Seo "Nocturne" Hye-jin
: ndz sty 18, 2026 9:55 pm
Hyejin "Nocturne" Seo

data i miejsce urodzenia
14/06/1998 – Seul, Korea Południowa
zaimki
ona / jej
zawód
Handlarka informacji, broker danych, konsultantka „off-the-record”
miejsce pracy
Brak stałego – prywatne kontakty, darknet, ekskluzywne salony, zamknięte spotkania
orientacja
biseksualna
dzielnica mieszkalna
Financial District
pobyt w toronto
Od 6. roku życia
umiejętności
• Pozyskiwanie i weryfikacja informacji • Analiza danych i łączenie faktów
• Manipulacja rozmową i wyciąganie informacji „mimochodem”
• Obsługa darknetu i szyfrowanych komunikatorów
• Doskonała pamięć do nazwisk, twarzy i zależności
• Biegła znajomość języków: koreański, angielski (kanadyjski), podstawy japońskiego
• Wysoka kultura osobista i obycie w elitach
• biegle posługuje się narzędziami do monitoringu mediów społecznościowych i wycieków danych
• social engineering (fizyczny i cyfrowy)
• kryptografia i podstawy cyberbezpieczeństwa (Tor, Tails, VPN-y, PGP, Signal, burner devices)
• potrafi czytać ludzi i szybko oceniać ich motywacje
• prowadzenie kilku tożsamości cyfrowych jednocześnie
• prawo jazdy (klasa G)
• bardzo dobra prezencja i umiejętność dopasowania się do środowiska (od korpo po underground)
słabości
• Chroniczna bezsenność • Skłonność do nadmiernej kontroli
• Trudność z budowaniem szczerych relacji
• Nieufność wobec autorytetów
• Lęk przed utratą anonimowości
• chroniczny brak zaufania do praktycznie wszystkich ludzi (również bliskich)
• silna paranoja dotycząca własnego bezpieczeństwa i wycieku danych o niej samej
• ma problem z tworzeniem autentycznych, głębokich relacji
• gdy ktoś zaczyna być dla niej „zbyt ważny” – odruchowo go sprawdza i dystansuje się
• nie radzi sobie z sytuacjami, w których nie ma kontroli nad informacją
• alergia na brak szacunku dla jej czasu i pieniędzy
• ma słabość do luksusowych perfum i designerskich okularów przeciwsłonecznych (głupie wydatki , impulsywne)
BIOGRAFIA
Seo Hye-jin przyszła na świat w Seulu jako jedyne dziecko rodziny, której nazwisko otwierało drzwi szybciej niż pieniądze. Jej rodzice funkcjonowali w świecie, gdzie wpływy były dziedziczone, a relacje pielęgnowane przez pokolenia. Biznes, polityka i półświatek przenikały się płynnie , oficjalnie oddzielone, w praktyce splecione siecią wzajemnych przysług.
Od najmłodszych lat była chroniona, obserwowana i wychowywana w przekonaniu, że bezpieczeństwo to przywilej, nie prawo. Prywatne szkoły, kierowcy, ochrona , wszystko to było normą. Nienormalne były natomiast rozmowy, które milkły na jej widok, spojrzenia wymieniane ponad jej głową, cisza zapadająca po wypowiedzeniu niektórych nazwisk.
Gdy miała sześć lat, rodzina przeniosła się do Toronto. Oficjalna wersja mówiła o nowym początku, lepszej przyszłości i stabilizacji. Nieoficjalna, o dywersyfikacji ryzyka. Kanada miała być bezpiecznym portem: krajem, w którym pieniądze łatwiej legalizować, a wpływy budować ciszej.
Hye-jin bardzo wcześnie zrozumiała, że to, co zostawia się za sobą, nigdy naprawdę nie znika. Zmienia tylko język i adres.
Jej dzieciństwo nie było traumatyczne. Było kontrolowane. Nikt jej nie krzywdził, ale nikt też nie pozwalał na pełną swobodę. Nauczono ją manier, dystansu, czytania nastrojów. Uczono ją, jak się zachować , nie dlaczego.
Z czasem odkryła, że największą przewagą dziecka w świecie dorosłych jest fakt, że nikt nie traktuje go poważnie. Słuchała rozmów, które nie były do niej adresowane. Zapamiętywała szczegóły uznawane za nieistotne. Łączyła fakty, zanim jeszcze wiedziała, że to robi.
Nie buntowała się przeciw złotej klatce. Zrozumiała, że otwarty sprzeciw oznacza stratę pozycji, a pozycja nawet bierna daje dostęp. Zamiast krzyczeć, nauczyła się milczeć. Zamiast uciekać, zaczęła gromadzić wiedzę.
Wybór studiów nie był kwestią pasji, lecz użyteczności. Analiza danych, komunikacja, elementy psychologii społecznej, wszystko, co pozwalało rozumieć ludzi jako systemy zachowań, nie jednostki emocjonalne.
Na uczelni była poprawna, zdystansowana, trudna do zaszufladkowania. Nie integrowała się głęboko, ale wszyscy ją kojarzyli. Zawsze wiedziała coś, co przydawało się innym — czasem była to informacja o wykładowcy, czasem o rekrutacji, czasem o kimś trzecim.
