I see it, I like it, I want it, I got it
: ndz paź 25, 2026 7:07 pm
Z Ruelle to nigdy nie wiadomo. Rzeczy, które River mogła uznać za najbardziej banalne, stanowiły dla niej wyzwanie i na odwrót. Przewidzenie jej reakcji w kwestii narzucenia warunków było więc niemożliwe. Wystarczającym szokiem był fakt, że typiara nawet nie wiedziała, że już były w związku od kilkunastu dni, ale to trzeba było po prostu zignorować i puścić w niepamięć. Albo chociaż zostawić na przyszłość jako wyjątkowo durna anegdotę. To i jedzenie muszek owocówek. Znalezienie historii na to, że Latynoska była odklejona, nie powinno być trudne. Niemniej jednak cieszyła się, że będzie miała teraz jakąś własną. To pewnie jedna z tych historii, w którą ludzie nie będą chcieli uwierzyć, twierdząc, że musi coś przekoloryzować. Weź im wytłumacz, że to nie wybujała wyobraźnia artystki, tylko rzeczywisty sposób działania umysłu jej modelki!
— W takim razie nie pozwalaj innym. — Skinęła głową na znak, że zrozumiała to tłumaczenie. Skoro Rue była w stanie panować nad tym w taki sposób, to tylko lepiej dla niej. Łatwiej będzie zachować uczciwość. Jeżeli tylko nie będzie chciała robić ze swojej partnerki kretynki, to powinno jej pójść jak z płatka.
— Powinnaś, jeżeli ci zależy — odparła zdecydowanie zbyt ostrym tonem niż powinna. Szybko jednak się zreflektowała. Wywróciła oczami, zażenowana tym, jak łatwo dała się wyprowadzić z równowagi. Będą musiały jeszcze nad tym popracować.
— Nie mówię o ludziach, z którymi spałam, tylko o związkach. Poza Raphaelem nie było tego dużo, nie musisz się martwić — doprecyzowała już dużo spokojniej. Na końcu języka miała wyjaśnienie, że wpakowanie się komuś takiemu do łóżka przez przypadek nie byłoby problemem. Cały ból tego, co zrobiła z fotografem, opierał się na paskudnej perfidii, do której się posunęła. Rysowniczka zakładała jednak, że Ruelle doskonale zdawała sobie sprawę z różnicy i dobrze rozumiała, dlaczego akurat ten wyskok tak River zabolał. Nie musiała aż tak tłumaczyć jej świata.
Chwila oczekiwania – o dziwo – wcale nie przeciągała się w nieskończoność. Sprawiała wrażenie bardzo naturalnej. Perfekcyjnie wyważonej. Prescott dała sobie dokładnie tyle czasu, ile potrzebowała. I dobrze. Zresztą, co tu dużo mówić. Na taką odpowiedź Cross mogłaby czekać dużo dłużej. Uśmiechnęła się szeroko, gdy tylko otrzymała potwierdzenie. Cały stres natychmiast z niej wyparował. Przywarła do jej ust, ciesząc się, że wreszcie może pocałować swoją dziewczynę i to bez żadnych niedomówień.
— Znowu smakujesz jak bateria — mruknęła rozbawiona tuż przy jej wargach, zanim jeszcze objęła ją mocno i popchnęła do tyłu, kładąc na łóżku. Intensywność emocji, jakie wywoływała w niej ta kobieta, zdecydowanie można było porównać do elektrowstrząsów. Nikt inny nie pobudzał tak jej serca, z nikim innym nie chciałaby tu teraz być.
Ruelle I. Prescott
— W takim razie nie pozwalaj innym. — Skinęła głową na znak, że zrozumiała to tłumaczenie. Skoro Rue była w stanie panować nad tym w taki sposób, to tylko lepiej dla niej. Łatwiej będzie zachować uczciwość. Jeżeli tylko nie będzie chciała robić ze swojej partnerki kretynki, to powinno jej pójść jak z płatka.
— Powinnaś, jeżeli ci zależy — odparła zdecydowanie zbyt ostrym tonem niż powinna. Szybko jednak się zreflektowała. Wywróciła oczami, zażenowana tym, jak łatwo dała się wyprowadzić z równowagi. Będą musiały jeszcze nad tym popracować.
— Nie mówię o ludziach, z którymi spałam, tylko o związkach. Poza Raphaelem nie było tego dużo, nie musisz się martwić — doprecyzowała już dużo spokojniej. Na końcu języka miała wyjaśnienie, że wpakowanie się komuś takiemu do łóżka przez przypadek nie byłoby problemem. Cały ból tego, co zrobiła z fotografem, opierał się na paskudnej perfidii, do której się posunęła. Rysowniczka zakładała jednak, że Ruelle doskonale zdawała sobie sprawę z różnicy i dobrze rozumiała, dlaczego akurat ten wyskok tak River zabolał. Nie musiała aż tak tłumaczyć jej świata.
Chwila oczekiwania – o dziwo – wcale nie przeciągała się w nieskończoność. Sprawiała wrażenie bardzo naturalnej. Perfekcyjnie wyważonej. Prescott dała sobie dokładnie tyle czasu, ile potrzebowała. I dobrze. Zresztą, co tu dużo mówić. Na taką odpowiedź Cross mogłaby czekać dużo dłużej. Uśmiechnęła się szeroko, gdy tylko otrzymała potwierdzenie. Cały stres natychmiast z niej wyparował. Przywarła do jej ust, ciesząc się, że wreszcie może pocałować swoją dziewczynę i to bez żadnych niedomówień.
— Znowu smakujesz jak bateria — mruknęła rozbawiona tuż przy jej wargach, zanim jeszcze objęła ją mocno i popchnęła do tyłu, kładąc na łóżku. Intensywność emocji, jakie wywoływała w niej ta kobieta, zdecydowanie można było porównać do elektrowstrząsów. Nikt inny nie pobudzał tak jej serca, z nikim innym nie chciałaby tu teraz być.
Ruelle I. Prescott