Strona 1 z 2

a lie with a view

: czw lut 05, 2026 11:44 pm
autor: Galen L. Wyatt
063.
We didn’t come here to tell the truth.
We came for the view


Hotel był zjawiskowy, i chociaż Galen był tutaj już nie raz, to pewnie widząc ten kryształowy żyrandol, którego blask odbijał się w jej pięknych, dużych, ciemnych oczach, to też by to przyznał. Ale nie widział, bo meldował ich właśnie w pokoju. Najdroższym, tym, z którego korzystali ludzie tak wysoko postawieni, jak on właśnie. Obrzydliwie bogaci. Czy Gaspard też by się na takie coś odważył, za pieniądze swojego szefa? Wyatt wierzył, że tak. Teraz jeszcze musiała uwierzyć w to Nelly.
Wrócił do niej i na moment zatrzymał się ten krok za jej plecami, a jego niebieskie tęczówki również wodziły po akwarium, gdzie kolorowe rybki bawiły się pewnie w berka. Dał jej chwilę, żeby nacieszyć tym spojrzenie. Widział już tą rafę koralową w środku, ale i tak za każdym razem robiła na nim wrażenie, tym jak żyła, poruszała się, kusiła kolorami. Zupełnie tak jak Rowley kusiła go w tej krótkiej sukience, w szpilkach, które z każdym jej krokiem odbijały się echem o marmurowe posadzki. Galen lubił ten dźwięk. Dźwięk luksusu.
- Mamy - odpowiedział od razu na jej pytanie. Ale teraz to on wcale nie przemyślał sprawy. Ale prawda jest taka, że Galen Wyatt cały czas szukał dobrej sekretarki. Ale tego już się nie dało połączyć, bo Galen ze swoją sekretarką, jednak dużo czasu spędzał face to face...
- Ale nie wiem kogo oni właściwie szukają, jakiś dyrektorów - dodał zaraz, w sumie nie było to takie kompletne kłamstwo, bo pewnie niebawem będzie musiał szukać dyrektora logistycznego, bo ten jego okazał się psycholem i alfonsem. Ale to dopiero jak rozwiąże się ta cała sprawa z kontenerami.
Nie chciał sobie dzisiaj zawracać tym głowy.
Zwłaszcza, że weszli już do tego bajecznego pokoju. Galen dał jej chwilę nacieszyć oczy tym widokiem. Zachwycającym. Ale on też wyglądał jakoś tak dobrze, kiedy opierał się prawie o to ogromne okno, na tle wodospadu Niagara, z rękami utkwionymi w kieszeniach tej drogiej, dobrze skrojonej marynarki. A niebieskim spojrzeniem zawieszonym gdzieś na jej ślicznej twarzy. Kiedy podeszła bliżej, on nawet nie ruszył się z miejsca, jego spojrzenie też nie uciekło, patrzył jej w oczy z tą swoją typową pewnością siebie.
- Czyli chyba robi wrażenie? - zapytał powoli, kiedy powiedziała to, że chyba pierwszy raz w życiu zaniemówiła. Kłamstwem byłoby gdyby stwierdzić, że na to nie liczył. Na to, żeby zaniemówiła. Na razie za sprawą widoku.
Skinął głową na jej pytanie, czy pomoże z płaszczem, a zaraz zacisnął palce na materiale zsuwając go z niej powoli, tak samo wolno prześlizgując się spojrzeniem po jej skórze ukrytej pod seksowną sukienką. Odchrząknął, bo może się zbyt zagapił. A zaraz odsunął się, żeby odwiesić jej płaszcz i ten swój.
- Cały czas wymyślam wszystko na poczekaniu, lubię takie... spontaniczne akcje - powiedział od razu. Właściwie Galen lubił nawet bardziej spontaniczne, na przykład wezwanie prywatnego samolotu i lot do Europy. Ale Gasprad chyba sobie nie mógł na to pozwolić.
Zdjął też marynarkę, bo może mógł sobie pozwolić na odrobinę luzu? Chociaż ta nieskazitelna, biała koszula, która przylegała idealnie do jego ciała, wciąż nadawała mu szyku. Znowu stanął obok niej na tle tego piorunującego widoku na wodospad Niagara.
- Reszta będzie się rozwijała na bieżąco - uśmiechnął się do niej tajemniczo - na pewno białe, słodkie wino, a na co masz ochotę do tego Nelly? - zapytał przechylając na bok głowę. Wpatrując się w jej brązowe, piękne oczy - bo chciałbym zaprosić cię na kolację, ale... - zerknął na swój drogi zegarek na nadgarstku - na to jeszcze chyba mamy chwilę czasu - zrobił krok w jej kierunku, tak, że znowu znalazł się bardzo blisko niej - pięknie wyglądasz w tej sukience - na potwierdzenie swoich słów zjechał niebieskimi tęczówkami niżej, na jej dekolt, ale tylko na chwilę. Zresztą zaraz odwrócił się do niej bokiem, żeby spojrzeć na wodospad.
- Widziałem go setki razy, ale wciąż jest imponujący - stwierdził. Bo ten widok miał w sobie pewną magię, która potrafiła urzec.

