Strona 1 z 1

poor impulse control

: pn gru 01, 2025 2:01 am
autor: astrid finch
3
Być może to po prostu taki dzień, w którym łatwo przemówić do jej poczucia winy.

Udaje się to jej znajomym ze studiów, którzy namawiali ją na wyjście już od kilku tygodni. Astrid spławiała ich tak długo, jak tylko mogła, ale w końcu wyczuła, że zaczyna kończyć się im cierpliwość do jej wiecznych uników. Nie miewa ostatnio ochoty na socjalizację tego typu; żarty, intensywne dyskusje, alkoholowa mgła mieszająca się z trawką wypaloną w zaułku za barem.
To ostatnie jeszcze bardziej intensyfikuje dziwny dyskomfort, który rośnie z każdą chwilą spędzoną przy stoliku ze znajomymi. Astrid nie wie, skąd dokładnie się on bierze; uwielbia swoich przyjaciół, ale dziś zagryza zęby, by tylko nie rzucać przesadnie kąśliwych komentarzy do wszystkich kierowanych w jej stronę słów i wygrywa palcami niecierpliwy rytm na blacie stolika. Obecność zaznacza jedynie pomrukami i zdawkowymi odpowiedziami; po każdym zadanym jej pytaniu, oczekiwanie w kierowanych na nią spojrzeniach stygnie coraz szybciej.
Wszyscy widzą, że coś jest nie tak i to działa jej na nerwy jeszcze bardziej, bo zaczyna dostrzegać przebłyski zmartwienia albo współczucia.
Wymyka się do toalety, bo coraz trudniej jest jej utrzymać na wodzy niesprawiedliwie ostre słowa; w końcu to byli jej przyjaciele. Oczywiście, że się o nią martwili. Z jakiegoś powodu czuła jednak, że nie mają do tego prawa – i nie chciała się nad tym zastanawiać ani tego roztrząsać, dlatego przemierza bar jak strzała, by pomyśleć nad wyjściem awaryjnym, wbijając wzrok w zabazgrane markerem lustro.

Zanim jednak dociera do celu, wpada na kogoś z impetem. Upuszcza torebkę – blaszane puzderko w fikuśnym kształcie, które z impetem uderza o podłogę; zawartość częściowo rozlatuje się na wszystkie strony, mieszając się też z jakimiś rzeczami drugiej osoby, a Astrid patrzy na to z rezygnacją i niezadowoleniem. Unosi wzrok – gotowa ostatecznie dać upust frustracji – ale zamiera.

Riley Davis. Stoi przed nią Riley Davis.
Rozpoznaje jej twarz, bo około miesiąca temu w przypływie niezdrowej ciekawości i dziwnego ucisku pod mostkiem, przescrollowała połowę zdjęć na jej instagramie.
Kobieta, która niedawno stała się sierotą – przez Astrid. Córka ludzi, którzy zginęli w spowodowanym przez nią wypadku. Osoba, która nie zjawiła się jak dotąd na żadnej z rozpraw, jednocześnie tą decyzją rodząc w Finch ulgę i ten ucisk, który uporczywie się czegoś domagał.

Astrid zdaje sobie sprawę z tego, że stoi jak zmrożona, wpatrując się intensywnie w kobietę, nie wypowiedziawszy ani słowa – więc nabiera oddech. I tylko przez moment zastanawia się, co powiedzieć.

Przepraszam — mówi odrobinę nieprzytomnie. Jak dziwnie to brzmi. Ugh. Aż skręca ją od środka. To trochę jakby próbowała ugasić płonący olej szklanką wody.
Wyobrażała sobie już wcześniej, co by powiedziała, gdyby stanęła z Riley Davis twarzą w twarz – dziwna, sadystyczna fantazja. Wtedy nie miała pomysłu. Przepraszam wydawało się zbyt błahe. A jednak to właśnie te słowa wypowiada w jej stronę w pierwszej kolejności, mimo że w zupełnie innym kontekście. Aż się wzdryga, nawiązując kontakt wzrokowy z kobietą.
A potem zdaje sobie sprawę z tego, że ta wcale nie patrzy na nią jak na kogoś, kto zabił jej rodzinę. Chyba w ogóle nie rozpoznaje, kim Astrid jest.

