003. Ricardo Ty draniu!
: wt sty 27, 2026 11:15 pm
jeden
bo kobieta zraniona potrafi zajść za skórę
a jeśli jest wariatką, to już w ogóle
a jeśli jest wariatką, to już w ogóle
Przyjechała do Toronto, ale przecież nie wiedziała, gdzie ma tego gnoja szukać. Podejrzewała może przez chwilę, że u jego kuzyna, no bo przecież logiczne, że zatrzymałby się u niego, Ricardo to był skąpy! Na pewno nie wynająłby sobie jakiegoś hotelu. Rosa też była, wiec kiedy wylądowała na tej kanadyjskiej zmrożone ziemi, to od razu zadzwoniła do Madoxa. Kuzyn Ricardo był gorący, a ona przemarzła w tej swojej króciutkiej, czerwonej sukience. W ogóle nie miała ze sobą ubrań, które nadawały się na to zimne.
Jak ludzie tutaj żyją?
Noriega zaraz jej nagadał, że nie wie gdzie jest Richie, więc zaczęła mu płakać, że co ona ma teraz zrobić, że wylądowała w Toronto, jest tutaj sama, biedna, pewnie wyląduje pod mostem, no to ją zaprosił. Ale nie mógł przyjechać, bo siedział w klubie. Najpierw chciała do tego klubu jechać, zabawić się, a może akurat by tam spotkała Ricardo? Tego bastardo? Przecież on lubił zabawiać się z dziewczynami! A wywnioskowała, że Madox taki klub prowadził, jakiś burdel, czy coś.
Nie wnikała, bo wysłał jej smsem adres, gdzie ona mogła jechać i odpocząć, po tej ciężkiej podróży.
Na mieście, kiedy wysiadła z jednej taksówki, żeby przesiąść się na ubera, to była prawie pewna, że widziała Ricardo. To musiał być on. Ale kiedy ją zobaczył, to zaczął uciekać, a ona nie mogła go gonić w tych swoich niebotycznych szpilkach po śniegu, jeszcze z walizką.
Dała sobie spokój i już zaraz siedziała z jakimś hindusem w uberze i robiła mu psychoanalizę, a kiedy kazał jej zapłacić, to powiedziała, że ona powinna go policzyć trzy stówki za terapię. W końcu jednak mu zapłaciła i wchodzi po tych wysokich schodach, bo w ogóle nie wiedziała, że tam jest winda. Usiadła na półpiętrze na walizce, bo ją stópki bolały, bo jej zmarzły, ale na szczęście obok przechodził jakiś miły sąsiad Madoxa i jej pomógł z walizką.
I kiedy już stała przed drzwiami, to do niej dotarło, że jak ona tam wejdzie? Przecież nie miała klucza, więc znowu usiadła na walizce i czekała... skrolując Instagrama.
Na cud chyba tak czekała, bo Noriega jej powiedział, że on wraca wieczorem, ale ktoś jej na pewno otworzy. Tylko, że nikogo akurat nie było, bo próbowała pukać. Dwa razy nawet kopnęła w te drzwi zrezygnowana. W końcu wyciągnęła z walizki jakiś szalik, okręciła się nim, wciągnęła na siebie sweter, a pod szpilki wełniane skarpety i czekała. Dobrze, że miała takie rzeczy, bo jej ktoś powiedział, że tu jest zimno.
Było zimno.
Ricardo Martinez