Strona 1 z 1

Two lovers and apocalypse

: wt sty 06, 2026 2:52 am
autor: Cora Marshall
outfit

Przyjemny zapach czosnku i pomidorów rozchodził się po mieszkaniu. Za oknami był już wieczór, a w tle rozstawione było mnóstwo świec, które były jedynym źródłem światła. Z gramofonu dochodziły dźwięki Cigarettes after Sex. Czuła powiew powietrza na gołych plecach, które odkrywała jej sukienka. Postarała się. Cholera. Pierwszy raz w życiu naprawdę się postarała. Pierwszy raz postarała się dla faceta. I została wystawiona.
Stała przy kuchence z telefonem w ręce , wpatrując się tępo w ostatni sms. Nie dam rady.Praca.Przepraszam. Poczuła ukłucie w sercu, które i ono pierwszy raz się pojawiło. Powinna poprzestać na tym co znała do tej pory, czyli luźne relacje, seks bez zobowiązań i żadnych głębszych uczuć wykraczających poza przyjaźń. Nie powinna słuchać siostry. Nie powinna iść za głupim głosem serca, które po kolejnych wspólnych tygodniach z Gavinem i nawet spędzeniu razem Sylwestra, podpowiedziało jej, żeby się nieco wykazała i wyszła z inicjatywą. Lubiła mu sprawiać niespodzianki, ale jeszcze nigdy dla nikogo nie postarała się aż tak. Godzinami wybierała odpowiedni przepis i nawet przygotowała dwa dania próbne! Zrobiła zakupy dzień wcześniej mając pewność, że dostanie wszystkie składniki i od rana stała w kuchni przygotowując kolację łącznie z deserem. W łazience też spędziła zbyt dużą ilość czasu nakładając na siebie kosmetyki, kręcąc włosy i wybierając sukienkę. Chciała żeby wszystko było dopracowane w każdym calu. Zazwyczaj jej tak nie zależało, ale uśmiech Gavina na jej widok za każdym razem przyprawiał ją o szybsze bicie serca. Chciała sprawdzić czy jest w stanie wywołać jeszcze większy.
Niestety nie będzie jej to dane, bo właśnie ją wystawił i to piętnaście minut przed czasem, gdy wszystko było już gotowe. Tak, nawet wyrobiła się ze wszystkim przed czasem. Była wkurwiona na niego. Była zażenowana swoją postawą. Było jej przykro, tak cholernie przykro, że nawet mu początkowo nic nie odpisała. Nie chciała jednak wyjść na rozgoryczoną, bo przecież to był luźny związek, prawda? Nie zapraszała go w żadne miejsce, a do siebie do domu. Nic specjalnego. Nie chcąc wyjść na jeszcze większą idiotkę w końcu mu napisała, że nic się nie stało i żeby wpadł po pracy, jeżeli miałby ochotę. To było też żałosne, ale zanim zdała sobie z tego sprawę, SMS został już wysłany.
Miała już odłożyć telefon, gdy nagle ponownie zawibrował jej w ręku. Tym razem była to wiadomość od jej przyjaciela, który zawsze był tylko przyjacielem dla niej, a ona dodatkowa dla niego doradczynią w związku. Znowu pokłócił się z dziewczyną. Znowu to on zjebał i potrzebował to przegadać z Corą. Skoro miała wolny wieczór i świeżo przygotowane jedzenie, to zaprosiła go do siebie. Całe szczęście, bo nieco uratował dzisiejszy dzień. Mogli spokojnie zjeść i pogadać przy winie. Ponarzekać na… on na swoją dziewczynę, a Cora na pewnego specjalnego przyjaciela. Nie wiedziała jak nazwać Gavina, ale alkohol nieco rozwiązał jej język i trochę z siebie wyrzuciła przed znajomym. Ostatecznie i ona dała mu cenne rady, które postanowił wdrożyć w życie jak najszybciej, więc uznał, że to już czas na pożegnanie. Gdy akurat otwierał drzwi, aby wyjść, im obojgu ukazał się Fraser. Blondynka była zaskoczona jego widokiem, bo było już późno i myślała, że raczej wróci do domu aniżeli zawita do niej. Jednak jej serce momentalnie przyspieszyło, a na twarzy pojawił się uśmiech. Poprzednia złość i frustracja poszły w niepamięć.
- O hej, nie sądziłam już, że….- zaczęła podchodząc do niego bliżej, ale wtedy zauważyła w jakim stanie była jego twarz. Do tej pory nie zdarzały mu się bijatyki w pracy. - Co się stało?- spytała zatroskana, ale z pewnym niepokojem i podejrzliwością w głosie. Delikatnie dotknęła jego twarzy, by obrócić sobie ją w swoim kierunku. Chciała się móc bliżej przyjrzeć jego ranom, ale jednocześnie była w tym nadwyraz czuła, aby nie sprawić mu dodatkowego bólu.- Ehm… to ja już pójdę. Dzięki Cora za miły wieczór i kolację, do następnego!- głos przyjaciela dochodził jakby z oddali, bo Marshall wpatrywała się w Gavina czekając na jego odpowiedź. Nie zauważyła nawet, że zostali już tylko oni we dwoje w progu do jej mieszkania.


