Strona 1 z 1

family timing, as usual

: sob gru 06, 2025 10:34 am
autor: Michael Graham
# 004
Ten dzień w pracy był męczący. Łatanie jednego kryzysu za drugim pozwalało utrzymywać klarowność myśli, pozostać na jednym torze, prowadzącym ku końcowi zmiany. Tyle że poza kilkoma pierwszymi incydentami, gdzie Michael musiał wyjąć zabawkę z ucha dziecka, podać maskę tlenową spanikowanej zakupoholiczce oraz sok osłabionemu mężczyźnie (wpis w kartotece: uratowany dzięki kanapce), reszta dnia przebiegła wyjątkowo spokojnie. Granatowy scrub nawet nie został poplamiony krwią, co dla Grahama było ewidentnym dowodem na mało emocjonujący dyżur.
Wrócił zmęczony, czy raczej znużony irytującym snuciem się po korytarzach oraz tkwieniem w stanie gotowości i pierwsze co, to wziął prysznic i udał się na drzemkę. Przebudził się momentalnie na dźwięk przychodzącej wiadomości i wpół przytomnym wzrokiem odczytał zapowiedź siostry o rychłych odwiedzinach. Czy znała jego grafik i wiedziała, że będzie dziś wieczór w domu? A może postawiła na łut szczęścia? Graham przestał podważać logikę i doszukiwać się odpowiedzi w ramach własnych myśli. Poruszał się po skąpanym w półmroku domu odziany w szare, dresowe spodnie i prosty t-shirt. Ciepłe, przydymione światło rozświetlało pomieszczenia na parterze, choć trochę łagodząc pustkę na meblach. Przez ostatnią dekadę mieszkał wspólnie z żołnierzami, mając praktycznie zerowe miejsce na jakiekolwiek zbieractwo. Brakowało pamiątek, czy ozdób, a to, co zawierało się w wyposażeniu domu, zostało już krytycznie przez Michaela przetrzebione. Pozbył się wszystkiego, co wyglądało tandetnie, czy przywodziło na myśl irytujące skojarzenia, przez co dom momentami sprawiał wrażenie niezamieszkałego.
Blisko umówionego czasu rozległ się dzwonek do drzwi i Michael zatrzymał się jeszcze w przedpokoju, by upewnić się, że jasne włosy nie noszą już śladu popołudniowej drzemki.
Już myślałem, że się zgubiłaś — przywitał ją w przejściu i wpuścił do środka, tuż po przekroczeniu progu zamykając na moment w ciasnym uścisku. Pachniała mrozem, świeżością swoich perfum i czymś jeszcze, czego w pierwszej chwili nie potrafił nazwać. — Gdzie się szlajałaś? — spytał podejrzliwie, nawet jeśli nie zamierzał prawić jej żadnych morałów — a raczej, zanim zdążył ugryźć się w język. Ruby dochodziła już do trzydziestki, ale w oczach Michaela w dalszym ciągu była młodszą siostrą, wokół której należało roztoczyć opiekuńczy woal.
Czym się dzisiaj trujemy? Whisky, wino, czy może gin, jeśli nie zdążyłaś jeszcze wyplenić z siebie pompatyczności Oxfordu? — sięgnął do żartobliwego tonu, kiedy przeszli oboje do kuchni, by przygotować szkło. — Założyłem, że będziesz głodna, więc zamówiłem sushi z twojej ulubionej knajpy.
Brak umiejętności gotowania przez rodzeństwo Grahamów był dość powszechnie znany. Kiedy się spotykali, jasnym było, że żadne z nich nie będzie niczego pichcić w obawie przed puszczeniem domu z dymem.

