Właściwie gdyby tak na to spojrzeć, na przykładzie Galen Wyatta i jego zrywów serca, które zawsze kończyły się fiaskiem, to... może było w tym coś złego, ale to bardziej jakieś takie fatum, że w momencie, w którym on dawał się ponieść tym emocjom, podrygom swego schorowanego serduszka, to zawsze kończył z niczym. Nie raz. Nie dwa...
Już nawet nie chciało mu się liczyć ile tych razy było. A co nowszy to bardziej dotkliwszy. Co ostatnio zaprowadziła go do zaręczyn, a potem ich zerwania.
Ale się nie poddawał, wciąż próbował, bo może kiedyś i Galen Wyatt w końcu ulokuje swoje uczucia w kimś... właściwym?
Co prawda teraz to on nawet nie był Galenem Wyattem, tylko udawanym Gaspardem, a jednak serce zabiło mu jakoś mocniej, kiedy Nelly powiedziała to, że podoba jej się taki miks. Bo jemu o to przecież tak naprawdę chodziło, żeby spotkać na swojej drodze kogoś, kto podzieli z nim te niektóre jego zajawki, kto spojrzy na niego jak na człowieka, a nie na faceta, który może mieć wszystko. Kiedy on tak naprawdę nigdy nie chciał mieć wszystkiego... Tylko kogoś.
Teraz z kolejnym spojrzeniem w jej piękne oczy poczuł, że może właśnie tego kogoś ma przed sobą? Nie znali się za dobrze, a on przed nią przecież kłamał, ale czasami te iskry zbierające się pod skórą, to napięcie, które budowało się z sekundy na sekundę, mówiło samo za siebie...
Galen to czuł i ona chyba też, kiedy te jego intensywnie niebieskie oczy zaglądały w te jej, piękne, brązowe, głęboko, kiedy jego chłodne, długie palce sunęły po rozgrzanej skórze, z obietnicą, że
to dopiero początek. Początek wędrówki po jej aksamitnej skórze, i początek pocałunków, z których każdy jeden był coraz bardziej ognisty. Inny. Sprawiający, że zakorzeniał się gdzieś w myślach, jakby jutro miał przypominać smak jej pełnych, gorących warg miedzy kolejnymi nudnymi spotkaniami.
Poczuł pod opuszkami fakturę koronki, a na uchu jej ciepły, urywany oddech, taki, który zwiastował, że robi się tutaj coraz bardziej... gorąco. I Galen też wypuścił mocniej powietrze z płuc, tak, że osiadło na jej dekolcie, na pięknej kolii.
-
Bardzo ciekawy... - powiedział powoli, znowu zjeżdżając spojrzeniem w dół, na ta rękę, która już ukryta była pod cienkim materiałem sukienki. Chciał to sprawdzić, a kiedy Nelly wydała mu na to pozwolenie, na które przecież czekał, bo Galen Wyatt był w gruncie rzeczy... dżentelmenem. Jeszcze.
Kiedy poczuł na uchu to jej ugryzienie, zaczepne, prowokujące, to przesunął dłoń wyżej, podwijając materiał sukienki coraz mocniej, była śliczna... sukienka, ona. Ale Galen w pierwszej chwili nie za bardzo wiedział jak... jak się jej pozbyć. Gdzie jest ten cholerny zamek, mógł wypatrzyć go wcześniej.
Odsunął się, żeby spojrzeć w jej piękne, błyszczące oczy, i na te usta, zmysłowo rozchylone, czekające na więcej. I to więcej zaraz ona im dała, w kolejnym zmysłowym pocałunku, mocniej przyparł ją do chłodnej tafli, a ręce przesunęły się po jej nagich udach, jedno z nich unosząc do góry...
Tylko, że wtedy przerwało im to pukanie, głośne, tak, że odbiło się echem pod czaszką, wraz ze słowami, że to nie jest odpowiedni moment. Galen jednak oderwał się od niej, od tych miękkich, ciepłych ust, dopiero kiedy ktoś powiedział, że to obsługa. Trzy uderzenia serca walczył ze sobą, czy się od niej odsunąć, ale ten jej zadziorny uśmiech, te oczy, ozdobione wesołymi iskierkami...
-
A mogliśmy się zaszyć w jakiejś chatce w lesie, bez żadnej obsługi... - mruknął spuszczając głowę, a jego ciepły oddech omiótł jej szyję. Przesunął palcami po jej skórze, ale się odsunął. Poprawił i ruszył do drzwi. Jeszcze się na nią obejrzał przez ramię, jeszcze te intensywnie niebieskie oczy prześlizgnęły się po jej sylwetce, a usta ułożyły w słowo.
-
Piękna... - zanim otworzył, zanim wpuścił do pokoju boja z wózeczkiem, a tam szampan, truskawki, białe słodkie wino i jakieś przystawki, wszystko w akompaniamencie czerwonych róż, żeby było romantyczniej. Tak jak niepoprawni romantycy lubili najbardziej.
-
Panie Wyatt czy coś jeszcze... - zaczął chłopak, a Galen wywrócił oczami. A zaraz już opierał rękę na plecach chłopaka prowadząc go do drzwi.
-
Nie... To wszystko - rzucił, wyprosił kelnera i zamknął za nim drzwi.
Chciał wrócić do Nelly, naprawdę chciał, ale wtedy wodospad Niagara za jej plecami rozbłysnął tymi kolorowymi, zjawiskowymi światłami.
-
Zimowy festiwal świateł - powiedział podchodząc do okna i polał jej do kieliszka wino, zaraz jej go podał. Dla siebie do ciężkiej szklanki nalał whisky, bo Galen nigdy nie był smakoszem wina.
Nelly Rowley