25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

033
O uciążliwości problemów z prądem w mieście szkoda nawet gadać. Dobrze, że lotnisko w Toronto nie jest jedynym, które usprawnia podróż do Stanów. Po cholerę zgodziła się, że to ona będzie organizatorką tego wszystkiego? Wcale nie była dobra w takie rzeczy. Może i chciała zaimponować swojej kobiecie, ale pewnie mogła to zrobić na sposoby, które doprowadziłyby ją do mniejszej kurwicy. Trudno. Ruelle była przecież tego warta. Cała złość wyparowała z artystki, gdy tylko zobaczyła ją na lotnisku. Natychmiast do niej przylgnęła, desperacko stęskniona za jej ciałem.
— Cudowna, wspaniała, zjawiskowa... — mruczała komplementy, obcałowując jej szyję. Jak na siebie i tak starała się zachowywać względnie obyczajnie. Chociaż czy na lotnisku cokolwiek wzbudzało sensację? To jednak trochę osobny wymiar. Nikt nie przejmował się tu niczym. Nawet River zdecydowała się dzisiaj na dresy i prosty crop top. No dobrze, na dresach może i miała wyszyte wielkie pentagramy, ale był to totalnie luźny strój, perfekcyjny na podróż. Któż zwracałby uwagę na jej ekscesy, skoro była aż tak nieodjebana?

Sam lot nie był wielkim problemem, to niecałe dwie godziny. Trzeba jednak trochę poczekać na samolot, a potem dostać się z bostońskiego lotniska bezpośrednio do Salem. Na szczęście to nadal nie sprawiało, że musiały uczestniczyć w jakiejś pokurwionej, dobowej podróży. Jeżeli dobrze policzyła i nic się po drodze nie wypierdoli, to powinny być na miejscu za jakieś sześć godzin, no może siedem. River miała zamiar spożytkować ten czas na rysowanie. W końcu był październik i nawet ktoś tak skrajnie stroniący od standardowych metod marketingu zdawał sobie sprawę, że nie należy pomijać Inktobera. Akurat dzisiejszym tematem była mistyczność, więc zdecydowała się na stworzenie swojej wersji Kapłanki z tali kart tarota. Kobieta była odziana w zdobione szaty z symbolami rozgwieżdżonego nieba, w dłoniach trzymała tajemniczą księgę. Oczywiście, że miała twarz Ruelle. Lot oczywiście nie mógł się skupiać wyłącznie na szkicowaniu. W pewnym momencie odłożyła ołówek i zainteresowała się rzeczywistą wersją swojej kobiety.
— Robiłaś to kiedyś 10 kilometrów nad ziemią? — wyszeptała tuż przy jej uchu. Nawet, jeśli robiła, to przecież nic nie szkodzi. Cross nie miała wątpliwości, że da się namówić tak czy siak. Szkoda tylko, że toalety w samolotach są tak małe. River jednak nigdy nie przeszkadzało, gdy było ciasno.

Kiedy tylko wylądowały w Stanach nie omieszkała przypomnieć, jak bardzo gardzi tym krajem i wieloma kwestiami, które sobą reprezentował. Nie chciała jednak skupiać się za bardzo na narzekaniu. To miały być ich (względnie) romantyczne wakacje. Fakt, że musiały dostać się z lotniska do Salem pociągiem pozwolił jej dokończyć rysunek i wrzucić go na Instagram. Zrobiła też kilka zdjęć, bo wypadało pochwalić się na relacji, gdzie trafiła. W wiadomości nie wchodziła.

Dotarły wreszcie do zarośniętej bluszczem rezydencji. Wiekowy dom nie sprawiał wrażenia takiego, który stara się być na siłę mroczny. Po prostu wyglądał tak od lat i nikt nie miał zamiaru niczego z tym robić. Cross uznała, że to lepszy wybór niż zwykły hotel. Na miejscu przywitał je jeden z właścicieli. Robert Hunt był uprzejmym, starszym mężczyzną, który wprowadził je do mniejszego domku dla gości, który stał na terenie ich posiadłości. Dobrze, że nie będą miały tych ludzi bezpośrednio za ścianą.
— Zapraszam później panienki na degustację naszych trunków. W Kanadzie tego nie ma, gwarantuje panienkom! Ostrzegam, że woltaż znacznie przekracza wiek panienek i to pewnie razem wziętych. W razie jakichkolwiek pytań znajdziecie nas z żoną w domu. Nie sposób go nie zauważyć, nieprawdaż? — zaśmiał się jeszcze na odchodne, bardzo dumny ze swojego dowcipu. Cross odprowadziła go wzrokiem, zanim ponownie skupiła się na swojej kobiecie. Była naprawdę podekscytowana na myśl, że na kilka dni ma ją całą tylko dla siebie.
