz być gotowym do wyjazdu do klubu. Napięty mieli grafik tego wieczoru, a biorąc pod uwagę, że była dopiero druga, wszytko mogło się jeszcze zdarzyć.
Całą drogę do domu powtarzała Noriedze, że wszystko było okej, że wcale nic ją nie bolało, chociaż prawda była zupełnie inna. Bolało. Miała wrażenie, jakby milion maleńkich igiełek ciągle wciskało się jej w skórę i raniło, szczególnie, kiedy jej stopa stykała się z podłożem. Problem w tym, że Pilar nigdy nie narzekała. Zagryzała zęby, przełykała ból i kontynuowała. Kurwa, ona nawet jak została prawie postrzelona przez Rosę w Medellin, a kula otarła się o jej ucho, nie chciała jechać do szpitala. Nawet wtedy była gotowa przyjąć wszystko co się stało na klatę. Nauczona przez życie, że mogla liczyć tylko na siebie, nie potrafiła pozwolić sobie na moment przestoju, nawet jeśli na każdym kroku okazywało się, że miała najbardziej troskliwego męża na świecie.
Doceniała to.
Kurwsko doceniała to, jak się o nią martwił. Jak stawiał ją na pierwszym miejscu, niezależnie od tego, co by się nie działo. Nigdy nie kazałby jej robić czegoś, co nie chciała i pewnie w pełni uszanowałby decyzje, gdyby chciała zostać w domu, bo ciężko się jej chodziło. Wiedziała to. Kochała go za to. A jednak i tak nie umiała odpuścić. Nie byłaby w stanie u s i e d z i e ć, wiedząc, że on pojechał tam sam i może potrzebować jej interwencji.
— Nic nie będziesz smarować — warknęła na niego, gdy tylko wspomniał o maści, nim jeszcze rozeszli się do innych pokojów na ciuchowe metamorfozy. — Nie będę szła do klubu jebiąc gównem — to nawet ie podlegało jakiejkolwiek dyskusji. Maść ciotki Madoxa może i była skuteczna, działała jak żadna inna maść z apteki, ale ten zapach? Kurwa, przecież jego było czuć na kilometr i aż prosił o pomstę do nieba. Ich zadaniem było się wtopić w tłum, a nie zwrócić na siebie uwagę i jeszcze przegonić całą ludność w klubie.
Dlatego i bez smarowania udała się do pokoju Gaby w celu przegrzebania jej szafy. Ciuchy, które wybrała może i nie leżały w jej codziennej garderobie, bo jednak Pilar robiła w psiarni, ale czułą się w nich dobrze. Seksownie nawet, co zreszta po chwili potwierdziły również słowa Madoxa i krótkie o kurwa, które wyrwało się spomiędzy jego gorących ust. Prychnęła głośno, gdy zaczął zastanawiać się, jak to właściwie teraz się mówiło na caliente laski.
— Hotówa, czy coś takiego — wzruszyła ramionami, bo przecież Pilar sama nie miała pojęcia. Jedyną styczność z nastolatkami, jaką miała, to była na komendzie, a tam raczej nie używało się takiego języka. Wyprostowała się zaraz po tym, gdy dopięła drugiego kozaka i ciemnym spojrzeniem przesunęła po sylwetce swojego męża. — Niezła żonobijka — zaczepiła go, unosząc brew ku górze i próbując powstrzymać uśmiech. Prawda była taka, że wyglądał zajebiście. Tatuaże wychodziły mu ze wszystkich stron, podkreślały niegrzeczny charakter i sprawiały, że nie dało się od niego odwrócić wzoku. Ona podwójnie tego nie potrafiła, dlatego zaraz znalazła się tuż przy nim, wypychając biodra i świadomie nadziewając się na dużą klamrę od paska.
— Nawet w koszulce jesteś — wtrąciła się, bo przecież on we wszystkim wyglądał hot. Kurwa nie znała bardziej gorącego faceta. Niezależnie od tego, co by na siebie nie ubrał, Pilar nie umiała się powstrzymać, by nie przesunąć palcami po nabitych ramionach, zaczepiając rozgrzana skórę paznokciami, podczas gdy spojrzenie utkwiła przy jego klatce piersiowej. — Ale nie ma guziczków do rozjebania — wtrąciła niby smutno, wydymając usta, jakby naprawdę ją to przejęło. Ale to może nawet i dobrze, ze nie było guzików. Będzie ją mniej skusić, by je r o z w a l i ć. Chociaż ten materiał i tak sobie szarpnęła.
Nim wyszli, Pani Noriega oczywiście kazała mu czekać i na moment zniknęła w sypialni. Z ciemnej torby w szafie wygrzebała i przyniosła ze sobą pod drzwi kolejne niewielkie urządzenie, które chociaż oryginalnie chciała dać do własnych spodni, finalnie wsadziła do tylnej kieszeni swojego męża.
— To może nie ma lokalizatora, ale za to nagrywa dźwięk — wyjaśniła, patrząc na niego uważnie. — Może uda nam się podrzucić to Aurelii — dodała spokojnie. Mogła to wziąć na siebie, ale przecież oboje doskonale wiedzieli, że jak już ktokolwiek, to pewnie Madox będzie mieć o wiele większą szanse, żeby się do niej zbliżyć i ewentualnie coś tam podrzucić. W końcu to jemu s t a n ą ł, kiedy trzymał dziewczyna wcześniej przy sobie.
Zebrali się do wyjścia, a kiedy już jechali w windzie, Pilar oparła się po drugiej stronie lustra, jak najdalej od niego. Wcale nie dlatego, że nie chciała mieć go blisko, a bo właśnie miała przeczucie, że wystarczyło jeszcze trochę i nie chciałaby go puścić. Oboje byli dotylscy, a tego wieczoru to już w ogóle, puszczali sobie tyle przelotnych spojrzeń, że oczy same ciemniały. Chociaż kiedy Noriega wspomniał o bieliźnie gaby i tego, e William nawet jej chciał coś wybrać, to ryknęła głośnym śmiechem.
— Patel chce mi wybierać majtki? — uniosła wysoko brew, patrząc na własnego męża z niedowierzaniem. — Kupowanie Gabie już mu się znudziło, czy ma za dużo siana? — pokręciła głową ,bo co to w ogóle za odklejona propozycja. I gdzie w tym wszystkim Madox? Aż spojrzała na niego wymownie, przesuwając dłonią po nagim brzuchu na jego oczach, zaczepiając o materiał spodni. — I jak ty byś się czuł z myślą, że mam na sobie bieliznę, którą wybrał twój kumpel, co? — bo jakoś nie mogła uwierzyć w to, że Noriega by na to poszedł. Poza tym, sam miał zajebisty gust w tych kwestiach, a przynajmniej te całe dwa razy, kiedy coś dla niej wybrał, więc chyba z całym szacunkiem do Patela, ale raczej nie był im potrzebny.
Po kilkunastu sekundach w końcu znaleźli się na dole. Drzwi winy uchylił się powoli, a oni wychodząc wpadli jeszcze na gościa w kapturze. Wszedł do środka zanim oni zdążyli dobrze wyjść, zdzielając Pilar z bara. Coś tam mruknął, przeprosił, a potem wcisnął przycisk, wybierający piętro jedno wyżej od nich. Pani Noriega jeszcze się za nim odwróciła, ale nawet nie dała rady zobaczyć jego twarzy, bo facet miał głowę nisko spuszczoną i patrzył w podłogę. Dziwne. Ale teraz i tak nie mieli na to czasu.
— Jakiś nowy? — zagadała do męża, kierując się na parking. Na piątym pietrze w większości mieszkali sami starzy ludzie, w tym babeczka z warzywniaka, ale przecież zawsze ktoś mógł się wprowadzić. Może i poświeciłaby temu kilka dodatkowych myśli, gdyby się nie spieszyli. Ale spieszyli. Wiec załadowali się do auta, zapieli pasy i wyjechali na oświetlone ulice Toronto. W dodatku wyjątkowo puste, biorąc pod uwagę porę wieczoru, chociaż kiedy parkowali po drugiej stronie ulicy od klubu, można było widzieć, jak przed wejściem kreci się masa gówniarzy. Podzieleni w mniejszych grupkach jedyni stali i jarali vejpy, inni sielsko, które dało się poczuć już przechodząc przez ulicę. Kawałek dalej, jakiś dwóch gości przepychało się i prawie biło, a obok nich laska z głową w krzakach, na kolanach, r z y g a ł a. Świetnie. Śmietanka towarzyska. A no i oczywiście…
— Madox — musnęła udo swojego męża, szarpiąc go za materiał spodni, by zwrócić na siebie jego uwagę, a następnie wskazała głową na lewo. — Patrz — rzuciła cicho, pokazując mu dokładne miejsce, w którym kawałek dalej zaparkowany był różowy merciak, który oni już mogli widzieć pół godziny temu przy domu Luny. A to zaś znaczyło jedno: byli w dobym miejscu, a dziewczyny były już w środku.

