#1. sweets, sweets and pancake heaven
: pn sty 05, 2026 9:07 pm
Niewielka persona stojąca na mrozie, mijana przez śpieszących się ludzi; wiecznie w pośpiechu, zajęci swoimi pilnymi sprawunkami. Nieświadomi tego, że życie nie powinno polegać na wiecznej pracy, na czymś tak bez znaczenia w chwili ostatecznej. Mirabell nigdy nie była pracoholiczką, przynajmniej za taką się nie uważała. Wykonywała powierzone jej prace sumiennie i owszem, czasami zdarzało się, że musiała zawalić nockę, ale tylko wtedy, gdy jej normalny czas pracy pokrywał się z czymś poważniejszym, czy czymś niespodziewanym. I oto jest tu i teraz, oczekując na przybycie Eli, której wiadomości na temat spotkania, mordowały jej pamięć telefonu, od kilku dni. Dziś zdał się odpowiedni dzień na odpowiedzenie jej, gdy o poranku ekran jej komórki, zabłysł, ukazując powiadomienie, o kolejnej wiadomości od dziewczyny. A skoro nie jadła jeszcze dziś śniadania, czemu nie przekuć tego w coś pożytecznego i poniekąd przyjemnego. Mimo że poziom socjalizacji Miry znajdował się na dość wysokim poziomie, po spotkaniu z siostrą i kilkoma klientami, to podświadomość szeptała jej, że chce tego spotkania.
Dziewczyna, Eli … była dość głośna, spontaniczna, całkowite przeciwieństwo jej osoby, być może właśnie to ją w niej pociągało na tyle, że po ich pierwszym spotkaniu, pozwoliła sobie na kontynuowanie tej znajomości, a może to było coś całkiem innego? Wybuch, agresywny i niszczycielski, niczym tajfun. Zastanawiała się od momentu, gdy to dostrzegła, czy i ona ma w sobie coś takiego. Nie chłodną kalkulacje, opanowanie i chłód, a gorącą wodę, która pewnego dnia może doprowadzić do wybuchu i niepohamowanej destrukcji. Nie czuła tego w sobie, ale ona… gdyby postarała się wyjątkowo mocno, mogłaby ją pochwycić i ukształtować toczący ją mrok na swoją własną modłę. Stworzyć coś tak niepohamowanego, przerażającego...coś – potwora, takiego, jakim jest Mirabella. Tylko, czy tego ona właściwie pragnie? Czy byłaby w stanie ją okiełznać?
Za dużo zbędnych myśli, zaczynało kołatać się w jej głowie. Przymknęła więc oczy, by się wyciszyć, przykładając dłonie do ust, próbując je chociaż trochę ogrzać. Niby mogła wejść do naleśnikarni i tam zaczekać na Eli, lecz zapewne wymagałoby to interakcji z pracownikiem, który w swojej uczynności zapragnąłby jej pomóc. Przenikliwy chłód zaczął powoli rozgaszczać się w jej drobnym ciałku, dając o sobie znać w postaci drobnych drgnięć, spięć mięśni i pojawienia się gęsiej skórki, pod materiałem jej dzisiejszego odzienia. Usta zaczynały drżeć, oddech stał się powolniejszy, próba jakiejkolwiek zachowania ciepła w swoim ciele, kończyła się ewidentnym fiaskiem. Będzie chora, na 100% skończy chora i to z powodu swojej własnej głupoty i chęci spędzenia wolnego czasu z Eli.
Nim stała się jednak soplem lodu, dostrzegła w oddali nadchodzącą blondynkę. Nim ta stanęła naprzeciw niej, Mira rozmasowała trochę policzki, po czym spróbowała się trochę uśmiechnąć, chociaż panujący ziąb, wcale jej w tym nie pomagał – nie wiem jak ty, ale prawie zamarzłam, stając się nową atrakcją w mieście. – nie było gestu powitalnego, a Eli mogła poczuć drobną irytację w głosie znajomej. Jednak nie była spowodowana ani kierowana w jej stronę; zwyczajnie irytowało ją panujące aktualnie zimno. Znają się jednak na tyle długo, że właściwie nie powinna oczekiwać od niej żadnych gestów społecznych.
