Strona 9 z 11

La Palma

: czw mar 12, 2026 5:19 pm
autor: Charlotte Kovalski
William N. Patel-Noriega

Tobie by coś takiego nie przeszkadzało? Albo jakbym pojechała z kimś innym oglądać walenie? — dobra, wiedziała już, że nie. Mogła zabawiać się z każdym, a jedynym jego problemem wydawało się olewanie go. Nie potrafiła tego zrozumieć, ani przetrawić. Chciał się nią dzielić na wyjeździe? Ta dziwna chemia była totalnie niezrozumiała w jej mniemaniu — to tak jakbyś pokazał mi, że to co się stało nic nie znaczyło. Albo że ja nic nie znaczę — mruknęła już dużo ciszej, bojąc się wagi wypowiadanych przez nią słów. Co mogłaby mu powiedzieć więcej? Miała wrażenie, że ich sposoby komunikowania się mijają, albo że jedyną drogą był konflikt bujający się na prawo i lewo. Powoli zaczynało jej to przeszkadzać, ale trudno było to wyjaśnić w jasny sposób.
Pojebało Cię — westchnęła ciężko. Szczerze spodziewała się tego, może niekoniecznie tranzycji, ale podobnych bajeczek. Przyzwyczaił ją do nieprzewidywalnego zachowania, powoli stawało się ono dla niej całkowitą normalnością — masz szczęście, że nauczyłeś się przepraszać — mruknęła, unosząc na niego wzrok — też za to przepraszam — też była winna. Przynajmniej na La Palma zdążyli się jednego rozmawiać ze sobą nawzajem — może powinnam lepiej werbalizować moje obawy — albo zwyczajnie o nich mówić. Zabawnym wydawało się być, że ich językiem miłości były kłótnie, dramaty oraz obgadywanie siebie nawzajem.
My nie będziemy niczym poważnym, William — jej głos wcale nie był radosny, wybrzmiewał z niego smutek — po prostu partnerami w zabawie — ta zabawa w ogóle nie brzmiała zabawnie. Bardziej jak ktoś, kto właśnie znajdował się na typie. Nabrała głębokiego oddechu. Mieli płynąć z prądem? Tyle że Charlotte była bardziej jak łosoś. Płynęła przed siebie, przekraczając najgorsze rzeczne prądy, by dotrzeć do miejsca, w którym chciała się znaleźć. Teraz potrzebowała jego zapewnień, ale i ich nie dostanie. Jedynie zabawa.
Okej? Spojrzała na niego zdziwionym wzrokiem. Czy on właśnie szanował jej granicę? Aż przełknęła nerwowo ślinę. Szczerze nie spodziewała się po Patelu tego. Bardziej wyśmiania, niż zaakceptowania granicy, którą mu postawiła. Kolejne jego działania wprawiają ją w jeszcze większy mętlik. Nie rozumiała sytuacji, w jakiej była stawiana. Zjechała wzrokiem na ich splecione ze sobą dłonie. Miała odpuścić, by móc się zdystansować, ale przez niego nie będzie w stanie. Głupi romantyczny Patel. Czarował ją tym obrotem, a jego ciało zadziałało magicznie. Nie wiedziała, w jakim momencie to się stało. Znów spoglądała na niego maślanymi oczami, wszystko przez jedną rzecz. Jego oczy, jego bliskość. Chciałaby kiedyś mógł powiedzieć moja Lotte. Kiedy chciał, potrafił być czarujący, a cała atmosfera mu to ułatwiała. Czuły dotyk, przez który po jej ciele przechodziły przyjemne fale ciepła. Nawet nie wiedziała, kiedy zdecydowała się odwzajemnić pocałunek. Jego wargi były uzależniający, a choć w pierwszych chwila sama się angażowała. Finalnie odsunęła od niego głowę.
Nie mogę odpuszczać, William — powiedziała, przerywając ich pocałunek i odsuwając się na krok — nie mogę zakochać się bardziej — musiała postawić kolejną granicę, choć tak naprawdę chciała móc się do niego przytulić, zatonąć w jego ramionach, chociażby na moment. Tylko skoro nie był w stanie zagwarantować jej wierności, to nie powinna oddawać mu serca.

