Strona 1 z 1

#2 holly jolly christmas

: pn gru 08, 2025 8:46 pm
autor: Camellia Stones
Święta Bożego Narodzenia były dla niej szczęśliwym czasem, owianym niewielką nostalgią za domem. Mimo że już przez większość swojego życia mieszkała w Kanadzie, tak rodzina Stones celebrowała swoje litewskie tradycje — przede wszystkim, zasiadali do wigilijnej kolacji już dwudziestego czwartego grudnia, próbowali dwunastu potraw i prowadzili normalne dialogi, mimo że ich relacje rodzinne potrafiły być naprawdę… różne. Oprócz tego, cała otoczka tego grudniowego czasu sprawiała, że Camellia przeistaczała się w świątecznego potwora, obwieszającego lampkami każdy możliwy kąt swojego domu. Była jak te amerykańskie matki, które już po święcie dziękczynienia (a niektóre nawet i po Halloween), od razu wyskakiwały z wszystkim ozdobami, nie tracąc ani jednego dnia. Pierwszy grudnia był idealnym do tego dniem; w końcu ozdoby miały cieszyć oko przez cały przedświąteczny czas. A skoro klimat został już odpowiednio zbudowany, to można było przejść do kolejnych, świątecznych czynności.
Robienie pierników samemu nigdy nie przynosi takiej frajdy, jak zabranie się za to we dwójkę lub większą grupą. Od razu pomyślała o zaproszeniu do siebie Connora, bo to w końcu był pierwszy raz od dawna, kiedy wspólnie wykonywali te wszystkie świąteczne interakcję. Przygotowała wcześniej ciasto, ze starego, rodzinnego przepisu, bo według niego, ciasto musiało chwilę odleżakować w lodówce. Był to również wyznacznik tego, kiedy musieli umówić się na pierniczenie. Przygotowała cały warsztat wykrawania, a później miała nadejść o wiele lepsza robota — ozdabianie. Ustaliła dresscode na świąteczne sweterki i z uśmiechem na ustach powitała go w swoim mieszkaniu. Wszystko było gotowe, nawet przewidziała butelkę wina, żeby piernikowa kreatywność została nieco bardziej pobudzona.
— Dresscode zachowany, więc mogę cię wpuścić do swojej świątecznej jaskini — zaśmiała się, odsuwając się w drzwiach i zamykając je za chłopakiem. Ruszyła za nim do kuchni, bo z pewnością znał już do niej drogę. — Możemy zrobić sobie konkurs ozdobniczy. I w ogóle później możemy obejrzeć jakiś świąteczny film, chyba że puścić już coś w tle — zasugerowała, choć w zasadzie nie wiedziała, czy Walker ma dziś ograniczonych czas. Miała nadzieję, że będzie im dane spędzić dziś wspólnie nieco więcej czasu.

Connor Walker

#2 holly jolly christmas

: pn gru 08, 2025 11:50 pm
autor: Connor Walker
Connor bardzo się ucieszył, kiedy otrzymał od Camellii zaproszenie na wspólne pieczenie pierniczków i inne czynności, które na nich czekały, a jakie należało wykonać wyłącznie przed świętami. Ogólnie Walker lubił święta i doskonale wiedział, że okres świąteczny rozpoczynało IT'S TIMEEEE w wykonaniu Mariah Carey wraz z All i want for chritmas rozbrzmiewające z głośników w galeriach handlowych oraz innych miejscach np. w aucie - tak było w tym roku, gdy jechał do pracy z samego rana i najpierw leciała właśnie wcześniej wspomniana piosenka, a potem Last Chritmas. Oczywiście on już miał zapętloną świąteczną plejkę na swoim telefonie i doskonale pamiętał by w tym roku kupowanie prezentów zacząć wcześniej Im wcześniej tym lepiej. Bo w zeszłym roku kupował wszystko na wariata i miał wrażenie, że nie zdąży bo najgorzej było ze znalezieniem czegoś dla ojca tj. pana Walkera seniora. Mamie i siostrze to tam pikuś, bo wystarczyło jakieś kosmetyki, maseczki, świeczki zapachowe lub pielęgnacyjne rzeczy, a dla ojca... zazwyczaj też kupował jakiś tam zestaw do golenia oraz skarpety Grunt żeby było praktycznie. to było jego motto. Chociaż w tym roku planował zakup prezentu dla jeszcze jednej osoby. Osoby do której właśnie zmierzał w świątecznym swetrze z reniferem oraz czapką elfa na głowie. W dłoni dzierżył reklamówkę z różnymi posypkami do ciastek, winem półsłodkim oraz mleczną czekoladą - by podczas robienia, zjeść od czasu do czasu coś słodkiego.
Po dotarciu na miejsce, zadzwonił do drzwi i gdy zostały one otworzone, posłał Camellii ciepły uśmiech.
- Gdybyś mnie nie wpuściła... to pewnie wszedłbym inaczej. Kominem na przykład. - powiedział, chociaż nie był pewien, czy to byłby dobry pomysł.
- Albo przez okno. - dodał, wskazując jakieś najbliższe okno.
- O tak, konkurs, lubię konkursy. - powiedział, klaszcząc w dłonie. - Hmm... myślę, że w tle może lecieć muzyka, a film obejrzymy po skończeniu wypieków. A i jeszcze jedno. Jak chcesz, to mogę Ci pomóc rozwieszać światełka na zewnątrz... znaczy o ile oczywiście masz w planach je rozwieszać. - odparł, podnosząc rękę, jakby właśnie zgłaszał się na ochotnika. Jasne, wiedział, że Camellia miała dwóch braci ale chyba ich po prostu wyprzedził - albo nie, tylko sama Stones nie chciała lub była z nimi umówiona na jakiś inny dzień. Wszystko było możliwe.
Zdjął buty i ruszył do kuchni. Reklamówkę z rzeczami położył na blacie i zaczął wyciągać zakupione produkty.
- Nie wiem czy dobrze pamiętałem.... - odrzekł, stukając palcem w butelkę wina. Miał nadzieję, że pamięć nie wywiozła go na manowce.