Nelly Rowley

a lie with a view

: sob lut 07, 2026 12:10 pm
autor: Nelly Rowley
Przeniosła wzrok na Gasparda, gdy powiedział, że mają wolne etaty, ale zaraz parsknęła śmiechem. Nawet nie brała pod uwagę możliwości pracowania w takiej firmie, a już na pewno nie na stanowisku dyrektora.
- Och… To odpada, bo jako twoja przełożona nie mogłabym się z tobą spoufalać - odpowiedziała, spoglądając na mężczyznę z niekrytym rozbawieniem. Zresztą, ona absolutnie nie widziała się w takiej wielkiej korporacji. Chyba trochę w siebie nie wierzyła, a poza tym lubiła pracować w herbaciarni, gdzie miała względnie mało stresu. No, może poza sezonem świątecznym, bo grzane wino zaczynało śnić jej się już po nocach.
A Nelly wolałaby, żeby śnił jej się ktoś inny, o starannie poczochranych blond włosach i błękitnych oczach. Oczach, w które zerknęła, gdy Gaspard zapytał, czy widok robi na niej wrażenie. Uśmiechnęła się wtedy i skinęła bez zastanowienia głową. Robił. Przeogromne. Miała wrażenie, że zapamiętała to trochę inaczej ze wspominanej wycieczki szkolnej. A może to wcale nie chodziło o wodospad, tylko o całą otoczkę? Bo teraz towarzystwo miała zdecydowanie lepsze.
Podziękowała Gaspardowi za pomoc w zdjęciu płaszcza, po czym odwróciła się do niego przodem i przez moment patrzyła, jak zdejmuje również swój.
- Widzę. Nie kłamałeś, gdy mówiłeś, że będziesz mnie zaskakiwać cały dzień i... całą noc - przypomniała jego słowa z kawiarnii. Kręciło ją to cholernie. Teraz to już absolutnie nie wiedziała, czego może się po Gaspardzie spodziewać. Zaskakiwał ją na każdym kroku i aż poczuła dreszcz wzdłuż kręgosłupa, gdy pomyślała o tym, co jeszcze może się wydarzyć.
Gdy stanął obok niej, zerknęła na niego z ukosa, zawieszając wzrok na nieskazitelnie białej koszuli. Bez marynarki wyglądał równie gorąco co z, ale Nelly nie chciała tak bezwstydnie taksować go spojrzeniem, więc odnalazła błękitne oczy, na których teraz się zatrzymała.
Białe, słodkie wino brzmiało bardzo kusząco, a co do tego? Nelly cisnęło się na usta kilka rzeczy, aż przygryzła delikatnie dolną wargę, bo wcale nie chodziło jej o jedzenie.
- Pokój z widokiem, białe wino, kolacja. Nono, robi się coraz bardziej romantycznie - zacmokała z uznaniem, nie spuszczając z Gasparda oczu, gdy przysuwał się bliżej, zaraz znowu znajdując się niebezpiecznie blisko. Miękły jej kolana, gdy tak maksymalnie zmniejszał między nimi dystans, gdy mogła poczuć ciepło jego oddechu na swojej skórze, a jego piękne perfumy przyjemnie drażniły jej nos.
- Dziękuję - odpowiedziała, obdarzając blondyna pięknym uśmiechem. Chyba nawet lekko się zarumieniła, bo lubiła komplementy, ale jego komplementy zdawały się mieć całkiem inną moc.
Wypuściła powietrze z płuc, gdy Gaspard odwrócił się do niej bokiem i tak samo jak on, popatrzyła na wodospad. Fakt, był imponujący. Aż Nelly zapragnęła podejść bliżej, więc zaczepiła swoimi drobnymi palcami o palce mężczyzny i powoli stawiając kroki, zbliżyła się do ogromnego okna. Wyciągnęła przed siebie prawą dłoń, by dotknąć nią zimnej powłoki i przez chwilę zahipnotyzowana przyglądała się widokowi po drugiej stronie. Nigdy by się do niego nie przyzwyczaiła.
- Widzę jeden problem - powiedziała po chwili, odwracając się do Gasparda przodem. Oparła się plecami o szybę za sobą i bezwstydnie przesunęła spojrzeniem po jego sylwetce, a kącik jej ust drgnął ku górze. - Przez ciebie nie mogę się na nim skupić - nie, bo jej przeszkadzał, tylko dlatego, że on też wyglądał imponująco.

Galen L. Wyatt

a lie with a view

: ndz lut 08, 2026 11:21 pm
autor: Galen L. Wyatt
Uśmiechnął się na jej słowa, chyba była taka zasada, ale czy Galen jej przestrzegał? Na pewno nie, bo jego ostatnia porządna sekretarka rzuciła pracę właśnie dlatego, że spoufalili się trochę za bardzo... Ale można powiedzieć, że to już bardzo dawne dzieje, chociaż od tej pory Wyatt wcale nie miał dobrej sekretarki. A ta obecna, Cindy nie umiała nawet obsługiwać ekspresu.
Na szczęście teraz Galen nie myślał za bardzo o firmie, chociaż może powinien biorąc pod uwagę fakt, że odwołał dzisiaj jakieś ważne spotkania, żeby tu być?
Ale jak, kiedy przed nim stała taka piękna kobieta, a te jej brązowe, zjawiskowe oczy błyszczały, kiedy patrzyła na ten wodospad. A może na niego?
Galen też lubił robić wrażenie. Lubił zaskakiwać.
Uśmiechnął się jednym kącikiem ust na jej słowa, a intensywnie niebieskie tęczówki przesunęły się ponownie po jej sylwetce, na oczy. Te piękne, ciemne oczy.
- Będę się starał, ale wiesz... jeszcze dużo przed nami. Cała noc pełna wrażeń - zupełnie inny wydźwięk miałoby to z ust prawdziwego Galena Wyatta, który miał w sobie coś z Wielkiego Gatsby'ego i można było się po nim spodziewać dosłownie wszystkiego. Ale ciekawe co wymyśli Gaspard?
Na razie szło mu nieźle. Wyatt był pod wrażeniem, że taki nudny Gaspard z przedmieścia wybierze takie miejsce na pierwszą randkę.
Nelly też chyba była.
- Pierwsze randki chyba powinny być romantyczne? - zerknął na nią z ukosa niby wciąż patrząc na wodospad, ale prawda jest taka, że niebieskie tęczówki już znowu odszukały jej ciemne, przenikliwe spojrzenie. Wodospad Niagara już widział i tym razem, to od niej nie mógł oderwać wzroku, a nie od niego. Przysunął się w jej kierunku, bo Galen był mistrzem przekraczania granic, dla niego pojęcie przestrzeni osobistej nie istniało. Co nie zawsze działało na jego korzyść, ale dzisiaj chyba tak.
Widział to w jej oczach, kiedy znowu stał od niej te kilka nieznośnych centymetrów. Z powodzeniem mógł zaciągnąć się zapachem jej perfum i z powodzeniem mógł podziwiać tę sukienkę, którą zaraz skomentował. Uśmiechnął się na to jak zareagowała na jego komplement, po plecach przeszedł mu przyjemny dreszcz, bo Wyatt lubił to jak działał na kobiety.
A działał, wiedział to. Wykorzystywał to.
I kiedy Nelly zahaczyła o jego dłoń i podeszła do okna, to ruszył za nią, zatrzymał się ten jeden krok przed, a kiedy się odwróciła to miał ją na wyciągnięcie ręki. Tym razem postanowił z tej okazji skorzystać...
Intensywnie niebieskie spojrzenie przesunęło się po jej twarzy, a Galen pokiwał delikatnie głową.
- No to rzeczywiście jest problem... - zaczął i wyciągnął rękę opierając ją o chłodną, gładką taflę nad jej ramieniem. Nabrał mocno powietrze w płuca, co mogła poczuć na swoim dekolcie, kiedy zawisł nad nią te kilka centymetrów, znowu... Te jego miękkie, ciepłe wargi, tuż nad jej pełnymi, gorącymi ustami.
- A będzie tylko gorzej... - powiedział powoli, tak, żeby czuła na sobie każdej jedno słowo. Jego niebieskie oczy znowu odszukały jej ciemne, przenikliwe spojrzenie. A drugą ręką sięgnęła do jej podbródka, na którym oparł dwa palce, miękko, lekko, tak jednak, żeby przytrzymać ją w razie odwrotu, jakiegoś zawahania.
Ale chyba żadne z nich się nie wahało?
Oboje tego chcieli.
W końcu, Wyatt złączył ich usta w pocałunku. Ten pierwszy był miękki, ledwo muskał jej wargi swoimi, smakując ich powoli. Odsunął się, żeby nabrać powietrze w płuca, zaciągnąć się jej zapachem i pocałował ją po raz drugi, zdecydowanie bardziej zachłannie, przysuwając się do niej tak, żeby całe jej plecy zderzyły się z chłodną taflą szyby, a na klatce piersiowej mogła poczuć jego przyspieszające serce. Kiedy na języku czuł już jej słodki smak, zdecydowanie lepszy niż go sobie wyobrażał.