La Palma

: czw mar 12, 2026 8:15 pm
autor: William N. Patel-Noriega
- Całowanie? Nie, to tylko - kręcę nadgarstkiem jakby to miało pomóc mi zebrać myśli - Cielesność - cielesność nie jest fundamentem relacji, tylko miłym, rozkosznym dodatkiem - Oglądanie waleni już tak, takie chwile tworzą więź emocjonalną - a to przecież było dużo ważniejsze, mogłeś kochać się z każdym, ale wracałeś zawsze do tego, kto był najważniejszy. Zdaję sobie sprawę, że dla przeciętnego człowieka to było jakieś surrealne, ale ani ja ani Charlotte nie byliśmy przeciętni. Ona może jeszcze o tym nie wiedziała - Gdybyś nic nie znaczyła to nie siedzielibyśmy tutaj razem - gdyby nic nie znaczyła to nie krążyłbym wokół niej przez tyle miesięcy, szczególnie, że to były bardzo ciężkie miesiące, tak ciężkie, że w pewnych momentach po prostu wykańczały mnie psychicznie, a jednak - wciąż trzymała mnie przy niej jakaś dziwna siła, tak jak księżyc wciąż krąży wokół Ziemi, tylko nie nazwałbym tego grawitacją - No co? Jestem kreatywny - śmieję się. Tego rzeczywiście nie można było mi odmówić. Mój spierdolony umysł był w stanie wymyślić naprawdę nieprzewidywalne rzeczy, to zdecydowanie była jedna z nich - Dobrze, nie mam ci za złe - zdążyłem już ochłonąć, poza tym zdążyłem już odpłacić się pięknym za nadobne. Obyśmy tylko nie spotkali nigdy więcej Helgi i Adolfa bo jak zobaczą, że trzymamy się za ręce, albo co gorsza całujemy, to jeszcze pomyślą, że tą tranzycje robi specjalnie dla mnie. Z drugiej strony czy by mi to przeszkadzało? Zdecydowanie nie. Może powinna, może ja też powinienem wyraźniej mówić o co mi chodzi, a może te wszystkie niedopowiedzenia budowały dynamikę naszej relacji. Na jedno nie mogliśmy narzekać - na nudę. Po prostu partnerami w zabawie - czy to źle? Dla mnie nie, chociaż ton jej głosu nie brzmiał jakby miała się z tym pogodzić. Kiwam głową, jednak nic nie mówię. Byłem nieokiełznanym ogniem, ona - stabilną ziemią. Języki moich płomieni mogły tylko łaskotać jej twardą skorupę, ostatecznie i tak wszystko obróci się w proch. Teraz nie miało to znaczenia. Nie, kiedy okręcała się w tańcu i kiedy opierała w uścisku o moją pierś, nie, kiedy nasze wargi łączyły się w kolejnym czułym pocałunku, nawet jeśli ten trwał tylko krótką chwilę. Odsuwa się, a ja wciąż patrzę w jej śliczną twarz - Nie myśl o tym, po prostu bądź tu i teraz - była koziorożcem, one planowały wszystko z wyprzedzeniem. Ambitne, twardo stąpające po ziemi, tak bardzo odległe od frywolnych lwów, chociaż podobno przeciwieństwa się przyciągają, może dlatego tą chemię, która krążyła między nami tak trudno było opisać słowami - Jezus kurwa, miałaś jednak rację z tym kremem - wypalam nagle, bo jej dotyk, chociaż bardzo przyjemny sprawiał, że każdy kawałek mojej skóry płonął i to nie w tym metaforycznym sensie - Cały kurwa płonę, dosłownie, masz jeszcze trochę tego żelu? Bo czuję, że do rana zrzucę chyba ze trzy warstwy - opalanie się z tamtym dziadkiem w popołudniowym słońcu jednak nie było takim dobrym pomysłem, zdecydowanie nie byłem na to przygotowany, ale ona pewnie tak, założę się, że w pokoju miała nawet maślankę na taką ewentualność.