Te ves jodidamente caliente :podnieta:

one senator, last chance

: ndz wrz 27, 2026 2:06 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Druga w nocy, a oni wybierali się do klubu, jakby znowu mieli po dwadzieścia lat na karku. Chociaż... do niedawna Madox balował w swoim klubie do zamknięcia, ale od jakiegoś czasu jednak wybierał powrót do domu, niż zamykanie lokalu i czekanie, aż ostatni klienci się wybawią.
Ale dzisiaj szli do klubu, i to jeszcze do Shadow, gdzie o drugiej dopiero zaczynało się dziać, wszyscy byli już porobieni, nie mieli hamulców. Madox nigdy nie puściłby tam swojego dzieciaka, Luna nie mógł o niczym wiedzieć, bo też pewnie nie byłby zachwycony. Wszyscy w mieście wiedzieli jaką renomę ma Shadow. I jego właściciel.
Pilar też wiedziała. Ale to nawet dobrze, bo przynajmniej mogli się spodziewać tego, że wiele tam się może wydarzyć. Że to nie będzie zabawa. Madox widział za to, że z jego żoną nie wszystko było okej, tak jak go zapewniała całą drogę. Może nie był najbystrzejszy, ale znał ją. On już pewnie by marudził, że go nóżki bolą. On to zadrapanie, które miał na policzku zakleił plastrem, ale... dodawało mu to trochę gangsterskiego charakteru.
- Przesadzasz, wcale tak nie jebie - rzucił jeszcze rozkładając ręce, ale kłamał, to był potworny zapach, nie dało się go przykryć żadnymi perfumami. Zanim jednak zniknęli w oddzielnych pokojach, to Madox przyniósł jeszcze Pilar apteczkę - to chociaż pozaklejaj plasterkami i zdezynfekuj, może ci pomogę? - zaproponował, ale na szczęście Pani Noriega go wygoniła. Bo może Madox jak chciał, to był dobrą pielęgniarką, ale... trzeba wspomnieć, że wystarczyło mu niewiele, żeby nakręcił się na swoją żonę, a zwłaszcza dzisiaj, kiedy oni bez przerwy się kusili, a ona jeszcze stała przed nim nago.
Zamknęła mu drzwi przed nosem, i dobrze, bo Noriega też poszedł się przebrać. Poszło mu sprawnie i zaraz wychodził do swojej caliente laski.
- To moja żona to jest naprawdę hotówą, ale mam farta - pokazał jej czubek języka i nawet mrugnął do niej jednym okiem, a zaraz przesunął palcami po białym materiale koszulki, kiedy wspomniała jego żonobijce - i powiedziała mi to żona - znowu się uśmiechnął, w niektórych miejscach przez biały materiał przebijała czerń jego tatuaży, wyglądał dobrze. Inaczej niż w koszulach, gdzie jednak ten niegrzeczny styl mieszał się z elegancją. Kiedy Pilar przysunęła się do niego, to jego dłoń od razu zacisnęła się na jej pośladku, przycisnął ją do siebie jeszcze mocniej, tak, że musiała na sobie poczuć... no właśnie tą ciężką, ozdobną klamrę jego paska. Uśmiechnął się, kiedy powiedziała to, że nawet w koszulce jest hot, może Madox zdawał sobie z tego sprawę, specjalnie nosił się tak, a nie inaczej, ale lubił, kiedy mówiła mu to akurat ona. No bo jednak Pilar chciał się podobać najbardziej. Zamruczał jak dziki kot, kiedy jej paznokcie sunęły po jego ramionach, a kiedy oparła dłonie na jego klacie, to on swoimi przesunął po jej tyłku.
- Ale możesz ją potem rozerwać, specjalnie dla ciebie założyłem taką z metką - szarpnął się do niej, żeby szczypnąć zębami tą jej wydętą, dolną wargę. No tak, bo jej najlepiej rozrywało się te jego drogie, markowe koszule. Ta też miała metkę jakiegoś projektanta, ale po prostu też dobrze na nim leżała, opinając się tam gdzie powinna, na jego rysujących się pod skórą mięśniach - dobra, chodź - tym razem on ją musiał pociągnąć do wyjścia, bo w innym wypadku, pewnie wciąż by tam stali pożerając się wzrokiem.
- A gdzie jej to włożyć, żeby nie znalazła? - dopytał jeszcze, kiedy pokazała mu urządzenie do podsłuchu. Madox nie bawił się w takie rzeczy, on raczej informacje zdobywał na mordę, ten powiedział temu, a tamten tamtemu, a on po prostu wiedział gdzie pytać i przede wszystkim jak. Ale skoro Pilar coś takiego miała, to mogli to wykorzystać.
Patrzył na nią kiedy oparła się o chłodne szkło, i on też się hamował, żeby do niej nie doskoczyć. Mimo, że już zaliczyli swój pierwszy raz w samochodzie, i to kurwa jakim, to Noriega dzisiaj był wyjątkowo nakręcony na swoją żonę. Najpierw tamta bajeczna kiecką, którą jej wybrał i brak majtek, teraz te ciuchy Gaby... Ciekawe czy bieliznę też pożyczała od niej. Madox zaraz zresztą o tym nawijał, o bieliźnie Gaby i tym, że William mógłby wybrać też coś dla Pilar.
- Zdzirowate - dodał, bo o takich zestawach w końcu gadali - on ma do tego oko, wiesz do damskich majtek - Madox wzruszył ramionami, bo nie wiedział, jak to świadczyło o Patelu, może tak, że on się dużo tego naoglądał na tych swoich orgiach? A Noriega to nigdy nie zwracał na to uwagi, bo on szybko się tej bielizny pozbywał, i chyba dopiero przy Pilar jakoś bardziej zaczął się tym interesować. Chociaż i tak gdyby miał wybierać majtki, czy bez, to zawsze postawiłby na drugą opcję - pożarli się z Gabą, nie wiem o co... Może o tego ginekologa, z którym ona się umawia? Podobno z naszej kamienicy - Madox się tak głośno zastanowił, bo nie wiedział dokładnie o co poszło Gabie i Willowi. Wiedział tylko, że są mocno pokłóceni. Może nawet bardziej by się w to zagłębił, gdyby aktualnie nie mieli na głowie latynoskiej mafii? Na kolejne słowa Pilar zmrużył powieki. Bo jak by się z tym czuł?