Maskuje swoje zaskoczenie, schylając się po rozsypane rzeczy. W pierwszej kolejności podnosi z podłogi należący do Davis telefon z roztrzaskaną szybką.
Czy to stało się teraz? — pyta z pewnym wahaniem, wyciągając urządzenie w jej stronę. — Kurwa, mogę zapłacić za wymianę. Albo przynajmniej postawić ci drinka w ramach zadośćuczynienia — ostatnie słowo znów smakuje dziwną goryczą na języku.

riley davis

poor impulse control

: pt gru 12, 2025 8:55 pm
autor: riley davis
Nadszedł wreszcie czas, kiedy Riley znów zaczęła częściej wychodzić do ludzi.
Nigdy wcześniej tego szczególnie nie potrzebowała. Owszem, lubiła się czasami porządnie zabawić, ale nie była typem osoby, która musiała każdą chwilę wolną od pracy i innych obowiązków, spędzać w gronie znajomych. Właściwie to najlepiej odpoczywało jej się zawsze w pojedynkę, mając całe wieczory tylko dla siebie. Już od najmłodszych lat zdążyła do tego przywyknąć.
Tak tego dnia - o dziwo - sugestia spotkania ze znajomymi w barze wyszła od niej. Byli pewnie tym faktem nieco zaskoczeni, ale nie dopytywali o nic, tylko wszyscy zgodnie przystanęli na jej propozycję. Doskonale wiedzieli, nauczeni doświadczeniem, że jeśli zaczną drążyć temat, to Davis szybko zmieni zdanie.
Nie miała łatwo w życiu, śmierć ojca mocno odcisnęła się na jej psychice. Do tej pory odczuwała przykre skutki jego braku, a ostatni rok był dla niej wyjątkowo ciężki - straciła kolejne, dwie najbliższe jej osoby. Czuła się przytłoczona całą swoją sytuacją - przede wszystkim żałobą, ale także tym z czym na co dzień spotykała się w pracy, czy też relacjami, które wiecznie sabotowała. W towarzystwie potrafiła znakomicie grać niewzruszoną, jednak w środku przez długi czas była w kompletnej rozsypce. Nic dziwnego.
Chciała w końcu sobie pomóc i oderwać się myślami od wszelkich zmartwień - nawet jeśli jej znajomi i alkohol mieli zapewnić jej to tylko przez krótką chwilę. Nie chciała już dłużej rozmyślać o tym co się działo, a tym bardziej o tym rozmawiać. Raczej nie była typem człowieka, który byłby skory do zwierzeń czy też użalania się nad sobą - nawet jeśli miała ku temu naprawdę solidny powód. Na szczęście jej towarzysze znali ją na tyle dobrze, by wiedzieć, że nie chciała ich współczucia, nie szukała pocieszenia.
Potrzebowała odwrócenia uwagi.
W momencie gdy wpadły na siebie z Astrid, Riley była już…nieco rozluźniona - po drinku dwóch drinkach i w drodze po trzeciego. Gdyby nie ten imprezowy nastrój, który zdążył się jej już na szczęście udzielić, pewnie zareagowałaby na to wszystko inaczej. Pokazałaby się wręcz od n a j g o r s z e j strony. Pomógł alkohol. Chociaż pewnie bardziej pomogło to, że kobieta, która nagle się z nią zderzyła, była po prostu ładna.
Kurwa — wyrwało się jej automatycznie, jednak wyglądała na rozbawioną tym zajściem. Cofnęła się o pół kroku i zaraz kucnęła, by pomóc nieznajomej pozbierać rzeczy, które rozsypały się jej z torebki, przy tym zupełnie zapominając o swoich - o portfelu i telefonie, które w momencie zderzenia także wyleciały jej z rąk.
Nie dało się nie zauważyć tego w jaki sposób Astrid się jej przyglądała, choć w tym przypadku strażaczka niestety błędnie to zinterpretowała. Bardzo szybko uznała, że pewnie też musiała się jej spodobać, skoro patrzyła na nią z taką intensywnością.
Logiczne, prawda? Albo cholernie narcystyczne.
Nieważne, nie przejmuj się tym zupełnie. I tak miałam kupić sobie nowy — drobne kłamstwo sprzedane nadzwyczaj pewnie, wraz z lekkim uśmieszkiem — Nie ma o czym mówić, nic się nie stało… — zapewniła raz jeszcze i w końcu wyprostowała się, podając w tym samym momencie dłoń kobiecie, by pomóc jej wstać — …drinka ci jednak nie odmówię.
Nie miała oczywiście pojęcia kto przed nią stoi. Nie miała pojęcia, że próbowała właśnie poderwać kogoś, kto zniszczył jej życie. Kogoś, kto przez swoją głupotę i zaniedbanie, pozbawił życia tych, których kochała. Kogoś, kto sprawił, że została na tym świecie zupełnie s a m a.
Do tej pory nie miała najmniejszej ochoty na to, by uczestniczyć w rozprawach. Owszem - zależało jej na tym, by sprawa się w końcu zakończyła i by sprawiedliwość została wymierzona, jednak obawiała się własnej reakcji na widok sprawcy. Znajomi doradzali jej, że może powinna się w tym zmierzyć, że być może to pozwoli jej zamknąć pewien etap, że zasługuje na prawdę. Ale Riley była nieugięta - przekonana o tym, że nic nie jest w stanie jej pomóc. Nic przecież nie zwróci życia jej matce i ojczymowi, a widok kobiety, która była winna ich przedwczesnej śmierci, nie sprawi, że poczuje się lepiej i cały ból minie.