— Panienka akceptuje wybór noclegu? — zapytała i objęła ją w pasie, przyciągając do siebie. Staromodny dom na uboczu nie oferował tylu luksusów co pięciogwiazdkowe hotele, ale miał swój klimat. Kto wie, może nawet okaże się nawiedziony?

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Utrata prądu w Toronto była niezwykle uciążliwa pod każdym możliwym względem. Dodatkowo wywołała także braki w paliwach na niektórych stacjach benzynowych, gdzie ludzie jak szaleni robili zapasy do swoich agregatów. Zwłaszcza, że awaria się przedłużała. W związku z tym ich lot został przeniesiony na inne lotnisko, które nie miało problemów wynikających z braku energii.
Całe szczęście, że wszelka organizacja znajdowała się poza nią. Wszystko spadło na River, a Prescott zapowiedziała jedynie swoją partycypację w kosztach, bo nie była cholerną utrzymanką. Miała własne oszczędności. Może nawet większe niż rysowniczka,  bo nie musiała się sama utrzymywać, więc mogła odłożyć sporą część wypłaty na później. Nie była ona wielka, bo przecież była jeszcze studentką bez szalonej ilości wolnego czasu, ale zawsze było to coś, aby mogła sobie pozwolić na pewne przyjemności i zapewniła sobie jakiś start w przyszłość.
Ze względu na to, że miały spędzić nieco czasu w podróży, Ruelle również postawiła na dosyć luźny i wygodny strój. Materiałowe czarne spodnie zdawały się leżeć na niej idealnie, a luźny t-shirt nosił nadruk z mało sympatycznym czarnym kotem. Nie mogła też pogardzić ciepłą bluzą, która na pewno jej się przyda, bo wiecznie nie mogła być rozgrzewana przez swoją artystkę, która niemal od razu do niej dopadła, gdy tylko ujrzała ją przed sobą.
— Aż tak się stęskniłaś? — rzuciła z rozbawieniem, gdy River szeptała jej kolejne komplementy, całując zapamiętale jej szyję.
Wplotła powoli palce wolnej dłoni w jej włosy i odciągnęła ją od siebie na tyle, aby móc swobodnie pocałować, tak jak na to dziewczyna zasługiwała.

Lot z pewnością nie był tak długie jak droga na lotnisko, a potem z kolejnego do samego Salem. W dodatku musiały jeszcze przejść przez te wszystkie odprawy celne i udowodnić, że nie były terrorystkami, bo Amerykanie po 11 września wyraźnie wprowadzili szereg środków ostrożności. Całe szczęście, że żadna z nich nie była muzułmanką i posługiwały się kanadyjskimi paszportami, więc mogły bez problemu przebrnąć przez ten niewdzięczny proces.
W czasie samej podróży z kolei, postanowiła się raczyć, czy może katować, lekturą Domu o Siedmiu Szczytach Nathaniela Hawthorne’a, który był jednym z mieszkańców Salem. W dodatku jego krewniak sądził czarownice w słynnych procesach, ale sam pisarz postanowił się od tego odciąć i dla niepoznaki wcisnąć w w rodzinne nazwisko Hathorne. Pech chciał jednak, że jego gotycki romans jednak nie miał tak ciekawej treści, na jaką liczyła obeznana z klasyką Prescott. Całe szczęście, że poza tym mogła jeszcze się rozkoszować widokiem tworzącej River, która zawzięła się, aby wziąć udział w Inktoberze, a także składała jej, jak można było się spodziewać, niemoralne propozycje.
— Jakoś nie było okazji — odmruknęła jej z pewnym rozbawieniem, bo coś jej podpowiadało, że ten stan rzeczy niedługo ulegnie zmianie.

Musiała przyznać, że jej Stany również specjalnie nie zachwycały. Pewnie dlatego, że była Kanadyjką. Równość małżeńska, adopcje, legalna marihuana… To wszystko miała u siebie, a brakowało jej za to strzelanin w szkołach, wariatów u władzy oraz prywatnej opieki medycznej. Tyle dobrego, że USA mogło się poszczycić całkiem ciekawymi dziełami swoich artystów oraz miejscami, które warto było zobaczyć z jakiegoś powodu.
Jednym z takich miejsc był punkt, w którym miały nocować. Ruelle musiała bowiem przyznać, że naprawdę był on wyjątkowo klimatyczny i sprawiał wrażenie starego, nawiedzonego domostwa. Jej artystka naprawdę doskonale znała jej gust. Nie wymieniłaby tego miejsca na żaden pięciogwiazdkowy hotel.
— Dziękujemy, ale po takiej podróży pewnie nie dałybyśmy rady z takim woltażem — odpowiedziała dosyć uprzejmie na jego propozycję. — Z pewnością jednak zajrzymy jeśli będziemy czegoś potrzebować.