Ruby J. Graham

family timing, as usual

: wt gru 09, 2025 10:08 pm
autor: Ruby J. Graham
Ruby musiała przyznać, że pomimo powrotu do rodzinnego miasta, wciąż przyzwyczajała się do życia w Kanadzie. Jakby na to nie spojrzeć, jedną trzecią swojego życia spędziła w Oksfordzie – tam mieszkała i prowadziła codzienne życie. Z jednej strony od lat nie była w domu, a odkąd zaczęła swoje doktoranckie studia, niemalże mieszkała w laboratorium. Nie żeby jej obecne życie wyglądało jakoś inaczej…
Wiesz, że każdy telefon ma GPS w dzisiejszych czasach? – odpowiedziała, wystawiając język, który szybko schowała. Od tygodni obiecywała, że wpadnie, jeśli uda jej się wyrwać z laboratorium, ale czas mijał i mijał, aż w końcu została zmuszona wziąć przynajmniej dzień lub dwa wolnego. Nie mając zbyt wiele do powiedzenia, zgodziła się – czuła, że inaczej zwyczajnie zmienią zamki w jej laboratorium, żeby ją zmusić do odpoczynku.
Nigdzie się nie szlajałam. Chyba że szlajaniem nazywasz to. – Wskazała na niewielką papierową torbę, w której znajdowały się dwa brownie i dwie jagodowe babeczki. Stała w kawiarni wpatrująć się w witrynę trochę za długo nie mogąć się zdecydować co wziąść. Spojrzała przelotnie na brata, kierując się za nim do środka domu. Mimo że spojrzenie było krótkie, dało Ruby dużo do przemyślenia. Mimo dzielącego ich wieku wyglądał całkiem w porządku, zmienił się od ostatniego spotkania, i to na korzyść. Jej umysł zaczął podsuwać myśli, że powinna częściej odzywać się do rodzeństwa, że powinna to… powinna tamto… Gdy w końcu się zatrzymali, przełączyła się z powrotem w tryb słuchania.
Och… wino może być. A Oksford zostaw w spokoju! Mojej kolekcji herbat i miłości do nich nigdy mi nie odbierzesz! – odpowiedziała żartobliwie. Wiedziała, że Michael nie miał nic złego na myśli – oboje zwyczajnie próbowali odnowić rodzinne więzi, szczególnie teraz, gdy wszyscy spotkali się na tych samych starych śmieciach.
Założyłeś słusznie. – rzuciła szybko, a jej wzrok powędrował do sushi. – Moja dusza należy do nauki… ale również do sushi. – dodała poważnym tonem, wcale nie żartując. – Ach! Zanim znowu zapomnę – ta papierowa torba ma coś słodkiego, idealnego po sushi. – zakończyła, zdejmując skórzaną kurtkę i buty. Ruby nie lubiła się jakoś specjalnie wystrajać – na co dzień chodziła w ciemnych jeansach, T-shircie i płaszczu laboratoryjnym. To nie oznaczało, że jej poczucie stylu nie istniało – istniało, tylko… ona wolała je ignorować.
Usiadła przy stoliku i czekała na brata. Gdy do niej dołączył, wzięła pierwszy kęs sushi. – Co się stało pomiędzy wami? – zaczęła. – Znaczy, tobą a Danielle? Nie chciałam pytać na odległość, więc pytam teraz. Nie musisz wyksztuszać z siebie eseju. – powiedziała na jednym oddechu, po czym sięgnęła po salmon nigiri, które niemalże z prędkością światła wylądowało w jej ustach. Domyślała się, że temat, który właśnie poruszyła, nie był najlżejszego kalibru, ale była ciekawa. Lubiła Danielle i uważała, że razem z Michaelem pasowali do siebie. W przeciwieństwie do niej, znaleźli siebie i wyglądało, że jest dobrze pomiędzy nimi. Naprawdę powinna więcej rozmawiać z bratem, a nie tylko siedzieć w laboratorium. Kolejna myśl, jaka wpadła jej do głowy, była cichą nadzieją, że w lodówce brata znajduje się więcej sushi.

