Strona 9 z 9

I see it, I like it, I want it, I got it

: sob paź 24, 2026 12:58 pm
autor: River Cross
Zdecydowanie wolałaby zajmować ręce czymś innym. Mogłyby w błogim spokoju leżeć i pozwalać morzyć się zmęczeniu. Lubiła przecież z nią sypiać – również w sensie dosłownym. Lubiła czuć jej ciało cały czas gdzieś pod palcami, to przynosiło jej spokój i dawało jakąkolwiek szansę wyspania się, z którą bardzo często miała problemy. Teraz jednak zajmowały się kompletnie czymś innym. Prowadziły dyskusję, która powinna skończyć się na kilku zdaniach i to najlepiej jeszcze przed urodzinami Ruelle. Totalnie im to jednak nie wyszło i teraz trzeba było to wszystko nadrobić. Bardzo nie chciała ignorować tego tematu. Mogłyby przecież zacząć się do siebie dobierać, co szybko rozproszyłoby je od tych poważnych tematów, ale Cross broniła się przed tą metodą ucieczki jak tylko mogła. Tak sobie mogły funkcjonować miesiące tematu. Teraz trzeba było się wreszcie ogarnąć.
— Liczyłam, że to zadziała jak wytrych. Skoro nie pasował ci żaden z warunków, który ja sugerowałam, to liczyłam, że może, gdy będziesz wybierać je sama, jakimś cudem dopasujesz je pod nas obie. Wiesz przecież, że nie jestem specjalnie pokorna — odparła bez entuzjazmu. Oczywiście, że wolała budować wszystko na kompromisach, ale wcale nie była pewna, że z Ruelle to w ogóle jest możliwe. Trudno było jej tłumaczyć, co się czuje. Często była święcie przekonana, że wie lepiej, czasem zakładała, że jakakolwiek forma emocji i tak jest skazana na porażkę. Zaoferowanie jej całkowitej kontroli było nieco desperackim ruchem, ale River momentami miała wrażenie, że kończył jej się arsenał. To zresztą – jak widać – nie zadziałało tak czy siak. Musiała znaleźć na nią inną metodę.
Obserwowała ją uważnie, jak zawsze licząc, że im bardziej się skupi, tym bardziej wzrośnie szansa, że wreszcie usłyszy jej myśli. Nic z tego. Ruelle sprawiała wrażenie zmęczonej i to nie była wyłącznie kwestia spędzenia dnia w podróży. Cross znowu czuła tę absurdalną potrzebę zaopiekowania się nią. Skoro patrzyła za nią pod nogi, gdy Prescott latała najebana w tę i nazad, to może powinna robić to też w sensie metaforycznym?
— Mała, ale ty naprawdę możesz to wszystko wymyślić sama. Nie ma żadnych odgórnie narzuconych zasad — zapewniła ją łagodnym tonem. Przysunęła się bliżej. To musiało być lepsze niż posłuchanie tej palącej chęci ucieczki. Głowa podpowiadała jej, że powinna natychmiast wstać, ubrać się i po prostu wyjść. To chyba jednak jeden z tych momentów, w których powinna słuchać serca. Sięgnęła dłonią do jej policzka, który pogłaskała delikatnie, chcąc nieco ją uspokoić. Naprawdę jej zależało na tej szajbusce i chciała znaleźć sposób, dzięki któremu obie będą szczęśliwe. Prescott nie była aż tak ślepa, by tego nie dostrzegać. Musiała przecież czuć, z jaką czułością wpatrywała się w nią jej artystka.
— Ale... ale no musisz coś wymyślić — dodała, odsuwając ostrożnie rękę. — Nie dostaniesz mnie, jeżeli nadal chcesz się tylko mną bawić — dokończyła. Zdecydowanie mówiła na poważnie. Może i ulegała jej bardzo łatwo, ale wciąż miała swoją godność. Może i nie było tego widać do tej pory, ale kiedyś w końcu musiała postawić granicę, prawda?

