Strona 9 z 10

kiss me until my lips fall off

: ndz maja 24, 2026 12:47 am
autor: Ruelle I. Prescott
Jej ton starał się nie zdradzać tego, co faktycznie uważała. Nie chciała sugerować w jakikolwiek sposób Cross tego, że nie mówi poważnie. Droczyła się z nią i to było jasne, ale jednocześnie trudno było ocenić czy robiła to za pomocą swoich faktycznych przekonań czy zwyczajnie mówiła to, co najbardziej by uderzyło w artystkę oraz jej poczucie własnej wartości. Choć nie w ten bolesny sposób, bo River nie dopuszczała do siebie pewnych możliwości.
- Doprawdy? Czy może takie wrażenie odnosisz przez swoje delulu grande? - odparowała, nie zamierzając w żaden sposób się wycofywać ze swojej wypowiedzi.
Uszczypliwość była częścią ich ciągłych interakcji. Nie sposób było się tego wyzbyć. Wiedziała też, że potrafiła niezwykle łatwo rozczarować River, mówiąc coś, co wyjątkowo było jej nie w smak. Nie zamierzała jednak mówić jej dokładnie tego, co chciała usłyszeć tak długo jak nie miała w tym jakiegoś interesu... Lub nie miała zwyczajnie na to ochoty. Czasami bowiem decydowała się na odrobinę szczerości lub też zwyczajne sprawienie artystce przyjemności.
Wciąż mogłaby się odsunąć i pozwolić na to, aby River wróciła do obrazu. Chociaż rysowniczka trzymała ją teraz w miejscu, zabraniając jej przejścia do dalszej części mieszkania. Nie miała jednak powodów do tego, aby być niezadowoloną ze swojego położenia. Mimo wszystko czuła się dobrze z dziewczyną, która niemalże dociskała ją do parapetu, który miała za sobą.
Pewne schematy były już dla nich niezwykle znajome i poddawały im się bez większego namysłu. Zapewne jakiekolwiek odstępstwo od tej reguły wytrąciłoby je na jakiś czas z rytmu lub zostało pierwotnie przeoczone. To nie było niczym dziwnym. Już teraz oczekiwały po sobie pewnych reakcji oraz sposobu postępowania.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


River Cross

kiss me until my lips fall off

: pn maja 25, 2026 9:58 am
autor: River Cross
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

kiss me until my lips fall off

: pn maja 25, 2026 3:28 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


River Cross

kiss me until my lips fall off

: pn maja 25, 2026 6:46 pm
autor: River Cross
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

kiss me until my lips fall off

: pn maja 25, 2026 8:41 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


River Cross

kiss me until my lips fall off

: pn maja 25, 2026 10:19 pm
autor: River Cross
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

