Strona 1 z 1

the best relationship usually begin unexpectedly

: ndz gru 14, 2025 3:12 pm
autor: Dante Levasseur
#001
Wybierając się pobiegać do parku, zdecydowanie nie wziął pod uwagę tego, że aktualna aura – a raczej zalegający w nadmiarze śnieg – niespecjalnie ułatwiała w tej kwestii sprawy. Fakt, podobna myśl zakręciła mu się przez chwilę gdzieś z tyłu głowy… Problem w tym, że był już wtedy w drodze na miejsce, a powrót do mieszkania i spędzenie reszty dnia kompletnie bezczynnie nie wydawało się być ani trochę kuszącą opcją. Zdecydowanie ciekawszym wyborem zdawało się pozostanie przy wcześniejszych planach – przy jednoczesnym nieznacznym ich zmodyfikowaniu. Bo o ile bieganie po śniegu faktycznie mogło być niezbyt komfortowym zajęciem, to już sam spacer po parku nie wydawał się aż tak fatalnym pomysłem.
Z początku nawet nie zwrócił uwagi na psa, który od jakiegoś czas kręcił się niedaleko – podobny widok nie był przecież niczym zaskakującym w parku. Psów bywało tu prawdopodobnie całkiem sporo, a każdemu z nich zwykle towarzyszył właściciel. Nawet jeśli na pierwszy rzut oka pozostawał niewidoczny, bo na przykład nie zdążył jeszcze zorientować się, że jego zwierzak postanowił się nieco oddalić i samodzielnie poeksplorować otoczenie. Zwracanie uwagi na każdego plączącego się po okolicy czworonoga wydawało się być więc co najmniej lekko bezcelowym zajęciem. Przynajmniej do momentu, gdy Dante postanowił zatrzymać się na chwilę, żeby sięgnąć po telefon i sprawdzić treść otrzymanego właśnie powiadomienia. Ten właśnie moment pies postanowił wykorzystać, by podbiec do niego i kilkoma radosnymi szczeknięciami oznajmić, że oto najwyraźniej właśnie odnalazł swojego człowieka.
A tobie o co chodzi…? – oderwał spojrzenie od ekranu telefonu, by na moment przenieść je na siedzącego przed nim zwierzaka, a następnie rozejrzeć się po okolicy w poszukiwaniu wzrokiem kogoś, kto mógłby zmierzać właśnie w ich kierunku ze smyczą w ręku. Nic z tego. – Nic dla ciebie nie mam. Uciekaj.
Pies jednak najwyraźniej nie miał najmniejszego zamiaru ruszyć się z miejsca. Przeciwnie – wspiął się nawet na tylne łapy, przednimi opierając się o Danny’ego i kolejnym szczeknięciem komunikując, że nic z tego, tak łatwo się go nie pozbędzie.
O nie, mowy nie ma, bez takiego spoufalania się, co? – wbrew własnym słowom nie mógł się jednak powstrzymać, by nie pogłaskać go przyjacielsko po głowie. Po uważniejszym przyjrzeniu się można było się zresztą domyślić, że nie miał co liczyć na ratunek ze strony ewentualnego właściciela czworonoga. Ten ewidentnie nie był zbyt zadbany – dłuższa sierść zdążyła się już porządnie skołtunić i zdecydowanie nie należała do najczystszych. – Nie mam zamiaru się tobą zajmować, musisz poszukać sobie innego naiwniaka.
I chociaż po tych słowach faktycznie cofnął się nawet o krok, by następnie ruszyć w swoją stronę, całkiem szybko przekonał się, że było to mniej więcej tak samo skuteczne, jak jakiekolwiek słowa kierowane w stronę zwierzęcia. Pies bowiem nie przejął się ani odrobinę, traktując tę sytuację jako wznowienie spaceru i radośnie ruszając w ślad za swoim nowym człowiekiem.
Żartujesz sobie, nie…? – zerknął w jego stronę, póki co poddając się i postanawiając uparcie udawać, że kompletnie nie zauważał żadnego zwierzaka kręcącego się pod jego nogami. Bo przecież… istniała chyba jakaś szansa na to, że ten ostatecznie znudzi się i postanowi podreptać dalej, w poszukiwaniu kogoś bardziej interesującego…?