Gavin Fraser

Two lovers and apocalypse

: czw sty 08, 2026 2:29 am
autor: Gavin Fraser
Nie planował, by tak się to potoczyło. Miał wyjść do pubu, wypić ze znajomym jedno, maksymalnie dwa piwa, a resztę dnia spędzić z… ukochaną? Cora była kobietą, która zawróciła mu w głowie do tego stopnia, że myślał o niej o każdej porze dnia; nawet w najcięższych momentach. Mieli być jedynie spontanicznymi kochankami, a skończyli w relacji, która coraz bardziej przypominała związek. Nie pamiętał okresu, w którym tak bardzo uzależnił się od obecności drugiej osoby. Ostatnie kilkanaście miesięcy minęło mu na spontanicznych spotkaniach ze świeżo poznanymi kobietami, tuż po rozstaniu z Debbie. Kobietą, która po dwóch latach (z przerwami) poinformowała go o zakończeniu relacji, argumentując, że do siebie nie pasowali. Spotykając się teraz z blondynką, coraz częściej dostrzegał sygnały, że pomiędzy obiema kobietami istniało jedno znaczące podobieństwo. Obie nie chciały zbytnio angażować się w długotrwałe relacje, obawiając się stagnacji i ograniczeń. Dlatego obawiał się narastającego uczucia do nowej partnerki. W końcu oboje na początku ustalili ten specyficzny typ relacji pozwalający na spotykanie się z innymi i nieuzależnianiu się od siebie nawzajem. Gavin jednak nie potrafił funkcjonować w taki sposób. Wystarczyło kilka tygodni, by z kochanki stała się najważniejszą kobietą w jego życiu, z którą coraz bardziej chciał związać się na stałe.
Dlatego był wściekły, że tak to zawalił. Nie chciał, by wizyta w barze zakończyła się na komisariacie, a na końcu wizytą na dywaniku u siostry. Louise, mimo że była świadoma jego relacji z kochanką, nie wiedziała, że dla niego przeistoczyła się ona już w związek. Nie irytowała go policja ani sama wizyta u siostry, lecz fakt, że kilkadziesiąt kilometrów od mieszkania czekała na niego partnerka, oczekując miłego wieczoru. Dlatego nie zastanawiając się długo, wysłał do niej od razu wiadomość:
Hej, muszę dokończyć projekt. Obiecuję się zrewanżować. Tęsknię.
Była to jednak tylko połowiczna prawda. Nie chciał pokazać się jej w takim stanie; z podbitym, coraz bardziej widocznym śladem pod okiem i zapachem alkoholu, który jasno wskazywał na spotkanie z kimś innym. Mógłby się tłumaczyć, że wszystko było wynikiem nieplanowanej konfrontacji z pijanym mężczyzną w barze, ale znając Corę, wiedział, że i tak dociekłaby prawdy. Z upływem minut zaczął jednak czuć się z tym coraz gorzej. Uznał, że powinien zachować się jak partner i wyznać jej prawdę, nawet jeśli miałoby to kosztować go zamknięciem drzwi przed nosem. Czekając na odpowiedni moment, wyszedł z mieszkania siostry i, zamawiając taksówkę, ruszył w stronę mieszkania Cory.
Na miejscu jego wzrok natychmiast przyciągnął dobrze zbudowany mężczyzna wychodzący z jej mieszkania. Choć nie powinien być zazdrosny; zwłaszcza przy ustalonym między nimi układzie poczuł ukłucie nieprzyjemnej zazdrości. Po raz pierwszy, odkąd się spotykali, miał ochotę zrobić jej scenę, niczym nastolatek domagający się wyjaśnień, dlaczego ktoś obcy opuszczał jej mieszkanie. Mijając mężczyznę, posłał mu - A to kto? Jeden z twoich kolejnych kochanków? - zapytał, powstrzymując się przed wybuchem zazdrości. - Lekka awantura… na planie. Ale lepiej wytłumacz mi, kto i dlaczego o tej godzinie odwiedza moją partnerkę. - dodał po chwili oburzony zastanawiając się, czy to już była chwila, w której musiał przyznać; że to już M I Ł O Ś Ć.
Cora Marshall

Two lovers and apocalypse

: czw sty 08, 2026 9:12 am
autor: Cora Marshall
Cora w swoim życiu starała się niczego nie planować. Była pełna spontaniczności i żyła chwilą. Chwytała każdy dzień i korzystała nawet z krótkich chwil, aby cieszyć się życiem. Lecz jedno w swoim życiu zaplanowała - nie zakochać się. Nie chciała związku z różnych względów. Obawiała się oddać serce komuś, kto ją następnie zrani, więc łatwiej je było trzymać mocno przy sobie. W dodatku otwarty związek powodował, że zmniejszało się ryzyko, że któraś ze stron się komuś znudzi, skoro mogli się spotykać również z innymi. To dawało pewien powiew świeżości, który uważała za sukces, że zazwyczaj rozstawała się z partnerami w dobrych relacjach.
Z Gavinem wszystko zaczęło się tak samo. Oboje zgodzili się na ten układ widząc w nim same plusy. Z tego co wiedziała, on również dotychczas umawiał się z kobietami na identycznych zasadach. Nie było to dla niego nowością. A jednak z czasem coś zaczęło się zmieniać. Cora coraz częściej wolała spędzić wieczór w jego apartamencie, aniżeli umawiać się na randkę bądź imprezę. W jego ramionach znajdowała poczucie bezpieczeństwa, którego nawet nie sądziła, że potrzebowała. Jego dojrzałość sprawiała, że był znacznie ciekawszy i bardziej interesujący niż inni mężczyźni, z którymi do tej pory się spotykała. Mogła z nim porozmawiać o muzyce, sztuce, a także pożartować, polenić się czy kochać całą noc. Tak, nawet seks przestał być już tylko formą zaspokojenia potrzeb. Stał się czymś głębszym. Formą wyrażenia uczuć, których najwyraźniej jeszcze do siebie nie dopuszczali. Przynajmniej ona. Miłość wkradała się do niej pomału.
Jednak nie było wątpliwości, że zaczynała się w niej zadamawiać. W końcu dla żadnego mężczyzny nigdy nie postarała się tak jak dzisiaj. A co gorsza - żaden jej jeszcze nie zranił tak jak on dzisiaj, gdy ją wystawił. Wkurzali ją faceci. Irytowali. Nudzili. Ale żadnemu nie udało się jej zranić zwykłym odwołaniem spotkania tak jak jemu. Ponadto, o żadnego nie martwiła się tak jak o niego. Ta burza różnych emocji jakie potrafił w niej wywołać w jednej chwili ją przytłaczała. Uniosła znacząco brew na jego pytanie.Kolejny kochanek… Nawet nie miał pojęcia, że już od jakiegoś czasu nie miała ochoty się spotykać z innymi facetami. Tym pytaniem uświadomił jej, że chyba nawet nie chce, żeby wiedział, bo ból, który jej sprawił tym pytaniem był… przerażający. Przeraziła się tego jak łatwo zawładnął jej serce, które tak skrzętnie skrywała przed światem.
- Tak, trzeci dzisiejszego wieczoru. Jakiś problem?- rzuciła udając znudzenie i zabrała dłoń z jego policzka, by się odwrócić i wrócić do z powrotem do mieszkania. Nie zamykała drzwi, mógł wejść za nią i zobaczyć jak jej mieszkanie oświetlały tylko liczne świece rozstawione po całym salonie. Na stole stały już puste kieliszki po winie, a między nimi cała wypita butelka bardzo drogiego wina. W powietrzu wciąż się unosił zapach jedzenia. To wszystko było przygotowane dla niego. Tylko dla niego.
Mógł to wszystko mieć, gdyby po prostu był z nią szczery i nie zachowywał się jak typowy facet w kryzysie wieku średniego. Gdyby nie rzucał takimi tekstami. - Słucham?- odwróciła się ponownie w jego kierunku wyraźnie oszołomiona kolejnymi słowami.- Nie jestem Twoją własnością- podkreśliła wyraźnie poirytowana tym jednym określeniem. Chociaż musiała przyznać, że partnerka w jego ustach brzmiało… dumnie. Nie była kochanką, koleżanką czy znajomą. Była partnerką i to jedno słowo w tym całym zdaniu jej się spodobało. Nie sądziła, że kiedyś tak bardzo ucieszy się na to sformułowanie. Ale to była tylko mała kropla w morzu w tym momencie, bo jednak złość była teraz silniejsza. Wymierzyła w niego palec podchodząc znowu nieco bliżej. - Nie jestem niczyją własnością. Nie muszę Ci się z niczego tłumaczyć. Przypominam Ci, że ustaliliśmy pewne zasady na początku znajomości. Byłam szczera w stosunku do Ciebie, tego samego oczekiwałam od Ciebie- powiedziała bardzo dobrze pamiętając tą rozmowę, która teraz jej się wydawała jakby miała miejsce w innej rzeczywistości. Od tamtej pory tak wiele się zmieniło. Nie sądziła, że Gavin tak bardzo ulokuje się w jej sercu. Ba, że w ogóle znajdzie do niego drogę. Udało mu się tą swoją cierpliwością i wyrozumiałością do niej i jej szalonych pomysłów. Na pozór się różnili od siebie, ale to też dawało przyjemną równowagę między nimi, której brakowało jej w poprzednich relacjach. Był dojrzalszy od jej poprzednich kochanków, dając jej poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji i szacunku. Tak wiele, ale wszystko do czasu aż postanowił ją okłamać, odwołać spotkanie i zachować się kompletnie nieodpowiedzialnie, a na koniec ponownie kłamać jej w żywe oczy. - Myślisz, że jestem jakąś głupią blondynką?! Rozumiem, że ten projekt , który miałeś do dokończenia to alkohol i jakaś pijacka bijatyka?!- założyła ręce na ramiona wyraźnie coraz bardziej zdenerwowana.


