Strona 1 z 1

when the truth comes out

: wt sty 27, 2026 12:23 pm
autor: Rhys Madden
once you pull the trigger you
can't put the bullet back in the gun
Życie i praca w Toronto była znacznie mniej interesująca niż ta przedstawiana na ekranach telewizorów. Chciałby móc powiedzieć, że przekonał się o tym bardzo szybko - gdy na jego piersi pojawił się błękitny uniform, a w dłoni znalazła odznaka. Jako ambitny i pełen zaangażowania młodzik w policji z uwagą obserwował wszystkie, głośne sprawy i nawet w jego głowie powstało nierealistyczne wyobrażenie tego, czym zajmowali się ludzie na szczycie.
Ba! Resztka tego przekonania tkwiła w nim gdy po raz pierwszy wkroczył na komisariat jako detektyw wydziału zabójstw. Iskierka niezdrowej ekscytacji towarzyszyła mu gdy otwierał pierwsze akta, analizując schowane w nich informacji. Zamiast jednak przerodzić się w płomień, z wolna stawała się coraz mniejsza, z każdym, nowym folderem tkwiącym na jego biurku.
Folderem, w którym tkwiło dokładnie to samo.
Gdyby powiedział komukolwiek spoza swojego zawodu, że wydział zabójstw bywał n u d n y, prawdopodobnie zarobiłby łatkę odklejonego rzeczywistości. Gdy jednak człowiek przyzwyczaił się do widoku krwi, do wszechobecnej przemocy rzucającej swój cień na ściany pomieszczeń, jedna sprawa nie różniła się zbyt wiele od drugiej. Znaczna część morderstw miała charakter relacyjny i długą, udokumentowaną historię gwałtowności po stronie mordercy, która skutecznie skracała potrzebne śledztwo do minimum. Czym innym były strzelaniny - wbrew obiegowej opinii różniącej Kanadę od Stanów Zjednoczonych tak, jak dzień różnił się od nocy - stanowiące ponad połowę popełnianych zabójstw na Kanadyjskiej ziemi. Spora część z nich nie podpadała pod jego wydział, bowiem nie zajmował się przestępczością zorganizowaną.
Cóż, przynajmniej nie za dnia.
Stara, zapomniana iskierka ekscytacji towarzyszyła mu tego ranka gdy podnosił taśmę policyjną, wkraczając na oddzielony teren przy galerii sztuki Maison Aurélien. Przykryta odpowiednią warstwą lat, doświadczenia i zwykłej, nabytej goryczy, nie przebijała się przez maskę obojętności wymalowaną na jego twarzy gdy pochylał się nad przykrytym folią zawiniątkiem wyniesionym z budynku.
Z wnętrza zwykłego, kurierskiego kartonu spoglądała na niego czyjaś głowa.
Piętnaście, dwadzieścia, może całe s t o minut później wkraczał do wnętrza eleganckiej galerii, pomiędzy zastępy techników zabezpieczających całe miejsce zdarzenia. Nie miał do dyspozycji zbyt wielu świadków zdarzenia, którzy mogliby przybliżyć mu tę sytuację.
Tylko jednego.
- Pani Georgina Gardner? - zapytał, zerkając na schowaną w głębi galerii kobietę znad małego notesu, w którym dziesięć minut wcześniej zanotował przekazane mu na zewnątrz nazwiska. - Detektyw Rhys Madden, wydział zabójstw.
Skinienie jego głowy było oszczędne - nie towarzyszyło mu wyciągnięcie ku niej ręki i stosowna pauza, którą mogli wypełnić uprzejmości. Już dawno temu przekonał się, że kultura była narzędziem, które mało kiedy czyniło jakąkolwiek różnicę w jego pracy.
- Rozumiem, że jest pani osobą, która przyjęła tego ranka paczkę? - dodał, bezosobowo, p o r z ą d k u j ą c fakty.

Georgina Gardner

when the truth comes out

: śr sty 28, 2026 10:34 pm
autor: Georgina Gardner
Życie Georginy Gardner było… idealne. Miała pracę, o którą długo walczyła i którą kochała. Miała pieniądze, znajomości, kochającego (ekhm) męża, piękny dom i wszystko, co tylko sobie wymarzyła. Nie było w nim nagłych zwrotów akcji, wybuchów i pościgów. Były kolacje w eleganckich restauracjach, spotkania towarzyskie, zakupy w drogich butikach i porządek. Od zawsze była uczona porządku, odpowiedniego zachowania i dbania o dobre imię rodziny. O reputację! Dorastała w pieprzonej złotej klatce i sama nie potrafiła powiedzieć, w którym momencie swojego dorosłego życia ponownie do niej weszła i już nie potrafiła z niej wyjść.
Praca utrzymywała ją przy zdrowych zmysłach. Kochała sztukę i wreszcie miała coś do powiedzenia, wreszcie nie miała wątpliwości… była w czymś dobra. Najlepsza. Czuła się w tym świecie jak ryba w wodzie, nawiązywanie kontaktów zawodowych przychodziło jej łatwo i wszystko szło tak dobrze.
Za dobrze.
Nie potrafiła powiedzieć jak to się stało. Jedna niefortunna decyzja, jedna transakcja, która nigdy nie powinna mieć miejsca. I całe jej życie, wszystko na co tak ciężko pracowała… legło w gruzach. Mogło legnąć w gruzach.
Nie spodziewała się, że przychodząc do pracy narazi się na coś takiego. Dzień niczym się nie wyróżniał, przyszła do galerii w doskonałym nastroju z kubkiem kawy zgarniętej z pobliskiej kawiarni. Poczta jak zawsze była już na zapleczu – takimi rzeczami zawsze zajmowała się jej asystentka. Chociaż może to złe słowo? Dziewczyna, która z nią pracowała – trochę zajmowała się galerią, trochę papierkową robotą… robiła wszystkie te rzeczy, których Gigi lubić nie robiła. I to ona usłyszała krzyk Georginy… tak przerażający, że pewnie nie zapomni go do końca swojego życia.
Gigi prawdopodobnie też nie.
Później wszystko działo się już tak szybko… siedziała w jednym z foteli na zapleczu i zastanawiała się, czy powinna do kogoś zadzwonić – do męża? Ojca? Czy jeśli w jej galerii i w jej poczcie znalazło się coś tak makabrycznego powinna zadzwonić do prawnika? Ale przecież prawie nic nie zrobiła. A już na pewno nikogo nie zabiła.
Drgnęła słysząc swoje imię i nazwisko. Podniosła wzrok na mężczyznę, krótko przesunęła po nim spojrzeniem – jakby miała w ten sposób ocenić z kim ma do czynienia. Wstała, ale nie zbliżyła się do niego.
- Odebrała ją Taylor… moja pracownica, razem z całą pocztą. – machnęła w kierunku całej reszty przesyłek i listów, które pewnie teraz sprawdzali policjanci, ale nawet jej to nie przeszkadzało. Nie wierzyła, że mogliby cokolwiek w nich znaleźć – Zawsze ją tu dla mnie zostawia. Paczka jak paczka. Wydawała się tylko… ciężka. – głos jej się załamał, gdy dotarło do niej dlaczego ta paczka była ciężka. Aż ją wzdrygnęło – Wie… wiecie kto to jest?i co do cholery jego głowa robi w mojej galerii?! Tego pytania na głos już nie zadała, ale wbiła intensywne spojrzenie w detektywa Maddena, oczekujac jakichkolwiek wskazówek.


Rhys Madden