hunting for a killer
: śr sty 07, 2026 3:05 pm
Mijały już trzy dni.
Trzy dni odkąd znajdowała się w niewielkiej chatce pośrodku lasu, symulując ucieczkę przed mordercą, który chciał ją dopaść. Wiedziała, że najpewniej Blythe wcześniej czy prędzej ją wytropi. Miała też takie przeświadczenie, że mógł spodziewać się zasadzki i dlatego dla bezpieczeństwa odczeka nieco nim zdecyduje się na podjęcie jakiegoś kroku.
Smith z tego co wiedziała obozował kawałek dalej w swoim aucie terenowym. Zastrzegła od razu, aby nie znajdował się zbyt blisko, bo to mogłoby odstraszyć ich cel. Oczywiście usłyszała w odpowiedzi słowa protestu, bo już sam nadinspektor czuł się niekomfortowo pozostając w znacznej odległości od miejsca przebywania Swanson, ale zdawał sobie sprawę, że miała w tej kwestii rację. Nie mogli pozwolić sobie na żadne wpadki.
Nie rozstawała się z bronią na krok. Zawsze miała ją przy sobie. Nawet jeśli spała to musiała ją mieć tuż obok siebie. Zresztą trudno było to nazwać snem. Bardziej było to przestawienie w stan czuwania i drzemki, które pozwalały na zregenerowanie sił. Wiedziała, że wiecznie ten stan nie może się utrzymywać, bo w końcu oszaleje od wytężania zmysłów na każdy najmniejszy bodziec dochodzący z zewnątrz.
Jak do tej pory wszelkie alarmujące dźwięki były sprawką dzikich zwierząt, które próbowały dostać się do środka w poszukiwaniu prowiantu lub schronienia przed zimnem. Często nawet nie zgłaszała tego stacjonującym, aby nie wzbudzać niepotrzebnej paniki. Starała się nie utrzymywać z nimi większego kontaktu na wypadek, gdyby Blythe ją obserwował i zauważył jakąś podejrzaną aktywność. Starała się zachowywać dosyć naturalnie. Tak jakby znajdowała się na faktycznym wygnaniu, wpędzona w paranoję, a nie analizująca szczegóły zasadzki.
Siedziała w ciszy. Właśnie kończyła konserwację starego sztucera, którego jej dziadek używał do polowań. Nie dość, że znalazła dla siebie jakieś zajęcie, aby pozbyć się nudy to dodatkowo jeszcze mogła zdobyć kolejną sztukę broni, która mogłaby jej posłużyć w przypadku ataku Blythe'a. Dwie pieczenie na jednym ogniu.
Zamek szczęknął cicho, gdy dokonywała finalnej inspekcji i zaraz po tym zamarła na chwilę. Coś wyraźnie jej nie pasowało... Instynktownie wyczuła jakąś zmianę w atmosferze. Miała wrażenie jakby przed chwilą od strony tylnych drzwi dobiegło jakieś stuknięcie. Powoli podniosła się z fotela. Wzięła ze sobą sztucer i powolnym krokiem ruszyła do niewielkiej kuchni, która znajdowała się w chatce. Przytknęła już broń do ramienia i powoli rozejrzała się po pomieszczeniu. Drzwi były otwarte. Zimny podmuch powietrza musiał ją zaalarmować.
Zbliżyła się do nich, a wtedy w kącie poruszył się jakiś cień. Niestety zanim zdołała w pełni zareagować, poczuła mocne uderzenie w głowę, od którego aż ją zamroczyło. Sztucer wyślizgnął jej się z rąk. Z nosa z kolei buchnął potok gorącej krwi, gdy zatoczyła się do tyłu otrzymawszy cios łomem prosto w twarz.