Gavin Fraser

Two lovers and apocalypse

: pn sty 12, 2026 12:59 pm
autor: Gavin Fraser
Również tego nie planował. Zwłaszcza, że w przeszłości już wielokrotnie zdarzało mu się nieszczęśliwie zakochiwać, by później zostawać ze złamanym sercem. I choć życie prywatne Gavina było idealnym materiałem na długą powieść, tak skrycie czuł, że mając obok siebie blondynkę, nie potrafił przejść obok tego obojętnie. Na początku nie spodziewał się jednak, że wyjdzie to poza ramy zwykłego romansu czy weekendowych spotkań w hotelu, a nawet w jego apartamencie. Blondynka w dużym stopniu różniła się od poprzedniczek, co w jego oczach czyniło ją wyjątkową. Potrafiła go zaskakiwać szalonymi pomysłami: spontanicznymi wyjazdami, randkami w nieoczekiwanych miejscach czy umiejętnością robienia czegoś z niczego. Dotyczyło to najczęściej wieczorów spędzanych nie tylko na bliskim kontakcie, ale również tych, które kończyły się przysłowiowym wpatrywaniem w sufit.
Dlatego gdy zauważył obcego mężczyznę wychodzącego z jej mieszkania, poczuł się zdradzony. Nie spotykali się oficjalnie, dali sobie nawet przyzwolenie, by ich relacja opierała się również na spotkaniach z innymi partnerami. Jednak coraz częściej miał nadzieję, że ich bliskość była już na etapie, na którym nie potrzebowali nikogo więcej, by w pełni się zadowolić. Nie chodziło o to, by nagle rzucili się sobie w ramiona, wyznając bezwarunkową miłość, lecz o to, by powoli, systematycznie rozwijali uczucie, które z czasem przekształciłoby się w miłość, której oboje tak bardzo się obawiali. Sam nie był idealny. Wiedział o tym doskonale, zwłaszcza że dla blondynki mogło to wyglądać podejrzanie, gdy widziała go w towarzystwie wielu asystentek. Znał tę branżę aż za dobrze. Ludziom na podobnych stanowiskach często ciążyły zarzuty o rzekome molestowanie czy wykorzystywanie pracownic do zabaw z młodszymi kobietami, które zawodowo chciały jedynie zdobyć potrzebne doświadczenie, by w przyszłości spróbować czegoś więcej.
I właśnie taką nieidealność pokazał dzisiaj, okłamując kobietę zaległościami w pracy. Wiedział, że na tym spotkaniu zależało Corze najbardziej z ostatnich. Do tej pory zazwyczaj zaskakiwała go spontanicznymi decyzjami gdzie w jednej sekundzie potrafili rzucić wszystko, by wyjechać na weekend do kilkugwiazdkowego hotelu, zapominając o obowiązkach ciążących na ich barkach. Nie spodziewał się jednak, że tak szybko zastanie ją w towarzystwie kogoś młodszego od siebie. Podejrzewał, że oprócz niego było jeszcze paru młodszych i zapewne sprawniejszych, którzy na pstryknięcie palca potrafili zjawić się w jej mieszkaniu, wykorzystując moment jego własnego idiotyzmu.
- Nie próżnujesz. A to mi zarzucasz flirtowanie i romansowanie z asystentkami - wzruszył ramionami, czując, jak w środku wszystko się w nim gotowało na samą myśl o jej spotkaniu z tym mężczyzną. Znał ją na tyle dobrze, by wiedzieć, że w złości często posługiwała się ironią. Nie musiał nawet próbować dalej jej okłamywać ponieważ była i widziała, że do jego ściśle zabezpieczonej przez ochroniarzy przyczepy trudno było się przedostać nawet asystentkom, a co dopiero obcym ludziom, którzy po spotkaniu zostawiliby prezent w postaci śliwy pod jego okiem.
Kiedy wszedł do środka, jego wzrok padł nie tylko na jej piękną sukienkę, ale również na wystrój pomieszczenia, który natychmiast skojarzył mu się z wychodzącym chłoptasiem. Był w takim stanie wzburzenia, że nawet przez sekundę nie pomyślał, że cała aranżacja była przygotowana wyłącznie dla niego, dla nich i dla spotkania, które brutalnie najpierw odwołał, a później okłamał ją, pojawiając się w barze na spotkaniu z przyjacielem. - To… wszystko dla niego? Dla nich? Szybko się pocieszyłaś. Może powinienem zacząć bić ci brawo. - rzucił chłodno będąc z a d r o s n y m. Każde słowo, każdy napięty nerw nie wynikały z agresji, lecz z panicznej zazdrości i strachu przed utratą najbliższej mu osoby.
- Nie odwracaj kota ogonem. Niesamowite, jak łatwo potrafisz zaprzepaścić wszystko, co razem budowaliśmy - westchnął, nie ukazując słabości. Czuł smutek, zwłaszcza że słowo p a r t n e r k a w tym przypadku wypowiadał z pełną świadomością i pewnością własnych uczuć. - Najpierw zapraszasz mnie na kolację. A gdy piszę, że nie mogę, po pięciu minutach zapraszasz sobie masę kochanków. Lepszy nie jestem, ale przynajmniej jestem szczery w tym że spotykam się tylko z tobą - odparł na jej zarzuty. Tylko że prawda leżała po stronie kobiety. Miała prawo spotykać się z kim tylko chciała, nawet chwilę przed czy po ich spotkaniu. Była wolną kobietą, która zdecydowała się zaangażować w uczucie, którego on nie potrafił w pełni wykorzystać. A zagranie mu na nosie taką sceną było dla niej ciekawym rozwiązaniem. - Może i tak. Może lepiej, żebym przyszedł tutaj i zastał cię w objęciach innego mężczyzny? Co chciałaś tym uzyskać? Upokorzyć mnie? Pośmiać się ze mnie? - Dodał gorzko próbując w panice zrzucić winę na nią. Problem polegał na tym, że z każdą sekundą zamiast uspokajać sytuację, dolewał jedynie oliwy do ognia. Wystarczyłoby jedno zdanie, jedno przyznanie się do prawdy, że spotkanie z przyjacielem nie było ważniejsze od niej. Że to wstyd i urażone ego nie pozwoliły jej powiedzieć całej prawdy.
Cora Marshall