Mężczyzna sprawiał dosyć dosyć dobre wrażenie. Tego z pewnością nie można było mu odmówić. Mimo wszystko Prescott cieszyła się z tego, że została sama ze swoją… dziewczyną. Pozwoliła jej się przyciągnąć bliżej i spojrzała wprost w jej cudownie ciemne oczy.
— Jest idealnie — zamruczała i przebiegła paznokciami po jej karku nim ją pocałowała. — Masz już dla nas jakieś plany jak się zadomowimy?
W końcu wciąż było wystarczająco wcześnie, aby mogły sobie coś zorganizować. Tym bardziej, że podróż jednak nie wyzuła ich całkowicie z energii. Mogły zatem od razu przejść do zwiedzania miastecka i zapoznawania się z jego malowniczymi punktami.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zależało jej, żeby tworzyć z nią cudowne wspomnienia w jak największych ilościach. A żeby tak się stało, musiały zacząć wcześnie. Już w samolocie. Dobrze, że żadna z nich nie bała się latać i dzięki temu mogły naładować się bardzo dobrą energią, zanim postawiły stopę na terytorium Stanów Zjednoczonych. Bez odpowiedniego przygotowania różnie przecież mogło z nimi być. River nie miała wątpliwości, że wyjazd, który zaczyna się od rysowania oraz Ruelle zaciskającej się na jej palcach, będzie wyjazdem idealnym.
Starała się zaplanować całą wycieczkę w taki sposób, by obie mogły z niej jak najlepiej czerpać. Nie miała zamiaru naginać się przesadnie, ale oczywiście, że chciała zaimponować swojej kobiecie. Na szczęście miały podobne oczekiwania względem tego wyjazdu i warunków, w jakich mogą spędzać czas. Zdecydowanie wolała czasem przegiąć w drugą stronę i zrobić coś za bardzo. Nie darowałaby sobie, gdyby mimo uniknięcia wyjazdu w Halloween, nie nagiąć granicy kiczowatości tego typu jesiennej wycieczki.
Od razu dostrzegła, że miejsce jej się spodobało. Pierwszy punkt na konto River, doskonale. Nie zaznają tutaj luksusów, ale przynajmniej będą mogły cieszyć oczy wyjątkowymi widokami. Jak to mówią, w domu tego nie mają, a już na pewno nie w minimalistycznym mieszkaniu River.
— Ja chętnie spróbuję tych jego alkoholi, ale może faktycznie jutro — przyznała, gdy właściciel już sobie poszedł. Na imprezie urodzinowej ni zdążyła się upić i trochę jej brakowało wyżycia się w taki sposób. Nie żeby narzekała na ostatni raz, jak była najebana, ale jednak trzeba przyznać, że był to dzień dość skrajnych emocji. Wolała jednak, żeby ostatni alkoholowy eksces kojarzył jej się jednoznacznie pozytywnie. Tutaj miała ku temu idealne warunki.
— Jeżeli chcesz, możemy pójść na cmentarz już dzisiaj, ale może poczekajmy, aż się ściemni? Możemy iść od razu do The House of the Seven Gables, bo na Peabody Essex pewnie wolisz mieć czas od rana — zasugerowała. Może i tego typu muzea nie byłby w innych warunkach jej pierwszym wyborem, ale nie miała nic przeciwko, by pójść do jakiegoś z Prescott. Pozostałe atrakcje, jakie oferowało Salem, oczywiście jej odpowiadały. Miała nadzieję, że dzięki obecności swojej muzy zaczerpnie z tego miasta dużo bardziej niż gdyby przyleciała tutaj sama. Nie po to wzięła więcej ołówków niż majtek, by z tego nie skorzystać.
— W któryś dzień możemy też pojechać do Bostonu. To miasto na pewno ma coś ciekawego do zaoferowania, co nie kojarzy się wyłącznie z herbatą — dodała. Zdawała sobie sprawę, że ociekało historią, ale to również nie był jej konik. W tym wypadku Ruelle musiała zasugerować, co konkretnie chciałaby tam zobaczyć i na pewno będą w stanie się dogadać.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mogły mieć naprawdę spore wątpliwości, co do tego wyjazdu. Głównie ze względu na to, że nigdy nie spędziły ze sobą tak wiele czasu bez większej kłótni, która mogłaby całkowicie zniszczyć im te wyjazd i naznaczyć go bezsensownym konfliktem. Na razie jednak wszystko wydawało się w jak najlepszym porządku. Może dlatego, że zawczasu rozładowały wszelkie napięcie przez szybki numerek w toalecie na pokładzie samolotu. Pomysł był wyjątkowo ekscytujący, ale i uciążliwy w realizacji. Nie miały zbyt wiele miejsca na to, aby się sobą nacieszyć. Nie mówiąc już o tym, że musiały się streszczać, bo nie mogły wiecznie okupować tej ciasnej klitki. Całe szczęście, że stewardessa zaczęła się do nich dobijać chwilę po tym jak obie zostały już odpowiednio zaspokojone. Prescott przeprosiła kobietę jedynie za kłopot, zasłaniając się ciążowymi nudnościami, z którymi pomogła jej się uporać towarzyszka i rzuciła River porozumiewawcze spojrzenie. Skoro żartowała wcześniej o tym, że mogłaby spróbować ją zapłodnić to niech ma. Chociaż lepiej dla nich, że było to biologicznie niemożliwe. Już teraz bywało, że ledwie dawały sobie radę, a co dopiero, gdyby Ruelle miała rozchwianą gospodarkę hormonalną.
