Strona 1 z 1

christmas miracle

: ndz gru 14, 2025 8:53 pm
autor: Hailey Meachum
Ruby J. Graham

Ogółem nie lubiła świąt i uparcie to wszystkim powtarzała, ale kiedy przychodził ten jeden moment gdy na głównym placu miasta rozstawiali wszystkie te butki i przyjemności, każdy mógł się przekonać i odmówić własnym przekonaniom. Uwielbiała zapach grzańca czy inne smakołyki, które można było spróbować, do tego dochodziła aura śpiewu kolęd i świecące światełka, którymi chyba obwieszono wszystko dookoła. Potrzebowała zadrzeć wysoko do góry głowę, aby znaleźć czubek wielgaśnej choinki, którą też oficjalnie zapalono. Chociaż dalej pozostawało kilka dni do samych świąt, tak Hailey czuła co raz gorszą pustkę jeśli o to chodziło. Nie miała do kogo się odezwać we własnym mieszkaniu, nie miała z kim się pokłócić o ustawienie choinki czy o to co przygotować na świąteczny stół. Ta samotność odbijała się na niej i na humorze, w który wpadała. Naprawdę chciała nieco poczuć magii świąt, aby i jej marzenia się spełniły pomału, bez pośpiechu czy narzekania. Pragnęła mocno zmian, więc pierwszą z nich była wyprawa na jarmark świąteczny w celu znalezienia w sobie tej iskierki i magii jaką niósł za sobą ten miesiąc kończący rok. Śmiechy i cała aura bijająca od innych ludzi była dla niej nieco motorem napędowym. Brakowało jej kumpeli, z którą mogłaby się napić tego grzańca, Inez przepadła w swojej pracy przy biżuterii, a reszta już i tak miała plany. Kręciła się więc po tym pseudo zbudowany miasteczku z nadzieją, że może wpadnie na kogoś nowego, ciekawego albo inaczej, że spotka kogoś znajomego też. Cokolwiek, byle nie smucić samemu. Bo to chyba o to chodzi w tym święcie, aby nie być samemu, prawda?
Tak czy inaczej uśmiechała się sama do ludzi, dając i od siebie pozytywną aurę. Przystanęła przy jednym ze stoisk, szukając odpowiedniej ozdoby, czegoś nowego do mieszkania czy choćby do zawieszenia na choinkę. W teorii nie uważała za bardzo, więc skupiając się na tym aby sięgnąć po dosyć nietypową bombkę, prawie na kogoś wlazła. - Przepraszam! - rzuciła od razu, choćby z kultury i tego, że sama winna była owej sytuacji. Kaptur, który miała na głowie z miśkiem także nie pomógł, więc jej pole widzenia było mocno ograniczone. Pozwoliła sobie poprawić czapkę, która jej zjeżdżała na czoło, a także niesforną kurtkę i jej elementy. Dopiero wtedy mogła spojrzeć na kobietę czy też dziewczynę, którą wręcz podeptała. Zmrużyła brwi i skrzywiła się, wytężając swoją mózgownicę do tego, skąd ją kojarzy i kim też może być. - Ruby? Graham? RUBY GRAHAM?? - zapytała, ale też nie chciała przeginać i zaczepiać ją jak jakaś świruska. Upewnić się chciała, że to ta znajoma dzięki której lata temu udało jej się skończyć szkołę.