Czasami zdarzało się jej przytulić Eli, objąć lub zwyczajnie podać jej dłoń, ale dzieje się to raczej bardzo rzadko. – na co masz ochotę? Zapomniałam sprawdzić, co tu oferują poza naleśnikami.. – ruszyła przed siebie, pozwalając jej wejść przodem. Rozglądnęła się po pomieszczeniu w poszukiwaniu wolnego miejsca, chociaż aktualna godzina oraz paskudna pogoda, nie sugerowała tłumów. Całe szczęście. – chodź, usiądziemy może tam? – wskazała na miejsce przy oknie i nie czekając na odpowiedź Eli, ruszyła przed siebie, zgarniając ręką kartkę z wydrukowanym na niej menu. Zajęła miejsce przy oknie i zaczęła przeglądać ich ofertę – na co masz ochotę? Dziś wyjątkowo ja mogę zapłacić. W nagrodę, że tak długo ci odpisywałam.
Elisabeth M. Gilbert
Dziewczyna, Eli … była dość głośna, spontaniczna, całkowite przeciwieństwo jej osoby, być może właśnie to ją w niej pociągało na tyle, że po ich pierwszym spotkaniu, pozwoliła sobie na kontynuowanie tej znajomości, a może to było coś całkiem innego? Wybuch, agresywny i niszczycielski, niczym tajfun. Zastanawiała się od momentu, gdy to dostrzegła, czy i ona ma w sobie coś takiego. Nie chłodną kalkulacje, opanowanie i chłód, a gorącą wodę, która pewnego dnia może doprowadzić do wybuchu i niepohamowanej destrukcji. Nie czuła tego w sobie, ale ona… gdyby postarała się wyjątkowo mocno, mogłaby ją pochwycić i ukształtować toczący ją mrok na swoją własną modłę. Stworzyć coś tak niepohamowanego, przerażającego...coś – potwora, takiego, jakim jest Mirabella. Tylko, czy tego ona właściwie pragnie? Czy byłaby w stanie ją okiełznać?
Za dużo zbędnych myśli, zaczynało kołatać się w jej głowie. Przymknęła więc oczy, by się wyciszyć, przykładając dłonie do ust, próbując je chociaż trochę ogrzać. Niby mogła wejść do naleśnikarni i tam zaczekać na Eli, lecz zapewne wymagałoby to interakcji z pracownikiem, który w swojej uczynności zapragnąłby jej pomóc. Przenikliwy chłód zaczął powoli rozgaszczać się w jej drobnym ciałku, dając o sobie znać w postaci drobnych drgnięć, spięć mięśni i pojawienia się gęsiej skórki, pod materiałem jej dzisiejszego odzienia. Usta zaczynały drżeć, oddech stał się powolniejszy, próba jakiejkolwiek zachowania ciepła w swoim ciele, kończyła się ewidentnym fiaskiem. Będzie chora, na 100% skończy chora i to z powodu swojej własnej głupoty i chęci spędzenia wolnego czasu z Eli.
Nim stała się jednak soplem lodu, dostrzegła w oddali nadchodzącą blondynkę. Nim ta stanęła naprzeciw niej, Mira rozmasowała trochę policzki, po czym spróbowała się trochę uśmiechnąć, chociaż panujący ziąb, wcale jej w tym nie pomagał – nie wiem jak ty, ale prawie zamarzłam, stając się nową atrakcją w mieście. – nie było gestu powitalnego, a Eli mogła poczuć drobną irytację w głosie znajomej. Jednak nie była spowodowana ani kierowana w jej stronę; zwyczajnie irytowało ją panujące aktualnie zimno. Znają się jednak na tyle długo, że właściwie nie powinna oczekiwać od niej żadnych gestów społecznych.
Czasami zdarzało się jej przytulić Eli, objąć lub zwyczajnie podać jej dłoń, ale dzieje się to raczej bardzo rzadko. – na co masz ochotę? Zapomniałam sprawdzić, co tu oferują poza naleśnikami.. – ruszyła przed siebie, pozwalając jej wejść przodem. Rozglądnęła się po pomieszczeniu w poszukiwaniu wolnego miejsca, chociaż aktualna godzina oraz paskudna pogoda, nie sugerowała tłumów. Całe szczęście. – chodź, usiądziemy może tam? – wskazała na miejsce przy oknie i nie czekając na odpowiedź Eli, ruszyła przed siebie, zgarniając ręką kartkę z wydrukowanym na niej menu. Zajęła miejsce przy oknie i zaczęła przeglądać ich ofertę – na co masz ochotę? Dziś wyjątkowo ja mogę zapłacić. W nagrodę, że tak długo ci odpisywałam.
Elisabeth M. Gilbert