Michael Graham

family timing, as usual

: czw gru 11, 2025 2:53 pm
autor: Michael Graham
Czy ty sugerujesz, że mam cię śledzić? Nie masz dziesięciu lat, bym sprawdzał każdy twój krok — prychnął na odczepne, bo w istocie nawet nie wpadł na pomysł, by otwierać aplikację i śledzić każdy krok młodszej siostry. W żadnym wypadku jej nie ganił, zdawał sobie sprawę z jej ciasnego grafiku i tak już przepełnionego mnogością zadań, więc kiedy zapowiedziała przybycie, nie pilnował szczególnie zegarka.
Przygarnął papierową torbę i zajrzał do jej wnętrza, uśmiechając się kącikiem ust.
No dobrze, jesteś rozgrzeszona — przyznał z teatralnym westchnieniem, przechodząc do kuchni. — Życie byłoby niepełne bez deseru — przytaknął, choć nie był typem, który opychał się słodkościami, niemniej czekolada w brownie kusiła przyjemnym zapachem.
Herbatę jestem w stanie zrozumieć, ale gin, to jakaś abominacja. — Pokręcił głową, choć w sumie to nie tak, że pałał pogardą do tego trunku. Rzadko sięgał po alkohol, najchętniej w towarzystwie, bo samemu, to dość smutny, żałosny widok, z którym wolał się nie utożsamiać. Wyjął z szafki dwa kieliszki i upewnił się jeszcze, który rodzaj wina siostra preferuje. Do dyspozycji było pół barku, białe, czerwone, wytrawne i słodkie, a także zakupiona specjalnie pod sushi choya.
Oh nieźle, widzę, że nie próżnujesz — stwierdził, ściągając mocno jasne brwi. — Czy ktoś ci mówił, że delikatność nie jest twoją mocną stroną? — Zasiadł przy stole, czując, jak całe ciało się machinalnie spina. — Po prostu się rozeszliśmy. Nie łączą nas żadne uczucia, plany na życie też mamy różne, to zwyczajna kolej losu, że ludzie schodzą się i rozchodzą. — Nie wmawiał jej żadnych kłamstw, a częstował półprawdą. Miłość nigdy ich ze sobą nie wiązała, to była czysta umowa partnerska, mająca przynieść obu stronom konkretne korzyści. Danielle udało się zdobyć obywatelstwo, ich historyjka o wspólnym życiu zdała egzamin, pozwolili wierzyć całemu światu, że to prawda. John i Dorothy także byli zadowoleni, mając poczucie, że ich syn jest na dobrej drodze ku byciu porządnym obywatelem, jak i przyszłym ojcem. Święty spokój trwał przez kilka lat, lecz nie było sensu nadal tego ciągnąć, kiedy Graham wrócił do kraju bez planu kolejnego wyjazdu. — Nadal się przyjaźnimy — to kolejna prawda, której nie zamierzał jej odmówić, jednocześnie miał poczucie, że w jakiś sposób pocieszy Ruby. — Nie będzie więc zrywania kontaktu, czy unikania, udawania, że tak naprawdę się nie znamy. — Zauważył, że siostra zdążyła się z Danielle zaprzyjaźnić. Były sobie bliskie, lecz Michael nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo. Czy rozmawiały już ze sobą o tym, dlaczego małżeństwo Grahamów się zakończyło? Czy Danny zamierzała mówić wszystkim otwarcie o prawdziwych powodach? Michael nie czuł się z tym komfortowo, bynajmniej teraz, kiedy nie zdążył się jeszcze oswoić. Miał inne sprawy na głowie, przekreśloną przyszłość w wojsku, świeżo zagojoną ranę na ramieniu i współpracowniczkę w szpitalu, z którą nie miał pewności, czy nie pójdzie jeszcze na noże. Uświadamianie rodziny, że okłamywał ich w tak istotnej w życiu kwestii, nie leżało na szczycie priorytetów.
Czy mam zamówić więcej? — spytał, wskazując brodą na tackę z rolkami sushi. Sam dopiero sięgał po pierwszy kawałek, ale Ruby sprawiała wrażenie, jakby nie jadła od tygodnia.

