harriet "harrie" fairweather
: wt sty 20, 2026 5:21 pm
harriet "harrie" fairweather

data i miejsce urodzenia
10 stycznia 1997, toronto, kanada zaimki
ona/jejzawód
aktorka miejsce pracy
szklany ekran i teatralne deskiorientacja
hetero dzielnica mieszkalna
śpi u znajomych, więc teoretycznie (i praktycznie) bezdomnapobyt w toronto
urodziła się tu i wróciła po długiej przerwie, więc załóżmy, że kilka miesięcyumiejętności
zawsze widzi szklankę do połowy pełną, całkiem nieźle gotuje, ale robi to tylko gdy musi; tańczy, śpiewa, gra na skrzypcach, stepuje - istny z niej człowiek orkiestrasłabości
jest uosobieniem chaosu; co gorsza, zawsze musi mieć rację, bo jest uparta jak osioł i nie potrafi ustępować; jest potwornie drobiazgowa i ciężko znosi krytykę Never regret thy fall, O Icarus of the fearless flight,
For the greatest tragedy of them all is never to feel the burning light.
Dlaczego nie możesz być bardziej jak Adeline, Harriet?
Jak to jest być drugim wyborem? Nie pierwszą myślą, a jedynie opcją, marną alternatywą, daleką od nieodzownego ideału…
… Kiepsko. Ciężko dorastać w cieniu kogoś, kto swoją doskonałością wykraczał poza najśmielsze oczekiwania. Małe zwycięstwa, które okraszone były przelanym potem i tygodniami przygotowań, nie miały znaczenia, bo przecież ona potrafiła zrobić to sto razy lepiej. Bo była zwyczajnie wybitna. Półki w pokoju Adeline uginały się pod ciężarem złotych pucharów, trofeów i medali, gdzie te należące do Harrie świeciły pustkami. Każde rozdanie nagród było prawdziwą męczarnią, ponieważ kiedy ona próbowała być dobrą, wspierającą siostrą, to otoczenie zdawało się wypalać jej dziurę w plecach i niemo pytać, dlaczego nie była równie uzdolniona, równie wspaniała. Próbowała to ignorować, uśmiechać się szeroko do zdjęć, ale dłonie poranione miała do krwi od zaciskania ciasno pięści. Bo to bolało.
Dlatego zaraz po skończeniu szkoły średniej postanowiła uciec. Uciec gdzieś daleko, gdzie mogłaby być wreszcie sobą, realizować własne pasje, a nie być jedynie dublerem kogoś innego. Tę misję ułatwiło dostanie się na aktorstwo w Nowym Jorku (ironiczne, prawda? poszukując siebie, dalej planowała się ukrywać za różnymi maskami). Harrie nie zastanawiała się ani przez sekundę - bez żalu się spakowała i przeprowadziła do ciotki, która przyjęła chrześnicę z szeroko otwartymi ramionami. I to ona tak naprawdę wprowadziła ją w teatralny półświatek, chodząc z nią na każde możliwe przesłuchanie. Bez wątpienia był to długi i żmudny proces, ponieważ wybić się wcale nie było tak łatwo. Jednak po kilku latach starań - i dzięki zdobytym po drodze znajomościom - wreszcie się udało.
Była na szczycie. Och, jakże się tym napawała! Z dumą przechadzała się po czerwonym dywanie, pozowała do zdjęć i przebierała w ofertach, które zdawały się spływać bez końca. W końcu była kimś.
Do czasu. Może powinna była to przewidzieć, może znając historię Ikara, który zbyt blisko znalazł się słońca, powinna być bardziej ostrożna. Ale wystarczył jeden wieczór spowity mgłą, by wszystko się rozsypało. Jeden wieczór, by lata ciężkiej pracy poszły na marne. Bo już następnego ranka świat obiegły zdjęcia, z których nie potrafiła się wybronić.