Nelly Rowley

a lie with a view

: wt lut 10, 2026 10:34 pm
autor: Nelly Rowley
Nelly nie uważała, że Gaspard z przedmieścia był w jakimkolwiek stopniu nudny. Znała go krótko, ale póki co nieustannie ją zaskakiwał. Chyba potrzebowała nawet takiego Gasparda w swoim życiu, który będzie kradł porsche swojego szefa, by zabrać ją nad wodospad Niagara. Gdyby ktoś jej powiedział, że takie coś wylosuje się w jej bingo na ten rok, to prychnęłaby śmiechem. Ale trzeba przyznać, że te ich dwa, przypadkowe spotkania to były najbardziej ekscytujące rzeczy, które przytrafiły się Nelly, odkąd sprowadziła się do Toronto.
A teraz jeszcze ten sam, nudny Gaspard mówił jej, że jeszcze dużo przed nimi! I to w momencie, w którym Nelly była przekonana, że już więcej się nie da! Aż strach pomyśleć co by było, gdyby poznała Galena, zamiast Gasparda, skoro Gaspard był tylko jego mdłą podróbą.
Mdłą oczywiście nie dla Nelly, która patrzyła na blondyna błyszczącymi oczami, gdy powiedział o romantycznych pierwszych randkach.
- Tylko pierwsze? - złapała go za słówko. - A następne? Jakie powinny być? - zapytała. Czy chciała mu zasugerować, że ma nadzieję na następną? Na pewno nie bezpośrednio, ale tak. Może teraz ona powinna go gdzieś zaprosić? Oczywiście była świadoma, że w żaden sposób nie przebije tego, co dzisiaj jej zaserwował, ale może wcale nie musiała? Może mogła być zwykłą Nelly, bez drogiej kiecki i diamentowej kolii i też mu się spodoba?
Jej dywagacje przerwał Gaspard, który znowu stał tak blisko, że nie mogła się skupić na niczym innym. I gdy podeszła do okna, przelotnie zaczepiając jego dłoń, miała cichą nadzieję, że ruszy w jej ślady, co zaraz nastąpiło. Dopiero gdy odwróciła się do niego przodem, zorientowała się, że dzieli ich zaledwie jeden krok.
Czy jej to przeszkadzało? Absolutnie nie.
Poczuła przyjemny dreszcz, ale nie spuściła wzroku z błękitnych oczu, podczas gdy ręka Wyatta oparła się o szybę tuż nad jej ramieniem. Zamarła w bezruchu, gdy usta Gasparda znalazły się tak blisko, że bez problemu czuła jego gorący, przyjemnie drażniący oddech na swojej skórze.
Doprowadzał ją tym do szaleństwa.
I jeśli teraz, po raz kolejny spróbowałby się tak po prostu odsunąć, to była gotowa złapać go za tą nieskazitelnie białą, drogą koszulę i przyciągnąć z powrotem do siebie, ale zamiast tego blondyn ujął jej podbródek w swoje palce, a wzrok Nelly od razu przeskoczył na jego usta.
Próżno było szukać na jej twarzy zawahania. 
A gdy musnął jej lekko rozchylone wargi swoimi, pod Rowley niemalże ugięły się nogi. Poczuła, jak stado motyli obija się o wnętrze jej brzucha, dając odczucia, jakich nie miała już od dawna. 
Sapnęła prosto w usta Wyatta, gdy przyparł ją do okna, całując bardziej zachłannie, niż za pierwszym razem i nie pozostawała mu dłużna, z pasją odpłacając się pięknym za nadobne. Nawet nie zwróciła uwagi na to, jak zimna była szklana powłoka za jej plecami, bo w tym samym czasie ciało Gasparda grzało ją do czerwoności. 
Gdy wreszcie odsunęli się od siebie, by złapać oddech, wzrok Nelly nadal spoczywał na jego ustach. Podniosła prawą dłoń i przesunęła kciukiem po dolnej wardze Gasparda, ścierając z niej resztki swojej szminki. Wtedy odnalazła jego piękne oczy, spoglądając w nie głęboko. 
- Miałeś rację, jest tylko gorzej - powiedziała powoli, akcentując dwa ostatnie słowa. Zaraz zarzuciła mu ręce na kark, przechyliła lekko głowę i złączyła ich usta w kolejnym namiętnym pocałunku. Jej smukłe palce wplotły się w miękkie kosmyki blond włosów z tyłu głowy Galena, a paznokcie sunęły po skórze na tyle lekko, by jej nie zarysować, ale jednocześnie sprawić przyjemność. 

