Strona 1 z 1

so be good, for goodness sake

: ndz gru 14, 2025 8:34 pm
autor: Dante Levasseur
#003
W migoczących światełkach, wszechobecnych choinkach, elfach, skrzatach i Mikołajach niezaprzeczalnie mimo wszystko było coś urokliwego. Mniej więcej do połowy listopada, zanim wszystkie te świąteczne akcenty zdążyły się już zupełnie opatrzeć i w znacznym stopniu zbrzydnąć. Podobnie zresztą rzecz miała się ze wszystkimi tymi świątecznymi hitami, które na długo przed grudniem szturmem wdzierały się do sklepów, reklam i wszystkich stacji radiowych. A im bliżej było do świąt, tym więcej trzeba było alkoholu, by jakoś to wszystko znieść – a przynajmniej z takiego założenia wychodził Dante. Tym bardziej, że strategia ta całkiem nieźle sprawdzała się od lat. Niestety, miała również jeden całkiem poważny mankament.
Po alkoholu często nachodziły ludzi idiotyczne pomysły.
Dante wprawdzie miewał takowe także zupełnie na trzeźwo… W rzeczywistości niewiele się w tej materii zmieniało, niezależnie od jego stanu świadomości. Ale ten fakt można było taktownie przemilczeć i przynajmniej ten jeden raz uznać, że pomysł zawitania na bożonarodzeniowym jarmarku podyktowany był tylko i wyłącznie wypitym wcześniej alkoholem.
Na trzeźwo przecież by tego sobie nie zrobił.
I nie chodziło tu już o jakąkolwiek niechęć do świąt samych w sobie. Przepychanie się pomiędzy tłumem ludzi krążących od stoiska do stoiska trudno byłoby uznać za choćby odrobinę przyjemne – niezależnie od okoliczności. Nic więc dziwnego, że stosunkowo szybko Levasseur musiał dojść do całkiem rozsądnego wniosku, że bez zadbania o to, by zbyt szybko nie powrócić do stanu całkowitej trzeźwości, mogłoby skończyć się to wszystko tragicznie. By więc zapobiec ewentualnym ofiarom, z pewnym trudem przepchnął się do stoiska, przy którym zaopatrzyć mógł się w grzańca. Kiepski sposób, by się upić, ale… jak się nie ma co się lubi… Mając natomiast wrażenie, że całkiem niedaleko rzuciła mu się w oczy znajoma twarz, zapobiegawczo wyposażył się od razu w dwie porcje trunku. Bo w końcu… nawet gdyby się pomylił, niewielka była szansa na to, że ta druga mogłaby się zmarnować.
Lawirowanie pomiędzy ludźmi z dwiema zajętymi rękoma było wprawdzie zadaniem jeszcze bardziej karkołomnym, jednak wreszcie udało mu się dotrzeć do miejsca, w którym majaczyła potencjalnie znajoma sylwetka. Wprawdzie aktualnie być-może-Ares odwrócony był tyłem, więc istniało pewne ryzyko, że właśnie zamierzał niespodziewanie podsunąć kubek pod nos kogoś kompletnie obcego, ale… kto przejmowałby się podobnymi drobiazgami?
Nie da się poczuć magii świąt bez odpowiednich akcesoriów – oznajmił na wstępie, zgodnie z planem wychylając się zza upatrzonych pleców i podtykając grzańca tuż przed twarz ich właściciela. – A tobie wyraźnie brakuje tego najważniejszego. I możesz mi już podziękować za naprawienie tego błędu.
Co prawda – zgodnie z przypuszczeniami – grzaniec mógł okazać się w tym przypadku zdecydowanie zbyt słabym trunkiem… Wciąż jednak niewątpliwie lepiej było go mieć w zasięgu ręki niż chłonąć całą tę świąteczną atmosferę zupełnie na trzeźwo. Co do tego trudno byłoby się nie zgodzić.

Ares Everhart

so be good, for goodness sake

: śr sty 14, 2026 7:50 pm
autor: Ares Everhart
Jedną z najistotniejszych rzeczy - przynajmniej według Aresa - byli ludzie, którymi otaczamy się na co dzień. To oni wpływali na nasze humory, oni potrafili nas rozbawić, dzięki nim nawet fatalnie rozpoczęty dzień mógł mieć naprawdę dobre, radosne zakończenie. Ares starał się otaczać ludźmi, którzy mieli na niego dobry wpływ, bo mimo wszystko - mimo że sam nie zawsze wiedział co jest dla niego dobre - chciał dbać o swój komfort psychiczny.
Czy Dante był dla niego komfortowym towarzyszem? Tak, w pewnym sensie nadawali na tych samych falach, wpadali na podobne, nieraz kretyńskie pomysły i czuł się w jego obecności swobodnie, nie musiał więc nikogo udawać, silić się na jakieś zakładanie masek i robienie dobrego wrażenia, aby tylko się przypodobać. Z niektórymi osobami nie czuł tego komfortu, z niektórymi musiał się trochę bardziej pilnować, musiał być sobą "trochę mniej", a trochę bardziej zachowywać się jak tradycyjny facet. Ale w sumie jak powinien zachowywać się facet w XXI wieku, żeby być postrzegany jako ten normalny? Normalność przecież była pojęciem bardzo względnym i dla każdego to słowo znaczyło coś innego.
Stojąc pośrodku jarmarku, z głosami otaczających go ludzi dookoła siebie, Ares próbował skupić myśli na czymś konkretnym, ale niestety w takich warunkach czuł się kompletnie zagubiony, ogłuszony wręcz. Szybko pożałował, że w ogóle zachciało mu się przyjść na ten event i to w dodatku samotnie. Najpewniej Elisabeth miała jakieś inne plany, jego najlepszy przyjaciel pewnie też, skoro nie stali u jego boku, ale Axel naprawdę coraz bardziej żałował, że mimo braku towarzysza zdecydował się tu przyjść.
I wtem, gdy już miał odwrócić się na pięcie i pójść do domu, przed jego nosem (dosłownie) pojawił się kubeczek z charakterystycznie pachnącym napojem, w którym bez problemów rozpoznał grzane wino. Uniósł brew, zaskoczony, ale gdy przy uchu usłyszał znajomy głos na jego twarzy pojawił się uśmiech, początkowo lekki i niepewny, ale poszerzający się z każdą chwilą, z każdym wypowiadanym przez Dante słowem.
- Stary, chyba jeszcze nigdy nie cieszyłem się tak bardzo na widok twojej ślicznej mordki - uśmiechnięty szeroko odwrócił się do niego i położył mu dłoń na ramieniu, przez moment wyglądając, jakby chciał go pocałować, koniec końców jedynie poklepał ten jego policzek i sięgnął ustami do ofiarowanego mu przez kumpla grzańca. - Nie wiem czy procenty w jakiś sposób zmienią to jak się teraz czuję, ale dobra, możemy spróbować - uniósł lekko kubek, wznosząc toast i uderzył nim o kubek Dante. - Co cię tu sprowadza? Jakaś randeczka? - poruszył brwiami, niby to rozbawiony, chociaż prawdę mówiąc wciąż był jeszcze spięty. Miewał często wahania nastrojów, to prawda, ale w tym momencie jeszcze nie opuściło go tak do końca to fatalne samopoczucie sprzed pojawienia się kumpla z grzańcem. Musiał ochłonąć i się zrelaksować, liczył więc na to, że chłopak mu w tym jakoś pomoże.

Dante Levasseur

PS. przepraszam, że odpis dopiero teraz, ale musiałam wrócić do formy, żeby zabrać się za posty, bo ten okres okołoświąteczny jakoś mnie rozstroił. :x