Erza B. Fernandes

the best relationship usually begin unexpectedly

: pn gru 15, 2025 6:35 pm
autor: Erza B. Fernandes
Dante Levasseur

Codzienne spacery po schronisku wydawały się być dla Erzy czymś naturalnym. Pozwalały na uporządkowanie głowy, wywleczenie z niej niepotrzebnych myśli, które warte byłyby wypędzenia. Mierzenie się z trudem pracy powodowało wieczne, pesymistyczne myśli. Nie była w stanie od nich uciec. Ciągłe szczekanie, męczące ujadanie, bardzo intensywny zapach dochodzący do nosa. Wszystko potrafiło dotkliwie zmęczyć, zostawiając Cię z totalnie pustą głową z powodu niemocy. Chciała móc pomóc każdemu zwierzakowi. Tylko doskonale wiedziała, że nie mogła zabrać ich ze sobą do domu. Zajmowanie się całą zgrają było obciążające już w schronisku.
Dodatkowo nadchodził powolnymi krokami najgorszy okres w całym roku kalendarzowym. Okres świąteczny mieszał się z nieudanymi prezentami. Szczeniaki pełne życia przychodziły spod choinek, bo nie wydawały się doskonałe. Robiły siku w domu, gryzły meble, a i cały puppy blues potrafił zrobić swoje. Dla Erzy było to naturalne. Powstrzymywała się za każdym razem ze zaciśniętą szczęką kiedy ktoś postanowił przynieść czworonoga do schroniska. Nie przepadała za dwuznacznościami. Była oschła, spokojna, ale jednocześnie łamało się jej serce na pół. W najpiękniejszym okresie ludzie nie mieli serca. Zostawiali istoty, dla których byli całym światem. Fernandes mogła wypluwać sobie żyły, byle zwierzęta nic nie poczuły. Prawda wydawała się być okrutna, bo... nawet zwierzętom nikt nie zastąpi rodziny.
Z lekką drzazgą w sercu szła przed siebie ze słuchawkami w uszach. Leciała depresyjna muzyka, podtrzymująca jej nastrój. Mało kiedy czuła się tak fatalnie. Nadejście tego okresu sprawiało, że jak za dotknięciem magicznej różdżki chciała rozpocząć płakanie. Nowy rok, nowe schronisko. Mogła powtarzać to sobie w głowie, tylko po co? Pociągnęła kilka razy mocno nosem, czując jak ziąb przechodzi przez całe jej ciało. Już chciała wrócić do domu. Aktywność fizyczna nie była zbyt dobrym rozwiązaniem, jeśli czuło się rozchodzącą się po ciele ranę. Wzdychając ciężko, uniosła głowę i wtedy zauważyła całkiem znajomą postać. Podeszła kilka metrów, mrużąc przy tym oczy.
Dante? — zaczęła, otwierając delikatnie usta. Znała go z liceum. Niezbyt za nim przepadała, zresztą już wtedy obchodziły ją szczególnie zwierzęta. Jej wzrok padł niżej, tuż przy jego nodze, gdzie zauważyła przepięknego psiaka. Oczy mimowolnie się jej zapaliły.
Wiesz, że z psem... — mruknęła, przegryzając dolną wargę. Mimowolnie dodała w głowie 1+1. Człowiek a koło niego pies. Proste równanie, w którym Levasseur wydawał się dojrzeć. Nie tyle co na papierze, za to w jej oczach — chodzi się na smyczy, prawda? — spytała całkiem poważnym tonem, wbijając wzrok w Dante. Sama ukucnęła, żeby pomiziać uroczego kundelka za uszkiem.