Na pewno obie mogły skorzystać sporo na tej wycieczce. W wielu kwestiach miały dosyć zbieżny gust i preferencje. Na pewno jednak zdarzyłyby się rzeczy, które bardziej przypadłyby do gustu jednej niż drugiej. Tego nie dało się w żaden sposób przeskoczyć. Wiedziała też, że na pewno, tak jak w przypadku ich pierwszej randki, będzie musiała wcisnąć im jakąś tandetę. Z tym musiała również się pogodzić.
Całe szczęście, że miejsce ich noclegu było wyjątkowo mało kiczowate. Doceniała takie miejsca. Naprawdę chętnie spędziłaby w nim z nią kilka kolejnych nocy. Nie potrzebowała żadnych luksusów. Dla niej najważniejsze było, że miały jakieś miejsce do spania, w którym było dostatecznie czysto i można było się umyć. To, że znajdowało się w uroczym domku było niewątpliwym plusem.
— Jak już to zdecydowanie jutro — potwierdziła, bo sama chętnie też posmakowałaby tych lokalnych trunków.
Pewnie mogłoby się to dla niej skończyć tragicznie skoro mężczyzna mówił o tak wysokim woltażu, ale to nic. Jakoś to wspólnie przeżyją. Zdążyły się już przekonać o tym, że obie miały doświadczenie w zajmowaniu się pijanymi. Tylko, że jeszcze nigdy nie były wspólnie spite aż tak. No, ale zobaczą jak to wszystko się skończy.
— Dobrze. Cmentarz może nieco poczekać. Seven Gables brzmi dobrze. Jutro zobaczymy na co nas najdzie ochota — przytaknęła, ale po lekturze tej przeklętej powieści nie była w pełni przekonana o tym czy chciała tam pójść, ale skoro wstęp był bezpłatny to mogły zobaczyć jak to się prezentuje w środku, a potem pójść gdzieś indziej.
Miała wrażenie, że w tym miasteczku, gdzie nie splunąć tam widniał jakiś zabytek, muzeum albo szczególne miejsce. Na pewno zatem znajdą dla siebie jakieś ciekawe zajęcie lub miejsce, które mogło wydać się interesujące. To nie tak, że Prescott przyjechała z listą do odhaczenia.
— Jasne. Zróbmy tak, ale wpierw musimy się rozgościć — mruknęła, wspinając się jeszcze na palce, aby móc zaczepnie przygryźć dolną wargę rysowniczki i wyplątać się z jej objęć.
Podeszła do drzwi i otworzyła je otrzymanym od właściciela kluczem. Przestrzeni było aż nadto jak na ich dwójkę, ale najwyraźniej River stwierdziła, że postanowi jej zapewnić jak najlepsze warunki oraz widoki. Nie wspominając o tym, że jednak miały tu większą prywatność niż w podrzędnym hotelu, co dla nich mogło być naprawdę ogromnym plusem. Przynajmniej nikt nie będzie się skarżył na nocne hałasy, gdy zaczną się do siebie dobierać.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cały ten pomysł zapładniania bardzo jej się podobał. Była zdeterminowana, żeby próbować do skutku. Nie miała zamiaru martwić się faktem, że to jednak było kompletnie niemożliwe. Cuda przecież się zdarzają. Słyszała o niepokalanych poczęciach. Rodzice Ruelle byli wielkimi fanami jednej z takich historii, więc na pewno byliby zachwyceni, gdyby coś podobnego spotkało ich córkę. Wprawdzie River nie była najlepszym przykładem potencjalnego ojca, który stanie się jednocześnie swoim synem, no i z ich dwójki to Ruelle była boginią, ale trudno. To są jakieś drobiazgi, które wygładzi się już po fakcie. Miała przecież doświadczenie w kreowaniu historii, również tych kompletnie pokręconych, więc i tym razem coś by wymyśliła. Miała w planach zacząć się starać właśnie na tym wyjeździe i przestać, gdy Prescott zajdzie w końcu w ciążę.