kiss me until my lips fall off

: pn maja 25, 2026 11:34 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


River Cross

kiss me until my lips fall off

: wt maja 26, 2026 10:26 am
autor: River Cross
Była w stanie wymyślić dziesiątki metod na rozdzielenie ich w próbie zapanowania nad sobą i odnalezienia zdrowych rozsądków, które dawno wyrzuciła w kąt. Problem w tym, że była w stanie na każdą z nich wymyślić dziesięć sposobów, jak je zwalczyć i jednak dobrać się do Prescott. Na typ etapie zdemolowałyby najgrubsze, szklane ściany gołymi rękami, byle tylko dostać więcej niż sam widok. Chociaż to akurat kiepski wyznacznik. Niejednokrotnie demolowała już dużo większe rzeczy z dużo bardziej prozaicznych powodów. Może w tym cały problem? Gdyby najważniejszą wartością w życiu nie było spełnianie własnych zachcianek, to wszystko wyglądałoby inaczej. Ale tym samym nie stworzyłaby żadnego zadowalającego ją dzieła. No i Ruelle straciłaby tak wiele!
Uśmiechnęła się, słysząc kolejny komplement. Idealnie komponował się z brzmieniem głosu Prescott. Nie określała tego w ten sposób zbyt często, więc pewnie przez to rysowniczka poczuła falę gorąca w płucach, utrudniającą jej wzięcie głębokiego oddechu. Podobała jej się ta wersja Prescott, która próbowała zamknąć ją w klatce. No dobrze, podobała jej się prawie każda wersja tej dziewczyny, ale ta konkretna miała w sobie jakiś dodatkowy urok. Bardzo chciała dochodzić tylko dla niej po wielokroć. Gdyby tylko nie była już tak zmęczona, na pewno od razu rzuciłaby nią na łóżko. Wpadłyby tym samym w jakieś martwe koło i już nigdy nie uwolniłyby się od rozkoszy.
— Widzisz? Jak będziesz posłuszna, to dostaniesz, co tylko chcesz. — Ależ ta Cross miała dobre serce. Była gotowa oddać jej własne ciało do licznych eksperymentów, o ile tylko wszystkie skończą się potężnymi orgazmami! Ruelle nadal zbyt słabo ją doceniała. Powinna przecież nosić ją na rękach. Może nie dosłownie, bo akurat ta rola za bardzo spodobała się River, ale chociaż metaforycznie.
— I to niby ma mi pomóc się skupić? — prychnęła rozbawiona, niechętnie odklejając się od jej skóry. Prysznic był właściwie świetnym pomysłem. Cross też od razu poczuła się brudna i złakniona odświeżenia. Pójście do łazienki za tanatopraktorką z pewnością skończyłoby się w jeden sposób, a miały przecież się uspokoić.
— Idź. Obsłuż się sama — zgodziła się puścić ją wolno. No, prawie. Skradła jej jeszcze jeden pocałunek, a na odchodne klepnęła ją w tyłek, ale potem już była grzeczna. Serio. Powstrzymała chęć wytłumaczenia Ruelle co i jak. W łazience przecież sobie sama poradzi, no nie była aż taka durna. Wiedziała też, w której z szaf Cross trzymała ubrania, jeśli będzie chciała założyć na siebie coś nieprzepoconego albo niepachnącego seksem. Chociaż właściwie biorąc pod uwagę, że wszystkie ubrania artystki powinny pachnieć nią to... nie, stop. Musiała przestać myśleć w ten sposób i zaplanować wreszcie następne godziny. Przestała sobie wmawiać, że będzie stanie się w pełni skupić, póki Prescott była w jej mieszkaniu. Ściany i drzwi nie zmieniały aż tak wiele, jakby chciała. Póki się od niej nie uwolni, będzie bardziej rozchwiana niż chciałaby przyznać. Nie chciała jej jednak stąd wyrzucać.
