Strona 1 z 1

Saffron & Harold

: sob gru 13, 2025 10:58 am
autor: Saffron Zimman
Saffron & Harold



Adam Horowitz miał siedemdziesiąt osiem lat i był jednym z najbogatszych Kanadyjczyków. Patriarcha imperium zbudowanego na nieruchomościach, funduszach i spółkach-córkach. Wyznawał staromodne wartości rodzinne, samemu będąc żonaty z tą samą kobietą od ponad pięćdziesięciu lat. Planował kontrolowaną sukcesję połączoną z wielkim przejęciem – chce połączyć swój holding z zagraniczną grupą inwestycyjną poprzez serię wykupów nieruchomości i restrukturyzację spółek. Rozeznał się w środowisku prawniczym, szukając najlepszych prawników, a zarazem robił to tak dyskretnie i wybiórczo, że spotkanie w restauracji na ostatnim piętrze Ritza do ostatniej chwili było t a j e m n i c z e dla adresatów wiadomości.
Ulice Toronto pulsowały barwami świątecznych lampek, którymi obwieszono już całe miasto. Saffron lubiła ten okres za wizualny aspekt, ale równocześnie nienawidziła, bo to oznaczało wysokie natężenie Zimmanów na trzy, cztery dni. "Happy Hanukkah" nigdy łatwo nie przechodziło jej przez gardło. Pod hotel podjechała punktualnie, zostawiając sobie bezpieczny zapas piętnastu minut. Oddelegowała ochroniarza do pozostania w holu, podczas, gdy sama ruszyła w stronę wind. Spotkania z ważnymi klientami budziły w niej napięcie podobne do tego, którego doświadczała przy rodzinnym stole. Niepewność co do decyzji kontrahenta sprawiała, że robiła dokładnie to co robiła jako dwunastolatka - stawała na głowie, aby dobić interesu. Nigdy jednak nie uciekała się do żenującego spektaklu podlizywania się lub upodlania, była na to zbyt dumna jako kobieta. Miała nadzieję, że i tym razem spotkanie przebiegnie w komfortowej i profesjonalnej atmosferze, a Horowitz nie okaże się biznesową wersją Harveya Weinsteina i nie powita jej w szlafroku prosząc o masaż.
Zbliżając się do windy, nieopatrznie potrąciła kogoś ramieniem. Miała już na końcu języka przeprosiny, gdy zorientowała się na kogo wpadła. H a r o l d C a r n e g i e. Ze wszystkich ludzi w Toronto, musiała wpaść akurat na niego. Zadarła głowę, bo nawet w szpilkach przewyższał ją wzrostem, czego naturalnie nie lubiła, bo dawało mu to niesprawiedliwą przewagę. Automatycznie wyprostowała się jeszcze bardziej, w naturalnym kobiecym geście odrzucając długie, wzburzone włosy na plecy.
— Proszę, proszę. Carnegie — ile to się już nie widzieli? — Spotkanie przy windzie, jak za dobrych dawnych lat...
Nie byli jedynymi osobami, które chciały z niej skorzystać. Weszła do środka, zajmując miejsce w tylnym prawym rogu i nawet nie ukrywała tego, że na niego patrzy. Niegrzecznie byłoby poprzestać na tych kilku słowach, zważywszy na to ile lat się znali. Poprawiła poły czarnego płaszcza, pod którym miała elegancką sukienkę dobraną odpowiednio do okoliczności.