Ruelle I. Prescott

I see it, I like it, I want it, I got it

: sob paź 24, 2026 3:31 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Nie powinny w ogóle tego wszystkiego rozważać. Powinny zwyczajnie zająć się sobą lub rzucić tę rozmowę i pójść spać z nadzieją, że cały ten dylemat i problem rozmyje się samoistnie kolejnego dnia. Tak robią dorośli ludzie, prawda? Butelkują swoje uczucia i nie pozwalają, aby się wylewały na zewnątrz. Tylko, że one chyba już dostatecznie wiele razy robiły coś podobnego. Na pewno nie przejdzie to kolejny raz. Musiały w końcu przez to przebrnąć i uzyskać klarowną sytuację. Zasługiwały chyba na to po tak długim czasie.
— Nie jesteś. Chociaż zaczynam w to wątpić po tym jak pokornie padasz przede mną na kolana i nazywasz swoją panią. Zero zawahania, czysta chęć poddania się — przypomniała jej jeszcze to, co działo się ledwie moment temu.
Nie miała pojęcia czy będą kiedyś w stanie wypracować jakiś kompromis. Nie była jednak też przekonana do tego, że byłyby w stanie coś zbudować konkretnie na jej własnych warunkach. To wszystko było zdecydowanie za bardzo pogmatwane. Pierwszy raz znajdowała się w podobnej sytuacji i musiała jakoś zmierzyć swoje dotychczasowe wyobrażenia w kwestiach emocjonalnych z tym, co w tej chwili przedstawiała jej River.
Naprawdę szkoda, że nie mogły całkowicie przeniknąć do swoich myśli. Trudno przewidzieć czy nie narobiłoby to czasem więcej szkody niż pożytku, ale na pewno by się wtedy lepiej zrozumiały i nie musiały w nieumiejętny sposób wyrażać swoje myśli na głos, co często prowadziło tylko do dalszego pogmatwania i niezrozumienia, a przecież miały jakoś dojść do porozumienia.
— Teraz tak mówisz — mruknęła cicho, bo nie sądziła, aby był to najlepszy pomysł.
Zaczęła jednak wyraźnie mięknąć pod wpływem jej bliskości. Wystarczyło, aby się Cross do niej przysunęła, a już powoli zaczynała dla niej tracić głowę. To było naprawdę niepojęte. Nie była w stanie zrobić niczego więcej ponad spoglądaniem na twarz swojej artystki, która znajdowała się tuż przed nią i delikatnie gładziła jej policzek. Miała ogromną ochotę po prostu przyciągnąć ją do siebie za kark i pocałować. Często robiła tak, gdy nie posiadała dobrej odpowiedzi na jej słowa. Chciała wtedy uciec w fizyczność i w ten sposób przekazać całą swoją sympatię i uczucia, które mogły się w niej kłębić, ale wiedziała, że tym razem nie może zastosować tego chwytu.
— Nie chcę się tobą bawić — wyznała w końcu pod wpływem tego czułego spojrzenia.
Mogła nie do końca zdawać sobie sprawę z tego, czego chce i jak poważne mogła traktować znajomość z rysowniczką, ale instynktownie wiedziała, że nie chce się nią bawić. To czuła. Odczuwała zdecydowanie zbyt wielkie pokłady sympatii względem tej dziewczyny, aby móc tak po prostu zabawić się i ją wykorzystać, a później żyć swoim życiem. Za bardzo jej pragnęła.