Więc została zmuszona do ucieczki. Do miejsca, do którego nigdy nie chciała wracać. Do miejsca, które nigdy nie było domem.
Do Toronto.
- zanim kariera Harrie stanęła pod jednym wielkim znakiem zapytania, występowała głównie na Broadwayu i epizodycznie zdarzyło się jej się przewinąć przez hallmarkowe produkcje (tak, niespecjalnie się tym chwali);
- do tej pory nie wie, co dokładnie wydarzyło się tamtego przeklętego wieczoru; wypiła nieco więcej niż zwykle, to fakt, ale podejrzewa, że ktoś musiał jej czegoś dosypać do drinka i zamierza tę sprawę rozwiązać jak najszybciej, bo dzięki temu będzie mogła wrócić do Nowego Jorku;
- chwilowo jednak nie ma dostępu do własnych pieniędzy, straciła swój apartament na Manhattanie i jest zdana na łaskę losu; co prawda mogłaby skorzystać z pomocy ojca i znów wieść życie na poziomie, ale prędzej wolałaby rzucić się pod pędzący pociąg. tak, jest zbyt dumna.
- ilekroć ktoś porównuje ją do starszej siostry, niebezpiecznie zaczyna drgać jej powieka (kompleks niższości, hehe, który maskuje poprzez ego top);
- ma silną klaustrofobię, potrafi dostać ataku paniki nawet w windzie;
- lubi flirtować, spotykać się niezobowiązująco, ale wchodzenie w jakieś głębsze relacje napawa ją lękiem;
- nie lubi odsłaniać się ze swoimi słabościami, w takich sytuacjach ma brzydką tendencję do odpychania od siebie ludzi;
- jej guilty pleasure jest oglądanie największych serialowych syfów (yes, riverdale, i'm looking at you!);
- jest też strasznym nerdem, ale prędzej strzeli sobie dziką grzywkę niż się do tego przyzna;
- pomimo swojej głębokiej niechęci do toronto, jest kilka lokalizacji, które naprawdę lubi i traktuje je jako swoje miejsce;
- aktualnie stara się nie wychylać, a gdy spotyka kogokolwiek znajomego, powrót do miasta tłumaczy sekretną rolą (sure, karen).
For the greatest tragedy of them all is never to feel the burning light.
Dlaczego nie możesz być bardziej jak Adeline, Harriet?
Jak to jest być drugim wyborem? Nie pierwszą myślą, a jedynie opcją, marną alternatywą, daleką od nieodzownego ideału…
… Kiepsko. Ciężko dorastać w cieniu kogoś, kto swoją doskonałością wykraczał poza najśmielsze oczekiwania. Małe zwycięstwa, które okraszone były przelanym potem i tygodniami przygotowań, nie miały znaczenia, bo przecież ona potrafiła zrobić to sto razy lepiej. Bo była zwyczajnie wybitna. Półki w pokoju Adeline uginały się pod ciężarem złotych pucharów, trofeów i medali, gdzie te należące do Harrie świeciły pustkami. Każde rozdanie nagród było prawdziwą męczarnią, ponieważ kiedy ona próbowała być dobrą, wspierającą siostrą, to otoczenie zdawało się wypalać jej dziurę w plecach i niemo pytać, dlaczego nie była równie uzdolniona, równie wspaniała. Próbowała to ignorować, uśmiechać się szeroko do zdjęć, ale dłonie poranione miała do krwi od zaciskania ciasno pięści. Bo to bolało.