Galen L. Wyatt

a lie with a view

: ndz lut 15, 2026 1:50 pm
autor: Galen L. Wyatt
Uśmiechnął się delikatnie na jej pytanie, a intensywnie niebieskie tęczówki zawiesił na jej oczach. I co miał teraz powiedzieć jej coś w stylu nudnego Gasparda?
- Ja uważam, że wszystkie powinny być trochę romantyczne, ale chyba jestem... niepoprawnym romantykiem - Galen był, nie Gaspard. Chociaż on może też, ale w tym momencie przemówił przez niego prawdziwy Galen Wyatt, ze swoją romantyczną duszą, romantyka i bohatera tragicznego, z tym swoim ciągnącym się za nim pechem w miłości. Ale może akurat tego nie powinien jej zdradzać?
- Każda powinna być... trochę romantyczna, trochę szalona i zaskakująca... i gorąca - powiedział powoli. To też jeśli rozrysowaliby sobie na jakiejś planszy do bingo... walentynkowego na przykład, to już mogli by skreślić romantyzm, szaleństwo i zaskoczenie? Co im zostawało?
Chociaż Galen z niespodziankami wcale nie zamierzał na tym poprzestać.
No i chyba zamierzał też teraz uderzyć trochę w tę bardziej gorąca część. Ale przecież atmosfera między nimi i tak była już ciężka, ognista, od kiedy tylko jego długie palce musnęły jej nagą skórę, w tym butiku, gdy pomagał jej zapinać sukienkę. Bo ten dotyk był elektryzujący. Sprawiał, że po plecach szedł ten przyjemny prąd, który przyspieszał bijące w piersi serce. A Galen Wyatt to akurat uwielbiał najbardziej, kiedy jego serce rwało się w piersi. Chociaż przecież miał z tym problem, a lekarz by mu powiedział, że trzeba uważać.
Uważał... ale na pewno nie na to, żeby uspokoić puls.
Bo ten znowu podskoczył, kiedy tylko poczuł na swoich wargach jej słodki smak, kiedy jego usta badały te jej, w tym delikatnym, uważnym pocałunku. Pierwszym, iskrzącym pod skórą. Pierwsze pocałunki zawsze miały to do siebie, że w głowie zderzały się z jakimiś wyimaginowanymi wizjami, a przynajmniej jeśli chodzi o Galena i jego bujną wyobraźnię. Ale zapach perfum Nelly, który otulał go delikatnie, smak jej słodkich warg i bijące od niej ciepło, było nawet lepszym doznaniem, niż on to sobie wyobrażał. Sprawiało, że poczuł na karku ciarki.
Przyparł ją mocniej do szyby, w kolejnym, bardziej zachłannym spotkaniu ich spragnionych siebie warg. Bo to było czuć, że chyba oboje tak na siebie działali, oboje tego chcieli. A kiedy w końcu, Galen się odsunął, kiedy jego intensywnie niebieskie tęczówki odnalazły jej piękne, brązowe oczy, to oblizał usta zbierając z nich jej smak. Jej dotyk na jego wargach sprawił, że z płuc wyrwało się ciężkie westchnienie, które mogła poczuć na opuszku palca, zawisło na nim chyba dość dosadnie.
- A to... dopiero początek - rzucił z zaczepnym uśmiechem, który jednak ona zaraz zmazała z jego twarzy kolejnym pocałunkiem, Galen odpowiedział jej tym samym, łącząc ich języki w gorącym tańcu. Całował ją drapieżnie do utraty tchu, bo jeśli chodzi o Galena Wyatta i tą jego stonowaną, a czasem wręcz chłodną, aurę, to kończyła się ona wraz z kolejnymi muśnięciami warg. Kolejnymi łapanymi gdzieś pomiędzy pocałunkami, płytkimi oddechami. Przesunął palcami po jej talii, po biodrach, w dół, hacząc nimi o materiał sukienki, na jej gorących udach. Podwijając go delikatnie, tylko tyle, by jego chłodniejsze od zetknięcia z szybą palce, przesunęły się wyżej po jej ciepłej skórze, skontrastowały to, sprawiły, że skóra zaiskrzy znowu tym przyjemnym dreszczem.
Bo jego zaiskrzyła, gdy jej paznokcie w ten idealnie wymierzony sposób sunęły po jego skórze. Chociaż... Galen tylko sprawiał wrażenie takiego delikatnego, a jednak czasem wychodził z niego... ten drapieżny lew? Którego rolę grał w swoim gabinecie. W łóżku czasem też.
Ale tu się jeszcze trochę wahał, jeszcze badał teren, podsuwając dłoń wyżej na jej udzie, czubkami palców sięgając koronki jej bielizny w zagłębieniu biodra.