Camellia Stones

#2 holly jolly christmas

: pn gru 22, 2025 10:50 am
autor: Camellia Stones
Nawet jeśli uwielbiała święta, to była w stanie dopatrzeć się w nich kilka minusów. Nie lubiła pogoni za prezentami, nawet jeśli lubiła robić innym podarki. Zazwyczaj świąteczne zakupy rozpoczynała już w listopadowy tydzień wyprzedaży, bo po pierwsze, można było trochę zaoszczędzić, a po drugie, nie pchała się później wśród stado takich Connorów, którzy szukali prezentów na ostatnią chwilę. Wiadomo, że i tak finalnie za czymś latała, jednak były to drobiazgi; największe problemy miała załatwione wraz z początkiem grudnia. Dawało jej to choć odrobinę spokoju psychicznego i przede wszystkim, rozpoczęcia sezonu świątecznego bez dodatkowego napięcia; bo tego jest wystarczająco, gdy w wigilię wyjada przepyszne pierogi jej mamy z półmiski.
— Za wcześnie, żeby bawić się w świętego mikołaja — zaśmiała się krótko. Nie był to idealny pomysł, bo przecież nie miała w mieszkaniu kominka, ale dostrzegała tę inicjatywę. Było jej miło, że Walker cieszył się na to spotkanie tak samo jak ona. — W sumie wysoko nie ma… — A przynajmniej mogło być gorzej. Raczej mieszkała w dolnej partii budynku, Connor mógł mieć utrudnione zadanie i musieć wspinać się na szczyt… choć wtedy może łatwiej byłoby się dostać od dachu.
— Wyczuwam dużą rywalizację — stwierdziła, mrużąc lekko oczy i samej zacierając ręce. Dekorowanie pierników to był jej konik. Uwielbiała to i zazwyczaj miała pięknie zdobione ciasteczka… albo w ogóle nieozdobione. Zależy ile ich zrobi i czy w pewnym momencie nie będzie mieć już dosyć; wtedy po świętach jest skazana na dojadanie suchych ciastek albo jakkolwiek pomalowanie ich w późniejszym czasie. Całe szczęście, od kilku lat już wie, jakie proporcje musi zrobić, żeby nie zostawać z tym problemem. Pokiwała głową i wzięła telefon, żeby poszukać jakiejś świątecznej playlisty i cicho puścić ją w tle na głośniku. — W sumie zapomniałam rozwiesić lampek na balkonie… — rzuciła, przenosząc spojrzenie na taras, na którym stało tylko małe drzewko w doniczce, obwieszone lampkami. Nuda. — Później je wykopie jeszcze z ozdób świątecznych to chętnie przyjmę pomoc. Najgorsze to jest to rozplątywanie lampek — stwierdziła, wywracając oczami i kiwając niepocieszona głową. Prawdziwy test na cierpliwość, a z nią bywa różnie. Z braćmi czasami ciężko było się złapać — zwłaszcza gdy wszyscy byli już dorośli i czasami domknięcie wspólnego terminu było nie lada wyzwaniem. Zazwyczaj to właśnie spotkania na spontanie były najlepsze i w wolnej chwili próbowała się z nimi złapać, o ile oni takową również mieli.
— Dobrze pamiętałeś. — Kiwnęła głową, uśmiechając się lekko i wewnętrznie będąc rozczulona, że pamiętał o szczegółach. Za każdym razem jej serce miękło, gdy zaskakiwał ją w ten sposób. — W szufladzie obok ciebie jest otwieracz. — Wskazała ręką, samej sięgając do szafki po dwa kieliszki do wina. — Zaczęłam już powoli robić ciasto, bo ten roztwór z masła i miodu musiał trochę przestygnąć. Trafi ci się szlachetne zadanie zagniatania ciasta — odpowiedziała z uśmiechem. Jedno z tych mniej ulubionych zadań, choć nie najgorsze. Cieszyła się, że tym razem miała pomoc, bo w dwójkę to zawsze wszystko szło sprawniej.