- No jakby sobie w niej ciebie nie wyobrażał, to spoko, ale jeśli tak, to chujowo, ale myślę, że William bałby się o tobie fantazjować - i tutaj już nie mógł się powstrzymać, tylko doskoczył do niej, żeby oprzeć dłoń o lustro tuż przy jej biodrze, tak, że mogła czuć go na odkrytej skórze - chciałbym cię zobaczyć w takiej zdzirowatej bieliźnie... I chciałbym jeszcze... - nie dokończył, bo winda zatrzymała się na dole, a jakiś facet zaraz się do niej pchał. A kiedy szturchnął Pilar, to Madox się do niego wyrwał i jego żona musiała go przytrzymać za koszulkę.
- Uważaj jak kurwa łazisz - warknął i jeszcze się obejrzał, kiedy drzwi windy zamykały się za nimi. Zaraz obejmował Pilar prowadząc ją do samochodu - jakiś jebany buc, jakby mnie ściągnął z bara, to by zbierał zęby z podłogi, albo jakbyś mnie nie przytrzymała... - pewnie tak by było. No bo Madox był dzikusem, ale... kultura musiała być. On by kobiety nigdy nie szturchnął, a sąsiadom na klatce mówił dzień dobry, a ten facet ewidentnie jakiś niewychowany - nie wiem, ale podobno wprowadził się jakiś ginekolog, ten co Gaba go podrywa, może to on? Albo może jeszcze jakiś nowy? Pani Brocolli, z warzywniaka mówiła, że u nas to lokatorzy cały czas się zmieniają - Noriega znowu wzruszył ramionami, w sumie on znał praktycznie wszystkich sąsiadów, ale ostatnio to rzeczywiście nie zwracał na to uwagi, jedni się wyprowadzali, inni wprowadzali. Sytuacja zmieniała się dynamicznie, było zamieszanie.
Tak jak zresztą i przed klubem, gdzie roiło się od porobionych gówniarzy. Nawet nie było gdzie zaparkować, ale Madox zaraz wjechał beemą na krawężnik i stanął między jakimiś dwoma sportowymi wozami. Najwyżej dostanie mandat, ale przecież miał obok siebie panią detektyw, kasowaczkę jego mandatów, która zaraz zresztą zwróciła mu uwagę na merola, którego widzieli wcześniej, rzucał się w oczy z daleka. Rejestracja też się zgadzała.
- Czyli są w środku - stwierdził odkrywczo, a zaraz odwrócił się do Pilar, żeby jeszcze na nią spojrzeć - podbiję do Aurelii, trochę się z nią pobujam i podrzucę jej to - poklepał się po tyłku, po kieszeni, w której miał podsłuch, zdradzając jej swój plan - może się czegoś dowiem, wiesz... Skoro ona wie, że jej ojciec chce ze mną robić interesy - pociągnął swoją żonę do środka. Shadow było pełne ludzi, światła waliły po oczach, a muzyka dudniła odbijając się od ścian, małolaty bawiły się w jej rytmie. Bar też był oblegany i ogromna kolejka do kibla. Typowy klub, gdzie nikt nie pilnował porządku, bo liczyło się tylko to, żeby zarobić. Na sprzedaży prochów, na chrzczonym piwie...
Zero jakiejkolwiek klasy. Madox aż się skrzywił. Rozejrzał dookoła, ale zanim zdążył zlokalizować Aurelię, to... Od tyłu wlazła w niego jakaś dziewczyna, odwrócił się instynktownie, miał dobry refleks, więc chwycił ją za ramię, bo kiedy odbiła się od jego pleców, to zachwiała się na swoich wysokich szpilkach. A była to ta blondi, w różowej mini, którą widzieli pod domem Luny. Fart... Tylko gdzie była Aurelia?
Dziewczyna poparzyła na niego wielkimi, niebieskimi oczami, a potem wypuściła jakieś wow ze swoich pełnych, obszczykniętych ust. Madox się uśmiechnął, posłał jej ten firmowy uśmiech numer trzy, czyli ten zaczepny, w którym oczy mu błysnęły.
- Sorry... wlazłem w ciebie - ta, powiedzmy. Dziewczyna niby się cofnęła, ale zmierzyła go spojrzeniem, od dołu do góry, zatrzymując się na jego twarzy. Zachichotała odgarniając do tyłu blond kosmyki, przeczesała je paznokciami zakończonymi różowymi szponami. Też jej się podobał?
Zanim jednak zdążyła coś powiedzieć, to już obok pojawiła się... Aurelia.
Cudownie.
- Kristin szmato, miałaś przynieść dri... - zaczęła, ale jej zielone oczy zaraz zatrzymały się na Noriedze - ach! To ty! - pisnęła, jakby oburzona marszcząc przy tym nosek, ale przecież Madox widział, jak już pożerała go spojrzeniem. Ciekawe czy Pilar też?
Ale on nawet nie miał chwili, żeby się obejrzeć, bo... już robił krok w kierunku Aurelii.
- Ach, to ty... - powtórzył po niej, patrząc na nią z góry - a gdzie twój ojciec? Przyszłaś z nim? - zaczepił ją, spojrzenie zatrzymując gdzieś na jej dekolcie, a sięgał jej prawie do pępka.
- Spadówka! A ty co łazisz za mną? Tak się na mnie napaliłeś? - ciekawe kto na kogo się napalił, bo Aurelia od razu się zarumieniła, a jej pierś zafalowała w przyspieszonym oddechu.
- Chciałabyś... - rzucił Madox i znowu uśmiechnął się do niej zaczepnie. Oj, chciałaby, zdecydowanie.
Tylko, że Kristin chyba też chciała.
- Nie no koleś, musi nam postawić drinki, za to, że we mnie wlazł, nie? - już złapała Aurelię za rękę, a Madox popatrzył po nich. Aurelia wciąż się marszczyła, ale patrzyła mu prosto w oczy, a jej koleżanka, dla niej chyba ciekawszy był jego brzuch, ta ozdobna klamra od jego paska i rozporek.