Nelly Rowley

a lie with a view

: ndz lut 15, 2026 9:00 pm
autor: Nelly Rowley
Z zaciekawieniem wpatrywała się w mężczyznę, oczekując odpowiedzi na zadane pytanie. Czy spodziewała się słów, które zaraz padły z jego ust? Chyba nie, choć może powinna, zważając na to, co im dzisiaj przygotował.
-A jest coś złego w byciu niepoprawnym romantykiem? - przechyliła głowę na bok. Fakt, można było się łatwo sparzyć, ale po za tym chyba fajnie było tak czasami wyłączyć chłodną logikę i dać się ponieść sercu i emocjom. Tak po prostu, bez zastanawiania się, co będzie dalej. - Mmm, podoba mi się ten miks - wyznała, uśmiechając się kącikiem ust. W jej mniemaniu randki powinny być dokładnie takie, jak opisał Gaspard. Wywoływać emocje, przyspieszać bicie serca i wyostrzać zmysły. Zabijać monotonie i wyrywać z codziennych schematów. Nawet jeśli nie były pierwszymi randkami.
Choć trzeba przyznać, że ta pierwsza randka była absolutnie wyjątkowa i Nelly nawet nie chciała myśleć o tym, że w końcu będzie musiała się zakończyć. I wcale nie chodziło tutaj o tę bogatą otoczkę, którą mieli zapewnioną dzięki… uprzejmości szefa Gasparda, tylko o istniejące między nimi napięcie, które stopniowo rosło z każdym spojrzeniem i dotykiem. Brunetka dawno czegoś takiego nie czuła, o ile w ogóle, bo w kontakcie z Gaspardem czasami miała wrażenie, że sypią się między nimi iskry, a powietrze jest tak gęste, że nie ma czym oddychać. I było to cholernie uzależniające. Tak uzależniające, że chciała więcej i więcej.
I gdy blondyn powiedział, że to dopiero początek, wzdłuż jej kręgosłupa po raz kolejny przeszedł przyjemny prąd. Wtedy, nie mogąc się powstrzymać, ponownie złączyła ich wargi w żarliwym pocałunku. Namiętnie pieściła usta Wyatta swoimi, doskonale czując, jak dłonie mężczyzny rozpoczynają wędrówkę wzdłuż jej talii, bioder, aż na uda, okryte jedynie cienkim materiałem sukienki. Zetknięcie jego chłodnych palców z jej nagą, rozgrzaną skórą od razu wywołało gęsią skórkę. Nie protestowała, gdy sunął nimi wyżej, wsuwając się pod materiał sukienki. Jego dotyk był przyjemny, cholernie podniecający i przede wszystkim bardzo uzależniający. Dał jej już próbkę w butiku, gdy pomagał Nelly w przymiarkach, ale teraz te doznania były zupełnie inne, dużo bardziej intensywne. Szczególnie, gdy zahaczył opuszkami o jej koronkowe majtki.
Nelly uśmiechnęła się kącikiem ust i przerwała pocałunek, by prześlizgnąć się w kierunku ucha Gasparda.
- Wiem, że jesteś ciekawy jaką bieliznę wybrałam - wyszeptała, łaskocząc delikatną skórę swoim gorącym oddechem. Zrobiła krótką przerwę i zwilżyła końcówką języka napuchnięte od pocałunków wargi. - Jeżeli chcesz, to sprawdź - dodała zaraz i zaczepnie przygryzła płatek ucha blondyna, następnie cofając głowę, by móc spojrzeć w te hipnotyzujące, błękitne oczy po raz kolejny. Jej serce jeszcze bardzoej przyspieszyło, niebezpiecznie mocno obijając się o klatkę piersiową. Jej spojrzenie natomiast było błyszczące, lekko rozmarzone, a zaróżowione usta wręcz błagały o kolejny pocałunek. A Nelly nie należała do osób, które miały w zwyczaju prosić, więc sama go pocałowała, paznokciami delikatnie rysując skórę wzdłuż szyi i powoli przesuwając się na barki, a potem już po nieskazitelnie białym materiale do równie eleganckich guzików, z zamiarem ich rozpięcia. Niestety udało jej się rozprawić tylko z pierwszym, bo wtedy rozległo się głośne pukanie do drzwi. Brunetka zamarła w bezruchu, nie odsuwając się jednak nawet na centymetr.
- Obsługa hotelowa! - po chwilo do ich uszu dotarł męski głos, a usta Rowley wykrzywiły się w rozbawieniu, po czym jeszcze raz, zaczepnie skubnęła wargi Gasparda i odsunęła się, by na niego spojrzeć.
- To chyba do ciebie - powiedziała, a jej oczy w dalszym ciągu były roześmiane. Cóż za fatalne wyczucie czasu!

Galen L. Wyatt

a lie with a view

: pn lut 16, 2026 10:50 pm
autor: Galen L. Wyatt
Właściwie gdyby tak na to spojrzeć, na przykładzie Galen Wyatta i jego zrywów serca, które zawsze kończyły się fiaskiem, to... może było w tym coś złego, ale to bardziej jakieś takie fatum, że w momencie, w którym on dawał się ponieść tym emocjom, podrygom swego schorowanego serduszka, to zawsze kończył z niczym. Nie raz. Nie dwa...
Już nawet nie chciało mu się liczyć ile tych razy było. A co nowszy to bardziej dotkliwszy. Co ostatnio zaprowadziła go do zaręczyn, a potem ich zerwania.
Ale się nie poddawał, wciąż próbował, bo może kiedyś i Galen Wyatt w końcu ulokuje swoje uczucia w kimś... właściwym?
Co prawda teraz to on nawet nie był Galenem Wyattem, tylko udawanym Gaspardem, a jednak serce zabiło mu jakoś mocniej, kiedy Nelly powiedziała to, że podoba jej się taki miks. Bo jemu o to przecież tak naprawdę chodziło, żeby spotkać na swojej drodze kogoś, kto podzieli z nim te niektóre jego zajawki, kto spojrzy na niego jak na człowieka, a nie na faceta, który może mieć wszystko. Kiedy on tak naprawdę nigdy nie chciał mieć wszystkiego... Tylko kogoś.
Teraz z kolejnym spojrzeniem w jej piękne oczy poczuł, że może właśnie tego kogoś ma przed sobą? Nie znali się za dobrze, a on przed nią przecież kłamał, ale czasami te iskry zbierające się pod skórą, to napięcie, które budowało się z sekundy na sekundę, mówiło samo za siebie...
Galen to czuł i ona chyba też, kiedy te jego intensywnie niebieskie oczy zaglądały w te jej, piękne, brązowe, głęboko, kiedy jego chłodne, długie palce sunęły po rozgrzanej skórze, z obietnicą, że to dopiero początek. Początek wędrówki po jej aksamitnej skórze, i początek pocałunków, z których każdy jeden był coraz bardziej ognisty. Inny. Sprawiający, że zakorzeniał się gdzieś w myślach, jakby jutro miał przypominać smak jej pełnych, gorących warg miedzy kolejnymi nudnymi spotkaniami.
Poczuł pod opuszkami fakturę koronki, a na uchu jej ciepły, urywany oddech, taki, który zwiastował, że robi się tutaj coraz bardziej... gorąco. I Galen też wypuścił mocniej powietrze z płuc, tak, że osiadło na jej dekolcie, na pięknej kolii.
- Bardzo ciekawy... - powiedział powoli, znowu zjeżdżając spojrzeniem w dół, na ta rękę, która już ukryta była pod cienkim materiałem sukienki. Chciał to sprawdzić, a kiedy Nelly wydała mu na to pozwolenie, na które przecież czekał, bo Galen Wyatt był w gruncie rzeczy... dżentelmenem. Jeszcze.
Kiedy poczuł na uchu to jej ugryzienie, zaczepne, prowokujące, to przesunął dłoń wyżej, podwijając materiał sukienki coraz mocniej, była śliczna... sukienka, ona. Ale Galen w pierwszej chwili nie za bardzo wiedział jak... jak się jej pozbyć. Gdzie jest ten cholerny zamek, mógł wypatrzyć go wcześniej.
Odsunął się, żeby spojrzeć w jej piękne, błyszczące oczy, i na te usta, zmysłowo rozchylone, czekające na więcej. I to więcej zaraz ona im dała, w kolejnym zmysłowym pocałunku, mocniej przyparł ją do chłodnej tafli, a ręce przesunęły się po jej nagich udach, jedno z nich unosząc do góry...
Tylko, że wtedy przerwało im to pukanie, głośne, tak, że odbiło się echem pod czaszką, wraz ze słowami, że to nie jest odpowiedni moment. Galen jednak oderwał się od niej, od tych miękkich, ciepłych ust, dopiero kiedy ktoś powiedział, że to obsługa. Trzy uderzenia serca walczył ze sobą, czy się od niej odsunąć, ale ten jej zadziorny uśmiech, te oczy, ozdobione wesołymi iskierkami...
- A mogliśmy się zaszyć w jakiejś chatce w lesie, bez żadnej obsługi... - mruknął spuszczając głowę, a jego ciepły oddech omiótł jej szyję. Przesunął palcami po jej skórze, ale się odsunął. Poprawił i ruszył do drzwi. Jeszcze się na nią obejrzał przez ramię, jeszcze te intensywnie niebieskie oczy prześlizgnęły się po jej sylwetce, a usta ułożyły w słowo.
- Piękna... - zanim otworzył, zanim wpuścił do pokoju boja z wózeczkiem, a tam szampan, truskawki, białe słodkie wino i jakieś przystawki, wszystko w akompaniamencie czerwonych róż, żeby było romantyczniej. Tak jak niepoprawni romantycy lubili najbardziej.
- Panie Wyatt czy coś jeszcze... - zaczął chłopak, a Galen wywrócił oczami. A zaraz już opierał rękę na plecach chłopaka prowadząc go do drzwi.
- Nie... To wszystko - rzucił, wyprosił kelnera i zamknął za nim drzwi.
Chciał wrócić do Nelly, naprawdę chciał, ale wtedy wodospad Niagara za jej plecami rozbłysnął tymi kolorowymi, zjawiskowymi światłami.
- Zimowy festiwal świateł - powiedział podchodząc do okna i polał jej do kieliszka wino, zaraz jej go podał. Dla siebie do ciężkiej szklanki nalał whisky, bo Galen nigdy nie był smakoszem wina.