Charlotte Kovalski

La Palma

: czw mar 12, 2026 9:10 pm
autor: Charlotte Kovalski
William N. Patel-Noriega

Zmarszczyła delikatnie brwi, próbując zrozumieć, co on właściwie do niej mówił. Dla niej sprawa była prosta, cielesność była zarezerwowana dla najbliższej osoby jej sercu. Zwłaszcza kiedy tak wprost zaczynała coś do niego czuć. Już nie mówiąc o tym, że nawet niezobowiązujący kutas przestał wchodzić jej w grę, bo kiedy zamykała oczy, widziała przed sobą Williama, krążącego po jej ciele.
Za cielesnością idą uczucia — przynajmniej u niej. Kiedy w grę wchodziła jedna noc, nic nie wydawało się jej przeszkadzać, o ile nie miała osoby, przy której chciała spędzić większą ilość czasu. Dla niej wraz z uczuciem szło zobowiązanie. Stajesz się odpowiedzialny za to, co oswoiłeś — więź emocjonalna? — aż uniosła do góry jedną ze swoich brwi. Na tym polegały tradycyjne relacje, na więzi w połączeniu z fizycznością. Dopiero uczucia sprawiały, że seks stawał się tak piekielnie dobry — gdybym nic do Ciebie nie czuła, w życiu nie spędziłabym z Tobą tyle czasu — i to irytowało ją jeszcze bardziej, bo co by jej nie zrobił, nie potrafiła od niego uciec — bycie upiorną sąsiadką zobowiązuje, chociaż Ciebie powinnam przechrzcić na niszczyciela rodzin — rzuciła półserio, półżartem. Nawet nie wiedziała, kiedy zaczynała coś do niego czuć. Czy to wszystko zaczęło się w sylwestra? W trakcie posranej imprezy walentynkowej, czy u jego rodziny? Za każdym razem kiedy się do siebie zbliżali, później odpychali się jeszcze bardziej.
Im obojgu nie brakowało kreatywności w uprzykrzaniu sobie nawzajem życia. Nikomu nie poświęcała tyle czasu, by mieć pewność zobaczenia złości na jego twarzy. Nikt też nie był w stanie spowodować w niej tak sprzecznych emocji. Niczym woda z ogniem grali w niebezpieczną grę, w trakcie której mogli nawzajem siebie dotkliwie skrzywdzić. Mogły oświetlać ich gwiazdy, a scena była wręcz jak z obrazka, ale myśli w głowie Lotty wydawały się jeszcze bardziej kotłować niż wcześniej.
Nie da się tak William — mruknęła, unosząc delikatnie kąciki ust ku górze. Cokolwiek by jej teraz nie powiedział, zastanawiała się, w jaki sposób powinna sobie z tym poradzić. Cielesnością, która nie była problemem, a oglądanie waleni już tak. Zbyt dużo jak na jedną krótką noc, może dobrze, że jego skóra wydawała się dojrzeć. Parsknęła głośno śmiechem, chwytając go jeszcze mocniej za dłoń.
Chodź do mojego pokoju — rzuciła, idąc na boso przez imprezę, aż do pokoju hotelowego. Właśnie wychodzili z windy, a wtedy pojawili się oni — Adolf z Helgą — mruknęła pod nosem i pociągnęła go do siebie, by przyprzeć go do ściany. Zemsta będzie słodka — jesteś cudowny, Billy — rzuciła krótko, składając na jego ustach słodki pocałunek — nikomu pakowanie w dupę nie sprawia mi takiej przyjemności — tak, miało to dojść do ich uszu. Charlotte cała uśmiechnęła się szeroko, bo taka zemsta bywała słodka. Oni szybko schowali się do pokoju, patrząc wielkimi oczami na siebie i o zgrozo, był to pokój obok tego ich jej.
No dobra, rozbieraj się — rzuciła, rozglądając się po pokoju w poszukiwaniu plecaka. Tak, specjalnie dla niego zaopatrzyła się w specjalną wersję pantenolu — ale bokserki mają zostać — po tych wielkich wyznaniach, że cielesność to nic takiego, tym bardziej nie miała ochoty go dotykać — i nie krzycz, bo oni będą nas słyszeć — dodała jeszcze, mrużąc przy tym oczy. Kto by pomyślał, że Adolf skończy z Helgą?

