Jason Choi
: czw sty 15, 2026 12:21 am
Jason Choi

data i miejsce urodzenia
01.03.1993 I Toronto, Kanadazaimki
he/himzawód
Tanatokosmetologmiejsce pracy
St. John's Anglican Churchorientacja
Bidzielnica mieszkalna
West End, Parkdalepobyt w toronto
Od urodzeniaumiejętności
★ Prawo jazdy kategorii G★ Potrafi zdziałać cuda z makijażem oraz fryzurą - zarówno swoją jak i u innych
★ Zachowuje spokój nawet w stresujących sytuacjach, zazwyczaj próbując rozładować napięcie humorem
★ Jest wysportowany i bardzo silny
★ Jego wachlarz potraw w kuchni nie jest wybitnie szeroki, ale to co ugotuje, smakuje bosko
★ Całkiem nieźle zna ludzką anatomię
★ Ma bardzo, bardzo mocny żołądek
★ Łatwo nawiązuje znajomości
słabości
★ Naukę jakichś bardziej skomplikowanych umiejętności uważa za stratę czasu★ Jest generalnie impulsywny i szybciej działa niż myśli
★ Boi się głębszych relacji więc odruchowo kończy znajomość, kiedy tylko zaczyna się robić poważniej
★ Łatwo go namówić na głupie akcje, szczególnie jeśli w grę wchodzą alkohol albo narkotyki
★ Niemal zawsze sie spóźnia
★ Zosia-samosia, czuje niemal fizyczną odrazę, kiedy nie panuje nad swoim życiem i musi prosić o pomoc
Życie nie jest bajką - o czym przekonuje się każdy, prędzej czy później. Wszystkie, nawet najszczęśliwsze historie, w którymś momencie po prostu się wykolejają. W każdej z nich pojawiają się ból i śmierć. To, co zostaje z tych opowieści, zależy zaś już tylko i wyłącznie od siły i determinacji ludzi, których one dotyczą.
Śmierć matki oraz żony była ciosem, który spadł na rodzinę Thompsonów niespodziewanie. Tętniak mózgu, z którym żyła przez lata, nie dawał żadnych objawów, dopóki któregoś dnia po prostu nie pękł, kończąc jednocześnie jej żywot. Być może jej śmierć nie dotknęłaby młodego Jasona aż tak bardzo, gdyby nie fakt, że to on ją znalazł. Wracał akurat ze szkoły - prędko wysiadł ze starego autobusu odwożącego dzieciaki do domów i wesoło pognał do kuchni, gdzie matka zwykle czekała na niego z przygotowanym obiadem. Ale zamiast stać przy kuchence, nucąc cicho i mieszając w garnku, leżała na ziemi - nieruchoma, niewzruszona, z szeroko otwartymi oczami i wyrazem zdziwienia na twarzy. Minęły kolejne dwie godziny zanim ojciec wrócił do domu i odkrył co się stało.
Jason miał wtedy sześć lat.
Wspomnienie to już na zawsze wyryło się w umyśle chłopaka. Pamiętał także doskonale, jak bardzo różniła się twarz matki leżącej na kuchennej podłodze, a jak pięknie i łagodnie wyglądała w trumnie. Zupełnie jakby spała. Różnica była porażająca. Szkolna psycholog próbowała przepracować z chłopakiem tę traumę, niestety jej kompetencje w tej kwestii zostawiały wiele do życzenia - a na doświadczonego lekarza zwyczajnie nie było ich stać. Pan Thompson bezradnie obserwował, jak jego syn obojętnieje niemal na wszystko, nie bierze udziału w zabawach z rówieśnikami i zaczyna budować wokół siebie mury, których nie pozwala innym sforsować.