Pomysł wspólnego upicia się domowymi trunkami państwa Hunt też bardzo jej się spodobał. Faktycznie nigdy im się nie zdarzyło spić razem. Do tej pory to Ruelle chętniej odpinała wrotki, a River starała się wtedy zachować choć część trzeźwości umysłu, by móc ją wykorzystać by móc się nią zaopiekować. Latynoska udowodniła, że w razie trudnej sytuacji również jest w stanie zająć się swoją artystką. Jak schleją się obie, to nie będą musiały się martwić o dbanie, bo będzie im względnie wszystko jedno. Jednej i drugiej po procentach włączały się przeróżne formy czułości, więc kto wie, może dzięki temu zafundują sobie naprawdę romantyczny wieczór jak normalna para?
— Jak sobie życzysz — zgodziła się posłusznie, gotowa przyklasnąć każdej wersji planu, jaką zaproponuje Prescott. Wydała z siebie pomruk niezadowolenia, gdy dziewczyna się od niej odsunęła, by wejść głębiej do domku dla gości. Może i to było uzasadnione, ale i tak jej się nie podobało. Weszła do środka za swoją kobietą i rozejrzała się uważnie, chcąc ocenić, czy rzeczywistość miała cokolwiek wspólnego ze zdjęciami, które znalazła w internecie. Na szczęście tak. Huntowie nie lecieli w chuja, za co należy im się docenienie. Nie chciałaby, by po tym organizacyjnym chaosie okazało się, że zarezerwowała jakiś totalny szajs. Odstawiła ich bagaże gdzieś pod ścianą i walnęła się z błogim westchnieniem na potężne łóżko z baldachimem. Nie zaskrzypiało pod jej ciężarem, co również zakwalifikowała jako plus. Sięgnęła po telefon i zajęła się odpisywaniem na wiadomości w czasie, w którym Rue zniknęła w łazience, żeby się nieco odświeżyć. Żeby nie tęskniła za bardzo w czasie tej rozłąki wysłała jej nawet swoje zdjęcie... i to takie w miarę normalne. Nie rozebrała się do niego, a fakt, że świdrowała wzrokiem obiektyw, był właściwie odruchem. Zawsze jej się to włączało, gdy tylko pomyślała o swojej muzie.
Na szczęście doprowadzenie się do porządku żadnej z nich nie zajęło zbyt długo. W końcu wyszły z domku dla gości i mogły ruszyć w głąb miasteczka, by rozpocząć zwiedzanie.
— Gotowa zobaczyć, co ci zrobię, jak mnie jeszcze raz wkurwisz, moja słodka Wiedźmo? — zapytała, obejmując ją ramieniem i przytrzymując blisko siebie. Chyba nigdy nie nauczy się trzymać rąk przy sobie, gdy Rue jest w ich zasięgu.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jakiekolwiek poczęcie w ich przypadku na pewno nie byłoby niepokalane. W końcu chodziło o ich dwójkę oraz grzeszne praktyki, którym się oddawały. Rue już dawno straciła prawo do tytułu Zawsze Dziewicy, więc w tym wypadku również mocno rozminęłyby się z tym, co było uznawane w chrześcijańskim kanonie. Tyle dobrego, że tworzyły swoją własną religię. Taką, w której to ona była boginią, a Cross najwyższą kapłanką. Chociaż czy na pewno mogła tak się nazywać, gdy bywały momenty, gdy upokarzała i torturowała swój obiekt kultu? To były jednak rozmyślania na inny dzień.
Wspólne upicie się mogło wywołać… Różne skutki. Na pewno obie stawały się wtedy o wiele bardziej spragnione dotyku. Brakowało im czułości, lgnęły do swoich ciał i wyrażały swoje wyjątkowo urocze potrzeby. Może nawet byłyby wtedy w stanie się dogadać nawet, gdyby obie mówiły językami. W końcu upojenie wypychało je na zupełnie nowe wyżyny.
— Pewnie i tak będziemy improwizować. Nie ma co układać konkretnego grafiku — mruknęła, bo chyba naprawdę nie było sensu w robieniu jakiś wysoce skomplikowanych planów, które mogłyby potem ulec zmianie.
Chatka może i wydawała się poniekąd skromna, ale miała wszystko to, co najbardziej potrzebne. Z kuchni, co prawda, raczej nie bardzo skorzystają, ale z tego ogromnego łóżka, na którym River już się rozłożyła czy z łazienki to już jak najbardziej. Zwłaszcza, że wypadało się jakoś odświeżyć po trudach podróży.