Sięgnęła po papierosy, gdy tanatopraktorka zniknęła wreszcie za drzwiami łazienki. Naciągnęła na siebie poplamioną farbą koszulkę i znów stanęła w oknie, żeby wypalić fajkę. Zapach farb i rozpuszczalnika mieszał się z papierosowym dymem, ale było jej wszystko jedno. Była przyzwyczajona do każdej z tych woni i wszystkie one pozwalały jej czuć się jak w domu. Wpatrywała się w nocną panoramę miasta, starając się skupić wyłącznie na akcie zaciągania się i wydmuchiwania dymu. Miała ochotę zresetować głowę, ale niestety teraz nie była w stanie. Dopiero teraz zaczęła czuć zmęczenie. Przeciągnęła się leniwie, chcąc nieco ożywić mięśnie pospinane z emocji i od sterczenia przy sztaludze. Na pewno dobrze zrobiłby jej sen, ale to może później. Czuła, że jak padnie w końcu na łóżko, to obudzi się dopiero po upływie doby.
Udało jej się wykorzystać czas bez Ruelle dość produktywnie. Nikotyna wyostrzyła jej myśli, mogła wreszcie na poważnie zastanowić się nad stanem obrazu. Było naprawdę dobrze. Wiedziała, że efekt finalny będzie świetny i wiedziała, że to nie jest wyłącznie kwestia jej wybujałego ego. Naprawdę się postarała, a orgazm sprzed paru minut naprawdę jej pomógł. Wiedziała doskonale, jak dokończyć dzieło. Znała każde pociągnięcie pędzla, jakie wykona przez kilka kolejnych dni. Sięgnęła po jeden z nich i zanurzyła go w farbie. Planowała dopracować zaledwie kilka drobiazgów.
Poprawiła napięcie palców zaciśniętych na framudze, pogłębiła cienie między kostkami i dodała kilka jasnych, ostrych smug na skórze. Wróciła na moment do twarzy. Z nią miała delikatny problem. Nie była pewna, na co się zdecydować. Jej myśli natychmiast przejął widok rozchylonych warg Ruelle, łapczywie łapiących oddech. Widziała materiał szary zasłaniający jej oczy, widziała język oblizujący odruchowo spierzchnięte wargi. Słyszała jej jęki i własny ciężki oddech, które zlewały się w jedno, choć przecież nawet nie dochodziły w tym miejscu tego samego dnia. Potarła skronie, próbując posortować te wszystkie wizje. Zmieszała odrobinę cieplejszego tonu i położyła go przy dolnej wardze. Nie malowała orgazmu Prescott. To byłoby banalne. Dziewczyna na obrazie zatrzymała się tuż przed nim. Ostatnie sekundy, w których Ruelle jeszcze jakkolwiek mogła należeć do siebie, zanim całkowicie opadnie w rozkosz i odda całą siebie artystce. Na końcu dodała kilka ciemniejszych smug wokół sylwetki. Noc za oknem musiała bardziej wchodzić w modelkę, bardziej ją pożerać. River odsunęła się o krok, mrużąc oczy. Starła farbę z kciuka o brzeg koszulki i uśmiechnęła się do płótna z jakąś emocją, której nie chciała w tym momencie nazywać. Obraz nie był skończony, ale musiała mu na dzisiaj dać spokój. Musiał wyschnąć. Przegryźć się. Artystka była zmęczona, zirytowana, głodna i wciąż tak wściekle nienasycona obecnością Prescott.
— Nawet taka niedokończona ciągle żądasz ode mnie więcej — zwróciła się do dziewczyny na obrazie. Oczywiście nie odpowiedziała jej niczego satysfakcjonującego. Naprawdę świetnie oddała jej istotę.