Two lovers and apocalypse

: wt sty 13, 2026 12:04 am
autor: Cora Marshall
- Patrząc na Twój wygląd Ty też nie próżnowałeś i pewnie wziąłeś się za zajętą asystentkę?- odbiła piłeczkę z coraz wyraźniejszą wściekłością w oczach. Nigdy mu też nie wypominała żadnych innych kobiet. Nigdy nie była o nie zazdrosna, ale może dlatego, że nie dawał jej ku temu żadnych powodów. W tym momencie nie zastanawiała się nad własnymi uczuciami, tylko reagowała na bieżąco na jego słowa- oczywiście ironią, co mogło tylko dolewać oliwy do ognia. Nawet jeśli znał ją na tyle, że wiedział, że potrafi rzucić czasami takim żartem, to przecież wystarczyło mu wyznać prawdę. Zrobić coś, czego on również nie potrafił.
Zwróciła uwagę, że rozgląda się po pomieszczeniu i czekała już na to jak jego wzrok złagodnieje, przeprosi ją i podziękuję za przygotowanie dla niego tego wieczoru. Zamiast tego wbijał jej kolejne szpile, które trafiały prosto w serce. Raz za razem. Bolało, tak cholernie to bolało, a przecież mieli tylko niezobowiązującą, otwartą relację. Słysząc jego słowa, utwierdziła się w przekonaniu, że nie chce miłości. Nie chce związku i stabilności. To za bardzo boli.
- Tak, w standardzie dla piątkowych gości jest własnoręcznie przygotowana kolacja i ostry seks wśród świec. Też byś się załapał, gdybyś nie musiał zostać dłużej w pracy- uniosła porozumiewawczo brew z kamienną twarzą. Uczęszczanie na kółko teatralne na coś się przydało - mogła wykorzystać swoje umiejętności, by nie pokazać mu jak bardzo rusza ją jego zachowanie. Mogła udawać, że to po niej spływa, a wypowiedź o tym, co razem budowali przeszła bez echa. Ale w rzeczywistości zaskoczył ją tym tekstem. Wśród całej jego wypowiedzi, ta jedna część była… miła. Nie, była pełna nadziei. Nadziei, że to co mieli między sobą nie było tylko nic nieznaczącym seksem. Że i on poczuł, że to mogło być coś więcej. Zanim jednak pozwolili się temu rozwinąć, oboje uciekali przed podjęciem rękawicy i działaniem w tym kierunku. Dlatego Cora udała, że tego nie usłyszała , skupiając się na dalszej części jego wypowiedzi. Może to było nawet lepsze, ponieważ nie poznawała teraz Gavina. Przemawiał przez niego apodyktyczny, zakłamany facet. Poznała go z innej strony - tej dojrzałej, wyrozumiałej, czułej i zabawnej. Z tej, która zawsze otwiera jej drzwi, a gdy w miejscu publicznym ktoś zwrócił na nią uwagę, to nie robił żadnych scen, a jedynie całował ją tak, że brakowało jej tchu. Teraz natomiast pokazywał swoje drugie oblicze o istnieniu którego nie miała pojęcia.
- A czy ja kiedykolwiek powiedziałam, że spotykam się tylko z Tobą?!- nie ukrywała teraz, że tym zarzutem ją zaskoczył. Akurat w tej kwestii postawiła sprawę bardzo jasno już na samym początku. - Skoro ja jestem jedyną kobietą, z którą się widujesz to jest tylko i wyłącznie Twój wybór- syknęła wkurzona podchodząc bliżej i wbijając palec w jego pierś.- Powiedziałam Ci wprost, że możesz się spotykać z kim chcesz i kiedy chcesz- zaznaczyła wyraźnie patrząc na niego coraz bardziej zniecierpliwionym i wkurzonym wzrokiem. Takiej jej na pewno jeszcze nie widział.- Upokorzyć?!- podparła się pod boki i tym razem na jej twarzy była prawdziwa konsternacja. Jak on do tego doszedł? Czy tak bardzo się rozmijali, że już teraz na takim poziomie nie mogli się dogadać? - Ja pierdolę, Gavin. Od tego uderzenia chyba wyleciał Ci rozum z głowy- powiedziała to bardziej do siebie, aniżeli do niego, kręcąc przy tym głową z niedowierzenia.
Pierwszy raz odkąd pojawił się dzisiaj w jej drzwiach zamilkła na dłużej po prostu się w niego wpatrując. Próbując wyczytać z jego spojrzenia o czym myśli. Czego pragnie. Czego się boi. Czy tego samego co ona? Próbowała w jego tęczówkach znaleźć odpowiedź na pytania, które kłębiły się teraz w jej głowie. Czy powiedzieć mu prawdę? Czy wyznać swoje uczucia? Swoje obawy? Czy był tego wart? Czy ona była tego warta? Czy ich relacja była gotowa wejść na kolejny, nowy dla niej, poziom czy to był właśnie jej koniec?

Kolacja, świece, muzyka… To wszystko było dla Ciebie.
To z Tobą byłam umówiona. Tylko z Tobą.
Tylko z Tobą chciałam spędzić ten wieczór i każdy kolejny…
Ale mnie wystawiłeś i okłamałeś.
Ja tylko chciałam Ci pokazać jak bardzo mi na Tobie zależy.
Chciałam Ci pokazać, że chyba się w Tobie zakochuję…


Powinna mu to powiedzieć na głos, ale zamiast tego te słowa zadźwięczały tylko w jej głowie. Bała się. Tak bardzo się bała odrzucenia. Zranienia. Złamanego serca. Teraz ich kłótnia ją bolała, a co by było, gdyby minęło jeszcze trochę czasu, podczas którego rozkochałby ją w sobie jeszcze bardziej? Wtedy ból byłby nie do zniesienia. Dlatego opuściła głowę i odwróciła się od niego, by podejść do stołu i zacząć zbierać talerze. - Miało Cię tutaj nie być, więc chciałam się zabawić z kimś innym, a nie Cię upokorzyć. To, że akurat przyszedłeś to czysty przypadek- miała już dosyć ironii, żartów i kłamstw odnośnie dzisiejszego wieczoru, ale ten ostatni raz musiała to zrobić. Nie mogła jednak już patrzeć mu w oczy.- Ale skoro zamierzasz mnie dalej obrażać, to w takim razie nie życzę sobie tego w moim domu. Napisz list, meila, smsa czy wyślij kurwa gołębia pocztowego, ale pod moim dachem nie będziesz mnie wyzywać od łatwych i kłamliwych- dodała już pewniejszym głosem, bo to była akurat prawda bez cienia ironizacji. Nie była jedną z tych słabych, bojaźliwych kobiet, które pozwalały na rzucanie wyzwisk w ich kierunku. Nie podobało jej się jak Gavin zwracał się w stosunku do niej i nie zamierzała tego ukrywać.