Pewnym szokiem, który niejako zmusił Jasona do wyjścia ze swojej skorupy i trochę aktywniejszego zainteresowania się otoczeniem okazał się ponowny ożenek ojca. Chłopak nie złapał dobrego kontaktu z macochą, jednak sporą uwagą obdarzył dziecko, które urodziła wkrótce po tym, jak zamieszkali razem. Dziecko zupełnie z nim niespokrewnione, lecz mające być od tej pory jego młodszym bratem. Pomimo jego nieśmiałych prób nie udało mu się jednak nawiązać z dzieciakiem specjalnie bliskiej więzi - przede wszystkim dlatego, że dziewięć lat to dość spora różnica wieku. Poza tym, im młody Thompson był starszy... tym mniej miał czasu. Uczony był też wyższości względem wszystkich wokoło - także własnej rodziny. Jak to nierzadko bywa, macocha faworyzowała swojego rodzonego syna, przelewając na niego swoje ambicje i zapisując na każde możliwe zajęcia dodatkowe - pasierba zaś traktując jako niespecjalnie proszonego gościa. Jako że ojca nigdy nie było w domu, gdyż zajęty był pracą, Jason unikał spędzania czasu w mieszkaniu, przesiadując w szkole tak długo, póki nie wyganiano go do domu lub zwyczajnie szwędając się po okolicy.
Przez kolejne lata Jason znormalniał - lub przynajmniej udawał, że właśnie to miało miejsce, aby nie przyciągać niechętnego spojrzenia macochy lub też zmartwionego wzroku ojca. Nauczył się grać. Grał więc rolę zwykłego dzieciaka i żaden z opiekunów nie był do końca świadom, jak Jason powoli znów popada w odrętwienie. Za dnia w szkole był grzeczny, przynosił całkiem nienajgorszej stopnie, miał nawet zacięcie do biologii i chemii. Jednak wieczorami całkiem się zmieniał. Po alkohol sięgnął pierwszy raz mając lat siedemnaście. Pierwszego skręta zapalił rok później. Po kolejnym pół roku pierwszy raz poszedł do łóżka z nieznajomym. Zawsze jednak działał z umiarem, zawsze potrafił doprowadzić się do porządku przed powrotem do domu, lub wyłgać się kłamstewkiem, że będzie nocować u kolegi.
Składał papiery na studia na kilka uczelni - problem z medycyną był jednak taki, że była dosyć oblegana. Czy to Jason miał niewystarczające wyniki, czy też może inni byli po prostu lepsi... tego się nie dowiedział. Faktem było to że został bez planu na przyszłość. Odmowy przysłane z uczelni mocno podkopały jego ambicje. Nigdy nie powiedział też ojcu i macosze jaki odłam medycyny sobie wybrał - a chciał zostać patologiem. Wykonywać sekcje, odnajdować przyczyny śmierci ludzi, dawać ich bliskim odpowiedzi na pytania dlaczego mój ukochany, moja matka, moje dziecko umarło? Nie próbował ponownie. Zamiast tego przypomniał sobie własną rodzicielkę w trumnie - i to, jak leżała spokojnie, zupełnie jakby była pogrążona we śnie. Z dostaniem się na kurs tanatopraksji nie miał żadnego problemu. Tylko ojciec i macocha zaczęli się mu przyglądać jakby z większą czujnością i obawą.
Gdy miał dwadzieścia dwa lata, nastąpiła pierwsza przeprowadzka - pan Thompson otrzymał propozycję lepszej pracy w dalekiej i gorącej Florydzie. To była chwila gdy raczej małomówny i ugodowy Jason powiedział rodzinie stanowcze "nie". Nie zamierzał przerywać swoich praktyk, otrzymał staż i dalej się szkolił aby zostać pełnoprawnym i wykwalifikowanym tanatokosmetologiem. Nie obeszło się bez awantur i wyrzutów, ale mężczyzna był nieugięty. Został w Toronto, w ich starym, niewielkim mieszkaniu, ale to mu nie przeszkadzało. I tak spędzał tam bardzo mało czasu. Został sam, ale to również nie robiło mu specjalnej różnicy, gdyż już dawno był dla swojej rodziny niczym obcy. Swobodniej czuł się w towarzystwie trupów w kostnicy, niż rozmawiając z własną macochą. Jason kontynuował więc swoją egzystencję tak jak do tej pory - za dnia był poważanym balsamistą, w nocy zaś imprezował, coraz bardziej jednak popuszczając sobie smycz. I fakt, że jego rodzinka po wielu latach postanowiła wrócić do Kanady, absolutnie niczego nie zmieniał.