La Palma

: czw mar 12, 2026 9:55 pm
autor: William N. Patel-Noriega
Kobiety właśnie takie były, dla nich seks=uczucia=przywiązanie=wierność do grobowej deski. W mojej głowie wyglądało to zupełnie inaczej, ale naprawdę nie chciało mi się tego tłumaczyć, bo pewnie zajęłoby to ze trzy dni, musiałbym zrobić prezentacje na ten temat z tysiącem slajdów, a ona notatki, żeby potem przejrzeć je jeszcze raz. Kiedyś jej to wytłumaczę, teraz tylko wzruszam ramionami - No przecież każdego można wyruchać, a nie z każdym można pogadać - proste. Nawet bardziej niż się wydawało na pierwszy rzut oka. Chociaż to pewnie była jedna z tych kwestii, w których nigdy się nie dogadamy. Może wierzyła w tradycję, a ja po prostu byłem zbyt postępowy. Albo zbyt pierwotny, człowiek prehistorii nie znał pojęcia monogamia. Dla mnie było nudne, zobowiązania? Podziękuję. Kochać wszystkich, nie oszczędzać nikogo. Natomiast jej kolejne słowa sprawiają, że uśmiecham się lekko, bo akurat w tej sprawie rozumowaliśmy podobnie jak widać. Potem wywracam oczami, chociaż podoba mi się przydomek upiornej sąsiadki, chyba zacznę go używać. Niszczyciel rodzin już niekoniecznie, szczególnie, że niespecjalnie chcę do tego wracać, więc nawet nie komentuję. Jej śmiech odbija się echem w mojej głowie, podobnie jak i ona zaciskam mocniej palce na jej dłoni i daję się poprowadzić w kierunku hotelu. Po drodze zgarniam jeszcze resztki rumu i tego peta, którego zostawiłem gdzieś obok. Zanim dotrzemy pod drzwi wejściowe kończymy napój, zaś pusta flaszka ląduje w koszu gdzieś w okolicach wejścia. Wchodzimy do windy, potem już tylko prosto korytarzem, tyle, że niespodziewanie przypiera mnie do ściany, a ja w pierwszej chwili czuję, że zajmę się zaraz żywym ogniem, w drugiej chwili robi się całkiem przyjemnie bo znowu się całujemy, a ja nawet opieram jej rękę na tyłku. Kątem oka widzę znajome twarze Niemców - Helga wydaje się mocno skonsternowana, Adolf raczej zniesmaczony, choć w jego spojrzeniu widać, że właśnie ma fleszbeki sprzed godziny i nie może sobie z tym poradzić. Do tej pory myślał, że lejdiboje zdarzają się tylko w Tajlandii, nie opowie o tym kumplom. Wywracam oczami na jej słowa, a z moich ust pada krótkie - Cała przyjemność po mojej stronie - bo właściwe to mam wyjebane co pomyślą o nas jacyś Europejczycy. Wbijamy do jej pokoju i od razu rozglądam się wokół, chociaż w zasadzie wygląda praktycznie tak samo jak mój. Każe mi się rozbierać, zaś ja wydaję z siebie przeciągły gwizd - Tak od razu? Bez żadnej gry wstępnej? Szybka jesteś - ale nie protestuję, ściągając koszulę i pozbywając się wszystkich błyskotek, tych mam chyba z kilo - Nie mam majtek, przecież na imprezę szliśmy - mówię z poważną miną i na chwilę po prostu wbijam w nią spojrzenie - Żartuję sobie, mam - macham ręką, po czym zdejmuję spodnie, a tam slipy w kolorze khaki, żeby nie było widać sraki, hehe. Najlepsze na wszelkie wycieczki, jakbym się miał zesrać z wrażenia od tych nieziemskich widoków. Na szczęście obyło się bez incydentów kałowych. W każdym razie swoje ubranie od razu składam w idealnie równą kosteczkę i odkładam na komodę, a potem siadam na łóżku rozkładając ramiona - Dobra, nie będę, bierz mnie - chociaż nie wiem w sumie, może będę jak okaże się niezbyt delikatna.

