how much for that?
: ndz sty 04, 2026 3:57 pm
Odwiedzanie klubów za dnia nie było dla ludzi, którzy mieli poukładane życie, zero zmartwień, albo po prostu byli normalni. Odwiedzanie klubów za dnia w gruncie rzeczy bardziej sketchy niż odwiedzanie ich po północy z białym proszkiem pod nosem. Peach jednak nie mogła pozwolić sobie na to, żeby takie konwenanse ją w życiu ograniczały, a wiedziała, że jeżeli chce złapać Maddoxa w miarę trzeźwego i jeszcze zanim spadnie na niego rzeczywistość weekendowo-klubowej sytacji, to musi iść i gadać z nim przed otwarciem.
Doświadczenie w bywaniu w klubach popłaca rzadko, najczęściej zresztą chyba tylko osobom z półświatka, do którego Peach nie należała w żadnym wypadku, a jednak była osobą, która po klubach chodziła od trzynastego roku życia, więc swoje wiedziała. Wiedziała na przykład, że gdyby przyszła w niedzielę, mogłaby Maddoxa wcale tu nie zastać, albo zarówno on i jego obsługa byliby tak porobieni po weekendzie, że musiałaby z nim później gadać jeszcze raz. Wiedziała również, że nie pozwala palić rosyjskim sprzątaczkom ich rosyjskich fajek w środku, więc drzwi wychodzące na tylną uliczkę zawsze są otwarte. Tego akurat dowiedziała się po tym jak chyba tydzień po otworzeniu klubu(i imprezowania), Maddox taki był zrobiony, że wołał o pomoc i twierdził, że nie może wyjść klubu. Jego koledzy go ratowali i próbowali wejść przez okno, jednemu się wtedy jak to twierdzą "dupa rozerwała" jak próbował to zrobić, tyle że te starania poszły na noc bo dość szybko okazało się, że okna są podłączone do alarmu, więc jasna sprawa zaraz zaczęło wyć na całą ulicę. Ekipa ratunkowa, równie porobiona, co uwięziony w swoim zamku Noritega, po tym jak uruchomili już alarm, zaraz wzieła nogi za pas by zwiać i ponieważ bardzo byli zmęczeni, postanowili schować się w pierwszych otwartych drzwiach - które jak sie okazało, były właśnie tylnymi drzwiami do klubu. Czy Peach przy tym była, czy nie była - nieważne, słyszała te historie już z pięćset razy, bo stare dziady pokroju Maddoxa uwielbiają wspominać stare sprawy, szczególnie kiedy mogą powiedzieć "rozpruta dupa" w międzyczasie. No, nieważne. Ważne, że Peach właśnie ikognito, w dresach i w czapce z daszkiem, weszła tymi drzwiami do klubu.
Dopiero co wylądowała na lotnisku w Torotno, a już wiedziała kto będzie pierwszą osobą którą odwiedzi. I nie, nie był to jej boyfriend (status: to skomplikowane), ani rodzina, ani nawet jej pieseczek Mato. Kiedy tylko jej stópka postała na kanadyjskiej ziemi, pchana chęcią zemsty i w wielkich emocjach, planowała iść do Emptiness żeby ustalić z Maddoxem plan g r y.
Jasna sprawa jednak tak sie nie wydarzyło, bo po drodze okazało sie, że jej piękne mieszkanie jest zdewastowane, pojechała do rodziców, nie wytrzymała tam nawet dwóch godzin, spakowała się i kategorycznie odmówiła mieszkania w tym domu wariatów. Rodzice oczywiście jak zawsze chcieli jej pomóc i ponieważ akurat siedzieli ze swoimi przyjaciółmi na tenisie, wszyscy w czwórkę zgodnie zaproponowali, żeby w takim razie mieszka z z ich synem Williamem, który ma bardzo duży i piękny apartament - gotowy na przyjęcie gości. No i tak zamieszkała z nim, co też nie było tak do końca perfekcyjnym rozwiązaniem. Później musiała się przespać - bo dojechał ją jetlag i w końcu kiedy się obudziła była już 4 rano, co nie było dobrą porą na rozmowy z Maddoxem, więc musiała czekać znów, i znów zasnęła... ale w końcu jest tutaj i jest wciąż tak samo nakręcona jak 24h temu, kiedy stawiała swoją stópkę na kanadyjskiej ziemi.