Ruelle I. Prescott

kiss me until my lips fall off

: wt maja 26, 2026 11:54 am
autor: Ruelle I. Prescott
Obie były absolutnie beznadziejnym przypadkiem. W pełni pozbawionym kontroli, ale może niekoniecznie była to wina nie panowania nad swoimi instynktami, a świadomym wyborem. Jakby nie patrzeć to wszystko sprawiało im zbyt wiele przyjemności, aby mogły przejmować się zdrowym rozsądkiem. Świadomie zatem popadały jeszcze bardziej w swoje szaleństwo i były zdeterminowane, aby je jeszcze bardziej pogłębić z każdym kolejnym dniem.
Prawienie jej komplementów w takim wypadku wydawało się być nawet więcej niż naturalne. Obie od długiego czasu starały się jakby zagarnąć się wzajemnie jedynie dla siebie, ale gdy tylko pożądanie opadało to Prescott przestawała już czuć podobną potrzebę posiadania. Chodziło wyłącznie o aspekt fizyczny. Chciała mieć ją całą, gdy tylko znajdowały się razem, a potem? Potem rysowniczka mogła naprawdę robić co chciała i z kim chciała. Wszystko działało tak długo jak znajdowały się obok siebie. Jakby zamykały się w zupełnie innej przestrzeni, w której istniał świat różnego od tego znajdującego się gdzieś dalej.
- Powiedzmy, że ci wierzę - odpowiedziała jeszcze, zwlekając jeszcze przez moment z opuszczeniem jej objęć. - Nie chcę jednak nadwyrężać twojej dobroci.
Nie było mowy, aby nagle zaczęła się zachowywać i naginać się do jej woli. To tak nie działało. Zresztą wszystko między nimi wydawało się działać właśnie dzięki takim przepychanką, które wiecznie toczyły. Bez nich byłoby zdecydowanie zbyt nudno. Wolała sobie w pewien sposób wywalczyć to co, mogłaby od Cross otrzymać.
- Myślałam, że jak zniknę ci z oczu to będziesz mogła poświęcić nieco czasu i uwagi namalowanej Rue - odparła z rozbawieniem, bo przynajmniej wtedy Cross nie miałaby jej na wyciągnięcie ręki, aby się rozproszyć i zająć czymś zupełnie innym niż malowaniem.
Już wcześniej uzyskała zgodę na kręcenie się po jej mieszkaniu, więc planowała z niej skorzystać i faktycznie się samej obsłużyć. Obie też były świadome tego jak skończyłaby się wspólna wyprawa do łazienki, a Prescott naprawdę chciała się umyć i doprowadzić do porządku. Musiała w końcu zmyć z siebie cały ten brud i zmęczenie.
Jeszcze jeden zdecydowanie przeciągnięty pocałunek i mogła odejść w kierunku łazienki, pognana jeszcze krótkim klepnięciem w pośladek. Prysznic był pierwszą rzeczą, którą miała na liście. Koniecznie zimny, aby ochłonąć po tym wszystkim i ukoić obolałe miejsce. Nie mogła zapomnieć o tym, że River jednak tej nocy potraktowała ją ostrzej niż wcześniej.
Stanąwszy w końcu przed lustrem mogła stwierdzić, że wyglądała naprawdę na wymaltretowaną. Jej ciało pokrywały już powoli nowe sińce o różnym zabarwieniu i nasileniu. Wosk wcześniej widocznie podrażnił jej skórę, ale nie powinien pozostawić po sobie szczególnych śladów. W przeciwieństwie do oparzenia, które powstało po zgaszonym na jej ciele joincie.
Wzdrygnęła się na samo wspomnienie, ale całe szczęście nie wyglądało to, aż tak tragicznie jak sądziła. Miała nadzieję, że jakoś to się zagoi i świadectwo tej nocy całkowicie zniknie. Wolała się z tego nie tłumaczyć w momencie, gdyby ktoś dostrzegł jakikolwiek podobny ślad. Przez najbliższy czas będzie też zmuszona do noszenia długich rękawów, aby ukryć otarcia po więzach, w których się znajdowała... Zachowywanie pozorów stawało się coraz trudniejsze z kimś takim jak Cross.
Potrzebowała chwili dla siebie. Oczami wyobraźni widziała też ten marsz wstydu, gdy będzie próbowała się próbowała dostać niepostrzeżenie do domu. Mieszkanie z rodzicami w tym wieku było beznadziejne, ale z logistycznego punktu widzenia było najlepszym rozwiązaniem. W końcu nie generowało tyle kosztów, mogła liczyć na domowe obiady każdego dnia, ale w zamian ryzykowała upokorzeniem za każdym razem, gdy tylko powracała po bardziej namiętnej nocy.
Ostatni głęboki wdech i zerknięcie w lustro, a potem ogarnąwszy się nareszcie mogła wyjść z pomieszczenia.
- Co tam mówiłaś? - zapytała, pojawiając się w sypialni akurat w momencie, gdy River mamrotała coś przed sztalugą.
Wyglądało na to, że skorzystała z jej sugestii i zajęła się obrazem. Prescott wciąż jeszcze wycierała włosy wilgotnym już ręcznikiem, ale mimo to zbliżyła się do płótna, aby rzucić okiem na to, co zdążyło się na nim pojawić. Przez moment wpatrywała się w nie, wyszukując coraz to nowszych szczegółów. Cross bowiem dopieściła jedynie garść detali, ale przez to dzieło robiło się bardziej wymowne i nabierało bardziej intensywnego wydźwięku.
- Mhmmm... Wygląda na to, że pomogłam - stwierdziła z pewnym zadowoleniem po czym na chwilę przylgnęła do boku artystki, aby złożyć pojedynczy pocałunek na jej szyi. - Nabiera coraz większego charakteru.
Czymże byłaby teraz sztuka Cross bez jej skromnego wkładu? Zaraz jednak wzdrygnęła się, bo na wciąż lekko wilgotnej skórze poczuła mocniejszy powiew chłodnego powietrza. Musiała coś na siebie wciągnąć. Jej własne ubrania nie wydawały się w tak tragicznym stanie... No może z wyjątkiem majtek, które raczej nie bardzo nadawały się do tego, aby wciągnąć je na czyste ciało.