Connor Walker

#2 holly jolly christmas

: wt gru 30, 2025 12:34 am
autor: Connor Walker
Connor machnął ręką, jakby nie akceptował tego, że było za wcześnie na przybycie Mikołaja.
- Oj tam, oj tam. Chociaż fakt faktem byłoby lepiej, gdyby na stoliku stała szklanka mleka i ciastka... - bo to wcale nie tak, że jego właśnie naszła ogromna ochota na ciepłe mleko (kakaem również by absolutnie nie pogardził).
Słysząc, że wysoko nie ma, automatycznie podniósł głowę, jakby właśnie wykonywał matematyczne obliczenia między górą a dołem.
- Niby nie... - powiedział, zgadzając się z Camellią. Cóż, jeśli nie dałby rady ani drzwiami, ani kominem, kombinowałby dalej, np. szukałby lekko uchylonego okna (zresztą sam o oknie również wspomniał) - choć biorąc po uwagę iż mieli zimę, to raczej każde okno było szczelnie zamknięte.
Connor wyprostował się, jakby to miało być potwierdzeniem na słowa dziewczyny, a następnie ułożył dłonie tak, że najpierw ucisnął jedną, a potem drugą, co spowodowało pstryknięcie palców (ale tylko u jednej dłoni). Poruszył także głową na boki tak, jakby właśnie się rozgrzewał. Nawet podskoczył ze dwa razy. Co jak co, ale jeśli chodziło o dekorowanie, to bardzo je lubił, choć rzecz jasna nie omieszkał skonsumować przy okazji kilku pierników - i o ile nie zostawał zauważony, było dobrze, lecz jeśli nakryła go mama lub siostra.... oj dość szybko podnosiły głos (raz to go nawet siostra szmatką zaczęła atakować). Oby Camellia nagle nie wpadła na taki pomysł. Najwyżej zaczną zabawę w berka.
- O widzisz. To cieszę się, że będę mógł pomóc. - powiedział zgodnie z prawdą. Skoro już tutaj był, Camellia mogła (a nawet powinna) spokojnie go wykorzystać do pomocy.
W porządku. Oby wszystkie świeciły. - odparł, unosząc dłonie zaciśnięte w pięści, co było równoznaczne z trzymaniem kciuków, by nie okazało się, iż jedna lub kilka lampek nie będą świeciły.
- Oj tak, zabawa jest niezła z rozplątywaniem. A najgorzej, jak te kabelki są tak zwinięte, że masz ochotę wyrzucić je przez okno i pojechać na drugi koniec Toronto. - powiedział, przypominając sobie sytuację sprzed dwóch lat, kiedy to Pani Walker chciała przyozdobić drzewka przed domem, lecz jedne lampki były tak poważnie oplątane wokół tekturki, że w pewnym momencie doszło do poplątania. Inne lampki natomiast poszły do kosza, ze względu na brak działania (to były stare lampki).
- Bardzo się cieszę. - odparł z uśmiechem, a następnie skinął głową by dać znak, iż przyjął słowa Camellii do zrozumienia i sięgnął do szuflady obok, by wyjąć z niej otwieracz. Raz, dwa i było po korku od wina oraz zostały napełnione kieliszki, które chwilę wcześniej postawiła obok nich Camellia.
- Świetnie. Ja to mam szczęście. - odrzekł, puszczając Camci oczko, unosząc swój kieliszek i stukając o kieliszek dziewczyny.
- Zdrówko. - i po tym jakże krótkim toaście, przechylił kieliszek, by wziąć kilka łyków wina, które naprawdę mu smakowało. Po odstawieniu kieliszka, poszedł do łazienki w celu umycia rąk - bo nie będzie przecież brudnymi łapakmi dotykał ciasta. Skończywszy myć ręce, wrócił do ciasta, które zaczął ugniatać z całych sił. Ugniatał dobrych kilka minut.
- Chyba już wystarczy. - rzucił nagle, mając wrażenie, iż prawidłowo wykonał swoją robotę.
- Możesz ocenić. - zrobił krok w bok, by Cemallia mogła sobie spokojnie stanąć naprzeciwko ciasta. Niech jurorka wyda osąd. skojarzyło mu się, jakby właśnie znajdował się w jakimś kulinarnym show. Dostanę tę gwiazdkę Michelina czy nie... raczej nie, bo nie zrobił tego ciasta, tylko je pougniatał. To chyba było nieco za mało by otrzymać nagrodę.