Cálmate, cariño, ¿lo lograrás? ᥫ᭡.ִֶָ𓂃

one senator, last chance

: ndz wrz 27, 2026 9:00 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
— No chyba do torebki — powiedziała po krótkim namyśle. W idealnym scenariuszu najlepiej byłoby ciuchów, które miała na sobie, jak na przykład spodni, ale Pilar dałaby sobie rękę uciąć, że córka Luny z pewnością wybierze się do klubu odpierdolona jak szczur na otwarcie kanału, więc ubrana w jakąś obcisłą, fikuśną sukienkę bez kieszeni. Z torebką nie mieli gwarancji, że będzie dobrze zbierać dźwięk, jednak na ten moment była to jedyna możliwość. Musieli zaryzykować.
Tak samo jak William z pewnością ryzykował proponując Noriedze, że wybierze bieliznę dla jego żony. Bo kurwa, kto normalny oferował się z takimi usługami? Z drugiej strony, kiedy Madox tak zaczął zarzekać się, że Patel miał do tego oko, Pilar zapatrzyła się na niego nieco dłużej. Biorąc pod uwagę styl życia prawnika, chyba nawet była w stanie uwierzyć, że naoglądał się kobiecych majtek w swoim życiu więcej niż niejedna pracownica sklepu z bielizną. Może faktycznie znał się na rzeczy.
— Trochę musiałby sobie mnie w niej wyobrazić, gdyby ją faktycznie wybierał? — rzuciła, wzruszając ramionami. Jak odklejone było to, że rozmawiali o takich rzeczach, w tym samym czasie będąc w drodze do klubu na gangsterską misje? Niesamowite było to, jak ich dwójka za nic nie potrafiła udzielić rzeczy poważnych od przyziemnych i bezużytecznych. W jednej chwili potrafili być kurewsko poważni, kłócić się o bezpieczeństwo i własne życie, a w drugiej rozmawiać o majtkach i kuzynce Noriegi. — Ginekologa? — zainteresowała się, łapiąc ciemne spojrzenie Noriegi. — Gaba umawia się ze swoim ginekologiem? — czy to było dziwne? No trochę dziwne, ale z drugiej strony lepszy ginekolog niż jakiś gangus. Facet przynajmniej będzie umiał odpowiednio zająć się jej ciążą i upewnić się, że Blais odpowiednio o siebie dbała. Może nawet dodałaby coś więcej, dopytała o co poprztykali się z Williamem, podłapała jeszcze bardziej temat zdzirowatej bielizny, ale wtedy jakiś gość zdzielił ją w windzie, a ona musiała zająć się własnym mężem, by nie wszczynać kolejnej bójki.
Nie mieli na to czasu. Tak samo jak nie mieli gdzie zaparkować już przed klubem. Całe szczęście Noriega był nienagannym kierowcą i wcisnął się na kopertę w jakieś iście ciasne miejsce, które pewnie pokonałoby nie jednego kierowcę. Wysiedli i skierowali się w stronę wejścia, przy okazji zauważając różowego mercedesa zaparkowanego kawałek dalej. Słuchała swojego męża, przechodząc przez ulicę, chociaż kiedy wspomniał, że podbije do Aurelii i trochę się z nią pobuja, Pilar przytrzymała go na chodniku i szarpnęła w swoją stronę, przytrzymując na moment.
— Tylko błagam cię, uważaj — poprosiła grzecznie, zaglądając w piękne, ciemne oczy swojego męża. — Laska wygląda na idiotkę, ale jeśli to ona faktycznie wbiła ten nóż Kaneowi i to z daleka, chuj wie co potrafi — nie mogli jej lekceważyć. Dziewczyna niby była młodziutka i kompletnie niedoświadczona, niby Madox łatwo złapał ją na ogrodzie kilka godzin temu, ale też nie znali jej pełnego potencjału. Nie mogła pod żadnym pozorem dowiedzieć się, że cokolwiek knuli. I fajnie by było jakby Luna również się nie dowiedział. — I uważaj, co jej mówisz — dodała, zaciskając mocniej palce na jego przedramieniu. Niby to wszystko były oczywiste oczywistości, ale czy oni zawsze się nie powtarzali? Szczególnie teraz, kiedy mieli tak dużo nowych informacji o Lunie, kiedy po raz pierwszy byli kilka kroków przed nim… musieli mieć się na baczności, żeby tego nie spalić.
Nie chciała go puszczać, ale wiedziała, że musi. Dlatego jeszcze ostatni raz szarpnęła go do siebie, złożyła na jego gorących ustach przelotny pocałunek, a następnie zaciągnęła do środka. Chodziło się jej ciężko. Buty uwierały, ocierały się o rany, jednak plasterki, które podał jej mąż faktycznie nieco pomagały ot wszystko załagodzić. Ktoś patrzący na nią z boku z pewnością nie mógł widzieć, że cokolwiek było nie tak.
Muzyka dudniła głośno w środku. Kilka ludzi bawiło się na parkiecie, inni stali przy barze, waląc kolejki, a gdzieś pod ścianami tworzyły się prywatne grupki adoracji. Pilar rozglądała się uważnie, próbując wyłapać ich ofiarę, jednak nigdzie jej nie widziała. Nawet miała zaproponować Noriedze, żeby usiedli przy barze, ale wtedy jakaś laska zatoczyła się przed ich nogami, oni przystanęli, a ktoś… wpadł prosto w plecy Madoxa.
Pilar od razu poznała tą blond czuprynę i różową kieckę. Koleżanka Aurelii. Kurwa, oni dzisiaj naprawdę mieli jakiegoś farta. Szczęście w nieszczęściu. Dziewczyna na moment skrzyżowała spojrzenie z Panią Noriegą nim podniosła je na Madito, a Pilar jak na zawołanie od razu odbiła kawałek, stając od nich plecami. Nie chciała, żeby wyglądało, jakby byli tu razem. Przecież Aurelia o wiele chętnie będzie chciała z nim gadać na osobności, bez zbędnych kobiet dookoła. I jak na zawołanie — pojawiła się też ona.
Pilar nie widziała jej twarzy jednak od razu poznała niski jak na gówniarę głos. Serce zabiło jej mocniej, słysząc, jak wymienia uprzejmości z jej mężem i aż ją skręcało, żeby się odwrócić. Sama nie wiedziała, jakim cudem udało jej się tego nie zrobić. Zamiast tego oparła się o jakiś wysoki stolik, przy którym walało się kilka pustych już szklanek i złapała jedną w dłoń, próbując usłyszeć o czym rozmawiali.
— Kristin, jak ty kurwa autem jesteś — Aurelia spojrzała na koleżankę i wywaliła wielkimi, zielonymi ślepiami, które już po chwili znowu przesunęły się po nienagannej sylwetce Madoxa. — Ale niech ci będzie. Dzisiaj jest twój szczęśliwy dzień — zrobiła krok w jego kierunku. — Pozwolę ci postaci mi drinka — dodała łaskawie, zagryzając przy tym dolną wargę.
— Pierdolisz. Jedno Mohitko moje jebnąć — dodała Kristin, również przysuwając się do Noriegi. Dziewczyny niby były koleżankami, niby jedna stała murem za druga, a jednak w tamtej chwili… chyba obie miały ochotę na tego wysokiego, wytatuowanego i u m i ę ś n i o n e g o faceta przed nimi. Obie walczyły o jego uwagę i kiedy Aurelia postawiła na niedostępność, waląc Madoxa z bara i kierując się do lady, tak Kristin przesunęła dłonią po jego brzuchu, zaczepiając paznokciem o pasek.
I to akurat Pilar widziała kątem oka. Aż złapała w płuca więcej powietrza. Gdyby tylko nie byli tutaj, żeby zebrać informacje, już prawnie targałaby jedną i drugą za włosy, albo chociaż sama poszła je wyjaśnić. Ale byli. Musiała być grzeczna, co nie znaczy, że nie była poirytowana.
— Pozwolę ci postawić mi drinka — przedrzeźniła gówniarę pod nosem, wywalając oczami i odbiła się energicznie od stolika. Musiała się gdzieś przenieść. Szkoda tylko, ze nie była w stanie zrobić nawet kroku, bo wpadła na jakiegoś kolesia, którego za nic wcześniej nie widziała.
— Pozwolisz? — spytał praktycznie od razu, przytrzymując ją za ramiona, żeby się nie wywaliła.
— Co?
— Postawić mi drinka — wyjaśnił, a ona znowu miała ochotę przewrócić oczami. Już otwierała usta, żeby powiedzieć typowi, że to nie było do niego i żeby spierdalał, tylko wtedy…
— Jake!! — krzyknął do niego jakiś kumpel. — Idziemy na peta! — machnął do niego paczką Mallboro, a w głowie Pilar od razu pojawiła się myśl… czy oni naprawdę mogli mieć dzisiaj takiego farta, żeby miała przed sobą tego Jake’a? Dokładnie tego samego, o którym wspominała blondyna przed domem Luny? Nie no kurwa, nie mogła przejść obojętnie obok takiej okazji. Spojrzała jeszcze w stronę baru, gdzie Aurelia przysuwała się od Madoxa, a zaraz potem wróciła spojrzeniem do chłopaka w loczkach przed sobą.
— Niech będzie — wtrąciła, przekręcając głowę i już zamiast skwaszonej miny, malując uśmiech. — Pozwolę.