Nie mogła uwierzyć w to, że Cross wysyłała jej swoje zdjęcia nawet wtedy, gdy wyszła na którą chwilę do innego pomieszczenia. Ta dziewczyna była naprawdę niepoprawna. Przynajmniej nie były to materiały wysoce niecenzuralne, czyli takie, które najczęściej trafiały na jej telefon wraz ze zdjęciami szkiców wykonywanych przez rysowniczkę.
— Planujesz mi postawić sex dungeon z dziesiątkami narzędzi tortur? Czy po prostu spalić na stosie? — zapytała, oplatając ją ramieniem w talii, gdy tyko artystka przyciągnęła ją bliżej siebie.
Była naprawdę ciekawa tego, co właściwie ta dziewczyna miała w głowie. Starała się też nie myśleć o tym jak dziwne było to, że tak po prostu spędzały ze sobą kilka wolnych dni. Niczym normalna para udająca się na wakacje. Zwyczajnie szły przytulone do siebie uliczkami starego amerykańskiego miasteczka, zmierzając do jednego z muzeów.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miałaby nic przeciwko, gdyby zamknęły się w domku na gości na kilka dni i oddawały się wyłącznie uciechom cielesnym. Kilka dni spędzonych na robieniu sobie dobrze byłoby przecież bardzo w ich stylu. Mogłyby zamawiać jedzenie pod same drzwi, bo przecież żyły w dwudziestym pierwszym wieku, nie musiałaby przekraczać progu. Cross z pewnością wykorzystywałaby każdą przerwę na rysowanie, a Prescott mogłaby w tym czasie nawet się uczyć, skoro taka z niej pilna studentka, którą martwiło opuszczenie jakiegokolwiek dnia na uczelni. Tak czy siak artystka zaliczyłaby taki urlop do bardzo udanych. Zależało jej jednak, by udowodnić Ruelle i sobie, że nadawały się do czegoś więcej. Nie musiały wszystkiego opierać na seksie. Naprawdę potrafiły spędzać ze sobą czas w zwykły sposób i po prostu cieszyć się swoją obecnością. Przecież nie zakochała się wyłącznie w jej ciele.
— Nie rozumiesz. To miałaby być kara — poprawiła ją, wyraźnie akcentując ostatnie słowo. Rozpieszczanie Latynoski za to, że po raz kolejny robi krzywdę swojej artystce, miałoby się z celem. Cross chciała uniknąć krzywd, które nie były obowiązkowe, bo przecież ileż można? Naprawdę nie chciała jej znienawidzić.
— Ale ten sex dungeon to jest bardzo dobry pomysł. Co powiesz na taki prezent świąteczny? — zasugerowała z rozbawieniem. Nie musiałaby się głowić i kombinować jak w przypadku tego urodzinowego. Obdarowywanie jej sprawiało artystce przyjemność. Lubiła oglądać jej reakcję, a nawet sam proces tworzenia nowego prezentu doładowywał ją niesamowitą energią. Wciąż jednak miała obawy, że z czymś kompletnie przestrzeli. Może i się nie zdarzyło, ale kiedyś może być ten pierwszy raz, prawda? Wolała sprawiać przed nią wrażenie skrajnie fenomenalnej i kretaywnej.
Na całe szczęście pogoda je rozpieszczała. Przyjemna, jesienna aura sprawiała, że bluzy powinny im absolutnie wystarczyć do tego, żeby nie zmarznąć i się nie przeziębić. Ważne, że nie padało im na łeb, bo to zepsułoby trochę spacer, a przecież trafiły do bardzo malowniczego miejsca. Drzewa nabierały kolorów, obdarowując ludzi wyjątkowymi widokami, zanim pogrążą się w zimowym marazmie. Słońce wisiało na niebie dość nisko, promienie przebijały się nieśmiało przez gałęzie, nie ogrzewając jednak na tyle, by można było się oszukiwać, że lato nie odeszło już w zapomnienie. Żeby skorzystać z tej aury w pełni powinny pewnie zacząć zbierać kasztany, a potem stworzyć z nich ludziki. To byłoby bardzo kreatywne zajęcie, więc czemu by nie?
— Skoro czytałaś, to wprowadź mnie w klimat. Czym mam się zachwycać? — zapytała, gdy skręciły w uliczkę, na końcu której znajdował się dom będący inspiracją dla Hawthorne'a.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Równie dobrze mogłyby się zamknąć, gdzie indziej niż w Salem. Mogłyby poszukać jakiegoś domku poza granicami Toronto. Czegoś taniego, z dobrym widokiem i możliwością zamawiania posiłków pod same drzwi, aby nie musiały ruszać się z łóżka… Choć równie dobrze mogły robić to w każdym dowolnym miejscu. Skoro jednak szarpnęły się na całą wycieczkę do Stanów to należało z niej skorzystać tak jak najlepiej.