- Detektyw Swanson... Jak dobrze cię widzieć - oświadczył chropowaty głos, a wtem w nikłym świetle padającym z centralnej części chatki ukazała się wykrzywiona w upiornym uśmiechu twarz Anthony'ego Blythe'a.
zaylee miller
Trzy dni odkąd znajdowała się w niewielkiej chatce pośrodku lasu, symulując ucieczkę przed mordercą, który chciał ją dopaść. Wiedziała, że najpewniej Blythe wcześniej czy prędzej ją wytropi. Miała też takie przeświadczenie, że mógł spodziewać się zasadzki i dlatego dla bezpieczeństwa odczeka nieco nim zdecyduje się na podjęcie jakiegoś kroku.
Smith z tego co wiedziała obozował kawałek dalej w swoim aucie terenowym. Zastrzegła od razu, aby nie znajdował się zbyt blisko, bo to mogłoby odstraszyć ich cel. Oczywiście usłyszała w odpowiedzi słowa protestu, bo już sam nadinspektor czuł się niekomfortowo pozostając w znacznej odległości od miejsca przebywania Swanson, ale zdawał sobie sprawę, że miała w tej kwestii rację. Nie mogli pozwolić sobie na żadne wpadki.
Nie rozstawała się z bronią na krok. Zawsze miała ją przy sobie. Nawet jeśli spała to musiała ją mieć tuż obok siebie. Zresztą trudno było to nazwać snem. Bardziej było to przestawienie w stan czuwania i drzemki, które pozwalały na zregenerowanie sił. Wiedziała, że wiecznie ten stan nie może się utrzymywać, bo w końcu oszaleje od wytężania zmysłów na każdy najmniejszy bodziec dochodzący z zewnątrz.
Jak do tej pory wszelkie alarmujące dźwięki były sprawką dzikich zwierząt, które próbowały dostać się do środka w poszukiwaniu prowiantu lub schronienia przed zimnem. Często nawet nie zgłaszała tego stacjonującym, aby nie wzbudzać niepotrzebnej paniki. Starała się nie utrzymywać z nimi większego kontaktu na wypadek, gdyby Blythe ją obserwował i zauważył jakąś podejrzaną aktywność. Starała się zachowywać dosyć naturalnie. Tak jakby znajdowała się na faktycznym wygnaniu, wpędzona w paranoję, a nie analizująca szczegóły zasadzki.
Siedziała w ciszy. Właśnie kończyła konserwację starego sztucera, którego jej dziadek używał do polowań. Nie dość, że znalazła dla siebie jakieś zajęcie, aby pozbyć się nudy to dodatkowo jeszcze mogła zdobyć kolejną sztukę broni, która mogłaby jej posłużyć w przypadku ataku Blythe'a. Dwie pieczenie na jednym ogniu.
Zamek szczęknął cicho, gdy dokonywała finalnej inspekcji i zaraz po tym zamarła na chwilę. Coś wyraźnie jej nie pasowało... Instynktownie wyczuła jakąś zmianę w atmosferze. Miała wrażenie jakby przed chwilą od strony tylnych drzwi dobiegło jakieś stuknięcie. Powoli podniosła się z fotela. Wzięła ze sobą sztucer i powolnym krokiem ruszyła do niewielkiej kuchni, która znajdowała się w chatce. Przytknęła już broń do ramienia i powoli rozejrzała się po pomieszczeniu. Drzwi były otwarte. Zimny podmuch powietrza musiał ją zaalarmować.
Zbliżyła się do nich, a wtedy w kącie poruszył się jakiś cień. Niestety zanim zdołała w pełni zareagować, poczuła mocne uderzenie w głowę, od którego aż ją zamroczyło. Sztucer wyślizgnął jej się z rąk. Z nosa z kolei buchnął potok gorącej krwi, gdy zatoczyła się do tyłu otrzymawszy cios łomem prosto w twarz.
- Detektyw Swanson... Jak dobrze cię widzieć - oświadczył chropowaty głos, a wtem w nikłym świetle padającym z centralnej części chatki ukazała się wykrzywiona w upiornym uśmiechu twarz Anthony'ego Blythe'a.
zaylee miller