Gavin Fraser

Two lovers and apocalypse

: sob sty 17, 2026 1:20 am
autor: Gavin Fraser
- Podbite oko to oznaka romansowania z asystentkami? No nieźle. Chociaż brzmi to zabawnie w sytuacji, gdy widzi się właśnie wychodzącego chłoptasia - odpowiedział na zarzuty kobiety, czując się urażony. Całość wyglądała jednocześnie komicznie i kuriozalnie; słyszeć oskarżenia o rzekomą zdradę w momencie, gdy to drugą stronę widziało się w dokładnie tej samej, zarzucanej sytuacji. Prawdę mówiąc, miała do tego prawo. Na początku ich znajomości umówili się przecież na format otwartego związku. Jednak obecnie miał nadzieję, że dążyli już bardziej do pełnej relacji niż do niezobowiązującego romansu. Dla Gavina ta sytuacja była wyjątkowo trudna do interpretacji, zwłaszcza że ostatnie tygodnie były dla nich cudowne, pozbawione większych dramatów czy kłótni. Jej wizyty w jego przyczepie i ich spotkania w jego apartamencie przypominały już raczej szczęśliwy, długoletni związek niż głupi romans rodem z czasów nastoletnich. Jednak wszystkie jego nadzieje i marzenia prysły, zastąpione taką złością, że nie potrafił się kontrolować, rzucając słowami, których później mógł żałować.
Przez sekundę nawet i mu chodziła myśl, by zachować się dojrzale, przeprosić i sprawić by ten wieczór miał chociaż szczęśliwe zakończenie. Ale gdy kolejne ostre słowa padały z jej strony, czuł coraz większą narastającą wściekłość. Coraz wyraźniej rozumiał, że to właśnie ona z całych sił próbowała zrzucić na niego winę, nie dostrzegając przy tym własnej. Może nie był święty. Może okłamał ją, tłumacząc się nadmiarem pracy, kiedy w rzeczywistości wyszedł ze znajomym do pubu. Ale publiczne oskarżenia o zdradę przelały tylko czarę goryczy. Spojrzał na nią demonicznie, jakby już wtedy zrozumiał, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Bał się tylko tego, żeby nie zakończyło się to rozstaniem. Choć w przypadku samego mężczyzny nic nie było pewne, zwłaszcza że po kilku bolesnych rozstaniach raczej nie chciał się angażować mocno w relacje, które mogły zakończyć się podobnie co poprzednie; zwłaszcza że w jego głowie wyglądało to tak, jakby to ona chciała ostatecznie zrobić z niego nie tylko winnego ale i głupiego.
- Piątkowych gości? - wkurzył się niemiłosiernie. W takim stanie często nie potrafił odróżnić ironii od prawdy, przez co wychodził na naiwnego. - Dobra, nie musisz być taka zabawna. Bądź chociaż raz ze mną szczera i przyznaj się, że od dawna byłem tylko jednym z wielu. Nikim więcej. - Zapytał, choć w głębi duszy nie chciał znać odpowiedzi. Może lepiej byłoby żyć w przekonaniu, że faktycznie był najważniejszym mężczyzną, z którym chciała stworzyć coś więcej. Bo ta sukienka, kolacja, świece i cała otoczka tego spotkania wyglądały dokładnie tak, jakby zorganizowała je z myślą o kimś, do kogo czuła coś więcej niż tylko fizyczne pożądanie. Problemem była jednak jego głowa i jego rozdrażnione, męskie ego, które nie pozwalało mu się ugiąć i przyznać, że to od niego wszystko się zaczęło, że ironia była konsekwencją jego własnych kłamstw.
- Nie, i może to był mój błąd że zaufałem kobiecie która najwidoczniej nie była wart mojej uwagi - odpowiedział dumnie. Nie chodziło o dumę producenta zarabiającego miliony, bardziej o człowieka, który z czasem się uzależnił, stawiając ją ponad wszystko. Może faktycznie miała rację. Może był głupi i naiwny, powierzając swoje zaufanie kobiecie, stawiającej siebie ponad wszystko, z zupełnie inną wizją przyszłości, której tak naprawdę nigdy nie znał. - Tak. Masz rację, jestem beznadziejny. Mogłem olać wszystko i traktować cię jak jedną z wielu. Ale zamiast tego wolałem się zaangażować. Dać z siebie wszystko. Uwierzyć, że czeka nas coś więcej niż tylko zwyczajny seks. - odpowiedział cały zagotowany. Jej ostatnie słowa sprawiły, że jego myśli krążyły już tylko wokół gniewu skierowanego przede wszystkim przeciwko niemu samemu. Nie był zły, że go tak potraktowała. Nie był zły, że zarzuciła mu naiwność. Był wściekły, że naprawdę uwierzył, że na kogoś takiego jak on wciąż mogła czekać miłość. Od rozstania z Debbie nie sądził, że jeszcze kiedykolwiek zaangażuje się aż tak bardzo, że odpuści obowiązki, byle tylko mieć więcej czasu dla kobiety w której się Z A K O C H A Ł. - Tylko czemu nie powiedziałaś mi o wszystkim, kiedy widziałaś, że oddaję ci całego siebie? - zapytał chcąc poznać prawdę na ten temat. Ale zamiast tego stanął naprzeciwko niej i spojrzał jej prosto w oczy. Sam nie wiedział dlaczego, może liczył, że zobaczy w nich coś więcej niż złość. Że dostrzeże, iż te wszystkie wulgarne ataki były tylko chwilowym wybuchem. Że zobaczy, że jest dla niej ważny. Że go potrzebuje. Że tak samo jak on przepadła.


Nie wiem, czemu to zrobiłem.
Jestem ostatnim durniem.
Ale to był pierwszy i jedyny raz, kiedy cię okłamałem.
Myślę o tobie każdego ranka, nawet gdy nie ma cię obok.
Myślę o tobie każdego popołudnia, kiedy wpatruję się w twoje zdjęcie stojące na moim biurku.
Myślę o tobie każdego wieczora, gdy zasypiasz w moich ramionach.
Nawet jeśli teraz złamałaś moje serce na milion kawałków
Powinnaś wiedzieć, że i tak będę kochać tylko ciebie.