★ O Jasonie można powiedzieć, że ma dwa różne oblicza - w dzień jest pilnym pracownikiem zakładu pogrzebowego, bardzo poważnie traktując swoje obowiązki i wypełniając je z najwyższą uwagą. Gdy jednak słońce zachodzi, puszczają mu niemal wszystkie hamulce - staje się prawdziwym party animal, dla którego niewielkie znaczenie ma z kim i gdzie, ważne by się bawić.
★ Mając do czynienia ze śmiercią niemal na co dzień, Jason doszedł do wniosku, że życie jest zbyt krótkie, aby z niego nie korzystać. Nie zamierzał umrzeć tak jak swoja matka - przy garach, nie osiągnąwszy niczego, całe życie spędziwszy w jednym miejscu. To stąd wzięła się jego skłonność do ryzykownych zachowań.
★ Kiedy jego rodzina wyniosła się z miasta, mężczyzna złożył papiery aby oficjalnie zmienić nazwisko. Nie czuł się Thompsonem, stąd postanowił nadać sobie nazwisko panieńskie matki - Choi.
★ Jason jest przykładnym i porządnym obywatelem... do czasu aż ktoś nie zapłaci mu odpowiedniej sumy. Już od pewnego czasu nie ma oporów przed wyświadczaniem drobnych przysług mniej praworządnym klienyom. Zwinięcie jakiejś rodzinnej pamiątki, która miała trafić do trumny nie jest mu obce.
★ Podczas pracy lubi sobie puszczać muzykę klasyczną - albo podcasty o seryjnych mordercach.
★ Lata spędzone na pudrowaniu i ubieraniu nieboszczyków sprawiły że Jason zaczął bardzo dbać także o własny wygląd - dziś ubiera się momentami może nieco ekscentrycznie, ale zdecydowanie ze smakiem i elegancko. Dba o formę, uczęszczając regularnie na siłownię i nie wstydzi się także sięgać po makijaż.
★ Nie ma żadnych dalszych planów na siebie i swoje życie. Sam nigdy się do tego nie przyzna, ale przyszłość go przeraża. Śmierć stała się dla niego sposobem na życie, ale także pewnego rodzaju klatką, która do dziś go ogranicza.
★ Nie rusza się nigdzie bez telefonu. Jest online właściwie 24/7 - co oznacza że jeśli ci nie odpisuje, prawdopodobnie robi to z pełną premedytacją.
★ Absolutnie przeraża go myśl o posiadaniu dzieci lub płaceniu na nie alimentów - dlatego pięć lat temu w ramach prezentu urodzinowego dla samego siebie poddał się zabiegowi wazektomi.
Śmierć matki oraz żony była ciosem, który spadł na rodzinę Thompsonów niespodziewanie. Tętniak mózgu, z którym żyła przez lata, nie dawał żadnych objawów, dopóki któregoś dnia po prostu nie pękł, kończąc jednocześnie jej żywot. Być może jej śmierć nie dotknęłaby młodego Jasona aż tak bardzo, gdyby nie fakt, że to on ją znalazł. Wracał akurat ze szkoły - prędko wysiadł ze starego autobusu odwożącego dzieciaki do domów i wesoło pognał do kuchni, gdzie matka zwykle czekała na niego z przygotowanym obiadem. Ale zamiast stać przy kuchence, nucąc cicho i mieszając w garnku, leżała na ziemi - nieruchoma, niewzruszona, z szeroko otwartymi oczami i wyrazem zdziwienia na twarzy. Minęły kolejne dwie godziny zanim ojciec wrócił do domu i odkrył co się stało.
Jason miał wtedy sześć lat.
