Out of my depth
: ndz sty 11, 2026 7:34 pm
outfit
Po tym jak zakończyło się ich ostatnie spotkanie Arvel... Tęsknił. Nie tak jak kiedyś, gdy chodziło po prostu o dobry seks i zaspokojenie swoich najbardziej podstawowych potrzeb. Tym razem było inaczej. Tęsknił po prostu za spędzaniem z nią czasu, za jej towarzystwem. Oboje okazywali sobie nieco więcej intymności, niż robili to zazwyczaj, więc dla niego był to pewien sygnał do tego, by zrobić z tym coś więcej. Miał już dość poukładane życie, a przynajmniej tak mu się wydawało. Nawet jeśli całkiem niedawno zostawiła go narzeczona, wszystkie inne sprawy były całkiem na miejscu. To było dla niego dość niecodzienne uczucie, więc potrzebował kilku dni żeby jakoś się z tym oswoić. Swoje dotychczasowe partnerki traktował dość... niezobowiązująco? Robiąc mały przegląd samego siebie, co znów, było dla niego mocno niecodzienne, stwierdził, że do tego pory nawet nie był pewien czy kiedykolwiek był tak naprawdę zakochany. Jasne, był zaręczony, ale to po prostu wyszło jakoś organicznie. To się po prostu zdarzyło. Nie przywiązywał do tego tak dużej wartości emocjonalnej jak pewnie powinien. Stąd całe to zerwanie jakoś cholernie mocno na nim nie ciążyło.
Coś takiego jak randkowanie zdecydowanie nie było jego mocną stroną, więc potrzebował jakiejś wymówki. Podejrzewał, że gdyby po prostu zaprosił Bowman na randkę ta by odmówiła. To byłoby zbyt zobowiązujące. Stąd musiał wykorzystać pewien podstęp. Kłamanie nigdy nie było dla niego specjalnie trudne. Kilka razy nawet był pod przykrywką. Jednak z nią próbował tego zbyt często nie robić. Potrzebował całkiem wiarygodnego powodu żeby się z nią spotkać, a później wystarczyło ją przy sobie zatrzymać. W tym drugim był już zdecydowanie lepszy niż tym całym randkowaniu. Okazja nadarzyła się jak zwykle - poprzez jego pracę. Mieli akurat robić nalot na jedną grupę przestępczą. Mógł to wykorzystać na jej korzyść. Dlatego wysłał jej prostą wiadomość.
Dwudziesta. Archeo. Załóż coś ładnego.
Na żadne inne wiadomości nie odpowiadał. Chciał żeby się zastanawiała o co może chodzić. Czasami złapali coś na ząb na mieście, ale nigdy nie chodzili do restauracji. On tak naprawdę nigdy nie chodził do restauracji. Na pewno nie tego typu. Nie ubierał się też w marynarki. To po prostu nie było w jego stylu. Takie ciuchy były cholernie ograniczające i czuł się w nich po prostu obco. Jednak czy nie tak właśnie wygląda randkowanie? Cała ta kurtuazja, garnitury, perfumy. Nawet dogadał się z właścicielem, który wisiał mu małą przysługę za zamknięcie szajki, która próbowała w okolicy zbierać haracze. Mieli dla siebie całkiem prywatny stolik, nieco z boku. Z dala od innych gości. Z dobrym widokiem na scenę, gdzie miała być dzisiaj grana muzyka na żywo. Osobna kelnerka, dobre wino. Specjalne traktowanie. Kobiety chyba to lubią, prawda? To jednak schodziło na nieco dalszy tor, kiedy kołnierzyk koszuli cały czas wydawał się drażnić jego skórę, więc poprawiał go już pewnie piąty raz w ciągu piętnastu minut. Nie miał też pojęcia, co znaczy połowa pozycji w menu. Mógł pewnie wyrecytować połowę menu w co drugiej chińskiej albo meksykańskiej dziurze w promieniu piętnastu mil, ale włoskie jedzenie? Całkowicie go przerastało. Ta sytuacja go przerastała. Wino? Pił już chyba trzecią lampkę, a nie czuł nawet mrowienia w palcach. Czego się jednak nie robi dla kobiet.