Camellia Stones

#2 holly jolly christmas

: wt sty 06, 2026 11:16 pm
autor: Camellia Stones
— Co za niewłaściwe przyjęcie Mikołaja… — zacmokała z dezaprobatą. — Chyba że masz ochotę? Ciepłe mleko a może nawet kakao? — zasugerowała, chcąc dobrze ugościć Connora. Idealnie pasuje to do pierników, ale i jakieś inne, dobre ciastka z pewnością znajdzie w swojej szafce ze słodyczami.
Koniec końców, z pewnością nie dałaby mu nawet pomyśleć o tym, żeby wejść inną drogą niż drzwiami. Nie chciałaby, żeby coś mu się stało, a taka droga mogła spowodować zbyt dużo urazów oraz samych kłopotów. Raczej żadne z nich nie potrzebowało wycieczki na oddział ratunkowy. Chociaż może jako ratownik, miałby luksusową i szybką jazdę karetką? Tylko po co dokładać sobie dodatkowego stresu w życiu.
— Te pewnie będą świecić, bo kupowałam je w zeszłym roku. Nie to co pozostałe lampki, które jednogłośnie powiedziały nie w tegoroczne święta — westchnęła. Dobrze, że była jedną z tych osób, które dekorowanie mieszkania zaczynały szybciej. Wcześniej zaglądała do kartonów, przeglądała dekorację i zastanawiała się, czy chce zmienić coś w wystroju. Przy okazji sprawdzała lampki i to był najważniejszy krok tego całego przedsięwzięcia — bo w razie co, wtedy na spokojnie mogła wybrać nowe w morzu lampek, a nie denerwować się ograniczonym wyborem, gdy wszystkie matki nagle rzucą się na wykupienie zapasów ze sklepów.
— Prawda? Jakby było mało stresu i wariacji w tym świątecznym czasie. Co roku sobie mówię, że znajdę w internecie, jak dobrze zwinąć te kable, żeby za rok mieć nieco mniej nerwów, a jak przychodzi co do czego, to o tym zapominam. Albo mi się nie chce — przyznała się bez bicia, wzruszając ramionami. Po świętach już nieco miała dosyć tych dekoracji; dodatkowo chowanie tego wszystkiego również nie było najprzyjemniejszym zadaniem. Wtedy było jej wszystko jedno, zawijała je we względnym porządku, a po roku dochodziła do wniosku, że musiała to zrobić z ogromnym niechceniem. Historia zatoczyła krąg już od kilku lat i do dzisiaj nie dało to jej żadnej nauczki.
— Zdrówko — powtórzyła za nim i po cichym stuknięciu szkła, wzięła łyka wina, które naprawdę było bardzo dobre. Niestety, Camellia należała do tego grona osób, które na drugi dzień po winie miały niemiłe przeboje z bólem głowy, jednak w momencie samego picia była bardzo ukontentowana. Na tym etapie nie myślało się o tym, co będzie jutro. — Włączę już piekarnik, żeby się nagrzewał — rzuciła, odkładając kieliszek na blat i jak powiedziała, tak zrobiła. W międzyczasie jak zagniatał ciasto, wyjęłą dwie blaszki, które wyłożyła papierem do pieczenia i spojrzała na zapracowanego Connora, który dodatkowo podwinął rękawy, prezentując jej swoje mięśnie. Czy była względem niego słaba? Owszem, i nie mogła skłamać, zwłaszcza przed sobą. Przed nim jak najbardziej udawała, bojąc się, że jakiekolwiek wyznanie może zniszczyć powrót ich przyjaźni po latach. — Słyszałeś, jakie ozdoby świąteczne wymyśliły w tym roku te szalone kobiety? Jeszcze niedługo będą łączyć lampki na płotach żeby synchronicznie mrugały — zaśmiała się, odwracając od niego uwagę (a zwłaszcza od jego ramion) i rozpoczynając najlepszy temat jaki może być, czyli świąteczne przygotowania. A czy ktokolwiek umiał lepiej zbudować magię świąt niż ich matki? Wspólnie śpiewające Mikołaje przed domem mogły być… przesadą, ale jednocześnie bardzo ją to bawiło. Dobrze, że przynajmniej nie grały cały czas.
Wzięła kolejny łyk wina i zaraz podeszła do ciasta, żeby je skontrolować. Sama przegniotła je może z dwa razy, aby ocenić czy było wystarczająco dobre do wałkowania i pokiwała głową z aprobatą. — Jest dobre, spisałeś się. Możesz zostać profesjonalnym zagniataczem ciasta na pierniczki — stwierdziła z uznaniem. — Chociaż pewnie pani Walker zrobiła ci już szkołę życia, jeśli o to chodzi — parsknęła cicho, bo jak miał się tak damskie towarzystwo, w postaci jej, a także siostry bliźniaczki to… nie mogło być łatwo. Jej bracia również mieli swoje świąteczne misje specjalne i nie było zmiłuj ani żadnych wymówek. — Bierzemy się za wykrawanie. Na razie jest fajnie i przyjemnie, ale zdradzę ci sekret. Robienie pierniczków szybko mnie nudzi — powiedziała w tajemnicy, bo to w końcu nie przystoi na osobę, która tak lubi święta. A przynajmniej zawsze żartowała w ten sposób, jednak taka była prawda — pierniczki dobrze się jadło, ale zawsze gdzieś w połowie ich robienia, miała po prostu dość.