Ruby J. Graham

family timing, as usual

: ndz gru 14, 2025 2:10 pm
autor: Ruby J. Graham
Ja niczego nie sugeruję, jedynie zaznaczam, że jeśli kiedykolwiek czy gdziekolwiek bym się zgubiła, mogę użyć GPS w telefonie – rzuciła w odpowiedzi do brata. Oczywiście, że nie miała zamiaru, by ją śledził; jeszcze tego by brakowało, żeby chodził za nią krok w krok. W sumie byłoby to nawet zabawne, gdyby nie było tak bardzo uciążliwe… prawdopodobnie dla nich obojga. Widząc reakcję na zawartość torebki, na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech dumy. Co jak co, ale zawsze była zadowolona ze swoich wyborów – nie miało znaczenia jakich: czy to zawodowych, życiowych, czy takich, w których brat aprobował wybór smakołyków.
Nie przepadam za ginem, szczególnie smakowym więc w TYM cię rozumiem. Jak dodasz do niego cokolwiek innego niż colę, smakuje okropnie, ale zwykły gin z tonikiem przejdzie. Choć to nie jest coś, co wybrałabym w pierwszej kolejności – dodała, stając w obronie ginu, nie jakoś specjalnie, ale tak wyszło. Będąc w UK, czasami zdarzało jej się wypić jeden czy dwa, szczególnie w młodzieńczych latach, gdy dopiero zaczynała tam studiować. Później już jej przeszło i nie brała wszystkiego, co wpadło jej w ręce, tylko dlatego, że miało alkohol.
Gdy zadała pytanie odnośnie Danielle, zdawała sobie sprawę, że prawdopodobnie powinna być delikatniejsza, jednak Ruby będąc Ruby nigdy nie grzeszyła tą zdolnością w konwersacjach. Pamięta, że odkąd zaczęła składać zdania i myśleć za siebie, była właśnie taka… dosłowna. Co myślała, wychodziło prosto z jej ust, bez żadnego filtru. Co prawda starała się uważać w niektórych sytuacjach lub – gdy wiedziała, że nie będzie w stanie się powstrzymać, kiedy otworzy usta – trzymała je zamknięte na klucz i siedziała cicho. Czasami jej opinie nie były warte zaczynania wojny, a była bardziej niż zdolna do tego.
Skoro tak uważasz – mruknęła, słysząc jego odpowiedź, która nijak ją satysfakcjonowała. Wydawała się wyćwiczona i Ruby czuła, że coś w tej układance nie pasowało. Może gdyby była tu dłużej, byłaby w stanie ocenić sytuację o wiele lepiej niż na podstawie tego, co miała obecnie. W niemal całym okresie trwania małżeństwa Michaela Ruby pociła się nad swoim PhD w laboratorium pół świata dalej. – To dobrze, bo bardzo przepadam za Danielle i chyba bym ci nie darowała, gdyby nagle zniknęła. Co mi przypomina, muszę do niej później zadzwonić! – dodała, kończąc temat. Nie chciała i nie zamierzała już wałkować brata w tej kwestii; wątpiła, czy cokolwiek innego z niego wyciągnie, a nie lubiła, gdy ludzie się powtarzali bez sensu. Nic bardziej i szybciej nie powodowało jej wewnętrznej złości niż bezsensowne powtórki.
YES PLEASEEEE! – zawołała wesoło z ustami pełnymi sushi. Dla niej było to najlepsze, co istniało na świecie, i pewnie tak było. Ruby żyła w dużej mierze na krakersach, małych paczkach chrupek i energetykach, które spożywała w zdecydowanie zbyt dużej ilości – i była tego boleśnie świadoma. Szczególnie podczas pobytu w Oxfordzie. Teraz minimalnie ograniczyła ilość, choć i tak było to o wiele więcej, niż powinna. Takie nawyki ciężko naprawić, a co dopiero zniwelować, szczególnie przy jej godzinach pracy i tym, ile czasu spędza w laboratorium czy bibliotece. Jej mieszkanie bardziej przypominało wygórowany hotel niż miejsce, w którym człowiek przebywa większość czasu. Co innego dom Michaela, który wydawał się jej całkiem gościnny i taki… domowy. Pomimo pracy w szpitalu i pewnie podobnych godzin pracy, Michael zdawał się bywać w domu częściej niż ona sama – ale mogła się mylić, oczywiście.
Tak w ogóle… to opowiadaj o sobie, cokolwiek. Uzupełnij moje dane – co się działo, jak mnie nie było – rzuciła, siadając wygodniej i chwytając czerwoną butelkę wina. – Otworzysz? – dodała, rzucając bratu „puppy face” i wyciągając butelkę do niego po pomoc.