mr and mrs Noriega

one senator, last chance

: pn wrz 28, 2026 3:29 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Madox skinął głową, kiedy jego żona kazała mu podrzucić podsłuch Aurelii do torebki, to było do zrobienia, zdecydowanie łatwiejsze niż grzebanie jej gdzieś w ciuchach i szukanie odpowiedniego miejsca. Noriega jednak średnio znał się na damskich łaszkach, umiał wybrać coś, co mu się podobało, ale to by było na tyle. Na bieliźnie też się nie znał i pewnie do niedawna nawet nie umiałby określić jaka była w jego guście, bo wolałby bez... A jednak kiedy Pilar paradowała przed nim w swoich koronkowych kompletach, albo tych zestawach z Emptiness, to chyba już podłapał, które podobały mu się najbardziej. Na pewno nie był jednak takim znawcą jak William, co zara zresztą mówił.
- A może on po prostu wybierze coś, co mi się spodoba? Wiesz, my się znamy już - policzył to nawet na tych wytatuowanych palcach - z dziesięć lat, no i dużo razem przeżyliśmy - pewnie nawet jakieś imprezy dla swingersów i orgie, bo kiedyś Madox to przecież w tym względzie był bardziej rozrywkowy. Chociaż jak się spotykał z jakąś laską, to sobie nie pozwalał, jednak zdradą brzydził się chyba najbardziej na świecie. Ale co się dziwić, jak go pierwsza miłość zdradziła z dniu ślubu z najlepszym przyjacielem?
Rzeczywiście oni skakali między tematami, między rzeczami ważnymi i nieważnymi z łatwością, ale może to dlatego, że tak naprawdę mało mieli czasu na głupstwa, na takie bzdury, jak gadanie o majtkach, czy kuzynce Noriegi? Bo oni wiecznie coś... Dlatego łapali takie chwile, nawet w drodze na ważną misję.
- Podobno tak i podobno jest w nim zakochana, ale to chyba lepiej niż wiesz... tamten bandyta, albo Patel? - chociaż Madox chyba trochę chciał mieć Williama za szwagra, ale... znając Gabę i Patelka, to oni prędzej by się pozabijali. Chociaż może nie?
Może nawet Madox zapytałby o to Pilar, co o tym myśli, bo przecież zawsze to robił. Lubił kiedy dzieliła się z nim swoim spojrzeniem na niektóre sprawy, nawet jeśli było odmienne niż to jego. Czasem potrafiła mu też otworzyć oczy, ale dzisiaj nie było im dane, bo zaraz wysiadali z windy, mijając w drzwiach tego buca w kapturze.
Madox jeszcze poprzeklinał pod nosem, a potem kiedy parkował pod klubem znowu, ale przecież on zaparkowałby wszędzie, więc zaraz ładnie ustawił się między dwoma sportowymi furkami, a beemka wcale nie była mała.
Noriega już skierował się do klubu, ale kiedy jego żona go zatrzymała przytrzymując za cienki materiał koszulki, to stanął przed nią, odruchowo sięgnął ręką do jej biodra, sunął palcami po odkrytej skórze na jej plecach zaczepiając o jeansowy materiał.
- No przecież zawsze uważam - jęknął. Ta, kurwa, na pewno. Nigdy tego nie robił, ale zaraz mrugnął do swojej żony jednym okiem - rzeczywiście... To może potrafi obrać ogórka bez krojenie sobie paluszków? - zaczepił ją jeszcze, palce wciskając do kieszeni na jej tyłku - nic jej nie powiem, będę tylko wyciągał od niej informacje, umiem przecież - mruknął, no bo umiał... A że przy Pilar mu odpierdalało i gadał co mu ślina na język przyniesie, to już inna sprawa. Ale Madox przecież zupełnie inny był przy niej, a inny w robocie. Sięgnął wytatuowanymi palcami do policzka swojej żony, musnął nimi ciepłą, gładka skórę - dobrze będzie, to przecież małolaty, co tam się może odpierdolić? - może nie powinien o to pytać? Zawsze to pytanie kończyło się źle...
Bo nagle okazywało się, że kiedy coś wydawało się dziecinne proste, to wszystko po kolei się wypierdalało. A im przez chwilę szło naprawdę dobrze.
Noriega zamruczał jeszcze w pełne, gorące usta swojej żony, kiedy szarpnęła go do siebie do pocałunku. Place zacisnął na jej tyłku. I znowu musiała go siłą od siebie odkleić i odepchnąć.
- Dlaczego my nie możemy jak normalni ludzie iść do klubu się zabawić, tylko wiecznie mamy jakieś priorytety? - odchylał do tyłu głowę i obejrzał się jeszcze za nią, palce zaciskając na jej dłoni. Pociągnął ją w tłum, a potem...
Wszystko już wydarzyło się szybko, blondyna wlazła w Madoxa, a on jeszcze złapał na moment spojrzenie swojej żony, a zaraz puścił jej dłoń i się odwrócił. I już stał twarzą w twarz z przyjaciółką Aurelii. A potem i samą córką Luny, która do tego pozwoliła mu postawić jej drinka.
- Czekaj... a wy w ogóle jesteście legalne? Możecie pić drinki? - Madox spojrzał to na jedną, to na drugą, nie zdziwiłby się, gdyby wcale nie były, bo to było Shadow. Podrabiane dowody latały tu pewnie na porządku dziennym. Aurelia prychnęła wywracając ślepiami, a Kristin przysunęła się jeszcze bliżej Noriegi.
- No wiadomo, ja mam już dziewiętnaście, a Auri niedawno miała osiemnastkę, a zresztą... Zdziwiłbyś się jakie my jesteśmy obeznane! - na pewno by się zdziwił, nawet miał ochotę parsknąć śmiechem, ale się powstrzymał, zamiast tego znowu posłał przeciągłe spojrzenie Aurelii.
- Osiemnaście... Lubię młodsze - dziewczyna wyminęła go ściągając z bara, a Noriega znowu powiódł za nią spojrzeniem. Chciał się nawet obejrzeć za Pilar, zanim ruszył do baru, może dać jej do zrozumienia, że chyba laski połknęły haczyk, tylko Kristin już sunęła paznokciami po jego twardym brzuchu, a potem zaczepiła nimi za jego pasek ciągnąć go za sobą do baru.
Lada była oblegana, ani kawałka wolnej przestrzeni, całe szczęście Madox radził sobie z takimi sytuacjami, i zaraz trącił ramieniem jakiegoś chłopaczka, a kiedy ten się odwrócił - wypierdalaj - rzucił Noriega, chłopak jeszcze zrobił wielkie oczy, chciał się odezwać - raz - warknął Madox i kiwnął głową. W zasadzie wyglądał na kogoś, z kim się nie dyskutuje, więc małolat zaraz się zmył robiąc im miejsce. Aurelia i Kristin popatrzyły po sobie, a zaraz zaczęły się przepychać, ale to córka Luny wylądowała obok Noriegi. Madox oparł się nonszalancko o bar odwracając do dziewczyn, a zaraz kiwnął na barmana - mohito, dla mnie rum, a dla niej... sex on the beach? - zerknął na Aurelię, a ta znowu się zarumieniła, ale Kristin już szturchała ją ramieniem.
- Twój ulubiony szmato - no wiadomo... Co mogły lubić takie odstawione, dziane małolatki? Seks. Na plaży, na przykład.
Barman zabrał się za robienie drinków, dziewczyny jeszcze szeptały sobie coś na uszko, a Madox odwrócił się w kierunku parkietu i oparł plecami o bar. Dopiero powiódł spojrzeniem za swoją żoną. Tylko Pilar stała już z jakimś kolesiem, dzieciakiem, a Madox na moment zmrużył powieki.
- Zajebiście, ale najpierw idziemy zapalić, idziesz z nami? Mamy vaporyzator i zajebisty towar - Jake przysunął się do Pani Noriega, zaglądając w jej ciemne, piękne oczy. Machnął też ręką na kumpli - idę, ale czekaj, zgarnij Aurę i Kris, co? - ziomeczek coś tam pomarudził, ale Jake pokazał mu środkowy palec - jesteśmy tu ekipą, a ty... sama? - i już stał tak blisko, że Pilar z powodzeniem mogła czuć mocny zapach jego perfum. Drogich, ale drażniących, tych, które nosiły te bogate dupki. Albo bananowe dzieci.
W tym czasie Kristin pchnęła sobą Aurelię tak, że ramię Madoxa oparło się o jej biodro, brunetka złapała w płuca więcej powietrza, kiedy Noriega znowu odwrócił się w jej kierunku.
- Robisz interesy z moim ojcem? - zapytała nagle, wpatrując się w jego oczy.
- Może - rzucił tajemniczo Madox - a co ci powiedział? - zapytał, chociaż chyba nie liczył, że Aurelia sprzeda mu się od razu.
- Żeby na ciebie uważać... - a jednak... Przygryzła przy tym dolną wargę wpatrując się w jego usta.
- To chyba powinnaś uważać - Madox ją zaczepił i przekręcił się bokiem, tak, że kolanem zahaczył o jej odkrytą nogę. Aurelia westchnęła, była już cała jego. Kristin też nie odrywała od niego spojrzenia, tylko wtedy... Między dziewczyny wcisnął się jakiś chłopak w krótkich dredach.
- Ej lachony, idziemy z Jakiem zapalić, idziecie? - oparł ręce na biodrach dziewczyn. Aurelia już kręciła głową, że ona nie, ale Kristin sięgnęła do niej, żeby ją uszczypnąć w bok.
- No dawaj, ten temat jest podobno bardzo ruchable, mówili, że bardziej się po nim chce - niby szepnęła Kristin, ale przecież Madox wszystko słyszał, a Aurelia już znowu patrzyła na niego tymi wielkimi, zielonymi oczami.
- A co macie? - dopytał Noriega, jakby nigdy nic, a zaraz wystawił rękę, żeby podać ją chłopakowi. Dredziarz uścisnął mu dłoń, ale zerknął na niego jakoś podejrzliwie - ja mam tylko resztkę kryształu... - rzucił, ale nie miał przy sobie nic, a mógł w sumie coś zabrać, do tej ćpali, ale nie pomyślał - ale nic ciekawego, może coś przekminię - nawet się rozejrzał, ale Aurelia, już złapała go za koszulkę.
- Możesz też spróbować naszego... - Kristin się uśmiechnęła, a dredziarz chyba już uznał, że skoro tak, to są koledzy, bo się odezwał.
- A jakiś nowy temat, nieźle czesze beret, ale wiesz... Tak bardziej stymuluje, niż wystrzeliwuje - wyjaśnił. A Madox zaraz skinął głową.
- No i zajebiście, dzisiaj mam w sumie jazdę na takie... głębokie... doznania - znowu zerknął na Aurelię, a ona znowu wpatrywała się w niego jak w obrazek. Ale już Kristin spojrzała na nią krzywo.
- Mogę ci pokazać jakie mam głębokie... - zaczęła, ale wtedy wtrącił się dredziarz.
- Gardło? - parsknął śmiechem, a Kristin zdzieliła go w ramię.
- Spierdalaj William - zabawne, że największy ćpunek na imię miał William, a może wcale nie?
W międzyczasie barman postawił na ladzie ich drinki. Madox najpierw podsunął Kristin ten jej, a potem Aureli, przy okazji muskając jej ramię. Tego swojego wychylił na raz i od razu odstawił szklankę. Dziewczyny te swoje zabrały, kiedy ruszyli do wyjścia na zewnątrz.