River Cross

kiss me until my lips fall off

: wt maja 26, 2026 1:01 pm
autor: River Cross
Malowana Ruelle zastygła w niemym krzyku i z typową dla siebie bezczelnością dawała artystce bardzo niewiele, jednocześnie oferując niemalże wszystko. To poplątanie emocji było naprawdę męczące. Dużo bardziej niż każde fizyczne wyzwanie, na jakie narażała ją rzeczywista wersja. Cross zastanawiała się, jakby to było odetchnąć przy niej na dłużej niż kilka chwil. Czy dało się z nią po prostu egzystować w tej samej przestrzeni, nie próbując doprowadzić się wzajemnie do szału? Spędzić czas w taki sposób, by wszystko było proste i jasne? Cóż, prawdopodobnie tak. Wbrew pozorom Prescott nie urwała się przecież z innego wymiaru. Z jakiegoś dziwnego powodu po prostu żadna z nich nie była w stanie wytrzymać w takiej zwyczajności dłużej niż kilka minut. Były całkowicie uzależnione od wywoływania wokół siebie chaosu. Cross pewnie od tego wszystkiego znowu zacznie chudnąć i matki znowu będą na nią złe. Wszystko przez tę pieprzoną Prescott.
— Że jesteście nieznośne — odpowiedziała od razu, nie odrywając wzroku od płótna. Właściwie to nie było nawet kłamstwo. Fakt, że od obu wersji Ruelle emanowała wręcz uzurpacja oddania jej wszystkiego, był naprawdę irytujący. Wkurwiał River do żywego... a przy okazji tak cholernie ją nakręcał i podniecał.
Przeniosła wzrok z obrazu na modelkę, gdy podeszła bliżej. Z charakterystyczną dla siebie uwagą analizowała jej ciało i zmiany, jakie w nim zaszły po prysznicu. Błyszcząca wilgoć potu i śliny została zastąpiona przez krople wody. Wszystkie fragmenty wosku, których nie zdążyła z niej zdjąć lub nie odpadły w międzyczasie, zniknęły. Po części z nich zostały widoczne ślady, układające się w mapę ich przyjemności. Była podrapana, pogryziona, poznaczona w licznych miejscach na dziesiątki różnych sposobów. Wyglądała olśniewająco. Nie, przede wszystkim wyglądała jak jej własność i to było olśniewające.
— Odrobinę — przyznała jej rację. Przyjemność, którą jej sprawiła, pozwoliła spojrzeć na dzieło z nieco innej perspektywy. Nie chciała przenosić na płótno własnych odczuć jeden do jednego, bo to jednak miał być obraz na temat Ruelle. Z drugiej strony, ich myśli i rozkosz i tak bez przerwy zlewały jej się w jedno, więc nie mogła tego zignorować i nie dodać własnej obsesji w kilku więcej fragmentach. Sylwetka między nogami malowanej Rue to było troszkę za mało.
Objęła ją w pasie, gdy dziewczyna do niej przylgnęła. Nawet się nad tym nie zastanawiała, robiła to odruchowo. Kolejny błąd, którego mogła w łatwy sposób uniknąć. Wciąż nie odrywała wzroku od jej ciała. Na płótno napatrzyła się dziś wystarczająco. Nie mogła się nim przesycić. Co innego rzeczywista Ruelle. Przesunęła palcami po śladzie poparzenia na brzuchu, jakby musiała się upewnić, że faktycznie tam było. Wyglądało to obiecująco. Jak podpis, który zostanie na niej na dłużej. Nie zniknie po kilku dniach jak malinki, nie zleje się ze skórą jak ślady po ugryzieniu tak, że nie będzie się go dało później odnaleźć.
— Nie będę już dzisiaj malować, bo farba się do tego nie nadaje. Na skończenie potrzebuję jeszcze kilku dni — wyjaśniła, przesuwając palce wyżej. Głaskała jej skórę, obserwując pojawiającą się pod palcami gęsią skórkę. To musiała być zasługa chłodnego wiatru, ale tym razem wolała w pełni świadomie wmówić sobie, że jest inaczej.
— Na ten moment jesteś wolna — dokończyła. Jej palce dotarły wreszcie do nadgarstków dziewczyny, badając dotykiem blade ślady po wiązaniu i wosku. Zdecydowanie nie trzymała jej już tutaj na siłę, ale nadal nie mogła się zebrać, by po prostu ją wygonić.

Ruelle I. Prescott