Michael Graham

family timing, as usual

: czw gru 25, 2025 12:20 pm
autor: Michael Graham
Dobra, dobra — zaśmiał się, machnąwszy lekceważąco ręką. Nie zamierzał wdawać się w dyskusję zahaczającą o jego zboczenie zawodowe, czyli zaznaczenie, jak bardzo nieodpowiedzialne jest poleganie wyłącznie na GPSach telefonicznych, które w każdym momencie można wyłączyć, bądź wprowadzić w błąd. Istniało niskie — ale nigdy zerowe! — prawdopodobieństwo, że coś takiego stanie się w Toronto, więc teoretyczne rozważania wolał zostawić na inny czas. — Wierzę, że dasz sobie radę, tylko następnym razem daj znać, jeśli masz złapać poślizg. — Nie żeby był mocno teraz zajęty i wymagał precyzyjnych aktualizacji, ale lepiej zaznaczyć prośbę na przyszłość, niż później pluć sobie w brodę z niedopilnowania szczegółów komunikacji.
Na studiach popularny był gin z energetykiem. Oba równie obrzydliwe, ale to nie sytuacja, w której dwa minusy dają plus — mruknął, przypominając sobie studenckie sposoby na jednoczesne pijaństwo i przebalowanie całej nocy bez sięgania po kreskę. Za wykryty na teście trzeźwości alkohol nie wyrzucali z uczelni, ale wszelkie inne narkotyczne dopalacze mogły przekreślić świetlaną przyszłość.
Wychwycił niezadowolenie siostry, wątpliwość, która wykwitła na jej twarzy, kiedy poczęstował ją gładką formułką o rozwodzie. Ruby należała do bystrych osób, lubiących drążyć, kiedy coś jej się nie spodoba, ale nie naciskała. Bynajmniej słowami, bo sugestywne spojrzenie zdradzało jawny niedosyt. Oczywiście, że należała jej się prawda, tak jak reszcie świata, któremu wmawiał dotąd, że był w Danielle zakochany. To piękna kobieta, zdecydowanie trafiająca w jego gust, ale nie mógł zmieniać początkowego założenia ich relacji tylko dlatego, że mu się spodobała. Poza tym ona i tak wolała kobiety, nic by z tego nie wyszło. Graham westchnął ciężko, bijąc się z myślami.
Wiesz Rubs… — zaczął powoli, szukając odpowiednich słów. Zawiesił pałeczki nad zestawem sushi, jakby zastanawiał się, który kawałek wziąć, jednak jedzenie zeszło na dalszy plan. — Między mną a Danny nigdy nie było typowych dla małżeństwa uczuć. Mało czasu spędzaliśmy razem, zbyt mało, by to miało jakąś przyszłość. Rozmijaliśmy się dosłownie we wszystkim. — To nie do końca było prawdą, bo przecież mieli kilka elementów wspólnych, poza jasnym celem utrzymania pozorów udanego związku przez minimalnie wymagany w urzędach czas. — To, co utrzymywaliśmy przez ten cały czas było po prostu wygodne. — Wzruszył ramionami, odkładając finalnie pałeczki i sięgając po telefon, żeby zamówić dodatkową porcję jedzenia. Przezornie wziął od razu więcej, najwyżej odda wszystko Ruby, coby zabrała ze sobą na wynos. U niego w lodówce i tak pewnie padłoby w ciągu kilku dni, kiedy to zapomniałby o jego istnieniu, co zmusiłoby go do generalnych porządków. Szeroki uśmiech młodszej siostry sprawiał, że sam mimowolnie podchwytywał dobry humor.
Kiedy cię nie było? Masz na myśli to, co robiłem w wojsku, czy już tutaj? — spytał, przyjmując butelkę i zabierając się za jej otwarcie. — Wróciłem do Kanady jakiś rok temu. Spędziłem trochę czasu w szpitalu, później na fizjoterapii — nawiązywał do wypadku, który stanowił oficjalny powód powrotu Michaela do kraju. Mało kto dopytywał o szczegóły, słysząc, że późniejsze problemy w dogadaniu się z przełożonym poskutkowały dyscyplinarką. Bali się, wycofywali, nie chcieli drążyć przez tą swoją kanadyjską uprzejmość, a Graham był im wdzięczny. To nie pierwszy raz, kiedy dał się ponieść buntowniczej naturze, ale pierwszy, który okazał się tak fatalny w skutkach. — Wygłosiłem kilka przemówień i prelekcji, na które wcisnął mnie ojciec. Łagodzenie wizerunku i takie tam. — Rozgległ się charakterystyczny dźwięk wyskakującego korka i już po chwili przed młodą kobietą pojawił się kieliszek z winem. — Kupiłem dom i udaję, że się w nim doskonale odnajduję. — Uśmiechnął się krzywo, wskazując niedbale głową na otaczającą ich przestrzeń. Choć Ruby mogła odnieść wrażenie, że budynek z numerem dwadzieścia trzy był przytulny i miał domowy klimat, tak wszystkie ozdoby były pozostałością po poprzednich właścicielach. Michael powyrzucał elementy, które absolutnie do niego nie pasowały, bądź godziły boleśnie w poczucie estetyki, lecz zostawił resztę, bo inaczej musiałby pozbyć się wszystkiego i zostać w pustych czterech ścianach. Jedyne osobiste przedmioty można było znaleźć w salonie, gdzie wisiało kilka rodzinnych zdjęć, i w sypialni, gdzie trzymał ubrania, a także w kuchni, gdzie znajdował się jego ulubiony kubek. — Drugi miesiąc robię w szpitalu Mount Sinai i póki co mam cierpliwość, by nie rzucić wszystkiego w cholerę, ale pacjenci i reszta kadry wytrwale mnie testuje — uśmiechnął się jeszcze szerzej, przysuwając do siebie kieliszek. Na myśl od razu przyszła Iris z tą swoją butną postawą, wyjawioną tajemnicą i złością, jaka od niej zabiła, gdy choć trochę się przed nią odsłonił. Nie, szczerość nie zawsze popłaca. — A jak u ciebie? — odbił piłeczkę, chcąc dowiedzieć się czegoś nowego o siostrze. — Jak ci się podoba na uniwerku?