Charlotte Kovalski

La Palma

: czw mar 12, 2026 11:32 pm
autor: Charlotte Kovalski
William N. Patel-Noriega

Raczej odwrotnie William — stwierdziła, wywracając teatralnie oczyma. Nie z każdym można było się wyruchać, za to rozmawiać? Czasem rozmowy się nie kleiły, potrzebna była do tego odpowiednia osoba. Czasem spotkało się taką osobę, z którą można było przegadać całą noc, a i seks był równie niesamowity. Dla niej te dwie rzeczy się ze sobą łączyły. W jaki sposób miałaby spojrzeć na inną osobę, w taki sam sposób, jak patrzyła na Williama? Szczerze i bez bicia nie widziała poza nim świata.
Później już ruszyli w trasę wprost do pokoju hotelowego, by w międzyczasie spotkać się ponownie z Helgą i Adolfem. Urocza była z nich para. Ciekawe, czy to samo myśleli o facecie w tranzycji i jego ukochanym? Z pewnością będą mieli, o czym rozmawiać.
To wyszliśmy na zero — zaraz uśmiechnęła się szeroko. Wyrównali ze sobą rachunki. Przez niemców zostaną zapamiętani jako para zakochanych mężczyzn przeciwko całemu światu. Romantyczne jak przystało na koziorożca i lwa razem.
Po prostu się rozbierz — rzuciła, strzelając oczyma — ja się ubiorę w piżamę — na pewno nie będzie w czarnej sukience smarować go lekiem, pozostawiającym białe, niepiorące się plamy. Podeszła do łóżka, wyciągając spod poduszki błękitną, koronkową koszulę nocną.
I na co liczyłeś? — prychnęła, słysząc o braku gaci — wiedziałeś, że jestem wkurwiona. Jak nic nie masz, to dam Ci różowe dresy, albo moje czerwone stringi — uśmiechnęła się złowieszczo, a wyobraźnia popłynęła zdecydowanie zbyt daleko. Wyglądałby komicznie w takim wydaniu, jego obraz nie mógł wyjść z jej wyobraźni.
Naprawdę? — spytała, widząc gacie w kolorze sraki khaki — jak ty wyglądasz? — aż westchnęła teatralnie. Niby ona leciała na niego? Facet nosił slipy, suszył się i nie liczyła się dla niego wierność. Czubek — trzeba Ci kupić porządne bokserki, a nie slipy w kolorze khaki — aż chwyciła się za głowę, próbując rozmasować ból głowy. Czegoś takiego się po nim spodziewała. Miała wrażenie, że SUSZENIE SIĘ było najgorszym, co ją spotkało — co to za kolor — mruknęła, znikając w łazience. Wróciła ubrana w satynową koszulę nocną. Włosy związała w delikatnego, wysokiego kucyka. Z mini-lodówki sięgnęła lek, choć wolałaby maślankę. Babka zawsze w nią ją wcierała, gdy za długo bawiła się na słońcu. Sprawdzony, polski sposób ze stuprocentową skutecznością.
To będzie bardzo chłodne, psiknę i później będę Ci to smarowała — jasna instrukcja działania — jasne? Krzykniesz to Cię uderzę — uniosła do góry jedną ze swoich brwi. Wdech, wydech. To tylko leczenie. Wzrokiem zaczęła lustrować jego ciało. Miał czym się pochwalić, choć najdłużej wzrok zawisł jej na jego tatuażach.
I faktycznie psiknęła pantenolem, który wyjęła z lodówki. Czy spodziewała się podobnego przebiegu sprawy? Owszem, dlatego schowała leki do mini-lodóweczki, kiedy tylko przyjechali. Teraz dopiero czeka ich męka.

La Palma

: sob mar 14, 2026 9:22 am
autor: William N. Patel-Noriega
Wodzę za nią spojrzeniem i na moment wbijam je w to, co określała piżamą, dla mnie bardziej jakaś na wpół erotyczna bielizna, przecież to były same koronki, to miało cokolwiek zakrywać? Niemniej nie zamierzałem narzekać, a wręcz przeciwnie, czekam aż to zrobi. - Masz czerwone stringi? Pokaż - rzucam od razu, najlepiej na sobie. Za to moja bielizna najwidoczniej w ogóle nie przypadła jej do gustu - No co? Są wygodne. Żołnierze takie noszą pod mundurem - czyli symbol męskości dosłownie - A ty co masz pod tą kiecką? Pewnie jakieś babcine majty - chociaż patrząc w czym spała, to pewnie jednak jakieś koronki. Znika za drzwiami łazienki, a kiedy wraca to przesuwam spojrzeniem po jej sylwetce, przyglądam się jak delikatny materiał otula jej skórę, jak koronki układają się na wypukłościach i spływają po okrągłych biodrach. Wygląda to fantastycznie. Wzdycham lekko, ale kiwam głową na instrukcje i czekam, aż zacznie działać. Pierwszy psik sprawia, że faktycznie spomiędzy moich warg wydobywa się stłumiony okrzyk, a ciało od razu pochyla wprzód. To takie uczucie jak marzysz o gorącym prysznicu a pierwszy haust wody jest zaskakująco zimny. Potem po moich plecach rozchodzi się przyjemny chłód, tak miły dla spalonej słońcem skóry - Ooooo - wzdycham przeciągle, z pewną dozą rozkoszy - Jak dobrze - mruczę, a kiedy wreszcie wyczuwam jej dłonie na własnym ciele to wydobywają się ze mnie kolejne błogie jęki - Ooo tak, tak mi rób - mrużę ślepia, bo to takie przyjemne, fala chłodu rozchodząca się po skórze spieczonej prawie że do granic możliwości, chyba tylko cudem udało się uniknąć bąbli. Kolejne salwy ochów i achów wypadają spomiędzy moich warg, dosłownie jakby nie wiadomo co tu się właśnie wyprawiało. I wcale nie jestem cichy, właściwie nigdy nie jestem, no może jak śpię, chociaż od kilku osób słyszałem, że najebany strasznie chrapię - Aj! Nie tak mocno!... - znowu się wydzieram, kiedy czuję dosłownie całą jej dłoń, gdzieś w okolicach ramienia - Możesz być trochę delikatniejsza? - oglądam się za siebie, łapiąc jej sylwetkę kątem oka, marszczę brwi - O, tak jak teraz, oooo - wzdycham przeciągle. Hotel niby pięciogwiazdkowy, ale ściany cienkie jak w pudełku, dałbym se rękę obciąć, że wszyscy sąsiedzi dookoła doskonale słyszą moje rozkoszne jęki i błogie pomruki.