Connor Walker

#2 holly jolly christmas

: wt sty 13, 2026 11:41 pm
autor: Connor Walker
Connor przez chwilkę toczył wewnętrzną debatę, ponieważ zastanawiał się, na co miał większą ochotę. 
- A w sumie możesz mi zrobić kakao. Masz bitą śmietanę? - spytał, bo szczerze mówiąc, chętnie wypiłby kakauko z bitą śmietaną - po której najprawdopodobniej będzie miał wąsy ale czy to coś złego? Nagle Walker uśmiechnął się.
- Pamiętasz jak gdy byliśmy nastolatkami, piliśmy kakao i oglądaliśmy filmy? - oczywiście nie tylko do seansów filmowych pili wspomniany napój mleczny bo czasami pili go bez konkretnej okazji. Bez powodu, tak po prostu. Poza tym, kakao nie było do picia tylko dla określonej grupy wiekowej - każdy mógł je pić. Poza wspomnieniami z Camellią, przyszły mu do głowy wspomnienia, kiedy on sam przed pójściem spać (kiedy był dzieckiem), dostawał kubek niekapek w którym miał właśnie kakao - bardzo dobrze mu się po nim spało.
- Trzymam kciuki, żeby nagle żadna się nie zbuntowała. - odparł, unosząc dłoń, by tym oto sposobem pokazać, iż naprawdę miał nadzieję, że Camellii się poszczęści i wszystko będzie pięknie świeciło. 
- Planujesz żeby mrygały, czy mają świecić ciągłym światłem? - spytał z czystej ciekawości.
- Pamiętam jak raz moja mama zostawiła światełka na mruganiu i koło północy przyszedł sąsiad z naprzeciwka by powiedzieć, że spać nie może i czy można zmienić tryb światełek lub je całkiem wyłączyć. - Także chyba bezpieczniej będzie nie ustawiać mrugających... no chyba, że Stonesi mają bardziej wyrozumiałych sąsiadów.   
- Zachęcam żebyś związywała je zaraz po ściągnięciu ale oczywiście to tylko propozycja, nie rozkaz. - odparł z uśmiechem, unosząc ręce, choć doskonale wiedział, o czym Camellia mówi, ponieważ sam też wiele spraw (które mógł załatwić od razu), przekładał na później lub całkowicie rezygnował bo Czas minął. Faktem było, iż wygodniej było zrobić coś wcześniej - jeśli się mogło - bo potem można było ciut inaczej zagospodarować czas lub skupić się na czymś innym. 
- Za nas znaczy... za naszą znajomość. - powiedział, stukając kieliszkiem o kieliszek dziewczyny, następnie wziął kilka łyków.
- Bardzo dobre. - odrzekł zahaczając dłonią kółka tak, jakby właśnie mieszał trunek oraz uważając znajdujące się w jego kieliszku wino za naprawdę dobre. Czyżby wleciało do jego top 3 win? Tak mu posmakowało, że dość sprawnie opróżnił swój kieliszek. 
- Dolać Ci? - spytał, bez pytania biorąc butelkę i uzupełniając swój kieliszek, praktycznie po sam brzeg.
Skinął głową, gdy usłyszał, że Camellia poszła włączyć piekarnik, by zaczął się nagrzewać, dając jej tym samym zielone światło - choć tak naprawdę wcale nie musiał w żaden sposób reagować bo piekarnik tak czy siak należało włączyć bo ciasteczka same się nie upieką.
Gdy wróciła i zadała pytanie czy słyszał jakie ozdoby planowały w tym roku wykorzystać pani Walker i pani Stones, Connor pokręcił głową bo do tej pory nie został wtajemniczony.
- Czy mam się bać? - spytał całkowicie poważnie, będąc jednocześnie bardzo ciekaw, czym zostanie zaskoczony. 
- Mam nadzieję, że nie planują postawić nadmuchiwanego Mikołaja oraz renifera albo bałwana. - już sobie zaczął wyobrażać, jak podczas wjazdu na podjazd, witają go dmuchane figury - aż parsknął śmiechem. 
Uśmiechnął się i wypiął dumnie pierś do przodu, kiedy otrzymał pochwałę.
- Dziękuję, starałem się najlepiej jak potrafiłem. - odparł, naprawdę się starając. Parsknął śmiechem, choć Camellia miała rację, jego mama faktycznie pokazała mu co i jak, jeśli chodziło o pomoc przy ciastach oraz paru potrawach. 
- Myślę, że moja mama powinna mieć swój program z savoir vivrem. - odparł pół żartem, pół serio. Oczyma wyobraźni widział swoją mamę przed kamerami, wyjaśniającą co, gdzie i jak należy zrobić, ugotować itp.
- Przez chwilę myślałem, że mówisz o wykrwawianiu…- naprawdę tak usłyszał i trochę był zaskoczony ale przez krótko. 
- Ja to już bym je najchętniej zjadł… - powiedział, biorąc kilka łyków wina. 
- Jak chcesz, to możemy zrobić krótką przerwę i porobić coś innego… chociaż piekarnik się nagrzewa. - przypominał sobie i przejechał dłonią po włosach. Ciekawe ile ich w ogóle wyjdzie. i czy wystarczająco dużo by i on mógł skosztować.