Ruby J. Graham

family timing, as usual

: śr sty 07, 2026 4:38 am
autor: Ruby J. Graham
Ruby uśmiechnęła się, kiedy brat podał jej kieliszek wina, ale w środku czuła dziwną ciszę. „Wygodne małżeństwo” powtarzała w myślach, jakby chciała zrozumieć, co kryło się za tym słowem. Wygodne… dla kogo? Dla niego? Dla niej? Czy naprawdę przez te wszystkie lata chodziło tylko o pozory? Nie naciskała. Nie teraz, wiedziała że prawdopodobnie powinna już zostawić temat choć jego odpowiedź sprawiła że miała jeszcze więcej pytań niż chwilę wcześniej. – Twoja odpowiedź jeszcze bardziej mnie zamotała..- wydusiła z siebie po chwili ciszy starając się jakoś ułożyć puzzle które przekazał jej Michael, w dalszym ciągu brakowało jej zbyt wielu kawałków żeby mogła zobaczyć co tu się działo. Najwyżej wrócą do tematu kiedy indziej.
Oparła się wygodnie na kanapie, obserwując brata, który zamawiał dodatkowe sushi. Typowy Michael, zawsze przewidujący, zawsze dbający o to, żeby nikomu niczego nie zabrakło. Ruby poczuła ciepło w sercu. Choć widywali się rzadko, zawsze miała wrażenie, że między nimi nic się nie zmieniało. Mogła zniknąć na lata, a i tak rozmowa toczyła się tak naturalnie, jakby widzieli się wczoraj. To było dziwne uczucie, jakby czas się zatrzymał, choć jej życie w Oxfordzie pędziło jak szalone. – Mam na myśli ogólnie, twoje życie odkąd wyjechałam na studia licenjackie. Wiem że to wiele lat do podsumowania, gdzie ja siedziałam w jednym miejscu ty i Reece byliście w wielu. Mam wrażenie że to nas oddaliło od siebie jeszcze bardziej..-wyjaśniła zaczynając się trochę wiercić już na kanapie. – Dobrze że przynajmniej mamy ogarniętego doktora w rodzinie! Mam nadzieję że praca będzie ci służyć, jeśli nie to to inny szpital. Wierzę w ciebie! – podsumowała gdy brat dał jej krótki spis swojego życia. Wydawało się że Michael nie miał najłatwiejszego życia ani kariery jak się wcześniej mogło jej zdawać z ich krótkich rozmów telefonicznych. Teraz wszyscy byli w jednym miejscu i to było najważniejsze.
Kiedy ją zapytał, jak jej się podoba na uniwersytecie, Ruby odchyliła głowę i westchnęła teatralnie, ale w środku poczuła ukłucie. Oxford… miejsce, które miało być spełnieniem marzeń, a stało się czymś w rodzaju klatki. Uwielbiała swoją pracę, naprawdę. Badania były jej pasją, jej sensem. Ale czasami zastanawiała się, czy cena nie była zbyt wysoka. Spędzała długie godziny w laboratorium, czasem całe noce, pochłonięta analizą wyników i pisaniem kolejnych rozdziałów. „Czy to w ogóle jest warte świeczki?” pytała siebie nieraz, kiedy o trzeciej nad ranem siedziała nad mikroskopem, z kubkiem zimnej kawy w dłoni. Wtedy w laboratorium panowała cisza, przerywana tylko brzęczeniem urządzeń. Cisza, która czasem była jej sprzymierzeńcem, a czasem wrogiem, przypominającym, jak bardzo jest sama.