Harold Carnegie

Saffron & Harold

: sob gru 13, 2025 6:53 pm
autor: Harold Carnegie
Miał za sobą kilkanaście lat pracy i szereg klientów, z których każdy kolejny zasługiwał na miano jeszcze bardziej o s o b l i w e g o niż każdy kolejny. Im więcej pieniędzy posiadał, tym skuteczniej potrafił sprawić, że osoba odpowiadająca za wyszarpnięcie go ze szponów odpowiedzialności czuła się bardziej jak chłopiec na posyłki, niżeli prawdziwy, poważny adwokat.
Harold niejednokrotnie był tego poczucia pozbawiany, jednak w takich przypadkach nauczył się trzymać język za zębami. Choć wyjątkowo dumny, potrafił spakować tę dumę we własną kieszeń, która kilka miesięcy, a czasami nawet kilka tygodni później miała wypełnić się niebotyczną sumą pieniędzy. Bo tak, Carnegie nie traktował własnej pracy jak powołania. Traktował ją jako sposób na zarobek, a choć czasami wyjątkowo ciężki, jednocześnie też naprawdę satysfakcjonujący.
Zwłaszcza wtedy, gdy w y g r y w a ł.
Dzisiaj tak właściwie nie do końca był pewien, czego należało się spodziewać. Spotkanie umówione zostało w ostatniej chwili, a on sam zdołał wyłącznie zrobić bardzo zdawkowe rozeznanie na temat autora zaproszenia. Był człowiekiem zaskakującym, zwłaszcza w kwestii interesów, a przecież Harold nie tym się w swojej karierze zajmował. Mimo to, mając na uwadze majątek starszego mężczyzny, postanowił spróbować.
Ostatecznie kluczowym aspektem miało być dla niego to, jak wiele mógł na tym zarobić.
Płaszcz pozostawił na tylnym siedzeniu samochodu, którym zaopiekował się pracownik obsługi hotelu. Wziął ze sobą wyłącznie aktówkę, na której rączce zacisnął własną dłoń, maszerując w kierunku windy. Nie rozglądał się, bowiem towarzystwo, na którym skupić miał dziś swoją uwagę, prawdopodobnie i tak znajdowało się już na górze.
Kiedy więc k t o ś o niego zahaczył, a później wypowiedział na głos jego nazwisko, był odrobinę zaskoczony. I musiał spuścić wzrok, aby odnaleźć ją spojrzeniem.
A choć ciężko było mu ocenić, czy był z tego spotkania z a d o w o l o n y, wygiął usta w zaczepnym grymasie. — Ktoś mógłby pomyśleć, że się stęskniłaś — skomentował, przepuszczając ją w drzwiach windy. Niezależnie od tego, jak zacięta bywała ich rywalizacja w przeszłości, Hal najwyraźniej miał w sobie choć trochę z dżentelmena. Przy Saffron jednak przeważnie wychodził z niego dupek. — Randka? — uniósł jedną brew ku górze, kiedy i on przystanął z tyłu windy.
Prawdopodobieństwo tego, że oboje zmierzali właśnie na spotkanie biznesowe nie było jednak takie małe. Znał ją trochę, a lata temu irytowała go przede wszystkim przez to, jak skrupulatna była. Prawdę powiedziawszy nie różnili się od siebie bardzo. Obojgu nie brakowało zapału, a Saffron też wybitnie ceniła sobie pracę.
Nie zdziwiłoby go więc, gdyby okazało się, że i ona spędzała w niej wieczór.

Saffron Zimman

Saffron & Harold

: wt gru 16, 2025 7:47 pm
autor: Saffron Zimman
Uśmiechnęła się kącikiem ust, tym wyćwiczonym na salach konferencyjnych i na sądowych korytarzach.
— Zawsze miałeś skłonność do przeceniania własnej atrakcyjności, Carnegie — odparła spokojnie, choć poczuła to znajome ukłucie pod żebrami. Irytację? Czujność? Coś pomiędzy. Drzwi windy zamknęły się z cichym sykiem, a kabina ruszyła w górę. Cisza, jaka zapadła, była gęsta i niekomfortowa, wypełniona cichym szumem mechanizmu i ich wzajemną obecnością. Nie zamierzała odpowiadać na zaczepkę o randce. Saffron oparła ciężar ciała równomiernie na obu stopach, dłonie splotła luźno przed sobą. Świadomie nie poprawiła włosów ani płaszcza - wiedziała, że ją obserwuje, i nie zamierzała dawać Haroldowi powodu do myślenia, że jest podenerwowana. Ostatnia osoba z windowego towarzystwa wysiadła, zostawiając ich samych. Rzut oka na panel przycisków wystarczył, by w żołądku poczuła nieprzyjemny ścisk. To samo piętro. Oczywiście. Statystycznie nie było w tym nic dziwnego, a jednak jej umysł natychmiast zaczął pracować szybciej, ostrzej. Horowitz. Dyskrecja. Selekcja. Restauracja na szczycie Ritza. Czy naprawdę zaprosił ich oboje? Czy to test? A może zwykły zbieg okoliczności, który tylko ona - wiecznie nadinterpretująca - rozdmuchuje do rangi zagrożenia? Była boleśnie świadoma obecności Carnegie tuż koło siebie. Tego, jak pewnie stał, jakby winda była kolejną salą sądową. Zawsze ją to drażniło. I zawsze, wbrew logice, mobilizowało.
— Jeśli to ta sama kolacja — powiedziała, żeby wybadać grunt — To gra zacznie się zaraz po wyjściu z windy.
Oboje byli ubrani zbyt elegancko na randkę, nawet jeśli miał to być Ritz. Nie, żeby kiedykolwiek zastanawiała się jak na randki chodzi (o ile w ogóle) ubrany Harold Carnegie. Jeśli Horowitz rzeczywiście działał na kilku frontach naraz, obecność Harolda mogła oznaczać wszystko: konkurencję, zabezpieczenie, próbę porównania stylów. A Saffron nienawidziła sytuacji, w których ktoś stawiał ją w roli jednej z opcji. Inaczej sobie wyobrażała ten wieczór, bo jeśli ktokolwiek miał spijać śmietankę to ona.