#2 holly jolly christmas

: ndz sty 18, 2026 6:14 pm
autor: Camellia Stones
— Hmm, powinnam mieć — rzuciła, udając się do lodówki, kontrolując stan rzeczy. Bita śmietana stała na półce lodówki i tylko zerknęła na jej datę, upewniając się, że nikt się od niej nie pochoruje. — Pamiętam, dobre wspomnienie — westchnęła, myślami udając się do tych lat. Wiek nastoletni był naprawdę błogi i dobrze pamiętała, jak pili kakao, oglądali filmy, a w międzyczasie kończyło się to na robieniu zawodów, kto zmieści więcej bitej śmietany do buzi. — W sumie, możemy teraz zająć się winem, a później po piernikach, obejrzeć film i wypić kakao. Co ty na to? — zasugerowała, bo w zasadzie wymieszanie teraz czekoladowego napoju razem z procentami mogło różnie się skończyć… a przynajmniej dla Camelli, której na samą myśl połączenia tych dwóch smaków, robiło się już niedobrze.
— Ciągłym światłem, myślę że sąsiedzi docenią ten gest. Ostatnio mieli pretensje do rady osiedla, że te lampki na choinkach przed blokiem mrugały i nie mogli w spokoju zasnąć w nocy. — Wywróciła oczami. — Jestem w stanie to zrozumieć, bo może to drażnić. Tylko skoro mają takie problemy, to dlaczego nie zamontują rolet w oknie albo chociaż zasłon. — To było dla niej jedyne wytłumaczenie, musieli nie mieć zupełnie nic na oknach, jeśli to aż tak bardzo działało im na nerwy. Nauczona doświadczeniem, nie chciała mieć konfliktów z sąsiadami, tym bardziej że dobrze jej się tu żyło. Osiedle było naprawdę w porządku i dopóki nie zacznie mieć potrzeby na zmianę otoczenia lub dopóki metraż jej odpowiadał, to wolałaby się nie przeprowadzać. — Co roku również sama siebie do tego zachęcam, a jednak wychodzi jak zwykle… — odpowiedziała, wzruszając ramionami. Może ten rok czegoś ją nauczy, może wpisze to na swoją listę noworocznych postanowień — finał tej sytuacji nie był przesądzony i jednak mógł się skończyć tak jak zwykle.
Początkowy toast Connora sprawił, że nieco szybciej zabiło jej serce. Przez chwilę miała wrażenie, że się przesłyszała, jednak… może to nadinterpretuje? Sama wzięła większy łyk, dochodząc do wniosku, że zaczyna wariować. Musiała się ogarnąć, nic dobrego nie wyniknie, jeśli będzie doszukiwać się dziury w całości.
— Prawda? Nic dziwnego, że jedno z moich ulubionych — stwierdziła dumnie. Może nie miała mocnej głowy do alkoholu, ale zdecydowanie umiała wybrać smaczne trunki. Skoro nie piła ich często, to lubiła mieć sprawdzone klasyki, które dobrze sprawdzą się na okazję kosztowania ich. — Poproszę — odpowiedziała, biorąc łyka, ale nie dopijając kieliszka do końca. Postawiła go na blat, czekając na dolewkę.
— Nooo — przeciągnęła, uśmiechając się tajemniczo. — Zależy jak na to spojrzysz. Chociaż ciebie raczej nie powinno to przerażać… ich sąsiadów już może bardziej — zachichotała. Pstryknęła palcami, kiwając głową w potwierdzeniu jak tylko zasugerował swoje opcje. — Brawo, wygrywa pan jeszcze więcej pierniczków. Dwa dmuchane Mikołaje, które mają opcje nucenia świątecznych piosenek. Jak z horroru, chociaż obydwie uważają, że to cudowne. — Pokiwała głową z niedowierzaniem. Zaczynała zastanawiać się, czy ich matki nie byłyby cudownymi aktorkami do tego rodzaju filmu — same czasami potrafiły być przerażające i tymi ozdobami tylko to potwierdzały.
— Fantastycznie by się do tego nadała — zaśmiała się cicho i oczami wyobraźni też widząc panią Walker w takim programie. — Albo te programy survivalowe, gdzie przemieniają patusiary w prawdziwe damy. One to dopiero wyszłyby z tego programu. — Chciałoby się dodać, że wyszłyby straumatyzowane, bo dla obcych osób mama Connora mogła wydawać się surowa. Camellia zupełnie jej tak nie postrzegała, ale nie była też zbytnio obiektywna; w końcu znała ją ponad pół swojego życia.
— Ziemia do Connora, jesteśmy przy świątecznych pierniczkach, a nie w ambulansie. — Pomachała mu ręką przed oczami, uśmiechając się wesoło. Dla niej mogło oznaczać to jedno — mógł być przepracowany, a głowa wtedy słyszała to, czego nie miała.
— A do ich jedzenia jeszcze długa droga. — Samo wykrawanie i pieczenie to przynajmniej z pół godziny roboty, aby móc spróbować już pierwszą partię. Nie wliczała w tego dekorowania, bo to była najbardziej żmudna robota, jeśli chciało się ozdobić je faktycznie ładnie. — O nie, nie, nie, zaraz zajmiemy się czymś innym i nigdy ich nie skończymy! Robimy szybką akcję pieczenia, a dekorowanie… można zostawić na inną okazję, jeśli nie będzie już nam się chciało — przystała na tę propozycję, już od początku walcząc ze sobą, żeby nie zgodzić się na przerwę. Całe szczęście rozsądek wygrywał nad chęcią rozłożenia się na kanapie z kakałkiem. — Który kształt pierniczków wolisz? — zapytała, wyciągając foremki. Foremki, bałwanki, mikołaje, a nawet jakiś renifer. Przez lata kilka wzorków już się jej uzbierało, a i tak zawsze wygrywały te same.