— Ach, kara. Ostatnio coraz częściej o nich mówisz — zauważyła, gdy tylko została na nowo poprawiona i skinęła głową, zachowując się jakby dopiero teraz dotarło do niej w pełni znaczenie tego słowa.
Faktem było, że wiele potencjalnych kar wydawało się dla niej być niczym nagroda. Z pewnością zatem rysowniczka musiałaby się postarać, aby zaserwować jej coś, co mogłoby mieć jakiś dydaktyczny wymiar i sprawić, że Ruelle pożałuje swoich wcześniejszych czynów.
— Miałabyś w ogóle fundusze na zorganizowanie czegoś takiego? — zapytała kompletnie szczerze, bo i bez wchodzenia w zbędne szczegóły kosztów, Prescott zdawała sobie sprawę, że był to ogromny wydatek.
Zaaranżowanie pomieszczenia, sprzęt… To nie były tanie rzeczy. Domyślała się, że gdyby tylko rysowniczkę było stać na coś podobnego to na pewno mieszkałaby w bardziej luksusowym apartamencie niż takim lofcie. Nie była znowu, aż tak poczytną autorką, a utrzymywała się wyłącznie z tego zajęcia. Przynajmniej na tę chwilę nie zdążyła wspomnieć swojej modelce o tym, że trudniła się czymś jeszcze, ale na ile w ogóle rozmawiały o tak błahych sprawach? Nie miała jednak wątpliwości, co do tego, że River nadzwyczaj chętnie stworzyłaby jakieś miejsce dla ich wspólnej przyjemności.
Pogoda im sprzyjała. Było dosyć ciepło. Wiatr można było określić mianem rześkiego, a nie przerażająco zimnego i przenikającego do kości. Liście na drzewach przybrały prześliczne żółto-czerwone odcienie. Część z nich przyjemnie chrzęściła pod butami, a co jakiś czas natrafiały na kolejną oznakę trwających w mieście całomiesięcznych obchodów czterechsetlecia założenia Salem.
— Ach, czyli wybrałaś to miejsce dlatego, że czytałam Hawthorne’a? — zapytała, odrywając spojrzenie od okolicy, aby znowu je skupić na postaci artystki, gdy zbliżały się do domu o siedmiu szczytach. — Przerobili ten budynek na muzeum na początku dwuddziestego wieku. Odpuścili sobie jednak nieco realizm dla czystej komercji, bo chcieli odwoływać się do powieści i ściągać fanów literatury. Sam budynek jest z siedemnastego wieku. Ma ukryte przejścia i takie tam..
Nie miała pojęcia, co jeszcze mogłaby o nim powiedzieć, ale na pewno mogły zerknąć na ten dom, a potem przejść w jakieś inne miejsce, które również oferowało całkiem sporo atrakcji.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pokiwała głową w zamyśleniu, gdy wytknęła jej, że ostatnio coraz częściej odnosi się do instytucji kary. Jakby się tak nad tym zastanowić, to Ruelle miała rację. Myśli artystki same uciekały w tamtą stronę, a że zazwyczaj mówiła jej wprost o wszystkim, co miała w głowie, to wychodziło naturalnie.
— Ostatnio ciągle wracam myślami do momentu, gdy obdarowywałam cię karami i nagrodami, a ty tak pięknie mnie prosiłaś, żeby móc dojść — powiedziała ciszej, nachylając się bliżej jej skóry. Na jej wargach od razu pojawił się uśmiech na wspomnienie nocy, której namalowała swój najlepszy obraz. Zagarnęła ją wtedy całą dla siebie i od tamtej pory nie była w stanie przyjąć do wiadomości, że nie była w stanie doprowadzić do tego po raz kolejny, kolejny i kolejny. Dobrze, że była tak paskudnie uparta i nie odpuściła przy milionie okazji, które były po drodze.
— No co ty, pojebało cię? — prychnęła z rozbawieniem, zaskoczona, że w ogóle taka ewentualność przeszła Ruelle przez gardło. Może nie przymierała głodem, ale było jej daleko do artystki odnoszącej wielkie sukcesy i mogącej trwonić pieniądze na prawo i lewo. To był jej cel na przyszłość, ale na pewno nie codzienność.
— Ale jestem wyjątkowo uzdolniona manualnie i mam masę wyjątkowo dziwnych znajomych, więc dałabym radę ogarnąć taką wersję DIY — dodała. Wystarczy przecież podjechać do jakiejś Castoramy, kupić trochę desek, łańcuchów, pożyczyć od kogoś wiertarkę i można działać! Nie znała się na rzeźbie, ale znała wielu rzeźbiarzy i oni z pewnością byliby w stanie użyczyć właściwych narzędzi. Resztę jakoś by się ogarnęło. Na pewno nie brakuje w interencie poradników na ten temat. To dopiero byłby niesamowity projekt starego w garażu!