Harold Carnegie

Saffron & Harold

: pt gru 19, 2025 6:57 pm
autor: Harold Carnegie
Nie wziął jej słów do siebie. Nie widział ku temu powodów, ponieważ pod tym jednym względem ani trochę w siebie nie wątpił. Wiedział, w jaki sposób zwykle działał na kobiety - być może nie na każdą, ale kiedy wychodził do baru i szukał towarzystwa kogoś, kto znalazł się tam w tym samym celu, nie sposób było zaprzeczyć temu, że przyciągał damskie spojrzenia.
Uchodził raczej za przystojnego, ale po czasie wychodził także na gbura.
I prawdopodobnie właśnie to byłoby jego największym kompleksem, gdyby Harold w ogóle się tym przejmował. On zaś miał to w głębokim poważaniu, ponieważ nigdy nie zależało mu na tym, aby z jakąkolwiek kobietą stworzyć poważniejszą relację. Najważniejszym było dla niego zaś to, aby to w oczach swoich klientów stworzyć obraz osoby, na której można było polegać.
Do tego nie musiał być miły - musiał być skuteczny, ponieważ to jego wyniki przynosiły najlepszy skutek.
A te były wyjątkowo z a d o w a l a j ą c e.
Nie od razu zwrócił uwagę na to, że panel rozświetlony był już tylko za sprawą jednego przycisku. Prawdopodobnie nie zauważyłby tego w ogóle, gdyby nie komentarz Saffron, za sprawą którego powędrował w tamtą stronę spojrzeniem. Kąciki jego ust wygięły się w uśmiechu, po czym leniwie przeniósł wzrok na brunetkę. Być może rzeczywiście powinien był domyślić się, że znaleźli się tu w tym samym celu.
Mam to uznać za wyzwanie? — zapytał, omiatając jej sylwetkę spojrzeniem w taki sposób, jakby próbował zasugerować jej, że nie widział powodów do obaw. Wiedział jednak, że Saffron jak nikt inny potrafiła stanowić z a g r o ż e n i e. Wiedział, że była d o b r a, dlatego w przeszłości tak bardzo go denerwowała.
Mam nadzieję, że jesteś gotowa na przegraną — wyszeptał, kiedy nieznacznie pochylił się nad jej uchem. Tego oczywiście nie mógł być taki pewny, a choć przy każdej innej osobie byłby, tej gwarancji nie posiadał przy Saffron.
Ona jedna była w stanie sprawić, że odrobinę tracił jednak na pewności siebie.

Saffron Zimman

Saffron & Harold

: ndz gru 21, 2025 1:37 pm
autor: Saffron Zimman
Nie odsunęła się, kiedy pochylił się nad jej uchem. To byłby odruch zdradzający zbyt wiele. Zamiast tego uniosła lekko podbródek, jakby jego szept był jedynie kolejnym dźwiękiem windy, równie nieistotnym jak szum mechanizmu. Dopiero kiedy się wyprostował, pozwoliła sobie na chłodne spojrzenie.
— Zabawne — odezwała się cicho — Zawsze kiedy mówiłeś o mojej przegranej, przeważnie kończyło się dokładnie odwrotnie. Dobrze wiedzieć, że nie wyciągnąłeś z tego żadnych wniosków.
Poczuła, jak to znajome ukłucie pod żebrami zmienia się w coś ostrzejszego, bardziej klarownego. To nie była irytacja. To była g o t o w o ś ć. Harold Carnegie działał na nią jak zapalnik: wystarczyła chwila, jedno zdanie, by jej umysł wskakiwał na wyższe obroty. Ba! Wystarczyło, że spojrzał na nią bezczelnie tymi błękitnymi oczami.  Nienawidziła tego i jednocześnie… d o c e n i a ł a. Mało kto potrafił ją zmobilizować w ten sposób.