Connor Walker

#2 holly jolly christmas

: ndz sty 18, 2026 11:38 pm
autor: Connor Walker
Connor uśmiechnął się gdy usłyszał, że Camellia powinna mieć bitą śmietanę u siebie - bo kako z bitą śmietaną to było coś, co Connor uwielbiał pić w zimowe wieczory.
- Prawda. To były czasy... - odparł, wzdychając cicho i wracając pamięcią do przeszłości, odtwarzając te radosne obrazy z ich dwójką oraz bitą śmietaną w buziach. Dopiero po kilku sekundach ogarnął jedną rzecz, a mianowicie, że brzmiał jak swój własny ojciec. Aż zamrugał kilkakrotnie.
- Jeny, przypomniał mi się mój ojciec, który mówił, że za jego czasów... - odparł, bo w swoich dwudziestu pięciu latach życia, wiele opowieści ojca usłyszał, rozpoczynających się od tego, co przed chwilą Connor powiedział. Za moich czasów to zimy były o wiele surowsze. Za moich czasów nie było telefonów, tylko listy się wysyłało. Za moich czasów nie było tych wszystkich gadżetów i pierdół. Tylko praca i praca. Oj tak, Connor doskonale pamiętał te opowieści różnej treści.
Walker skinął głową, bo w sumie faktycznie dobrze było zacząć od wina a nie odwrotnie.
- Jestem na tak. Kakao połączone z winem mogłoby stworzyć... ciekawą reakcję. - stwierdził, chyba nie próbując sobie tego wyobrażać. W sensie tej reakcji rzecz jasna.
Uważnie wysłuchał słów Stones i musiał przyznać jedno - miała dobre serce i za to należał jej się ogromny szacunek.
- Powinni to docenić, bo bądźmy szczerzy, nie każdy myśli i bierze pod uwagę sąsiadów. - odparł, a ponieważ dużo jeździł, to widział i mijał przeróżne dekoracje. Jedne dające naprawdę nieźle po oczach, a inne mniej. Miał wrażenie, że niektórzy bardzo poważnie podchodzili do strojenia domów - tak, jakby istniał jakiś konkurs z niesamowitą nagrodą. A może coś było na rzeczy tylko ja byłem niewtajemniczony.
- Ej powiedz mi... czy organizowany jest przez miasto albo osiedle konkurs na najbardziej albo najładniej przystrojony dom? - spytał, bo może Camellia coś wiedziała.
Walker parsknął śmiechem słysząc kolejne słowa Camellii.
- Jasne, rozumiem. Mógłbym ja to spróbować zrobić choć nie wiem, czy będziesz chciała, żebym je ściągał, czy nie zrobi tego któryś z Twoich braci. - powiedział, bo jeżeli dobrze pamiętał, pan Stones senior był... raczej bardzo rzadko obecny - chyba, że coś się zmieniło. Poza tym, nie mówił tego nigdy ale kilka razy było u niego słychać, jak państwo Stones się kłóciło.
- Masz dobry gust. - stwierdził z uśmiechem, a słysząc, że nie mówiła nie dolewce, uzupełnił zarówno jej jak i swój kieliszek. Potem odstawił butelkę na pobliskim stoliku.
- Oho... - aż miał ochotę zrobić rekonesans i zapytać sąsiadów po tym jak już obie panie postawią dekoracje, co o nich sądzą.
- Żartujesz... naprawdę zgadłem? - spytał, robiąc wielkie oczy i zwyczajnie nie dowierzając. On to tak o rzucił, bo po prostu jako pierwsze przyszło mu do głowy. Nie spodziewał się, że gdy przyjedzie na święta, zobaczy przed domem ogromnego mikołaja. Pardon. Dwa mikołaje.
- Zastanawiam się, skąd one czerpią inspiracje... - naprawdę go to ciekawiło. - Aż sobie wyobraziłem ich narady. - nie wytrzymał i parsknął głośnym śmiechem.
- Godzina 1 w nocy a te dwie siedzą z długopisami i kminią, co najlepiej byłoby w tym roku zrobić. - a doskonale wiedział, że jak jego mama się na coś zafiksuje, to łatwo nie odpuszcza. Tak samo było z robotą tj. gdy się za coś brała, to musiała skończyć. Aż musiał się napić, bo na trzeźwo ciężko mu było zaakceptować wybrane przez obie matki dekoracje.
Connor wybuchnął śmiechem kiedy usłyszał w jakim programie obie kobiety powinny wystąpić. Śmiał się tak długo, że aż rozbolał go brzuch.
- Bez kitu... widzę to. - powiedział, kiedy już przestał się śmiać i próbował się uspokoić ale było ciężko.
- By to były takie gwiazdy.... show by zrobiły takie, że dużo ludzi chciałoby je oglądać. - oczywiście tak uważał sam Connor, prawda mogła okazać się inna - choć bądź co bądź, znał obie panie nie od wczoraj i ich pomysły naprawdę mogły zaskoczyć.
Posłał uśmiech w kierunku Camellii, gdy przypomniała mu gdzie się aktualnie znajdował.
- Mhm.... pierniczki. - powtórzył, choć zaraz zrobił smutną minę, bo miał już ogromną ochotę je zjeść. Szczególnie, że dzięki odgadnięciu, w nagrodę mógł zjeść ich więcej. Albo wziąć ich więcej ze sobą. No ale z tą smutną minką wyglądał jak dziecko, któremu nie pozwolono zjeść cukierka.
- A wezmę bałwana. Bałwan wybrał bałwana, hehe. - taki tam sucharek, choć w rzeczywistości nie uważał siebie za bałwana ale no, chciał wykorzystać sytuację. Tak samo jak chciał wykorzystać fakt, że Camellia stała tuż obok i stanął tak, by ich ramiona się o siebie ocierały - niby przypadkiem.
- Ładna kolekcja foremek. - stwierdził, widząc je wszystkie.

