Marseille Newton
: śr sty 21, 2026 11:12 pm
Marseille Newton

data i miejsce urodzenia
20.05.1996, Toronto, Kanadazaimki
ona/jejzawód
kiedyś pracowała dla NGO, teraz sprzedaje książki i zapisała się na kurs rysunkumiejsce pracy
Booklandorientacja
heteroseksualnadzielnica mieszkalna
Parkdalepobyt w toronto
urodziła się tutaj, wyjechała na studia do Seattle w USA, ale dwa miesiące temu wróciłaumiejętności
Nauka nigdy nie sprawiała jej większego kłopotu, właściwie nie musiała się ponadprzeciętnie starać, by osiągać wysokie wyniki. Łatwo przychodzi jej zapamiętywanie informacji.Jest naprawdę niezłym kierowcą. Pełne prawo jazdy typu G ma od dziewiętnastego roku życia i bardzo dobrze czuje się za kółkiem. W ciągu tych dziesięciu lat tylko raz dostała mandat za parkowanie w niedozwolonym miejscu.
Lubi gotować i piec. W jej domu rodzinnym raczej królowały gotowe dania, rodzice nigdy nie mieli głowy i czasu do takich przyziemnych rzeczy, ale o to, żeby Marseille potrafiła coś przyrządzić sama zadbała jej babcia.
W ogóle wakacje spędzane u dziadków dały jej wiele umiejętności, których pewnie rodzice nigdy by jej nie nauczyli. Dzięki dziadkowi nabyła całkiem niezłej orientacji w terenie, dobrze sobie radzi z papierową mapą czy kompasem i niestraszne jej drobne usterki w domu czy aucie.
Jest dobrym słuchaczem. Potrafi sprawić, że inni ludzie czują się wysłuchani i zaopiekowani.
słabości
Przez większość swojego życia miała wszystko zaplanowane i poukładane. Dopiero teraz uczy się, że spontaniczność i chaos nie muszą być czymś złym, a ona pozwala sobie na szaleństwo, może czasem tracąc nad tym kontrolę. Ogólnie zmiany zawsze były dla niej trudne, tak jak podejmowanie ważnych decyzji. Zbyt dużo myśli i analizuje, czując, że czegokolwiek nie wybierze, zawsze będzie zastanawiała się nad tym, dokąd zaprowadziłby ją inny wybór.
Nie ma w sobie sportowego ducha ani trochę. Właściwie nigdy nie znalazła takiego sportu, który mogłaby uprawiać dla przyjemności. Nie chodzi na siłownie, kiepsko pływa, więc co najwyżej pochlapie się w jeziorze. Próbowała kilka razy przekonać się do biegania, ale to też nie dla niej. A joga ją nudzi.
Bywa naiwna. Niestety zbyt często zakłada, że z zasady ludzie nie mają złych intencji, łatwo jest jej zamydlić oczy. Chociaż ostatnie wydarzenia w jej życiu trochę to zmieniły i Marseille zrobiła się bardziej nieufna i ostrożna.
Chętnie wysłucha i pomoże, ale niełatwo przychodzi jej się przed kimś otworzyć. A rozmowy o własnych emocjach i uczuciach? Przerażające.
Marseille. Czasem Mars dla ojca fizyka, niekiedy Elle dla matki biolożki, najczęściej jednak kochanie dla dziadków, którzy zawsze byli pod ręką, kiedy działy się te wszystkie ważne rzeczy - spotkania, seminaria, praca badawcza. Tak niewiele czasu, by zająć się dzieckiem, które jeszcze nie potrafi rozmawiać o fizyce kwantowej, a określenia mitochondrium nauczy się wiele lat później. Nauka w jej domu była zawsze na pierwszym planie. Odkąd pamięta, rodzice dużo pracowali, ciągle zamknięci w tych swoich laboratoriach i gabinetach, gdzie zmieniali świat. Tak przynajmniej wyobrażała to sobie mała Marseille, której wydawało się, że za zamkniętymi drzwiami dzieją się rzeczy niesamowite. Przymykała oko na ich brak zainteresowania, niepojawianie się na ważnych dla niej wydarzeniach czy zapominanie o tym, że należało opłacić rachunki na czas. Jako nastolatka zrozumiała, że może byli wybitnymi naukowcami, ale jednocześnie nieporadnymi dorosłymi.