christmas miracle

: czw gru 18, 2025 11:53 am
autor: Ruby J. Graham
Ruby z pasją nie przepadała za bezsensownym chodzeniem po świątecznych jarmarkach. Unikała ich jak ognia i niemal zawsze trzymała się z dala od takich miejsc. Czasami zaczynała myśleć, że stała się niezwykle nudną osobą, która żyła jedynie swoim laboratorium i niczym poza tym. Gdy tak rozważała, część jej chciałaby coś zmienić, ale znała się na tyle, by wiedzieć, że prędzej czy później wróciłaby do swoich starych przyzwyczajeń.
Jarmarki, które tak omijała, były pełne życia: rzędy drewnianych straganów ozdobionych girlandami światełek, zapach cynamonu i prażonych migdałów unoszący się w mroźnym powietrzu, dźwięk kolęd mieszający się z gwarem rozmów. Na każdym kroku błyszczały bombki, ręcznie robione ozdoby i kolorowe świece. Dzieci śmiały się przy lodowisku, a pary ogrzewały dłonie kubkami gorącej czekolady. W powietrzu czuć było magię grudnia – tę, którą Ruby zawsze ignorowała, jakby była tylko tłem dla innych.
Kiedy jednak zdarzało się, że trafiała w taki tłum, czuła się jak ciało obce w obcym świecie. Gwar rozmów, śmiech dzieci i dźwięk kolęd działały na nią jak kakofonia, której nie potrafiła uporządkować. Migoczące światełka raziły ją w oczy, a kolorowe ozdoby krzyczały swoją przesadną radością. Każde przypadkowe potrącenie napinało jej ramiona, a zapachy grzanego wina i pieczonych kasztanów zdawały się atakować z każdej strony. Myśli tonęły w hałasie, a ona sama stawała się coraz bardziej zmęczona, jakby tłum wysysał z niej energię. Marzyła tylko o ciszy – o powrocie do laboratorium, gdzie każdy dźwięk był przewidywalny, a świat miał uporządkowaną logikę.
Dosłownie przystanęła na sekundę, gdy poczuła, że leci do przodu. Udało jej się w porę zatrzymać i utrzymać równowagę. Szybko odwróciła się, by zobaczyć, kto właśnie próbował ją staranować. Ewidentnie przyciągała takie wypadki jak magnes – to nie był pierwszy i zapewne nie ostatni raz, kiedy coś takiego zdarzyło się w ostatnim czasie.
Tak? – odpowiedziała potwierdzająco, choć zabrzmiało to bardziej jak pytanie. Widziała znajomą twarz, jednak imienia nie potrafiła sobie przypomnieć.
Przepraszam, ale za nic nie mogę przypomnieć sobie, jak się nazywasz – dodała ciszej, choć na tyle głośno, by było ją słychać.
Hałas wokół nich robił się coraz większy, a tłum gęstniał, coraz więcej ludzi krążyło w pobliżu. Ruby poczuła, że zaczyna się dusić w tym chaosie.
Powinnyśmy znaleźć bardziej ustronne miejsce. Chodźmy tam! – zawołała do dziewczyny, wskazując na altanki, które stały w niewielkim zakątku jarmarku, jakby odcięte od głównego zgiełku.
Drewniane konstrukcje ozdobiono girlandami światełek, migoczących ciepłym, złotym blaskiem, tworząc wrażenie przytulności. Pod zadaszeniem ustawiono solidne ławki i stoły, a nad nimi wisiały lampy grzewcze, rozpraszające chłód zimowego powietrza. Wokół altanek rosły świerki udekorowane bombkami i sznurami lampek, a ich gałęzie pokrywała cienka warstwa śniegu, skrzącego się w świetle latarni. Z oddali dochodził gwar jarmarku – śmiech dzieci, dźwięk kolęd i zapach grzanego wina – ale tutaj było spokojniej, jakby czas zwolnił. Ruby poczuła ulgę na myśl, że choć na chwilę ucieknie od tłumu i znajdzie odrobinę ciszy w tej małej oazie ciepła.

