Recycling Dispute
: pn gru 29, 2025 10:00 am
William N. Patel
Zniknięcie Cassiana przyjęła z dziwnym spokojem w sercu. Zrozumiała jego decyzje. Musiał wyjechać z Toronto, odnaleźć samego siebie. Może zostawił jej po tym pustkę w sercu. Momentami tęskniła za nim, za jego niebieskimi oczami. Zbyt wiele przeżyli, za bardzo zniszczyli zaufanie wobec samych siebie. Potrzebowali odpoczynku.
Charlotte mogła w końcu myśleć o samej sobie. Lekko rozdrażniona żyła z dnia na dzień. Denerwował ją każdy najmniejszy szczegół. Od nieodpowiedniej pogody po sąsiada, który nie zdawał sobie sprawy, że segregacja śmieci jest najważniejszą kwestią w ekologii. Podobno nie miała ona żadnego sensu. Była jedynie dobrym PR'owym zagraniem. Problem polegał na tym, że mało kto świadomie segregował śmieci. Wiele odpadków powinno trafić do zmieszanych, a lądowało w kompletnie innych kubłach.
Może dlatego zatrzymała się przy śmietniku z uniesionymi obiema brwiami ku górze. Trzymała trzy, różne worki w dłoniach. Zamiast je wyrzucać wbijała wzrok we własnego sąsiada. Typowy William. Dziecko z bogatego domu. Kiedyś mijali się na imprezach, ale nigdy nie była w stanie porozmawiać z nim o czymś spoza sąsiedzkiego światka. Szczerze nie miała pojęcia, co robił, jak żył. Niezbyt ją obchodził poza utrudnianiem codzienności.
— Wiesz, że... — zaczęła chłodnym tonem, wrzucając żółty worek na śmieci do odpowiedniego pojemnika — jak dalej będzie tak szła twoja segregacja, to zwiększą nam koszt wywozu śmieci? — normalnie przyjęłaby to z lekkością serca. Tylko wyjazd Lennoxa spowodował niebezpieczne trzęsienie jej serca. Irytacja spowodowana brakiem odpowiedniej, podstawowej wiedzy. Aż westchnęła ciężko. Tego dnia miała mieć trudną sprawę w sądzie, a w ramach rozgrzewki rozpoczęła śmieciową kłótnię.
— Kartony od pizzy powinny iść do zmieszanych — mruknęła Kovalski, przechylając głowę. Papier z tłuszczem nie nadawał się do ponownego recyklingu. Nikt w trakcie podcierania pośladków nie chciałby się spotkać z dziwną plamą — jezu, ile ty masz lat, że tego nie wiesz? — prychnęła, odkładając jeden z worków, by pozbyć się zbieranych kartonów.
Zniknięcie Cassiana przyjęła z dziwnym spokojem w sercu. Zrozumiała jego decyzje. Musiał wyjechać z Toronto, odnaleźć samego siebie. Może zostawił jej po tym pustkę w sercu. Momentami tęskniła za nim, za jego niebieskimi oczami. Zbyt wiele przeżyli, za bardzo zniszczyli zaufanie wobec samych siebie. Potrzebowali odpoczynku.
Charlotte mogła w końcu myśleć o samej sobie. Lekko rozdrażniona żyła z dnia na dzień. Denerwował ją każdy najmniejszy szczegół. Od nieodpowiedniej pogody po sąsiada, który nie zdawał sobie sprawy, że segregacja śmieci jest najważniejszą kwestią w ekologii. Podobno nie miała ona żadnego sensu. Była jedynie dobrym PR'owym zagraniem. Problem polegał na tym, że mało kto świadomie segregował śmieci. Wiele odpadków powinno trafić do zmieszanych, a lądowało w kompletnie innych kubłach.
Może dlatego zatrzymała się przy śmietniku z uniesionymi obiema brwiami ku górze. Trzymała trzy, różne worki w dłoniach. Zamiast je wyrzucać wbijała wzrok we własnego sąsiada. Typowy William. Dziecko z bogatego domu. Kiedyś mijali się na imprezach, ale nigdy nie była w stanie porozmawiać z nim o czymś spoza sąsiedzkiego światka. Szczerze nie miała pojęcia, co robił, jak żył. Niezbyt ją obchodził poza utrudnianiem codzienności.
— Wiesz, że... — zaczęła chłodnym tonem, wrzucając żółty worek na śmieci do odpowiedniego pojemnika — jak dalej będzie tak szła twoja segregacja, to zwiększą nam koszt wywozu śmieci? — normalnie przyjęłaby to z lekkością serca. Tylko wyjazd Lennoxa spowodował niebezpieczne trzęsienie jej serca. Irytacja spowodowana brakiem odpowiedniej, podstawowej wiedzy. Aż westchnęła ciężko. Tego dnia miała mieć trudną sprawę w sądzie, a w ramach rozgrzewki rozpoczęła śmieciową kłótnię.
— Kartony od pizzy powinny iść do zmieszanych — mruknęła Kovalski, przechylając głowę. Papier z tłuszczem nie nadawał się do ponownego recyklingu. Nikt w trakcie podcierania pośladków nie chciałby się spotkać z dziwną plamą — jezu, ile ty masz lat, że tego nie wiesz? — prychnęła, odkładając jeden z worków, by pozbyć się zbieranych kartonów.