Winda zwolniła. Delikatne szarpnięcie zapowiedziało koniec jazdy. Lampka nad drzwiami rozświetliła się na żółto, a w jej głowie ostatnie elementy układanki wskoczyły na swoje miejsca. Jeśli Horowitz rzeczywiście zaprosił ich oboje, to nie była zwyczajna kolacja. To była próba. A Saffron zamierzała wyjść z niej zwycięsko. Drzwi rozsunęły się niemal bezgłośnie, odsłaniając hol prowadzący do restauracji - przestrzeń pełną światła, szkła i subtelnego przepychu, który miał sugerować wysoki standard. Zapach cytrusów i drewna uderzył ją natychmiast, wyostrzając zmysły. Zrobili krok do przodu, dokładnie w tym samym momencie. Przez ułamek sekundy ich ciała niemal się zetknęły. Zatrzymała się. On też. C h r y s t e.  Ruszyła pierwsza, wyglądało to tak, jakby nie zamierzała się nawet oglądać za siebie, ale przystanęła i poczekała. Gdyby Harold jej nie znał, mógłby nawet dać się zwieść temu miłemu uśmiechowi i niewinnemu spojrzeniu. Czy w główce Zimman rozkwitał właśnie p o m y s ł? Tak.

Zachowywała się tak, jakby pojawienie się tu z mężczyzną u swojego boku było zaplanowane od samego początku. Poprowadzono ich do stolika przy którym oczekiwał ich Horowitz. Czy wyglądał na zaskoczonego równoczesnym przybyciem? Jeśli tak, to nie dał po sobie tego poznać. Mężczyzna powstał i najpierw ucałował Saffron w rękę, a potem uścisnął rękę Haroldowi. Pomimo wieku, uścisk był z tych mocniejszych. Korzystając z chwili, zajęła takie miejsce przy stoliku, aby gospodarz spotkania częściej spoglądał na nią, niż na Carnegie.
Spojrzenie mężczyzny przesunęło się na moment między nimi, uważne i oceniające.
— Proszę usiąść — wskazał miejsca — Zależało mi na rozmowie w wąskim gronie. Bez asystentów, bez zbędnych formalności. Czas jest dziś naszym najcenniejszym zasobem. Rozważam projekt, który wymaga precyzji, dyskrecji i odporności na naciski — kontynuował — Nie interesuje mnie rywalizacja kancelarii ani osobiste ambicje. Interesuje mnie s k u t e c z n o ś ć.  Przejrzałem wasze osiągnięcia, oboje wykazujecie wysoką skuteczność i macie sporo wygranych spraw... I jeśli dobrze pamiętam, kończyliście ten sam uniwersytet?