¿Tienes ganas de tener sensaciones profundas? ᯓᡣ𐭩

one senator, last chance

: pn wrz 28, 2026 8:02 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Przecież to małolaty, co tam się może odpierdolić?
Nie chciała tego testować.
Polegać jedynie na wykładniku, który zakładał, że skoro byli od nich młodsi, to pod żadnym względem nie byli niebezpieczni. Kristin może i nie, ale akurat córki Luny nie mogli lekceważyć. Należało pamiętać, że ta dziewczyna osobiście r z u c i ł a nożem w senatora podczas jego przemówienia i w dodatku zrobiła to kurewsko celnie. I jasne Kanę przeżył, ale akurat Pilar uważała, że takie było założenie. W wypadku morderstwa nikt by nie wszedł z tamtego domu. Policja przesłuchałaby wszystkich i nie odpuściła, dopóki nie znalazłaby sprawcy, a przecież tego z pewnością Luna jak i jego córka chcieli uniknąć. To z nożem miało być jedynie kolejnym ostrzeżeniem. Noriega miała nadzieje, że nie dlatego, bo Benito dowiedział się o planach senatora z Madoxem, a po prostu. Bo chodził i rozpytywał. Pewnie niedługo się tego dowiedzą.
Teraz jednak mieli okazję dowiedzieć się zupełnie innych rzeczy. Czegoś więcej o osobie, która zdawała się być słabym punktem Luny. Człowieka duch. Osoby, która nigdy nie pozostawiała po sobie śladów i nie dawała się nikomu do niego zbliżyć. A oni? Nie dość, że byli kilka kroków do przodu, wiedzieli gdzie mieszka i jak wygląda jego rodzina, to w dodatku Madox miał jego dziecko na wyciągnięcie reki. W dodatku kurewsko na niego napalone. Lepiej chyba być nie mogło?
Mogło.
Bo już po chwili okazało się, że kiedy Pilar kręciła się przy stole i chciała przenieść się bliżej baru wpadła na nikogo innego, jak samego Jake’a, o którym tyle nawijały przez telefon. Z początku nie była pewna, czy to naprawdę on, jednak gdy tylko jego kumpel wspomniał Aurę i Kris, nie miała już żadnych wątpliwości. Sama jeszcze nie wiedziała, jak dokładnie mogła go wykorzystać na ich korzyść, ale nie mogła przejść obojętnie takiej okazji. Tym bardziej, że Noriega już się podukował przy barze, a ona nie miała zamiaru być bierna w całej misji. Dlatego uśmiechnęła się do gówniarza i nawet zrobiła krok w jego kierunku, jeszcze bardziej na niego napierając. Młody chyba nie spodziewał się, że kobieta mogła być tak bezczelnia, bo pierwsze uniósł wysoko brwi ku górze w zaskoczeniu, a potem uśmiechnął się zadowolony. Podobało mu się.
— Może sama, może z chłopakiem… a co? — spytała, zadzierając głowę. Jake może i był młody, ale wzrostu już miał całkiem całkiem na liczniku. Wciąż był wyższy od Pilar chociaż ona miała na sobie wysokie kozaki. Madoxowi oczywiście do pięt nie sięgał pod każdym względem, ale nie był brzydki. Miał w sobie ten typowy bogolski urok.
— W sumie bez znaczenia — wtrącił w końcu, lustrując ją wzrokiem. — Lubie wyzwania — proszę bardzo ile mieli wspólnego. Jak tak dalej pójdzie to będzie im się świetnie rozmawiało.
Skinęła głową, gotowa pójść z nimi na tą fajkę, nieco podpytać o dziewczyny, a dokładniej Aurelię. Już nawet ruszyli w stronę wyjścia, ale wtedy zobaczyła, jak kumpel Jake’a podchodzi do lady i obejmuje Kristin, zagadując Madoxa, zapewne namawiając ich, żeby dołączyli.
Patrzyła na nich przez moment, mając nadzieje, że Noriega nie skorzysta z propozycji, ale widziała już jak zerują szklanki i zbieraja się z hakerów, chociaż dziewczyny jeszcze musiały poprawić sobie sukienki.
Kurwa.
— Wole zatańczyć — wtrąciła nagle, przytrzymując Jake’a a rękę. No przecież kurwa nie mogli iść razem na zewnątrz. Aurelia widziała ich razem, wiedziała, ze Pilar była jego żoną i pewnie bardzo szybko połączyłaby kroki, gdyby przypisała jej twarz do wydarzenia sprzed kilku godzin. Tym bardziej ze ta przyszła tam z Jakiem, a Madox z nimi. Takie przypadki przecież się nie zdarzały. Musiała więc coś na to zaradzić, a taniec wystawał się najprostszym i najmniej inwazyjnym rozwiązaniem.
— Co? — Jake wyglądał na zaskoczonego. — Teraz chcesz tańczyć? To jest naprawdę dobry towar…— spytał, patrząc na nią uważnie, chociaż wzrok uciekał mu w dół, na piersi i nagi brzuch Pilar.
— Teraz — wzruszyła ramionami i zrobiła kilka kroków do tyłu, nie ściągając z niego spojrzenia. — Ale przecież cię nie zmuszę — dodała, udając obojętność, obok czego faceci bardzo często nie potrafili przejść niewzruszeni. I chociaż kurewsko bolały ją stopy i tak zakręciła biodrami, a on…
— Dobra kurwa — westchnął, patrząc jeszcze w stronę drzwi, ale zaraz podbiegł do Pilar, łapiąc ją za biodra. — Sam mam trochę w kieszeni, na potem — dodał chyba bardziej do siebie niż do niej, napierając na nią tak mocno, że po kilku krokach znaleźli się na parkiecie. Jego dłonie oplotły ją w tali, a ona swoją jedną zarzuciła na jego ramię, drugą przerzuciła włosy na jeden bok, wyginając się w bok i ocierając o niego.
W tym samym czasie Kristin, Aurelia, Madox i William już kierowali się w stronę wyjścia. I może by tam doszli, gdyby Kristin nie przytrzymała swojej przyjaciółki za rękę.
— Patrz kurwa to!! — warknęła, wskazując długim, różowiutkim pazurem parkiet. — Jake tańczy z jakąś suką!! — wtrąciła oburzona, jak na n a s t o l a t k ę przystało. — Ale kurwiszon, co? A jeszcze wczoraj ci pisał, że masz najlepsze cycki w szkole — Aurelia spojrzała w tamtym kierunku. Dziewczyna była tyłem, więc widziała tylko jej długie, czarne włosy i energiczne ruchy bioder. Stylówkę miała zupełnie inną niż one.
— Patrz jakie ma na sobie szmaty — wtrąciła prześmiewczo, patrząc na ten obrazek autentycznie poirytowana. W końcu Jake miał być JEJ. — Takie szmaty jak ona sama — cmoknęła, krzyżując ręce na piersi. Serce biło jej mocno i energicznie i chociaż William próbował ich ponaglać, żeby już szli, ona odwróciła się w stronę Noriegi, zadzierając głowę.
— Umiesz tańczyć? — spytała bez najmniejszych ogródek, ignorując drugiego kumpla, a nawet własną przyjaciółkę. — Lepiej żebyś umiał — nie dała mu nawet odpowiedzieć, tylko zacisnęła palce na białej koszulce na ramiączkach, a następnie zaciągnęła go na parkiet, odpuszczając sobie ćpanie. — Ten szmaciaż w czarnej koszulce, widzisz go? Z lafiryndą w gaciach… ma być z a z d r o s n y — warknęła prosto w twarz Madoxa, przesuwając jego rękami po własnych biodrach w stronę tyłka. — Gapi się na nas? — dopytała, będąc do nich tyłem. I chociaż ona tego nie widziała, to Jake odkręcił Pilar tak, że teraz to jej spojrzenie mógł napotkać Madox. Intensywne i ciemne. Wpatrzone tylko w niego.
No to chyba zabawa czas start?