astrid finch

poor impulse control

: pn gru 22, 2025 7:47 pm
autor: astrid finch
Nic się nie stało.

W brzuchu Astrid znowu coś się przewraca; posyła kobiecie niepewne spojrzenie. Ma ochotę przekonać ją, że jednak powinna odkupić zniszczony telefon – co byłoby do niej zupełnie niepodobne, zwłaszcza w okresie, w którym jej budżet zacieśnił się dosyć mocno przez wypadek. Wypadek, w którym zabiła jej rodziców.

Powinna pożegnać się grzecznie i odejść. I przestać przeglądać jej instagrama. Mieć nadzieję, że nie będzie pamiętać o tym spotkaniu, jeśli kiedykolwiek pojawi się w sądzie; że Astrid też zapomni, że na żywo jej twarz jest gładka i złocista, a ciemne oczy z równie ciemną oprawą wyrażają nawet więcej, niż na zdjęciach.
Zdaje sobie sprawę, że wyciągając dłoń, by przyjąć pomoc w podniesieniu się, zaczyna coś bardzo niebezpiecznego. A jednak nie potrafi się oprzeć.

Zdaje sobie też sprawę z tego, że się gapi, ale temu też nie potrafi się oprzeć – bo nie dość, że miały historię i tylko Astrid to wie, to jeszcze była cholernie atrakcyjna. A fakt, że kobieta odwzajemnia to spojrzenie sprawia, że usta Finch wyginają się w trochę głupawym uśmieszku – a trochę służącym za kamuflaż, bo przecież nie może teraz jej powiedzieć, kim jest. Bo wtedy pierwotny plan odejścia po zdawkowym pożegnaniu już nigdy nie będzie możliwy. Astrid wmawia sobie, że to jedyna opcja, z równą finezją, z jaką potrafiła wmówić coś obcej osobie. Bo Riley zgadza się na drinka, a Finch jest po prostu zbyt ciekawa, żeby próbować się z tego wycofać.

Puszcza jej rękę z pewnym zamierzonym opóźnieniem i posyła jej uśmiech, zanim nie odwraca wzroku – trochę jakby była zawstydzona, chociaż to nigdy nie jest dobre słowo do opisania Finch. Nerwowo zaciska palce na torebce, zanim nie podejmuje znowu spojrzenia Davis. — Jestem Astrid — mówi, gestem sugerując, żeby usiadły przy barze. Za chwilę rzuca jeszcze spojrzenie znajomym, którzy, jak się okazuje, skrzętnie ją obserwują i teraz unoszą kciuki w górę lub kiwają z uznaniem głowami – i dobrze, to znaczy, że nie musi nawet uciekać do łazienki i wymawiać się z grupowego spotkania. Wydaje jej się, że towarzystwo kobiety będzie wbrew wszelkiej logice bardziej kojące, niż to współczujących i wyczulonych przyjaciół. I zdaje sobie sprawę, jak źle to brzmi.
A jednak krok za krokiem wraz z kobietą podąża do stołka. Nawiązuje kontakt wzrokowy z barmanem, który kiwa głową na znak, że zaraz do niej podejdzie. — Co pijesz? — wystarczająco neutralne pytanie na start.

