But I'll be cleaning up bottles with you on New Year's Day
: śr sty 07, 2026 12:53 pm
Nie przeszkadzała jej głośna muzyka, gwar a nawet brak świeżego powietrza tak charakterystyczny dla klubów nocnych. To był jeden z tych ekskluzywnych, do którego zwykli śmiertelnicy nie mieli wejścia nawet w najzwyklejszy dzień. A to nie był zwykły dzień.
Sylwester. 31 grudnia 2024. Toronto.
Gdy znajoma powiedziała jej i zaproszeniach - nie była przekonana. Coś jej mówiło, że to mogło się skończyć bardzo, bardzo źle i wcale nie chciała się bawić w towarzystwie całej śmietanki towarzyskiej Toronto. Lubiła imprezy, może nawet bardziej niż powinna, ale czy takie? Z drugiej strony alternatywą było samotne siedzenie w domu albo smętna domówka na przedmieściach. Więc podjęła decyzję. Założyła wystarczająco krótką sukienkę i wystarczająco wysokie obcasy, żeby odnaleźć się w towarzystwie i razem z koleżanką pojawiła się w klubie. I wystarczyło zaledwie kilka drinków, żeby się rozluźniła i przestała myśleć, że wcale nie chciała tu być.
Zaczęła się dobrze bawić.
Nie wiedziała do końca kim był facet, którego dłonie czuła na swoich biodrach, a którego ciepły oddech muskał jej szyję. Influencer? Bogaty dzieciak bogatych rodziców? Przedsiębiorca? Sportowiec? Znajomy kogoś istotnego? A może znalazł się tu trochę przypadkiem jak Love? Opcji było mnóstwo, ale właściwie nie miało to większego znaczenia, gdy potrafił tańczyć, chociaż jego obłapiające ją dłonie zaczęły ją trochę męczyć. Chyba właśnie dlatego rozejrzała się po tłumie, jej wzrok przesunął się w kierunku baru - prawdopodobnie licząc, że zobaczy tam przyjaciółkę i będzie mogła się ewakuować. A może podświadomie wiedziała, że jej tam nie będzie i że trafi na jego spojrzenie.
Nie wiedziała, że tu będzie - nie pytała. To przecież nie była relacja, w której pytasz o plany na sylwestra. Spotkali się kilka razy i skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie było miło. Było. To dlatego teraz wzdłuż jej kręgosłupa przemknął dreszcz, a kącik ust drgnął w kierunku uśmiechu. I wtedy jej partner ją obrócił, przyciągnął do siebie, a jego dłonie jeszcze pewniej przesunęły się po jej ciele. W jej głowie pojawiła się niepokojąca myśl - to nie jego dłonie chciała na sobie czuć. Kiedy jednak znowu spojrzała w kierunku baru - Joela już tam nie było. Szlag.
Potrzebowała jeszcze chwili lub dwóch, żeby uwolnić się od towarzystwa natręta, którego towarzystwo nagle stało się ciężkie do zniesienia. Sama dotarła do baru, zamówiła drinka i rozejrzała się za przyjaciółką. Ta… tylko, że wcale nie. I kiedy obracając się wpadła na dobrze zbudowaną męską postać i musiała zadrzeć głowę, żeby na niego spojrzeć - na jej twarzy znowu pojawił się uśmiech.
- Zaskakujące spotkanie, Delaney - na pewno…
Joel Delaney
Sylwester. 31 grudnia 2024. Toronto.
Gdy znajoma powiedziała jej i zaproszeniach - nie była przekonana. Coś jej mówiło, że to mogło się skończyć bardzo, bardzo źle i wcale nie chciała się bawić w towarzystwie całej śmietanki towarzyskiej Toronto. Lubiła imprezy, może nawet bardziej niż powinna, ale czy takie? Z drugiej strony alternatywą było samotne siedzenie w domu albo smętna domówka na przedmieściach. Więc podjęła decyzję. Założyła wystarczająco krótką sukienkę i wystarczająco wysokie obcasy, żeby odnaleźć się w towarzystwie i razem z koleżanką pojawiła się w klubie. I wystarczyło zaledwie kilka drinków, żeby się rozluźniła i przestała myśleć, że wcale nie chciała tu być.
Zaczęła się dobrze bawić.
Nie wiedziała do końca kim był facet, którego dłonie czuła na swoich biodrach, a którego ciepły oddech muskał jej szyję. Influencer? Bogaty dzieciak bogatych rodziców? Przedsiębiorca? Sportowiec? Znajomy kogoś istotnego? A może znalazł się tu trochę przypadkiem jak Love? Opcji było mnóstwo, ale właściwie nie miało to większego znaczenia, gdy potrafił tańczyć, chociaż jego obłapiające ją dłonie zaczęły ją trochę męczyć. Chyba właśnie dlatego rozejrzała się po tłumie, jej wzrok przesunął się w kierunku baru - prawdopodobnie licząc, że zobaczy tam przyjaciółkę i będzie mogła się ewakuować. A może podświadomie wiedziała, że jej tam nie będzie i że trafi na jego spojrzenie.
Nie wiedziała, że tu będzie - nie pytała. To przecież nie była relacja, w której pytasz o plany na sylwestra. Spotkali się kilka razy i skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie było miło. Było. To dlatego teraz wzdłuż jej kręgosłupa przemknął dreszcz, a kącik ust drgnął w kierunku uśmiechu. I wtedy jej partner ją obrócił, przyciągnął do siebie, a jego dłonie jeszcze pewniej przesunęły się po jej ciele. W jej głowie pojawiła się niepokojąca myśl - to nie jego dłonie chciała na sobie czuć. Kiedy jednak znowu spojrzała w kierunku baru - Joela już tam nie było. Szlag.
Potrzebowała jeszcze chwili lub dwóch, żeby uwolnić się od towarzystwa natręta, którego towarzystwo nagle stało się ciężkie do zniesienia. Sama dotarła do baru, zamówiła drinka i rozejrzała się za przyjaciółką. Ta… tylko, że wcale nie. I kiedy obracając się wpadła na dobrze zbudowaną męską postać i musiała zadrzeć głowę, żeby na niego spojrzeć - na jej twarzy znowu pojawił się uśmiech.
- Zaskakujące spotkanie, Delaney - na pewno…
Joel Delaney