River Cross

I see it, I like it, I want it, I got it

: sob paź 24, 2026 4:22 pm
autor: River Cross
Wypuściła głośniej powietrze przez nos, rozbawiona tym przytykiem. Mogła się spodziewać, że Ruelle spróbuje bardzo szybko przerodzić rozmowę na temat ich uczuć w jakąś na temat seksu. To było przecież dużo prostsze, na tym się znały i w tej materii dobrze się rozumiały. Praktycznie nie zdarzały im się zgrzyty, choć i tam nie były od tego całkowicie wolne. To w ich przypadku chyba po prostu nie było możliwe.
— Mam cię jutro cały dzień prowadzić na smyczy, żeby udowodnić ci, gdzie twoje miejsce? — zapytała od razu. Może ten element stroju nie pasował perfekcyjnie do koszulki, którą miała założyć, ale to nic. A może właśnie pasował idealnie? River nie miała pojęcia, czy dziewczyna w ogóle zabrała ze sobą obrożę na tę podróż, nie wspominając nawet o smyczy. Z drugiej strony, jeżeli wzięła wyłącznie obrożę, to dokupienie akcesorium w Salem nie powinno być żadnym problemem. Już kiedyś przecież jej mówiła, że mogą pójść razem do zoologicznego. Oczywiście nie zmieniało to faktu, że nawet jeżeli będzie ciągnąć ją za sobą na spacer jak swoją własność, nadal będzie gotowa później paść przed nią na kolana i wykonać każdy rozkaz, na jaki Prescott była w stanie wpaść. Za bardzo podobał jej się ten dualizm ich relacji, by z tego rezygnować.
To jednak miała być rozmowa na temat ich emocji oraz przyszłości, a nie miliardowa próba flirtu. Rysowniczka nie da się podejść aż tak łatwo. Nie zrezygnuje z tego dialogu, póki nie dojdą do jakichkolwiek konstruktywnych wniosków. Wkopały się w tę rozmowę, to trzeba było sobie z nią poradzić.
— Mówię tak, bo to prawda. Czemu w to nie wierzysz? Przecież możemy wszystko zrobić po swojemu — zapewniła ją. Nie miała pojęcia, skąd brała się w Ruelle ta wątpliwość. To jakaś nowa obawa, której jeszcze jej nie wytłumaczyła? A może po prostu tak skrajnie nie ufała swojej artystce? Tyle że nie miała żadnych podstaw, by jej nie wierzyć, a przynajmniej nie takich logicznych. Cross naprawdę starała się jej nie zawieść. Może nie zawsze jej to wychodziło, bo była... sobą, ale wierzyła, że jest w stanie to z czasem dopracować.
Uśmiechnęła się, gdy Prescott przyznała, że nie chce się nią bawić. To wszystko zaczynało brzmieć dużo lepiej niż pierwsze stwierdzenie, że nie wie, czy chce z nią być. Do artystki wyraźnie powoli wracał dobry humor. Złapała ją za łydki i przysunęła bliżej siebie. Podciągnęła nogi, układając zgięte kolana po obu stronach jej bioder i obejmując ją udami.
— Pomyśl o tym tak... skoro jesteśmy w związku od jakiegoś czasu, a ty nie zauważyłaś żadnego pogorszenia, to przecież fakt, że będziesz tego związku świadoma, też w żaden sposób niczego nie zniszczy — zasugerowała, obejmując ją dłońmi za kark. Gdyby to dzisiaj przypadkiem nie wypłynęło, to mogłyby tak trwać w błogiej relacji miesiącami! Albo chociaż tygodniami, póki to Prescott nie zrobiłaby czegoś, co przekroczyłoby granice postawione przez Cross, o których nie zdawała sobie sprawy.

Ruelle I. Prescott

I see it, I like it, I want it, I got it

: sob paź 24, 2026 6:19 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Nie zamierzała jej rozbawić, a jednak otrzymała taki efekt. Nie był to pierwszy raz, gdy działo się coś podobnego. Przynajmniej na chwilę mogła poczuć, że ciężar tej rozmowy z niej schodzi. Na moment zamiast na swojej wyjątkowo pogmatwanej sytuacji związkowej mogły się skupić na czymś, co było im dużo bliższe i nie wywoływało tak nerwowych reakcji.
— Uwielbiasz przeskakiwać z roli psa do roli właścicielki, prawda? — zapytała, uśmiechając się jeszcze lekko, bo zauważyła, że coraz częściej i łatwiej River przechodziła od całkowitej dominacji do całkowitej uległości.
Fascynowało ją to w jak wielu odsłonach dziewczyna jej się prezentowała. Uwielbiała każdą z nich. Sama również mogła przybrać dowolną z ról, która akurat wydawałaby jej się odpowiednia. Przez moment rozważała nawet jej propozycję. Byłyby naprawdę zdolne do tego, aby to zrobić. Obroża spoczywała w jej torbie podróżnej. Nie mogła sobie odmówić jej wzięcia, ale smycz musiałyby zorganizować na miejscu. Z pewnością jednak nie był to wielki problem. Sklepów zoologicznych na pewno w Salem nie brakowało, a na taki najszybciej mogłyby trafić.
Musiały jednak kiedyś w końcu porozmawiać na poważnie o tych wszystkich emocjach i o tym jak miała się przedstawiać ich relacja. W kwestiach związanych z seksem nie miały najmniejszego problemu, aby dojść do porozumienia. Robiły wszystko całkowicie naturalnie, dopasowując się do siebie i czasem jedynie stawiając się, aby pokazać się z bardziej zadziornej strony. Emocjonalność z kolei… była ogromnym wyzwaniem dla kogoś takiego jak Prescott. Nigdy nie była dobra, gdy przychodziło o rozmawiania o tym, co czuła, a teraz była zestawiona z prawdziwą nowością, której nie była w stanie pojąć.
Wydała z siebie mało przekonujący pomruk, gdy tylko Cross zapewniła ją, że mogą wszystko zrobić po swojemu. Zapewne tak to wszystko funkcjonowało, ale… W dalszym ciągu nie była przekonana czy na pewno jej się to uda. Nie wątpiła w intencje River, ale po prostu pewne rzeczy nie wychodziły. Nawet jeśli ktoś naprawdę się starał i tego pragnął. Czemu z nimi miałoby być inaczej?
Wykonała przynajmniej jakiś krok do tego, aby przyznać, że faktycznie jej na dziewczynie zależy i traktuje ją poważniej niż kogokolwiek innego. Tylko, że dalej nie była pewna w jakim kierunku to miała poprowadzić i czy z czasem jej artystka nie stanie się jeszcze bardziej zachłanna. Może nie będzie jej wystarczać to, co Ruelle mogła jej zaoferować.
— Czyli… — zaczęła dosyć niepewnie i musiała przełknąć ślinę, aby w końcu wypowiedzieć na głos to pytanie — Mam oficjalnie być twoją dziewczyną?
Dalej nie miała pojęcia, co to dla niej oznaczało. Czemu to było takie istotne, gdy River utrzymywała, że nic nie musi się zmienić? Przecież samo stosowanie tego terminu oznaczało, że coś uległo zmianie. Miała kompletny mętlik w głowie, ale… Może faktycznie nie było czego się obawiać? Może powinna po prostu się zgodzić i pocałować ją jak zwykła to robić?