Spacer w towarzystwie Latynoski okazał się prawdziwą przyjemnością. Nie brakowało jej nawet ciężaru smyczy w dłoni. No dobrze, może odrobinkę. Mają na szczęście kilka dni na nadrobienie tego. Teraz mogły po prostu cieszyć się swoim towarzystwem i piękną pogodą jak normalna para. Para najlepszych przyjaciółek oczywiście.
— Ukryte przejścia? Zajebiście. Chciałabym mieć takie u siebie. Mogłyby prowadzić na przykład do sex dungeonu... albo po prostu do pracowni, w której miałabym święty spokój absolutnie od każdego. — Westchnęła z pewnym rozmarzeniem. Będzie mogła sobie coś takiego wybudować, jak już zostanie najsłynniejszą artystką komiksu na świecie. Teraz będzie musiała przycisnąć trochę ze zleceniami, żeby było ją stać na czynsz po tym wyjeździe. Ale to nic! Umiała czerpać z kapitalizmu, kiedy trzeba było.
— Co byś chciała mieć w domu, gdyby budżet nie stanowił problemu? — zapytała od razu, bo to w sumie bardzo ciekawa kwestia. Sex dungeon był już zaklepany, więc Ruelle musiała uruchomić tę część mózgu, która nie odpowiadała za ruchanie. Czyli tę mniejszą. Weszły do środka (oczywiście, że River wróciła do przepuszczania jej w drzwiach) i kupiły bilety. Jak się okazało, muzeum można zwiedzać również samodzielnie! Wcale nie, tam są chyba tylko wycieczki z przewodnikiem, ale może jebać to, to przecież gra wyobraźni, co się będziemy ciskać.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tego jednego nie dało się nie zauważyć. Wspomnienie kar było całkiem żywo obecne w ich konwersacjach i musiał ku temu istnieć jakiś konkretny powód. Normalnie raczej River by tego nie robiła, prawda? Przynajmniej Prescott wolała w to wierzyć. Może naprawdę chciała mieć pewność, że Latynoska odpokutuje za te wszystkie swoje przewiny, które według rysowniczki miała na swoim koncie.
— Taka sentymentalna wycieczka w przeszłość? — mruknęła, gdy tylko Cross zbliżyła się na tyle, aby wyznać cicho swoje najskrytsze myśli. — Chyba już wiesz, co powinnaś robić, aby uzyskać podobny efekt.
Zdążyły chyba już dostatecznie poznać zarówno siebie, jak i własne ciała, aby wiedzieć, co odniosłoby największe sukcesy w danym momencie. Wierzyła w to, że artystka była w stanie podejść do ich spotkań na tyle kreatywnie, aby uzyskać określony efekt.
— No co? Może tylko udajesz, że nie masz tyle hajsu, bo jara cię życie w niezbyt wygórowanych luksusach. Dzięki temu wyglądasz jakbyś jebała kapitalizm i była faktycznie niszową artystką z zasadami — zadrwiła, bo jak mogłaby sobie z tego nie stroić żartów?
Zaraz jednak zamruczała z uznaniem, bo mogła się tego spodziewać. Cross miała całe zastępy uzdolnionych znajomych, więc bez problemu powinna móc załatwić ogrom różnych rzeczy. Była też ciekawa, co właściwie przyszłoby jej do głowy, aby umieścić w takim lochu. Wizja wydawała się bardzo kusząca.
Naprawdę potrafiły się rozkoszować całkowicie zwyczajnymi rzeczami. Kto by się spodziewał, że mogły po prostu iść przez ramię i patrzeć na jakieś tandetne dekoracje rozwieszone nad ulicami czy zatrzymywać się przy jakiś lokalnych sklepikach, które kusiły wyjątkowo urokliwymi witrynami. To było aż zbyt banalne.
— Mogłabyś też nim uciekać z domu, aby uniknąć tłumów fanów lub paparazzi… Albo umożliwiałyby ci tajne schadzki — podsunęła jeszcze, gdy już zaczęły rozmawiać na temat tego w jaki sposób miałyby wykorzystywać takie ukryte przejścia.
Przez moment musiała się zastanowić, co takiego chciałaby mieć w swoim domu. Wydała z siebie pełen zastanowienia pomruk, starając się sobie zwizualizować to jak powinien wyglądać jej idealny dom. Nie było to wcale takie proste.
— Własną bibliotekę z przyjemnym kącikiem do czytania. To na pewno. Może też swoją domową salę kinową, w której mogłabym oglądać, co tylko dusza zapragnie. Piwniczkę pełną dobrego wina, gdy tylko najdzie mnie na to ochota? - podsunęła, ruszając w wędrówkę po tym zabytkowym domu, którego pomieszczenia były urządzone w mieszance stylów siedemnastego i osiemnastego wieku.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”