Make you sweat
: ndz sty 18, 2026 11:20 am
#3
Może zwariował, ale chyba po raz pierwszy w życiu cieszył się na dzień wolny. Nawet się wyspał jak człowiek, zjadł coś rano (wow), spakował na spokojnie sportową torbę, sprawdzając trzy razy, czy na pewno zapakował proteinowe batoniki i elektrolity w proszku.. a potem coś go tknęło i zamiast wyjść w pośpiechu, gnając na złamanie karku na siłownię, złapał za telefon i do niej napisał. Nie miał nic do stracenia, prawda? I sama z resztą mu powiedziała, że nie lubi niczego inicjować i żeby do niej pisał; przynajmniej tak to zrozumiał ostatnim razem, kiedy spotkali się po raz kolejny całkiem przypadkiem. Teraz już nie było przypadków! Lubił to. Dawało mu coś jakąś lekką radość kiedy myślał o kolejnym dniu wolnym, mimo że niczego konkretnego nie planował. Zaplanowało się samo!
Nie miał nawet nic przeciwko, żeby na nią czekać. Udało mu się zaparkować, wyłączył samochód, zgarnął telefon i wyszedł na zewnątrz, by przysiąść na masce. Było chłodnawo, musiał stwierdzić, zwłaszcza, że mimo temperatury, tylko zarzucił kurtkę na sportową koszulkę, nawet jej nie zapinając, a krótkie, luźne spodenki po kolana definitywnie były tymi, w których miał zamiar ćwiczyć. Całości dopinały buty do biegania, te z typu, które posiadały oddychający materiał.. Było chłodno, ale nie zbyt chłodno? Nah, nigdy nie było zbyt chłodno. Zerkał na swój telefon, przeglądając swój treningowy plan na ten konkretny dzień, jakby wcale nie znał go na pamięć, ale tak naprawdę zwyczajnie nie chciał przegapić wiadomości od niej, ot, w razie potrzeby.
- Hei, dzień dobry! - rzucił głośniej niż zwykle, żeby zwrócić jej uwagę, gdy tylko ją zauważył na horyzoncie. Uśmiechnął się szczerze, wstając i wykonując szeroki gest ręką, co najmniej jakby nie miał prawie dwóch metrów i musiał się starać, by być zauważonym. Czasami zapominał, okay? - Twój dzisiejszy Uber jest gotowy. Przyjmuję napiwki w formie cukierków. - dodał, wyraźnie będąc dzisiaj w trybie śmieszka-heheszka i nie mając ani trochę ochoty na powagę. Może dlatego, że po raz pierwszy od nie wiedział jak dawna, spotykał się z kimś z własnej, nieprzymuszonej woli? I w dodatku mieli spędzić trochę czasu w jego ulubionym miejscu? Ha! To był dobry dzień dla Theo.
Cynthia A. Ward
Może zwariował, ale chyba po raz pierwszy w życiu cieszył się na dzień wolny. Nawet się wyspał jak człowiek, zjadł coś rano (wow), spakował na spokojnie sportową torbę, sprawdzając trzy razy, czy na pewno zapakował proteinowe batoniki i elektrolity w proszku.. a potem coś go tknęło i zamiast wyjść w pośpiechu, gnając na złamanie karku na siłownię, złapał za telefon i do niej napisał. Nie miał nic do stracenia, prawda? I sama z resztą mu powiedziała, że nie lubi niczego inicjować i żeby do niej pisał; przynajmniej tak to zrozumiał ostatnim razem, kiedy spotkali się po raz kolejny całkiem przypadkiem. Teraz już nie było przypadków! Lubił to. Dawało mu coś jakąś lekką radość kiedy myślał o kolejnym dniu wolnym, mimo że niczego konkretnego nie planował. Zaplanowało się samo!
Nie miał nawet nic przeciwko, żeby na nią czekać. Udało mu się zaparkować, wyłączył samochód, zgarnął telefon i wyszedł na zewnątrz, by przysiąść na masce. Było chłodnawo, musiał stwierdzić, zwłaszcza, że mimo temperatury, tylko zarzucił kurtkę na sportową koszulkę, nawet jej nie zapinając, a krótkie, luźne spodenki po kolana definitywnie były tymi, w których miał zamiar ćwiczyć. Całości dopinały buty do biegania, te z typu, które posiadały oddychający materiał.. Było chłodno, ale nie zbyt chłodno? Nah, nigdy nie było zbyt chłodno. Zerkał na swój telefon, przeglądając swój treningowy plan na ten konkretny dzień, jakby wcale nie znał go na pamięć, ale tak naprawdę zwyczajnie nie chciał przegapić wiadomości od niej, ot, w razie potrzeby.
- Hei, dzień dobry! - rzucił głośniej niż zwykle, żeby zwrócić jej uwagę, gdy tylko ją zauważył na horyzoncie. Uśmiechnął się szczerze, wstając i wykonując szeroki gest ręką, co najmniej jakby nie miał prawie dwóch metrów i musiał się starać, by być zauważonym. Czasami zapominał, okay? - Twój dzisiejszy Uber jest gotowy. Przyjmuję napiwki w formie cukierków. - dodał, wyraźnie będąc dzisiaj w trybie śmieszka-heheszka i nie mając ani trochę ochoty na powagę. Może dlatego, że po raz pierwszy od nie wiedział jak dawna, spotykał się z kimś z własnej, nieprzymuszonej woli? I w dodatku mieli spędzić trochę czasu w jego ulubionym miejscu? Ha! To był dobry dzień dla Theo.
Cynthia A. Ward