River Cross

I see it, I like it, I want it, I got it

: sob paź 24, 2026 8:00 pm
autor: River Cross
— Oczywiście — potwierdziła bez wahania.. To przecież nie był żaden powód do wstydu. Przeciwnie. Była bardzo z siebie zadowolona, że była taka wszechstronna, a jeszcze bardziej podobał jej się fakt, że to tak mocno działało to na Ruelle. Ona zresztą wcale nie była lepsza. Doskonale sprawdzała się w roli pani sytuacji i cudownie czuła się na kolanach przed swoją artystką. Ta wszechstronność sprawiała, że tak dobrze się dogadywały i zawsze były w stanie znaleźć metodę, która zadowoli je obie. Gdyby nie to, nie byłyby w stanie ze sobą wytrzymać, to akurat pewne.
Cmoknęła niezadowolona na ten pomruk pełen wątpliwości. Tak to się zdecydowanie nie dogadają. Nie miała pojęcia, w jaki sposób przekonać Ruelle do swoich racji. Ta baba była przecież tak uparta, że to się w głowie nie mieściło. Rysowniczka podejrzewała, że nawet gdyby podświadomie totalnie się z nią zgadzała, to buntowałaby się dla zwykłej przekory.
— Wytłumacz mi, dlaczego w to nie wierzysz — poprosiła spokojnie. To nie miało być żadne oskarżenie ani przytyk. Naprawdę chciała to ogarnąć, bo może dzięki temu będzie w stanie jednak znaleźć argumenty, które chociaż trochę przechylą szalę na jej stronę. Opieranie się na zwykłym gdybaniu nie miało większego sensu. Prescott powinna być przecież zadowolona, że starała się dla niej podejść do tej sprawy aż tak logicznie i na chłodno. Sama była w stanie zaufać wyłącznie swoim uczuciom, podążać za pojedynczymi myślami i nie zastanawiać się nad ich przyczyną. Rozumiała jednak, że jej potencjalna dziewczyna w ogóle tak nie ma. Już teraz starała się jej pomóc, a do poważnego związku im przecież daleko! Mogło być tylko lepiej.
— Tak. Ty będziesz moją, a ja twoją — odparła z dużo większym przekonaniem i entuzjazmem niż dotychczas. Prawie się przecież udało! Już czuła ekscytację na samą myśl. Nic nie szkodzi, że czuła to drugi raz, bo przecież w jej świecie już w jednym związku były. Uwaga, jaką dawała jej Latynoska, cieszyła ją zawsze tak samo mocno.
— Ale jednak chciałabym, żebyś przystała też na moje warunki. Wiem, że jestem ich warta, więc nie widzę powodu, żebyś miała odmawiać — dodała, zanim Prescott zdążyła podjąć decyzję. Zdawała sobie sprawę, że nie wytrzymałaby zbyt długo bez potwierdzenia tej kwestii, a przecież nie o to chodziło, by się męczyła.
— Nie chcę się dzielić twoją miłością — przyznała ciszej. Oparła czoło o skroń swojej byłej-niedoszłej kobiety, przymykając powieki. Monogamia nie była w jej stylu, ale kompletna rozwiązłość też nie. Mówiła jej już, że chce być jej wyjątkowym numerem jeden i to się nie zmieniło. To, co w tym czasie Ruelle będzie robiła ze swoim ciałem, to marginalna kwestia, która przecież w ogóle nie będzie artystki obchodzić i na pewno nigdy w życiu nie będzie o nią zazdrosna.

Ruelle I. Prescott