Nelly Rowley

a lie with a view

: wt lut 17, 2026 10:47 pm
autor: Nelly Rowley
Między nimi tak bardzo iskrzyło, że Nelly momentami miała wrażenie, że te iskry dosłownie widać dookoła nich. Jak odbijają się od okna, podłogi, przeskakują między ich ustami, pojawiając się wraz z dotykiem chłodnych palców Gasparda na jej rozgrzanej skórze. Są wszędzie dookoła i choć nie parzą, to powodują dreszczyk emocji, przyspieszone tętno i potęgują ochotę na więcej.
A gdy Nelly dała pozwolenie, by to więcej nastąpiło, szybko uśmiechnęła się kącikiem ust, bo blondyn tylko potwierdził jej dotychczasowe przypuszczenia. Oczywiście, że był ciekawy. Przecież sam kazał jej wybrać, nie po to, by tylko sprawić jej kolejny prezent, lecz by zrobić sobie niespodziankę. By później odpakować ją niczym wyczekany prezent i sprawdzić, co kryje się pod karmazynowym materiałem jej krótkiej sukienki. Była tego świadoma. A mimo to poszła z ekspedientką i z jej pomocą wybrała piękny koronkowy i bardzo seksowny zestaw. Czerwony, bo po przymiarkach sukienek doszła do wniosku, że w tym czerwonym całkiem jej do twarzy. A już na pewno, teraz gdy jej policzki i usta były zaróżowione, a oczy ciemne i błyszczące.
Wypuściła powietrze z ust, gdy ręka Gasparda powędrowała wyżej, jeszcze bardziej podwijając materiał i odsłaniając jej nagie udo. Nie była nawet świadoma, że rozpięcie sukienki może być wyzwaniem, bo przecież tak niedawno blondyn sam pomagał jej ją założyć, ale nawet gdyby wiedziała, to absolutnie by go za to nie winiła. Ona też w tym momencie nie myślała do końca trzeźwo, odurzona bliskością i zapachem rozgrzanej skóry mężczyzny, zmieszanym z jego eleganckimi perfumami. Poezja dla zmysłów.
Szybko wyłapała sugestię i zarzuciła jedną nogę na biodro Wyatta, w ten sposób jeszcze zmniejszając dzielący ich dystans. W tym samym czasie namiętnie, łapczywie pieściła jego usta i miała wrażenie, że wręcz słyszy bicie swojego serca, ale wtedy rozległo się nieszczęsne pukanie do drzwi.
Oczywiście, jeżeli coś takiego miało prawo wydarzyć się w najmniej oczekiwanym momencie, to jej na pewno się wydarzy.
- Brzmi jak świetny pomysł na kolejny raz - odparła luźno. W chatce w lesie na pewno nie mieliby takich czarujących widoków, ale prawdopodobnie duża wanna świetnie by to zrekompensowała.
Mimo wszystko była lekko rozbawiona całą tą sytuacją, bo właściwie co innego jej pozostało. Ktoś stał pod drzwiami i czekał. Z pewnością nie znalazł się tutaj przypadkowo, więc nie mogli go tak po prostu zignorować, jakby świat poza ich mydlaną bańką nie istniał. Niestety…
Gdy blondyn się od niej odsunął, westchnęła i obciągnęła sukienkę niżej. Przeczesała jeszcze palcami włosy, a gdy się tak poprawiała, jej wzrok napotkał błękitne oczy Gasparda, który obejrzał się przez ramię, chyba tylko po to, by po raz kolejny wywołać na twarzy Nelly uśmiech.
Gdy pracownik hotelu wszedł do apartamentu z wózeczkiem przepełnionym łakociami, brunetka zrobiła trzy niepośpieszne kroki w ich kierunku, kierując się - a jakby inaczej - swoją ciekawością. Zatrzymała się jednak, z rozbawieniem obserwując jak Gaspard niemalże wypycha chłopaka z pokoju i gdy zostali już sami, odnalazła jego spojrzenie.
- Biedny pewnie liczył na napiwek - skomentowała, wpatrując się w Wyatta i dopiero gdy zobaczyła, że zerka gdzieś za nią, to obejrzała się przez ramię i wtedy zobaczyła to, o czym rozmawiali w samochodzie. Znowu odwróciła się przodem do szyby i przez moment totalnie zahipnotyzowana śledziła wzrokiem kolorowe rozbłyski, by zaraz przejąć od Gasparda kieliszek wina. Podziękowała i zaraz upiła łyczka. Tym razem się nie skrzywiła, bo było pyszne, słodkie i bardzo gładkie w smaku. Zdecydowanie lepsze, niż wina z marketu, które zazwyczaj pijała.
- Widzę, że obsługa dostała bardzo precyzyjne wytyczne w sprawie tego wina - uśmiechnęła się kącikiem ust, a jej słowa mężczyzna mógł uznać za aprobatę. - Potrzymasz mi chwilę? - zapytała i wystawiła dłoń z kieliszkiem przed siebie, przelotnie rozglądając się po pomieszczeniu. - Muszę trochę zmienić… aranżację - powiedziała i ruszyła w stronę łóżka, ściągając z niego mięsistą, futerkową narzutę. Wzięła jeszcze kilka poduszek - tyle, ile udało jej się zabrać przy jednym kursie i wróciła pod przeszklenie, układając wszystko na wykładzinie przed szybą. Zgarnęła jeszcze z wózka truskawki, bo nie jadła ich od lata i totalnie nie mogła się powstrzymać, i usiadła na podłodze. Spojrzała na Gasparda i poklepała dłonią miejsce obok siebie. Nie obchodziło jej, że nie było to do końca eleganckie i nie pasowało do całej tej drogiej otoczki. Przejęła też od niego kieliszek z winem, upiła trochę i odstawiła go na podłogę obok siebie.
- Jest pięknie - stwierdziła i na kilka sekund zawiesiła spojrzenie na Gaspardzie, by zaraz znowu zacząć obserwować pokaz. - Swoją drogą, zauważyłam, że wszyscy zwracają się do ciebie po nazwisku - stwierdziła, marszcząc lekko brwi. - Muszą cię tutaj dobrze znać. Ja też jakbym je skądś kojarzyła, ale nie mogę sobie przypomnieć. - dodała i lekko się uśmiechnęła. - Pewnie jakiś aktor ma takie same - wzruszyła ramionami, jak gdyby nigdy nic.