Charlotte Kovalski

La Palma

: sob mar 14, 2026 10:04 am
autor: Charlotte Kovalski
William N. Patel-Noriega

Nie ma takiej opcji. Jedyna bielizna, którą pokazuje, to ta na mnie — prychnęła Charlotte, wywracając oczyma. Nigdy nie zostawi Williama w jej apartamencie, jeszcze znalazłby szufladę z jej bielizną. Uwielbiała koronki i ładne rzeczy, jedynie kilka sztuk miała... typowo okresowych. One byłyby w stanie dorównać gaciom w kolorze khaki — ohydne są. Jak chcesz poderwać dziewczynę, to musisz się prezentować — mruknęła, kręcąc głową — jakoś... ale się prezentować — mógłby rozpalić ją do czerwoności, a khaki spowodowałoby prawdziwą pustynię u niej — chciałbyś, żebym miała babcine majty — na ustach pojawił się zadziorny uśmiech. Stanika nie miała, za to zawsze dbała, by być gotową na wszystkojestem gotowa na każdą... ewentualność — odpowiedziała tajemniczym tonem. Może niekoniecznie dla niego była na to gotowa. Zawsze się starała wyglądać idealnie. Nawet kiedy psikała go pantenolem. Tylko te krzyki i piski wręcz ją brzydziły. Na ustach pojawił się grymas i delikatnie pokręciła głową.
Jezu, nie bądź baba i nie piszcz — warknęła, psikając kolejną porcję kremu na jego plecy. Dużo pantenolu dla idioty zapominającego, że znajdowali się przy równiku. Tu dało się nawet zjarać w pochmurny dzień. Mógł się jej słuchać, lub nie całować dredziary, wtedy by zadbała o jego skórę.
Zamknij się William — wycedziła Charlotte. Myśli zaczęły powoli wędrować w całkiem niebezpieczną stronę — przestań wydawać te dźwięki — wywróciła oczyma, nie wierząc w to, co widzi i słyszy przed własnymi oczyma. I ona niby była w nim zakochana? W którym miejscu?
Daj spokój, nie mów, że dotyk tak Cię boli — i specjalnie nacisnęła mocniej na jego skórę. Nie miała zamiaru być delikatna, skoro wydawał takie odgłosy. Działały na jej wyobraźnię, bo... co by wylatywało z jego ust, gdyby naprawdę chciała podarować mu odrobinę przyjemności?
Nie. — rzuciła od razu surowym tonem, dociskając jeszcze mocniej, ale po chwili odpuszcza i zaczyna delikatnie muskać jego plecy palcami — miałeś przestać! — tym razem uderzyła go. I jeszcze raz, gdy usłyszała głos zza ściany.
MOŻECIE RUCHAĆ SIĘ CISZEJ?!! — dochodzi nagle głos zza ściany, a Lotte nabrała powietrza do płuc — JAKBYŚMY SIĘ RUCHALI, TO NAWET BYM CIĘ NIE USŁYSZAŁA — odparła, wrzeszcząc na całe gardło, a na jej policzkach poczuła delikatne wypieki. Całował idealnie, to co dopiero gdyby się do niej dobrał? W środku poczuła dziwne spięcie. Nie powinna myśleć o seksie z nim. Może dlatego walnęła Patela DELIKATNIE z ręki. Niech cierpi, bo miał się zamknąć.