💃🏻🕺🏽♬⋆.˚🥵❤️‍🔥🫣

one senator, last chance

: pn wrz 28, 2026 10:31 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Madox przez chwilę patrzył na to jak Pilar i Jake'owi się świetnie rozmawiało, jak przysunęła się do niego, a on pożerał ją wzrokiem. Zamyślił się nawet co to za koleś i dlaczego kurwa go nie spławiła?
Coś musiało być na rzeczy, bo przecież nie postanowiła się zabawić, na ich tajnej misji. Ale nie zdążył się dłużej nad tym zastanowić, bo już koło nich stał ten chłopak w dredach i nawijał jaki to nie zajebisty temat ze sobą mieli. Noriega trochę znał się na rzeczy, całe szczęście, bo zaraz ucięli sobie pogawędkę jak na rasowych ćpunków przystało. O krysztale i o tym, co się po danym specyfiku chce. A rzekomo, po tym, którym chcieli go częstować małolaty, chciało się ruchać.
Aurelia i Kristin chichotały jeszcze, kiedy zebrały się od baru i poprawiały sobie kiecki, które ledwo zakrywały im tyłki. William oczywiście spuścił na nie spojrzenie, a Madox znowu powiódł nim po klubie. W kierunku parkietu, gdzie jego żona już kierowała się z tym dzieciakiem. Pojebało ją?
Gdyby stał obok, to pewnie właśnie to by jej powiedział.
Nie przyszli tu tańczyć.
Oczywiście, że Madox już się wkurwił, zwłaszcza, kiedy Pani Noriega otarła się o chłopaka przerzucając przez ramię te czarne, niesforne kudły, tak, że połaskotały chłopaka po nosie.
Dobra, ale przecież musiał się skupić na misji, na tym, żeby wyciągnąć coś z Aurelii, która przecież chętnie z nim gadała. Ale jak miał się skupić, kiedy Pilar...
Tym razem to Kristin zatrzymała się gwałtownie i Madox naprawdę w nią wlazł, sięgnął do niej ręką, żeby ją przytrzymać, a ona obejrzała się na niego, ale zaraz Aurelia pociągnęła ją do siebie, a blondynka już nawijała o tym, żeby patrzyła na... Pilar. Kurwa.
Noriega wstrzymał powietrze, ale zaraz okazało się, że to wcale nie o nią chodzi dziewczynie, tylko o chłopaka z którym tańczyła. O Jake'a jak się okazało. Madox ściągnął usta w wąską linię i odchylił na moment głowę w tył, czy oni zawsze muszą mieć takiego pecha? Przecież jak Aurelia zobaczy jego żonę, to zaraz się wszystko sypnie, wypierdoli. Nie będzie mógł jej bajerować. Chyba, że wcisną kit o jakiś otwartych związkach. Madox nawet się nad tym zastanowił, ale po chuj ryzykować.
- To idziemy? - spróbował jeszcze zerkając na Williama, a potem na Kristin, i blondynka może nawet by z nim poszła, kiedy mrugnął do niej jednym okiem, ale Aurelia już stała w bojowym nastroju mówiąc o tym jaka szmata tańczyła z Jakie'm, jego żona. Może rzeczywiście te ciuchy Gaby były zdzirowate? Ale Madoxowi się podobały, według niego Pilar wyglądała w nich kurewsko caliente. Hotówa.
- Na trzeźwo słabo - rzucił, kiedy brunetka wystartowała w jego kierunku, nie cofnął się, spojrzał na nią z góry i jeszcze sięgnął ręką do jej biodra, chciał ją pociągnąć na zewnątrz, ale ona szarpnęła go za koszulkę w kierunku parkietu. Zajebiście...
Chciał czy nie, wylądował kilka metrów od swojej żony, w momencie, w którym Jake opierał dłonie na jej tyłku. Te Madoxa przesunęły się po biodrach Aurelii, a potem sama zacisnęła jego palce na swoich pośladkach.
- To twój chłopak? - zapytał Madox spuszczając na moment spojrzenie na jej duże, zielone oczy. Aurelia przesunęła paznokciami po jego ramionach, a potem szyi, sięgając jego karku.
- Mógłby nim być, jakby nie był takim tchórzem - wypaliła, ocierając się o Madoxa bardziej. Noriega przechylił głowę na bok, odkrywając przed nią tatuaż z koroną, który miał na szyi, a ona jak na zawołanie zaczepiła o niego paznokciami, jej zielone spojrzenie zatrzymało się na nim.
- A czego się... - zaczął Madox, ale wtedy Jake szarpnął Pilar i odwrócił ją tyłem do siebie, tak, że jej pupa zderzyła się z jego biodrami. A Noriega wreszcie mógł złapać ciemne, błyszczące spojrzenie swojej żony - czego się boi? - powtórzył, ale zamiast spojrzeć na Aurelię, to on gapił się na Pilar, na palce Jake'a, które dotarły do jej odkrytego brzucha.
Aurelia też chyba to zauważyła, że nie patrzył na nią, bo zaraz oparła dłoń zakończoną ciemnymi, długimi paznokciami na jego policzku i poprowadziła jego twarz w swoim kierunku.
- Gapi się na nas? - zapytała, a Noriega przesunął ręką niżej po jej udzie, chowając czubki palców pod cienkim materiałem mini, którą miała na sobie.
- Gapi, ale nie wygląda na zazdrosnego - mruknął, a Aurelia złapała w usta więcej powietrza i wydęła wargi.
- Musisz się bardziej posta... - zaczęła, ale Madox nie pozwolił jej dokończyć, bo jego wytatuowane palce sięgnęły do jej policzków, do jej podbródka, za który ją chwycił.
- Nie, to ty musisz się bardziej postarać... - rzucił, a Aurelia spojrzała na niego wielkimi oczami. Ściągnęła do siebie brwi, a zaraz chciała stanąć na palcach i się do niego wyrwać, przelizać z nim na oczach Jake'a, jakby to miało go sprowokować. Ale Madox pokręcił głową.
- Nie tak... - rzucił do niej i objął ją w talii, odepchnął od siebie tak, że jej plecy wygięły się w łuk, a potem mocno szarpnął do siebie, tak, że ozdobna klamra jego paska wbiła jej się w brzuch - to czego boi się Jake? - powtórzył, wdzierając się kolanem pomiędzy jej uda, narzucając im wspólny rytm, w którym poruszały się och biodra - może jesteś dla niego za dziecinna? - Madox znowu złapał zielone spojrzenie, chociaż w międzyczasie zerknął też na Pilar. Na to jak Jake dobierał się do jej rozporka. Zapierdoli go. Połamie mu wszystkie palce...
- Nie jestem dziecinna! - rzuciła Aurelia, bardzo dziecinnym tonem, a Madox dopiero na nią spojrzał.
- Pokaż - prowokował ją. Poprowadził jej rękę po swojej szyi, torsie, brzuchu, na którym pod koszulką rysowały się jego mięśnie, na pasek, tam też spoczęło zielone spojrzenie Aurelii. Zacisnęła palce na metalowej klamrze.
- On chyba boi się mojego ojca... - zaczęła brunetka, a Madox oparł jej dłoń na ramieniu prowadząc ją niżej. Aurelia dała mu się, tak, że przytrzymując się za jego pasek zeszła niżej, jej głowa znalazła się na wysokości jego rozporka. Spojrzała na niego z dołu, oblizując pełne wargi.
- Ja się nie boję - odparł Madox patrząc na nią w dół.
Jake'owi chyba też to nie umknęło, bo chociaż zajęty był Pilar, to zaraz warknął, bardziej chyba do siebie, niż do niej.
- Co ona kurwa odpierdala? - jego jasne oczy utkwione były w Aurelii, która wbiła paznokcie w udo Noriegi i chyba serio chciała mu odpiąć pasek, i może pokazać jaka była dorosła, ale Madox szarpnął ją do siebie, do góry, jakby nic nie ważyła.
- Chcesz mu zaszkodzić? - zapytała Aurelia, a Madox znowu przesunął palcami po jej biodrach, zaczepiając nimi o krągłe pośladki, tylko w tym momencie znowu łapał spojrzenie swojej żony - wiem jak... - od razu podniósł czarne ślepia na Aurelię, która znowu patrzyła się tylko w niego. Żartowała? Wkręcała go? Czy rzeczywiście chciała zaszkodzić swojemu ojcu?
- Jak? - zapytał, a Aurelia przygryzła dolną wargę, zastanawiając się czy mu powiedzieć. Musiał ją jakoś do tego przekonać i może nawet gotowy był to zrobić, tylko wtedy...