Galen L. Wyatt

a lie with a view

: śr lut 18, 2026 7:00 pm
autor: Galen L. Wyatt
Galen liczył na więcej, i rzeczywiście ten zestaw koronkowej bielizny, który wybrała, specjalnie dla niego, traktował jak prezent, niespodziankę... Tylko, że Galen Wyatt nigdy nie mógł się doczekać prezentów, i właściwie to... nie lubił niespodzianek. Bo on lubił mieć wszystko pod kontrolą i był niecierpliwy, dlatego kiedy tylko Nelly pozwoliła mu na to więcej, on nie wahał się już ani chwili.
Może nawet w końcu znalazłby zamek sukienki, który przecież zasuwał, ale rzeczywiście jego myśli tak bardzo krążyły wokół tego, żeby się jej pozbyć, że go chyba zamroczyło. A może zamroczyły go te kolejne pocałunki, ta bliskość, którą Nelly podkreśliła oplatając go nogą. A może tak iskrzyło, że aż go zamroczyło? Nelly po prostu na niego działała. Widać to było w jego błękitnych oczach, których nie mógł od niej oderwać, nawet gdy zaczęła się do drzwi dobijać obsługa.
Zdecydowanie kolejny raz powinien być bardziej kameralny, tylko we dwójkę. A takie zaszycie się w chatce w lesie brzmiało dobrze, przynajmniej według Galena, widoki też czasem mogły być malownicze, Kanada w końcu była... ładna. Chociaż, jakby ten domek był na Bali, to mogło być jeszcze lepiej. Ale to już bardziej taki wypad na poziomie Galen Wyatta. A nie Gasparda chyba?
Chociaż czy tu jeszcze w ogóle był Gaspard?
Jak Galen już tak bardzo się zatracił w tym, że kierował się sercem, emocjami, a nie tym... co zrobiłby Gaspard, który może nie był taki za porywami serca. Chociaż Galen przecież też nie zawsze był... Nie no był. On potrzebował czucia, tego dreszczyku emocji pod skórą. Który dostarczało mu każde spojrzenie w jej piękne, duże oczy.
Wyprosił obsługę szybciutko.
- Za to przerwanie... w takim momencie, dzisiaj bez napiwku - rzucił i wywrócił oczami, Galen zawsze dawał dobre napiwki, ale dzisiaj nie wiedział na ile sobie może pozwolić, bo przecież wciąż to była gra.
A za chwilę na wodospadzie Niagara pojawiła się przepiękna, też gra, świateł. Feeria barw rozbłysła się po wodzie tworząc świecące, migotliwe przedstawienie. Piękne.
Na chwilę zawiesił spojrzenie na tym pokazie, kiedy jednak Nelly skosztowała wina, a później doceniła jego smak, odwrócił się w jej kierunku.
- Miało być najlepsze jakie mają, słodkie, białe... ale nie znam się za bardzo na winach - powiedział i to było całkiem szczere - trochę bardziej na whisky - zdecydowanie bardziej znał się na whisky. Kiedy Nelly poprosiła, żeby przytrzymał jej kieliszek od razy chwycił go w palce, a jego niebieskie tęczówki podążyły za nią do łóżka, uniósł jedną brew, ale uśmiechnął się delikatnie.
- Kolejny talent? Oprócz tego masażu, to jeszcze aranżacja wnętrz? - nie mógł powiedzieć, że nie podobał mu się jej pomysł, podobał, a wyobraźnia nawet podpowiadała już różne scenariusze na wykorzystanie... tych poduszek. Usiadł obok niej oddając jej kieliszek, zamoczył też usta w swoim whisky, ściągnął językiem z wargi kropelkę alkoholu, kiedy jego oczy znowu na moment zawisły na wodospadzie. Na moment, bo dla niego to jednak Nelly była dzisiaj piękniejsza.
Zwrócił się znowu w jej kierunku, kiedy zaczęła temat jego nazwiska, na moment jakby wstrzymał powietrze i znowu napił się whisky.
- Bywam tu... często, z szefem - wyjaśnił, chociaż trochę się zawahał - Wyatt to popularne nazwisko - wcale nie było takie popularne. Zwłaszcza tutaj w Toronto kojarzyło się tylko z Galenem i jego rodziną. Swoją drogą paskudnie bogatą rodziną, ich firmą, która wkraczała na rynek Azjatycki i Europejski. A ostatnio... też z przemytem żywego towaru w kontenerach Northexu, albo jak ktoś wolał z trupami w kontenerach, bo były opóźnienia i dziewczyny dotarły do Kanady martwe. Piętnaście ciał, których zdjęcia pokazywali Galenowi licząc, że się złamie i przyzna. Ale to przecież nie on. Chociaż sprawa była wciąż w toku.
Naprawdę nie chciał, żeby to teraz do Nelly dotarło.
- Truskawki, nie jadłem ich sto lat, mogę jedną? - jakoś chciał zmienić temat, bo prawda jest taka, że Galen truskawki jadł często, bo je po prostu lubił. Truskawki i szampan. I teraz też, zanim jeszcze sięgnął po truskawkę, wstał, żeby nalać im po kieliszku szampana, co z tego, że mieli wino i whisky, w końcu dzisiaj mieli zaszaleć.
- Musimy wznieść jakiś toast - zaproponował i podał jej kolejny kieliszek - za to, żeby to spotkanie... zapadło nam w pamięć tak, jak ten pokaz? - powiedział powoli, ważąc odpowiednio słowa, żeby troszkę pobudzić wyobraźnie i podkreślić wyniosłość chwili.