La Palma

: sob mar 14, 2026 12:28 pm
autor: William N. Patel-Noriega
- Naprawdę? Jak chcę poderwać dziewczynę to używam uroku osobistego, a nie koloru majtek - do tej pory działało, zresztą wystarczy sobie przypomnieć jak tamta dziewczyna od bong się do mnie wdzięczyła, albo nawet Helga, albo tuzin innych lasek w różnych miejscach na ziemi, tylko o tym już nie mówię, bo nie chcę wtykać kija w mrowisko. Poza tym Charlotte Kovalski była kolejnym przykładem na to, że William Patel mógł poderwać dziewczynę nawet w majtkach w kolorze khaki, gdyby tak nie było nie smarowałaby mnie właśnie po plecach. W ogóle nie pozwoliłaby mi wejść do swojego pokoju. A co się działo? Wlazłem tutaj i właśnie rozmawialiśmy o jej majtkach. Nie bądź baba i nie piszcz, łatwo powiedzieć, gorzej zrobić, tyle, że jak już nawet nie krzyczałem, tylko wręcz mruczę z rozkoszy to też jej nie pasuje. Kobiety... - Które dźwięki? Te? - pytam głupkowato i zaraz dodaję jeszcze głośniej - OOO TAAK! - nawet łapię jedną ręką za zagłówek łóżka i nim potrząsam, a ono głośno skrzypi, tylko kiedy dociska mocniej to znowu się obruszam, uciekając nieco wprzód - Ajaj! Przestań!... - teraz to już brzmi bardziej nawet jak prośba. Zresztą delikatne muśnięcia sprawiają, że i ja siedzę spokojnie, w pierwszej chwili nawet względnie cicho, choć już za moment ulatuje ze mnie kolejne, niekontrolowane, zadowolone westchnienie. Najwidoczniej i to jest zbyt głośno, skoro znowu dostaję prosto w plecy - Ała!... - i kolejny raz kiedy dobiega nas głos zza ściany - Wal się, będziemy się ruchać do rana! - wrzeszczę w tym samym momencie co ona, a potem się śmieje, chociaż mój śmiech przerywa kolejne uderzenie, znacznie delikatniejsze, ale wciąż TROCHĘ bolało. Obracam się w jej stronę, wchodząc głębiej na łóżko, tym samym nieznacznie się zbliżając, opieram jedną rękę na materacu, gdzieś w okolicach jej kolana - Teraz z tej strony, o tutaj - drugą ręką przesuwam po swojej rozpalonej, czerwonej jak cegła i w zasadzie cała reszta ciała, nagiej klacie, posyłam jej przy tym jakiś taki zmysłowy uśmiech, delikatnie unosząc kąciki ust, natomiast spojrzenie wbijam w twarz, przesuwając nim po każdym jej kawałku, zaczynając od pełnych ust, a kończąc na sarnich oczach.

