dzwoni papugaaaa..
: pn sty 05, 2026 11:19 pm
Łapanie się większych graczy na rynku było czymś co musiała robić Melanie, jeśli myślała o własnej kancelarii i otwarciu jej. Wciąż było to odległe marzenie tak jak i połowa innych, które prawniczka miała w głowie, a które nie wyglądały na takie, które zostaną szybko zrealizowane. Najlepszym wyjściem dla niej byłaby współpraca z innym prawnikiem, jakieś zabójcze duo, które odciążyło by jej portfel ale też i fale złych myśli. Ten biznes jednak był trudny, wymagał twardego tyłka i stalowych jaj, stąd nie bez przyczyny czasami nazywano ich prawników gnidami czy podłymi hienami. To nie tylko była kwestia zachowania, mocnego i wyrachowanego ale też kwestii bronienia nawet najgorszych gnid jak by nie patrzeć. To jednak nie było do końca dla Melanie, bo ona zajmowała się bardziej przyziemnymi sprawami, cywilnymi w dużym stopniu. Ale wciąż - rosła w siłę jako prawnik i nabierała obycia mierząc się z innymi mocnymi nazwiskami na rynku. Raz była na górze, a raz i na dole, testując jak smakuje porażka.
Tego dnia była w sądzie i zajmowała się kilkoma sprawami, które miała pod nosem. Rozpoczynała zawsze swój dzień wedle scenariusza, próbując powstrzymać chaos, który mógłby się niespodziewanie pojawić. Odbierała za to na pewno telefon od znanych jej już klientów, także takich którzy byli chętni na kontynuacje współpracy czy po prostu bycie samym konsultantem od spraw prawniczych, w tym przegląd umów i różnych rzeczy związanych z danymi biznesami. Gdy otrzymała telefon tamtego dnia, na pewno zaciekawiła ją sprawa oraz to, że znów jak nie policjanci to strażacy, wydawali się być ponad wszystkim, trochę gwiazdorząc. Dostała może nie za dużo informacji, a faks który dostała czytała już praktycznie w drodze do wskazanej remizy. Mogłaby się w to zagłębić mocniej, ale chyba te zielone banknoty tańczyły jej tuż przed nosem, skoro posunęła się do takiej gry w ciemno. W teorii miała już kontakty z przedstawicielami służb mundurowych i zawsze byli to w skrócie - faceci dupki.
Dzisiaj nie miało być inaczej, bo miała w papierach nakreślone nazwisko, które odczytano ze strażackiej kurtki, a który to osobnik miał mieć najwięcej do powiedzenia. Zamierzała przycisnąć zarówno komendanta czy też kapitana jednostki co i wspomnianego strażaka. Taki był plan!
Jej bagatelnie drogie szpilki stąpały po betonie wjazdu do remizy gdy szła ze swoją dokumentacją i... pewnością swego. Nigdy nie pokazywała tej słabej wersji Campbell, w pracy była dzika i mocna, nawet jeśli czasami wykazywała się blefem czy aktorstwem. Tutaj mogła jednak sparzyć swój język, skoro miała mieć na przeciw kogoś takiego jak Wilder.
- Jest tu ktoś? - zawołała, wchodząc głębiej przez otwartą już bramę całego garażu. Przesmyknęła między jednym a drugim wozem w poszukiwaniu jakiegoś znaku życia czy choćby kogokolwiek kto ją poprowadzi przez tą "dżunglę". Wiadomym było, że wkraczała na obcy teren trochę w ciemno ale wciąż z klasą, która na kilometr była dowodem na to kim jest i czego szuka. Prawnicy już to mieli w sobie, że toczyli tą aurę, której nie dało się przeoczyć. - WILDER? Szukam Wildera. - rzuciła do pierwszego z napotkanych strażaków, który z kolei wskazał jej palcem, który to osobnik.
Rocket Wilder
Tego dnia była w sądzie i zajmowała się kilkoma sprawami, które miała pod nosem. Rozpoczynała zawsze swój dzień wedle scenariusza, próbując powstrzymać chaos, który mógłby się niespodziewanie pojawić. Odbierała za to na pewno telefon od znanych jej już klientów, także takich którzy byli chętni na kontynuacje współpracy czy po prostu bycie samym konsultantem od spraw prawniczych, w tym przegląd umów i różnych rzeczy związanych z danymi biznesami. Gdy otrzymała telefon tamtego dnia, na pewno zaciekawiła ją sprawa oraz to, że znów jak nie policjanci to strażacy, wydawali się być ponad wszystkim, trochę gwiazdorząc. Dostała może nie za dużo informacji, a faks który dostała czytała już praktycznie w drodze do wskazanej remizy. Mogłaby się w to zagłębić mocniej, ale chyba te zielone banknoty tańczyły jej tuż przed nosem, skoro posunęła się do takiej gry w ciemno. W teorii miała już kontakty z przedstawicielami służb mundurowych i zawsze byli to w skrócie - faceci dupki.
Dzisiaj nie miało być inaczej, bo miała w papierach nakreślone nazwisko, które odczytano ze strażackiej kurtki, a który to osobnik miał mieć najwięcej do powiedzenia. Zamierzała przycisnąć zarówno komendanta czy też kapitana jednostki co i wspomnianego strażaka. Taki był plan!
Jej bagatelnie drogie szpilki stąpały po betonie wjazdu do remizy gdy szła ze swoją dokumentacją i... pewnością swego. Nigdy nie pokazywała tej słabej wersji Campbell, w pracy była dzika i mocna, nawet jeśli czasami wykazywała się blefem czy aktorstwem. Tutaj mogła jednak sparzyć swój język, skoro miała mieć na przeciw kogoś takiego jak Wilder.
- Jest tu ktoś? - zawołała, wchodząc głębiej przez otwartą już bramę całego garażu. Przesmyknęła między jednym a drugim wozem w poszukiwaniu jakiegoś znaku życia czy choćby kogokolwiek kto ją poprowadzi przez tą "dżunglę". Wiadomym było, że wkraczała na obcy teren trochę w ciemno ale wciąż z klasą, która na kilometr była dowodem na to kim jest i czego szuka. Prawnicy już to mieli w sobie, że toczyli tą aurę, której nie dało się przeoczyć. - WILDER? Szukam Wildera. - rzuciła do pierwszego z napotkanych strażaków, który z kolei wskazał jej palcem, który to osobnik.
Rocket Wilder