Camellia Stones

#2 holly jolly christmas

: pn sty 26, 2026 12:26 am
autor: Camellia Stones
— Już te czasy nadchodzą. Starzejemy się i zaczynamy gadać jak nasi rodzice, okropne — stwierdziła, bo też miewała teksty jak własna matka. Wtedy nieco się przerażała i próbowała robić coś młodzieżowego, byle nie czuć, że trzydziestka nadchodziła szybciej niż myślała. Była przekonana, że zaraz zacznie gadać randomowym dzieciom o czasach jej młodości, wspominając, że kiedyś tak nie było — a wtedy to już będzie musiała zacząć rozglądać się za miejscem w sanatorium, żeby nie musiała się o to martwić na nadchodzącą starość.
— Lepiej tego nie sprawdzać — przytaknęła, bo równie dobrze mogliby skończyć z bolącymi brzuchami i nici byłoby z pierników czy nawet oglądania filmu. W takich sytuacjach, Camelli pomagało jedynie zawinięcie się w kłębek i powolna egzystencja, zupełnie tak, jak w przypadku ataków migren.
— Powinni. Może to ogłoszę? Szanowni sąsiedzi, zostałam wychowana w świątecznym przepychu, ale w trosce o wasze spokojne wieczory, ograniczyłam dekorację do koniecznego minimum — zaśmiała się. Niejeden pewnie by się zdziwił, widząc taką kartkę na dole w klatce. Może gdyby miała nieco więcej śmiałości, to by to zrobiła. Takie wywyższanie się mogło jednak spowodować, że sąsiedzi nie przyjęliby tego tak wspaniałomyślnie, jak mogłaby pomyśleć. — Konkurs? — zapytała, zastanawiając się nad jego pytaniem. — W sumie… osiedla chyba czasami coś urządzają, ale nigdy nie słyszałam o tym oficjalnej informacji. Trzeba by było zapytać się naszych mam, one na pewno wiedzą najwięcej na ten temat. — Być może Connor właśnie rozwiązał zagadkę tych wszystkich świątecznych dekoracji? Może co roku biorą udział w jakimś konkursie, nie chwaląc się nikomu, a nagrodę zagarniając dla siebie? Pomysł miał potencjał, choć z charakterami ich matek, Camellia podejrzewała, że nie wytrzymałyby i zaczęłyby się chwalić o swojej wygranej.
— Braci? Te gnomy ogrodowe jeszcze oskarżyłyby mnie o niewolniczą pracę niż zwinęliby lampki — zażartowała, bo pewnie gdyby ich poprosiła to by jej pomogli, ale równie dobrze mogliby marudzić w tym temacie. Na wsparcie ojca raczej nie liczyła w tym temacie, pewnie najszybciej zawita do jej mieszkania, gdy będzie chować jesienne ozdoby i na nowo zawieszać wspomniane lampki.
— Zgadłeś — potwierdziła, kiwając głową. Zaśmiała się na wizję, którą przedstawił jej Walker i oczami wyobraźni dostrzegałą ten obraz; dwóch kobiet, które kminią, czego na osiedlu jeszcze nie było — co zrobi największe wow i co wręcz sparaliżuje sąsiadów. I to dosłownie. Sama wzięła łyka ze swojego kieliszka, kręcąc z niedowierzaniem głową. — One są szalone, nie zdziwiłabym się, gdyby te wszystkie pomysły i projekty wymyślały po nocach. W sumie tak trochę wyglądają, jakby o pierwszej w nocy zamawiały to na temu i finalnie zamiast małych mikołajów, zamówiły wielkie dwumetrowe — dodała rozbawiona. Czy przyznałyby się do błędu? Raczej nie. Zarzekałyby się, że tak właśnie miało być.
Zawtórowała mu śmiechem, bo to była naprawdę zabawna wizja. — One czułyby się jak ryba w wodzie przed kamerami, jestem tego pewna. Nieco tremy na początku, a później poszłoby już jak z płatka. — Był to jednocześnie komplement w ich kierunku; bo skoro pokładali nadzieję w nich to znaczy, że musiały naprawdę dobrze wychować swoje dzieci.
Klepnęła go w ramię na suchar o bałwanie i wywróciła oczami. Nie mogła potwierdzić, bo nie uważała go za bałwana. Przeszli do rzeczy i zaczęli przygotowywać pierniki, wstawiając nawet kilka porcji do piekarnika i już po trzeciej czuła, że naprawdę było to męczące. — Jezu, w przyszłym roku muszę pamiętać, żeby zrobić z połowy porcji — rzuciła. Co roku tak mówiła, a nigdy nie pamiętała albo ochota na pierniczki była tak wielka, że finalnie stwierdzała, że da radę. Rzuciła okiem w kierunku okna i oczy rozszerzyły się jej jak pięć złotych, gdy dostrzegła, co dzieje się na zewnątrz. — Popatrz, śnieg pada! — powiedziała, ciesząc się jak dziecko i podchodząc do okna balkonowego, żeby mieć większe pole widzenia. Zaraz spojrzała na stojącego obok Connora i rzuciła spojrzeniem, gdzie stanęli — prosto pod dekoracją z jarzębiną, którą postanowiła zawiesić, bo ładnie wygląda. Po kilku kieliszkach wina nieco mniej analizowała swoje poczynania. Stanęła na palcach, podpierając się o jego ramię i dała mu buziaka w policzek. — Jarzębina — rzuciła na swoje usprawiedliwienie, uśmiechając się niewinnie. Stanęła płasko na swoich stopach, ręki nie zabierając z jego ramienia i jej uczucia poczuły się, jakby zrobiła coś niewłaściwego. A może to uczucie przyszło w momencie, gdy nieświadomie spuściła spojrzenie na jego usta na nieco dłuższą sekundę niż chciała, zaraz wracając do jego oczu i czując dziwne napięcie, które między nimi zazwyczaj nie występowało. Ciężko było jej to zinterpretować, ale raczej nie było o to zły?

Connor Walker