Znalazła go tam gdzie sądziła ze będzie, przy barze skupionego na czymś w telefonie - gdyby go lepiej nie znala, pewnie pomyślałaby, że na pracy, ale pewnie grał w gierkę. Nawet nie zwrócił na nią uwagi, bo pewnie sądził, że to ktoś z jego zespołu, ale położyła mu przed nosem siatę wielkich mango i uśmiecha się szeroko.
-Powinnam się obrazić, że ani razu nie przyjechałeś odwiedzić mnie na Bali?
Doświadczenie w bywaniu w klubach popłaca rzadko, najczęściej zresztą chyba tylko osobom z półświatka, do którego Peach nie należała w żadnym wypadku, a jednak była osobą, która po klubach chodziła od trzynastego roku życia, więc swoje wiedziała. Wiedziała na przykład, że gdyby przyszła w niedzielę, mogłaby Maddoxa wcale tu nie zastać, albo zarówno on i jego obsługa byliby tak porobieni po weekendzie, że musiałaby z nim później gadać jeszcze raz. Wiedziała również, że nie pozwala palić rosyjskim sprzątaczkom ich rosyjskich fajek w środku, więc drzwi wychodzące na tylną uliczkę zawsze są otwarte. Tego akurat dowiedziała się po tym jak chyba tydzień po otworzeniu klubu(i imprezowania), Maddox taki był zrobiony, że wołał o pomoc i twierdził, że nie może wyjść klubu. Jego koledzy go ratowali i próbowali wejść przez okno, jednemu się wtedy jak to twierdzą "dupa rozerwała" jak próbował to zrobić, tyle że te starania poszły na noc bo dość szybko okazało się, że okna są podłączone do alarmu, więc jasna sprawa zaraz zaczęło wyć na całą ulicę. Ekipa ratunkowa, równie porobiona, co uwięziony w swoim zamku Noritega, po tym jak uruchomili już alarm, zaraz wzieła nogi za pas by zwiać i ponieważ bardzo byli zmęczeni, postanowili schować się w pierwszych otwartych drzwiach - które jak sie okazało, były właśnie tylnymi drzwiami do klubu. Czy Peach przy tym była, czy nie była - nieważne, słyszała te historie już z pięćset razy, bo stare dziady pokroju Maddoxa uwielbiają wspominać stare sprawy, szczególnie kiedy mogą powiedzieć "rozpruta dupa" w międzyczasie. No, nieważne. Ważne, że Peach właśnie ikognito, w dresach i w czapce z daszkiem, weszła tymi drzwiami do klubu.
Dopiero co wylądowała na lotnisku w Torotno, a już wiedziała kto będzie pierwszą osobą którą odwiedzi. I nie, nie był to jej boyfriend (status: to skomplikowane), ani rodzina, ani nawet jej pieseczek Mato. Kiedy tylko jej stópka postała na kanadyjskiej ziemi, pchana chęcią zemsty i w wielkich emocjach, planowała iść do Emptiness żeby ustalić z Maddoxem plan g r y.
Jasna sprawa jednak tak sie nie wydarzyło, bo po drodze okazało sie, że jej piękne mieszkanie jest zdewastowane, pojechała do rodziców, nie wytrzymała tam nawet dwóch godzin, spakowała się i kategorycznie odmówiła mieszkania w tym domu wariatów. Rodzice oczywiście jak zawsze chcieli jej pomóc i ponieważ akurat siedzieli ze swoimi przyjaciółmi na tenisie, wszyscy w czwórkę zgodnie zaproponowali, żeby w takim razie mieszka z z ich synem Williamem, który ma bardzo duży i piękny apartament - gotowy na przyjęcie gości. No i tak zamieszkała z nim, co też nie było tak do końca perfekcyjnym rozwiązaniem. Później musiała się przespać - bo dojechał ją jetlag i w końcu kiedy się obudziła była już 4 rano, co nie było dobrą porą na rozmowy z Maddoxem, więc musiała czekać znów, i znów zasnęła... ale w końcu jest tutaj i jest wciąż tak samo nakręcona jak 24h temu, kiedy stawiała swoją stópkę na kanadyjskiej ziemi.
Znalazła go tam gdzie sądziła ze będzie, przy barze skupionego na czymś w telefonie - gdyby go lepiej nie znala, pewnie pomyślałaby, że na pracy, ale pewnie grał w gierkę. Nawet nie zwrócił na nią uwagi, bo pewnie sądził, że to ktoś z jego zespołu, ale położyła mu przed nosem siatę wielkich mango i uśmiecha się szeroko.
-Powinnam się obrazić, że ani razu nie przyjechałeś odwiedzić mnie na Bali?