Wspomnienie to już na zawsze wyryło się w umyśle chłopaka. Pamiętał także doskonale, jak bardzo różniła się twarz matki leżącej na kuchennej podłodze, a jak pięknie i łagodnie wyglądała w trumnie. Zupełnie jakby spała. Różnica była porażająca. Szkolna psycholog próbowała przepracować z chłopakiem tę traumę, niestety jej kompetencje w tej kwestii zostawiały wiele do życzenia - a na doświadczonego lekarza zwyczajnie nie było ich stać. Pan Thompson bezradnie obserwował, jak jego syn obojętnieje niemal na wszystko, nie bierze udziału w zabawach z rówieśnikami i zaczyna budować wokół siebie mury, których nie pozwala innym sforsować.
Pewnym szokiem, który niejako zmusił Jasona do wyjścia ze swojej skorupy i trochę aktywniejszego zainteresowania się otoczeniem okazał się ponowny ożenek ojca. Chłopak nie złapał dobrego kontaktu z macochą, jednak sporą uwagą obdarzył dziecko, które urodziła wkrótce po tym, jak zamieszkali razem. Dziecko zupełnie z nim niespokrewnione, lecz mające być od tej pory jego młodszym bratem. Pomimo jego nieśmiałych prób nie udało mu się jednak nawiązać z dzieciakiem specjalnie bliskiej więzi - przede wszystkim dlatego, że dziewięć lat to dość spora różnica wieku. Poza tym, im młody Thompson był starszy... tym mniej miał czasu. Uczony był też wyższości względem wszystkich wokoło - także własnej rodziny. Jak to nierzadko bywa, macocha faworyzowała swojego rodzonego syna, przelewając na niego swoje ambicje i zapisując na każde możliwe zajęcia dodatkowe - pasierba zaś traktując jako niespecjalnie proszonego gościa. Jako że ojca nigdy nie było w domu, gdyż zajęty był pracą, Jason unikał spędzania czasu w mieszkaniu, przesiadując w szkole tak długo, póki nie wyganiano go do domu lub zwyczajnie szwędając się po okolicy.
Przez kolejne lata Jason znormalniał - lub przynajmniej udawał, że właśnie to miało miejsce, aby nie przyciągać niechętnego spojrzenia macochy lub też zmartwionego wzroku ojca. Nauczył się grać. Grał więc rolę zwykłego dzieciaka i żaden z opiekunów nie był do końca świadom, jak Jason powoli znów popada w odrętwienie. Za dnia w szkole był grzeczny, przynosił całkiem nienajgorszej stopnie, miał nawet zacięcie do biologii i chemii. Jednak wieczorami całkiem się zmieniał. Po alkohol sięgnął pierwszy raz mając lat siedemnaście. Pierwszego skręta zapalił rok później. Po kolejnym pół roku pierwszy raz poszedł do łóżka z nieznajomym. Zawsze jednak działał z umiarem, zawsze potrafił doprowadzić się do porządku przed powrotem do domu, lub wyłgać się kłamstewkiem, że będzie nocować u kolegi.
Składał papiery na studia na kilka uczelni - problem z medycyną był jednak taki, że była dosyć oblegana. Czy to Jason miał niewystarczające wyniki, czy też może inni byli po prostu lepsi... tego się nie dowiedział. Faktem było to że został bez planu na przyszłość. Odmowy przysłane z uczelni mocno podkopały jego ambicje. Nigdy nie powiedział też ojcu i macosze jaki odłam medycyny sobie wybrał - a chciał zostać patologiem. Wykonywać sekcje, odnajdować przyczyny śmierci ludzi, dawać ich bliskim odpowiedzi na pytania dlaczego mój ukochany, moja matka, moje dziecko umarło? Nie próbował ponownie. Zamiast tego przypomniał sobie własną rodzicielkę w trumnie - i to, jak leżała spokojnie, zupełnie jakby była pogrążona we śnie. Z dostaniem się na kurs tanatopraksji nie miał żadnego problemu. Tylko ojciec i macocha zaczęli się mu przyglądać jakby z większą czujnością i obawą.