Nigdy nie planowała klasycznej kariery. Praca w korporacji, administracji czy instytucji oznaczałaby hierarchię i nadzór. A ona już wtedy wiedziała, że najlepsza pozycja to ta, której nie widać w strukturze.
Na początku nie sprzedawała informacji. Wymieniała je. Przysługę za przysługę. Ciszę za lojalność. Dostęp za dostęp. Dopiero z czasem zrozumiała, że pieniądze nie psują relacji — one je klarują.
Pierwszy raz, gdy ktoś zapłacił jej za wiedzę, był momentem przełomowym. Nie dlatego, że przekroczyła granicę moralną, ale dlatego, że nazwano jej rolę. Od tej chwili nie była już przypadkowym źródłem. Stała się punktem kontaktowym. Z biegiem czasu wypracowała zasady: nigdy nie sprzedaje informacji, które mogłyby doprowadzić do nieodwracalnej eskalacji bez planu, nie działa pod wpływem emocji, nie sprzedaje danych osobom, które nie rozumieją konsekwencji. To właśnie wtedy narodził się przydomek „Handlarz Cieni” — ktoś obecny, ale niewidoczny; kluczowy, ale niecentralny.
W torontońskim półświatku jej nazwisko rzadko pada głośno. Częściej mówi się: „ona wie”. Jej reputacja opiera się na jednej rzeczy: wiarygodności.
Nie sprzedaje plotek. Nie koloryzuje. Jeżeli coś oferuje, znaczy to, że zostało sprawdzone, a źródło — zabezpieczone. Klienci wiedzą, że informacje od niej są kompletne, ale nigdy nadmiarowe. Dostajesz dokładnie tyle, ile kupiłeś — ani słowa więcej.
Pieniądze są dla niej filtrem, nie motywacją. Wysoka cena oznacza wysoką stawkę. Niska cena — niskie ryzyko. Czasem informacja nie ma ceny, bo jej ujawnienie byłoby zbyt destabilizujące.
Seo Hye-jin nie jest samotna, ale jest ostrożna. Każda relacja jest dla niej potencjalnym źródłem danych lub zagrożeniem. Wie, jak łatwo intymność przechodzi w słabość.
Zdarzały się romanse — intensywne, krótkie, często kończące się nagle, gdy pojawiała się granica, której nie chciała przekroczyć. Bywało, że odkrywała, iż ktoś zbliżył się do niej z premedytacją. Bywało też, że to ona wykorzystywała bliskość, choć później zostawało po tym poczucie winy.
Nie ufa łatwo. A jeśli ufa — to z pełną świadomością ryzyka.
Obecnie Hye-jin znajduje się w momencie, w którym jej trzy światy zaczynają się zbiegać: przeszłość rodziny wraca w nowej formie, reputacja przyciąga uwagę zbyt potężnych graczy, a Toronto przestaje być neutralnym gruntem. Ktoś próbuje kupić informacje, które dotyczą bezpośrednio jej pochodzenia. Ktoś inny testuje jej granice, oferując więcej, niż kiedykolwiek wcześniej. A ona sama zaczyna się zastanawiać, czy da się pozostać w cieniu, gdy zna się zbyt wiele prawd naraz.
• Kolekcjonuje stare telefony i nośniki danych
• Pije wyłącznie czarną kawę, bez dodatków
• Nigdy nie zapisuje numerów pod prawdziwymi nazwami
Seo Hye-jin przyszła na świat w Seulu jako jedyne dziecko rodziny, której nazwisko otwierało drzwi szybciej niż pieniądze. Jej rodzice funkcjonowali w świecie, gdzie wpływy były dziedziczone, a relacje pielęgnowane przez pokolenia. Biznes, polityka i półświatek przenikały się płynnie , oficjalnie oddzielone, w praktyce splecione siecią wzajemnych przysług.
Od najmłodszych lat była chroniona, obserwowana i wychowywana w przekonaniu, że bezpieczeństwo to przywilej, nie prawo. Prywatne szkoły, kierowcy, ochrona , wszystko to było normą. Nienormalne były natomiast rozmowy, które milkły na jej widok, spojrzenia wymieniane ponad jej głową, cisza zapadająca po wypowiedzeniu niektórych nazwisk.
Gdy miała sześć lat, rodzina przeniosła się do Toronto. Oficjalna wersja mówiła o nowym początku, lepszej przyszłości i stabilizacji. Nieoficjalna, o dywersyfikacji ryzyka. Kanada miała być bezpiecznym portem: krajem, w którym pieniądze łatwiej legalizować, a wpływy budować ciszej.
Hye-jin bardzo wcześnie zrozumiała, że to, co zostawia się za sobą, nigdy naprawdę nie znika. Zmienia tylko język i adres.
Jej dzieciństwo nie było traumatyczne. Było kontrolowane. Nikt jej nie krzywdził, ale nikt też nie pozwalał na pełną swobodę. Nauczono ją manier, dystansu, czytania nastrojów. Uczono ją, jak się zachować , nie dlaczego.