Hailey Meachum

christmas miracle

: sob gru 20, 2025 7:38 pm
autor: Hailey Meachum
W teorii nie rozumiała jak to jest, że nagle jarmarki przyciągały taką rzeszę ludzi, wszak każdy narzekał na te wszystkie ceny, a na końcu? Każdy szukał rozrywki, czegoś innego w mieście niż miejsca do chlania czy takowych mocniejszy atrakcji. Jej święta przypominały o tym co utraciła, o ojcu który był głową rodziny i trzymał w niej nadzieję, że matka nie odwali czegoś lub nie powie kilku mocnych słów. Zawsze z tej dwójki było jej bliżej do córeczki tatusia niż do samej mamusi. A gdy tego ważnego dla niej mężczyzny w życiu zabrakło to poczuła pustkę, taką wyrwę której nic do tej pory nie umiało zastąpić. Ten wypad na jarmark był troche powrotem do tamtych chwil gdy tata ją tu zabierał i zapewniał o świetnej zabawie przy okazji. Z tego wszystkiego pamiętała najlepiej frajdę gdy jezdzili po lodowisku i śmiali się jak rówieśnicy, jak takie beztroskie dzieci. Dziś w jej życiu brakowało tego wszystkiego, a ona sama miała wrażenie, że każdy dookoła bierze ją za pustą blondi, która nie nadaje się do niczego innego niż... tańca w go-go klubie. To mniemanie przerosło ją do tego stopnia, że zaczynała wątpić w swoje pragnienie o karierze aktorki, o wyrwaniu się z pracy za barem, za po prostu lepszym bytem. Pamiętała znajomych ze szkół, podziwiała gdzie są niektórzy z nich dzisiaj w życiu, może nawet i zazdrościła? Tak delikatnie, okej?
Nie miała w planach długo zabawić dla jarmarku, może chodziło o jedynie zabicie czasu i ucieczkę od pustego i zimnego mieszkania. Przy okazji sama szukała jakiejś inspiracji do ozdób świątecznych, do trochę przekonania się do tej magii świąt. Te jednak od momentu gdy zabrakło jej ojca, gdy zmarł - wydawały się nie mieć do końca sensu. Myśląc o czymś ciepłym do picia i rozglądając się chaotycznie na boki, zapomniała o czymś tak banalnym jak jakiś korytarz bezpieczna, swoje strefa i te inne. Nie chciała nikomu zrobić krzywdy, ale czasem wydawała się być lekko niezdarna, chaotyczna w swych ruchach. Spoglądając na twarz dziewczyny, co nieco widziała we flashbackach, które przeleciały jej przez głowę. To w sumie nie było tak dawno to wszystko, jeszcze.
- Wybacz to zamieszanie.. - rzuciła z rozbawieniem, trochę ją trzymając od upadku i w sumie samej wywrotki. Te noce i samo Toronto było mroźne, a delikatne płaty śniegu jeszcze się gdzieniegdzie przejawiały, więc to było łatwe zrobić sobie krzywdę.
- Ja? Hailey! H - A - I - L - E - Y. Pamiętasz? Taka blondi, której pomagałaś skończyć szkołę.. - rzuciła, ale faktycznie tłum i zgiełk, nie sprzyjał takim rozmową, więc musiały nieco oddalić się od tego gwaru, całej też pieśni którą wyśpiewywały jakieś chórki. Magia świąt, magia wybaczania. Fakt był jednak taki, że serio musiały się przenieść jeśli chciały swobodnie porozmawiać, a Meachum się na nowo przedstawić. To samo w sobie, że była cheerleaderką w szkole nigdy za dużo nikomu nie mówiło, bo było wiele takich dziewczyn jak ona, młode, zgrabne, ładne. - Możesz nie kojarzyć mnie, nigdy nie byłam orłem i dużo zajmowało mi ćwiczenie układu dla drużyny naszej. Nie wiem czy kojarzysz co i jak. Ale... ja Cię pamiętam. Uratowałaś mi tyłek tymi godzinami kucia algebry. - pamiętała to i pamiętała jak Ruby była dobrą uczennicą i że ona w przeciwieństwie do Hailey, startowała dalej w przyszłość idąc na studia i to... porządne!