Nelly Rowley

a lie with a view

: czw lut 19, 2026 12:30 am
autor: Nelly Rowley
Najlepsze jakie mają, w kwestii wina dla Nelly brzmiało prawie tak samo jak najdroższe jakie mają. Ale postanowiła nawet nie dociekać, bo jakoś lepiej jej się żyło, gdy nie znała ceny za trunek, który właśnie sączyła. Pewnie te wszystkie kwoty, gdyby je oczywiście poznała, to wgniotłyby ją w podłogę. Jak robaka. Nieświadomość była słodka i postanowiła z niej dzisiaj korzystać.
- Lubię whisky. Może nie tak bardzo jak wino, ale lubię - powiedziała, gdy Gaspard o tym wspomniał. Co prawda nie zamieniłaby się z nim teraz na kieliszki, bo to wino naprawdę jej smakowało, ale kiedyś chętnie spróbowałaby czegoś lepszego jakościowo niż Jack Daniels. Może by się nawet czegoś nowego nauczyła, bo przecież te wszystkie nuty smakowe były fascynujące.
- Mam wiele talentów. Jeszcze nie raz cię zaskoczę - obejrzała się przez ramię, układając na podłodze prowizoryczne posłanie, które o dziwo wyglądało dużo lepiej, niż zakładała. Mięsista narzuta dawała bardzo przytulny vibe i jak się też zaraz okazało, była całkiem wygodna do siedzenia. Zresztą, wodospad oświetlony całą paletą barw był tak pięknym i niecodziennym widokiem, że równie dobrze Nelly mogłaby siedzieć na gołym betonie, bo widoki i towarzystwo miała pierwszorzędne.
Pokiwała głową na słowa Gasparda w kontekście nazwiska, przyglądając mu się z uwagą tymi swoimi dużymi, błyszczącymi oczami. Miało to sens. Wszystko, co mówił, miało sens, bo przecież Nelly nie węszyła, tylko pytała ze zwykłej, ludzkiej ciekawości. Nie dał jej żadnych wystarczających poszlak, by mogła zacząć doszukiwać się jakiegoś przekrętu. No i na dodatek była w nim zauroczona, więc nawet jeśli jakieś drobne poszlaki się pojawiały, to mózg Nelly szybko wymazywał je z pamięci.
Otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale Wyatt zapytał o truskawki, o których Nelly całkowicie zapomniała. Postawiła je na podłodze za sobą i tak zostawiła, a przecież sama miała na nie ogromną ochotę.
- No pewnie - odparła szybko, sięgając po pięknie ozdobiony talerz. Postawiła go między sobą, a Gaspardem, ale mężczyzna w tym momencie wstał i poszedł po szampana.
- Ewidentnie chcesz mnie upić - powiedziała z rozbawieniem, gdy nalewał buzujący alkohol do wysokich kieliszków. W jej głosie jednak nie było nawet nuty sprzeciwu. Zawsze słyszała o szampanie i truskawkach, ale nigdy nie miała okazji spróbować tego słynnego połączenia. Aż do teraz.
Ujęła jeden z kieliszków w palce i poczekała, aż blondyn znowu zajmie miejsce obok niej. Wtedy, łagodnie się uśmiechając, wysłuchała toastu i skinęła głową, zaraz poszerzając uśmiech.
- Za szalone pierwsze randki - dodała od siebie i delikatnie stuknęła kieliszek Gasparda uważając, by cienkie szkło nie pękło. Szkoda byłoby takiego szampana. Właściwie, to nie wiedziała, czego może się po nim spodziewać, ale biorąc pierwszego łyczka, przyjemnie się zaskoczyła. Inaczej wspominała sylwestrowe szampany, które popijali ze starymi znajomymi w Port Hope. - Mmm, Sowietskoje Igristoje to to nie jest, ale całkiem niezły - skomentowała próbując zachować powagę, ale nie wytrzymała i zaśmiała się, odsłaniając równe zęby. Pokręciła rozbawiona głową, bo nie była nawet pewna, czy Gaspard zna takie wytrawne trunki, ale zaraz upiła jeszcze jednego łyczka, na potwierdzenie, że naprawdę jej smakuje.
- Do szampana chyba powinno się jeść truskawki, co? Poczekaj, wybiorę ci najładniejszą - powiedziała i przeskoczyła wzrokiem na talerz między nimi. Wszystkie były kształtne, duże i intensywnie czerwone. Tak idealne, że wyglądały prawie jak sztuczne. Wybór nie trwał więc długo, sięgnęła po jedną i chwyciła ją za szypułki, ale zamiast podać mężczyźnie, to odgryzła koniuszek. Końcówką języka przesunęła po dolnej wardze, zdejmując resztki soku i wtedy wystawiła owoc w kierunku blondyna, zachęcając go do skosztowania. - Musiałam sprawdzić czy dobra - wyjaśniła, uśmiechając się kącikiem ust.

Galen L. Wyatt