Rzadko pozwalał sobie na tak głębokie myśli, może powinien był powiedzieć to wszystko na głos. Ale nie potrafił. Był tym cholernym, beznadziejnym i upartym mężczyzną z ogromnym ego, którego nie stać było na posypanie głowy popiołem. Może zrobiłby to, gdyby nie użyła słów, które wcisnęły w nim czerwony przycisk alarmowy. Może zamiast tej awantury byliby teraz w jej mieszkaniu, próbując zapomnieć o całej kłótni. - Ale powiedz mi szczerze… absolutnie nie widzisz w tym swojej winy? - Bo to ciekawiło go najbardziej. Może faktycznie nie dostrzegał, że winę ponosili oboje. Że jedną głupią akcją mogli doprowadzić do rozpadu uczucia, które tak długo kiełkowali.
Cora Marshall

Two lovers and apocalypse

: sob sty 17, 2026 2:52 am
autor: Cora Marshall
- Boże Gavin, nie wiem kto i w jakich okolicznościach Ci podbił oko, ale chyba oboje dobrze wiemy, że to nie było podczas pracy na planie po godzinach, prawda?- przewróciła oczami i nawet nie liczyła na jakąkolwiek odpowiedź na to pytanie. Było ono retoryczne, bo oboje dobrze znali prawdę. Znaczy ona mogła się jej domyślać, że tak naprawdę ją okłamał i wcale nie zatrzymał go żaden pilny projekt. Jego wygląd wprost sugerował, że wystawił ją dla jakiejś imprezy. To o tyle bolało, że Cora sama tak postępowała z poprzednimi facetami. Wybierała tą opcję na wieczór, która była ciekawsza. Na dzisiaj dostała propozycję wyskoczenia do nowootwartego klubu, ale wolała ten czas spędzić z Gavinem i przygotowując się do niego znacznie wcześniej. Niestety oberwała od własnej broni.
Dlatego jego kolejne słowa aż ją zmroziły. Nie dość, że czuła się wystawiona i okłamana, to jeszcze kazał jej przyznać się do czegoś, co było wielkim kłamstwem. Na początku ich znajomości był jednym z wielu. Nie ukrywała tego, zaznaczyła od razu , gdy zaczęli sypiać, że spotyka się też z innymi. Wolała uniknąć wszelkich dramatów między innymi takich jak teraz. Lecz z czasem zaczęła ukrywać jedną rzecz - że stał się jedynym. Przyjaźń z Jayem się rozmyła, gdy zdała sobie sprawę w jak niebezpiecznym świecie się kręci. Chodziła jeszcze na randki z tindera, ale nie spotkała żadnego, który ująłby aż tak, że chciałaby z nim wejść w otwarty związek jak z Gavinem. Małymi krokami to właśnie Fraser zaczął zadamawiać się w jej sercu wypełniając każdą lukę. Budząc się samotnie w łóżku żałowała, że nie została u niego na noc. W ciągu dnia myślała co robi i czy może go jakoś zaskoczyć. Wieczorami to w jego ramionach się odprężała - nieważne czy po prostu rozmawiali na kanapie czy kochali się namiętnie w jego sypialni. Uświadomienie sobie o tym, że stał się jedynym ją zmroziła. Dlatego zrobiła to, co człowiek zawsze robi w poczuciu zagrożenia.
- Zawsze byłam z Tobą szczera. Nigdy Cię nie okłamałam-aż do teraz. Początkowo rzucała sarkazmami, ale to, że ich nie wyłapał doprowadziło do tego, że zadawał tak celne i ważne pytania, na które nie była gotowa odpowiedzieć. Wiedziała, że jej na nim zależy- w to nie wątpiła. Czuła też, że nie jest i ona mu obojętna. Rzecz w tym, że Cora Marshall bała się związków. Uważała , że się do nich nie nadaje i to nie dla niej. Bała się tego uczucia złamanego serca, gdy planujesz z kimś wspólną przyszłość, kochasz tą osobę, aż po grób, a ona wbija Ci nóż w plecy. Blondynka była łagodna i wrażliwa i nie przeżyłaby tego. Jaką mogła mieć pewność, że Gavin jej nigdy nie zrani? Żadnej. Już teraz ją zranił. Bała się podjąć to ryzyko wejścia w relację na sto procent. Ona - na pozór odważna i zadziorna, w kwestii miłości uciekała jak najdalej.
Dlatego teraz zamiast brnąć w ironię , to jej twarz stała się poważniejsza, a słowa lekko podkoloryzowane bądź unikała pewnych odpowiedzi. Robiła wszystko, byleby się nie przyznać, że się w nim zakochała.- To Ty już źle mnie oceniłeś. Na całe szczęście w porę się opamiętałeś, że nie jestem warta Twojej uwagi zanim się we mnie zakochałeś- powiedziała to wręcz przez zaciśnięte zęby, ale nie dlatego, że była wkurzona. Teraz była zraniona i czuła jak w jej gardle pojawia się gula, która może zaraz utrudnić jej wypowiadanie kolejnych słów. Czy to był jeden z pierwszych objawów nadchodzących łez? Ale przecież Cora nie płakała przez mężczyznę. Nie zakochiwała się i nie płakała. A jednak wpatrując się teraz w Gavina i słysząc, że nie była warta jego uwagi, to bolało ją to paskudnie. Jak mogła mu powiedzieć to wszystko, co naprawdę czuje, czego pragnie i się obawia, gdy słyszała takie słowa? Lecz co gorsza - gdy sam się w nich miotał nie potrafiąc najwidoczniej zdecydować, co chce uzyskać ta rozmową - zranić ją czy powiedzieć o swoich uczuciach?
- Tak Gavin, mogłeś mnie olać. Nie prosiłam Cię nigdy o to, żebyś się zaangażował w to. Nigdy też nie powiedziałeś mi, że tak mnie traktujesz i nas- a ona potrzebowała, żeby pewne rzeczy wybrzmiały wprost. Nie była dobra w domysłach i to nie tylko w sferze romantycznej.- Na jakiej podstawie mogłam stwierdzić, że oddajesz mi całego siebie? Nie znam takich relacji, nie byłam w takich- nieco się otworzyła na koniec wyjawiając mu jeden z powodów swojego zachowania. Nie była w stanie milczeć na ten temat aż tak, gdy stał tak blisko niej. Wpatrywała się w jego ciemne tęczówki próbując z nich wyczytać o czym tak naprawdę myśli? Czego czuje i pragnie? Tak wiele razy przyglądała się im czując, że zna go na wylot jakby był jej drugą połówką chociaż nigdy nie wierzyła w takie farmazony. Ale przy nim czuła się jakby wszystkie elementy jakiejś układanki były na swoim miejscu. Nie musiała się spieszyć, biec, szukać czy udowadniać. Przy nim mogła być po prostu sobą i cieszyć się z czasu w jego towarzystwie. On ją rozumiał, nie oceniał. Szanował. Wspierał. Był wszystkim, czego potrzebowała, chociaż sama jeszcze o tym nie wiedziała. I był też tym pierwszym mężczyzną, który zranił jej serce. Nie potrafiła być już w stosunku do niego szczera. Nie w tej kwestii.
Jej wzrok zaczął uciekać na jego usta. Kuszące, które doprowadzały ją za każdym razem do szaleństwa. Tak bardzo chciałaby teraz cofnąć czas, spędzić z nim ten wieczór przy stole, przy którym najpierw zjedliby przygotowaną przez nią kolację, a następnie pozwoliłaby mu się na nim zerżnąć, by potem mogli wylegiwać się razem w wannie. Chciała zasnąć otulona jego ramionami, a nazajutrz obudzić się czując jego zarost i usta na swojej skórze. Tak wiele by dała, by cofnąć ten cholerny czas. Niestety żadne z nich nie miało takiej mocy.
- Widzę. Powinnam częściej powtarzać jakie są zasady naszej relacji- powiedziała spuszczając głowę. Była uparta, tak bardzo, że nie zamierzała się przyznać do tego, że i ona powiedziała o kilka słów za dużo. Zamiast tego zrobiła unik i chwyciła kieliszki ze stołu, a następnie minęła go i przeszła do kuchni, by zapakować je do zmywarki. - Jeżeli jesteś zainteresowany inną formą relacji, to chyba powinniśmy naszą zakończyć w tym momencie- odezwała się ponownie w międzyczasie, nawet na niego nie patrząc. Nie chciała go usuwać ze swojego życia. Cholera, była gotowa pierwszy raz, by był on jedynym mężczyzną w nim już zawsze. Dlatego teraz nie była w stanie mówić o zakończeniu ich związku patrząc mu w oczy. Nie miała do tego odwagi.