the best relationship usually begin unexpectedly

: pn gru 15, 2025 7:25 pm
autor: Dante Levasseur
Nie dało się nie zauważyć, że przypadkowo spotkany pies okazywał się być wyjątkowo upartym egzemplarzem. Ignorowanie go przynosiło bowiem dokładnie takie same efekty, jak wcześniejsze próby wyperswadowania mu tej nieplanowanej znajomości. Co gorsza, jakiekolwiek szanse na to, że zwierzę miałoby przekierować swoją uwagę na kogoś innego również drastycznie malały wraz z każdym z nielicznych przechodniów, jakich dane było im minąć w drodze przez park. Każdego z nich futrzak całkowicie zignorował, niestrudzenie drepcząc za tym jednym, którego z jakiegoś niewyjaśnionego powodu sobie upatrzył.
Świetnie, niech ci będzie… – mruknął półgłosem, zamierzając w kolejnej chwili schylić się po garść śniegu. W końcu krótka zabawa w rzucanie psu śnieżek – jako substytutu przysypanych aktualnie patyków – nie mogła przecież żadnemu z nich zaszkodzić… Bo widocznie Dante jakoś tak kompletnie nie wziął pod uwagę tego, że jakąkolwiek zabawą mógł co najwyżej zachęcić psa do tego, by ten nie odpuszczał sobie tej znajomości.
Albo – czego póki co nie zamierzał przyznawać przez samym sobą – coraz mniej przeszkadzał mu scenariusz, w którym czworonożny przybłęda miałby zostać z nim na dłużej.
Zanim jednak zdążył przystąpić do realizacji tego planu, usłyszał za sobą własne imię. Odwrócił się machinalnie, krótkim spojrzeniem taksując osobę, która się do niego zwracała. Kojarzył ją – co do tego nie miał większych wątpliwości. Gdyby skupił się wystarczająco, prawdopodobnie byłby nawet bez większego trudu określić nieco bardziej precyzyjnie skąd konkretnie ją kojarzył. Niestety, właściwie imię skryło się w zakamarkach podświadomości stanowczo zbyt głęboko, by można było je w tym konkretnym momencie odkopać.
To… – spojrzenie na moment przeniosło się na wspomnianego psa – nie jest mój pies.
Choć oczywiście trudno byłoby dziwić się wysnutym przez nią wnioskom. Zwierzak kręcił się wokół niego, nie zamierzał oddalać się do żadnych swoich psich spraw i… nie dało się ukryć, był absolutnie pewien tego, że dopisało mu szczęście i przygarnął sobie właśnie człowieka. Wystarczyło jedynie zaczekać aż do tego wybranego człowieka ten fakt wreszcie dotrze.
Choć najwyraźniej trafił mu się dość oporny okaz.
Zaczął za mną łazić i widocznie nie ma zamiaru się odczepić. Może komuś zwiał, ale… raczej nie ma żadnej obroży – ponownie zerknął w stronę zwierzaka. – Więc nie za bardzo wiem, co właściwie z nim zrobić…
Tym razem spojrzeniem powrócił do… Elli…? Elsy…? Było to zresztą spojrzenie dość wymowne, mogące całkiem jasno sugerować, że nawet jeśli w danym momencie kompletnie nie mógł przypomnieć sobie jej imienia, to jednak stała się właśnie jakąś nadzieją na rozwiązanie tej beznadziejnej sytuacji. Choć przez myśl przemknęło mu również to, że skoro psiak dał się jej bez problemu pogłaskać – i nawet wyglądał na całkiem zadowolonego – to może należałoby subtelnie wycofać się i liczyć na to, że ten przyczepi się tym razem właśnie do niej…