Nauka nie sprawiała jej problemu. Szkoły kończyła ze świetnymi wynikami, czego zresztą od niej oczekiwano. Lubiła się uczyć, lubiła wiedzieć. Kończąc szkołę średnią wiedziała też, że rodzice liczyli na to, że wybierze którąś z dziedzin, które były im bliskie. Ale nie pasjonowała jej fizyka, biologia zresztą też. Pragnęła przede wszystkim wyrwać się z domu, więc wybrała Uniwersytet Waszyngtoński, a tam zaczęła studiować zdrowie publiczne. Rodziców to w miarę usatysfakcjonowało, a ona mogła planować swoje życie poza Kanadą.
Już w trakcie studiów angażowała się w różnego rodzaju działania i akcje, co pozwoliło jej dostać się na staż do jednej z organizacji pozarządowych działającej w zakresie zdrowia publicznego, a gdy tylko dostała dyplom, otrzymała tam pracę. Jednocześnie zaczynała wić swoje własne gniazdko z chłopakiem, którego poznała w pierwszym tygodniu na kampusie i teraz planowali wspólne życie. I to życie wydawało się dobre - miała poczucie misji, lubiła swoją pracę, była szczęśliwie zakochana, a gdy na jej palcu pojawił się pierścionek zaręczynowy czuła, że tak ma być. I tylko czasem bolało, gdy mama raz czy dwa napomknęła, że mogła zająć się prawdziwą nauką.
Wszystko zmieniło się tamtego wieczoru. Na dwudzieste dziewiąte urodziny otrzymała w prezencie profesjonalną sesję zdjęciową. Była podekscytowana i nawet nie podejrzewała, że coś może być nie tak, kiedy fotograf podał jej sok. Dopiero gdy kolejnego dnia obudziła się w jakimś motelu z czarną dziurą zamiast wspomnień z ostatnich godzin - zrozumiała. Przez kolejne miesiące próbowała żyć jak wcześniej, ale coś się zmieniło, może głównie w niej. Zaczęła dostrzegać to, czego nie widziała wcześniej. Straciła wiarę w to, co robi. Widziała teraz wyraźnie niechęć przełożonych do podjęcia ryzyka, raporty, które trafiały do niszczarki. Coraz częściej kłóciła się z narzeczonym, a gdy w końcu zdecydowała się powiedzieć mu prawdę, zamiast wsparcia, usłyszała kilka gorzkich słów.
To wtedy być może postanowiła po raz pierwszy postawić na siebie. Nie lubiła zmian, ale w tamtym momencie ich potrzebowała, nie liczyło się nic więcej. Rzuciła pracę, rzuciła narzeczonego i w ciągu kilku dni podjęła decyzję o powrocie do Toronto. Znalazła mieszkanie i pierwszą lepszą nową pracę. Postanowiła zacząć wszystko od nowa, w końcu robiąc nie to, czego się od niej oczekuje, ale czego sama chce.
– Szuka swojego ja różnymi sposobami, co z boku może wyglądać na niepoważne i głupie, ale po latach spełniania czyichś oczekiwań, dopiero uczy się, jak stawiać na siebie.
– W oczach niektórych taka zmiana kariery jest porażką i chociaż ona też początkowo podobnie o tym myślała, teraz czuje dużo większą wolność.
– Gdzieś po internecie prawdopodobnie krążą jej nagie zdjęcia. Ze względu na swoje doświadczenia, jest trochę uprzedzona do fotografów.
– Jest feministką i bardzo nie lubi, kiedy kwestie związane z nierównością płci są lekceważone i traktowane po macoszemu, kiedy wciąż są realnym problemem.
– Z racji tego, że rodzina jej taty pochodzi z Quebecu, Marseille mówi dość płynnie w języku francuskim.
– Potrafi być naprawdę uparta, kiedy uważa, że ma racje. A nawet kiedy jej nie ma, to może być jej trudno się do tego przyznać.
– Całe swoje dorosłe życie była w jednym związku, który niedawno się zakończył. Na początku trudno było jej się odnaleźć w roli singielki, ale z biegiem czasu dostrzega plusy tego stanu. Ze względu na nieduże doświadczenie z mężczyznami innymi niż jej były narzeczony, jest raczej kiepska we flirtowaniu.
Nauka nie sprawiała jej problemu. Szkoły kończyła ze świetnymi wynikami, czego zresztą od niej oczekiwano. Lubiła się uczyć, lubiła wiedzieć. Kończąc szkołę średnią wiedziała też, że rodzice liczyli na to, że wybierze którąś z dziedzin, które były im bliskie. Ale nie pasjonowała jej fizyka, biologia zresztą też. Pragnęła przede wszystkim wyrwać się z domu, więc wybrała Uniwersytet Waszyngtoński, a tam zaczęła studiować zdrowie publiczne. Rodziców to w miarę usatysfakcjonowało, a ona mogła planować swoje życie poza Kanadą.