Charlotte Kovalski

La Palma

: sob mar 14, 2026 1:19 pm
autor: Charlotte Kovalski
William N. Patel-Noriega

W moim łóżku już mnie nie poderwiesz przez dwa powody — stwierdziła, pokazując mu przy okazji dwa palce — po pierwsze slipki, są ohydne — jak faceci mogli w nich chodzić? Wyglądały jak worek na ziemniaki dla kutasa, zero klasy, zero chodzącej seks bomby, którą mógłby być William, jakby chociaż przez chwilę się postarał — a po drugie przez kolor khaki — same slipki wyglądały, jakby właśnie się w nie zesrał. Brakowało jeszcze w powietrzu zapachu gówna, a pewnie i ono by się pojawiło, przy odpowiednio długiej chwili. Pamiętała strefę gazową, która zaserwował jej Patel. Całkiem szczerze miała jej dosyć. Drugi raz by na nią nie pozwoliła. Chociaż patrząc na to, że właśnie znajdował się w jej pokoju... mogła zadziać się powtórka.
PRZESTAŃ — krzyknęła, słysząc jego kolejne westchnięcia. Ja pierdole, miała zbyt bujałą wyobraźnię, żeby wydawał z siebie taki dźwięki. William na jej białej pościeli mógł przypominać flagę Polski, lub typowego polskiego robotnika, mógł mieć dobre ciało, ale nie mogła pozwolić sobie na takie myśli. Miała się zdystansować, a nie jeszcze bardziej pozwalać mu wejść do jej serca — BO BĘDZIE MOCNIEJ — zagroziła mu gotowa uderzyć z siłą godną policzka, którego mu kiedyś sprzedała. Był silnym facetem, niech cierpi, a ona nie miała zamiaru się przed tym zatrzymywać. Chociaż słysząc to trzęsienie łóżka, uderzyła go znowu.
Widzisz? Powinieneś być ciszej — mruknęła, odwracając przez moment głowę gdzieś w bok — nie będę znosiła dziwnych spojrzeń, jeśli to faktycznie nie jest spowodowane zajebistym seksem — a definicji zajebistego seksu na pewno nie spełniał William w gaciach w kolorze khaki. Jakiegoś racjonalnego powodu musiała się trzymać — a potrafię być groźna — a William miał całkiem sporo ciała, którego jeszcze nie zdążyła uderzyć. Zaraz Patel zmienił pozycję, a Charlotte musiała nabrać powietrza do płuc. Uspokajała się w głowie, ale widząc ten zawadiacki uśmiech, wargi same się jej rozchyliły. Przez krótki moment nawet wydawało się, że mogłaby mu ulegnąć.
Poproś — prychnęła, strzelając oczyma — twój urok osobisty już na mnie nie podziała — mruknęła, strzelając pantenolem wprost na jego gorącą klatę piersiową. Na jej twarzy wymalował się przeuroczy uśmiech — masz slipy khaki — przypomniała mu, a to był jedyny racjonalny argument, którego mogła kurczowo się trzymać i żaden czar Patela na nią nie zadziała. Chyba że ubierze jej czerwone stringi.

La Palma

: ndz mar 15, 2026 10:46 am
autor: William N. Patel-Noriega
Patrzę na dwa uniesione palce, a kiedy dzieli się ze mną tymi informacjami to teatralnie wywracam oczami, jednak macham na to ręką, chociaż mnie się wydaje, że to wcale tak nie działa i gdybym tylko się trochę postarał, to zdzierałaby je ze mnie nie patrząc ani na krój ani tym bardziej na kolor. Tylko nie jestem aż takim masochistą, żeby się z nią tarzać w pościeli kiedy prawie każdy kawałek skóry płonie żywym ogniem. Szczególnie kiedy uderza mnie tyle razy, sadystka - Jeśli Adolf albo Helga powiedzą komuś o twoim małym sekrecie to i tak będziesz musiała znosić dziwne spojrzenia, zresztą ja też - śmieję się. Skoro łaziliśmy trzymając się za ręce, a nawet całowaliśmy publicznie no to musiało wyglądać jak coś więcej niż przyjaźń - Oj, potrafisz - o czym ja się już zdążyłem niejednokrotnie przekonać. Odwracam się w jej stronę i kuszę tymi kocimi ruchami oraz wdzięcznym wyrazem twarzy, a widząc jej rozchylone wargi, słysząc świat powietrza zabieranego w płuca, to ja już mam dosłownie na końcu języka głośne ha! mówiłem, że majtki nie mają znaczenia!, tyle, że strzela na mnie oczami, mam wrażenie, że czar pryska, nawet jeśli wciąż próbuję dalej - Bardzo proszę?... - już prawie unoszę jedną rękę żeby oprzeć dłoń gdzieś na jej udzie, ale wtedy strzela we mnie pantenolem i znowu mam ochotę krzyczeć. Cofam rękę, a palce same zwijają mi się w pięść, zaciskam usta, coby powstrzymać się od kolejnych wrzasków i udaje się. Jeszcze tylko głęboki oddech i już nic nie czuję - Okej, dotarło, następnym razem faktycznie przyjdę bez - śmieję się. Naprawdę liczę na to, że wysmaruje mnie i z tej strony, już nawet nie zamierzam się wygłupiać - I co? To się wchłonie? Czy będę musiał siedzieć całą noc żeby nie zabrudzić ci pościeli? - bo to, że tu zostaje już do rana, było dla mnie oczywiste. Chyba? - Może tobie też by się przydało żeby cię trochę posmarować, o tutaj na przykład- mówię i sięgam ręką do krawędzi koszulki układającej się na jej udzie, zahaczam palcem o materiał i unoszę go nieznacznie w górę, chociaż jej opalenizna wygląda pięknie, nie jest spieczona jak kurczak ledwie zdjęty z rożna, tylko delikatnie brązowa, jakby muśnięta promieniami zupełnie innego słońca.

Charlotte Kovalski