Ruby uśmiechnęła się, kiedy brat podał jej kieliszek wina, ale w środku czuła dziwną ciszę. „Wygodne małżeństwo” powtarzała w myślach, jakby chciała zrozumieć, co kryło się za tym słowem. Wygodne… dla kogo? Dla niego? Dla niej? Czy naprawdę przez te wszystkie lata chodziło tylko o pozory? Nie naciskała. Nie teraz, wiedziała że prawdopodobnie powinna już zostawić temat choć jego odpowiedź sprawiła że miała jeszcze więcej pytań niż chwilę wcześniej. –
Twoja odpowiedź jeszcze bardziej mnie zamotała..- wydusiła z siebie po chwili ciszy starając się jakoś ułożyć puzzle które przekazał jej Michael, w dalszym ciągu brakowało jej zbyt wielu kawałków żeby mogła zobaczyć co tu się działo. Najwyżej wrócą do tematu kiedy indziej.
Oparła się wygodnie na kanapie, obserwując brata, który zamawiał dodatkowe sushi. Typowy Michael, zawsze przewidujący, zawsze dbający o to, żeby nikomu niczego nie zabrakło. Ruby poczuła ciepło w sercu. Choć widywali się rzadko, zawsze miała wrażenie, że między nimi nic się nie zmieniało. Mogła zniknąć na lata, a i tak rozmowa toczyła się tak naturalnie, jakby widzieli się wczoraj. To było dziwne uczucie, jakby czas się zatrzymał, choć jej życie w Oxfordzie pędziło jak szalone. –
Mam na myśli ogólnie, twoje życie odkąd wyjechałam na studia licenjackie. Wiem że to wiele lat do podsumowania, gdzie ja siedziałam w jednym miejscu ty i Reece byliście w wielu. Mam wrażenie że to nas oddaliło od siebie jeszcze bardziej..-wyjaśniła zaczynając się trochę wiercić już na kanapie. –
Dobrze że przynajmniej mamy ogarniętego doktora w rodzinie! Mam nadzieję że praca będzie ci służyć, jeśli nie to to inny szpital. Wierzę w ciebie! – podsumowała gdy brat dał jej krótki spis swojego życia. Wydawało się że Michael nie miał najłatwiejszego życia ani kariery jak się wcześniej mogło jej zdawać z ich krótkich rozmów telefonicznych. Teraz wszyscy byli w jednym miejscu i to było najważniejsze.
Kiedy ją zapytał, jak jej się podoba na uniwersytecie, Ruby odchyliła głowę i westchnęła teatralnie, ale w środku poczuła ukłucie. Oxford… miejsce, które miało być spełnieniem marzeń, a stało się czymś w rodzaju klatki. Uwielbiała swoją pracę, naprawdę. Badania były jej pasją, jej sensem. Ale czasami zastanawiała się, czy cena nie była zbyt wysoka. Spędzała długie godziny w laboratorium, czasem całe noce, pochłonięta analizą wyników i pisaniem kolejnych rozdziałów. „
Czy to w ogóle jest warte świeczki?” pytała siebie nieraz, kiedy o trzeciej nad ranem siedziała nad mikroskopem, z kubkiem zimnej kawy w dłoni. Wtedy w laboratorium panowała cisza, przerywana tylko brzęczeniem urządzeń. Cisza, która czasem była jej sprzymierzeńcem, a czasem wrogiem, przypominającym, jak bardzo jest sama.
Jej życie w Oxfordzie było dalekie od ideału. Mieszkanie przypominało bardziej hotel niż dom,sterylne, pozbawione osobistych akcentów. „Nie mam czasu na dekoracje” tłumaczyła sobie, choć wiedziała, że to wymówka. Prawda była taka, że całe jej życie kręciło się wokół pracy. Dieta? Katastrofa. Krakersy, chipsy, małe paczki chrupek i energetyki...to był jej codzienny zestaw. Ruby wiedziała, że to niezdrowe, ale trudno było jej zmienić nawyki, kiedy każda minuta była na wagę złota.
„Jeszcze jeden rozdział, jeszcze jedna analiza, a potem coś zjem” mówiła sobie, ale kończyło się na tym, że sięgała po kolejną puszkę napoju i paczkę słonych przekąsek. Nawet teraz, siedząc w przytulnym domu Michaela, czuła w sobie echo tamtych nawyków, szybkie, nerwowe ruchy, jakby wciąż była w biegu.
Najgorsza była izolacja. Ruby nie była introwertyczką, ale Oxford ją zmienił. Na początku próbowała, wychodziła na spotkania, poznawała ludzi. Ale szybko zrozumiała, że jej rytm życia nie pasuje do nikogo. „
Nie mogę iść na kolację, mam analizę do skończenia.” „Nie mogę wyjść na drinka, muszę poprawić rozdział.” Z czasem przestała tłumaczyć. Przestała odbierać telefony. Przyjaciele znikali jeden po drugim, a ona nawet nie miała siły ich zatrzymać. Zostały tylko krótkie wiadomości na Messengerze, na które odpowiadała zdawkowo, z poczuciem winy. Czasem, kiedy wracała do pustego mieszkania, czuła się jak cień samej siebie. W ciszy, zdejmując płaszcz i rzucając go na krzesło. Włączała laptop, zamiast telewizora, i znowu zanurzała się w danych. Nawet jej sen był pełen formuł i wykresów.
A jednak, mimo zmęczenia, mimo samotności, nie potrafiła przestać. Bo każda mała odpowiedź, każdy wynik, który potwierdzał hipotezę, był jak nagroda. Jak dowód, że warto. Ambicja była jej paliwem, tym samym, które nieraz doprowadzało ją do granic wytrzymałości. W głębi duszy wiedziała, że nie potrafiłaby żyć inaczej niż na pełnych obrotach.
Teraz, siedząc w domu Michaela, czuła kontrast tak wyraźny, że aż bolał. Tu było ciepło, spokojnie, bez presji. Mogła mówić o wszystkim, o badaniach, o życiu w Anglii, o tym, jak trudno jest znaleźć czas na cokolwiek poza pracą. Mogła też milczeć, a i tak czuła się dobrze. Ruby wiedziała, że przed nią jeszcze długa droga, ale teraz, z kieliszkiem wina w dłoni i bratem obok, miała wrażenie, że wszystko jest możliwe. Może właśnie dlatego tak bardzo potrzebowała tego spotkania, żeby przypomnieć sobie, że poza wykresami i analizami istnieje świat, w którym ktoś ją rozumie. –
Uniwesystet jest w porządku, dobre laboratorium, dobrze wyposarzone.. – powiedziała próbując podsumować wszystko w kilka słów, z czym ewidentnie sobie nie radziła. –
Miewam kilka problemów z innymi laborantami ale wydaje mi się że podchodzi to bardziej pod fakt że oni nadal męczą się z osiągnięciem doktoratu a ja już go mam. – dodała drapiąc się po czubku głowy jakby to miało dodać jej słów wagi i wiarygodności. –
Szczerze...wszystko jest dosyć podobne, jeśli pominiemy zwroty językowe, nawyki do napojów, jedzenia i zachowania..i temperatury w otoczeniu. – na koniec westchnęła głośno i zatopiła usta w winie. Była to jej opcja chowania głowy w piasek. Nie wiedziała jak inaczej ma to ująć, wszystko to co czuła i co siedziało w jej głowie, wszystko to co było typowo analityczne na bardziej ludzkie słownictwo bez brzmienia jak nadęty paw.
Michael Graham