riley davis

poor impulse control

: wt sty 06, 2026 12:47 am
autor: riley davis
Gdyby tylko wiedziała.
Gdyby wiedziała jak dziwny, czy wręcz upiorny jest ten zbieg okoliczności - to, że wpadła właśnie na nią. Z calutkich trzech milionów osób w tym mieście, akurat na nią! Na kobietę, której nigdy nie chciała poznać, bo uważała, że to na nowo rozdrapie jej wszystkie rany - które i tak nie zdążyły się jeszcze w pełni zabliźnić - a w dodatku posypie je solą. Nie chciała widzieć jej twarzy, słyszeć jej głosu. Nie chciała nic o niej wiedzieć. Miała po prostu pewność, że nie dałaby rady usiąść w sali sądowej i patrzeć na kogoś, kto przez moment nieuwagi sprawił, że dwa życia - najważniejsze dla Davis - przestały istnieć. Dlatego na rozprawy wysyłała jedynie pełnomocnika w postaci prawnika, który przekazywał jej tylko niezbędne informacje i podsuwał papiery do podpisania. Nie obchodziło jej to czy kobieta płakała, przepraszała, a może w ogóle nie okazywała żadnej skruchy. To wszystko wydawało się jej nieistotnymi szczegółami, które i tak nic by w zaistniałej sytuacji nie zmieniły. Nie pamiętała nawet jej imienia - wypierała to wszystko z umysłu, wyrzucała jak zbędne śmieci. Ten dystans wydawał jej się zdrowy, pomagał jej w tym, by totalnie nie zwariować.

Spoglądając na nią w tamtej chwili, nie miała o niczym pojęcia. Była w wyśmienitym nastroju i nic go nie mogło popsuć, nawet ta pęknięta szybka w telefonie, o której zresztą zdążyła bardzo szybko zapomnieć. O niej pewnie też zapomni. Nieznajoma zniknie wraz z magią tego wieczoru. Wspomnienie o niej rozpryśnie się jak bańka mydlana, o poranku, gdy na miejsce alkoholowego upojenia przyjdzie kac.
Riley — odpowiedziała natychmiast, odwzajemniając uśmiech. Niewiele dotąd udało jej się wyczytać z wyrazu twarzy czy jej mowy ciała - zresztą była już lekko wcięta, prawdopodobnie za bardzo by ją analizować. Na pierwszy rzut oka wydała się Davis nieśmiała. Urocza.
Strażaczka tylko kiwnęła głową, zgadzając się, po czym zerknęła przez ramię w stronę swojego stolika. Nikt niestety nie patrzył w jej stronę, ale zakładała, że nie będą za nią mocno tęsknić.
Może być wódka z tonikiem i limonką — odezwała się po krótkiej chwili namysłu, wzruszając ramionami i zajęła miejsce na stołku obok Astrid. Od razu wskazała kciukiem na swoich znajomych, znów się do niej zwracając — Właściwie to nie jestem tu sama, ale chyba nie będą mieć nic przeciwko, jeśli mnie porwiesz.
Bardzo subtelne.
Nie odrywała wzroku od kobiety, gdy ta składała zamówienie. Zastanawiała się nad tym czy jej pierwsze wrażenie jest trafne i Astrid rzeczywiście jest taka wstydliwa, czy może nadal była po prostu spięta po ich niefortunnym zderzeniu.
Spotkanie prawie tak jak w filmach — zagadnęła nagle, jakby koniecznie chciała zapewnić ją o tym, że rzeczywiście nic się nie stało, a właściwie mogło całkiem dobrze się skończyć. To nic, że właśnie tym banalnym meet-cute zaczynały się wszystkie najgorsze komedie romantyczne - dwie niezdary wpadają na siebie, wylewają na siebie drinki, kawę albo inne płyny, no i oczywiście zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia. W ich przypadku na szczęście nikt nic nie wylał i nie zapowiadało się także na wielką miłość aż po grób. Ale na jeden wieczór? Kto wie.


astrid finch