Harold Carnegie

Saffron & Harold

: ndz gru 21, 2025 5:04 pm
autor: Harold Carnegie
To był męski świat, w którym przywilejów nie brakowało tak samo, jak uprzedzeń. Niejednokrotnie spotykał się z lekceważącym podejściem ze strony klientów wywołanym tym, że drugą stronę reprezentowała k o b i e t a.
Sam nigdy sobie na to nie pozwalał. Nie lekceważył swoich przeciwników ze względu na płeć, a raczej przez to, że w większości przypadków okazywali się równie kiepscy. Żaden z nich nie dorastał mu do pięt, jednak musiał przyznać, że ze wszystkich tych, z którymi do czynienia miał do tej pory, Saffron zasługiwała na szczególne uznanie.
Była zdeterminowana, zacięta, a przede wszystkim p o m y s ł o w a. Była jedną z tych, którzy potrafili zrobić coś z niczego, a w ich zawodzie ta umiejętność przydawała się bardziej, niż jakiekolwiek inne. Miał okazję przyglądać się temu, jak ucierała nosa osobom, które brały ją za słabszą tylko dlatego, że nie była mężczyzną.
I kiedy sam nie znajdował się po przeciwnej stronie, odrobinę jej nawet kibicował.
Dziś jednak nie powinna liczyć na taryfę ulgową, ale nie przypuszczał, że mogłaby jej potrzebować. Wiedział, że wystarczyłoby jedno jego potknięcie, aby Zimman sprzątnęła mu klienta sprzed nosa, bo jeśli nawet występowały między nimi jakieś dysproporcje, były one na tyle niewielkie, iż ciężko było przewidzieć, na czyją stronę przechyli się szala.
Pragnął wierzyć, że to właśnie on znajdzie się po wygranej stronie, jednak problem polegał na tym, że ich klient samodzielnie ustalał zasady. Ciężko było przewidzieć, na co dziś zdoła się zdobyć.
Przepuszczając ją w drzwiach windy nieznacznie poluzował własny krawat. Nie na tyle, by prezentować się nieprofesjonalnie, a jednak wystarczająco, aby choć odrobinę odpędzić od siebie to dziwne uczucie gorąca, które rozgrzało jego ciało pomimo całkiem sprawnie działającej w hotelu klimatyzacji.
Po powitaniu zajął miejsce, kompletnie nie przejmując się jego położeniem. Jeśli miał wygrać tę konkurencję, chciał zrobić to wyłącznie dzięki zasłudze własnych kompetencji.
Poprawił marynarkę, później już wsłuchując się w to, co miał im do powiedzenia Horowitz. Zacisnął ciasno szczękę, w tym czasie niczego nie dając po sobie poznać. Gdy w przestrzeni zawisło pytanie, które i tak nie wymagało odpowiedzi, skoro ich rozmówca znał ją doskonale, Harold wyłącznie nieznacznie skinął głową.
Nie spoglądał na Saffron, spodziewając się, że postąpiła tak samo. Przy kliencie tego pokroju warto było wiedzieć, kiedy nie wchodzić mu w słowo. — Skoro tak bardzo ceni pan czas, rozumiem, że nie zostaliśmy ściągnięci tu na darmo? — zapytał, chcąc zwyczajnie poznać szczegóły sprawy, nad którą mieliby pracować. Bo tak, jakaś jego część odniosła wrażenie, że Horowitz potrzebował ich obojga.
Brzmiał jak osoba, która pewna była swoich decyzji. Jak ktoś, kto był w nich wyjątkowo wytrwały, a jeśli Harold nie pomylił się, oznaczało to, że żadne z nich nie znajdowało się tu tylko po to, aby zostać odprawionym z kwitkiem.
A szkoda, bo przecież naprawdę lubił obserwować, kiedy jego przeciwnikom ucierano nosa.

Saffron Zimman

Saffron & Harold

: ndz gru 28, 2025 11:58 pm
autor: Saffron Zimman
Miała szczególną ochotę zaznaczyć, że być może skończyli ten sam uniwersytet, lecz ich ścieżka zawodowa dość szybko się rozeszła. I była l e p s z a, znacznie lepsza od niego, ale nawet w przypływie zazdrości potrafiła trzymać  emocje na wodzy. Nie chciała wyjść na małostkową. Horowitz był tym typem klienta, który nie reagował na popisy, ani demonstracyjną pewność siebie. Liczyła się precyzja, skuteczność i zdolność do odczytywania intencji.
— Nie ściągnąłem państwa tutaj bez powodu — odpowiedział spokojnie na pytanie Harolda — Interesuje mnie długofalowa współpraca. Projekt wieloetapowy, wymagający koordynacji, elastyczności i absolutnej poufności. Nie oczekuję deklaracji dzisiejszego wieczoru — dodał.
Saffron przeniosła spojrzenie z mężczyzny na Carnegie, czując jak napięcie z windy przekształca się w chłodną kalkulację. Współpraca była ostatnią rzeczą na jej liście. Nie, żeby było to coś dla niej nowego, bo w branży jej klientów nikt nie polegał wyłącznie na jednym prawniku. Była ich chmara i Saffron zawsze starała się w takich grupkach wybić. Teraz widziała wyłącznie jedną przeszkodę, taką która miała metr dziewięćdziesiąt.
— W takim razie — odezwała się spokojnie — Proponuję, byśmy przeszli do konkretów. Im szybciej zrozumiemy zakres i ryzyko, tym lepiej wykorzystamy czas, który pan tak słusznie ceni.