Erza B. Fernandes

the best relationship usually begin unexpectedly

: wt gru 16, 2025 9:58 pm
autor: Erza B. Fernandes
Dante Levasseur

Otworzyła szerzej buzię, widząc śnieżkową scenę. Pierwszy raz od dawna nie wiedziała, w jaki sposób powinna skomentować scenę, toczącą się przed jej oczyma. Jej usta ze zdziwienia zamieniły się w podkówkę pewną swego rodzaju zmieszana i złości. Niby prosta zabawa, a w jej oczach przypominała znamiona znęcania się. Fernandes wiele widziała swoimi oczami w schronisku. Aż w nią uderzyło zachowanie mężczyzny.
Nie rzucaj w niego śnieżkami — prawie że warknęła. Zacisnęła pięści mocno, wbijając sobie paznokcie we wnętrze dłoni. Zostawiając sobie na nich czerwone ślady — posrało Cię, czy jak? — rzadko kiedy unosiła głos. Znała Dante. Wiedziała, z czym miała do czynienia. Tym bardziej ją zirytował. Jej brwi ułożyły się w niebezpieczny wyraz. Gdyby tylko miała przy sobie patelnię, uderzyłaby mężczyznę z całą siłą w głowę. Finalnie nabrała głębokiego oddechu, zakładając rękę na rękę. Mogła to być zaledwie zabawa. Widziała reakcję zwierzaka. Dlatego finalnie machnęła na to. Nie mogła być Matką Teresą, która będzie każdemu napotkanemu człowiekowi dawać wykład dotyczący zachowania wobec zwierząt.
Westchnęła ciężko. Psiak wydawał się być absolutnie zakochany w Levasseur'ze. Merdał ogonem na jego widok, a oczy mu się świeciły. Zaczął radośnie szczekać. Chyba zwiastowało to psie szczęście. Podobno różdżki wybierały swoich właścicieli, może tak samo było z psami? Zwierzak ani na moment nie spojrzał na Erzę, za to radośnie obwąchiwał mężczyznę, kilka razy na niego szczekając.
Jak to co? — dla niej ta sprawa wydawała się być zwyczajnie prosta. Jest zwierzak, to trzeba mu pomóc. Bez żadnego zastanawiania się. Czyste działanie. Na tym właśnie powinni się wszyscy skupić. W taką pogodę nie miał on zbyt wielkich szans na mrozie — zajmij się nim — ugryzła się w język, chcąc dodać, zabierz do schroniska. Tam takie chodzące szczęście zagubiłoby się wśród odgłosów szczekania, ogólnego chaosu. Dodatkowo zbyt wiele psów przybywało w tym okresie do schronisk. Powoli nie miał, kto się nimi zajmować. Fundusz nie wzrastał, a jeśli miała mieć szansę namówienia kogoś na dobry uczynek, to zrobi to z całą świadomością.
— Jezu Dante, już raz mieliśmy taką samą sytuację — wtedy powiedziała mu to samo. Zacznij działać, tu nie ma nad czym się zastanawiać — weź, go na ręce i się nim zajmij — całe przekonanie do tej sytuacji wręcz z niej wybrzmiewało. Chciała dla zwierzaka jak najlepiej. Nikomu odrobina odpowiedzialności nie zaszkodziła.