Darcy Bowman
Po tym jak zakończyło się ich ostatnie spotkanie Arvel... Tęsknił. Nie tak jak kiedyś, gdy chodziło po prostu o dobry seks i zaspokojenie swoich najbardziej podstawowych potrzeb. Tym razem było inaczej. Tęsknił po prostu za spędzaniem z nią czasu, za jej towarzystwem. Oboje okazywali sobie nieco więcej intymności, niż robili to zazwyczaj, więc dla niego był to pewien sygnał do tego, by zrobić z tym coś więcej. Miał już dość poukładane życie, a przynajmniej tak mu się wydawało. Nawet jeśli całkiem niedawno zostawiła go narzeczona, wszystkie inne sprawy były całkiem na miejscu. To było dla niego dość niecodzienne uczucie, więc potrzebował kilku dni żeby jakoś się z tym oswoić. Swoje dotychczasowe partnerki traktował dość... niezobowiązująco? Robiąc mały przegląd samego siebie, co znów, było dla niego mocno niecodzienne, stwierdził, że do tego pory nawet nie był pewien czy kiedykolwiek był tak naprawdę zakochany. Jasne, był zaręczony, ale to po prostu wyszło jakoś organicznie. To się po prostu zdarzyło. Nie przywiązywał do tego tak dużej wartości emocjonalnej jak pewnie powinien. Stąd całe to zerwanie jakoś cholernie mocno na nim nie ciążyło.
Coś takiego jak randkowanie zdecydowanie nie było jego mocną stroną, więc potrzebował jakiejś wymówki. Podejrzewał, że gdyby po prostu zaprosił Bowman na randkę ta by odmówiła. To byłoby zbyt zobowiązujące. Stąd musiał wykorzystać pewien podstęp. Kłamanie nigdy nie było dla niego specjalnie trudne. Kilka razy nawet był pod przykrywką. Jednak z nią próbował tego zbyt często nie robić. Potrzebował całkiem wiarygodnego powodu żeby się z nią spotkać, a później wystarczyło ją przy sobie zatrzymać. W tym drugim był już zdecydowanie lepszy niż tym całym randkowaniu. Okazja nadarzyła się jak zwykle - poprzez jego pracę. Mieli akurat robić nalot na jedną grupę przestępczą. Mógł to wykorzystać na jej korzyść. Dlatego wysłał jej prostą wiadomość.
Dwudziesta. Archeo. Załóż coś ładnego.
Na żadne inne wiadomości nie odpowiadał. Chciał żeby się zastanawiała o co może chodzić. Czasami złapali coś na ząb na mieście, ale nigdy nie chodzili do restauracji. On tak naprawdę nigdy nie chodził do restauracji. Na pewno nie tego typu. Nie ubierał się też w marynarki. To po prostu nie było w jego stylu. Takie ciuchy były cholernie ograniczające i czuł się w nich po prostu obco. Jednak czy nie tak właśnie wygląda randkowanie? Cała ta kurtuazja, garnitury, perfumy. Nawet dogadał się z właścicielem, który wisiał mu małą przysługę za zamknięcie szajki, która próbowała w okolicy zbierać haracze. Mieli dla siebie całkiem prywatny stolik, nieco z boku. Z dala od innych gości. Z dobrym widokiem na scenę, gdzie miała być dzisiaj grana muzyka na żywo. Osobna kelnerka, dobre wino. Specjalne traktowanie. Kobiety chyba to lubią, prawda? To jednak schodziło na nieco dalszy tor, kiedy kołnierzyk koszuli cały czas wydawał się drażnić jego skórę, więc poprawiał go już pewnie piąty raz w ciągu piętnastu minut. Nie miał też pojęcia, co znaczy połowa pozycji w menu. Mógł pewnie wyrecytować połowę menu w co drugiej chińskiej albo meksykańskiej dziurze w promieniu piętnastu mil, ale włoskie jedzenie? Całkowicie go przerastało. Ta sytuacja go przerastała. Wino? Pił już chyba trzecią lampkę, a nie czuł nawet mrowienia w palcach. Czego się jednak nie robi dla kobiet.
Darcy Bowman