Jej życie w Oxfordzie było dalekie od ideału. Mieszkanie przypominało bardziej hotel niż dom,sterylne, pozbawione osobistych akcentów. „Nie mam czasu na dekoracje” tłumaczyła sobie, choć wiedziała, że to wymówka. Prawda była taka, że całe jej życie kręciło się wokół pracy. Dieta? Katastrofa. Krakersy, chipsy, małe paczki chrupek i energetyki...to był jej codzienny zestaw. Ruby wiedziała, że to niezdrowe, ale trudno było jej zmienić nawyki, kiedy każda minuta była na wagę złota. „Jeszcze jeden rozdział, jeszcze jedna analiza, a potem coś zjem” mówiła sobie, ale kończyło się na tym, że sięgała po kolejną puszkę napoju i paczkę słonych przekąsek. Nawet teraz, siedząc w przytulnym domu Michaela, czuła w sobie echo tamtych nawyków, szybkie, nerwowe ruchy, jakby wciąż była w biegu.
Najgorsza była izolacja. Ruby nie była introwertyczką, ale Oxford ją zmienił. Na początku próbowała, wychodziła na spotkania, poznawała ludzi. Ale szybko zrozumiała, że jej rytm życia nie pasuje do nikogo. „Nie mogę iść na kolację, mam analizę do skończenia.” „Nie mogę wyjść na drinka, muszę poprawić rozdział.” Z czasem przestała tłumaczyć. Przestała odbierać telefony. Przyjaciele znikali jeden po drugim, a ona nawet nie miała siły ich zatrzymać. Zostały tylko krótkie wiadomości na Messengerze, na które odpowiadała zdawkowo, z poczuciem winy. Czasem, kiedy wracała do pustego mieszkania, czuła się jak cień samej siebie. W ciszy, zdejmując płaszcz i rzucając go na krzesło. Włączała laptop, zamiast telewizora, i znowu zanurzała się w danych. Nawet jej sen był pełen formuł i wykresów.
A jednak, mimo zmęczenia, mimo samotności, nie potrafiła przestać. Bo każda mała odpowiedź, każdy wynik, który potwierdzał hipotezę, był jak nagroda. Jak dowód, że warto. Ambicja była jej paliwem, tym samym, które nieraz doprowadzało ją do granic wytrzymałości. W głębi duszy wiedziała, że nie potrafiłaby żyć inaczej niż na pełnych obrotach.
Teraz, siedząc w domu Michaela, czuła kontrast tak wyraźny, że aż bolał. Tu było ciepło, spokojnie, bez presji. Mogła mówić o wszystkim, o badaniach, o życiu w Anglii, o tym, jak trudno jest znaleźć czas na cokolwiek poza pracą. Mogła też milczeć, a i tak czuła się dobrze. Ruby wiedziała, że przed nią jeszcze długa droga, ale teraz, z kieliszkiem wina w dłoni i bratem obok, miała wrażenie, że wszystko jest możliwe. Może właśnie dlatego tak bardzo potrzebowała tego spotkania, żeby przypomnieć sobie, że poza wykresami i analizami istnieje świat, w którym ktoś ją rozumie. – Uniwesystet jest w porządku, dobre laboratorium, dobrze wyposarzone.. – powiedziała próbując podsumować wszystko w kilka słów, z czym ewidentnie sobie nie radziła. – Miewam kilka problemów z innymi laborantami ale wydaje mi się że podchodzi to bardziej pod fakt że oni nadal męczą się z osiągnięciem doktoratu a ja już go mam. – dodała drapiąc się po czubku głowy jakby to miało dodać jej słów wagi i wiarygodności. – Szczerze...wszystko jest dosyć podobne, jeśli pominiemy zwroty językowe, nawyki do napojów, jedzenia i zachowania..i temperatury w otoczeniu. – na koniec westchnęła głośno i zatopiła usta w winie. Była to jej opcja chowania głowy w piasek. Nie wiedziała jak inaczej ma to ująć, wszystko to co czuła i co siedziało w jej głowie, wszystko to co było typowo analityczne na bardziej ludzkie słownictwo bez brzmienia jak nadęty paw.