Gdy miał dwadzieścia dwa lata, nastąpiła pierwsza przeprowadzka - pan Thompson otrzymał propozycję lepszej pracy w dalekiej i gorącej Florydzie. To była chwila gdy raczej małomówny i ugodowy Jason powiedział rodzinie stanowcze "nie". Nie zamierzał przerywać swoich praktyk, otrzymał staż i dalej się szkolił aby zostać pełnoprawnym i wykwalifikowanym tanatokosmetologiem. Nie obeszło się bez awantur i wyrzutów, ale mężczyzna był nieugięty. Został w Toronto, w ich starym, niewielkim mieszkaniu, ale to mu nie przeszkadzało. I tak spędzał tam bardzo mało czasu. Został sam, ale to również nie robiło mu specjalnej różnicy, gdyż już dawno był dla swojej rodziny niczym obcy. Swobodniej czuł się w towarzystwie trupów w kostnicy, niż rozmawiając z własną macochą. Jason kontynuował więc swoją egzystencję tak jak do tej pory - za dnia był poważanym balsamistą, w nocy zaś imprezował, coraz bardziej jednak popuszczając sobie smycz. I fakt, że jego rodzinka po wielu latach postanowiła wrócić do Kanady, absolutnie niczego nie zmieniał.
Ciekawostki
★ Jego ojciec był Kanadyjczykiem, matka Koreanką.★ O Jasonie można powiedzieć, że ma dwa różne oblicza - w dzień jest pilnym pracownikiem zakładu pogrzebowego, bardzo poważnie traktując swoje obowiązki i wypełniając je z najwyższą uwagą. Gdy jednak słońce zachodzi, puszczają mu niemal wszystkie hamulce - staje się prawdziwym party animal, dla którego niewielkie znaczenie ma z kim i gdzie, ważne by się bawić.
★ Mając do czynienia ze śmiercią niemal na co dzień, Jason doszedł do wniosku, że życie jest zbyt krótkie, aby z niego nie korzystać. Nie zamierzał umrzeć tak jak swoja matka - przy garach, nie osiągnąwszy niczego, całe życie spędziwszy w jednym miejscu. To stąd wzięła się jego skłonność do ryzykownych zachowań.
★ Kiedy jego rodzina wyniosła się z miasta, mężczyzna złożył papiery aby oficjalnie zmienić nazwisko. Nie czuł się Thompsonem, stąd postanowił nadać sobie nazwisko panieńskie matki - Choi.
★ Jason jest przykładnym i porządnym obywatelem... do czasu aż ktoś nie zapłaci mu odpowiedniej sumy. Już od pewnego czasu nie ma oporów przed wyświadczaniem drobnych przysług mniej praworządnym klienyom. Zwinięcie jakiejś rodzinnej pamiątki, która miała trafić do trumny nie jest mu obce.
★ Podczas pracy lubi sobie puszczać muzykę klasyczną - albo podcasty o seryjnych mordercach.
★ Lata spędzone na pudrowaniu i ubieraniu nieboszczyków sprawiły że Jason zaczął bardzo dbać także o własny wygląd - dziś ubiera się momentami może nieco ekscentrycznie, ale zdecydowanie ze smakiem i elegancko. Dba o formę, uczęszczając regularnie na siłownię i nie wstydzi się także sięgać po makijaż.
★ Nie ma żadnych dalszych planów na siebie i swoje życie. Sam nigdy się do tego nie przyzna, ale przyszłość go przeraża. Śmierć stała się dla niego sposobem na życie, ale także pewnego rodzaju klatką, która do dziś go ogranicza.
★ Nie rusza się nigdzie bez telefonu. Jest online właściwie 24/7 - co oznacza że jeśli ci nie odpisuje, prawdopodobnie robi to z pełną premedytacją.
★ Absolutnie przeraża go myśl o posiadaniu dzieci lub płaceniu na nie alimentów - dlatego pięć lat temu w ramach prezentu urodzinowego dla samego siebie poddał się zabiegowi wazektomi.
zgoda na powielanie imienia
niezgoda na powielanie pseudonimu
-Zgody MG
poziom ingerencji
średnizgoda na śmierć postaci
niezgoda na trwałe okaleczenie
takzgoda na nieuleczalną chorobę postaci
takzgoda na uleczalne urazy postaci
takzgoda na utratę majątku postaci
niezgoda na utratę posady postaci
nie