Laska, która mu się przyglądała i był pewien, że była chętna na to, żeby się z nią zabawił, nie interesowała go aż tak bardzo, jak to, co stało się, kiedy Dylan zaczął okazywać swoją zazdrość. Zupełnie o niej zapomniał. Mogłaby teraz nawet zdjąć koszulkę i zamachać mu przed oczami cyckami, a on i tak skupiałby się tylko i wyłącznie na Dylanie. Bardzo często koncentrował się na jednym, tym, co najbardziej mu się w danej chwili podobało. Szczególnie działo się tak wtedy, kiedy wypił już na tyle dużo, aby wejść w przyjemną, hiper aktywną fazę, w której był jednocześnie pobudzony, rozbawiony, generalnie zadowolony z życia i na pewno napalony.
Nie było tajemnicą, że lubił również uwagę i wyzwania, a zachowanie Dylana dawało mu w tej chwili chyba wszystko, czego dzisiaj potrzebował. Zaczynając od zakładu, który zawierał w sobie nagość, po zazdrość i wyraźną wzmiankę, że to z nim ma dzisiaj stąd wyjść, na klepaniu w twarz kończąc. Prawie się posikał z ekscytacji, kiedy poczuł jego dłoń na swojej twarzy. Wstrzymał powietrze, wpatrując się w niego rozszerzonymi, błyszczącymi oczami.
Przyjaźnili się, to prawda i naprawdę nie było między nimi romantyczności czy głębszego uczucia, nie takiego poza przyjacielskim. Nie oznaczało to jednak, że nie mógłby odczuwać do Dylana czysto fizycznego pociągu. W końcu chłopak był przystojny, musiałby być ślepy, żeby tego nie widzieć. Właściwie w tej chwili właśnie to widział, i czuł, a jego młodzieńczy umysł wypełniony był tylko tym, żeby się do niego dobrać… a właściwie żeby dobrali się do siebie nawzajem.
Bowie czuł to dosyć często, do różnych osób. Był na tyle podpity, że nie chciał myśleć ani o Jaydenie, ani o tym dupku, przez którego w ogóle z Jayem się bujał. Nie było to ani mądre, ani dojrzałe, ani zdrowe, ale nie miał zamiaru teraz tego roztrząsać. Może nawet już nigdy. W obecnej chwili, kiedy jego umysł był objęty mgłą, uważał że nie ma nic lepszego od myślenia fiutem.
Oparł się bokiem o bar, a potem prawie położył brzuchem na ladzie, przekazując barmanowi kartę, którą płacił właśnie za alkohol. Przekręcił głowę w stronę dziewczyny, którą jeszcze przed chwilę chciał zaprosić na chatę, bo zauważył, że ta się na niego gapi. Już nie był wcale chętny, więc absolutnie nic sobie z tego nie zrobił, tylko obojętnie wzrok odwrócił, odebrał od barmana kartę i z dziwnym uśmiechem na twarzy, odepchnął się od baru. Dobrze, że Dylan go zgarnął, bo faktycznie już miał plan skoczenia do toalety, a to by się mogło skończyć realizacją kilku kolejnych pomysłów i zupełnie by zapomniał co miał właściwie robić.
Uśmiechnął się rozbawiony, kiedy czekali na podwózkę obok klubu, a Dylan zapytał go o alkohol. Właśnie opierał się na wyciągniętej ręce o ścianę lokalu, zwrócony przodem do przyjaciela, który chyba podziwiał gwiazdy (zamiast podziwiać go). Sięgnął do wewnętrznej kieszeni skórzanej kurtki i wyciągnął dwie małe buteleczki, w których sprytnie ukryte były całkiem mocne mini drinki.
一
Mam cały barek. Przecież wiesz 一 mruknął, podając Dylanowi jeden z drinów. Uśmiechał się, kiedy odkręcał swoją buteleczkę, a potem wznosił toast i złapał za szyję butelki zębami, po czym odchylił głowę, naraz łykając całą zawartość. Oblizał po tym wargi w charakterystycznym dla siebie sposób, aby zaraz w błyszczące od wilgoci usta wsunąć szluga. Chwilę się męczył z odpaleniem go, ale potem zaśmiał się cicho, dalej w świetnym humorze i złapał papierosa między palce, a potem zbliżył go do ust Dylana, sugerując, żeby się zaciągnął. Oparł się przy tym trochę o niego, przytrzymując dłonią jego biodro, a nosem lądując na jego ciepłej szyi.
一
Zrobił ci ktoś kiedyś malinkę? 一 zapytał nagle i zaczepnie zagryzł lekko jego skórę, a potem zaśmiał się, otulając lekko wilgotne miejsce własnym oddechem i cofnąć się, żeby sam zaciągnąć się dymem i wydmuchać jego chmurę ponad ich głowy. Podjechał Uber, chyba nawet szybciej, niż Vance się spodziewał albo po prostu czas mu tak szybko uciekał. W dobrym towarzystwie podobno tak to już bywało.
Dylan Gauthier