the best relationship usually begin unexpectedly

: czw gru 18, 2025 7:47 pm
autor: Dante Levasseur
Z pewnością ani przez moment nie przeszło mu przez myśl, by za pomocą rzuconej psu śnieżki jakkolwiek mu zaszkodzić. Na pewno nie pomyślałby też, że ktokolwiek miałby w ten sposób odczytać jego intencje. Tym bardziej, że sam psiak również zdawał się całkiem nieźle zrozumieć ten gest, usiłując nieporadnie złapać tę zimową wersję improwizowanej piłki. Co zresztą Dante skwitował krótkim rozbawionym parsknięciem w momencie, gdy zwierzak – nie złapawszy piłki i nie bardzo mając pojęcie gdzie ta mogła się podziać – na moment wetknął niemal całą głowę pod śnieg w jej poszukiwaniu.
Skierowane pod swoim adresem oburzenie mógł więc skwitować całkiem wymownym spojrzeniem, dość jasno sugerującym, że dramatyzowanie było w tym przypadku absolutnie zbędne. I tylko na moment otworzył usta, w ostatniej chwili poddając się jednak przedświątecznemu cudowi i gryząc się w język. Bo może jednak warto było, widząc przed sobą nadarzającą się okazję, by przekazać psi problem pod opiekę kogoś innego…
Niestety, nadzieja na to wyparowała stosunkowo szybko. Mniej więcej tak samo szybko, jak ze strony Erzy padły pełne przekonania słowa o konieczności zajęcia się zwierzakiem.
Jasne. I ani wtedy, ani teraz to nie był wcale dobry pomysł – zauważył, powracając pamięcią do sytuacji z przeszłości, w której może i rzeczywiście wahał się znacznie krócej przed chęcią przygarnięcia przypadkowego psa, ale… raczej niewiele mógł poradzić na kategoryczny sprzeciw własnej matki. I chociaż aktualnie jej zdanie niespecjalnie musiało go już interesować, w zasadzie niewiele się pod tym względem zmieniało. Bo dość łatwo można było domyślić się, że nowe ucieleśnienie rozsądku w postaci Ivy mogłoby mieć na ten temat bardzo podobną opinię.
A nie mogłabyś na przykład… – nie dokończył pytania, orientując się w międzyczasie, że niechciany do tej pory pies właśnie wypatrzył w pobliżu jakąś wiewiórkę i postanowił za nią pognać. – A ty dokąd…?
W teorii… problem właśnie sam się rozwiązał, zwierzak znalazł sobie nowy obiekt zainteresowania. Rozsądek mógłby więc podpowiedzieć, że w tej sytuacji należałoby uznać całą tę sytuację za niebyłą, odwrócić się na pięcie i jakby nigdy nic wrócić do własnych spraw.
Rozsądek jednak dość rzadko dochodził do głosu, jeśli chodziło o Dante i podejmowane przez niego decyzję.
I pewnie właśnie dlatego niewiele się zastanawiając, pobiegł za futrzakiem, nie tracąc przy tym czasu na analizowanie, czy faktycznie miało to jakiś większy sens. Ani tym bardziej na przypominanie samemu sobie, że przecież jeszcze parę minut temu nie miałby przecież absolutnie nic przeciwko temu, gdyby czworonożny natręt zechciał zainteresować się czymkolwiek lub kimkolwiek innym i tym samym zostawić go w spokoju.

Erza B. Fernandes

the best relationship usually begin unexpectedly

: ndz gru 21, 2025 12:26 pm
autor: Erza B. Fernandes
Dante Levasseur

W oczach Fernandes błyszczała determinacja. Levasseur mógł wydawać się kiepskim kandydatem na właściciela psa. Kojarzyła bardziej jego buntowniczą naturę, powiew nieodpowiedzialności, ale musiała uwierzyć w magię dorastania. Kilka dobrych lat minęło, odkąd skończyli szkołę średnią.
Zajęcie się psem to zawsze dobry pomysł — odparła praktycznie bez żadnego zastanowienia z głosem pełnym determinacji. Uśmiechnęła się szczerze — dodasz kokardkę i będzie idealnym prezentem — jako weterynarz pracująca w schronisku nie powinna dawać takich sugestii. Widziała psy przychodzące prosto spod choinki prawie jak śmieci. Ludzie nie mieli serca. Myśleli, że czworonogi nie niosą za sobą żadnej odpowiedzialności. Prawda wyglądała inaczej. Jeden pies to sporo zadań do wykonania. Pierwsze dni ze szczeniakiem potrafią być przytłaczające. Zwłaszcza gdy pęka bańka beztroski.
Nie — doskonale wiedziała, co chciał powiedzieć. Nie mogła zabrać słodkiej kulki szczęścia do schroniska. Ono niszczyło w psach radość, szczęście, a wszczepiało problemy behawioralne. Każdy kto ją znał, zadawał jej to samo pytanie. Ona sama jeszcze nie dojrzała, by adoptować jednego psa ze schroniska. Nie miała serca, by zostawiać tyle istnień. Pewnie rozpoczęłaby wykład, ale wtedy zdała sobie sprawę z ucieczki — nie! — krzyknęła Erza, widząc, psiaka goniącego za wiewiórką. Instynkt łowcy musiał się w nim rozbudzić. Nie zastanawiała się długo. Pobiegła za Dante.
Masz smaczki — w trakcie biegu wyjęła saszetę z trenerkami z premium kangura. Pracując w schronisku, nauczyła się jednego. Bycia gotowym na każdą ewentualność — Ciebie posłucha, skoro już wybierał się za Tobą do domu — krzyknęła jeszcze, po czym musiała się zatrzymać złapać oddech. Przy każdym wysiłku od razu łapała ją mocno kolka. Teraz zadziało się to samo. Patrzyła za uciekinierem i jego przyszłym właścicielem.
Jezu, nienawidzę rudzielców — rzuciła zdyszana Erza, zatrzymując się przed drzewem. Musiała wziąć głęboki oddech. Sporty nigdy nie były jej mocną stroną. Przebiegnięcie trzystu metrów też się do nich zaliczało. Nie interweniowała w sprawie kundelka, licząc, że między nim a Dante pojawi się prawdziwa więź.