Horowitz sięgnął po cienką, skórzaną teczkę. Ruchy miał denerwująco powolne. Otworzył ją bez pośpiechu, jak ktoś, kto lubi czuć na sobie uwagę rozmówcy. Wyjął dwa identyczne pliki dokumentów i położył je na stole, przesuwając jeden w jej stronę, drugi w stronę Harolda. Oparł dłonie o blat.
— Plan zakłada skonsolidowanie części aktywów nieruchomościowych z zagranicznym podmiotem inwestycyjnym. Seria przejęć, restrukturyzacja spółek-córek, zmiany właścicielskie prowadzone etapami, bez wzbudzania zainteresowania rynku ani regulatorów. Oczekuję analizy ryzyka, możliwych punktów zapalnych i rekomendacji — kontynuował Horowitz — Interesuje mnie również, jak zabezpieczyliby państwo sukcesję w kontekście tej transakcji. Jest jednak warunek. Pracujecie nad tym osobiście. Bez zespołów i asystentów. Żadnych  konsultacji zewnętrznych. Absolutna dyskrecja.

Saffron sięgnęła po papiery. Przejrzała pierwszą stronę, nie czytając jeszcze treści, raczej chłonąc strukturę dokumentu. Lektura na jeden wieczór przy winie. Rozumiała warunki i nawet nie było potrzeby tłumaczenia powodów. W tym zawodzie poufność była kluczowa, tak jak reputacja. Zastanawiała ją jednak inna rzecz, co będzie z tego miała poza dodatkową pozycją w CV. I czy było to warte zachodu vel spędzania czasu z Haroldem Carnegie. Zagapiła się na dokument z nieprzeniknioną miną.
— Wstępnie się zgadzam, ale potwierdzę po zapoznaniu się z dokumentacją. Mogę zapewnić, że wygospodarują odpowiednią ilość czasu, aby poprowadzić pańską sprawę. Nie obowiązuje mnie żadna kancelaryjna klauzula — spojrzała wymownie na Harolda, po czym wróciła spojrzeniem do Horowitza, przybierając umiarkowany uśmiech.


Dalsza rozmowa nie wniosła nic (poza gwarancją sporego zastrzyku gotówki i aktywów, gdyby się zdecydowali i doprowadzili sprawę do końca), co wymagałoby dalszej obecności Horowitza. W pewnym momencie po prostu spojrzał na zegarek, przeprosił i życzliwie udostępnił swój rachunek, gdyby chcieli zjeść kolację. Uprzejmy wyraz twarzy Saffron zmienił się w ułamku sekundy, gdy tylko mężczyzna miał ich już za swoimi plecami. Zacisnęła wargi, a potem sięgnęła po wino, które wcześniej zamówili. Opróżniła kieliszek za jednym razem.
— No to się nam trafiło na koniec roku — powiedziała, spoglądając na Harolda już bardziej jako Saffron, którą bardzo dobrze znał. Jego rezygnacja byłaby pięknym prezentem, ale nie wierzyła w cuda.