fuego en la pista de baile 🔥✨❤️‍🔥

one senator, last chance

: pn wrz 28, 2026 11:38 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Nie taki był plan.
Mieli pojawić się w klubie, zaczepić Aurelie, dowiedzieć się czegoś więcej, czegokolwiek i spierdalać. Tyle. Nic więcej.
Szkoda tylko, że w ich przypadku na tyle nigdy się nie skończyło. A tutaj? Tutaj już od pierwszych chwil w Shadow okazje mnożyły się na kolosalną skale. I chociaż z początku Pilar miała się po prostu kręcić i obserwować, tak przecież nie mogła przejść obok takiej okazji. Jake należał do bliskiego kręgu znajomych córki Luny, mógł sprzedać jej informacje, które może na pierwszy rzut oka nie były ważne, ale kiedy złożone do kupy może dało się coś z tego uszyć? Znaleźć jakiś punkt zaczepienia, na którym mogliby zbudować cały plan zabezpieczający. Mieć Lunę w garści.
Pierwsze jednak Aurelia nie mogła się dowiedzieć, że oni byli tu razem.
Tylko ona wiedziała, że Maadox miał żonę, ale przecież przekonana była, że przyszedł tu sam, pewnie za nią, bo tak bardzo chciał ją p r z e l e c i e ć. Pieprzona gówniara. Pilar aż skręcało, gdy po raz kolejny spojrzała w ich kierunku juz z parkietu. Miałą nadzieje, że wyjadą zapalić, kiedy ona będzie mogła porozmawiać z Jakiem na parkiecie, ale wtedy pojawił się pierwszy fuckup.
Zobaczyła go dopiero, gdy gówniak obrócił ją po raz drugi. Jake nie tańczył najgorzej, nie deptał po stopach, ale do dobrego tancerza naprawdę wiele mu brakowało. Średnie miał poczucie rytmu, za to zdecydowanie wiedział, gdzie ustawić ręce, by odpowiednio zaczepić kobietę. Szarpnął Pilar do siebie, przyciskając kroczę do jej tyłka, tym samym dając jej możliwość uświadomienia sobie… że jej mąż znajdował się trzy metry dalej.
Kurwa.
Od razu zrobiła do niego wielkie oczy, bo czy jego kurwa popierdoliło? Nie widział, że tutaj była? Do reszty go pojebało, żeby zabierać w stronę Pilar jedyną dziewczynę, która nie mogła jej tutaj zobaczyć? Pewnie gdyby stała teraz obok niego, już by go zrugała, ale nie mogła. Nie mogła podejść nawet bliżej. Musieli oboje grac i to na własnych oczach.
W głowie już dudniła jej rozmowa, jaką odbyli tego dnia przy krzakach. O tym, jak to Noriega będzie mógł wyrwać Aurelie z wyjątkiem przelecenia jej. Nie mówiła tego poważnie, a jednak tutaj panowały do tego aż za dobre warunki. Już sam widok jak to trzymał inną kobietę w objęciach sprawiał, że wszystko się w niej zaciskało. Że gniew i zazdrość budziła się w całym ciele, ale to dopiero jego dłonie na jej tyłku sprawiły, że aż się zapowietrzyła.
Złapała w płuca o wiele więcej powietrza niż potrzebowała, cała się spinając, a Jake chyba myślał, że to na jego dotyk, bo od razu mruknął jej do ucha. Pilar z początku nawet nie zwróciła na to uwagi. Była zbyt zafiksowana na tym, jak jej m ą ż prowadził łapy tamtej gówniary po swoim ciele, własną rękę chowając pod materiał obcisłej, czarnej sukienki.
Chciała ją zapierdolić.
Złamać jej każdy jeden palec, który błądził teraz po jego ciele.
Każdy jeden, który tam nie należał. Nie na jej mężu. Może nawet poderwałaby się do przodu, zrobiła coś głupiego, ale wtedy Jake jak na zawołanie odwrócił ją przodem do siebie i zamknął w szczelnych ramionach.
— Kurwa, ale ty się ruszasz — rzucił zadowolony, zagłuszając muzykę, nachylając się do jej ucha. — Żadna laska tutaj nie ma do ciebie podjazdu — dodał, przesuwając szorstkimi palcami pierwsze po jej brzuchu, na plecy, a zaraz potem na pośladki, na których zacisnął się mocno, dociskając ją do siebie. I chwała bogu, że miał na sobie spodnie, bo przynajmniej ledwo wyczuwalnie odczuła jak twardy był już kolega Jake. Z drugiej strony był jeszcze dzieciakiem, miał prawo. Odrzuciła głowę do tyłu, łapiąc więcej powietrza. Skręcało ją, żeby sprawdzić, co robili ci za nią, ale miała jak. Dopiero gdy Jake sam wypalił z tym co ona kurwa odpierdala, Pilar przekręciła głowę.
I kurwa od razu pożałowała.
Serce stanęło jej na moment, widząc, jak dziewcyzna już praktycznie przed nim klęczała. Twarz miała na wysokości jego kroczą, oblizując pełne usta, a jego wytatuowana dłoń przesuwała się po jej odkrytym ramieniu w stronę włosów, jakby lada moment chciał w nie wpleść palce i…
Kurwa.
I nagle chciała go zabić.
Własnego męża.
Podejść tam, zdzielić go w twarz i wyjść. W głowie powtarzała sobie, że to tylko misja. Że przecież tak miało być, że musiał, ale kurwa mówić a widzieć to były jednak zupełnie inne rzeczy i Pilar jasno utwierdziła się w przekonaniu, że była na to zbyt zazdrosna. Prawie jej odjebało. Prawie, bo ostatkami samokontroli postanowiła wykorzystać sytuacje i z impetem odwróciła się do Jake’a, ocierając o niego jeszcze bardziej.
— Jakaś twoja koleżanka? — spytała, uważnie obserwując twarz chłopaka, który ciężko już łapał powietrze. Ciasno mu było to i czuł dodatkowe ciśnienie.
— Ta, Aurelia — wyjaśnił spokojnie, przesuwając własne palce po plecach Pilar, tym razem w górę, by wcisnąć je po cienki materiał topu, który miała na sobie i wbić króciutkie paznokcie w jej skórę. — Pierdolona skandalistka.
— Czemu? — nie dawała za wygraną, patrząc na niego uważnie.
— Kurwa, zwariuje przez ciebie — wtrącił, wypadając z tematu, dłonią znowu błądząc po jej plecach.
— A czemu z Aurelia taka skandalistka? — znowu się o niego otarła, a Jake aż otworzył szerzej usta, żeby złapać powietrze. — Nie lubicie się?
— Lubimy — odpowiedział, dysząc przy jej uchu i patrząc w stronę Aury i Madoxa. — Czasami pieprzymy. Ona chciałaby, żebym był jej facetem, ale… ja pierdole — mruknął zadowolony, jedną dłoń zaciskając na tyłku Pilar, a drugą ściągnął z jej ciała i wsadził gdzieś do swojej kieszeni. Pilar chociaż dotykała do jedynie po szyi i klatce piersiowej czuła, jak bardzo się spinał. Jeszcze trochę i kurwa tu naprawdę dojdzie. Nie chciała brać w tym udziału, ale kurwa… musiała go przycisnąć.
— Ale czemu nie chcesz?
— Bo ona pierdoli wszystkich.
— Wszystkich?
— No wszystkich. Nawet staruchów.
— Staruchów? — znowu po nim powtórzyła, nie odstępując mu kroku.
— Miała romans z dyrektorem — powiedział w końcu Jake i tym razem to Pilar się spięła. Ale wcale nie dlatego, ze było jej przyjemnie, wręcz kurwa przeciwnie, ale bo to była jakaś informacja. — Nawet są nagrania jak się pierdolą w szkole, wyszły wczoraj, już prawie każdy je… widział… Kurwa błagam cię, chodźmy stad. Mam coś, co jeszcze bardziej nas kopnie, zaraz to... — Jake juz nawet nie krył się ze swoim zachowaniem i tym jak bardzo był nakręcony. Jego dłoń zakręciła się tuż przy wejściu pod materiał spodni Pilar, akurat kiedy ta jej przeusunęła po biodrze chłopaka, wyczuwając w jego prawej kieszeni telefon. Musiała tylko wyczekać odpowiednio moment, kiedy… — Daj się przelecieć — rzucił stanowczo, chcąc wcisnąć jej rękę do spodni i dokładnie wtedy Pilar od niego odskoczyła. Jedną dłonią szarpnęła za jego telefon, a drugą… strzeliła mu prosto w twarz. Robiła scenę, to fakt, ale przecież jakoś trzeba było to rozegrać. Sprawić, że zafiksuje się na tym, co na jego twarzy i jak pewnie zapiekł go policzek niż na fakcie, że jakaś laska właśnie zawędziła mu telefon.
— Spierdalaj — warknęła bez najmniejszych ogródek, gotowa odejść, wciąż będąc plecami do Aurelii. I faktycznie ruszyła, ale nie zauważyła kompletnie, w którym momencie Jake wyciągnął z drugiej kieszeni swoją własną dłoń, przesuwając po twarzy Pilar, by ją chyba zatrzymać. Poczuła, jak jakiś proszek wlatuje jej prosto do nosa, ale na tamten moment kompletnie o tym nie myślała. Była zbyt zafiksowana na tym, by jak najszybciej ulotnić się z parkietu nim zobaczy ją Aurielia i żeby Madox mógł dokończyć swoja część. Dowiedzieć się czegoś istotnego o Lunie. Bo haka na jego córkę już mieli. A może nawet i dowód w telefonie tego gówniarza, na którym Pilar mocniej zacisnęła palce, gdy przesuwała się lekko chwiejnie wzdłuż korytarza, chyba w stronę łazienek.

:madox: :april: