La Palma
: czw mar 12, 2026 5:19 pm
William N. Patel-Noriega
— Tobie by coś takiego nie przeszkadzało? Albo jakbym pojechała z kimś innym oglądać walenie? — dobra, wiedziała już, że nie. Mogła zabawiać się z każdym, a jedynym jego problemem wydawało się olewanie go. Nie potrafiła tego zrozumieć, ani przetrawić. Chciał się nią dzielić na wyjeździe? Ta dziwna chemia była totalnie niezrozumiała w jej mniemaniu — to tak jakbyś pokazał mi, że to co się stało nic nie znaczyło. Albo że ja nic nie znaczę — mruknęła już dużo ciszej, bojąc się wagi wypowiadanych przez nią słów. Co mogłaby mu powiedzieć więcej? Miała wrażenie, że ich sposoby komunikowania się mijają, albo że jedyną drogą był konflikt bujający się na prawo i lewo. Powoli zaczynało jej to przeszkadzać, ale trudno było to wyjaśnić w jasny sposób.
— Pojebało Cię — westchnęła ciężko. Szczerze spodziewała się tego, może niekoniecznie tranzycji, ale podobnych bajeczek. Przyzwyczaił ją do nieprzewidywalnego zachowania, powoli stawało się ono dla niej całkowitą normalnością — masz szczęście, że nauczyłeś się przepraszać — mruknęła, unosząc na niego wzrok — też za to przepraszam — też była winna. Przynajmniej na La Palma zdążyli się jednego rozmawiać ze sobą nawzajem — może powinnam lepiej werbalizować moje obawy — albo zwyczajnie o nich mówić. Zabawnym wydawało się być, że ich językiem miłości były kłótnie, dramaty oraz obgadywanie siebie nawzajem.
— My nie będziemy niczym poważnym, William — jej głos wcale nie był radosny, wybrzmiewał z niego smutek — po prostu partnerami w zabawie — ta zabawa w ogóle nie brzmiała zabawnie. Bardziej jak ktoś, kto właśnie znajdował się na typie. Nabrała głębokiego oddechu. Mieli płynąć z prądem? Tyle że Charlotte była bardziej jak łosoś. Płynęła przed siebie, przekraczając najgorsze rzeczne prądy, by dotrzeć do miejsca, w którym chciała się znaleźć. Teraz potrzebowała jego zapewnień, ale i ich nie dostanie. Jedynie zabawa.
Okej? Spojrzała na niego zdziwionym wzrokiem. Czy on właśnie szanował jej granicę? Aż przełknęła nerwowo ślinę. Szczerze nie spodziewała się po Patelu tego. Bardziej wyśmiania, niż zaakceptowania granicy, którą mu postawiła. Kolejne jego działania wprawiają ją w jeszcze większy mętlik. Nie rozumiała sytuacji, w jakiej była stawiana. Zjechała wzrokiem na ich splecione ze sobą dłonie. Miała odpuścić, by móc się zdystansować, ale przez niego nie będzie w stanie. Głupi romantyczny Patel. Czarował ją tym obrotem, a jego ciało zadziałało magicznie. Nie wiedziała, w jakim momencie to się stało. Znów spoglądała na niego maślanymi oczami, wszystko przez jedną rzecz. Jego oczy, jego bliskość. Chciałaby kiedyś mógł powiedzieć moja Lotte. Kiedy chciał, potrafił być czarujący, a cała atmosfera mu to ułatwiała. Czuły dotyk, przez który po jej ciele przechodziły przyjemne fale ciepła. Nawet nie wiedziała, kiedy zdecydowała się odwzajemnić pocałunek. Jego wargi były uzależniający, a choć w pierwszych chwila sama się angażowała. Finalnie odsunęła od niego głowę.
— Nie mogę odpuszczać, William — powiedziała, przerywając ich pocałunek i odsuwając się na krok — nie mogę zakochać się bardziej — musiała postawić kolejną granicę, choć tak naprawdę chciała móc się do niego przytulić, zatonąć w jego ramionach, chociażby na moment. Tylko skoro nie był w stanie zagwarantować jej wierności, to nie powinna oddawać mu serca.
— Tobie by coś takiego nie przeszkadzało? Albo jakbym pojechała z kimś innym oglądać walenie? — dobra, wiedziała już, że nie. Mogła zabawiać się z każdym, a jedynym jego problemem wydawało się olewanie go. Nie potrafiła tego zrozumieć, ani przetrawić. Chciał się nią dzielić na wyjeździe? Ta dziwna chemia była totalnie niezrozumiała w jej mniemaniu — to tak jakbyś pokazał mi, że to co się stało nic nie znaczyło. Albo że ja nic nie znaczę — mruknęła już dużo ciszej, bojąc się wagi wypowiadanych przez nią słów. Co mogłaby mu powiedzieć więcej? Miała wrażenie, że ich sposoby komunikowania się mijają, albo że jedyną drogą był konflikt bujający się na prawo i lewo. Powoli zaczynało jej to przeszkadzać, ale trudno było to wyjaśnić w jasny sposób.
— Pojebało Cię — westchnęła ciężko. Szczerze spodziewała się tego, może niekoniecznie tranzycji, ale podobnych bajeczek. Przyzwyczaił ją do nieprzewidywalnego zachowania, powoli stawało się ono dla niej całkowitą normalnością — masz szczęście, że nauczyłeś się przepraszać — mruknęła, unosząc na niego wzrok — też za to przepraszam — też była winna. Przynajmniej na La Palma zdążyli się jednego rozmawiać ze sobą nawzajem — może powinnam lepiej werbalizować moje obawy — albo zwyczajnie o nich mówić. Zabawnym wydawało się być, że ich językiem miłości były kłótnie, dramaty oraz obgadywanie siebie nawzajem.
— My nie będziemy niczym poważnym, William — jej głos wcale nie był radosny, wybrzmiewał z niego smutek — po prostu partnerami w zabawie — ta zabawa w ogóle nie brzmiała zabawnie. Bardziej jak ktoś, kto właśnie znajdował się na typie. Nabrała głębokiego oddechu. Mieli płynąć z prądem? Tyle że Charlotte była bardziej jak łosoś. Płynęła przed siebie, przekraczając najgorsze rzeczne prądy, by dotrzeć do miejsca, w którym chciała się znaleźć. Teraz potrzebowała jego zapewnień, ale i ich nie dostanie. Jedynie zabawa.
Okej? Spojrzała na niego zdziwionym wzrokiem. Czy on właśnie szanował jej granicę? Aż przełknęła nerwowo ślinę. Szczerze nie spodziewała się po Patelu tego. Bardziej wyśmiania, niż zaakceptowania granicy, którą mu postawiła. Kolejne jego działania wprawiają ją w jeszcze większy mętlik. Nie rozumiała sytuacji, w jakiej była stawiana. Zjechała wzrokiem na ich splecione ze sobą dłonie. Miała odpuścić, by móc się zdystansować, ale przez niego nie będzie w stanie. Głupi romantyczny Patel. Czarował ją tym obrotem, a jego ciało zadziałało magicznie. Nie wiedziała, w jakim momencie to się stało. Znów spoglądała na niego maślanymi oczami, wszystko przez jedną rzecz. Jego oczy, jego bliskość. Chciałaby kiedyś mógł powiedzieć moja Lotte. Kiedy chciał, potrafił być czarujący, a cała atmosfera mu to ułatwiała. Czuły dotyk, przez który po jej ciele przechodziły przyjemne fale ciepła. Nawet nie wiedziała, kiedy zdecydowała się odwzajemnić pocałunek. Jego wargi były uzależniający, a choć w pierwszych chwila sama się angażowała. Finalnie odsunęła od niego głowę.
— Nie mogę odpuszczać, William — powiedziała, przerywając ich pocałunek i odsuwając się na krok — nie mogę zakochać się bardziej — musiała postawić kolejną granicę, choć tak naprawdę chciała móc się do niego przytulić, zatonąć w jego ramionach, chociażby na moment. Tylko skoro nie był w stanie zagwarantować jej wierności, to nie powinna oddawać mu serca.