- Em… no… wiesz… - zaczął z zakłopotaniem, zastanawiając się, co właściwie powinien powiedzieć. W tej sytuacji każde możliwe rozwiązanie nosiło za sobą swoje konsekwencje, a sam Gavin starał się wypaść tak, by nie denerwować jeszcze bardziej rozpalonej już i tak do czerwoności Cory. Najbardziej chciał, by kobieta przestała się na niego gniewać, a on mógłby pominąć tłumaczenia na rzecz wspólnego wieczoru, który w jego mniemaniu mógłby zakończyć się dla nich dobrze. Doskonale jednak wiedział, że tak się nie stanie, ponieważ blondynka nie należała do kobiet, które łatwo odpuszczały, gdy coś im nie pasowało. Zaskakiwała go tym, że zamiast samej zabawy potrafiła stawiać na swoim, wpychając go w sytuacje, w których czuł się niekomfortowo. Ale właśnie dlatego kochał ją tak bardzo, że stojąc teraz przy niej, wyglądał jak
zdesperowany nastolatek zazdrosny o swoją pierwszą miłość, mimo że nie byli oficjalnie parą, nie wyznali sobie jeszcze prawdy i, co najważniejsze, wciąż tkwili w układzie pozwalającym każdemu z nich spotykać się z kim tylko chcieli.
- To nie tak. Znajomy zaprosił mnie do baru, a tam jeden, może dwa drinki i wiesz, że puszczają mi wtedy hamulce. Na dodatek jakiś chłopaczek zaczął się do mnie rzucać, a moje ego nie pozwoliło pozostać obojętnym - dokończył. Z każdą kolejną sekundą i wypowiedzianym słowem zaczynał jednak rozumieć, że nic go nie usprawiedliwiało. Mógł dalej się okłamywać, ale nie miał już dwudziestu lat tylko dwa razy więcej i musiał w końcu zrozumieć, że akcje, które niegdyś sprawiały mu gigantyczną przyjemność, dziś były jedynie obrazem niedojrzałości, które zupełnie nie pasowały do osoby publicznej zarabiającej miliony na swojej pracy. A takimi zachowaniami doprowadzał jedynie do tego, że zamiast być rozpoznawalnym z filmów, zaczynał być kojarzony ze skandalami wywoływanymi w barach.
- Nigdy nie byłem święty, ale przynajmniej cię nie okłamałem. Teraz stoisz przede mną i rzucasz w moją stronę tekstami, które wiesz, jak na mnie działają. Jeżeli chciałaś się rozstać, nie musiałaś robić tego w taki sposób - odparł, a na jego twarzy pojawił się smutek. Dla Gavina ten dzień chyba nie mógł zakończyć się gorzej. Mógłby przeżyć publiczny skandal i poranne tytuły w brukowcach. Mógłby znieść gigantyczną awanturę z siostrą, którą obudził, gdy policja przywiozła go do jej domu. Ale najgorsze co mogło go spotkać, to było zerwanie i to właśnie w taki sposób. Był pewien, że każdy zareagowałby podobnie, widząc obcego mężczyznę wychodzącego z domu kobiety, którą się kocha. W każdej możliwej sytuacji pierwszą reakcją byłaby chęć poznania prawdy. Inaczej jednak wyglądało to w momencie, kiedy to ona sama wprost, choć w kłamstwie wyznała mu, że ten facet był jednym z trzech potencjalnych kochanków. Ciekawy był, jakby sama zareagowała w momencie, kiedy przyszłaby spóźniona do jego apartamentu i zastała go w towarzystwie jego byłych lub potencjalnych kochanek. Oboje mogli się w tej sytuacji okłamywać czy grać w różne gry, lecz prawdą był fakt, że oboje byli już w pełnoprawnym związku któremu brakowało jedynie wyznanie całej prawdy i oficjalnie nazwanie ich relacji miłością.
- I całe szczęście, że się nie… - nie dokończył wahając się. Nie chciał jeszcze bardziej kontynuować gry kobiety. Starał się zostać jedyną osobą, która chciała zachować ziarenko prawdy, bo prawdą było, że oboje zjebali, a zamiast się do tego przyznać, brnęli tylko w kłamstwo, niszcząc to, co przez ostatnie tygodnie tak doszczętnie budowali. Było mu smutno. Cholernie smutno. Ponieważ pierwszy raz od rozstania z Debbie poczuł, że w jego sercu wciąż było miejsce na miłość, a lód, który towarzyszył mu przez lata, zaczął topnieć przez co zaczął wierzyć, że mogli być razem nie tylko szczęśliwi, ale też szaleńczo zakochani.
- Nie mogłem cię olać. Nigdy nie potrafiłbym tego zrobić. Wiesz, czemu? Bo cię ko… - znów nie potrafił wypowiedzieć tego jednego
magicznego słowa które mogło obrócić te spotkanie. Ale bał się tego, bo doskonale wiedział o tym, że Cora nie miała pojęcia o tym jak być w związku… i jak być kochaną. Zresztą sam Fraser sprawiał wrażenie, jakby samemu uciekał przez zobowiązaniem i miłością. W końcu sama chęć zorganizowania im randki i romantycznego wieczoru u niej w domu, zamiast w pięciogwiazdkowej restauracji mogła mu zasugerować, że nie był już jednym z wielu, tylko partnerem dla którego chciała zaryzykować wszystkim przed czym uciekała.
- Zjebałem. TAK ZJEBAŁEM. Mogę to powtórzyć wielokrotnie, zachowałem się jak nastolatek którego zaślepiło spotkanie ze znajomym, zamiast się skupić na nas. Wiem, ze nie chcesz mnie teraz już widzieć. Ale chcę żebyś wiedziała, że zawsze byłaś, jesteś i będziesz już dla mnie tą najważniejszą - powiedział, czując, jak jego serce przyspieszało. Nie chciał już podnosić głosu, ani podgrzewać już i tak napiętej atmosfery; ale też wcale nie oczekiwał tego, by nagle o wszystkim zapomniała rzucając mu się w ramiona. Najbardziej zależało mu na prawdzie, która jego zdaniem za bardzo skręciła w złą stronę.
- Poważnie? Serio? Tego właśnie chcesz? - zapytał zszokowany słysząc po chwili jej słowa.
Jeżeli jesteś zainteresowany inną formą relacji, to chyba powinniśmy naszą zakończyć w tym momencie. Brzmiało to dla niego jak próba wymiksowania się z wszystkiego co między nimi było. A może od początku taki był jej plan? Może nigdy nie chciała się z nim wiązać na poważnie. Może był tylko zabawą, a gdy pojawiła się pierwsza większa szansa, zrzuciła winę na niego, by wrócić do dawnego życia. W jednej chwili poczuł się gorzej, niż kiedykolwiek wcześniej. Chyba jeszcze nikt jeszcze przez całe jego życie nie zabawił się jego kosztem tak jak ona w tej chwili. Problem w tym, że był tak zszokowany, że znowu dał się wkręcić reagując na wszystko zbyt emocjonalnie niż racjonalnie
- Chcesz mi tym powiedzieć, że nigdy nic do mnie więcej nie czułaś? NIC? - zapytał chcąc jak najszybciej dowiedzieć się prawdy. Gavin wydawał się naprawdę interesującą i ciekawą personą, która w
M I Ł O Ś C I nie potrafiła odróżnić prawdy od kłamstwa, przez co mogła doprowadzić do jeszcze większej tragedii niż dotychczas.
Cora Marshall