Już w trakcie studiów angażowała się w różnego rodzaju działania i akcje, co pozwoliło jej dostać się na staż do jednej z organizacji pozarządowych działającej w zakresie zdrowia publicznego, a gdy tylko dostała dyplom, otrzymała tam pracę. Jednocześnie zaczynała wić swoje własne gniazdko z chłopakiem, którego poznała w pierwszym tygodniu na kampusie i teraz planowali wspólne życie. I to życie wydawało się dobre - miała poczucie misji, lubiła swoją pracę, była szczęśliwie zakochana, a gdy na jej palcu pojawił się pierścionek zaręczynowy czuła, że tak ma być. I tylko czasem bolało, gdy mama raz czy dwa napomknęła, że mogła zająć się prawdziwą nauką.
Wszystko zmieniło się tamtego wieczoru. Na dwudzieste dziewiąte urodziny otrzymała w prezencie profesjonalną sesję zdjęciową. Była podekscytowana i nawet nie podejrzewała, że coś może być nie tak, kiedy fotograf podał jej sok. Dopiero gdy kolejnego dnia obudziła się w jakimś motelu z czarną dziurą zamiast wspomnień z ostatnich godzin - zrozumiała. Przez kolejne miesiące próbowała żyć jak wcześniej, ale coś się zmieniło, może głównie w niej. Zaczęła dostrzegać to, czego nie widziała wcześniej. Straciła wiarę w to, co robi. Widziała teraz wyraźnie niechęć przełożonych do podjęcia ryzyka, raporty, które trafiały do niszczarki. Coraz częściej kłóciła się z narzeczonym, a gdy w końcu zdecydowała się powiedzieć mu prawdę, zamiast wsparcia, usłyszała kilka gorzkich słów.
To wtedy być może postanowiła po raz pierwszy postawić na siebie. Nie lubiła zmian, ale w tamtym momencie ich potrzebowała, nie liczyło się nic więcej. Rzuciła pracę, rzuciła narzeczonego i w ciągu kilku dni podjęła decyzję o powrocie do Toronto. Znalazła mieszkanie i pierwszą lepszą nową pracę. Postanowiła zacząć wszystko od nowa, w końcu robiąc nie to, czego się od niej oczekuje, ale czego sama chce.
Ciekawostki
– Od dziecka uwielbiała rysować. Podobno ten talent odziedziczyła po swojej prababce, która zarabiała, ilustrując książeczki dla dzieci. Ilustrowanie książek jest zresztą cichym marzeniem Marseille. – Szuka swojego ja różnymi sposobami, co z boku może wyglądać na niepoważne i głupie, ale po latach spełniania czyichś oczekiwań, dopiero uczy się, jak stawiać na siebie.
– W oczach niektórych taka zmiana kariery jest porażką i chociaż ona też początkowo podobnie o tym myślała, teraz czuje dużo większą wolność.
– Gdzieś po internecie prawdopodobnie krążą jej nagie zdjęcia. Ze względu na swoje doświadczenia, jest trochę uprzedzona do fotografów.
– Jest feministką i bardzo nie lubi, kiedy kwestie związane z nierównością płci są lekceważone i traktowane po macoszemu, kiedy wciąż są realnym problemem.
– Z racji tego, że rodzina jej taty pochodzi z Quebecu, Marseille mówi dość płynnie w języku francuskim.
– Potrafi być naprawdę uparta, kiedy uważa, że ma racje. A nawet kiedy jej nie ma, to może być jej trudno się do tego przyznać.
– Całe swoje dorosłe życie była w jednym związku, który niedawno się zakończył. Na początku trudno było jej się odnaleźć w roli singielki, ale z biegiem czasu dostrzega plusy tego stanu. Ze względu na nieduże doświadczenie z mężczyznami innymi niż jej były narzeczony, jest raczej kiepska we flirtowaniu.
zgoda na powielanie imienia
niezgoda na powielanie pseudonimu
takZgody MG
poziom ingerencji
średnizgoda na śmierć postaci
niezgoda na trwałe okaleczenie
niezgoda na nieuleczalną chorobę postaci
niezgoda na uleczalne urazy postaci
takzgoda na utratę majątku postaci
takzgoda na utratę posady postaci
tak