Gavin Fraser

Two lovers and apocalypse

: śr sty 21, 2026 4:08 am
autor: Gavin Fraser
- Em… no… wiesz… - zaczął z zakłopotaniem, zastanawiając się, co właściwie powinien powiedzieć. W tej sytuacji każde możliwe rozwiązanie nosiło za sobą swoje konsekwencje, a sam Gavin starał się wypaść tak, by nie denerwować jeszcze bardziej rozpalonej już i tak do czerwoności Cory. Najbardziej chciał, by kobieta przestała się na niego gniewać, a on mógłby pominąć tłumaczenia na rzecz wspólnego wieczoru, który w jego mniemaniu mógłby zakończyć się dla nich dobrze. Doskonale jednak wiedział, że tak się nie stanie, ponieważ blondynka nie należała do kobiet, które łatwo odpuszczały, gdy coś im nie pasowało. Zaskakiwała go tym, że zamiast samej zabawy potrafiła stawiać na swoim, wpychając go w sytuacje, w których czuł się niekomfortowo. Ale właśnie dlatego kochał ją tak bardzo, że stojąc teraz przy niej, wyglądał jak zdesperowany nastolatek zazdrosny o swoją pierwszą miłość, mimo że nie byli oficjalnie parą, nie wyznali sobie jeszcze prawdy i, co najważniejsze, wciąż tkwili w układzie pozwalającym każdemu z nich spotykać się z kim tylko chcieli. - To nie tak. Znajomy zaprosił mnie do baru, a tam jeden, może dwa drinki i wiesz, że puszczają mi wtedy hamulce. Na dodatek jakiś chłopaczek zaczął się do mnie rzucać, a moje ego nie pozwoliło pozostać obojętnym - dokończył. Z każdą kolejną sekundą i wypowiedzianym słowem zaczynał jednak rozumieć, że nic go nie usprawiedliwiało. Mógł dalej się okłamywać, ale nie miał już dwudziestu lat tylko dwa razy więcej i musiał w końcu zrozumieć, że akcje, które niegdyś sprawiały mu gigantyczną przyjemność, dziś były jedynie obrazem niedojrzałości, które zupełnie nie pasowały do osoby publicznej zarabiającej miliony na swojej pracy. A takimi zachowaniami doprowadzał jedynie do tego, że zamiast być rozpoznawalnym z filmów, zaczynał być kojarzony ze skandalami wywoływanymi w barach.
- Nigdy nie byłem święty, ale przynajmniej cię nie okłamałem. Teraz stoisz przede mną i rzucasz w moją stronę tekstami, które wiesz, jak na mnie działają. Jeżeli chciałaś się rozstać, nie musiałaś robić tego w taki sposób - odparł, a na jego twarzy pojawił się smutek. Dla Gavina ten dzień chyba nie mógł zakończyć się gorzej. Mógłby przeżyć publiczny skandal i poranne tytuły w brukowcach. Mógłby znieść gigantyczną awanturę z siostrą, którą obudził, gdy policja przywiozła go do jej domu. Ale najgorsze co mogło go spotkać, to było zerwanie i to właśnie w taki sposób. Był pewien, że każdy zareagowałby podobnie, widząc obcego mężczyznę wychodzącego z domu kobiety, którą się kocha. W każdej możliwej sytuacji pierwszą reakcją byłaby chęć poznania prawdy. Inaczej jednak wyglądało to w momencie, kiedy to ona sama wprost, choć w kłamstwie wyznała mu, że ten facet był jednym z trzech potencjalnych kochanków. Ciekawy był, jakby sama zareagowała w momencie, kiedy przyszłaby spóźniona do jego apartamentu i zastała go w towarzystwie jego byłych lub potencjalnych kochanek. Oboje mogli się w tej sytuacji okłamywać czy grać w różne gry, lecz prawdą był fakt, że oboje byli już w pełnoprawnym związku któremu brakowało jedynie wyznanie całej prawdy i oficjalnie nazwanie ich relacji miłością.
- I całe szczęście, że się nie… - nie dokończył wahając się. Nie chciał jeszcze bardziej kontynuować gry kobiety. Starał się zostać jedyną osobą, która chciała zachować ziarenko prawdy, bo prawdą było, że oboje zjebali, a zamiast się do tego przyznać, brnęli tylko w kłamstwo, niszcząc to, co przez ostatnie tygodnie tak doszczętnie budowali. Było mu smutno. Cholernie smutno. Ponieważ pierwszy raz od rozstania z Debbie poczuł, że w jego sercu wciąż było miejsce na miłość, a lód, który towarzyszył mu przez lata, zaczął topnieć przez co zaczął wierzyć, że mogli być razem nie tylko szczęśliwi, ale też szaleńczo zakochani. - Nie mogłem cię olać. Nigdy nie potrafiłbym tego zrobić. Wiesz, czemu? Bo cię ko… - znów nie potrafił wypowiedzieć tego jednego magicznego słowa które mogło obrócić te spotkanie. Ale bał się tego, bo doskonale wiedział o tym, że Cora nie miała pojęcia o tym jak być w związku… i jak być kochaną. Zresztą sam Fraser sprawiał wrażenie, jakby samemu uciekał przez zobowiązaniem i miłością. W końcu sama chęć zorganizowania im randki i romantycznego wieczoru u niej w domu, zamiast w pięciogwiazdkowej restauracji mogła mu zasugerować, że nie był już jednym z wielu, tylko partnerem dla którego chciała zaryzykować wszystkim przed czym uciekała. - Zjebałem. TAK ZJEBAŁEM. Mogę to powtórzyć wielokrotnie, zachowałem się jak nastolatek którego zaślepiło spotkanie ze znajomym, zamiast się skupić na nas. Wiem, ze nie chcesz mnie teraz już widzieć. Ale chcę żebyś wiedziała, że zawsze byłaś, jesteś i będziesz już dla mnie tą najważniejszą - powiedział, czując, jak jego serce przyspieszało. Nie chciał już podnosić głosu, ani podgrzewać już i tak napiętej atmosfery; ale też wcale nie oczekiwał tego, by nagle o wszystkim zapomniała rzucając mu się w ramiona. Najbardziej zależało mu na prawdzie, która jego zdaniem za bardzo skręciła w złą stronę.
- Poważnie? Serio? Tego właśnie chcesz? - zapytał zszokowany słysząc po chwili jej słowa. Jeżeli jesteś zainteresowany inną formą relacji, to chyba powinniśmy naszą zakończyć w tym momencie. Brzmiało to dla niego jak próba wymiksowania się z wszystkiego co między nimi było. A może od początku taki był jej plan? Może nigdy nie chciała się z nim wiązać na poważnie. Może był tylko zabawą, a gdy pojawiła się pierwsza większa szansa, zrzuciła winę na niego, by wrócić do dawnego życia. W jednej chwili poczuł się gorzej, niż kiedykolwiek wcześniej. Chyba jeszcze nikt jeszcze przez całe jego życie nie zabawił się jego kosztem tak jak ona w tej chwili. Problem w tym, że był tak zszokowany, że znowu dał się wkręcić reagując na wszystko zbyt emocjonalnie niż racjonalnie - Chcesz mi tym powiedzieć, że nigdy nic do mnie więcej nie czułaś? NIC? - zapytał chcąc jak najszybciej dowiedzieć się prawdy. Gavin wydawał się naprawdę interesującą i ciekawą personą, która w M I Ł O Ś C I nie potrafiła odróżnić prawdy od kłamstwa, przez co mogła doprowadzić do jeszcze większej tragedii niż dotychczas.