Harold Carnegie

Saffron & Harold

: wt gru 30, 2025 4:43 pm
autor: Harold Carnegie
To spotkanie miało być dla niego s z a n s ą. Idealną okazją ku temu, aby sprawdzić się i być może zapunktować w oczach swojego szefa. W końcu to o n, a nie żaden inny prawnik został na to spotkanie zaproszony, a to musiało oznaczać, że spośród szeregu współpracowników to właśnie on wyróżniał się najlepszymi kompetencjami.
Gardner nie mógł dłużej pozostawać na to ślepym, pchając awanse w ręce kolejnych adoratorów swoich dzieci.
Nie wychylał się więc za bardzo. Na pewno nie w tym swoim typowym, gburowatym wydaniu, w którym powinna znać go Saffron. Kiedy należało, milczał, a gdy wymagała tego od niego sytuacja, zdobywał się na odpowiedzi, którymi mógł zadowolić p r z y s z ł e g o klienta.
Raz tylko zdecydował się omieść spojrzeniem Zimman. Dokładnie wtedy, kiedy Horowitz doprecyzował w końcu, że jedyna współpraca, jaka go interesowała, dotyczyła ich dwójki. To oznaczać miało długie godziny spędzone w swoim towarzystwie, co tylko w pewnym aspekcie brzmiało jak m ę c z a r n i a. Był przecież przyzwyczajony do tego rodzaju pracy, a w jej przypadku miałby przynajmniej czym nacieszyć oko.
Posłał jej też wymuszony uśmiech, gdy zdobyła się na ten delikatny przytyk. Zachował to dla siebie, jednak przez myśl przemknęło mu, że to zlecenie mogło być dla niego szansą, by w przyszłości to on był tym, który rozlicza swoich pracowników.
Podążył w jej ślady i ujął w dłonie szkło wypełnione winem. Nie opróżnił go jednak za jednym zamachem, jedynie opierając się o oparcie krzesła i zataczając dłonią koło tak, aby napój w kieliszku zawirował. — Wiesz, Saffron, istnieje całkiem proste rozwiązanie dla twojego problemu — zauważył, po czym nieznacznie wzruszył ramionami.
Nim powiedział coś więcej, zdecydował się upić kilka drobnych łyków alkoholu. Dopiero po tym odstawił kieliszek na stolik, a sam zmienił pozycję, opierając się o jego blat przedramionami. — Jeśli boisz się, że nie podołasz, możesz po prostu zrezygnować. Nawet najlepiej byłoby, gdybyś zrobiła to już teraz, bo przynajmniej nie dołożysz mi dodatkowej roboty z naprawianiem tego, co po drodze zdarzy ci się popsuć — wyjaśnił swój punkt widzenia, przy okazji posyłając jej uśmiech, który najpewniej niejedna kobieta uznałaby za czarujący.
Ona jednak z a w o d o w o znała go już na tyle, iż powinna wiedzieć, że jedynym, co chodziło mu teraz po głowie, było rzucenie jej wyzwania.

Saffron Zimman

Saffron & Harold

: śr gru 31, 2025 2:38 am
autor: Saffron Zimman
Uniosła brew i pozwoliła sobie na cichy, krótki śmiech. Nie była zaskoczona, ani zirytowana. Słyszała podobne prowokacje zbyt wiele razy, by reagować na nie impulsywnie. Oparła się wygodniej o oparcie krzesła, zakładając nogę na nogę i przez moment po prostu mu się przyglądała bez skrępowania.
— To urocze — odezwała się w końcu — To przekonanie, że mam jakiś problem.

Sięgnęła po kieliszek, obracając szkło między palcami. W jej postawie nie było nic defensywnego; domyślała się jakiej reakcji oczekiwał i mogłaby podjąć tę grę, zacząć się podszczypywać. Lubiła przekomarzać się z tymi ludźmi, którzy potrafili na to odpowiedzieć. Już od dziecka szybko traciła zainteresowanie, gdy deptała czyjeś poczucie godności. Jeśli jej na to ten ktoś pozwalał, to nie był wart zachodu. Osoby pokroju Harolda były pobudzające, wzbudzały emocje i podnosiły ciśnienie w ten dobry sposób (lekarz miałby pewnie na ten temat inne zdanie). Jeżeli dorzuciło się do tego intelekt oraz spryt, to była gotowa się nawet z taką osobą "zaprzyjaźnić".
— Jeśli już ktoś się czegoś boi — kontynuowała po chwili — To raczej ty. W przeciwnym razie nie zaczynałbyś rozmowy od próby podważenia moich kompetencji.
Odstawiła kieliszek na stół, pochylając się minimalnie do przodu. Jej głos pozostał niemal uprzejmy, co tylko wzmacniało sens wypowiadanych słów.
— Z nas dwojga to ja mam większe doświadczenie w pracy przy fuzjach i przejęciach — dodała — Prowadziłam procesy, które obejmowały kilka jurysdykcji naraz. Restrukturyzacje, ciche przejęcia, negocjacje z podmiotami, które nie dawały drugich szans. Jeśli więc ktoś miałby się wycofać, by nie spowalniać pracy — wzruszyła lekko ramionami — Logiczne byłoby, żebyś to był t y.