Dlatego zaraz po skończeniu szkoły średniej postanowiła uciec. Uciec gdzieś daleko, gdzie mogłaby być wreszcie sobą, realizować własne pasje, a nie być jedynie dublerem kogoś innego. Tę misję ułatwiło dostanie się na aktorstwo w Nowym Jorku (ironiczne, prawda? poszukując siebie, dalej planowała się ukrywać za różnymi maskami). Harrie nie zastanawiała się ani przez sekundę - bez żalu się spakowała i przeprowadziła do ciotki, która przyjęła chrześnicę z szeroko otwartymi ramionami. I to ona tak naprawdę wprowadziła ją w teatralny półświatek, chodząc z nią na każde możliwe przesłuchanie. Bez wątpienia był to długi i żmudny proces, ponieważ wybić się wcale nie było tak łatwo. Jednak po kilku latach starań - i dzięki zdobytym po drodze znajomościom - wreszcie się udało.
Była na szczycie. Och, jakże się tym napawała! Z dumą przechadzała się po czerwonym dywanie, pozowała do zdjęć i przebierała w ofertach, które zdawały się spływać bez końca. W końcu była kimś.
Do czasu. Może powinna była to przewidzieć, może znając historię Ikara, który zbyt blisko znalazł się słońca, powinna być bardziej ostrożna. Ale wystarczył jeden wieczór spowity mgłą, by wszystko się rozsypało. Jeden wieczór, by lata ciężkiej pracy poszły na marne. Bo już następnego ranka świat obiegły zdjęcia, z których nie potrafiła się wybronić.
Więc została zmuszona do ucieczki. Do miejsca, do którego nigdy nie chciała wracać. Do miejsca, które nigdy nie było domem.
Do Toronto.
Ciekawostki
- jest niesamowicie uparta; będzie się wykłócać jak opętana, nawet jeśli wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywać będą, że jest w błędzie;- zanim kariera Harrie stanęła pod jednym wielkim znakiem zapytania, występowała głównie na Broadwayu i epizodycznie zdarzyło się jej się przewinąć przez hallmarkowe produkcje (tak, niespecjalnie się tym chwali);
- do tej pory nie wie, co dokładnie wydarzyło się tamtego przeklętego wieczoru; wypiła nieco więcej niż zwykle, to fakt, ale podejrzewa, że ktoś musiał jej czegoś dosypać do drinka i zamierza tę sprawę rozwiązać jak najszybciej, bo dzięki temu będzie mogła wrócić do Nowego Jorku;
- chwilowo jednak nie ma dostępu do własnych pieniędzy, straciła swój apartament na Manhattanie i jest zdana na łaskę losu; co prawda mogłaby skorzystać z pomocy ojca i znów wieść życie na poziomie, ale prędzej wolałaby rzucić się pod pędzący pociąg. tak, jest zbyt dumna.
- ilekroć ktoś porównuje ją do starszej siostry, niebezpiecznie zaczyna drgać jej powieka (kompleks niższości, hehe, który maskuje poprzez ego top);
- ma silną klaustrofobię, potrafi dostać ataku paniki nawet w windzie;
- lubi flirtować, spotykać się niezobowiązująco, ale wchodzenie w jakieś głębsze relacje napawa ją lękiem;
- nie lubi odsłaniać się ze swoimi słabościami, w takich sytuacjach ma brzydką tendencję do odpychania od siebie ludzi;
- jej guilty pleasure jest oglądanie największych serialowych syfów (yes, riverdale, i'm looking at you!);
- jest też strasznym nerdem, ale prędzej strzeli sobie dziką grzywkę niż się do tego przyzna;
- pomimo swojej głębokiej niechęci do toronto, jest kilka lokalizacji, które naprawdę lubi i traktuje je jako swoje miejsce;
- aktualnie stara się nie wychylać, a gdy spotyka kogokolwiek znajomego, powrót do miasta tłumaczy sekretną rolą (sure, karen).
zgoda na powielanie imienia
niezgoda na powielanie pseudonimu
nieZgody MG
poziom ingerencji
niskizgoda na śmierć postaci
niezgoda na trwałe okaleczenie
niezgoda na nieuleczalną chorobę postaci
niezgoda na uleczalne urazy postaci
takzgoda na utratę majątku postaci
niezgoda na utratę posady postaci
nie