Cora Marshall

Two lovers and apocalypse

: pt sty 23, 2026 2:13 am
autor: Cora Marshall
Gdy zaczął się tłumaczyć, to była pewna, że znowu będzie się miotać i kręcić w zeznaniach , doprowadzając ją przy tym do jeszcze większego wkurwienia. I początkowo sądziła, że właśnie to robi - dalej kłamie. Ale nie, tym razem widziała już to po nim - jego oczy były pełne skruchy i dostrzegała w nich szczerość. Albo uczucie, które w niej rozpalił, wszystko co złe przykrywało. Chciała wierzyć w to, że zna go na tyle, że wie, kiedy mówi prawdę. Nawet przez głupią wiadomość wyczuwała, że coś jest nie tak. A teraz stojąc przed nią z tym smutkiem w oczach? Wierzyła mu. Naprawdę mu wierzyła.
- Słucham?!- jej brwi poszybowały do góry, gdy usłyszała pełną historię, która brzmiała absurdalnie prawdziwie. Aż pokręciła z niedowierzania głową. - Gavin, jesteś dorosłym i wolnym człowiekiem. Wiesz, że możesz robić wszystko co chcesz?- spytała, chociaż w rzeczywistości nie oczekiwała odpowiedzi. Po prostu chciała, żeby o tym wiedział i nigdy nie zapominał. Wyraz jej twarzy nieco złagodniał, ale i tak trzymała się wciąż na dystans.- Nie chodzi o to, że wybrałeś spotkanie ze znajomymi ponad nasz wspólny wieczór, ale to że mnie okłamałeś w tym temacie. A przecież nigdy Ci nie robiłam o nic jakichkolwiek wyrzutów- i już nie była tak wściekła jak wcześniej, ale natomiast bardziej zraniona. Bo tylko utwierdził ją w przekonaniu, że nie ma do niej wystarczająco dużo zaufania. Założył z góry jak się zachowa, gdzie nigdy mu niczego nie zabraniała - tym bardziej wyjść z przyjaciółmi. Sama to robiła, więc byłaby hipokrytką w przeciwnym razie. Nie ufał jej. Nie traktował poważnie sądząc, że uwierzy w głupie siedzenie po godzinach. A teraz przyszedł tutaj i robił jej wyrzuty na zmianę z wyznawaniem uczuć. To tylko wzbudzało jeszcze większą niepewność w głowie i sercu. Jak mogłaby się w to wszystko bardziej zaangażować, gdy on sam nie był jasny i klarowny we własnych uczuciach i myślach przez ostatnie dwadzieścia minut? Jak miała chcieć z nim czegoś więcej, gdy nie miała już pewności czy za kolejne dwadzieścia minut znowu nie zmieni zdania? Cora lubiła zmiany i chaos, ale jeżeli miała stworzyć z kimś stabilny związek, to ten mężczyzna musiał jej dawać poczucie stabilizacji. Gavin swoim niezdecydowaniem jej tego nie zapewniał.
- Zrobiłabym to inaczej, ale nie dałeś mi ku temu szansy- wzruszyła ramionami dając mu do zrozumienia, że chciała to zrobić właśnie dzisiaj i dlatego go zaprosiła tutaj. Ale to wcale nie była prawda. To był jej kolejny unik. A gdy zaczął jej mówić, że jest dla niego najważniejsza… Jej serce zaczęło mięknąć. Czuła jak jej oczy już nie mają tego wkurzonego, zimnego spojrzenia, więc dlatego musiała uciec przed nim. Zbieranie naczyń było idealną wymówką. Po prostu bała się, że nie da rady dłużej walczyć z samą sobą, a jednocześnie jego widok tylko sprawiał, że miała coraz większy mętlik w głowie. Nigdy nie była zakochana, więc nie wiedziała jak to jest - jakie uczucia temu towarzyszą, jak to rozróżnić od zauroczenia bądź samego pożądania. Nikt też w niej się nie zakochał, więc nigdy nie miała możliwości usłyszenia, że jest dla kogoś najważniejsza. Nikt się o nią nie starał i nie walczył. Dlatego nie była w stanie rozpracować własnych uczuć, bo czuła się jak uczeń, który akurat przespał lekcję zatytułowaną miłość. A do tego jego kłamstwo ją przytłoczyło i nie potrafiła również w jego uczuciach się odnaleźć . Jego słowa i czyny tak różne i sprzeczne w ciągu jednego wieczoru sprawiły, że już sama nie wiedziała co jest kłamstwem, a co prawdą jak więc mogła teraz podjąć jakąkolwiek decyzję?
- Gavin, to nie tak…- - zaczęła mówić zamykając zmywarkę i się prostując z głośnym westchnięciem.

Nie planowałam, ale się zakochałam
Nie chciałam, ale zaczęłam o Tobie myśleć codziennie
Nie miałam odwagi wyjawić tego wprost, ale z Tobą i tylko z Tobą chcę kroczyć przez życie


To była prawda i powinna mu ją wyznać.

Gavin, potrzebuję trochę czasu na poukładanie sobie wszystkiego
Dam znać, gdy będę gotowa


Taki scenariusz również nie był zły. Dawał nadzieję im obojgu - na drugą szansę i chwile oddechu.
Niestety Cora wybrała najgorsze z możliwych rozwiązań.
- Coś dla mnie znaczyłeś. Nie chodzę na takie układy z każdym mężczyzną, ale to coś się skończyło, więc naprawdę lepiej będzie, jeżeli już teraz wyjdziesz- powiedziała dosyć chłodno i stanowczo unikając jego spojrzenia. Wiedziała, że popełnia największy błąd. Czuła to w kościach które próbowały jej odmówić posłuszeństwa, gdy podchodziła do drzwi i je otworzyła wskazując mu drogę do wyjścia.

Uciekła wzrokiem, gdy wychodził. Nie potrafiła patrzeć jak pozwala odejść mężczyźnie, którego pokochała. Jedynemu, któremu udało się skraść jej serce.


Gavin Fraser


KONIEC 💔