Ruby J. Graham

christmas miracle

: śr sty 07, 2026 3:05 am
autor: Ruby J. Graham
Ruby próbowała skupić się na tym, co mówiła do niej blondynka, ale wymagało to od niej niesamowitej siły, prawdziwej walki umysłu z materią. Podobne rzeczy musiała wykonywać niemal codziennie w laboratorium, odkąd rozpoczęła swoją przygodę z akademią, jednak tym razem było inaczej. Jedyną, wyraźnie odczuwalną różnicą była ilość ludzi i hałas wokół, które wcale nie ułatwiały zadania. Z każdą chwilą czuła, że jej cierpliwość się kończy.
Jarmark tętnił życiem. Wokół nich rozciągały się rzędy drewnianych straganów ozdobionych girlandami świateł, które migotały w rytmie świątecznych melodii. Powietrze było przesycone zapachem cynamonu, pieczonych jabłek i gorącej czekolady, a od czasu do czasu dochodził aromat grzanego wina, który kusił przechodniów. Śnieg skrzypiał pod butami, a jego drobne płatki osiadały na włosach Ruby, topniejąc niemal natychmiast pod wpływem ciepła jej skóry. Z oddali słychać było śmiech dzieci bawiących się na lodowisku i dźwięk dzwonków, które ktoś zawiesił na wejściu do jednej z budek.
W końcu Ruby podjęła decyzję. Chwyciła dziewczynę za rękę i pociągnęła w kierunku ławek, które wcześniej zauważyła pod lampami grzewczymi. Przeciskały się przez tłum ludzi ubranych w kolorowe kurtki i czapki z pomponami, mijając pary robiące zdjęcia przy ogromnej choince stojącej w centrum placu. Gdy wydostały się z większego chaosu i miały wokół siebie nieco więcej przestrzeni, Ruby puściła jej dłoń i usiadła po jednej stronie stolika. Poczuła przyjemne ciepło lamp grzejących jej plecy, co w tym momencie było dla niej prawdziwym wybawieniem. Nie przepadała za zimnem, nie miała nic przeciwko zimie samej w sobie, o ile mogła obserwować ją zza okna, otulona miękkim kocem, z kubkiem kawy lub herbaty w dłoni. Tak wyglądał dla niej idealny sposób spędzania zimowych wieczorów, niezależnie od kraju, w którym przyszło jej mieszkać.
Musiała jednak przyznać, że kanadyjska zima dawała jej się teraz we znaki. Gdyby powiedziała to na głos, pewnie zostałaby wyśmiana, w końcu pochodziła stąd, powinna być przyzwyczajona. Jednak po prawie dziesięciu latach spędzonych w Anglii jej organizm zdążył się przyzwyczaić do tamtejszego klimatu. Na tyle, na ile było to możliwe, bo fanką angielskiej zimy Ruby również nie była.
-Ach! No tak!... Teraz pamiętam! – wyrwało się jej nagle, gdy w głowie zapaliły się lampki dotyczące nowej, a właściwie starej koleżanki z liceum. – Przychodziłaś do mnie co tydzień w piątki, a czasami w weekend, prawda? Mam nadzieję, że wszystko poszło po twojej myśli? – dodała z lekkim uśmiechem, starając się nadrobić stracony czas. – Co u ciebie? Opowiadaj! Ale może zanim zaczniemy, chcesz coś do picia? Widziałam niedaleko grzane wino... Poczekaj, zaraz wrócę! – rzuciła, nawet nie czekając na odpowiedź Hailey, po czym wystrzeliła jak torpeda w kierunku budki z winem.
Stanie w kolejce zajęło jej chwilę, a Ruby powoli traciła cierpliwość. Dlaczego, na litość boską, było tu tyle ludzi? Jarmark przecież się nie kończył, nigdzie nie znikał! Wokół niej rozbrzmiewały rozmowy w różnych językach, ktoś śmiał się głośno, a z głośników płynęła melodia „Jingle Bells”, zagłuszając jej własne myśli. W końcu udało jej się nabyć dwa kubki napoju za wygórowaną cenę. Ruby prawie wyszły oczy z orbit, gdy usłyszała, ile musi zapłacić. Ze złamanym sercem zrobiła to jednak, bo inaczej zamieniłaby się w bardzo ładnie ubrany sopelek lodu. W jeszcze szybszym tempie powróciła do blondynki, podając jej jeden z kubków.
No to opowiadaj! – rzuciła wesoło, ogrzewając dłonie na swoim kubku i czując, jak ciepło powoli rozchodzi się po jej palcach. W tym momencie była naprawdę wdzięczna za ten drogi, ale rozgrzewający napój. W tle światełka odbijały się w tafli lodu, a Ruby pomyślała, że może jednak warto było się tu pojawić, nawet jeśli kanadyjska zima próbowała wystawić jej cierpliwość na próbę.


Hailey Meachum