Michael Graham

family timing, as usual

: ndz sty 18, 2026 8:21 am
autor: Michael Graham
Uśmiechnął się tylko wymownie, nie czując się gotowym na tę rozmowę. Dzień w pracy był ciężki, a drzemka zbyt krótka, aby funkcjonować teraz na najwyższych obrotach. Uświadamianie siostry i mierzenie się z ostrzałem pytań musiało zostać przeniesiony na inny czas.
Zamówiwszy dodatkowe porcje jedzenia, spojrzał na Ruby z ukosa i pozwolił sobie na lekki uśmiech. Chciała zwykłej, neutralnej pogawędki, nadrobić stracony czas, który umknął im gdzieś między palcami przez te wszystkie lata. Cóż miał jej powiedzieć? O poczuciu straty i potrzebie ucieczki, kiedy Zee postawiła go przed faktem swojego odejścia i zakończenia związku, z którym wiązał nadzieje na dłużej? O byciu cynicznym gburem i paleniu mostów za każdym, kto się z nim nie zgadzał? A może o kłótni z byłym już przełożonym o ignorowaniu poleceń, ryzykowaniu własnego życia i tęsknocie za kobietą, która miała nigdy nie być jego? Za bardzo to wszystko pogmatwane, zbyt niewygodne, by ot tak się przyznawać przed kimś bliskim do popełnionych błędów i porażek.
Nie sądzę, by twój wyjazd był tego powodem — odparł szczerze po krótkiej chwili zastanowienia. — Wszyscy jesteśmy temu trochę winni. — Wolał to zrzucić na każdego po trochu, zamiast brać całość na siebie; na fakt, że wybrał wojsko pełen świadomości, że podczas misji zabronione jest korzystanie w telefonów komórkowych, że kontakt z rodziną jest ograniczony i sporadyczny ze względu na ryzyko przejęcia linii i ustalenia pozycji całej jednostki. — To jeszcze nie koniec świata, skoro nadal potrafimy spojrzeć sobie w oczy i normalnie porozmawiać. — Albo względnie normalnie, jeśli rzeczywiście wziąć pod uwagę celowość w pomijaniu niektórych tematów.
Zasłuchał się w opowieści siostry, próbując wyobrazić sobie przestrzenie tutejszego uniwersytetu i ich laboratoria. Oszczędne słowa sprawiały, że Michael nabierał wątpliwości co do poziomu zadowolenia Ruby, ale uznał, że nie będzie drążyć, nim sama nie zdecyduje się otworzyć, lub póki nie otworzą drugiej butelki wina.
Czyli to trochę wyścig szczurów, w którym reszta uważa cię za konkurencję, którą już nie jesteś? — Bo jak inaczej określić tę resztę złośliwych laborantów, czekających na moment, by rzucić kłodę pod nogi? Sam musiał się niegdyś mierzyć z takimi ludźmi, nim nie zostawił ich daleko w tyle swoją ambicją i dążeniem do celu bez oglądania się na złośliwców. — Temperatury? Czyżby trwała ciągła walka o klimatyzację? — Wzniósł kącik ust, słysząc historie o ludziach, którzy uparcie przeklikiwali ustawienia podobnych maszyn, działając na nerwy swoim współpracownikom. W karierze Michaela raczej trudno szukać warunków temperaturowych, które zawsze spisywały się na medal. Szpitalne sale powinny utrzymywać stabilny, umiarkowany poziom, jednak podczas misji, chociażby na Bliskim Wschodzie, prąd w ich bazie był na wagę złota i wszelkie przeciąganie struny nie wchodziło w grę. Na pierwszym miejscu stawiano przeżycie, dopiero później komfort.
Poznałaś kogoś? — spytał nagle lekko i niezobowiązująco, by zaraz ściągnąć brwi. — Wybacz, nie musisz odpowiadać — machnął od razu lekceważąco ręką, bo przecież sam przed momentem zacinał się i szukał obejść, kiedy miał w paru słowach opowiedzieć o swoim związku i jego rozpadzie. — Nie chcę być, jak Dorothy, ona pewnie częściej cię magluje. — Czyli dokładnie tak, jak to ich kochana matka miała w zwyczaju. — Mnie ostatnio uparcie drążyła dziurę w brzuchu, bym umówił się z jej weterynarz. Wcześniej dzwoniła, zarzekając się, że jestem jej niezbędny, że któryś z jej psów się gorzej czuje, ale kiedy dotarłem na miejsce i usłyszałem spokojny głos Elise, zrozumiałem, że znów mnie nabrała. — Kącikowy uśmiech zniknął za kieliszkiem, kiedy Michael uniósł go, by wychylić kilka łyków cierpkiego trunku. Elis okazała się sympatyczną kobietą, także spędzającą długie godziny w pracy, zakochanej w tym, co robi, jednak sceptycznie nastawiony do podobnych relacji Mike, nie widział w tym przyszłości. — Przyznaję, że sądziłem, że skoro ma teraz te swoje psy, to trochę spuści z tonu, ale to raczej marzenie ściętej głowy — mruknął bez większego przekonania, bo w istocie pani Graham postawiła sobie za punkt honoru jak najszybsze zdobycie wnuków i nie zamierzała na nie cierpliwie czekać, tylko wziąć sprawy w swoje ręce.

Ruby J. Graham