the best relationship usually begin unexpectedly

: ndz sty 11, 2026 6:09 pm
autor: Dante Levasseur
Może i od ukończenia przez nich szkoły średniej minęło ładnych parę lat, jednak zdecydowanie nie dałoby się zaprzeczyć temu, że od tego czasu niewiele zmieniło się w tym, jak Dante podchodził do… wszystkiego tak właściwie. Dorastanie w jego przypadku ewidentnie nie zadziałało, w najmniejszym stopniu nie przybyło mu odpowiedzialności i raczej nie zanosiło się na to, by obowiązek opieki nad psem miał to jakkolwiek zmienić. Szczerze powiedziawszy… jego dotychczasowe zawahanie w kwestii tego, czy faktycznie powinien zabierać ze sobą czworonoga do domu można było potraktować jak jeden z niewielu przebłysków tej całej odpowiedzialności.
Jasne, chyba że w najbliższym czasie będę musiał poszukać sobie nowego nomu razem z nim – zdążył wtrącić z nieprzekonującym uśmiechem, zanim zwierzak postanowił zabawić się w pościg za wiewiórką. I przy okazji zmusić ich do dołączenia do tej nieplanowanej zabawy.
I chociaż podszyte żartobliwą nutą stwierdzenie mogło mieć w sobie jakieś ziarno prawdy, trudno byłoby zawracać sobie tym głowę podczas uganiania się za psem. Zwłaszcza, że tym samym decyzja chyba już została podjęta – w końcu trudno byłoby tak po prostu zostawić w na pastwę losu zwierzaka, za którym przyszło mu uganiać się po zaśnieżonym parku.
Bez większego zastanowienia przejął podaną mu saszetkę, w biegu wyjmując z niej garść smaczków. Choć pewnie jakieś próby zawołania psa mogłyby być znacznie łatwiejsze – albo skuteczniejsze – gdyby ten posiadał w ogóle jakieś imię. Albo cokolwiek innego, na co miałby faktycznie zareagować, bo jednak krótkie gwizdnięcie zdecydowanie nie sprawdziło się. Psiak nawet się nie obejrzał, swoją gonitwę kończąc dopiero pod jednym z drzew, na które ostatecznie zwiała ścigana wiewiórka. Mimo wszystko najwyraźniej wciąż jeszcze nie uznał swojej misji za zakończoną, zajmując się zawziętym obszczekiwaniem gryzonia.
Dobra, już jej dogadałeś, teraz chodź tutaj – kucnął kilkanaście kroków przed ujadającym psem, wyciągając w jego stronę dłoń z leżącymi na niej smaczkami. Nawet wtedy musiała jednak minąć chwila, zanim zwierzak zdecydował się nimi zainteresować i skusić.
Nie zdarza ci się za często patrzeć w lustro, nie…? – kiedy już zwierzak stracił zainteresowanie wiewiórką i w najlepsze wcinał zaoferowane mu przysmaki, Dante ze śmiechem odwrócił się w kierunku Erzy po jej uwadze. – Bo wiesz… nie mam dla ciebie dobrych wiadomości…
Wymownie zawiesił na moment spojrzenie na jej włosach, po czym odwrócił się ponownie w stronę psa. Po krótkim namyśle wziął go wreszcie na ręce, woląc mimo wszystko nie ryzykować wznowienia zabawy w ganianego. Nawet jeśli z tyłu głowy wciąż gnieździła się myśl zrodzona w tej niezbyt aktywnej, aczkolwiek widocznie dość rozsądnej części jego umysłu – zabieranie go ze sobą nie było ani trochę dobrym pomysłem. Zwłaszcza, że pewnie nietrudno byłoby o wskazanie przynajmniej kilku zdecydowanie bardziej odpowiedzialnych przyszłych opiekunów. Nawet gdyby wskazywanie to miało odbywać się kompletnie na ślepo, spośród zupełnie losowych osób.
Jesteś pewna, że nie chcesz go wziąć? – mimo braku jakiegoś większego przekonania w tym pytaniu, prawdopodobnie warto było spróbować raz jeszcze. Chociaż nawet podchodząc do niej z tym zapytaniem, wcale nawet nie spróbował podać jej psa. Bo przecież decyzja zapadła już wcześniej, obecnie mógł się w niej co najwyżej utwierdzić, a dla uspokojenia potencjalnie marudnego sumienia – mało prawdopodobne, by miało się odezwać akurat w tym przypadku… – przynajmniej próbował przekazać zwierzaka w bardziej odpowiedzialne ręce.