Z czasem odkryła, że największą przewagą dziecka w świecie dorosłych jest fakt, że nikt nie traktuje go poważnie. Słuchała rozmów, które nie były do niej adresowane. Zapamiętywała szczegóły uznawane za nieistotne. Łączyła fakty, zanim jeszcze wiedziała, że to robi.
Nie buntowała się przeciw złotej klatce. Zrozumiała, że otwarty sprzeciw oznacza stratę pozycji, a pozycja nawet bierna daje dostęp. Zamiast krzyczeć, nauczyła się milczeć. Zamiast uciekać, zaczęła gromadzić wiedzę.
Wybór studiów nie był kwestią pasji, lecz użyteczności. Analiza danych, komunikacja, elementy psychologii społecznej, wszystko, co pozwalało rozumieć ludzi jako systemy zachowań, nie jednostki emocjonalne.
Na uczelni była poprawna, zdystansowana, trudna do zaszufladkowania. Nie integrowała się głęboko, ale wszyscy ją kojarzyli. Zawsze wiedziała coś, co przydawało się innym — czasem była to informacja o wykładowcy, czasem o rekrutacji, czasem o kimś trzecim.
Nigdy nie planowała klasycznej kariery. Praca w korporacji, administracji czy instytucji oznaczałaby hierarchię i nadzór. A ona już wtedy wiedziała, że najlepsza pozycja to ta, której nie widać w strukturze.
Na początku nie sprzedawała informacji. Wymieniała je. Przysługę za przysługę. Ciszę za lojalność. Dostęp za dostęp. Dopiero z czasem zrozumiała, że pieniądze nie psują relacji — one je klarują.
Pierwszy raz, gdy ktoś zapłacił jej za wiedzę, był momentem przełomowym. Nie dlatego, że przekroczyła granicę moralną, ale dlatego, że nazwano jej rolę. Od tej chwili nie była już przypadkowym źródłem. Stała się punktem kontaktowym. Z biegiem czasu wypracowała zasady: nigdy nie sprzedaje informacji, które mogłyby doprowadzić do nieodwracalnej eskalacji bez planu, nie działa pod wpływem emocji, nie sprzedaje danych osobom, które nie rozumieją konsekwencji. To właśnie wtedy narodził się przydomek „Handlarz Cieni” — ktoś obecny, ale niewidoczny; kluczowy, ale niecentralny.
W torontońskim półświatku jej nazwisko rzadko pada głośno. Częściej mówi się: „ona wie”. Jej reputacja opiera się na jednej rzeczy: wiarygodności.
Nie sprzedaje plotek. Nie koloryzuje. Jeżeli coś oferuje, znaczy to, że zostało sprawdzone, a źródło — zabezpieczone. Klienci wiedzą, że informacje od niej są kompletne, ale nigdy nadmiarowe. Dostajesz dokładnie tyle, ile kupiłeś — ani słowa więcej.
Pieniądze są dla niej filtrem, nie motywacją. Wysoka cena oznacza wysoką stawkę. Niska cena — niskie ryzyko. Czasem informacja nie ma ceny, bo jej ujawnienie byłoby zbyt destabilizujące.
Seo Hye-jin nie jest samotna, ale jest ostrożna. Każda relacja jest dla niej potencjalnym źródłem danych lub zagrożeniem. Wie, jak łatwo intymność przechodzi w słabość.
Zdarzały się romanse — intensywne, krótkie, często kończące się nagle, gdy pojawiała się granica, której nie chciała przekroczyć. Bywało, że odkrywała, iż ktoś zbliżył się do niej z premedytacją. Bywało też, że to ona wykorzystywała bliskość, choć później zostawało po tym poczucie winy.
Nie ufa łatwo. A jeśli ufa — to z pełną świadomością ryzyka.
Obecnie Hye-jin znajduje się w momencie, w którym jej trzy światy zaczynają się zbiegać: przeszłość rodziny wraca w nowej formie, reputacja przyciąga uwagę zbyt potężnych graczy, a Toronto przestaje być neutralnym gruntem. Ktoś próbuje kupić informacje, które dotyczą bezpośrednio jej pochodzenia. Ktoś inny testuje jej granice, oferując więcej, niż kiedykolwiek wcześniej. A ona sama zaczyna się zastanawiać, czy da się pozostać w cieniu, gdy zna się zbyt wiele prawd naraz.
Ciekawostki
• Zawsze płaci gotówką, nawet w luksusowych miejscach • Kolekcjonuje stare telefony i nośniki danych
• Pije wyłącznie czarną kawę, bez dodatków
• Nigdy nie zapisuje numerów pod prawdziwymi nazwami
zgoda na powielanie imienia
nie
zgoda na powielanie pseudonimu
nie
Zgody MG
poziom ingerencji
średni
zgoda na śmierć postaci
nie
zgoda na trwałe okaleczenie
tak
zgoda na nieuleczalną chorobę postaci
nie
zgoda na uleczalne urazy postaci
tak
zgoda na utratę majątku postaci
tak
zgoda na utratę posady postaci
tak