Posłała mu p r z e m i ł y uśmiech, taki sam jaki widywał na uczelnianym korytarzu, bibliotece, imprezach studenckich, a potem w sądzie i sali konferencyjnej w kancelarii. W zielonkawych oczach kryła się bardzo często prawdziwa intencja. I tylko nieliczni potrafili to zauważyć.
— Zaoszczędzę nam dalszego ple ple ple, bo oboje wiemy, że decyzja już zapadła. A to oznacza wygospodarowanie dla siebie znacznie więcej czasu, niż do tej pory. Im szybciej do tego usiądziemy, tym lepiej... Jeśli masz wolny wieczór to proponuję coś zamówić i porozmawiać. Nie wypada odrzucać hojności Horowitza  — kończąc to mówić, namierzała już wzrokiem kelnera. Butelka dobrego wina i smaczne jedzenie potrafiły łagodzić obyczaje, a Saffron tym razem chciała się dogadać. Tak jak wtedy, gdy wspólnie opracowywali projekt na zaliczenie z prawa spółek. Czy trzeba wspominać, że jako jedyni otrzymali A+?



Harold Carnegie

Saffron & Harold

: pt sty 02, 2026 10:16 am
autor: Harold Carnegie
Prawdę powiedziawszy nie spodziewał się po niej niczego innego. Nie był to przecież pierwszy raz, kiedy mieli ze sobą do czynienia, a w trakcie wszystkich tych s t a r ć przekonał się o tym, że Saffron była dla niego godnym przeciwnikiem.
Wiedziała, co robi i znała własną wartość, co czyniło z niej adwokata, którym Horowitz rzeczywiście powinien był się zainteresować. Harold najpewniej też zrobiłby to na jego miejscu, ale przecież wcale na nim nie był. Znajdował się po przeciwnej stronie barykady - dokładnie tam, gdzie Zimman i wiedział, że oboje najpewniej równie mocno chcieli zaimponować tak ważnemu klientowi. To zaś sprawiało, że ich interakcje nie mogły okazać się po prostu p r z y j a c i e l s k i e. Miało być w nich pełno rywalizacji.
A jednak musieli wyważyć to w taki sposób, aby nie zrobić z tego dziecinnej jatki. Mieli przed sobą wpływowego i rozsądnego faceta, który na pewno nie był ślepy. Stać go było również na to, aby zastąpić ich dwójkę jeszcze lepszymi specjalistami. Jeśli zależało im na tej robocie, będą zmuszeni schować dumę do kieszeni i w końcu się w tej współpracy odnaleźć.
To nie ja ją zacząłem — zwrócił na to jej uwagę, podczas gdy kąciki jego ust pozostawały wykrzywione w zaczepnym uśmiechu. Musiałby być głupi, aby rzeczywiście wątpić w jej kompetencje. Niejednokrotnie widział ją w akcji i zdołał już przekonać się nie tylko o tym, że dawała sobie radę, ale przede wszystkim była w tym d o b r a.
Tego jednak za nic w świecie nie powiedziałby na głos.
Upił łyk wina, spoglądając na brunetkę z cieniem politowania, kiedy recytować zaczęła mu swoje CV. Komuś innemu być może wydałoby się interesujące, ale czy przypadkiem on nie mógł pochwalić się podobnym? Jedyną różnicą było to, że zajmował się równie trudnymi sprawami w nieco innym aspekcie prawa.
Jedno musiał jej oddać - była rzeczywiście poświęcona pracy, co nie było dla niego zaskoczeniem. Wychylił się ponownie i oparł przedramiona na blacie stołu, aby móc przyjrzeć się jej twarzy z nieco mniejszej odległości. — Domyślam się, że ty plan masz już pewnie opracowany — skomentował, przy czym warto zaznaczyć, że tym razem w jego słowach nie było nawet grama kąśliwości. Wiedział przecież, że to właśnie w tym się specjalizowała, więc zakładanie, że nie miała jeszcze żadnej koncepcji, byłoby dla niej zwyczajnie lekceważące.
Co polecasz? — zapytał, sięgając po kartę z menu. Jeśli miał czekać ich wieczór o wiele dłuższy, niż początkowo zakładali, a w dodatku mieli pełną dowolność, jeśli chodzi o kolację, głupio byłoby z tego nie skorzystać.
Przy jedzeniu, jak przy jedzeniu, ale przy drinku zawsze pracowało mu się lepiej.

Saffron Zimman