Erza B. Fernandes

the best relationship usually begin unexpectedly

: ndz sty 18, 2026 12:12 pm
autor: Erza B. Fernandes
Dante Levasseur

Daj spokój — mruknęła Erza, wpatrując się badawczym wzrokiem w Dante przed całą ucieczką. Chociaż tym tekstem mogłaby rzucić zdecydowanie częściej — rodzice by Ci na to nie pozwolili — pi razy oko zdawała sobie sprawę, że był bogaty. Z jego uporem nie istniały rzeczy niemożliwe. Zwłaszcza kiedy wspominała liceum, potrafił zrobić wiele zaskakujących rzeczy, gdy ona tkwiła w schronisku. Gdyby zrównać ich temperamenty okazałyby się bardzo podobne z tą różnicą, że Erza żyła w bańce wolontariackiej, za to Dante w imprezach.
Ucieczka psa zakończona sukcesem. Pies złapany w rękach u Dantego. Aż Erza przez krótki moment się rozmarzyła, wpatrując się w tę dwójkę. Zamrugała kilka razy oczami i uśmiechnęła się szeroko. Piękniejszego widoku już dawno nie widziała przed sobą. Przybłęda znajdująca przyszłego właściciela. Cała zadowolona, choć jeszcze wpatrująca się w drzewo. Pies usilnie chciał dopaść wiewiórkę.
Oooo... — zaczęła Erza, uśmiechając się szeroko od ucha do ucha. Oczy jej błyszczały, widziała w duet idealny. Z odrobiną chaosu, szaleństwa, ale też wzajemnego zrozumienia. Wewnątrz głowy Fernandes Levasseur właśnie przeszedł pozytywnie test. Zachował się jak prawdziwy właściciel psa — wyglądasz jak ojciec z dzieckiem — Dante właśnie dostał swoje psiecko. Z jakimś dziwnym rodzajem ulgi przyjęła fakt, że nie będzie musiała zawracać do pracy. Nie przeżyłaby kolejnego szczeniaka w schronisku, to miejsce było zdecydowanie nie dla nich.
Jestem wyjątkiem potwierdzającym regułę — stwierdziła Erza, unosząc ku górze oba kąciki ust — tak wiem, że jestem ruda — miała lustro w domu, widziała własne włosy. Finalnie zaśmiała się na jego komentarz. Nawet bawiła ją przekorność losu. To ona musiała wypowiedzieć takie słowa, by inni poczuli wobec nich dysonans — ale mi można ufać — puściła mu oczko. Może nie w każdej sprawie, bo Erza jak każda kobieta była plotkarą. Mogła nie widzieć Dante kilka lat, a i tak zaczęła zastanawiać się, co dokładnie się w jego życiu działo.
Tak — bardziej pewna być nie mogła — polubił Ciebie, a wyobrażasz go sobie w schronisku? — tam by trafił, jeśli Erza postanowiłaby go zabrać. Hałas, głośne szczekanie, już na samą myśl zaczynała boleć ją od tego głowa. Finalnie westchnęła cicho pod nosem— dorosły facet bierze szczeniaka, jaka laska by na niego nie spojrzała? — każda kobieta ucieszyłaby się z psa w domu. Nie istniała taka opcja, że byłoby odwrotnie.